Bauman + Zuboff: czy wybór w systemie kontroli nadal jest wyborem?

Gdy wszystko wygląda jak wolność

Klikasz „akceptuję”.
Przewijasz.
Wybierasz film.
Kupujesz bilet.
Zmieniasz trasę.
Zatrzymujesz się przy jednym obrazie trochę dłużej niż przy innym.

Nikt cię nie zmusza. To nie rozkaz. Nikt nie mówi: „masz to zrobić”.

A jednak coraz częściej pojawia się dziwne pytanie: czy naprawdę wybieram, czy tylko poruszam się po ścieżce, którą ktoś wcześniej dla mnie wygładził?

To pytanie mogłoby połączyć dwóch wielkich diagnostów współczesności: Zygmunta Baumana i Shoshanę Zuboff.

Bauman pisał o człowieku płynnej nowoczesności — człowieku nieustannie wybierającym, zmieniającym, dopasowującym siebie do świata, który sam nieustannie się wymyka. Zuboff opisała kolejny etap tej historii: kapitalizm nadzoru, czyli system, w którym nasze zachowania, emocje, kliknięcia, lokalizacje i pragnienia stają się surowcem do przewidywania oraz modyfikowania przyszłych decyzji.

Bauman pokazał człowieka skazanego na wybór.
Zuboff pokazała system, który uczy się te wybory wyprzedzać.

I właśnie tu zaczyna się najbardziej niepokojące pytanie naszych czasów:

czy wybór w systemie kontroli nadal jest wyborem?

Bauman: przymus wybierania

W świecie Baumana wolność nie jest ogrodem, w którym człowiek kontempluje własną drogę. Jest raczej supermarketem bez wyjścia awaryjnego.

Wszystko wydaje się możliwe. Możesz zmienić pracę, styl życia, ciało, poglądy, partnera, markę osobistą, dietę, aplikację, tożsamość. Możesz być kim chcesz — ale tylko pod warunkiem, że ciągle nad sobą pracujesz, ciągle się aktualizujesz, ciągle odpowiadasz na pytanie: „co dalej?”.

To jedna z najbardziej przenikliwych intuicji Baumana: nowoczesny człowiek nie tyle posiada wybór, ile zostaje przez wybór osaczony.

Nie wybrać — to wypaść z gry.
Nie zmieniać się — to zostać uznanym za przestarzałego.
Nie uczestniczyć — to zniknąć.

W płynnej nowoczesności człowiek jest jednocześnie konsumentem i produktem. Kupuje, ale także sam musi stać się atrakcyjny. Wybiera, ale także jest oceniany. Pragnie wolności, ale coraz częściej przeżywa ją jako obowiązek.

Ważne: u Baumana kontrola nie zawsze wygląda jak zakaz. Czasem wygląda jak nadmiar możliwości.

Nie słyszysz: „nie wolno ci”.
Słyszysz: „wybierz lepiej”.
„Zoptymalizuj się”.
„Nie trać okazji”.
„Bądź widoczny”.
„Bądź elastyczny”.
„Nie zostawaj w tyle”.

To nie jest więzienie z kratami. To raczej lotnisko, centrum handlowe, feed, aplikacja, ranking, profil, mapa opcji. Wszystko się porusza, a ty masz poruszać się razem z tym.

Zuboff: system, który nie tylko obserwuje, ale przewiduje

Shoshana Zuboff poszła krok dalej. Jej kapitalizm nadzoru nie polega jedynie na tym, że ktoś „zbiera dane”. To byłoby zbyt proste.

Chodzi o coś głębszego: o przemianę ludzkiego doświadczenia w materiał do przewidywania zachowań.

Nie chodzi tylko o to, co zrobiłaś wczoraj. Chodzi o to, co prawdopodobnie zrobisz jutro. Co kupisz. Na czym zatrzymasz wzrok. Kiedy będziesz podatna na reklamę. Jaką trasę wybierzesz. Jak długo zostaniesz w aplikacji. Co cię poruszy, przestraszy, uspokoi, rozdrażni.

Zuboff opisuje władzę, która nie musi wrzeszczeć. Nie musi zakazywać. Nie musi nawet przekonywać w dawnym sensie tego słowa. Ona raczej projektuje środowisko, w którym pewne zachowania stają się bardziej prawdopodobne.

To subtelna różnica — i dlatego niebezpieczna.

Dawna propaganda mówiła: „uwierz w to”.
Nowa architektura behawioralna mówi: „zobacz to jako pierwsze”.
„Kliknij tu”.
„Zostań jeszcze chwilę”.
„Inni też to wybrali”.
„To może ci się spodobać”.
„Oferta kończy się za 7 minut”.

Nie jesteś popychana. Jesteś naprowadzana.

Nowoczesna kontrola nie zabiera wyboru. Ona go aranżuje

Ciekawe w dzisiejszym systemie kontroli jest to, że on nie musi odbierać nam poczucia wolności. Przeciwnie — często je wzmacnia.

