Wrzesień gęstnieje

Obiecuję sobie pisać. Niezależnie, codziennie nawet bez fabuły. Stasiukiem, Perecem po prostu pisać. Iść przed siebie w myślach, robić to regularnie, jak zadaną pracę. Jak pierwszą zmianę. Jak pisarz. Daję sobie pozwolenie. Zmniejszam natłok mechanicznej orki na zarobkowych poletkach w sieci. Przyznaję sobie czas. Uznaję siebie. Piszę.

Wrzesień to już nie to samo co kiedyś. Bez początków roku stał się bardziej przystępny i ludzki. Mogę zerknąć z daleka na przebiegających przez pasy. Na matki ciągnące rozczochranych chłopców przebranych za dorosłych i dziewczynki w biało czarnych sukienkach przypominających panie od polskiego. I nie przejmować się ich losem. Ich rozczarowaniem.

Mogę patrzeć jak licealiści pomalutku przewijają się parkowymi ścieżkami, zamiatając szerokimi nogawkami pył unoszący się w powietrzu, osadzający się leniwie na przedziałkach ich pedantycznie wyprasowanych długich włosów i czarnych koszulkach na ramiączkach, upamiętniając odchodzące w niwecz, kolejne polskie lato. Uczniowie przeczuwają, że za fasadą tych sztucznie rozdymanych rozpoczęć i zakończeń, nie kryje się nic szczególnego. Nic czego już by nie wiedziały.

Wracam myślami do ścieżek przy lesie. Na niby wyjeżdżam z miasta. Drzewa i pokrzywy rzucają migotliwe cienie na taflę glinianej dróżki. Zarastanie toczy się klasycznie od zewnętrznych brzegów. Zieleń upomina się o swoje. Po prostu rośnie. Rozrasta się. Gęstnieje. Powiększa. Wylewa z zarysów za nic mając krańce wyznaczone przez ludzi. Zmienia odcienie. Połyskuje w prześwitach i ciemnieje pod czwartym liściem. A ja idę. I w tym dzikim szmaragdzie robi się naprawdę dobrze.

2 myśli w temacie “Wrzesień gęstnieje”

  1. Szacunek za stawianie celów i dotrzymywanie obietnic. Podziwiam dorobek pisarski i zastanawiam się, jakim kosztem życia prywatnego to się dzieje. Podziwiam także talent i pracowitość, bo bez niej niemożliwe byłyby te felietony na różnorodne tematy.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz