Wszystkie wpisy, których autorem jest Sylwia Merchut (Iwan)

Piszę artykuły i fotografuję zarządzam swoimi stronami Kingfisher.page, autyzmwszkole.com, autyzm.life i Neuroróżnorodni, smart-sens.org. Ekonomistka, absolwentka: WSB we Wrocławiu oraz UO na Wydziale Ekonomicznym

Analiza snów, na czym polega praca ze snem?

Z głowy nie wychodzą mi wspomnienia o snach. Tych niebieskich, tych o kwiatach i tych niezapisanych, przynoszących niekontrolowane wybuchy radości, których nie mogę odtworzyć ale wiem, że są gdzieś pod powłokami umysłu. Widzę tylko przebłyski. Płynąca spokojnie jasna, drewniana łódź w bezwietrzny dzień, tafla wody w tajemniczym zakątku dżingli i typowy polski las na spacerze z jakąś grupą wędrowców gdzie na pierwszy plan wysuwa się jaskrawa zieleń mchów. Na samo wspomnienie odpala mi się cząsteczka radości jak u wariata, więc pielęgnuję ten obraz jak największy dar chociaż to wszystko i tak się dzieje poza moją świadomością. Nie mam wpływu, bo tu raczej podświadomość ma władzę i sens. Ona reguluje cały proces, a moja kontrola nad nią jest znikoma. Carl Jung miał rację, zwracając się do niej jak do studni osobistej mądrości. Zaakceptować jej istnienie i ćwiczyć jej supermoce – oto jest sposób na poszerzenie świadomości. Zawsze też można zostać nawiedzoną czarownicą spod sklepu monopolowego głoszącą prawdy objawione, o proroczych snach w tym końcu świata, który jakoś do tej pory nie chce nadejść. Co zrobić. Jestem nawiedzona. Sny powracają do mnie z dwojoną siłą. Chyba rozumiem, o co Carlowi chodziło. To wszystko można selekcjonować i wydobywać wedle uznania. Interpretować na swój własny sposób. Wszystko zależy od nastawienia i pracy nad sobą.

Podobno są grupy, które potrafią przywoływać sny. Projektować w swoich umysłach, te przyjemne sny i do nich wracać na życzenie. Są też Kręgi Kobiet, które śnią jednocześnie ten sam sen tak jak ich prababki przed wiekami. Świat snów jest nieograniczony, nieskończony w swej zagadkowości. Sny pochodzą z głębi, więc muszą być prawdziwe. Tylko czym ta prawdza jest?

Tak naprawdę tematyka snów zaczęła mnie interesować po przeczytaniu książki „Przynależność” autorki o dziwnym imieniu Toko-pa. Ona zmieniła moje wyobrażenie, o całej tej tajemniczej machinie snów oraz intuicji, o której coś niby wiemy ale często boimy się zaakceptować niektóre fakty, żeby wśród twardo stąpających po ziemi nie wyjść na durnia. Ta książka, użyje kolokwializmu, jest naprawdę magiczna i uzdrawiającą, zwłaszcza dla odklejonym outsiderów takich jak ja. Pozwolę sobie wkleić dłuższy fragment, dla wszystkich poszukujących czegoś innego, nowego, lepszego lub po prostu oryginalnego:

„Toko-pa Turner – kanadyjska badaczka snów, pisarka i nauczycielka. W swojej działalności łączy mistyczną tradycję sufizmu, w której się wychowała, z jungowskim podejściem do pracy ze snami. W 2001 roku założyła Szkołę Śnienia, którą ukończyły setki studentów. Koncentruje się na przywracaniu kobiecości, odzyskiwaniu więzi z naturą i tworzeniu piękna. Jej bestsellerowa książka Przynależność zdobyła m.in. nagrodę Nautilus Gold 2017 w kategorii rozwój osobisty, Readers’ Favorite Gold Award 2018 oraz nagrodę IAN Book of the Year 2019. Mieszka na małej wyspie na Morzu Salish w Kolumbii Brytyjskiej”.

OD AUTORKI

Dla buntowników i odmieńców, dla czarnych owiec i outsiderów. Dla uciekinierów, sierot, kozłów ofiarnych i dziwaków. Dla tych, którzy zostali oderwani od swoich korzeni, porzuceni, odrzuceni i niezauważeni.
Obyście dostrzegali z coraz większą jasnością, że wiecie to, co wiecie.
Obyście porzucili swoje przywiązanie do zwątpienia w siebie, potulności i niepewności.
Obyście mieli gotowość do tego, żeby być nielubiani, ale w tym procesie zyskali bezgraniczną miłość.
Obyście byli nieczuli na krzywdzące projekcje innych osób i obyście wyrażali swój brak zgody z precyzją i wdziękiem.
Obyście zobaczyli, z całkowitą jasnością natury, która przez was przepływa, że wasz głos jest nie tylko niezbędny, ale rozpaczliwie potrzebny, żebyśmy wyszli cało z tego zamętu.
Obyście czuli się podtrzymywani, wspierani, połączeni i pokrzepieni, kiedy dajecie światu siebie i swoje dary.
Obyście byli pewni tego, że jeśli staniecie po swojej stronie, nie będziecie sami.
Z miłością
Toko-pa

Imię dostałam od rodziców. Wybrali je z tomiku wierszy zatytułowanego Technicians of the Sacred [Laboranci świętości] autorstwa Jerome’a Rothenberga. W maoryskim micie o stworzeniu świata Toko-pa jest bóstwem znanym jako Matka Mgły. Na przestrzeni lat zaczęłam postrzegać tę mgłę jako królestwo rozciągnięte pomiędzy światami jawy i snu. I rzeczywiście moje życie poświęcam naprawianiu mostu pomiędzy tymi światami.
Urodziłam się na farmie w hrabstwie Devon na południu Anglii. Kiedy miałam cztery lata, przybyłam do Kanady, gdzie dziadkowie ze strony matki schronili się po ucieczce z targanej wojną Polski. Wychowałam się we wspólnocie sufickiej w Montrealu.
Moją największą miłością zawsze była muzyka. W wieku dziewięciu lat zaczęłam grać na gitarze i śpiewać, a jako dwudziestoparolatka odbyłam trasę koncertową z zespołem, a nawet nagrałam album z oryginalną muzyką. Na chwilę zabłąkałam się do branży muzycznej i pracowałam jako członkini zarządu wytwórni płytowej.
Dzięki ciemnej stronie swojej duszy porzuciłam to życie i wróciłam do mistycznych nauk sufizmu oraz studiowania snów. Zaczęłam zgłębiać psychologię analityczną i odbyłam trzyletni staż w Fundacji Jungowskiej w Ontario. W zamian za parzenie herbaty i zajmowanie się rejestracją siedziałam u stóp takich nauczycieli, jak Marion Woodman, James Hollis, J. Gary Sparks i inni wielcy jungiści.
Łącząc mistyczną tradycję sufizmu z jungowskim podejściem do snów, w dwa tysiące pierwszym roku założyłam Szkołę Śnienia. Kierując się pokornym pragnieniem, żeby podzielić się zdobytą wiedzą, rozpoczęłam nauczanie i wspieranie innych w interpretacji snów w mojej prywatnej praktyce. Teraz, prawie siedemnaście lat później, tworzymy sieć ponad stu tysięcy śniących na całym świecie. Poza zajmowaniem się snami skupiam się w swojej pracy nad odzyskiwaniem pierwiastka żeńskiego, godzeniem paradoksów, uwznioślaniem żalu po stracie i trzymaniem przestrzeni w rytuałach.
Przynależność to moja pierwsza książka.
http://www.toko-pa.com

Świat snów: Analiza podświadomości według Carla Junga

Carl Jung, wybitny psycholog i założyciel psychologii analitycznej, poświęcił znaczną część swoich badań na analizę snów i ich związku z podświadomością. W jego teorii snów, Jung głęboko zagłębił się w tajemniczy świat symboli i archetypów, odkrywając bogactwo informacji skrywanych w naszych nocnych wędrówkach.

Jung podkreślał, że sny są nie tylko przypadkowymi zjawiskami, ale wyrazem głęboko zakorzenionych elementów naszej psychiki. Twierdził, że w świecie snów podświadomość komunikuje się z nami za pomocą symboli, które mają uniwersalne znaczenie. Archetypy, czyli pierwotne symbole, jak postać Matki czy Mędrca, często pojawiają się we snach, odzwierciedlając wspólne doświadczenia ludzkości.

