Archiwa kategorii: Archiwum Cienia

Człowiek, który zobaczył własny cień. O co naprawdę chodziło Carlowi Gustavowi Jungowi

ARCHIWUM CIENIA — ODCINEK 1

Człowiek najczęściej spotyka swój cień nie wtedy, gdy zagląda w ciemność, lecz wtedy, gdy patrzy na drugiego człowieka.

Widok pewnej osoby wywołuje w nim natychmiastową niechęć. Drażni go sposób, w jaki mówi. Jej pewność siebie wydaje się nieznośna. Jej potrzeba uznania — żałosna. Jej gniew — niebezpieczny. Jej swoboda — bezwstydna.

Człowiek jest przekonany, że po prostu trafnie ocenia rzeczywistość.

Nie zauważa, że od kilku dni prowadzi z tą osobą rozmowy w swojej głowie. Nie śpi przez nią. Wraca do jej słów. Opowiada o niej innym. Wyobraża sobie, jak ją demaskuje, zawstydza albo zmusza do przyznania się do winy.

To nie znaczy, że druga osoba jest niewinna. Być może naprawdę zachowała się arogancko, egoistycznie lub agresywnie.

Ale intensywność reakcji mówi już coś więcej.

Właśnie w tej różnicy — między tym, co wydarzyło się na zewnątrz, a tym, co zaczęło dziać się wewnątrz — Carl Gustav Jung umieścił jedno ze swoich najbardziej niepokojących odkryć.

Nazwę dla tego odkrycia zaczerpnął z najstarszego obrazu, jaki towarzyszy człowiekowi od chwili, gdy po raz pierwszy stanął w świetle.

Nazwę tę stanowiło jedno słowo:

cień.

Nie potwór. Nie demon. Nie „zła energia”.

Część człowieka, której jego świadome „ja” nie chce uznać za własną.


Lekarz, który przestał wierzyć w niewinność świadomości

Carl Gustav Jung urodził się w 1875 roku w szwajcarskim Kesswil. Był lekarzem psychiatrą, badaczem eksperymentalnym i jednym z najważniejszych przedstawicieli rodzącej się psychologii głębi.

Zanim stał się myślicielem kojarzonym z archetypami, alchemią, snami i symbolami, pracował w klinice psychiatrycznej Burghölzli w Zurychu. Badał między innymi reakcje pacjentów za pomocą testów skojarzeniowych.

Badanej osobie podawano słowo, a następnie obserwowano jej odpowiedź, czas reakcji, pomyłki, zawahania i emocjonalne zakłócenia. Jung zauważył, że niektóre słowa uruchamiały całe skupiska wspomnień i emocji, które zakłócały świadome zachowanie człowieka.

Nazwał je kompleksami.

Kompleks nie był dla niego wyłącznie przekonaniem albo wspomnieniem. Był dynamiczną strukturą psychiczną, zdolną chwilowo przejąć kontrolę nad uwagą, zachowaniem i sposobem interpretowania świata.

Człowiek mówi wtedy rzeczy, których nie zamierzał powiedzieć. Reaguje mocniej, niż chciał. Powtarza zachowanie, którego sobie zakazywał. Później tłumaczy:

„Nie wiem, co we mnie wstąpiło”.

Dla Junga to popularne zdanie nie było jedynie metaforą. Pokazywało, że świadome ego nie jest jedynym gospodarzem psychiki.

Późniejsza psychologia analityczna określa kompleksy jako emocjonalnie naładowane obszary, które ujawniają się szczególnie wyraźnie tam, gdzie człowiek staje się podatny, reaktywny albo niezdolny do zachowania zwykłego dystansu. (iaap.org)

Jung nie był pierwszym, który podważył władzę świadomego rozumu. Przed nim robili to filozofowie, artyści i lekarze.

Arthur Schopenhauer opisywał człowieka jako istotę kierowaną przez ślepą wolę. Friedrich Nietzsche badał maski moralności, resentyment, wolę mocy i siły ukryte pod powierzchnią cywilizowanego zachowania. Zygmunt Freud pokazał, że świadome zamiary stanowią tylko część życia psychicznego, a wyparte popędy powracają w snach, pomyłkach, objawach i fantazjach.

Jung poszedł jednak własną drogą.

