Archiwa kategorii: Przyszłość człowieka

Rynek przeżyć. Czy w przyszłości będziemy kupować cudze życie?

Nie kupisz filmu z wyprawy na Everest. Kupisz strach przed ostatnim krokiem. Nie obejrzysz czyjegoś zauroczenia. Dostaniesz jego przyspieszony puls, zachwyt i ten szczególny rodzaj światła, w którym przez kilka tygodni istnieje tylko ta jedna osoba.

Na razie brzmi to jak literatura science fiction. Ale

czy technologia potrafi już przesłać człowiekowi cudze wspomnienie.

I dlaczego tak wiele technologii rozwija się właśnie w kierunku zmniejszenia odległości między cudzym przeżyciem a moim?

I co się stanie, kiedy ktoś odkryje, że na tej odległości można zarobić?


Nie chcemy już wiedzieć. Chcemy poczuć

Jacek Dukaj w wydanym w 2019 roku zbiorze esejów Po piśmie zaproponował pojęcie, które kilka lat później brzmi znacznie mniej fantastycznie:

bezpośredni transfer przeżyć.

Nie oznacza ono wyłącznie jakiegoś przyszłego kabla łączącego dwa mózgi.

Dukaj widzi znacznie dłuższy proces.

Fotografia.

Fonograf.

Radio.

Kino.

Telewizja.

Internet.

Virtual reality.

Każda z tych technologii skraca drogę pomiędzy tym, co przeżywa jeden człowiek, a tym, czego może doświadczyć drugi. (Dukaj)

Pismo działa inaczej.

Jeżeli napiszę:

stałam na brzegu morza podczas sztormu,

musisz wykonać pracę.

Znak zamienić w znaczenie. Znaczenie w obraz. Obraz połączyć z własnymi wspomnieniami morza, wiatru, chłodu i lęku.

Nigdy nie dostaniesz mojego sztormu.

Zbudujesz swój sztorm z moich słów.

Dukaj nazywa to transferem symbolicznym: przeżycie zostaje zakodowane w znakach, a odbiorca musi je ponownie skonstruować. W rozmowie o Po piśmie przeciwstawiał temu filmowanie tej samej sceny: odbiorca nie musi już wyobrażać sobie koloru samochodu czy jego dźwięku — część doświadczenia otrzymuje bezpośrednio przez zmysły. (Rzeczpospolita)

To zasadnicza różnica.

I prawdopodobnie jedna z najważniejszych różnic dla przyszłości kultury.


A teraz wyobraźmy sobie, że odległość znika dalej

Najpierw dostaliśmy obraz.

Potem ruchomy obraz.

Potem obraz przestrzenny.

Potem możliwość wejścia do wirtualnej przestrzeni.

Następny krok to ciało.

Dotyk.

Pozycja ciała.

Reakcje fizjologiczne.

A jeszcze dalej — aktywność układu nerwowego.

Nie jesteśmy dziś blisko „wgrywania cudzego życia”. Warto powiedzieć to wyraźnie.

Ale jesteśmy coraz lepsi w czymś subtelniejszym:

w konstruowaniu warunków, w których mózg zaczyna traktować sztuczne doświadczenie jak doświadczenie własne.

Badania nad poczuciem ucieleśnienia pokazują, że mózg potrafi w pewnych warunkach doświadczać wirtualnego awatara czy sztucznej kończyny jako części własnego ciała. Współczesny przegląd badań EEG nad sense of embodiment opisuje właśnie to niezwykłe zjawisko: poczucie „to jest moje ciało” nie jest tak nieruchome i oczywiste, jak intuicyjnie sądzimy. (Frontiers)

Jeszcze ciekawsze są badania opublikowane w Nature: samo obserwowanie dotyku drugiego człowieka angażuje mechanizmy związane z reprezentacją dotyku we własnym mózgu. Granica między „widzę, że ktoś czuje” i „mój mózg symuluje to czucie” okazuje się fascynująco przepuszczalna. (Nature)

I właśnie w tej szczelinie zaczyna się przyszły rynek.


Skoro można sprzedawać przedmioty, dlaczego nie sprzedawać stanów świadomości?

Przez większość historii gospodarki kupowaliśmy rzeczy.

Dom.

Buty.

Samochód.

Książkę.

Potem coraz większą część rynku zaczęły zajmować usługi.

A teraz coraz częściej płacimy za coś jeszcze:

za doświadczenie.

Koncert.

Podróż.

Degustację.

Escape room.

Festiwal.

Immersyjną wystawę.

Spotkanie.

Przygodę.