Jednym z kluczowych pojęć w teorii Junga jest „nieświadomość zbiorowa”. Według niego, nasze umysły są związane z nieświadomymi aspektami zbiorowymi, które obejmują wspólne motywy i symbole zanurzone w kulturze i historii. W śnie, nieświadomość zbiorowa może się objawiać poprzez archetypiczne wizerunki, pomagając nam zrozumieć głębokie pragnienia, obawy i wyzwania.

Jung uważał również, że analiza snów może prowadzić do procesu zwanego „indywidualizacją”, czyli integracji różnych aspektów naszej psychiki. Poprzez zrozumienie i zaakceptowanie symboli sennych, jednostka może osiągnąć większą harmonię wewnętrzną.

Warto podkreślić, że Jung nie sprowadzał snów jedynie do jednoznacznych interpretacji, lecz zachęcał do zindywidualizowanego podejścia. Każda osoba ma swoje unikalne doświadczenia, a symbole we snach zyskują znaczenie w kontekście osobistym.

Analiza snów według Carla Junga wymaga otwartości na głębokie warstwy podświadomości i gotowości do odkrywania znaczeń ukrytych za kurtyną snów. Przez tę fascynującą podróż w głąb umysłu, Jung pozostawił dziedzictwo, które nadal inspiruje badaczy snów i poszukiwaczy samopoznania.

Na czym polega praca ze snem?

Praca ze snem, zwłaszcza w kontekście psychologii analitycznej Carla Junga, to proces badawczy mający na celu zrozumienie i integrowanie treści snów w celu uzyskania głębszej wiedzy na temat własnej psychiki.

  1. Analiza symboli: Interpretacja symboli występujących we śnie jest kluczowym elementem pracy ze snem. Jung uznawał, że symbole te mają uniwersalne znaczenie, ale także indywidualne interpretacje, co wymaga zrozumienia kontekstu życiowego osoby śniącej.
  2. Archetypy: Jung wierzył w istnienie archetypów – pierwotnych, wspólnych dla ludzkości symboli. Praca ze snem obejmuje identyfikację tych archetypów w snach i zrozumienie, jak wpływają na psychikę jednostki.
  3. Proces indywidualizacji: Praca ze snem może prowadzić do procesu indywidualizacji, który oznacza integrację różnych aspektów osobowości. Analiza snów pomaga zidentyfikować ukryte pragnienia, konflikty i obszary do rozwoju, przyczyniając się do pełniejszego zrozumienia samego siebie.
  4. Dialog z podświadomością: Świadome eksplorowanie treści snów stwarza możliwość dialogu z podświadomością. W ten sposób osoba może zbliżyć się do ukrytych myśli, emocji i doświadczeń, co może mieć terapeutyczne znaczenie.
  5. Refleksja nad życiem: Sny często odzwierciedlają aktualne wyzwania, sukcesy i trudności w życiu jednostki. Praca ze snem może pomóc w lepszym zrozumieniu życiowych sytuacji, umożliwiając bardziej świadome podejście do nich.

Praca ze snem może być prowadzona indywidualnie, ale także pod opieką doświadczonego terapeuty, zwłaszcza w kontekście psychoterapii jungowskiej. To narzędzie nie tylko służy zrozumieniu snów, ale także głębszej samoświadomości i rozwoju osobistego.

Jak odczytywać sny według Tokio-pa

Toko-pa Turner, jako badaczka snów i nauczycielka, kładzie nacisk na holistyczne podejście do pracy ze snami, łącząc mistycyzm sufizmu z jungowskim podejściem. Oto kilka kluczowych aspektów, które pomagają zrozumieć, jak odczytywać sny według jej perspektywy:

  1. Symbolizm i Metafory: Turner podobnie jak Jung, przykłada dużą wagę do symbolizmu snów. Interpretuje sny jako metaforyczne wyrażenie głębszych prawd i doświadczeń. Kluczem jest zrozumienie, że symbole mają znaczenie zarówno ogólne, jak i indywidualne.
  2. Integracja z Naturą: Turner akcentuje więź z naturą jako istotny element interpretacji snów. Elementy przyrody w snach, jak drzewa czy zwierzęta, mogą posiadać symboliczne znaczenie i odnosić się do naturalnych cyklów życia.
  3. Przywracanie Kobiecości: Jej prace skupiają się na odzyskiwaniu kobiecej mądrości i przywracaniu równowagi wewnętrznej. Sny są traktowane jako drogowskazy prowadzące do odkrywania i akceptacji kobiecej tożsamości.
  4. Tworzenie Piękna: Turner podkreśla kreatywny aspekt snów i zachęca do traktowania ich jako źródła inspiracji artystycznej. Interpretacja snów może prowadzić do odkrywania piękna w życiu codziennym.
  5. Przynależność: Jej książka „Przynależność” zdobyła uznanie, a koncepcja przynależności odnosi się także do pracy ze snami. Turner uznaje sny za nieodłączną część naszej psychiki, co może prowadzić do głębszego poczucia przynależności do siebie i świata.

Przy pracy ze snami według Toko-pa Turner warto być otwartym na symboliczny język snów, integrować elementy natury i zwracać uwagę na aspekty kobiecości. Jej podejście jest holistyczne, obejmujące zarówno aspekty duchowe, jak i praktyczne życia codziennego.

Oto lista kilku znakomitych książek i artykułów dotyczących snów i ich odczytywania:

Książki:

  1. „Man and His Symbols” – Carl G. Jung
    Klasyczna praca Junga, która wprowadza czytelnika w świat symboliki i archetypów, w tym analizy snów.
  2. „The Interpretation of Dreams” – Sigmund Freud
    Pierwsze systematyczne podejście do analizy snów, stanowiące kluczowe dzieło Freuda.
  3. „Women Who Run With the Wolves” – Clarissa Pinkola Estés
    Opowiada o mocy i znaczeniu snów, szczególnie w kontekście kobiecej psychiki.
  4. „The Dreamer’s Book of the Dead” – Robert Moss
    Książka poświęcona podróżom sennym i kontaktom z zaświatami.
  5. „Inner Work: Using Dreams and Active Imagination for Personal Growth” – Robert A. Johnson
    Johnson omawia praktyczne aspekty pracy ze snami w kontekście rozwoju osobistego.

Artykuły:

  1. „The Neuroscience of Sleep and Dreams” – Matthew P. Walker
    Artykuł, który przedstawia neurologiczne aspekty snu i marzeń.
  2. „The Role of Dreams in Emotional Healing” – Rosalind D. Cartwright
    Omówienie, jak sny mogą odgrywać rolę w procesie zdrowienia emocjonalnego.
  3. „Dreams as a Tool in Therapy” – Clara E. Hill
    Przegląd badań na temat używania snów w kontekście terapii psychologicznej.
  4. „Lucid Dreaming: A State of Consciousness with Features of Both Waking and Non-Lucid Dreaming” – Stephen LaBerge
    Artykuł o świadomych snach i ich potencjalnych korzyściach.
  5. „The Science Behind Dreaming” – Alice Robb
    Popularnonaukowy artykuł, który zagłębia się w naukowe aspekty snów.

Przy eksploracji tego obszaru, ważne jest, aby znaleźć źródła, które najlepiej pasują do Twoich zainteresowań i potrzeb, ponieważ tematyka snów obejmuje różnorodne perspektywy, od psychologii po duchowość.

Misterny plan na życie hipochondryków

I już piąty. Marzec przywitał nas dusznościami i mgłami. Ciepło rozchodzi się równomiernie po tkance miasta. Bluza polarowa jest dzisiaj niewskazana. Było mi w niej za gorąco pomimo rześkiego poranka. W pomieszczeniach zagęszcza się ciepło przyjmując zwartą lawę. Podgrzewaną materię. Niemiłą w dotyku. Męczącą płuca.