Nieświadomość nie była dla niego jedynie piwnicą, do której świadomość wyrzuca nieakceptowane pragnienia. Była również przestrzenią symboli, wyobrażeń, możliwości rozwojowych i psychicznych sił, które mogą równoważyć jednostronność świadomego życia.

To właśnie w tym szerszym obrazie psychiki pojawia się cień.


Cień nie jest rzeczą. Powstaje między światłem a człowiekiem

Najłatwiej byłoby powiedzieć, że cień to „ciemna strona osobowości”.

Takie określenie jest zbyt proste.

Cień nie jest zamkniętym pomieszczeniem w psychice, do którego trafiają wszystkie złe cechy. Nie jest też drugą osobowością ukrytą pod powierzchnią codziennego „ja”.

Cień powstaje w relacji do ego — czyli tej części psychiki, z którą człowiek świadomie się utożsamia.

Człowiek buduje opowieść o sobie:

Jestem spokojny.

Jestem odpowiedzialna.

Jestem dobrym człowiekiem.

Nie zależy mi na uznaniu.

Nigdy nie jestem zazdrosna.

Nie potrzebuję pomocy.

Nie złoszczę się.

Nie boję się.

Wszystko, co potwierdza tę opowieść, może zostać przyjęte do świadomego obrazu siebie. To, co jej zagraża, bywa pomniejszane, racjonalizowane, wypierane albo przypisywane innym ludziom.

W ten sposób powstaje cień.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Psychologii Analitycznej wyjaśnia, że indywidualny cień tworzy się przez odsuwanie poza ego i personę tych cech, których człowiek nie jest w stanie zaakceptować. Spotkaniu z cieniem mogą towarzyszyć wina, wstyd i lęk, ale również poczucie kontaktu z czymś autentycznym i ważnym. (iaap.org)

Nie ma więc jednego, uniwersalnego zestawu cech należących do cienia.

Cień osoby wychowanej w rodzinie ceniącej posłuszeństwo może zawierać bunt, niezależność i gniew.

Cień człowieka wychowanego w kulcie siły może przechowywać wrażliwość, potrzebę opieki i pragnienie bliskości.

Cień osoby, której wolno było być tylko skromną, może zawierać ambicję, talent i potrzebę bycia zauważoną.

Cień kogoś, kto zbudował tożsamość osoby zawsze dobrej, może obejmować zazdrość, agresję, egoizm i pragnienie dominacji.

Cień nie jest więc tym samym co zło.

Jest tym, czego świadoma osobowość nie uznaje za swoje.


Największe nieporozumienie: cień nie składa się wyłącznie z potworów

Internet lubi przedstawiać cień jako mroczną istotę czającą się wewnątrz człowieka.

Znajdują się w niej gniew, zazdrość, chciwość, seksualność, pragnienie władzy, zemsta i agresja. Człowiek ma zejść do swojej wewnętrznej piwnicy, odnaleźć te treści, a następnie je „uzdrowić”.

Taki obraz jest efektowny, ale niepełny.

W cieniu rzeczywiście mogą znajdować się cechy moralnie trudne. Jung pisał o jego emocjonalnej i pierwotnej naturze, która może opierać się świadomej kontroli moralnej. W jego ujęciu cień był jednym z najbardziej dostępnych obszarów nieświadomości, lecz konfrontacja z nim wymagała znacznego wysiłku etycznego. (iaap.org)

Ale do cienia trafiają również cechy wartościowe.

Może się tam znaleźć:

odwaga, której nie wolno było okazywać;

twórczość uznana za niepraktyczną;

spontaniczność kojarzona z brakiem kontroli;

zdrowy egoizm potrzebny do ochrony własnych granic;

ambicja potępiana jako próżność;

zmysłowość obciążona wstydem;

radość uznawana za dziecinną;

zdolność przewodzenia, która mogła zagrozić rodzinnej hierarchii;

potrzeba odpoczynku w środowisku, w którym wartość człowieka mierzono pracą;

prawo do powiedzenia „nie”.

Późniejsi autorzy związani z psychologią analityczną zaczęli nazywać ten obszar „złotym cieniem”.

Człowiek może bowiem nie tylko przerzucać na innych własną agresję. Może również przerzucać na nich własną wielkość.

Patrzy wtedy na artystę, nauczyciela, pisarkę, przedsiębiorcę albo odważną przyjaciółkę i myśli:

„Ona ma coś, czego ja nigdy nie będę mieć”.