W 2025 roku badanie Mastercard pokazywało wyraźne przesunięcie europejskich konsumentów w stronę wydawania pieniędzy na doświadczenia; dwie trzecie ankietowanych deklarowało chęć zrealizowania w tym roku jakiegoś dużego doświadczenia z własnej „bucket list”. W Polsce odsetek takich deklaracji należał do najwyższych w badaniu. (Mastercard)

Raport Gensler Research Institute i Immersive Experience Institute z 2025 roku opisuje z kolei dojrzewający rynek doświadczeń immersyjnych. Aż 73 procent badanych odbiorców deklarowało gotowość podróżowania specjalnie po doświadczenie, które wystarczająco ich zainteresuje. (Gensler)

To jeszcze nie Dukajowski transfer przeżyć.

Ale pokrewny, interesujący kierunek.

Towarem coraz częściej nie jest to, co zabierasz do domu.

Towarem jest:

co się z tobą stanie.


Następny produkt: przeżycie zaprojektowane specjalnie dla ciebie

Tutaj do gry wchodzi sztuczna inteligencja.

Tradycyjne kino wyświetla ten sam film tysiącu osób.

Ale wyobraźmy sobie doświadczenie generowane w czasie rzeczywistym.

System widzi, gdzie patrzysz.

Wie, kiedy tracisz uwagę.

Rozpoznaje napięcie.

Mierzy reakcje fizjologiczne.

Zna twoją historię.

Wie, czego się boisz.

Wie, co cię wzrusza.

I na bieżąco przebudowuje doświadczenie.

Nie oglądasz więc horroru.

Horror obserwuje ciebie.

Badania nad tak zwanymi neuroadaptacyjnymi systemami haptycznymi już eksperymentują z wykorzystaniem sygnałów neuronalnych i fizjologicznych do automatycznej modyfikacji doświadczenia XR. System może dostosowywać bodźce dotykowe do reakcji użytkownika, zamiast czekać na świadome naciśnięcie przycisku czy ocenę. (Frontiers)

To ma ogromne znaczenie.

Bo po raz pierwszy pojawia się możliwość stworzenia medium, które nie tylko przekazuje doświadczenie.

Medium reaguje na doświadczenie odbiorcy i zmienia samo siebie.


Maszyna zaczyna uczyć się twojego ciała

Interfejs również przesuwa się coraz bliżej człowieka.

W 2025 roku Meta opisywała rozwój urządzeń wykorzystujących powierzchniową elektromiografię — sEMG — czyli odczytywanie sygnałów związanych z aktywnością mięśni na nadgarstku. Badania firmy zmierzają do sterowania urządzeniami poprzez coraz subtelniejsze ruchy. (Engineering at Meta)

To nadal nie jest czytanie myśli.

I właśnie tutaj łatwo popaść w technologiczny mistycyzm.

Ale kierunek jest interesujący:

ekran → gest → mikroruch → sygnał biologiczny.

Technologia przestaje czekać na wyraźną komendę człowieka.

Coraz bardziej zbliża się do momentu, w którym intencja dopiero zamienia się w działanie.

A interfejsy mózg–komputer przesuwają tę granicę jeszcze dalej. Dzisiejsze zastosowania implantowanych BCI koncentrują się przede wszystkim na niezwykle ważnych celach medycznych — przywracaniu komunikacji i kontroli osobom z poważnymi ograniczeniami ruchowymi. Neuralink prowadzi badania kliniczne nad implantem rejestrującym aktywność neuronów, a sama firma mówi również o dalszych, znacznie bardziej ambitnych możliwościach interfejsów mózgowych. (Neuralink)

Między tym a przesyłaniem wspomnienia istnieje gigantyczna przepaść.

Ale po obu jej stronach znajduje się ten sam obiekt.

Układ nerwowy człowieka.


A gdyby można było kupić strach?

Wyobraźmy sobie rynek roku 2055.

Nie kupujesz gry zatytułowanej Everest.

Wybierasz doświadczenie:

Everest / poziom 3 / pierwsza osoba / umiarkowany lęk / bez doświadczenia odmrożenia.

Przez czterdzieści minut twój mózg otrzymuje wystarczająco przekonujący zestaw bodźców, aby skonstruować poczucie:

jestem tam.

W innym katalogu znajdujesz:

Pierwszy pocałunek — nostalgia, lato 1998.

Lot nad Jowiszem — doświadczenie niemożliwe.

Ostatni dzień na Ziemi.

Bycie inną płcią przez 24 godziny.

Samotność astronauty.

Narodziny dziecka.

Umieranie — wersja kontemplacyjna.

Mistyczne doświadczenie jedności.

I już Netflix wypada słabo.

Bo Netflix sprzedaje historię.

Przyszły przemysł może sprzedawać:

stan człowieka podczas historii.


I wtedy pojawi się przemysł cudzych żyć

Tutaj zaczyna się najciemniejsza część tej historii.

Bo jeżeli doświadczenie ma wartość, wartość ma również człowiek, który potrafi je wytworzyć.