W Biedronce pusto jak na 7:30. Zmęczone puszyste panie wykładały towar na długich półkach. Ich twarze wyrażały steranie i ból istnienia. Czytniki pipczały w rytmicznym pik pik a odgłosy rzucanych mąk i cukrów wyznaczały rytm kolejnego zwiotczałego dnia. Ściągnęłam z półki dwie Top tortille i poleciałam do kasy samoobsługowej, jak najdalej od tej antyenergii. Swoją muszę szanować i chronić przed zarażeniem niemocą. Dzisiaj zrobię mexicanę. Przede mną masa krojenia papryk, cebul i dwóch mizernych cukinii. Jest jeszcze kiełbasa. Długa i oślizgła wciśnięta po dwie do wąskiego plastikowego worka jak węgorze. Odpowiednia wkładka, żeby wszyscy się napchali do wieczora oprócz S. ponieważ on nie lubi takich wynalazków oraz papryki, więc dla panicza trzeba przygotować kotleciki z indyka, może zje, chociaż to zawsze ruletka… Ale to później.

Najpierw podłączanie mojego wolno załączającego, kręcącego kółka na ekranie laptopa, który już ledwo zipie ale jednak daje radę i nastawianie kolejnego prania, zanim kółko przestanie mienić się odcieniami i kratkować w swoim codziennym rytuale.

Ale przed całkowitym zatopieniem się w wirze zadań, krótka medytacja i powtórzenie planu dnia. Esencja. Czas leci. Tyka. Zaraz będzie jutro a przecież dzisiaj jeszcze się nie zaczęło to jakiś żart. Ten świat ze mnie kpi. Nie daje mi korzystać z siebie zanim nie wyrobię odpowiedniej liczby dupogodziń.

Zwykle mam wrażenie, że inni mają z wiekiem lżej jednak zdaję sobie sprawę, że to tylko złudzenie. Wszyscy mają gorzej jeśli zapytasz. Lepiej nie pytać, bo okaże się znowu jakiś nowy tragizm, dramat i śmierć młodego sąsiada spod czwórki. Ty jeszcze narzekasz?! Jesteś pączkiem w maśle! My to mamy jazdę. Wnuki, o dzieciach nie wspomnę, kredyty i opieka nad babcią. Szwagier uciekł z pożyczką a Krystyna znowu wychodzi za mąż za jakiegoś doktorka z odzysku. Ty masz chociaż spokój a my w kółko zarobieni, a po pracy godzina w korku…, A Irenie wyszła na starość alergia. Nie wiem co będzie. Zawsze to nie rak…

Wiosna to czas chorób. Gryp, angin, przeziębionych pęcherzy, bóli stawowych i pocovidowej mgły mózgowej oraz wszystkiego co tam masz na swojej liście, bo każdy przecież coś ma. Jednak najgorsi są hipochondrycy. Miałam z nimi do czynienia przez całe życie. Nie ma większego zła. Psychopaci to przy nich posłańcy ulgi. Ich płytka empatia gwarantuje ci szybkie atrakcje: krótki ból i śmierć. Hipochondryk będzie cię zamęczał latami.

Pochodzę z rodziny hipochondryków. Wszystkie spotkania rodzinne zaczynały się od spowiedzi, co kogo boli gdzie i jak z pokazywaniem na wzorze ciała i przekrzykiwaniem się nazwiskami lekarzy. Jak ciężkie było życie z wrzodami, migrenami, torsjami, ciągłymi bólami o niewyjaśnionym pochodzeniu, sensacjami gastrycznymi i wysypkami będącymi zapowiedzią raka. Choroby były odmieniane przez wszystkie przypadki, o każdej porze dnia i nocy oraz wyobrażenia, scenariusze rychlej śmierci. Jak ciężko żyć! Jak wytrzymać w pracy!? Co na to brać, żeby nie uszkodzić już uszkodzonego żołądka?!

Będąc dzieckiem brałam te choroby na poważnie. Bałam się o ich zdrowie. Ba! Życie! Dopiero kiedy ktoś spoza chorej strefy zapytał: Ale dlaczego? Przecież choroby po leczeniu przechodzą?

Tak. Choroby po leczeniu przechodzą (skąd miałam to wiedzieć) wszystkim typowym ludziom, ale nie hipochondrykom! Oni są jak Kościół, na którego remont zbiera się latami ale ukończenie prac budowlanych jest politycznie niepoprawne. Musiało minąć sporo czasu, żebym zrozumiała, że te choroby są „nieuleczalne” na zawsze, ozdrowienie nigdy nie nadejdzie, ponieważ oznaczałoby coś tak destrukcyjnego, jak brak uwagi, a na taki brak, hipochondrycy nie mogą sobie pozwolić. Dlatego warto to sobie uświadomić zanim staniemy się dożywotnimi opiekunami i powiernikami w cierpieniu hipochondryków. Dobrym testem jest opowiadanie o swojej chorobie w ripoście na wysłuchanie kolejnego barwnego monologu na temat różnorodności bólów lewej strony czaszki przy zmianach ciśnienia. Zwykle to zamyka ten etap dialogu. Niestety na krótko… I tylko ten.

Hipochondrycy jako Wampiry emocjonalne: Rozważania nad wykorzystywaniem opieki

Współczesne społeczeństwo często zmagające się z różnymi aspektami zdrowia psychicznego stawia przed nami pytanie: czy hipochondrycy są jednymi z wampirów emocjonalnych, wykorzystując naszą opiekę dla własnych potrzeb? Zagłębmy się w tę kwestię, eksplorując zjawisko hipochondrii w kontekście relacji, w których jedna strona uzależniona jest od drugiej.

Hipochondrycy, czyli osoby przekonane o posiadaniu poważnych chorób, często generują wokół siebie atmosferę niepokoju i troski. W tym kontekście można odnieść to do wampirów emocjonalnych, które absorbują energię innych, pozostawiając je wyczerpane. Hipochondrycy często korzystają z uwagi, zrozumienia i czasu swoich bliskich, tworząc niemalże zależność emocjonalną.

Analizując to zjawisko, nie można pominąć roli opieki, jaką ofiarują ci, którzy otaczają hipochondryka. Wampiry emocjonalne, w tym przypadku, wydają się pobierać swoje życiowe „paliwo” z troski i zaangażowania innych osób. To, co może z pozoru wydawać się niewinnym problemem zdrowotnym, staje się subtelniejszą formą wykorzystywania relacji.

Ważne jest zrozumienie, że hipochondrycy często nie zdają sobie sprawy z tego, jak ich zachowanie wpływa na otoczenie. Dla nich jest to kwestia rzeczywista i nieuchronna. Jednakże, dla tych, którzy są w ich otoczeniu, codzienna opieka i reakcje na kolejne „objawy” mogą prowadzić do znużenia, frustracji i zmęczenia psychicznego.

Rozważając tę dynamikę, istotne jest, aby osoby otaczające hipochondryka zdawały sobie sprawę z własnych granic i potrzeb. Konieczne jest znalezienie równowagi między wspieraniem, a jednoczesnym utrzymaniem zdrowych barier. Wampiry emocjonalne, choć nieświadome tego, mogą negatywnie wpływać na zdrowie psychiczne swojego otoczenia.

Podsumowując, hipochondrycy w kontekście wampirów emocjonalnych stanowią fascynujący obszar do zbadania. Zrozumienie, wspieranie, ale także zachowanie zdrowych granic to klucz do utrzymania równowagi w tego rodzaju relacjach. Warto podkreślić potrzebę edukacji i świadomości w społeczeństwie dotyczącej wpływu hipochondrii na relacje międzyludzkie.

Aby skutecznie bronić się przed hipochondrykiem i stawiać zdrowe granice, warto wziąć pod uwagę kilka praktycznych kroków:

  1. Utrzymuj zdrowe granice emocjonalne: Wyraźnie komunikuj swoje granice i zadbaj o swoje własne zdrowie psychiczne. Nie pozwól, aby hipochondryk absorbował całą Twoją uwagę i energię.
  2. Zachowaj zdrowy dystans: Staraj się utrzymywać równowagę między empatią a zdrowym dystansem. Zrozumienie i wsparcie są ważne, ale nie pozwól, aby hipochondryk kontrolował lub absorbował zbyt wiele twojego czasu i uwagi.
  3. Unikaj potwierdzania nieuzasadnionych obaw: Hipochondrycy często potrzebują ciągłego potwierdzenia swoich obaw. Staramy się być empatyczni, ale nie utwierdzaj ich w nieuzasadnionych lękach. Zamiast tego, skieruj ich ku profesjonalnej pomocy medycznej.
  4. Promuj samodzielność: Zachęcaj hipochondryka do podejmowania własnych kroków w kierunku rozwiązania problemu, takich jak skonsultowanie się z lekarzem czy terapeutą. Wspieraj ich w poszukiwaniu rzetelnej pomocy.
  5. Dbaj o własne zdrowie psychiczne: W miarę możliwości utrzymuj równowagę między wspieraniem hipochondryka a dbaniem o swoje zdrowie psychiczne. To, byś sam/a pozostawał/a silny/a, pozwoli ci lepiej radzić sobie w trudnych sytuacjach.
  6. Oferuj wsparcie, ale z umiarem: Bądź gotów/a oferować wsparcie, ale z umiarem. Nie pozwól, aby hipochondryk uzależnił się od ciągłej pomocy, zwłaszcza gdy jego obawy są nieuzasadnione.