Idealizuje drugą osobę. Oddaje jej własną niewykorzystaną możliwość. Wierzy, że źródło siły znajduje się wyłącznie na zewnątrz.

Cień bywa zatem miejscem przechowywania nie tylko tego, czego się wstydzimy, ale także tego, na co nigdy sobie nie pozwoliliśmy.


Persona: maska potrzebna do życia

Nie można zrozumieć cienia bez zrozumienia persony.

Jung zaczerpnął słowo „persona” z łacińskiego określenia maski teatralnej. W jego teorii oznacza ono społeczną twarz człowieka — sposób, w jaki przystosowuje się on do świata, pełnionych funkcji i oczekiwań otoczenia.

Persona nie jest kłamstwem.

Nauczyciel oczekuje określonego sposobu zachowania w klasie. Lekarz nie opowiada każdemu pacjentowi o swoich osobistych problemach. Rodzic musi czasem opanować emocje, aby zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Człowiek inaczej rozmawia z bliską osobą, inaczej z urzędnikiem, a jeszcze inaczej występuje publicznie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy maska przestaje być narzędziem, a staje się całą tożsamością.

Jung opisywał personę jako układ relacji między świadomością jednostki a społeczeństwem. Maska ma wywoływać określone wrażenie, a jednocześnie osłaniać to, co prywatne i indywidualne. Psychologia analityczna podkreśla też, że persona ma w znacznej części charakter zbiorowy: powstaje z ról i oczekiwań obecnych w kulturze. (iaap.org)

Im bardziej człowiek utożsamia się z personą, tym bardziej wszystko, co jej przeczy, musi zostać odsunięte.

Osoba „zawsze pomocna” nie może przyznać, że jest zmęczona pomaganiem.

„Idealna matka” nie może czuć rozczarowania, złości ani potrzeby ucieczki.

„Silny mężczyzna” nie może poprosić o wsparcie.

„Dobra córka” nie może odmówić rodzicom.

„Rozsądna kobieta” nie może pragnąć ryzyka.

„Uduchowiony człowiek” nie może być zazdrosny, materialistyczny ani spragniony uznania.

„Profesjonalista” nie może nie wiedzieć.

Persona rośnie.

Cień rośnie razem z nią.

Później wystarczy zmęczenie, konflikt, zakochanie, awans, utrata pracy albo kryzys, aby to, co zostało odsunięte, zaczęło działać z większą siłą.


Cień najpierw przychodzi pod cudzym nazwiskiem

Niewiele osób budzi się rano z myślą:

„Dzisiaj odkryję własną potrzebę dominacji”.

Cień rzadko przedstawia się bezpośrednio.

Najczęściej przychodzi pod cudzym nazwiskiem.

To ktoś inny jest arogancki.

Ktoś inny pragnie uwagi.

Ktoś inny jest agresywny.

Ktoś inny manipuluje.

Ktoś inny zachowuje się jak ofiara.

Ktoś inny jest egoistą.

Ktoś inny próbuje wszystkich kontrolować.

Taki proces Jung nazywał projekcją.

Projekcja polega na przypisywaniu osobie, grupie lub zjawisku treści, których człowiek nie rozpoznaje jako części własnego życia psychicznego.

Nie jest to jednak prosta pomyłka poznawcza.

Treść nieświadoma zostaje przeżyta tak, jakby naprawdę należała wyłącznie do drugiego człowieka. Projektujący nie czuje, że coś przypisuje. Jest przekonany, że jedynie widzi rzeczywistość.

Dlatego projekcji nie można cofnąć za pomocą zdania:

„To, co cię drażni w innych, na pewno masz w sobie”.

Takie powiedzenie bywa banalne, a czasem wręcz krzywdzące.

Jeżeli ktoś reaguje na przemoc, manipulację albo naruszenie granic, nie oznacza to automatycznie, że sam jest przemocowy lub manipulujący. Rzeczywistość zewnętrzna istnieje. Ludzie naprawdę wyrządzają sobie krzywdę.

Pytanie o projekcję zaczyna się gdzie indziej:

Dlaczego ta osoba zajmuje w mojej psychice tak wiele miejsca?

Dlaczego nie potrafię przestać o niej myśleć?

Dlaczego muszę udowodnić wszystkim, jaka ona jest?