Dzisiaj influencer sprzedaje dostęp do obrazu swojego życia.

Jutro mógłby sprzedawać samo jego przeżywanie.

Pierwszy skok ze spadochronem.

Rozstanie.

Orgazm.

Poród.

Żałoba.

Strach podczas wojny.

Pierwsze wejście na scenę.

Moment zdobycia złotego medalu.

Ostatnie godziny umierającego człowieka.

Nie kupowalibyśmy już nagrania.

Kupowalibyśmy:

„jak to było nim być”.

Tu pojawia się problem, którego ekonomia doświadczeń jeszcze właściwie nie zna.

Kto jest właścicielem przeżycia?

Człowiek, który je przeżył?

Firma, która je zarejestrowała?

Algorytm, który je przetworzył?

Twórca, który zwiększył intensywność emocji?

A może klient, który zapłacił za jego zapis?


Cudze cierpienie Premium

Rynek prawdopodobnie szybko odkryłby jeszcze jedną rzecz.

Najcenniejsze doświadczenia nie muszą być najprzyjemniejsze.

Mogą być najrzadsze.

Rzadkość podbija cenę.

Jak wyglądałby rynek, na którym można kupić doświadczenie:

ocalenia z katastrofy,

wojny,

głodu,

więzienia,

ekstremalnego bólu,

utraty dziecka?

Czy człowiek miałby prawo sprzedać własną traumę?

Oczywiście można odpowiedzieć:

to jego doświadczenie.

Ale co, jeśli trauma dotyczy również innych ludzi?

Czy można sprzedać wspomnienie śmierci drugiej osoby?

Czy można odziedziczyć prawa do doświadczeń zmarłego?

Czy rodzina może zabronić dystrybucji ostatnich chwil człowieka?

A może powstanie nowy rodzaj piractwa:

kradzież przeżyć?


Najbogatsi nie będą mieli więcej rzeczy. Będą bardziej przeżyci

To chyba jedna z najbardziej niepokojących konsekwencji.

Dzisiaj bogactwo oznacza dostęp.

Do przestrzeni.

Do ludzi.

Do podróży.

Do edukacji.

Do czasu.

W gospodarce przeżyć bogactwo może zacząć oznaczać dostęp do większej liczby możliwych sposobów bycia człowiekiem.

Wyobraźmy sobie kogoś, kto w ciągu jednego biologicznego życia może doświadczyć subiektywnie:

wspinaczki na Everest,

lotu na Marsa,

życia w ciele innego człowieka,

setek symulowanych romansów,

historii generowanych specjalnie dla jego psychiki,

tysięcy sztucznych wspomnień.

Naprzeciwko niego stoi człowiek posiadający tylko jedno życie.

Własne.

Czy są jeszcze tym samym rodzajem człowieka?


Najważniejszym luksusem może stać się niemożliwe

Jest jeszcze jeden paradoks.

Kiedy technologia nauczy się sprzedawać doświadczenia rzeczywiste, szybko odkryje, że największy rynek znajduje się gdzie indziej.

W doświadczeniach, których nikt nigdy nie przeżył.

Nie wspomnienie astronauty.

Lot przez wnętrze gwiazdy.

Nie doświadczenie nurka.

Oddychanie pod oceanem Europy.

Nie cudze ciało.

Ciało posiadające sześć kończyn.

Nie ludzki wzrok.

Widzenie ultrafioletu.

Nie życie człowieka.

Bycie czymś, co człowiekiem nigdy nie było.

I tutaj AI może okazać się ważniejsza od VR.

Nie dlatego, że odtworzy rzeczywistość.

Ale dlatego, że zacznie produkować nieistniejące doświadczenia.


Czy można tęsknić za miejscem, którego nigdy nie było?

To pytanie wydaje mi się bardziej interesujące niż sama technologia.

Wyobraź sobie, że spędziłaś tydzień w perfekcyjnie wygenerowanym świecie.

Miałaś tam dom.

Znałaś zapach ogrodu po deszczu.

Każdego ranka wychodziłaś nad jezioro.

Był ktoś, kogo kochałaś.

Potem doświadczenie się kończy.

Zdejmujesz urządzenie.

Pokój jest ten sam.

Ogród nigdy nie istniał.

Domu nigdy nie było.

Człowiek, którego kochałaś, został wygenerowany.

Ale twoja tęsknota jest prawdziwa.

Za czym tęsknisz?

To właśnie tutaj pytanie technologiczne zmienia się w filozoficzne.

Bo jeśli doświadczenie pozostawia prawdziwy ślad w człowieku, coraz trudniej powiedzieć, że było „nierzeczywiste”.


Dukaj nazywa to przeżywactwem

W rozmowie z 2019 roku powiedział coś niezwykle ważnego o człowieku bezpośredniego transferu przeżyć.

