Archiwa tagu: #journaling

„Księga alchemii” Suleiki Jaouad — książka, która uczy pisać, kiedy życie wymyka się spod kontroli

Są książki o pisaniu, które uczą konstrukcji sceny, dialogu, fabuły i dyscypliny.

I są książki, które robią coś bardziej intymnego.

Nie mówią:
„napisz dobrze”.

Mówią raczej:
„usiądź. Posłuchaj. Zobacz, co naprawdę w Tobie żyje”.

Do takich książek należy „Księga alchemii. Twórcza ścieżka do życia pełnego inspiracji” Suleiki Jaouad.

To nie jest klasyczny poradnik kreatywnego pisania. To raczej dziennik przemiany, przewodnik po journalingu i zbiór kreatywnych promptów od pisarzy, artystów i myślicieli. Polska edycja ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros, ma 464 strony i premierę 11 lutego 2026 r. (Ksiazki.pl)

Suleika Jaouad jest autorką memoiru Between Two Kingdoms, twórczynią projektu The Isolation Journals i osobą, która wielokrotnie opowiadała o journalingu jako praktyce pomagającej przechodzić przez chorobę, niepewność i życiowe „pomiędzy”. W zapowiedzi książki mówiła, że pisanie dziennika pomaga jej nadawać sens trudnemu doświadczeniu i uruchamiać kreatywność. (People.com)

Książka jako pracownia, nie podręcznik

Najciekawsze w „Księdze alchemii” jest to, że nie obiecuje łatwej przemiany. Nie sprzedaje prostego hasła: „pisz codziennie, a Twoje życie się zmieni”.

Raczej proponuje coś dojrzalszego:

weź to, co trudne, niejasne, chaotyczne — i spróbuj zrobić z tego materiał.

Materiał do tekstu.
Do refleksji.
Do pytania.
Do powrotu do siebie.

Polskie opisy książki podkreślają, że powstała z myślą o trudnych momentach i daje narzędzia do mierzenia się z dyskomfortem, zdejmowania masek oraz szukania jasności i spokoju. (Lubimyczytać)

To bardzo „kingfisherowa” idea:
alchemia nie polega na tym, że cierpienie znika. Polega na tym, że przestaje być bezkształtną masą.

Zaczyna mieć język.

100 promptów, 100 dni, 100 wejść do siebie

Oryginalna książka The Book of Alchemy: A Creative Practice for an Inspired Life została zbudowana wokół idei 100 promptów i wypowiedzi zaproszonych autorów, artystów oraz myślicieli. W materiałach wydawcy pojawia się informacja, że Jaouad zebrała mądrość stu twórców w formie esejów i ćwiczeń pisarskich. (Amazon)

Wśród nazwisk wymienianych przy książce pojawiają się m.in. Elizabeth Gilbert, George Saunders, Ann Patchett oraz muzyk Jon Batiste. (People.com)

To ważne, bo książka działa nie jak samotny notes, ale jak krąg twórców.

Każdy tekst jest jak małe zaproszenie:

  • zacznij od pamięci,
  • zajrzyj do lęku,
  • opisz ciało,
  • wróć do miłości,
  • przyjrzyj się temu, co stracone,
  • zobacz, co jeszcze można zbudować.

Jedna z recenzji anglojęzycznych opisuje strukturę książki jako 10 tematów po 10 promptów: początki, pamięć, lęk, widzenie, miłość, ciało, odbudowa, ego, cel i alchemia. (Ann’s Words)

To nie jest więc przypadkowy zbiór ładnych pytań. To raczej ścieżka przez doświadczenie człowieka.

Dlaczego ta książka może zainteresować początkujących pisarzy?

Bo początkujący pisarz bardzo często popełnia jeden błąd:

czeka, aż będzie miał „pomysł”.

A journaling uczy czegoś odwrotnego:

pomysł nie zawsze przychodzi z góry. Czasem trzeba go wydobyć z własnego chaosu.

Dla twórczej osoby prompty są jak małe drzwi. Nie trzeba od razu pisać powieści. Nie trzeba mieć projektu. Nie trzeba wiedzieć, „kim się jest jako autor”.

Wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie.

A potem jeszcze jedno.

I jeszcze jedno.

Właśnie dlatego Księga alchemii może być tak cenna dla osób, które chcą pisać, ale nie wiedzą od czego zacząć. Uczy, że pisanie nie musi zaczynać się od ambicji. Może zacząć się od zdania:

„Nie wiem, co chcę powiedzieć, ale…”

Nie tylko dla pisarzy

To jednak nie jest książka wyłącznie dla ludzi, którzy chcą pisać zawodowo.

