Dzień miał być upalny. Niestety. Wiatr i ciemność. Słońce za ciemnymi chmurami i parking oddalony godzinę wstecz. Morderczy, szybki marsz w butach nie do marszu psuło humor pierwszej części podróży. Później już było lepiej. Ciemne zdjęcia zmieniały się na jaśniejsze proporcjonalnie do nastroju. Stary Dubrownik to niezaprzeczalna perła na mapie Chorwacji. trzy razy widziany z daleka na przepoconych parkingach, wreszcie z tupaniem nogami rozwścieczonego dziecka wymusiłam fizyczne wewnętrzne odwiedziny. Nikt nie żałował. Chyba. Rozkoszowaliśmy się widokami tuż przed ludzką nawałnicą.
Przy wejściu przestraszyli mnie wychodzący fotografowie z długimi tubami. Czyżby już koniec dobrego światła? Pieprzyć to. Jedziemy z koksem. Ciemno nie ciemno, damy radę. Zawsze wygrywa brak lustrzanki, z kolana, z ręki, w krótkich oknach słońca zawsze coś się uchwyci… Później zostaje chwilka na prawdziwy zachwyt. Jak dobrze, że jeszcze istnieje.
Człowiek o smutnym profilu froterował „podłogi” wąskich uliczek. Zmęczona wycieczka przy stolikach kawowych. Człowiek walczący z torsjami przed knajpą i kelner trzymający w ręce biała koszulę pędząc do pracy. Uliczki. To właśnie one są wyjątkowe. A te wznoszące się schodami w górę pomimo „Gry o tron” jednak w akompaniamencie sznurków z wiszącymi gaciami są najlepsze. Świat to człowiek nawet w globalnych miejscach. To piękne.
Pamiętam moment rozsiadania się wszystkich przy dużym drewnianym stole przed domem. Z boku szumiał ogniem wielki kamienny grill, w którego brzuchu, w dymie drewna oliwnego dochodziły wałeczki chorwackich mielonek Cevapčići. (To rodzaj bałkańskich kotletów na patyku przygotowywanych z mięsa mielonego z dużą ilością cebuli i przypraw. Kotleciki można przygotować zarówno na ruszcie jak i w piekarniku). Były też przeplatane kolorami szaszłyki i słodkie kotleciki do hamburgerów bez bułek. Zagryzaliśmy lokalnym kruhem, ulubionym pieczywem J.
Gospodarz powoli przewracał skwierczące mięso i opowiadał o winie stojącym w plastikowych butelkach przed nami, kupionych przez J. u sąsiadki gospodarza – Duszeńki. Specjał był wyjątkowy, jeśli nie zjawiskowy dzięki klimatowi i położeniu „przechowuje” w swym wnętrzu zapach słońca, morskiego powietrza, gór i ziół.
Wino w tym regionie, a chodzi o półwysep Peljeśac opisują blogerzy: „Winnice pokrywają duże połacie półwyspu Pelješac, zaczynając od Ston i ciągną się na północny zachód do obrzeży Orebića. Wbijają się w misy żyznej gleby, które znajdują się między zazębiającym się systemem górskich grzbietów lub rozciągają się po stromych zboczach południowego wybrzeża półwyspu. Pelješac słynie z aksamitnego, czerwonego wina produkowanego z autochtonicznej winorośli plavacmali. […] Wina Plavac mają głęboki kolor i są bogate, owocowe i pełne. Zawierają dużą ilość tanin i stosunkowo wysoki poziom alkoholu (13-15%). Wilgotna gleba winnic znajdujących się nieco w głębi lądu produkuje Plavac mali, który jest lżejszy i nieznacznie mniej wyróżniający się niż Plavac mali, który pochodzi z kamienistego południowego wybrzeża, gdzie suche warunki i słona bryza dają winorośl o niskim plonie, ale o bogatym smaku. Wina z południowego wybrzeża są tak specyficzne, że były jednymi z pierwszych win chorwackich, którym przyznano nazwę oznaczającą wioskę, z której pochodzą. Na przykład Dingač i Postup, osady położone na wschód od Orebića. Zbieranie plonów z porośniętych winoroślą zboczy powyżej Dingač i Postup wymaga niezwykle ciężkiej pracy. Niektóre winnice są tak strome, że zbieracze winogron muszą związać się linami i prawie zjechać po linie, aby zebrać owoce. Turystyka winiarska jest coraz bardziej popularna na Pelješcu. Półwysep jest idealnym miejscem do degustacji i kupowania wina. Coraz więcej najlepszych winnic takich jak Korta Katarina i Saints Hills, ma teraz centra dla odwiedzających, w których można spróbować wina i dokonać zakupów. Wioska Potomje jest pełna małych rodzinnych winnic, z których wiele w okresie letnim sprzedaje swoje produkty w małych sklepach lub na straganach przydrożnych„. Historię tych win i Peljeśacu najlepiej opowiada Robert Makłowicz na swoim kanale.