Pamiętaj, że postawienie granic nie oznacza braku empatii czy odrzucenia. Ważne jest, aby równoważyć wsparcie dla innych z troską o swoje własne dobrostan.

Jeziorko Niebieskie, Lazurowe, Szmaragdowe dla mnie Turkusowe z cyklu Kolorowe Jeziorka Rudawskiego Parku Krajobrazowego

Wczoraj byliśmy w kolejnym dziwnym miejscu o znakomitej porze zdjęciowej. Wczesnym rankiem przed wszystkimi, a przede wszystkim o właściwej porze roku, kiedy jeszcze nie zdążyły zazielenić liście na drzewach. To dobra pora na turkusowe zdjęcia kontrastujące z pozimową szarością, chociaż iglaki i tak utrzymują swoją zieleń a suche liście jeszcze brąz. Mimo wszystko lepiej niż wtedy gdy wszystkie rośliny staną się jednolitą masą soczystej zieleni. Dzisiaj potrzebny był kontrast. I był. Gdy będziecie w pobliżu Rudawskiego Parku Krajobrazowego koniecznie tu zaglądnijcie… ale najlepiej o świcie. Poniższe zdjęcia to Jeziorko Niebieskie, Lazurowe, Szmaragdowe dla mnie Turkusowe bo lubię turkusy.

Turkus to spokój

Turkusowy to odcień zieleni, charakteryzujący się intensywnym, niebiesko-zielonym odcieniem, często kojarzonym z barwą morskiej wody. Ten kolor jest powszechnie opisywany jako świeży, jasny i klarowny. Może mieć różne odcienie, od bardziej niebieskich po bardziej zielone, ale zawsze zachowuje swoją charakterystyczną, wyrazistą tonację.

Turkusowy kojarzy się z tropikalnymi wakacjami, rafami koralowymi i egzotycznymi plażami. Jest często stosowany w designie wnętrz, modzie i sztuce, aby dodawać świeżości, lekkości i przyjemności. Turkusowy może również symbolizować spokój, klarowność i harmonię, co sprawia, że jest popularnym wyborem w różnych kontekstach.

Kolorowe Jeziorka na Dolnym Śląsku

Kolorowe jeziorka – cztery stawy u podnóża Wielkiej Kopy (871 m n.p.m.) w Rudawach Janowickich, w województwie dolnośląskim. Powstały w miejscu wyrobisk dawnych niemieckich kopalni, z których największa i najstarsza nosiła nazwę Hoffnung (1785 – teren Purpurowego Jeziorka). Pozostałe kopalnie to: Neues Glück (1793 – teren Błękitnego Jeziorka) i Gustav Grube (1796 – teren Zielonego Jeziorka). W kopalniach wydobywano w latach 1785–1925 piryt, przerabiany na kwas siarkowy w Płoszowie, przysiółku Ciechanowic. Ich barwa wynika ze składu chemicznego podłoża, na którym są zlokalizowane.

Położenie

Stawy znajdują się na różnych wysokościach. Żółte Jeziorko, okresowo wysychające, leży na wysokości ok. 555 m n.p.m., Purpurowe Jeziorko na wysokości ok. 560 m n.p.m., Błękitne Jeziorko (zwane też Szmaragdowym, Niebieskim lub Lazurowym) na 635 m n.p.m., a najwyżej położone Zielone Jeziorko (zwane też Czarnym) na ok. 730 m n.p.m., jest ono najmniejsze i również okresowo wysycha.

Poniżej Purpurowego Jeziorka znajduje się zagłębienie, w którym często również jest woda. Od Purpurowego Jeziorka oddziela je kilkunastometrowy pas skałek z jaskinią.

Obok wyrobisk znajdują się duże hałdy zmielonych skał.

Geologia

Okolica Kolorowych jeziorek zbudowana jest ze skał metamorficznych, należących do wschodniej osłony granitu karkonoskiegoamfibolitów, łupków aktynolitowych, serycytowo-chlorytowych, serycytowo-chlorytowo-kwarcowych, kwarcowo-albitowo-chlorytowych i innych[potrzebny przypis].

Jeziorko Purpurowe

Jest ono pozostałością po eksploatacji łupków serycytowych, a kolor pochodzi od związków żelaza. Sciany i dno wyrobiska obfitują w związki miedzi i żelaza, przede wszystkim piryt (w postaci łupków serycytowo–chlorytowych), a jego zawartość dochodzi do 10–12%. Poza pirytem w skałach występują również pirotyn, chalkopiryt, miedź rodzima, sfaleryt, galena, boulangeryt, jamesonit, bournonit, chalkozyn, tetraedryt, limonit, syderyt, a z minerałów skałotwórczych: kalcyt, dolomit, wezuwian, zoizyt, pistacyt, talk, fluoryt, ilmenit i tytanit[potrzebny przypis]. Woda ma odczyn kwaśny[1]. Jeziorko Błękitne

Kolor pochodzi od związków miedzi, jest klarowne i bez zapachu związków siarki.

Turystyka

Przez teren przyległy do jeziorek biegnie zielony szlak turystyczny z Wieściszowic na Wielką Kopę oraz niebiesko znakowana droga rowerowa. Przy najniższym jeziorku znajduje się duży parking.

Najdogodniejszy dojazd to zjazd z drogi nr 5 w Marciszowie na drogę nr 328, na drodze tej umieszczone są drogowskazy „Kolorowe Jeziorka”.

Informacje szczegółowe od blogerów:

Godziny otwarcia / terminy

  • Kolorowe Jeziorka to teren Lasów Państwowych dostępny dla wszystkich o każdej porze.

Informacje

  • Kolorowe Jeziorka znajdują się na obszarze Rudawskiego Parku Krajobrazowego w pobliżu miejscowości Wieściszowice
  • kompleks składa się z jeziorek: żółtego (okresowo wysychające), purpurowego, szmaragdowego i najwyżej położonego zielonego (również okresowo wysycha).
  • to pozostałości po dawnych kopalniach pirytu, a ich barwa pochodzi od rozpuszczonych w wodzie minerałów
  • Kolorowe Jeziorka stanowią cześć zielonego szlaku biegnącego z Wieściszowic na Wielką Kopę – najwyższy szczyt wschodniej części Rudawach Janowickich
  • to jedna z bardziej obleganych atrakcji w okolicy, dlatego spodziewajcie się dużego ruchu, a w pogodne weekendy nawet tłumów
  • dojazd do Wieściszowic od strony wsi Marciszów, odbijając z drogi nr 328
  • w pobliżu startu szlaku spacerowego na jeziorka znajduje się kilka prywatnych parkingów – wszystkie są płatne
  • uwaga na “naganiaczy” – osoby, które będą Was namawiać na parking w znacznej odległości od jeziorek!
  • w sezonie przy żółtym jeziorku działa drewniana budka typu fast-food
  • w pobliżu znajdują się inne atrakcje: Zamek Bolczów, Sokoliki, ścieżka edukacyjna w Miedziance – mieście, które zniknęło, Rzemieślniczy Browar Miedzianka

źródło: https://www.villagreta.pl/przewodnik/przyroda/kolorowe-jeziorka/

Energia przebiśniegów | The Energy of Snowdrops

Dzisiaj już jakby ciepło. Dzień cieszy się słońcem. Prawdziwa wiosna na przedwiośniu. Wszystko poszło szybciej niż w zeszłym roku. Drzewa, ptaki, przebiśniegi a nawet forsycje. Jest dobrze. Czuję dopływ energii, która nie wie jak się wydostać z zaspanego ciała i tak się miota, że siedzenie w domu i pisanie zaczyna być bolesne.