Jedna z recenzji podkreśla, że książka sprawdzi się nie tylko u pisarzy szukających pomysłów na teksty, ale u każdego, kto chce potraktować journaling jako praktykę zabawy, refleksji i terapii codzienności. Recenzent zaznacza też ważną rzecz: pisanie nie usuwa bólu „magicznie”, ale pomaga nadać mu sens i przekształcić doświadczenie w sztukę. (John Walters)

To bardzo uczciwe.

Bo dziennik nie jest cudownym lekiem.

Ale może być:

  • miejscem, gdzie przestajesz uciekać od siebie,
  • laboratorium języka,
  • schronieniem,
  • szkicownikiem duszy,
  • przestrzenią, w której chaos zaczyna układać się w obraz.

Alchemia jako metafora twórczości

Tytułowa alchemia jest tu piękną metaforą.

W dawnych opowieściach alchemik próbował przemienić ołów w złoto.

W książce Jaouad „ołowiem” może być:

  • choroba,
  • strata,
  • lęk,
  • nuda,
  • rozpad,
  • samotność,
  • codzienny chaos,
  • niewypowiedziane emocje.

A „złotem” nie jest spektakularny sukces.

Złotem może być jedno zdanie, które wreszcie brzmi prawdziwie.

Jedno wspomnienie, które przestaje boleć tak bezkształtnie.

Jedna kartka, po której człowiek rozumie siebie trochę lepiej.

Jak czytać „Księgę alchemii”?

Najlepiej nie jak zwykłą książkę.

Nie trzeba jej „przeczytać” od początku do końca i odłożyć na półkę.

Lepiej potraktować ją jak:

  • notes do rozmowy ze sobą,
  • 100-dniową praktykę,
  • warsztat kreatywności,
  • rytuał powrotu do pisania.

Można wybrać jeden prompt dziennie.
Można pisać przez 10 minut.
Można nie pisać pięknie.
Można wracać do tych samych tematów.

Bo w journalingu często nie chodzi o nowe odpowiedzi.

Chodzi o to, żeby usłyszeć pytanie, które od dawna w nas czekało.

Dla kogo jest ta książka?

Dla osób, które:

  • chcą zacząć pisać, ale boją się pustej kartki,
  • prowadzą dziennik,
  • interesują się porannymi stronami,
  • lubią kreatywne prompty,
  • przechodzą przez trudniejszy czas,
  • chcą pisać bardziej intuicyjnie,
  • szukają mostu między twórczością a samopoznaniem.

I dla tych, którzy czują, że ich życie jest pełne materiału, ale jeszcze nie wiedzą, jak zamienić go w opowieść.

Zakończenie: pisanie jako mała alchemia

Księga alchemii nie mówi: „bądź wielkim pisarzem”.

Mówi coś czulszego:

zapisz jedną prawdę.

Jedno wspomnienie.
Jeden lęk.
Jedno pytanie.
Jeden obraz.
Jedno zdanie, które od dawna chodzi za Tobą jak cień.

Bo może właśnie od tego zaczyna się pisanie.

Nie od perfekcji.

Od odwagi, żeby nie odwracać wzroku.

Poranne strony: co naprawdę wychodzi z człowieka, kiedy przestaje się kontrolować?

Jest taki moment nad ranem, zanim człowiek zdąży założyć swoją codzienną twarz.

Jeszcze przed:

  • wiadomościami,
  • powiadomieniami,
  • pracą,
  • rolami,
  • produktywnością,
  • światem.

Przez kilka minut umysł jest dziwnie odsłonięty.

Nie do końca logiczny.
Nie do końca uporządkowany.
Bardziej prawdziwy.

I właśnie wtedy Julia Cameron zaproponowała coś niezwykle prostego:

trzy strony pisania dziennie.

Bez poprawiania.
Bez oceniania.
Bez stylu.

Tak powstały słynne:

Morning Pages — poranne strony.

Na pierwszy rzut oka brzmi to banalnie.

Ale tysiące ludzi twierdzi, że ta praktyka zmienia sposób myślenia, pisania, tworzenia i patrzenia na własne życie.

Dlaczego?

Bo bardzo niewiele osób naprawdę słyszy własny wewnętrzny głos.


Czym właściwie są poranne strony?