Była, też travarica. Travarica to popularny w Chorwacji (szczególnie na Istrii) rodzaj Rakiji aromatyzowanej ziołami – po chorwacku travam oznacza tyle co trawa co można utożsamiać z liśćmi i gałązkami ziół, które pływają w butelce z alkoholem, oddając jej zielonkawo-złoty kolor. Gorzkawą bazę smakową nadaje wódce dodatek m.in. ruty zwyczajnej, która ma także działanie bakteriobójcze. Travaricę zazwyczaj serwuje się na początku posiłku. Jednak nasz gospodarz nakazywał, żeby pić ją na czczo każdego ranka. W aromacie travaricy przeważały szałwia i rozmaryn. Tym właśnie pachniał J. przed plażowaniem. Gospodarz opowiadał różne ciekawe historie w tym, rodzina, dzieci, wnuki…, że żona daleko wynajmuje pokoje, a córka z zięciem Austriakiem na zawodach łodzi w Korćuli…, że ziemia czeka na sprzedaż a dom budował tylko dwa lata… Jednak wraz z końcem czerwonego napoju bogów od Duszeńki, opowieści te wkraczały na drugi nierealny plan. Powtarzaliśmy i podnosiliśmy do potęgi słowo „hvala”. Przez chwilę czuliśmy się wolni, szczęśliwi i wypoczęci… Również na chwilę odwiedził nas Maestro od klepek, kolega zza płotu. Prawie tego nie rejestrowałam. Tylko śmiech z koszulki z Jimim Hendrixem na wypłowiałym żółtym tle… Dobry czas oderwania zatrzymuję na najwyższej półce mojego umysłu.
Dochodzi 11:00. Taras skąpany w słońcu. Upał bez wiatru nie pozwala na odprężający oddech. Zimna wiosna odeszła w zapomnienie.
Podróż z Chorwacji trwała bite dwa dni. Jeden nocleg nie zregenerował sił na tyle by na miejscu zająć się czym trzeba. Marudzące dzieci zostały odwiezione do miasta. My dostaliśmy spokój, który słusznie został nam przydzielony. Powietrze nasączone żywicą uwalnia się ze świerkowego olbrzyma. Amatorzy kąpieli w zarośniętym zielonym kożuchem stawie jeszcze nie wstali z łóżek więc cisza jeszcze rozpływa się przyjemnie po całym ciele. Nie mam ochoty fotografować ani nadrabiać przedurlopowych zaległości. Jest dobrze. Mój pracoholizm jeszcze się nie włączył. Lekcje z poradników o odpoczywaniu i mindfulness zrobiły swoje. Jestem w stanie błogości. Nie czuję parcia. Nie zaczynam nowego. Czuję przepełnienie. Przesilenie winno-rybno-owocowe utrzymuje się na stałym full poziomie, po części dzięki zapasom jakie ze sobą przywieźliśmy. Zapach słodkich krzewów i gorzkiego rozmarynu zostało w nozdrzach, świerkowy aromat pozostaje poza zasięgiem. Ze spuchniętych kostek regularnie schodzi powietrze a kręgosłup przestał marudzić.