Wczoraj z P. przemierzyliśmy pole błota by dostać się do wysepki z brzozami i olchami na dnie której wybuchły kępki soczystych przebiśniegów. Znam to miejsce od prawie pięciu lat. Tylko tu rosną te prawdziwe, dzikie, pierwsze. nie dotknięte ludzką ręką. Tylko tu jest ta energia. Budzi się po zimowej śpiączce. Ukryta między starymi, powalonymi drzewami. Niezauważalna dla tych spoza strefy. Tylko tu czas płynie w swoim tempie albo raczej zatrzymuje się żeby odetchnąć. Dla wtajemniczonych materializuje się. Wybucha, zachwyca…

Takie miejsca znajduję tylko na moich bagnach w Sieniawce albo w lesie gdzie przecinają się potoki. O świcie cisza zagęszcza się a ptaki leniwie siedzą na gałęziach. Owady unoszą się nad błotniastymi kałużami. Czekam na pierwsze skrzypy i błotniaki polujące na zaskrońce. Na pisk myszołowów i pierwsze podłużne serie dzięcioła czarnego. Na żółte pierwiosnki pod olchami i spacery samotnych, ciekawskich koziołków oddalonych od stada. A później fiołkowe przylądki nadziei… Ale teraz jestem tu.

Tutaj mam przebiśniegi na środku błotnistego pola. Ich ukryta energia unosi się nad płaskowyżem i snuje dziwne wyobrażenia o naturze bez granic. O tym co było, i o tym co nadejdzie. Niezależnie od naszych zmagań i porażek zawsze istnieć będzie w tej czy innej formie cząsteczkowej. Będzie budzić się na nowo i zamierać w przygruntowych przymrozkach. Cyklicznie pompując i parując wodę. Bezgłośnie w swoich żyłach rozprowadzi odżywczą substancję do najmniejszych zakamarków swojego istnienia bez zastanawiania się czy musi, czy chce. Nam nic do tego. Jesteśmy poza strefą energii.

Przebiśnieg (Galanthus nivalis L.) – Posłaniec Wiosny

Przebiśnieg, znany także jako Śnieżyczka przebiśnieg, to niska roślina z delikatnym, białym kwiatem. Jest typowym przedstawicielem rodziny amarylkowatych i rośnie dziko w lasach południowej i środkowej Europy. Choć pierwotnie spotykany był w ograniczonym obszarze, obecnie zdobi ogrody na całym świecie.

Rozmieszczenie geograficzne: Przebiśnieg rośnie dziko od północno-wschodniej Hiszpanii po Kaukaz i Azję Mniejszą. W Polsce można go znaleźć głównie na południu, w górach, na wyżynach i na Dolnym Śląsku. Jednakże, dzięki swojej urodzie, został szeroko rozpowszechniony poza naturalny obszar występowania.

Morfologia:

  • Pokrój: Niska roślina o wysokości od 15 do 30 cm, tworząca kępy w korzystnych warunkach.
  • Organy podziemne: Posiada kulistą lub jajowatą cebulę, okrytą suchą, brązową łuską. U jej nasady wytwarzane są cebule potomne.
  • Łodyga: Owalny głąbik jednokwiatowy, wznoszący się podczas kwitnienia i wydłużający się podczas owocowania.
  • Liście: Sinozielone, mięsiste, równowąskie, objęte liściem pochwiastym ochronnym.
  • Kwiaty: Białe, zwisające kwiaty pojedyncze, pachnące miodem, rozwijające się na szypułce wyrastającej ze szczytu łodygi.
  • Owoce: Mięsista, żółtozielona torebka trójkomorowa, pękająca w czerwcu, zawierająca nasiona rozsiewane przez mrówki.

Biologia:

  • Przebiśniegi są jednymi z najwcześniej zakwitających roślin, kwitnie od lutego do kwietnia, często spod śniegu.
  • Kwiaty pachnące miodem przyciągają pszczoły i inne owady zapylające.
  • Po przekwitnieniu, roślina szybko zamiera na powierzchni gruntu, pozostawiając jedynie cebulę ukrytą pod ziemią.
  • Gatunek ten jest zapowiedzią przedwiośnia i jest popularny w uprawie jako roślina ozdobna.

Cechy fitochemiczne:

  • Roślina zawiera szereg alkaloidów, takich jak galantamina, likoryna, tecetyna, mających właściwości trujące.
  • Spożycie cebul wywołuje reakcje toksyczne u ludzi i zwierząt.
  • Przebiśniegi są również stosowane w medycynie ludowej, ale ze względu na swoje właściwości trujące, należy zachować ostrożność.

Przebiśnieg, wraz z delikatnym pięknem swoich kwiatów, jest nie tylko znakiem nadchodzącej wiosny, ale także ciekawym obiektem dla miłośników przyrody i ogrodników.

Ile weekendów zostało ci do końca życia?

Dzisiaj wszystko w porannym przesunięciu. W poślizgu. Bez śniadania. W niewyspania i deszczowym zmęczeniu wszyscy razem jak w smutnej piosence. Znowu krążą wirusy i szczerzą zęby w lekkim kaszlu i lęku. Pora grypowa. Niekończąca się pora pór. Już chyba nie powinna być dzielona na okresy. Teraz jest ciągłością. Sznurem, który poszerza i się i zwęża. Jest codziennością pocovidową przypominającą kto tu właściwie rządzi. Jesteśmy tylko naczyniem dla tych małych stworzeń a wydaje nam się że rządzimy światem.

Wstawiam rosół. Cały wielki gar na całe zło. Na dwóch udkach. Tak zarządził J., ponieważ S. Ma się utoczyć. W wodzie utopiłam masę warzyw, ziół i nawet prawdziwki. Zapach unosi się jak po starej wiejskiej izbie. Makaron dwujajeczny spienił wodę i prawie się przegotował ale udało go się uratować opłakując strugami zimnej wody. Ujdzie. Z ziemniaków zrobię frytki. Środa frytkowa. Punkt tygodnia niezmienny dla P. Nikt nawet nie próbuje zmienić środowego menu, ponieważ groziłoby to odstrzałem albo zbiorowym samobójstwem.

Później już cisza. Chwila zastanowienia i można wrzucać ręczniki na 60 stopni. Zmienić chłopcom przepoconą pościel i siadać do pisania. Za oknem deszcz. Asfalt błyszczy w mokrej poświacie. Rządek samochodów zmienił swoje położenie na najbliższe 9 lub 12 godzin. Każdy gdzieś przemieścił swój mały wszechświat i przędzie w skupieniu swoje złotogodziny. Jestem szczęściarą, że nie muszę wsiadać codziennie w blaszane wnętrze stworzone do frustrujących myśli, głośnej muzyki i obrazu tylnich części innych blaszanych trumien. Tych wypielęgnowanych powleczonych woskiem i tych zakurzonych i obklejonych błotem i kiczowatymi naklejkami wyrażającymi poglądy lub zainteresowania. Nie jestem entuzjastką. Co innego w weekend. Na łąki i pola, to tak. Przed siebie, bez celu…

A dlaczego

A dlaczego ludzie założyli, że najlepiej pozbawić się najlepszej części dnia. Zmienić poranki w piekło pracy. Zadań, spotkań, akordów, maili, zebrań, zakupów, wyliczeń, przeliczeń, reszty po stratach, stania w korkach, odrabiania z dziećmi lekcji do zmroku i sprzątania na czas. Może jest inny sposób, żeby przetrwać? Zmienić układ. Zacząć z innej strony. Poświęcać energię innej rzeczy. Zastanowić się nad sensem. Nad stratą. I zacząć wytwarzać, sprzedawać jedną drogą, wysoce funkcjonalną, wartościową rzecz, by utrzymać ten grajdoł. Tylko, co to by mogło być?

Laura Vanderkam zadała w swojej książce pytanie, które nawiedza mnie codziennie, a mianowicie: Ile weekendów zostało ci do końca życia?

To pociąga za sobą inne: Ile zmarnowałeś czasu na niepotrzebne rzeczy, ludzi, na słabą pracę, bezowocne rozmowy, kontakty? Na pomaganie ludziom, którzy tylko biorą?

Czas jest ważny. Od czasu trzeba zacząć. I patrzeć mu na ręce. Zwłaszcza gdy wizja katafalku staje się coraz bardziej realna. Marnowanie czasu staje się realną głupotą. Jednak bez pieniędzy nie da się przeżyć i kółko się zamyka. Jak wyrwać się z kręgu zła?