Masz setki filmów do wyboru.
Tysiące produktów.
Niekończące się playlisty.
Mapy, trasy, rankingi, porównywarki, aplikacje randkowe, platformy zakupowe, social media, narzędzia produktywności.

Nigdy wcześniej człowiek nie miał tylu opcji.

A jednak nigdy wcześniej tak wiele z tych opcji nie było filtrowanych, sortowanych, personalizowanych i ustawianych przez systemy, których logiki nie rozumiemy.

To jest paradoks wolności w epoce algorytmicznej: możemy wybierać więcej niż kiedykolwiek, ale coraz rzadziej widzimy pełne pole wyboru.

Nie wiemy, dlaczego widzimy akurat tę ofertę.
Nie wiemy, dlaczego ta wiadomość pojawiła się wyżej.
Nie wiemy, dlaczego jedna osoba płaci inną cenę niż druga.
Nie wiemy, czego nam nie pokazano.
Nie wiemy, które pragnienie było nasze, a które zostało w nas delikatnie wyhodowane.

Wybór nadal istnieje. Ale jest wyborem w zaprojektowanym korytarzu.

Surveillance pricing: cena dopasowana do twojej podatności

Jednym z najświeższych i najbardziej niepokojących przykładów jest tak zwane surveillance pricing — cena nadzorcza lub cena oparta na danych osobistych.

To sytuacja, w której cena produktu może zależeć nie tylko od popytu, podaży czy sezonu, ale także od tego, co system wie o tobie: gdzie mieszkasz, co kupowałaś wcześniej, jak bardzo jesteś zdeterminowana, czy porównujesz ceny, jakiego urządzenia używasz, czy jesteś lojalną klientką, czy może kimś, kto kupi tylko przy promocji.

W tradycyjnym sklepie widzimy tę samą półkę. W świecie danych każdy może zobaczyć trochę inną półkę — i trochę inną cenę.

Tu pytanie o wybór robi się bardzo konkretne.

Czy wybierasz dobrowolnie, jeśli system wie, ile najwięcej jesteś w stanie zapłacić?
Czy wybierasz dobrowolnie, jeśli oferta została dopasowana do twojego zmęczenia, pośpiechu, samotności albo lęku?
Czy wybierasz dobrowolnie, jeśli nie widzisz warunków gry?

To już nie jest abstrakcyjna filozofia. To codzienność zakupów, aplikacji, podróży, pracy, rozrywki.

Bauman spotyka Zuboff: od konsumenta do przewidywalnego organizmu

Gdy zestawimy Baumana z Zuboff, dostajemy bardzo mocny obraz współczesnego człowieka.

U Baumana człowiek płynnej nowoczesności musi nieustannie wybierać, żeby utrzymać się na powierzchni.
U Zuboff ten sam człowiek zostaje otoczony systemami, które jego wybory rejestrują, analizują i przekształcają w produkt.

Bauman powiedziałby: jesteś zmuszony wybierać.
Zuboff dodałaby: a twoje wybory są surowcem dla tych, którzy uczą się tobą zarządzać.

To przerażające nie dlatego, że człowiek staje się całkowicie zniewolony. Przerażające jest raczej to, że może czuć się wolny dokładnie wtedy, gdy jego środowisko wyboru jest najprecyzyjniej zaprojektowane.

Nie ma nakazu.
Jest sugestia.
Nie ma cenzora.
Jest ranking.
Nie ma strażnika.
Jest interfejs.
Nie ma kajdan.
Jest personalizacja.

Czy algorytm wie, czego pragniemy?

Jedna z największych iluzji internetu brzmi: „algorytm pokazuje mi to, co lubię”.

Czasem tak. Ale to tylko część prawdy.

Algorytm nie jest spokojnym bibliotekarzem, który podaje książkę zgodną z naszym gustem. Jest raczej mechanizmem optymalizacji: ma zatrzymać uwagę, zwiększyć zaangażowanie, przewidzieć reakcję, utrzymać nas w ruchu.

Nie zawsze pokazuje to, co jest dla nas dobre.
Nie zawsze pokazuje to, co jest prawdziwe.
Nie zawsze pokazuje to, co głęboko wybieramy.
Często pokazuje to, na co najłatwiej zareagujemy.

A człowiek reaguje nie tylko na piękno i prawdę. Reaguje też na lęk, złość, zazdrość, pragnienie przynależności, poczucie braku, niedopowiedzenie, obietnicę przemiany.

Dlatego wybór w systemie kontroli nie znika. On zostaje przesunięty z poziomu: „czego naprawdę chcę?” na poziom: „na co właśnie zareagowałam?”.

To ogromna różnica.

Wolność jako możliwość odmowy

Prawdziwa wolność nie polega tylko na tym, że mogę kliknąć jedną z podsuniętych opcji.