Dlaczego podobny konflikt powtarza się w kolejnych relacjach?

Dlaczego cudza cecha wywołuje we mnie mieszaninę fascynacji, zazdrości, lęku i moralnego oburzenia?

Dlaczego potrzebuję widzieć drugiego człowieka jako całkowicie złego albo całkowicie niezwykłego?

Cień ujawnia się nie tylko w demonizowaniu.

Także idealizacja może być projekcją.

Człowiek spotyka kogoś, komu przypisuje niezwykłą mądrość, odwagę, piękno albo moc. Przestaje widzieć realną osobę. Widzi ekran, na który rzuca obraz własnej nieprzeżytej możliwości.

W jednym przypadku oddaje innemu własne zło.

W drugim oddaje mu własne dobro.

W obu przypadkach traci część siebie.


Cień jako problem moralny

Współczesny język rozwoju osobistego często sprowadza pracę z cieniem do samoakceptacji.

„Zaakceptuj wszystkie części siebie”.

„Nie oceniaj swojego gniewu”.

„Pozwól sobie czuć”.

To może być potrzebny początek. Nie było jednak końcem Jungowskiej drogi.

Dla Junga konfrontacja z cieniem była problemem moralnym.

Nie wystarczało zauważyć impuls. Trzeba było rozpoznać go jako własny, zrozumieć jego znaczenie i zdecydować, co z nim zrobić.

Człowiek może odkryć, że pragnie zemsty.

Nie oznacza to, że powinien się zemścić.

Może zauważyć potrzebę dominacji.

Nie znaczy to, że ma podporządkować sobie innych.

Może uznać własną zazdrość.

Nie jest to zezwolenie na niszczenie osoby, której zazdrości.

Może odkryć w sobie agresję.

Nie musi jej ani wypierać, ani wyładowywać. Może nauczyć się używać zawartej w niej energii do ochrony granic, działania i sprzeciwu.

Integracja nie oznacza utożsamienia.

Człowiek nie ma powiedzieć:

„Jestem swoim gniewem”.

Ma być w stanie powiedzieć:

„Gniew jest częścią mojego doświadczenia. Mogę go zauważyć, zrozumieć i wziąć odpowiedzialność za sposób, w jaki go wyrażę”.

Psychologia analityczna przestrzegała również przed identyfikacją z cieniem, czyli sytuacją, w której człowiek po odkryciu wypartych impulsów zaczyna uznawać je za swoją najprawdziwszą naturę. Wtedy zamiast poszerzenia świadomości pojawia się nowa jednostronność. (iaap.org)

Celem nie jest więc zamiana człowieka „za dobrego” w człowieka okrutnego.

Celem jest stworzenie świadomości zdolnej pomieścić sprzeczność:

Mogę być opiekuńcza i zmęczona opiekowaniem się.

Mogę kochać i odczuwać gniew.

Mogę być odważny i potrzebować pomocy.

Mogę pragnąć dobra i jednocześnie mieć egoistyczne motywy.

Mogę pomagać innym i chcieć ich uznania.

Mogę być ofiarą czyjegoś działania i mimo to przyglądać się własnym reakcjom.

Dojrzałość nie polega tu na czystości.

Polega na utracie iluzji własnej niewinności bez utraty odpowiedzialności.


Człowiek nie ma cienia. Człowiek go tworzy

Cień nie powstaje jedynie w wyniku świadomej decyzji.

Tworzy go rodzina.

Tworzy go szkoła.

Tworzy go religia.

Tworzy go klasa społeczna, płeć kulturowa, zawód i wspólnota.

Dziecko bardzo wcześnie uczy się, jakie zachowania zapewniają mu więź, bezpieczeństwo i aprobatę.

Jedno odkrywa, że wolno mu być grzeczne, ale nie wolno się złościć.

Inne może być silne, lecz nie może płakać.

Kolejne otrzymuje uwagę tylko wtedy, gdy odnosi sukcesy.

Jeszcze inne musi pozostać ciche, ponieważ jego spontaniczność drażni zmęczonych dorosłych.

Nie wszystkie odrzucone części są usuwane przez surowe zakazy. Czasem wystarczy spojrzenie, milczenie, ironia albo brak reakcji.

Dziecko pokazuje rysunek.

Dorosły zmienia temat.

Dziecko mówi, że jest złe.

