ARCHIWUM CIENIA
Jung, psychologia głębi i sztuka spotkania z tym, czego w sobie nie znamy
Odcinek 6
Cień w miłości
Dlaczego zakochujemy się we własnej nieświadomości
Miłość ma fatalną reputację wśród ludzi, którzy chcieliby uważać się za racjonalnych.
Człowiek może miesiącami podejmować rozsądne decyzje. Porównywać ceny. Sprawdzać źródła. Analizować ryzyko.
A potem wchodzi ktoś do pokoju.
I cały system przestaje działać.
Nie znamy tej osoby, ale wydaje się znajoma.
Nie wiemy, czy jest dobra, ale czujemy, że jest ważna.
Nie znamy jej historii, lecz zaczynamy pisać jej przyszłość.
Jung powiedziałby zapewne, że w takim spotkaniu uczestniczą co najmniej dwie rzeczywistości.
Ta widzialna — dwoje ludzi.
I ta niewidzialna — wszystko, co każde z nich przyniosło ze sobą z własnej nieświadomości.
Miłość zaczyna się więc jako spotkanie.
A czasem jako projekcja.
Zakochujemy się także w tym, co dopowiadamy
To jeden z najbardziej niewygodnych aspektów zakochania.
Na początku relacji znamy człowieka fragmentarycznie.
Kilka rozmów.
Gest.
Sposób patrzenia.
Głos.
Historię opowiedzianą przy winie.
Resztę musi uzupełnić umysł.
I uzupełnia.
Błyskawicznie.
Tam, gdzie brakuje informacji, pojawiają się oczekiwania, pragnienia, fantazje i wcześniejsze doświadczenia.
Właśnie dlatego człowiek spotkany przed trzema tygodniami może nagle wydawać się kimś, na kogo czekaliśmy całe życie.
Jungowska psychologia opisywała podobne zjawiska językiem projekcji: nieświadoma treść zostaje przeżyta tak, jak gdyby należała do drugiej osoby.
Nie widzę już wyłącznie ciebie.
Widzę również to, co moja psychika umieściła na tobie.
Pisaliśmy o tym wcześniej w reportażu „Człowiek, którego nie możesz przestać oceniać”.
W miłości projekcja może jednak działać jeszcze subtelniej.
Nie demonizujemy.
Idealizujemy.
Kocham ciebie czy możliwość siebie przy tobie?
Wyobraź sobie kobietę, która przez całe życie była odpowiedzialna.
Rozsądna.
Przewidywalna.
Nagle zakochuje się w człowieku spontanicznym, ryzykownym, twórczym.
Mówi:
„On ma w sobie życie.”
Możliwe.
Ale istnieje jeszcze jedno pytanie:
dlaczego właśnie jego życie działa na nią jak magnes?
Być może niesie coś, czego ona przez lata nie pozwalała przeżyć sobie.
W poprzednich częściach „Archiwum Cienia” nazwaliśmy to złotym cieniem — sytuacją, w której własną odwagę, twórczość, wolność czy siłę łatwiej dostrzec w innym człowieku niż w sobie.
Dlatego miłość bywa czymś więcej niż pragnieniem drugiej osoby.
Bywa pragnieniem odzyskania przez drugą osobę utraconej części siebie.
I wtedy pojawia się niebezpieczne równanie:
ty jesteś spontaniczny za mnie;
ty jesteś silna za mnie;
ty podejmujesz decyzje za mnie;
ty jesteś towarzyski za mnie;
ty jesteś odważna za mnie;
ty niesiesz mój świat.
Na początku taki układ może wydawać się doskonałym dopasowaniem.
Po latach może stać się więzieniem.
To, co zachwycało, zaczyna drażnić
To jeden z najbardziej przewrotnych momentów miłości.
Cecha, która kiedyś przyciągała, po latach staje się źródłem konfliktu.
„Uwielbiałam jego spontaniczność.”
zmienia się w:
„Nigdy niczego nie potrafi zaplanować.”
„Podobało mi się, że jest niezależna.”
staje się:
„Ona mnie nie potrzebuje.”
„Był taki spokojny.”
po latach brzmi:
„Z nim nie da się o niczym rozmawiać.”
Druga osoba oczywiście mogła się zmienić.
Ale zmienić mogła się również projekcja.