Taki człowiek zaczyna inaczej odnosić się do prawdy.

Nie pyta przede wszystkim:

czy to wydarzyło się naprawdę?

Liczy się:

czy zostało przeżyte.

Dukaj określa ten sposób funkcjonowania mianem kultury „przeżywactwa”. Przeżycie zaczyna odrywać się od miejsca, czasu i osoby, która pierwotnie go doświadczyła. (Teologia Polityczna)

To jedna z najbardziej niepokojących tez Po piśmie.

Bo kultura pisma zmuszała nas do tworzenia rozróżnień.

Prawda.

Fałsz.

Argument.

Dowód.

Fikcja.

Opis.

Interpretacja.

Ale doświadczenie działa inaczej.

Ból boli również wtedy, kiedy jego przyczyna jest sztuczna.

Strach jest strachem.

Wzruszenie jest wzruszeniem.


I właśnie tutaj może nastąpić prawdziwe „po piśmie”

Nie wtedy, gdy ludzie przestaną czytać.

To byłoby banalne.

„Po piśmie” zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy potrzebować symbolicznej drogi do cudzego doświadczenia.

Pisarz mówi:

wyobraź sobie kobietę stojącą na peronie, która właśnie zrozumiała, że człowiek, na którego czekała, już nigdy nie przyjedzie.

Musisz ją stworzyć.

Jej twarz.

Peron.

Zimno.

Światło.

Rozczarowanie.

Ale przyszłe medium mogłoby powiedzieć:

proszę.

I nacisnąć play.


Czy wtedy literatura umrze?

Niekoniecznie.

W 2024 roku Sebastian Stodolak zwrócił uwagę na ciekawy kontrargument wobec wizji Po piśmie: w czasie, gdy mieliśmy masowo wejść do metawersum, ogromną popularność zdobył technologicznie znacznie prostszy format — podcast.

Ludzie nadal chcieli słuchać.

Historii.

Rozmowy.

Argumentu.

Głosu drugiego człowieka. (Warsaw Enterprise Institute)

Możliwe więc, że przyszłość nie wygląda:

pismo → postpismo.

Może wyglądać:

pismo + obraz + doświadczenie + AI + ciało + opowieść.

Stare media nie umierają.

Zmienia się ich funkcja.


Być może literatura stanie się luksusem

Bo literatura posiada cechę, której doskonały transfer przeżyć mógłby nas pozbawić.

Nie daje gotowego doświadczenia.

Pozostawia szczelinę.

Czytelnik musi wejść w nią sam.

Musi sobie wyobrazić.

Dopowiedzieć.

Przypomnieć.

Porównać.

Odrzucić.

Zatrzymać się.

Pismo stawia opór.

Może właśnie dlatego w świecie coraz doskonalszych doświadczeń stanie się czymś niezwykle cennym.

Nie dlatego, że jest szybsze.

Dlatego, że jest wolniejsze.

Nie dlatego, że przekazuje więcej.

Dlatego, że nie przekazuje wszystkiego.


A może największym luksusem przyszłości będzie własne życie

Wyobraźmy sobie ostatnią konsekwencję rynku przeżyć.

Możesz przeżyć wszystko.

Każde miejsce.

Każdą historię.

Każde ciało.

Każdą miłość.

Każdy strach.

Każdą możliwą wersję siebie.

Biblioteka doświadczeń jest nieskończona.

I pewnego dnia ktoś wyłącza system.

Wychodzi z domu.

Pada deszcz.

Jest zimno.

Autobus się spóźnia.

Kawa jest lurą.

Nikt nie dostosował świata do jego preferencji.

Nic nie zostało wygenerowane.

Nic nie optymalizuje emocji.

Nic nie próbuje go zachwycić.

To wydarzenie nie zostanie zapisane.

Nie będzie można go odtworzyć.

Nie można go sprzedać.

Człowiek przyszłości odkryje wtedy coś, co dla nas jest jeszcze banalne:

to jest moje życie.

Tylko moje.

Nie zostało zaprojektowane.

Nie zostało wygenerowane.

Nie zostało kupione.

I nie można nacisnąć replay.


Pytanie na koniec

Wyobraź sobie sklep z przeżyciami.

Możesz wybrać jedno.

Nie przedmiot.

Nie podróż.

Nie informację.

Jedno doświadczenie dowolnego człowieka, który kiedykolwiek żył.

Możesz przez chwilę zobaczyć świat jego oczami.

Poczuć to, co czuł.

Nie przeczytać jego wspomnienia.

Nie obejrzeć filmu.

Być nim.

Czyje przeżycie kupujesz?

A teraz trudniejsze pytanie:

którego własnego przeżycia nigdy nie zgodziłabyś się sprzedać?