Odkładanie

Odkładanie zbiera się podstępnie z tyłu głowy, odstawia swój rytualny taniec łapiąc się za ręce i wirując wokół wysokich płomieni. To wirowanie nie daje spać, ani myśleć myślą jasną, a wysysa tyle energii, że czuję się totalnie rozładowaną ogromną baterią.

Odkładanie zbiera się w stosy tworząc monstrualne wieżowce. Już, już wracam do smażonego kotleta, już już ściągnę szumowinę z ramenu, już rozwieszam pranie… Już, już piszę… Tu się przypala, tam gnije, rośnie w bębnie za szybką, a pisanie zarasta pleśnią. Koniec końców doklejam linki w kolejnej aktualizacji.

Odkaładanie zostało odłożone. Dokończone czyli niezrobione. Spis treści niezrobienia przesuwa kolejne rozdziały. Jutro odbije się kortyzolową czkawką. Odłożenie męczyć będzie miesiącami w statusie niedokonania, śledzenia, przypuszczenia, mielenia…

I znów jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest cisza, a jak cisza to cień, a jak cień, to ten dziki pod drzewami, trawami. A jak spokój, to tylko z wiatrem, świeżością pozbawioną ryku miasta. O tak, iść przed siebie, bez plecaków, zbędnych balastów, w oderwaniu… Iść Stachurą. I bez tego snu co wczoraj, bez niego, bez wszystkiego, bez niczego, iść…

Dodaj komentarz