Słyszy: „Nie wolno tak mówić”.

Dziecko odmawia przytulenia.

Słyszy: „Nie rób cioci przykrości”.

Dziecko chce być pierwsze.

Słyszy: „Nie popisuj się”.

Dziecko płacze.

Słyszy: „Nic się nie stało”.

Tak rozpoczyna się selekcja.

Niektóre części osobowości otrzymują światło. Inne zostają bez nazwy.

To, co odsunięte, nie znika. Może pojawić się później jako objaw, konflikt, sen, fantazja, fascynacja, nagły wybuch albo powtarzający się wybór życiowy.

Jungowska psychika nie jest bowiem nieruchomym magazynem. Jest systemem samoregulującym. Kiedy świadoma postawa staje się nadmiernie jednostronna, nieświadomość może wytwarzać obrazy i reakcje, które próbują przywrócić równowagę. (iaap.org)

Człowiek, który uważa się za całkowicie łagodnego, może śnić o przemocy.

Ktoś uwięziony w racjonalności może zostać zalany irracjonalną fascynacją.

Osoba podporządkowana obowiązkom może zacząć fantazjować o zniknięciu.

Człowiek skrajnie niezależny może zakochać się w kimś, wobec kogo staje się bezradnie zależny.

Nieświadomość nie zawsze daje to, czego ego chce.

Częściej pokazuje to, czego ego nie uwzględniło.


Zabić bohatera

Jednym z najbardziej przejmujących obrazów osobistej konfrontacji Junga z nieświadomością był sen o zabiciu Zygfryda — legendarnego germańskiego bohatera.

Sen pojawił się w okresie głębokiego kryzysu po zerwaniu współpracy z Freudem. Jung znalazł się wówczas w przestrzeni intensywnych snów, wizji i fantazji, które później stały się podstawą jego pracy nad „Czerwoną księgą”.

W śnie Jung wraz z innym mężczyzną strzela do Zygfryda. Po przebudzeniu ogarnia go przerażenie. Stopniowo interpretuje bohatera jako obraz heroicznej, jednostronnej postawy — woli narzucającej światu własne rozwiązanie i przekonanej, że zwycięża dzięki sile.

Zabicie bohatera nie oznaczało pochwały destrukcji. Było symbolicznym końcem identyfikacji z pewnym obrazem samego siebie.

Psychologia analityczna przywołuje ten sen jako przykład uczuć towarzyszących spotkaniu z cieniem: strachu, wstrętu, winy, żalu, współczucia i pokory. (The Society of Analytical Psychology)

Ten fragment biografii Junga jest ważny także z innego powodu.

Pokazuje, że teoria cienia nie powstała wyłącznie z obserwowania pacjentów.

Jung zastosował własną metodę do samego siebie.

Po rozstaniu z Freudem w 1913 roku rozpoczął okres intensywnej konfrontacji z obrazami nieświadomości. Zapisywał sny i fantazje, tworzył obrazy, prowadził dialogi z wewnętrznymi postaciami. Materiał ten został później opracowany w „Liber Novus”, znanym jako „Czerwona księga”.

Według opracowania Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologii Analitycznej właśnie z tego okresu wywodzą się kluczowe idee Junga dotyczące archetypów, nieświadomości zbiorowej i indywiduacji. „Czerwona księga” pokazuje też, że indywiduacja nie była w jego rozumieniu zwykłym projektem samodoskonalenia zarządzanym przez ego. (iaap.org)

Jung nie ślęczał więc bezpiecznie nad teorią ciemności.

Próbował zejść do niej osobiście.


Indywiduacja nie oznacza stania się „najlepszą wersją siebie”

We współczesnej kulturze wiele idei Junga zostało przetłumaczonych na język rozwoju osobistego.

Indywiduacja bywa przedstawiana jako droga do sukcesu, spełnienia, autentyczności albo odnalezienia „prawdziwego ja”.

To częściowo prawda, ale również poważne uproszczenie.

Indywiduacja nie polega na stworzeniu doskonalszego ego.

Nie oznacza, że człowiek usuwa swoje słabości, realizuje potencjał, znajduje idealną pracę i staje się odporny na opinie innych.

W psychologii analitycznej jest to proces poszerzania relacji między świadomością a całością psychiki.

Ego nie zostaje zniszczone. Przestaje jednak uważać się za całość człowieka.