Kiedy pierwsza idealizacja słabnie, zaczynamy spotykać realnego człowieka.
I dopiero wtedy naprawdę zaczyna się relacja.
Nie z obrazem.
Z kimś, kto ma własne potrzeby, ograniczenia, historię, ciało, lęki i cień.
Miłość uruchamia stare systemy alarmowe
Współczesna psychologia używa tutaj innego języka niż Jung.
Teoria przywiązania pokazuje, że bliskie relacje aktywują nasze sposoby reagowania na dostępność, oddalenie, odrzucenie i niepewność partnera. Lękowe oczekiwanie odrzucenia oraz unikowe przekonanie, że partnerowi nie można zaufać, mogą wpływać na sposób interpretowania konfliktów i zachowanie w związku. (Nature)
Dlatego drobne wydarzenie może nie pozostać drobnym wydarzeniem.
Partner nie odpowiada na wiadomość.
Fakt:
nie odpowiedział.
Nieświadomość dopisuje:
już mu nie zależy.
poznał kogoś.
zostawi mnie.
wiedziałam, że tak będzie.
W tym sensie zazdrość również nie jest pojedynczą emocją. Współczesne badania opisują ją jako zjawisko obejmujące interpretację zagrożenia, reakcję emocjonalną oraz zachowania służące kontroli lub ochronie więzi; znaczenie mają m.in. styl przywiązania, zaufanie, wrażliwość na odrzucenie i wcześniejsze naruszenia granic. (RCSI Journals Platform)
Cień w miłości nie oznacza więc:
„jeżeli jesteś zazdrosny, problem istnieje wyłącznie w tobie”.
Czasami istnieją realne powody do utraty zaufania.
Pytanie zaczyna się gdzie indziej:
ile w mojej reakcji należy do tego, co wydarzyło się dzisiaj — a ile do wszystkich historii, które wydarzyły się wcześniej?
Dlaczego wybieramy podobne historie?
Jest kusząca popularna teoria:
wybieramy partnerów podobnych do naszych rodziców.
Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Badania nad doborem partnerów pokazują, że pary rzeczywiście bywają podobne pod względem wielu cech — m.in. wartości, zainteresowań czy cech społeczno-demograficznych — ale samo podobieństwo osobowości nie daje prostego klucza do satysfakcji z relacji. (ScienceDirect)
Jeszcze ostrożniej trzeba mówić o psychoanalitycznej idei przymusu powtarzania.
To wpływowa koncepcja, ale nie naukowe prawo mówiące, że każdy człowiek musi odtwarzać dzieciństwo w kolejnych związkach. Sam mechanizm był wielokrotnie dyskutowany i krytycznie reinterpretowany w literaturze psychodynamicznej. (PubMed)
Mimo to pewne doświadczenie pozostaje uderzająco znajome.
Zmieniają się twarze.
A historia jakby nie.
Znowu kocham kogoś niedostępnego.
Znowu próbuję kogoś uratować.
Znowu muszę zasłużyć na uwagę.
Znowu boję się odejść.
Znowu wybieram człowieka, przy którym mogę powiedzieć:
„gdyby tylko się zmienił…”
Może więc najciekawsze pytanie nie brzmi:
Dlaczego ciągle spotykam takich ludzi?
Lecz:
Jaką rolę ja sam odgrywam w historii, która ciągle wygląda znajomo?
Miłość i zależność
Najbardziej romantyczne zdania bywają psychologicznie podejrzane.
„Jesteś wszystkim, czego potrzebuję.”
„Bez ciebie nie istnieję.”
„Tylko ty mnie rozumiesz.”
Literatura kocha takie zdania.
Psychika nie zawsze dobrze na nich wychodzi.
Bliskość wymaga zależności — potrzebujemy innych ludzi i nie ma w tym nic złego.
Problem pojawia się wtedy, kiedy partner zaczyna wykonywać za nas całe obszary psychicznego życia.
On reguluje mój lęk.
Ona daje mi wartość.
On podejmuje decyzje.
Ona zapewnia mi tożsamość.
On niesie moją odwagę.
Ona jest moim kontaktem ze światem.
Wtedy utrata partnera oznacza coś więcej niż utratę człowieka.
Grozi utratą części siebie, którą zdeponowaliśmy w nim.
I być może dlatego niektóre rozstania przypominają amputację.