Klasyczna wersja jest brutalnie prosta:

Codziennie rano:

  • bierzesz kartkę lub notes,
  • piszesz trzy strony,
  • nie zatrzymujesz się,
  • nie poprawiasz,
  • nie analizujesz,
  • nie próbujesz brzmieć inteligentnie.

Masz pisać:

  • chaotycznie,
  • banalnie,
  • dziwnie,
  • nudno,
  • emocjonalnie,
  • szczerze.

To nie ma być literatura.

To ma być:

strumień świadomości.

Julia Cameron opisywała Morning Pages jako:

  • „mentalny prysznic”,
  • oczyszczanie umysłu,
  • sposób na zdjęcie wewnętrznej blokady.

Ale współcześnie coraz więcej ludzi używa porannych stron nie tylko do kreatywności.

Tylko do:

  • autorefleksji,
  • shadow work,
  • regulacji emocji,
  • pracy z podświadomością,
  • odzyskiwania kontaktu ze sobą.

Co dzieje się, kiedy człowiek przestaje się kontrolować?

To właśnie tutaj robi się naprawdę interesująco.

Bo większość dnia człowiek:

  • filtruje,
  • kontroluje,
  • cenzuruje siebie,
  • odgrywa role,
  • tworzy wersję siebie „dla świata”.

Poranne strony omijają część tych mechanizmów.

Kiedy piszesz szybko i bez kontroli, zaczynają pojawiać się:

  • powracające zdania,
  • obsesje,
  • lęki,
  • frustracje,
  • pragnienia,
  • dziwne obrazy,
  • wspomnienia,
  • pojedyncze słowa,
  • emocje, których wcześniej nie zauważałaś.

I często okazuje się, że:

pod powierzchnią codzienności dzieje się znacznie więcej, niż myślałaś.


Intuicyjne pisanie jako współczesny rytuał

To ciekawe, jak bardzo Morning Pages przypominają dawne praktyki:

  • pisma automatycznego,
  • medytacji,
  • journalingu,
  • rytuałów introspekcji.

W wielu tradycjach mistycznych istniało przekonanie, że człowiek może „usłyszeć siebie” dopiero wtedy, kiedy wyciszy kontrolujący umysł.

Dziś psychologia powiedziałaby:

  • zmniejszenie autocenzury,
  • swobodny przepływ skojarzeń,
  • kontakt z nieświadomością,
  • regulacja emocjonalna.

Ale efekt często jest podobny.

Pisanie staje się czymś więcej niż notowaniem myśli.

Staje się:

  • lustrem,
  • rytuałem,
  • spotkaniem ze sobą.

Dlaczego poranne strony wracają właśnie teraz?

Bo współczesny człowiek jest przebodźcowany.

Nieustannie:

  • scrollujemy,
  • konsumujemy informacje,
  • odpowiadamy,
  • reagujemy,
  • jesteśmy „na zewnątrz”.

A poranne strony robią coś odwrotnego:

kierują uwagę do środka.

To dlatego praktyka eksplodowała ponownie w erze:

  • TikToka,
  • journalingu,
  • mindfulness,
  • shadow work,
  • slow living,
  • dark academia.

Ludzie zaczęli tęsknić za:

  • ciszą,
  • introspekcją,
  • prawdziwym kontaktem ze sobą.

Co najczęściej wychodzi na papier?

To może być najbardziej zaskakujące.

Bo bardzo często człowiek odkrywa:

  • jak bardzo jest zmęczony,
  • jak wiele rzeczy wypiera,
  • czego naprawdę pragnie,
  • czego się boi,
  • co ciągle wraca.

Niektóre zdania pojawiają się codziennie.

Jak echo.

I właśnie dlatego warto po każdym pisaniu zadać sobie jedno pytanie:

Jakie zdanie powtarzało się dziś najczęściej?

To pytanie działa niemal jak psychologiczny detektor.

Bo pod powtarzającymi się słowami często ukrywa się:

  • napięcie,
  • potrzeba,
  • niewypowiedziany lęk,
  • albo coś, czego jeszcze nie chcesz zobaczyć.

Poranne strony i cień

Carl Jung pisał, że człowiek nosi w sobie:

cień.

Czyli:

  • wyparte emocje,
  • niewygodne prawdy,
  • tłumione pragnienia,
  • lęki,
  • gniew,
  • smutek,
  • części siebie, których nie chcemy widzieć.

Poranne strony potrafią ten cień odsłonić.

Bardzo subtelnie.

Nie poprzez wielkie objawienia.
Raczej:

  • pojedyncze zdania,
  • dziwne obrazy,
  • obsesyjnie powracające tematy.