W głowie mam tylko Adriatyk i zielone góry. Nie chcę już być ani tam, ani tu. Niczego nie potrzebuję. Czuję przesyt. Nasycenie wszystkim co było. Przede mną długi dzień bezczasu.
Las w drodze na Sowę. Cichy szlak o świcie oferuje więcej wrażeń niż sam szczyt. Droga jest ciekawsza. Jak zawsze cel schodzi na drugi plan. Powietrze pachnie drzewami i ziołami. Wędrówka daje posmak wolności… Budzą się czerwcowe grzyby. Teraz jestem częścią innej sieci.
Kokoryczka – gatunek wieloletniej rośliny trującej z rodziny liliowatych. To gatunek wskaźnikowy starych lasów. To także roślina ozdobna, uprawiana w ogrodach. To także roślina lecznicza.
Polygonatum multiflorum (L.) All.
Rodzina: Konwaliowate (Convallariaceae).
Opis: Bylina wysokości do 1 m, naga, o czołgającym się i rozgałęzionym kłączu i o łodydze obłej lub z niewyraźnymi kantami. Liście jajowate lub eliptyczne długości do 15 cm, nagie, skrętoległe, siedzące, o wyraźnych nerwach. Kwiaty dzwonkowate, białe, zakończone zielonkawymi ząbkami, wyrastające po 2-5 na nagich, cienkich szypułkach w kątach liści. Jagody stalowoczarne.
Występowanie: Europa, Azja, Ameryka Północna. W Polsce na całym obszarze, w górach po regiel dolny. Rośnie w lasach liściastych i zaroślach.
Las to zielona energia. Idę tam i oddycham. Nie działam. Nie myślę. Zwalniam. Czuję.
Trzy wymiary
Świadomość, empatia i kreatywność. Oto trzy wymiary. Świadomość to bycie, empatia to współodczuwanie, a kreatywność to działanie.
Z tym, że działanie musi być dobrze zrozumiane. „Działanie” to nie „działalność” jak twierdzi Oshio: Działanie, jest wtedy gdy sytuacja wymaga byś coś zrobił i ty w odpowiedzi to robisz. Działalność to coś, na co aktualna sytuacja nie ma wpływu; nie jest odpowiedzią. Jesteś tak spięty wewnętrznie, że niemal każda sytuacja stanowi pretekst, aby coś zrobić. Działanie jest efektem spokoju umysłu a to najpiękniejsza rzecz na świecie. Działalność wynika z niepokoju.Działalność dźwiga bagaż z przeszłości. Nie jest odpowiedzią na „teraz”...
Las to drzewa. Idąc do lasu musisz widzieć drzewa. Korzenie, ściółkę, kwiaty, grzyby pod stopami. Chociaż słowo musisz, jest tutaj nie na miejscu, powinieneś zauważać to, co jest dla ciebie ciekawe, usłyszeć, co kojące, poczuć co wonne, dotykać, co delikatne, smakować co słodkie. Twoje działanie ma być spontaniczne, wygodne i odprężające. Poczuj pod stopami energię Ziemi i Drzew. Poczuj, że wszyscy jesteśmy z tej samej materii. Nasze energie przenikają się i splatają. My i las jesteśmy jednością. Dobrze sobie życzymy. Razem możemy być spokojni…
„Nic nie rób z ciałem z ciałem, jedynie je odpręż” ~ Tilopy
Odprężenie jest możliwe, kiedy nie czujesz przymusu robienia czegoś. Czujesz się dobrze sam ze sobą. Poczuj się jak w domu.
Zamknij oczy. Weź głęboki wdech. Poczuj wiatr na skórze, usłysz szum w koronach drzew. Poczuj zapach ziół, kwiatów, igieł i liści. Policz do pięciu.
Zrób wydech. Wyrzuć z siebie zanieczyszczone powietrze. Jakie dźwięki słyszysz wokół siebie?
Odpręż się. Oddychaj głęboko jeszcze przez chwilkę. Zwolnij i usiądź w bezpiecznym miejscu. Postaraj się mieć pustą głowę. Nie myśl o niczym przez 2-5 minut. Do niczego się nie zmuszaj. Możesz tylko siedzieć. Bez celu. To wolność!