Co zrobić, żeby życie nie było tylko pracą. Jak wyrwać się z pułapki braku pieniędzy?

ChatGPT:

Rozważ znalezienie równowagi między pracą a życiem osobistym, określ priorytety i zainwestuj czas w pasje oraz rozwój osobisty. Możesz również poszukać dodatkowych źródeł dochodu lub strategii oszczędzania.

Według autorki Laury Vanderkam, która podkreśla znaczenie planowania czasu, liczba pozostałych weekendów w życiu może być inspiracją do wprowadzenia pozytywnych zmian. Oto artykuł, który może Cię zainspirować:


Optymalizacja życia: Jak wykorzystać pozostałe weekendy

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile jeszcze masz weekendów do spędzenia w swoim życiu? Laura Vanderkam w swojej książce „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem” zwraca uwagę na tę liczbę jako potencjalne źródło motywacji do transformacji życia.

Przemijające weekendy mogą skłonić do refleksji nad tym, jak efektywnie wykorzystujemy swój czas poza pracą. Oto kilka kroków, które pomogą ci skierować swoje życie w kierunku pełniejszego i satysfakcjonującego istnienia.

1. Określ swoje cele życiowe:
Zastanów się, co naprawdę chcesz osiągnąć w życiu. Określenie celów pomoże ci nadać sens swoim działaniom i skieruje twoje wysiłki na właściwe tory.

2. Planuj z wyprzedzeniem:
Korzystaj z nauk Vanderkam i zacznij planować swoje weekendy z wyprzedzeniem. To pozwoli ci unikać sytuacji, w których czas marnuje się na nieproduktywnych aktywnościach.

3. Inwestuj w rozwój osobisty:
Weekendy to idealny czas na rozwijanie swoich umiejętności i zainteresowań. Zapisz się na kurs, przeczytaj ciekawą książkę lub poszukaj nowych doświadczeń, które przyczynią się do twojego rozwoju.

4. Znajdź równowagę między pracą a życiem osobistym:
Unikaj pułapki całkowitego poświęcenia się pracy. Pracuj efektywnie w ciągu tygodnia, ale poświęć weekendy rodzinie, przyjaciołom i swoim pasjom.

5. Poszukaj dodatkowych źródeł dochodu:
Jeśli brak pieniędzy jest problemem, zastanów się nad kreatywnymi sposobami zwiększenia swoich przychodów. Może to być praca dorywcza, praca zdalna lub nawet własny projekt.


Zmiana życia na lepsze zaczyna się od świadomego zarządzania czasem i priorytetami. Wykorzystaj pozostałe weekendy, aby celować w równowagę między pracą a życiem osobistym oraz inwestować w swój rozwój. Każdy weekend stanowi nową szansę na stworzenie pełniejszego i satysfakcjonującego życia.

Waligóra

W sobotę pojechaliśmy w stronę Andrzejówki. Chciałam pochodzić po górach i popatrzeć na pierwsze zielone pączki. Marzyła mi się polana pełna białych przebisniegów jaką widział J. Ten obraz zakwitł w mojej głowie na dobre.

Niestety – nie niestety w górach przywitał nas śnieg i mgły. Zaskoczenie zamieniło się w zachwyt. Nie było miejsca na rozczarowanie. Zobaczyliśmy wreszcie prawdziwe oblicze zimy. Tej zimy. Z ciszą, chmurami i zielonymi choinkami pokrytymi gęstym puchem. Powietrze było smaczne w swej świeżości. Przewietrzyło nasze umysły. A mięśnie mdlały od wysiłku gdy wspinaliśmy się pod Wligórę. Na szlaku spotkaliśmy chyba tylko trzy rodziny. Później wędrówka była już otoczona tylko naszą obecnością.

Żółty szlak wydłużał się i zwężał prawie do granicy z Czechami. Straciłam zupełnie rachubę. Męskie głowy mają wbudowane w mózgi GPS i dzięki nim mogę dobrze nawigować w gąszczu leśnych ścieżek. Sama chyba bym nie dała rady. Gubię się czasami w swoim lesie a co dopiero w górach… W grupie raźniej. W grupie z mózgiem.

Waligóra – Idź na spacer

Wysokość: 933,88 m n.p.m

Pasmo: Sudety; Góry Kamienne; Góry Suche

Waligóra, znana również jako Heidelberg, to najwyższy szczyt Gór Suchych i jednocześnie całości Gór Kamiennych. Położona w północnej i środkowej części tych gór, stanowi jedno z najwyższych wzniesień Sudetów Środkowych. Z imponującą wysokością 933,88 m n.p.m., oferuje malownicze widoki, a jej lokalizacja w pasmie Sudetów w Górach Kamiennych dodaje uroku tym obszarom na dolnym Śląsku.

Waligóra oferuje liczne trasy turystyczne, zapewniając niezapomniane wrażenia miłośnikom górskich wędrówek. Z uwagi na jej centralne położenie w Sudetach, istnieje wiele szlaków wiodących przez malownicze tereny. Popularną trasą jest szlak z okolic miejscowości Lubawka, prowadzący przez urokliwe obszary Gór Kamiennych.

Jeśli chodzi o historię, Waligóra ma bogatą przeszłość. Szczyt ten był miejscem kultu pogańskiego, a później w okresie średniowiecza, istniał na nim gród obronny. Ślady tych dziejów można czasem dostrzec podczas eksploracji, dodając szczytowi dodatkowego historycznego wymiaru.

Znajdujący się w Górach Suchych, Waligóra odgrywała ważną rolę w historii regionu, zarówno pod względem strategicznym, jak i kulturowym. Dla entuzjastów historii i przyrody, to miejsce pełne fascynujących skarbów do odkrycia.

Niedługo będziemy wolni od braku słońca

Czwartek

Słyszę tupot cienkich nóżek gołębia na moim blaszanym parapecie. Wróciłam z wędrówki po sklepach i budkach z pieczywem. Zdobyłam ostatniego jasnego rogala z tych przypominających prawdziwe rogale i worek „ prawdziwych” pampuchów, tych przypominających domowe. Pogoda jakby zimowa. Arktyczne powietrze uderzało nieprzyjemnie w twarz wilgocią i niecierpliwością. Mimo tego i tak czuło się wiosnę. Widziałam na trawniku przed domem cztery stokrotki z różowo białymi płatkami lekko przyczesanymi na prawą stronę i jednego ciemno fioletowego fiołka. Na żywopłocie rozwinęły się podłużne listki przedzielone nerwem środkowym jak przedziałkiem z daleka tworzą lekko zielona mgiełkę na długim odcinku drogi. Ludzie jakby cichsi niż zwykle. Zakapturzeni. Niekontaktowi. Sprzedawcy siedzący tyłem do wystaw w nienaturalnym zgarbieniu jakby w oczekiwaniu na skok do lepszego wymiaru. A to wszystko otoczone szarymi chmurami na, które nachodzą szybsze, ciemniejsze obłoki nadając kontrastu. Kikuty drzew dalej uśpione. Trwają bezczynnie na skrajach ulic tworzą szkielety i drabinki dla gawronów i kawek. Gołębie przelatują zwartymi szykami nad pudełkami bloków rozpraszając na chwilę bezczynność tła. Nicość oczekiwania jest dzisiaj bardziej dotkliwa niż zwykle. A jednak coś się tli. Zawsze jest coś czego można się przytrzymać. W końcu to końcówka lutego. Niedługo będziemy wolni od braku słońca mam nadzieję.

Niestety, nie jesteśmy porostami

Dzisiaj w kontraście do szarego obrazka za oknem mój sen jawi się w kolorach ciemnoróżowych kwiatów obrastających pnączem budynek z kolorowej cegły. Na dole stoi jakiś młody mężczyzna, przyjazny chyba z rowerem. Kwiaty mienią się w słońcu wpadając w odcienie purpury. Czuję radość. Przypływ i obietnicę dobrego. Czegoś co już było i powraca, żeby dać mi ukojenie. Ściana kwiatów nie pozwala oderwać wzroku. Przepych barw. Słońce. Południowe promienie słońca na skraju miasta. Zielony trawnik i biały krawężnik…

A tu słychać dzwony. Dzwony piekieł jak je nazywa J., przerywające martwą ciszę. Jednak nikt nie śmie zwrócić uwagę na hałas wydobywający się z ciężkich dzwonów od ósmej do osiemnastej. Świętych się nie upomina.