I właśnie dlatego intuicyjne pisanie bywa tak mocne.

Bo papier często przyjmie więcej niż człowiek chciałby wiedzieć.


Nie chodzi o „staranne pisanie”

To jedna z najważniejszych rzeczy.

Morning Pages nie mają być:

  • inteligentne,
  • literackie,
  • estetyczne,
  • głębokie.

Wręcz przeciwnie.

Czasem powinny być:

  • chaotyczne,
  • brzydkie,
  • banalne,
  • pełne powtórzeń,
  • nieporadne.

Bo celem nie jest stworzenie tekstu.

Celem jest:

usłyszenie własnego umysłu bez filtrów.


Ćwiczenie na dziś: poranne strony

Jutro rano:

  • nie sięgaj od razu po telefon,
  • zaparz herbatę lub kawę,
  • otwórz notes,
  • ustaw timer na 15–20 minut.

I po prostu pisz.

Bez zatrzymywania.
Bez poprawiania.
Bez oceniania.

Jeśli nie wiesz, co napisać:
napisz:

„Nie wiem, co chcę powiedzieć…”

i pisz dalej.

A na końcu zadaj sobie jedno pytanie:

Jakie zdanie powtarzało się dziś najczęściej?

Możliwe, że właśnie tam ukrywa się coś, czego od dawna próbujesz nie słyszeć.


Poranne strony jako współczesna alchemia

Być może właśnie dlatego ta praktyka wraca dziś z taką siłą.

Bo w świecie:

  • algorytmów,
  • hałasu,
  • produktywności,
  • i ciągłego pośpiechu,

człowiek nadal potrzebuje:

  • ciszy,
  • rytuału,
  • introspekcji,
  • kontaktu ze sobą.

I może właśnie tym są poranne strony.

Nie „techniką kreatywności”.

Ale współczesną formą alchemii:
zamienianiem chaosu myśli w coś, co zaczyna mieć znaczenie.

Kabała dla początkujących: Drzewo Życia i tajemnica sefirotów

Kabała nie jest systemem wróżbiarskim ani odrębną religią. Jest jednym z najważniejszych nurtów mistycznej tradycji judaizmu — sposobem odczytywania ukrytych znaczeń Tory oraz rozważania relacji pomiędzy Bogiem, stworzeniem, językiem i człowiekiem.

Jej nazwa pochodzi od hebrajskiego rdzenia oznaczającego „otrzymywanie” lub „przyjmowanie”. Kabała jest więc przede wszystkim tradycją otrzymaną, przekazywaną i interpretowaną. Nie stanowi jednego, niezmiennego systemu. Rozwijała się przez stulecia, tworząc różne szkoły, teksty i sposoby rozumienia rzeczywistości.

W jej centrum znajduje się jeden z najbardziej fascynujących diagramów w historii mistycyzmu: Drzewo Życia, związane z dziesięcioma sefirotami.

Można je odczytywać jako mapę relacji między tym, co nieskończone, a tym, co skończone; między niewyrażalnym źródłem istnienia a światem, który można zobaczyć, nazwać i przeżyć.

Współczesna kultura nadała Drzewu Życia również znaczenia psychologiczne, artystyczne i filozoficzne. Trzeba jednak pamiętać, że są to późniejsze interpretacje symbolu, a nie jego jedyne ani pierwotne znaczenie.

Ten tekst jest wprowadzeniem dla początkujących. Nie zastępuje studiowania źródeł ani religijnego kontekstu kabały. Potraktuj go jak klucz — nie do rozwiązania tajemnicy, lecz do zobaczenia jej struktury.


Czym jest kabała?

Kabała to historycznie żydowska tradycja mistyczna i interpretacyjna. Opiera się na przekonaniu, że teksty religijne, stworzenie i ludzkie życie zawierają znaczenia, których nie można wyczerpać w jednym, dosłownym odczytaniu.

Ważne miejsce zajmują w niej między innymi:

  • boskie imiona;
  • hebrajskie litery;
  • ukryte poziomy znaczenia Tory;
  • natura stworzenia;
  • relacja pomiędzy Bogiem a światem;
  • symbolika światła, naczyń i emanacji;
  • dziesięć sefirot;
  • duchowe znaczenie ludzkich działań.

Kabała nie jest pojedynczą księgą. To szeroka tradycja rozwijająca się przez stulecia.