Zaczyna uznawać istnienie tego, czego nie kontroluje:

snów;

kompleksów;

sprzecznych pragnień;

niechcianych emocji;

symboli;

cielesnych reakcji;

doświadczeń, które nie pasują do świadomego planu życia.

Cień jest jednym z pierwszych etapów tej drogi, ponieważ stosunkowo łatwo zauważyć własną drażliwość, zazdrość albo potrzebę uznania. Znacznie trudniej zrozumieć głębsze symbole i archetypowe obrazy psychiki.

Indywiduacja nie prowadzi do nieskazitelności.

Prowadzi do większej całości.

Psychologia analityczna opisuje Jaźń nie tylko jako strukturę psychiczną, ale także jako proces i doświadczenie pełni obejmującej przeciwieństwa. (The Society of Analytical Psychology)

Dlatego spotkanie z cieniem jest nieuniknione.

Człowiek nie może stać się bardziej całościowy, uznając wyłącznie te części siebie, które uważa za dobre, atrakcyjne i godne pokazania.


Czy Jung „odkrył” cień?

Nie.

Jung nadał psychologiczną nazwę doświadczeniu znacznie starszemu niż psychologia.

Cień pojawiał się wcześniej w mitach, religiach, baśniach i literaturze.

Był sobowtórem.

Bratem-zabójcą.

Dzikiem mieszkającym za granicami miasta.

Czarownicą wygnaną do lasu.

Potworem zamkniętym w piwnicy.

Wrogiem, który zna sekret bohatera.

Nieproszonym gościem.

Diabłem składającym propozycję.

Postaci te często niosły to, czego wspólnota albo bohater nie chcieli uznać w sobie.

Jung połączył ten stary motyw z obserwacją kliniczną, teorią kompleksów, badaniem snów i własnym doświadczeniem psychicznym.

Nie wynalazł ciemnej strony człowieka.

Stworzył jeden z najbardziej wpływowych języków, za pomocą którego można o niej mówić.

Ten język nie jest jednak współczesną teorią naukową w takim samym znaczeniu jak modele testowane w eksperymentach psychologicznych.

Jung opierał się na studiach przypadków, interpretacji snów, mitów, dzieł religijnych i własnych doświadczeń. Część jego tez — szczególnie dotyczących archetypów i nieświadomości zbiorowej — pozostaje przedmiotem sporów metodologicznych również wewnątrz środowiska psychologii analitycznej.

W raporcie opublikowanym pod auspicjami IAAP zwrócono uwagę, że Jung nie zawsze jasno oddzielał osobistą rzeczywistość psychiczną od empirycznie potwierdzonych prawidłowości. Pojawia się tam pytanie, w jakim stopniu doświadczenia opisane w „Czerwonej księdze” można uznać za uniwersalny model ludzkiego rozwoju, a w jakim były one swoiste dla samego Junga. (iaap.org)

Nie unieważnia to wartości jego koncepcji.

Zmienia jednak sposób, w jaki należy ją przedstawiać.

Cień jest przede wszystkim potężnym modelem interpretacyjnym. Pomaga dostrzegać wyparte cechy, projekcje, moralne sprzeczności i jednostronność obrazu siebie.

Nie jest natomiast narzędziem pozwalającym z całą pewnością diagnozować innych ludzi.


Kiedy cień staje się niebezpieczny

Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że człowiek jest agresywny, zazdrosny albo pragnienie władzy.

Takie emocje wchodzą w skład ludzkiej „formy”.

Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy człowiek jest przekonany, że sam pozostaje od nich wolny.

Wówczas zło zawsze mieszka gdzie indziej.

W innym człowieku.

W innej rodzinie.

W innej klasie społecznej.

W innej religii.

W innym narodzie.

W przeciwniku politycznym.

W obcej grupie.

Cień indywidualny może łączyć się z cieniem zbiorowym. Grupa przypisuje wtedy wybranym ludziom wszystko, czego nie chce uznać w sobie: agresję, chciwość, nieczystość, zepsucie, niebezpieczną seksualność albo pragnienie dominacji.

Przeciwnik przestaje być człowiekiem.

Staje się pojemnikiem na odrzucone cechy wspólnoty.

Właśnie dlatego dla Junga konfrontacja z cieniem nie była prywatną zabawą introspekcyjną. Miała znaczenie społeczne i moralne.