Wrażenie szarości zaczyna być przygnębiające w strugach miarowego deszczu. Wilgotna ulica i mokre pudełka bloków. Miastowa brudna poświata rudości i silnej bladości. Zanim ruszy z pod ziemi zielona trawa i liście minie jeszcze trochę czasu. Jedynie porosty na korach zmęczonych po zimie drzew nabierają barw soczystej zieleni. Czasem wpadają w kolor błękitu a czasem nawet żółci. To czas tych tajemniczych grzyboroślin. Do których świat nie mógł się przyzwyczaić a raczej pogodzić z faktem, że dwa organizmy mogą żyć w zgodzie bez żadnej ludzkiej ani boskiej ingerencji w świecie żarłocznych bestii wysysających z siebie ostatnie krople krwi, nazywając to miłością, pracą czy religią. Tylko natura realizuje najlepsze pomysły reszta jest jedynie karykaturami błędnych połączeń, topornych związków i udawanych znajomości, na końcu których musi z powrotem zbudować swoje ego i przegnać egzystencjalne lęki. Po kilku cudownych snach znowu musi leczyć ból dupy po notorycznym wykorzystywaniu. Niestety, nie jesteśmy porostami.

Porosty

Porosty to organizmy składające się z grzyba i glonów lub sinic, współpracujących w symbiozie. Grzyb dostarcza struktury ochronnej, a glon lub sinice przeprowadzają fotosyntezę. Porosty występują na różnych powierzchniach, od skał po drzewa, i są bardzo odporne na ekstremalne warunki środowiskowe.

Złotorost ścienny
(Xanthoria parietina)

Symbioza między grzybem a glonem lub sinicą w porostach polega na współpracy obu partnerów. Grzyb dostarcza ochronnej struktury zwanej plechą, która chroni glon lub sinicę przed szkodliwymi warunkami środowiskowymi. W zamian glon lub sinica przeprowadzają fotosyntezę, dostarczając grzybowi związki organiczne, takie jak cukry.

Ta współpraca umożliwia porostom kolonizację różnych siedlisk, nawet tych trudno dostępnych dla innych organizmów. Symbioza ta jest kluczowa dla przetrwania porostów w różnorodnych ekosystemach.

Kilka podstawowych rodzajów porostów to:

  1. Porost islandzki (Lichen islandicus): Popularny w medycynie ludowej, zwłaszcza wytwarzany z porostu islandzkiego.
  2. Porost tarczowaty (Parmelia): Posiada charakterystyczne plechy w kształcie tarczy.
  3. Porost zmienny (Cladonia): Znany z różnorodnych form i kształtów, często spotykany na glebach i skałach.
  4. Porost miseczkozarodnikowy (Cladonia chlorophaea): Charakteryzuje się miseczkami zawierającymi zarodniki.
  5. Porost listkowaty (Peltigera): Zwykle ma płaskie, skórzaste plechy przypominające liście.

Te to tylko przykłady, ponieważ istnieje wiele różnych rodzajów porostów o różnorodnych cechach i właściwościach.

Śląskie Davos. Szwajcarskie Sokołowsko. Buczynowe uzdrowisko

Poniedziałek nadszedł tym razem spodziewanie z całą masą sprawunków. Jednak ich znaczenie jakby zmalało. Moja uwaga się do nich nie przykłada. Wrażenia zobowiązań jest jakby za mgłą, jakby poza moją jurysdykcją cokolwiek to znaczy. Wszystko co muszę ukryło się po prostu w jakiejś dziurze, która jest teraz nieistotna i można ją na chwilę zakopać i przydeptać podeszwami. Czas nie jest nachalny. Nie przyspiesza. Nie panikuje. Woda z kranu kapie wolniej. Za szybą świat wypełnia się dźwiękiem stłumionych warstw głosów przekrzykujących się piskliwości ptaków. Ich wielość wypełnia całe tło ulicy. Jest jakby wiosennie. Trzymam się tej myśli i zapachu wpływającego przez uchylony lufcik plastikowego okna. Przyroda zawsze znajdzie drogę do mojego mózgu. Spływa do każdej komórki, żeby wypełnić je światłem i nową energią. Oj, poszło by się nad rzekę, ale w tak zawalonym harmonogramie wizyta wypadłaby na godziny wieczorne, kiedy ciało już raczej odmawia posłuszeństwa, szkoda. Odbijemy sobie w środku tygodnia.

Buczynowy las

Mam w głowie buczynowy las z naszej sobotniej wycieczki. Srebrne kory buków z kreseczkami spływającej wody. Nieustający deszcz tonizujący umysł jak muzyka od mnichów tybetańskich z YouTube. Byliśmy w Sokołowsku. Tym Sokołowsku z Empuzjon Olgi Tokarczyk… Jakim trzeba być ignorantem, żeby mieć pod nosem takie miejsce i nie korzystać z niego zwłaszcza w covidovej zawierusze jeszcze dwa lata temu albo i teraz, kiedy prątki tej zarazy jeszcze krążą w powietrzu pod różnymi mutacjami kaszlu, wydzielin, rozwolnień i bóli wszystkich możliwych organów.

Sokołowsko ze względu na dość tajemnicze położenie między górami, potokami i gatunkami drzew oraz z zagadkowym podziemnym jeziorem opisanym w książce stało się kurortem dla gruźlików z całego świata. Warunki jakie sobą reprezentowało wystarczyło kuracjuszom do poprawy zdrowia swoich płuc i serca gdzie panaceum na wszystko stanowiły w głównej mierze spacery „zdrowotnymi ścieżkami”. Tak, spacery zapisywane na receptę przez ówczesnych doktorów. Zupełnie jak w przypadku dzisiejszych kąpieli leśnych dla uspokojenia nerwów, redukcji lęków i obniżenia ciśnienia. Powolne spacery wyznaczonymi trasami bez nerwowych rozmów. Takie były zalecenia. Takie wyczytałam w Empuzjonie. Tak więc specyficzne położenie uzdrowiska było kluczowe. Tu klimat był inny niż w tradycyjnych górach za sprawą właśnie tego podziemnego jeziora, o którym jeszcze nie znalazłam wzmianki w innych źródłach niż książka. Klimat Nie tak zimny w odczuciu ale przystępny i dbający o drogi oddechowe lepiej niż atrakcje uzdrowiskowe w innych górskich uroczyskach. Odpowiednie gatunki drzew, mchów i porostów oraz sieć potoków składają się na ten unikalny mikroklimat, dobrostan dla naszych wymęczonych, przyduszonych organizmów. Dobre miejsce na spacery dla małych i dużych zamiast sztucznych inhalacji, nebulizacji mamy naturalny lek na płuca zaledwie 40 minut od miasta. Czytajcie Noblistów a będzie Wam dane…

„W Sokołowsku występują dwa poziomy klimatyczne o silnym zróżnicowaniu: poziom dna dolinnego (sanatoria) i poziom południowego stoku (od 600 do 620 m n.p.m.). Dno doliny charakteryzuje się zacisznością – prędkości wiatrów są tu minimalne. Na stokach wiatr znacznie przyspiesza. Wiatry z kierunków wschodnich są bardzo rzadkie. Sokołowsko jest najzimniejszą miejscowością tej części Gór Suchych. Występuje tu stosunkowo długa zima i krótkie lato, a także obfite opady deszczu, z których 61% spada latem, z maksimum w lipcu.”

Symbioza natury i kultury
„Sokołowsko to miejscowość w gminie Mieroszów w powiecie wałbrzyskim. Leży w Górach Suchych,najwyższym paśmie Gór Kamiennych. Strome zbocza tych nie najwyższych gór (Waligóra ma 936 m n.p.m.) sprawiają, że są one niekiedy nazywane „sudeckimi Alpami” (nieoficjalny szlak pieszy wyczynowy wiedzie przez szczyty z „Korony Sokołowska” – najwyższe góry pasma Gór Suchych, leżące na polsko-czeskim pograniczu). Wieś zamieszkuje niespełna 1000 mieszkańców. Jest jedną z największych miejscowości gminy. Odwiedzają ją też turyści i kuracjusze.” – https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

HISTORIA SANATORIUM DR BREHMERA

Pierwsza wzmianka nt. Sokołowska pojawia się w 1357, jako istniejąca wieś założona najprawdopodobniej przez zakon benedyktynów w Broumově. Do końca XV wieku Sokołowsko miało kilku właścicieli.