Do jej najważniejszych źródeł i etapów należą między innymi:

  • Sefer Jecira, czyli Księga Stworzenia;
  • średniowieczny Sefer ha-Bahir;
  • powstała w XIII wieku literatura Zoharu;
  • szkoły mistyczne rozwijające się w Hiszpanii i Prowansji;
  • XVI-wieczna kabała z Safedu, związana między innymi z Mojżeszem Kordowero i Izaakiem Lurią;
  • późniejszy chasydyzm i nowoczesne interpretacje myśli kabalistycznej.

Nie istnieje więc jedna prosta odpowiedź na pytanie „czego uczy kabała”. Jest raczej rozległym archiwum prób opisania tego, w jaki sposób to, co nieskończone, może stać się obecne w skończonym świecie.


Czym naprawdę jest Drzewo Życia?

Drzewo Życia, po hebrajsku Etz Chaim, jest symbolicznym przedstawieniem dziesięciu sefirot i relacji pomiędzy nimi.

Nie jest drzewem w biologicznym sensie. Nie należy go również traktować jak dosłownego planu kosmosu.

To diagram próbujący pokazać ruch:

  • od jedności do wielości;
  • od niewyrażalnego do nazwanego;
  • od źródła do stworzenia;
  • od potencjalności do urzeczywistnienia;
  • od boskiego światła do jego obecności w świecie.

W kabale sefiroty odnoszono jednocześnie do struktury boskiej emanacji, stworzenia, człowieka i porządku rzeczywistości. W zależności od tekstu i szkoły akcentowano inne aspekty ich znaczenia.

Popularny dzisiaj diagram Drzewa Życia przedstawia dziesięć sefirot połączonych ścieżkami. Często wiąże się je z dwudziestoma dwiema literami alfabetu hebrajskiego, chociaż szczegółowy układ ścieżek rozwijał się historycznie i nie wyglądał identycznie we wszystkich tradycjach.

Drzewo nie mówi więc: „tak dokładnie zbudowany jest wszechświat”.

Mówi raczej:

Pomiędzy nieskończonym źródłem a widzialnym światem istnieją relacje, stopnie, napięcia i przejścia.


Ein Sof — źródło, którego nie można opisać

Ponad sefirotami znajduje się pojęcie Ein Sof — „Bez Końca”, „Nieskończone”.

Ein Sof oznacza boską nieskończoność wymykającą się wszystkim ludzkim kategoriom. Nie da się jej opisać za pomocą zwykłych cech, obrazów ani definicji.

Każde wypowiedziane słowo wprowadza bowiem granicę.

Jeżeli mówimy, że coś jest dobre, odróżniamy je od tego, co dobre nie jest. Jeżeli nadajemy czemuś formę, oddzielamy tę formę od wszystkich pozostałych możliwości.

Ein Sof znajduje się natomiast poza takim rozróżnieniem.

Nie jest „polem informacyjnym”, „energią kosmosu” ani „świadomością zbiorową” w dzisiejszym znaczeniu tych pojęć. Takie porównania mogą być sugestywnymi metaforami, ale nie należy przedstawiać ich jako historycznej nauki kabały.

Można powiedzieć ostrożniej:

Ein Sof oznacza rzeczywistość, której nie może pomieścić żadne imię, wyobrażenie ani pojęcie.

Sefiroty pozwalają natomiast mówić o sposobach, w jakie boska obecność, moc i działanie stają się możliwe do rozróżnienia.


Czym są sefiroty?

Słowo sefirot jest liczbą mnogą od sefira. Tłumaczy się je różnie: jako emanacje, miary, sfery, aspekty lub sposoby przejawiania się boskiego działania.

Żadne pojedyncze tłumaczenie nie oddaje całej złożoności tego pojęcia.

Sefiroty nie są dziesięcioma osobnymi bogami. Nie są również po prostu częściami ludzkiej psychiki. W tradycji kabalistycznej tworzą dynamiczną strukturę relacji pomiędzy boską jednością a różnorodnością stworzenia.

Współcześnie można pracować z nimi jako z symbolami ludzkiego doświadczenia, pod warunkiem że wyraźnie zaznaczymy, iż jest to interpretacja psychologiczna lub literacka, a nie pełna definicja religijna.


Dziesięć sefirotów Drzewa Życia

1. Keter — Korona

Keter znajduje się na szczycie Drzewa Życia. Oznacza najwyższy, niemal nieuchwytny poziom boskiej woli i jedności.

Jest najbliżej tego, czego nie można jeszcze określić ani nazwać. Nie jest jednak tym samym co Ein Sof. Stanowi pierwszy próg pomiędzy bezgraniczną nieskończonością a strukturą możliwą do rozpoznania.