Człowiek, który nie zna własnej zdolności do okrucieństwa, może najłatwiej stać się okrutny w imię dobra.

Ten, kto uważa się za całkowicie czystego, najłatwiej znajduje kogoś, kogo należy oczyścić z brudu tego świata.

Osoba absolutnie przekonana o własnej racji może potraktować każdą wątpliwość jak zdradę.

Praca z cieniem nie obiecuje, że człowiek stanie się dobry.

Może sprawić, że będzie mniej pewny własnej bezgrzeszności.

To już bardzo dużo.


Czego Jung nie miał na myśli

Jung nie stworzył trzydziestodniowego programu shadow work.

Nie opracował zestawu pytań do dziennika samorozwoju.

Nie twierdził, że każda trudna emocja pochodzi z dziecięcej traumy.

Nie uważał, że wszystkie irytujące osoby są wyłącznie naszym lustrem.

Nie uczył, że należy realizować każdy stłumiony impuls.

Nie utożsamiał cienia z „negatywną energią”.

Nie sprowadzał nieświadomości do zestawu ukrytych przekonań, które można szybko przeprogramować.

Nie proponował też, aby człowiek samotnie wywoływał najbardziej bolesne doświadczenia, dopóki nie poczuje się „uzdrowiony”.

Właściwa konfrontacja z cieniem wymagała dla niego czasu, zdolności do refleksji, tolerowania niepewności i odpowiedzialności moralnej.

Nie chodziło o spektakularne odkrycie tajemnicy:

„W głębi jestem kimś zupełnie innym”.

Chodziło raczej o powolne rozpoznawanie:

„Jestem również tym, czego dotąd nie chciałam nazywać swoim”.


Od Junga do shadow work

Określenie „shadow work” stało się znacznie popularniejsze niż sama psychologia analityczna.

Obecnie oznacza bardzo różne praktyki:

prowadzenie dziennika;

pracę z emocjami;

analizowanie wyzwalaczy;

badanie dzieciństwa;

dialog z wewnętrznymi częściami;

interpretowanie snów;

pracę z traumą;

rytuały;

medytację;

afirmacje;

tarot;

manifestowanie;

psychoterapię.

Część z tych praktyk może inspirować się Jungiem. Inne mają z jego teorią niewiele wspólnego.

Najważniejszym zadaniem nie jest jednak pilnowanie czystości pojęcia.

Ważniejsze jest rozróżnienie poziomów.

Można prowadzić dziennik i obserwować własne reakcje.

Można zauważać powtarzające się konflikty.

Można pytać o cechy, których sobie zabraniamy.

Można analizować idealizację i zazdrość.

Nie należy natomiast przedstawiać każdego ćwiczenia journalingowego jako psychoterapii ani zakładać, że człowiek potrafi samodzielnie bezpiecznie przepracować traumę, dysocjację, depresję lub kryzys psychiczny.

Jungowska analiza była relacją terapeutyczną. Współczesna analiza jungowska nadal odbywa się w regularnych spotkaniach z wykwalifikowanym analitykiem, w bezpiecznych i poufnych warunkach. (The Society of Analytical Psychology)

Dziennik może otworzyć drzwi.

Nie zawsze potrafi przeprowadzić człowieka przez to, co znajduje się za nimi.


Człowiek, który zobaczył własny cień

Co zatem naprawdę zobaczył Jung?

Nie zobaczył potwora ukrytego w każdym człowieku.

Zobaczył granicę świadomości.

Zrozumiał, że człowiek buduje tożsamość poprzez wybór: jedne cechy uznaje, inne odrzuca. To, co odrzucone, nie przestaje istnieć. Wraca w snach, reakcjach, projekcjach, fascynacjach i konfliktach.

Zobaczył, że człowiek może czynić zło właśnie wtedy, gdy jest przekonany o własnej dobroci.

Zobaczył, że to, co nazywamy wadą, może przechowywać potrzebną energię.

Zobaczył również, że praca z cieniem nie polega na pokonaniu ciemności.

Polega na rozpaleniu światła świadomości tak, aby człowiek nie musiał już wyrzucać całych części siebie poza granice własnej tożsamości.

Nie chodzi o to, by pokochać wszystko, co w sobie znajdujemy.

Nie wszystko zasługuje na uwagę.

Nie każdy impuls powinien zostać spełniony.