Wolność zaczyna się tam, gdzie mogę zapytać:

Kto ustawił te opcje?
Dlaczego widzę właśnie to?
Kto zarabia na mojej decyzji?
Jakie dane zostały użyte?
Czego nie widzę?
Czy mogę odmówić bez kary?
Czy mogę wybrać wolniej?
Czy mogę nie wybierać?

To ostatnie pytanie jest szczególnie baumanowskie. W świecie płynnej nowoczesności największym aktem oporu może być odmowa natychmiastowej reakcji.

Nie kliknąć od razu.
Nie kupić pod wpływem impulsu.
Nie odpowiadać natychmiast.
Nie zamieniać każdego doświadczenia w treść.
Nie pozwolić, by każda emocja została przechwycona przez platformę.

W świecie, który chce naszej reakcji, cisza staje się formą wolności.

Europa próbuje odzyskać wybór

Nieprzypadkowo najważniejsze współczesne regulacje cyfrowe dotyczą właśnie widoczności, przejrzystości i prawa użytkownika do większej kontroli nad systemami rekomendacji.

Unijny Digital Services Act wprowadza m.in. większą przejrzystość platform i możliwość korzystania z opcji mniej zależnych od profilowania. AI Act z kolei próbuje nazwać i ograniczyć najbardziej ryzykowne zastosowania sztucznej inteligencji.

To ważne, ale nie wystarczy.

Bo problem nie jest wyłącznie prawny. Jest także egzystencjalny.

Możemy mieć lepsze regulaminy, a jednocześnie nadal żyć w świecie, w którym nasza uwaga jest rozrywana, pragnienia modelowane, a wybory stale podsuwane przez systemy zainteresowane naszym przewidywalnym zachowaniem.

Prawo może ograniczyć nadużycia. Ale nie wykona za nas pracy świadomości.

Czy wybór w systemie kontroli nadal jest wyborem?

Odpowiedź brzmi: tak, ale coraz częściej jest to wybór osłabiony.

Nie fałszywy całkowicie.
Nie nieważny.
Nie pozbawiony sensu.
Ale wybór umieszczony w środowisku, które ma własne interesy.

To tak, jakbyśmy szli przez miasto, w którym wszystkie ulice są dostępne, ale światła, zapachy, komunikaty, promocje, mapy i sygnały zostały zaprojektowane tak, byśmy skręcili w konkretną stronę.

Możemy skręcić inaczej.
Ale najpierw musimy zauważyć, że jesteśmy prowadzeni.

I tu Bauman oraz Zuboff mówią jednym głosem: oboje uczą nas podejrzliwości wobec wolności, która została sprzedana jako produkt.

Bo może największym problemem współczesności nie jest brak wyboru.
Może największym problemem jest to, że mylimy wybór z menu.

Małe praktyki odzyskiwania wolności

Nie musimy od razu uciekać do lasu, wyrzucać telefonu i znikać z sieci. Chodzi raczej o odzyskanie mikroskopijnych przestrzeni sprawczości.

Można zacząć od prostych pytań:

Czy naprawdę tego chcę, czy tylko zostało mi to pokazane?
Czy kupiłabym to także jutro?
Czy ta treść mnie karmi, czy tylko pobudza?
Czy mój gniew jest mój, czy został wywołany dla zasięgu?
Czy mam dostęp do innych źródeł?
Czy potrafię zostać chwilę bez reakcji?

To nie są pytania techniczne. To pytania duchowe, filozoficzne i polityczne jednocześnie.

W świecie kapitalizmu nadzoru człowiek odzyskuje siebie nie przez wybujałą deklarację, ale przez małe akty nieprzewidywalności.

Przez spacer bez aplikacji.
Przez książkę czytaną poza trendem.
Przez rozmowę, której nie da się zmonetyzować.
Przez milczenie.
Przez nudę.
Przez odmowę natychmiastowego kliknięcia.
Przez wybór, który nie służy optymalizacji.

Zakończenie: wolność zaczyna się od przerwy

Bauman pokazał nam człowieka płynnego świata — zmęczonego, ruchomego, ciągle wybierającego. Zuboff pokazała infrastrukturę, która z tych wyborów buduje system przewidywania i wpływu.

Razem tworzą mapę naszego czasu.

Nie żyjemy już tylko w społeczeństwie konsumpcji. Żyjemy w społeczeństwie antycypacji, w którym ktoś próbuje wiedzieć wcześniej, co zrobimy, zanim sami to poczujemy.

Dlatego najprostszy akt wolności może dziś brzmieć:

Poczekaj.
Nie klikaj od razu.
Nie wybieraj z lęku.
Nie oddawaj każdej emocji systemowi.
Sprawdź, czy to naprawdę twoje pragnienie.

Bo wybór nadal może być wyborem.

Ale tylko wtedy, gdy odzyskujemy chwilę między bodźcem a reakcją.

W tej krótkiej przerwie — cichej, nieefektywnej, nieopłacalnej — otwiera się przestrzeń dla człowieka.

Dodaj komentarz