W interpretacji twórczej Keter można porównać do momentu poprzedzającego myśl — przeczucia, że coś chce się pojawić, chociaż nie ma jeszcze obrazu ani słowa.

To możliwość stojąca na granicy zaistnienia.


2. Chochma — Mądrość

Chochma symbolizuje mądrość w jej pierwotnej, dynamicznej postaci. To błysk, zalążek, nierozwinięta jeszcze możliwość.

W późniejszych interpretacjach porównywano ją do nagłego olśnienia: chwili, w której pojawia się idea, lecz nie ma jeszcze struktury.

Dla pisarza byłaby pierwszym obrazem.

Zdaniem usłyszanym w wyobraźni.

Szczegółem, który nagle oświetla całą historię.


3. Bina — Zrozumienie

Bina nadaje rozwinięcie temu, co w Chochmie pojawiło się jako błysk.

Jest rozróżnianiem, rozwijaniem, formowaniem i rozumieniem zależności. To dzięki niej pierwotna intuicja może stać się strukturą.

W języku twórczości:

  • Chochma przynosi pomysł;
  • Bina pyta, jak ten pomysł rozwinąć;
  • Chochma widzi obraz;
  • Bina buduje dla niego formę.

Samo olśnienie nie wystarcza. Potrzebuje naczynia.


4. Chesed — Łaskawość

Chesed oznacza miłość, łaskawość, hojność i ekspansję.

To siła przekraczająca granice, otwierająca przestrzeń i pozwalająca czemuś wzrastać. Bez niej stworzenie nie mogłoby się rozwijać.

W interpretacji psychologicznej Chesed może kojarzyć się z:

  • otwartością;
  • zaufaniem;
  • empatią;
  • dawaniem;
  • zgodą na nadmiar i możliwość.

W procesie pisania jest ruchem pierwszej wersji: pozwoleniem, aby materiał płynął, zanim zostanie osądzony i ograniczony.


5. Gewura — Moc lub Surowość

Gewura wprowadza granicę, dyscyplinę, rozróżnienie i osąd.

Nie jest po prostu „negatywną” sefirą. Bez niej nieskończona ekspansja Chesed utraciłaby formę. Wszystko rozlałoby się bez kierunku, hierarchii i odpowiedzialności.

Gewura mówi:

  • nie wszystko;
  • nie wszędzie;
  • nie w każdej chwili;
  • nie bez konsekwencji.

Dla autora jest pracą redakcji.

Usuwaniem zbędnych zdań.

Odrzucaniem obrazów, które są piękne, ale nie służą tekstowi.

Chesed pozwala pisać.

Gewura pozwala ukończyć.


6. Tiferet — Piękno

Tiferet kojarzy się z pięknem, harmonią, współczuciem i równowagą pomiędzy przeciwstawnymi siłami.

Łączy ekspansję Chesed z granicą Gewury. Nie usuwa napięcia między nimi, lecz tworzy z niego bardziej złożony porządek.

Tiferet nie oznacza piękna rozumianego wyłącznie jako dekoracyjność. Jest pięknem wynikającym z odpowiedniej relacji między częściami.

W pisaniu oznaczałoby moment, w którym treść i forma przestają ze sobą walczyć.

Zdanie nie jest już tylko efektowne.

Staje się prawdziwe dla tekstu.


7. Necach — Trwanie lub Zwycięstwo

Necach wiąże się z wytrwałością, ciągłością, dążeniem, pragnieniem i siłą podtrzymującą działanie.

To energia, która nie pozwala procesowi zatrzymać się przy pierwszej przeszkodzie.

W twórczości Necach jest wszystkim, co sprawia, że autor wraca do tekstu:

  • fascynacją;
  • pragnieniem;
  • rytmem;
  • namiętnością;
  • przekonaniem, że historia nie została jeszcze dopowiedziana.

Pomysł inicjuje pisanie, ale to wytrwałość prowadzi je dalej.


8. Hod — Chwała

Hod wiąże się między innymi z językiem, formą, uporządkowaniem, rozpoznaniem i zdolnością wyrażania.

Tam, gdzie Necach porusza się naprzód dzięki pragnieniu i energii, Hod zatrzymuje się, aby nazwać, wyjaśnić i zbudować znaczenie.

W języku twórczości Hod może oznaczać:

  • wybór odpowiedniego słowa;
  • konstrukcję metafory;
  • logikę opowieści;
  • składnię;
  • rytm;
  • warsztat;
  • świadome posługiwanie się symbolem.