Najtrudniejszy moment miłości
Nie jest nim zakochanie.
Jest nim odczarowanie.
Moment, kiedy człowiek, którego wybraliśmy, przestaje być ekranem dla naszych wyobrażeń.
Nie jest już wybawcą.
Muzą.
Idealną matką.
Silnym ojcem.
Nieograniczoną wolnością.
Bezwarunkowym bezpieczeństwem.
Jest człowiekiem.
To może być rozczarowanie.
Ale może być też pierwsza chwila prawdziwej miłości.
Bo dopiero po wycofaniu części projekcji można zobaczyć drugą osobę.
Nie taką, jakiej potrzebowała nasza nieświadomość.
Taką, jaka jest.
LABORATORIUM CIENIA NR 6
Co partner niesie za mnie?
Nie zaczynaj od wad partnera.
Weź kartkę i zapisz trzy cechy, które najbardziej cię w nim lub w niej pociągały — albo nadal pociągają.
Na przykład:
odwaga
spokój
towarzyskość
decyzyjność
zmysłowość
twórczość
niezależność
Teraz przy każdej cesze odpowiedz:
1. Czy ja również daję sobie prawo do tej cechy?
2. Czy partner wykonuje za mnie coś, czego sam/a unikam?
3. Co stałoby się z naszym związkiem, gdybym zaczął/zaczęła rozwijać tę część siebie?
A na końcu dokończ jedno zdanie:
„Być może nie potrzebuję, żebyś był/a za mnie __________. Mogę zacząć odzyskiwać to w sobie poprzez __________.”
Nie chodzi o uniezależnienie się od miłości.
Chodzi o coś trudniejszego:
żeby kochać drugiego człowieka, nie powierzając mu obowiązku bycia połową własnej psychiki.
Miłość po cieniu
Jungowskiego języka nie należy traktować jak instrukcji wyboru partnera ani współczesnej, eksperymentalnie potwierdzonej teorii zakochania.
Jest raczej soczewką.
Pozwala zadać pytania, których zwykle nie zadajemy.
Nie tylko:
Czy mnie kochasz?
Ale:
kogo widzę, kiedy na ciebie patrzę?
Nie tylko:
Dlaczego mnie ranisz?
Ale czasem również:
dlaczego właśnie ten rodzaj zranienia znam tak dobrze?
Nie tylko:
Czego potrzebuję od ciebie?
Ale:
co oddałem ci do dźwigania, ponieważ nie umiałem jeszcze unieść tego sam?
Być może dojrzała miłość nie zaczyna się wtedy, kiedy odnajdujemy swoją „drugą połowę”.
Być może zaczyna się wtedy, kiedy powoli przestajemy wymagać od drugiego człowieka, żeby nią był.
I możemy wreszcie spotkać się jako dwoje.
Nie jako dwa braki.
Czytaj dalej w „Archiwum Cienia”
Jeśli trafiasz tutaj po raz pierwszy, zacznij od „Człowiek, który zobaczył własny cień. O co naprawdę chodziło Carlowi Gustavowi Jungowi” — to fundament całej serii. (Kingfisher.page)
Potem przeczytaj „Nie tylko potwór. Złoty cień i życie, którego sobie odmówiliśmy” — szczególnie jeśli zainteresowało cię pytanie, dlaczego oddajemy partnerowi własną odwagę, wolność czy twórczość. (Kingfisher.page)
Do mechanizmu idealizacji i osądzania prowadzi bezpośrednio „Człowiek, którego nie możesz przestać oceniać”. (Kingfisher.page)
A jeśli interesuje cię pytanie, kim stajemy się, żeby zasłużyć na miłość, przeczytaj następnie „Persona i życie napisane cudzym scenariuszem”. (Kingfisher.page)
Cały cykl znajdziesz w archiwum „Archiwum Cienia”.
Następny odcinek
Rodzina pamięta wszystko. Cień, który odziedziczyliśmy
Nie wszystko, co nosimy, zaczęło się od nas.
W kolejnym odcinku przyjrzymy się rodzinnym rolom, sekretom, lojalnościom i temu, co współczesna psychologia rzeczywiście pozwala powiedzieć o przekazywaniu wzorców między pokoleniami — bez internetowej mitologii o „dziedziczeniu traumy” jako prostym wyroku biologicznym.