Nie każde pragnienie jest mądre.

Ale to, czego nie potrafimy uznać, zaczyna działać bez naszego udziału.

Cień nie znika dlatego, że człowiek nazywa siebie dobrym.

Staje się tylko mniej widoczny.

A wtedy najłatwiej pomylić go z twarzą wroga.


Laboratorium Cienia

Ćwiczenie otwarte nr 1

Zdanie, którego bronię

Weź kartkę albo otwórz pustą stronę w dzienniku.

Zapisz jedno zdanie opisujące osobę, za którą siebie uważasz.

Możesz zacząć tak:

„Jestem osobą, która zawsze…”

„Nigdy nie jestem…”

„Ludzie wiedzą, że można na mnie liczyć, ponieważ…”

„W odróżnieniu od innych ja…”

„Najważniejsze jest dla mnie to, że jestem…”

Nie wybieraj fałszywego zdania. Wybierz takie, w które naprawdę wierzysz.

Następnie odpowiedz:

Co muszę ukrywać, pomniejszać albo tłumaczyć, aby to zdanie zawsze pozostawało prawdziwe?

Nie szukaj traumy.

Nie zmuszaj się do wielkiego odkrycia.

Zapisz pierwszą drobną sprzeczność.

Może jesteś osobą pomocną, ale czasem nie chcesz już nikogo ratować.

Może jesteś niezależna, ale pragniesz, aby ktoś się tobą zaopiekował.

Może jesteś spokojny, ale w wyobraźni prowadzisz gwałtowne kłótnie.

Może nie zależy ci na uznaniu, ale sprawdzasz, kto zauważył twoją pracę.

Dokończ zdanie:

„Jestem również kimś, kto…”

Nie oceniaj odpowiedzi.

Nie podejmuj jeszcze żadnego działania.

Przez chwilę pozwól, aby oba zdania istniały obok siebie.

To nie jest rozwiązanie cienia.

To chwila, w której cień po raz pierwszy otrzymuje język.


Ważne

Ćwiczenia journalingowe służą autorefleksji i nie zastępują psychoterapii ani konsultacji medycznej. Jeżeli pisanie wywołuje silne pobudzenie, poczucie odrealnienia, zalew wspomnień traumatycznych, panikę albo myśli o zrobieniu krzywdy sobie lub komuś, należy przerwać ćwiczenie i poszukać profesjonalnej pomocy.


Następny odcinek Archiwum Cienia

Cień przed Jungiem. Sobowtór, demon i obcy — dlaczego człowiek od tysięcy lat opowiada o swojej drugiej twarzy

W kolejnym reportażu cofniemy się do mitów, religii, baśni i literatury. Sprawdzimy, co łączy Kaina, opowieści o sobowtórach, wilkołaki, doktora Jekylla, portret Doriana Graya, Nietzschego i narodziny psychologii nieświadomości.


Wybrane źródła i dalsza lektura

Carl Gustav Jung, „Aion. Przyczynki do symboliki Jaźni”, szczególnie rozdziały dotyczące ego i cienia. W tomie tym Jung przedstawia cień jako emocjonalny i pierwotny obszar osobowości, którego uświadomienie stanowi wyzwanie moralne. (dn790006.ca.archive.org)

Carl Gustav Jung, „Wspomnienia, sny, myśli”, zapis doświadczeń wewnętrznych, snów i rozwoju koncepcji psychologii analitycznej. (ia601507.us.archive.org)

International Association for Analytical Psychology, „The Shadow” — opracowanie pojęcia indywidualnego i archetypowego cienia. (iaap.org)

International Association for Analytical Psychology, „Persona” — omówienie persony jako społecznej maski i pośrednika między jednostką a społeczeństwem. (iaap.org)

International Association for Analytical Psychology, „The Red Book” — historia powstania „Liber Novus” i związek tego dzieła z koncepcją indywiduacji, archetypów i nieświadomości zbiorowej. (iaap.org)

Society of Analytical Psychology, „The Jungian Shadow” oraz „Jung’s Model of the Psyche” — wprowadzenie do cienia, persony, kompleksów i procesu integracji. (The Society of Analytical Psychology)

Society of Analytical Psychology, „Individuation and the Self” — omówienie indywiduacji jako procesu odnoszącego ego do szerszej całości psychiki. (The Society of Analytical Psychology)