Necach czuje, że tekst musi powstać.

Hod szuka języka, w którym będzie to możliwe.


9. Jesod — Fundament

Jesod jest pośrednikiem i kanałem przekazu. Łączy wcześniejsze poziomy Drzewa z Malchut, czyli sferą urzeczywistnienia.

Bywa kojarzony z fundamentem, więzią, przekazywaniem i zdolnością łączenia różnych sił w jeden strumień.

W późniejszych interpretacjach psychologicznych wiązano go również z wyobraźnią, snem, pamięcią i nieświadomością. Nie jest to jednak pełne ani jedyne znaczenie tej sefiry.

Dla pisarza Jesod może być miejscem, w którym obrazy, wspomnienia, emocje i struktury zaczynają tworzyć jedną opowieść.

Jeszcze nie książkę.

Ale już coś więcej niż zbiór luźnych fragmentów.


10. Malchut — Królestwo

Malchut jest najniżej położoną sefirą Drzewa Życia, ale „najniżej” nie oznacza tutaj „najmniej ważną”.

To poziom obecności, urzeczywistnienia i świata, który może zostać doświadczony.

Malchut nie ma własnego światła — przyjmuje i ujawnia to, co dociera do niej poprzez pozostałe sefiroty. W tradycji kabalistycznej wiązano ją również z Szechiną, czyli boską obecnością zamieszkującą w świecie.

W metaforze pisarskiej Malchut jest gotowym tekstem.

Kartką.

Książką.

Zdaniem, które zostało zapisane i może trafić do drugiego człowieka.

To, co zaczęło się jako niewyrażalne przeczucie, otrzymało materialną postać.


Trzy filary Drzewa Życia

W jednym z najbardziej rozpowszechnionych układów Drzewo Życia przedstawia się jako strukturę trzech filarów.

Filar prawy

Łączy się z ekspansją, otwartością, dawaniem i ruchem. Umieszcza się na nim między innymi Chochmę, Chesed i Necach.

Filar lewy

Oznacza formę, ograniczenie, rozróżnienie i osąd. Wiąże się z Biną, Gewurą i Hod.

Filar środkowy

Pośredniczy pomiędzy przeciwieństwami. Prowadzi od Keter poprzez Tiferet i Jesod do Malchut.

Nie należy jednak upraszczać tego schematu do prostego podziału na „dobro” i „zło”. Kabała wielokrotnie pokazuje, że także pozytywna siła staje się destrukcyjna, kiedy traci relację z innymi siłami.

Samo dawanie bez granic może prowadzić do chaosu.

Sama dyscyplina bez łaskawości może zmienić się w okrucieństwo.

Sama inspiracja bez formy nie stworzy dzieła.

Sama forma bez żywego impulsu pozostanie pusta.

Drzewo Życia nie jest więc pochwałą jednej strony. Jest obrazem relacji, napięcia i równoważenia.


Drzewo Życia jako mapa powstawania tekstu

Historyczna kabała nie była metodą kreatywnego pisania. Nie należy przypisywać dawnym kabalistom współczesnych teorii literatury.

Drzewo Życia może jednak stać się inspirującą metaforą procesu twórczego.

Tekst również przechodzi drogę od niewyrażalnego do widzialnego:

  • Keter — przeczucie, że coś domaga się napisania;
  • Chochma — pierwszy błysk obrazu lub idei;
  • Bina — rozwinięcie pomysłu i znalezienie struktury;
  • Chesed — swobodny przepływ pierwszej wersji;
  • Gewura — granice, selekcja i redakcja;
  • Tiferet — równowaga między prawdą a formą;
  • Necach — wytrwałość potrzebna do kontynuowania pracy;
  • Hod — język, styl i świadome użycie symboli;
  • Jesod — połączenie fragmentów w spójną całość;
  • Malchut — tekst zapisany, opublikowany i oddany czytelnikowi.

Nie jest to praktyka kabalistyczna. Jest to współczesne ćwiczenie interpretacyjne, które pozwala przyjrzeć się temu, gdzie zatrzymuje się nasz proces twórczy.

Może mamy mnóstwo Chochmy — pomysłów — ale brakuje nam Biny, czyli struktury.

Może działa w nas Chesed: piszemy bez końca, lecz unikamy Gewury, która każe usunąć połowę tekstu.

Może mamy język Hod, ale nie czujemy pragnienia Necach.

A może historia jest już niemal gotowa, lecz boimy się Malchut — chwili, w której przestanie należeć wyłącznie do nas.