W 1509 r. Sokołowsko wraz z pd. częścią księstwa świdnickiego nabył hr. von Hochberg, który założył rodową siedzibę w Książu. Do połowy XIX wieku w Sokołowsko nie różniło się niczym od innych wsi w dobrach Hochbergów. Zmiana w losach wsi nastąpiła w 1849 r., kiedy na wypoczynek zajechała hr. von Colomb. Zachwycona krajobrazem Sokołowska namówiła swojego szwagra dr Hermanna Brehmera na utworzenie uzdrowiska leczącego metodą hydroterapii Vincenta Priessnitza.

W 1855 r. w Sokołowsku zostało uruchomione pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików, którym zastosowano nowatorską metodę leczenia klimatyczno-dietetycznego. Na wzór Sokołowska został stworzony ośrodek leczenia gruźlicy w Davos. W późniejszym czasie Sokołowsko zyskało miano “śląskiego Davos”, chociaż to Davos powinno nazywać się “szwajcarskim Sokołowskiem”. Bliskim współpracownikiem dr Brehmera stał się prof. Alfred Sokołowski. Dla uczczenia jego zasług w 1945 r. miejscowości nadano jego imię.

Uzdrowisko nie należało do tanich, lecz było dobrze zagospodarowane – już przed 1888 r. posiadało pocztę i połączenia telefoniczne. W 1887 r. przebywało tu 730 kuracjuszy. Pobyt dr Tytusa Chałubińskiego w Sokołowsku zaowocował pośrednio jego zainteresowaniem Zakopanem, gdyż rozpoczął poszukiwania okolicy zbliżonej do tego uzdrowiska dla zorganizowania w Polsce takiego samego ośrodka leczenia gruźlicy.

Po II wojnie światowej pozostało tutaj uzdrowisko o profilu przeciwgruźliczym. Pod naciskiem dr Stanisława Domina zmieniono profil leczenia w kierunku leczenia chorób dróg oddechowych. W latach 70. XX wieku w miejscowość zaczęto przekształcać w ośrodek sportów zimowych dla potrzeb klubów wałbrzyskich, docelowo miał powstać Wojewódzki Ośrodek Sportów Zimowych. Jednak z braku środków finansowych nie wszystko udało się zrealizować. Pozostały tylko trasy biegowe (w tym nartorolkowa), które włączono do Biegu Gwarków. W ostatnich latach uzdrowisko przeżywa regres, oparty na ogólnym kryzysie ekonomicznym. Po II wojnie światowej status wsi Sokołowsko uzyskało dopiero na początku XXI wieku.

W 2007 roku obiekt byłego Sanatorium dr Brehmera zakupiła Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ i tworzy w tym miejscu Miedzynarodowe Laboratorium Kultury.

Historia tego miejsca rozpoczyna się na nowo….. – Z informacji na stronie: https://www.sokolowsko.org/pl/sokolowsko

Tu ciekawy blog turystyczny pięknie opisujący Snokolowsko i okolice: https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

Las buczynowy

Las buczynowy to jeden z typów lasów liściastych, w których dominuje buk zwyczajny (Fagus sylvatica). Buczyny są charakterystycznym ekosystemem leśnym, występującym głównie w strefie klimatu umiarkowanego na półkuli północnej. Buk zwyczajny to gatunek drzewa liściastego, który osiąga imponującą wysokość i tworzy zwarte drzewostany o pięknym wyglądzie.

Oto kilka cech charakterystycznych lasu buczynowego:

  1. Drzewa bukowe: Buk zwyczajny osiąga do 30 metrów wysokości, a jego kora jest gładka i srebrzystoszara. Liście buka są jajowate, ząbkowane i zielone, zmieniające się w jesiennej porze roku w intensywne odcienie czerwieni, pomarańczy i brązu. Owocami buka są brązowe orzeszki nazywane bukwią – jednonasienne, trójgraniaste orzeszki długości 1-2 cm, błyszczącobrązowe, zebrane po dwa (rzadziej pojedyncze) w zdrewniałej, pokrytej kolczastymi wyrostkami okrywie. Zbiorowiska roślinne należące do buczyn są wyznacznikami chronionych siedlisk przyrodniczych wymagających wyznaczania obszarów Natura 2000. Las bukowy to najlepsze miejsce do kąpieli leśnych czyli Shinrin-yoku (jap. 森林浴; kąpiel leśna), zwłaszcza wiosną
  2. Podrosty i runo leśne: W buczynach można znaleźć różnorodne gatunki roślin zielnych, mchów i porostów. Runo leśne jest ważnym elementem ekosystemu, tworząc warstwę ochronną dla gleby i dostarczając schronienia dla wielu małych zwierząt.
  3. Bogactwo flory i fauny: Las buczynowy jest domem dla licznych gatunków roślin, ptaków, ssaków, owadów i grzybów. Ptaki takie jak dzięcioły, sójki czy sikorki często zamieszkują te lasy, a ssaki, takie jak jelenie czy dziki, są powszechnie spotykane.
  4. Sezonowe zmiany: Buczyny prezentują piękne zmiany krajobrazu w ciągu roku. Wiosną liście buka rozwijają się, nadając lasom intensywnie zieloną barwę. Latem las jest bujny i zacieniony, a jesienią drzewa bukowe prezentują malownicze odcienie jesieni. Zimą większość liści opada, eksponując delikatną strukturę gałęzi i konarów.
  5. Ochrona przyrody: Las buczynowy jest często chroniony jako obszar przyrodniczy ze względu na swoją wartość ekologiczną. Ochrona takich obszarów jest istotna dla zachowania różnorodności biologicznej i utrzymania zdrowego ekosystemu.

Buczyna, jako ekosystem leśny, pełni istotną rolę w utrzymaniu równowagi ekologicznej, dostarczając schronienia dla wielu gatunków i wpływając pozytywnie na jakość gleby oraz regulację klimatu.

Wszystkie moje niebieskie sny…

Czasem osiągam stan umysłu w którym wszystkie moje niebieskie sny z wodą , falą i szczęściem łączą się ze sobą w jedną strukturę, w jedną masę, która zalewa niewyobrażalną przyjemnością mój umysł. Nie wiadomo do końca skąd przychodzi to uczucie ale to nie istotne bo jego siła wszystko zmienia. Drobne rzeczy zamieniają się w przyjemności, smaki się wyostrzają a zapachy stają się wrażeniami z dzieciństwa. Uczucie trwa, krótko i przychodzi zwykle wczesną wiosną, przedwiośniem albo lepiej przedprzedwiośniem, kiedy jeszcze nikt nie czuje zmian w powietrzu. Tylko ja. Taki dar od wszechświata za wewnętrzne smutki zimy. Sny materializują się jakby przed oczami, przypominają swoje obrazy, te dawno zapomniane i łączą je z nowymi tworząc wielką siatkę samych dobrych pierwiastków szczęścia. Tych prawdziwych osobistych, szczerych od których wszystko co złe odbija się i nie ma większego znaczenia. Sens życia zmienia wtedy swój image i nagle rozumiemy, że tu chodzi o coś całkowicie innego. Że to co dotychczas było tylko na przetrwanie i że trzymaliśmy się kurczowo rzeczy widzialnych i tylko w nich pokładaliśmy nadzieję nie wierząc, w nasze głowy, w których produkuje się inna rzeczywistość zaprzeczająca wszystkim standardom, formom i wyobrażeniom. Staje naprzeciwko szarości, siności i bólu. Zalewa słońcem. Pływa w zachwycie. Jest wodą, plażą, piaskiem i słońcem. Kwiatami ze snów, tych z unoszącymi się w powietrzu ciałami, nad miastem, nad lasem, nad jeziorem. Gdy jesteśmy fruwaniem i wyzwalającym unoszeniem się nad martwym światem. Snem dającym ukojenie na kilka dni i zmieniającym ścieżki neuronalne w naszych mózgach bez użycia antydepresantów. Taki prezent od ciała. Chcę utrzymać ten stan. Jest jak przebłysk świadomości dawno zapomnianego dziecięcego zachwytu. Jak go wyprodukować? Jak go zatrzymać na dłużej? Gdzie go szukać gdy znów się zgubi? Natura. Czy to naprawdę takie proste?