Litery, słowo i stworzenie

Jedną z najbardziej intrygujących intuicji wczesnej mistyki żydowskiej jest szczególna rola języka.

W Sefer Jecira dziesięć sefirot i dwadzieścia dwie litery alfabetu hebrajskiego przedstawione zostały jako trzydzieści dwie tajemnicze ścieżki mądrości. Litery nie służą tam wyłącznie do nazywania gotowego świata. Uczestniczą w porządku stworzenia.

Nie oznacza to, że dowolne słowo działa jak zaklęcie ani że człowiek może przy pomocy afirmacji dowolnie zmieniać rzeczywistość.

Ważniejsza jest inna myśl:

Język nie tylko opisuje nasze doświadczenie. Język wpływa również na to, jakie doświadczenie potrafimy rozpoznać.

Słowo „dom” otwiera inną przestrzeń niż „schronienie”.

„Samotność” znaczy coś innego niż „odosobnienie”.

„Porażka” buduje inną opowieść niż „przerwana próba”.

Pisarz nie jest władcą rzeczywistości. Jest jednak odpowiedzialny za świat, który staje się widzialny dzięki określonym słowom.


Pęknięcie naczyń — dlaczego świat nie jest doskonały?

W XVI-wiecznej kabale Izaaka Lurii pojawiła się niezwykła opowieść określana jako szewirat ha-kelim — rozbicie naczyń.

W wielkim uproszczeniu: boskie światło miało zostać przyjęte przez naczynia, które nie zdołały pomieścić jego intensywności. Naczynia pękły, a iskry światła rozproszyły się i zostały uwięzione w świecie materii oraz „skorupach”, nazywanych kelipot.

Człowiek uczestniczy w procesie tikkun — naprawy, porządkowania i uwalniania rozproszonych iskier.

Jest to złożona kosmologia religijna, a nie dawna teoria traumy czy psychoterapii. Można jednak zobaczyć w niej przejmującą metaforę ludzkiego doświadczenia.

Czasem przeżycie jest większe niż forma, która miała je pomieścić.

Pamięć nie zachowuje wydarzenia jako doskonałego zapisu. Przechowuje fragmenty:

  • światło w pokoju;
  • czyjąś dłoń;
  • zapach korytarza;
  • słowo wypowiedziane przed odejściem;
  • przedmiot pozostawiony na stole.

Pisarz zbiera te odłamki.

Nie cofa czasu i nie odtwarza dawnego naczynia. Tworzy nowe — opowieść zdolną pomieścić przynajmniej część tego, co wcześniej pozostawało bez formy.


Kabała, klipot i psychologiczny cień

Kabalistycznych kelipot nie należy utożsamiać z cieniem opisanym przez Carla Gustava Junga.

To pojęcia pochodzące z innych tradycji.

Kelipot należą do kabalistycznej kosmologii ukrycia, rozpadu i zła. Jungowski cień oznacza natomiast te właściwości, uczucia, pragnienia i możliwości, których świadome „ja” nie chce uznać za własne.

Nie są tym samym.

Można jednak umieścić oba obrazy obok siebie i zauważyć łączące je pytanie:

Czy w tym, co odrzuciliśmy, ukryła się część naszej energii?

W gniewie może znajdować się informacja o przekroczonej granicy.

W zazdrości — ślad niezrealizowanego pragnienia.

W gwałtownej ocenie innej osoby — cecha, której nie dopuszczamy we własnym obrazie siebie.

W zdaniu, którego wstydzimy się zapisać — początek najprawdziwszego tekstu.

Nie oznacza to, że każda ciemność jest dobrem przebranym za zło. Oznacza jedynie, że to, co wyparte i odrzucone, wymaga uważnego rozpoznania.

Nie po to, aby je bezkrytycznie przyjąć.

Po to, aby przestało działać całkowicie poza naszą świadomością.


Kabała a technologia i cyberświadomość

Współczesna kultura chętnie porównuje Drzewo Życia do sieci neuronowej, architektury informacji, algorytmu albo wielopoziomowego systemu danych.

Takie zestawienia bywają intelektualnie inspirujące, ale nie są dowodem na to, że dawni kabaliści przewidzieli internet, sztuczną inteligencję lub współczesną fizykę.

Drzewo Życia nie jest prototypem sieci komputerowej.

Ein Sof nie jest chmurą danych.

Sefiroty nie są algorytmami.

Możemy natomiast używać tych porównań jako świadomych metafor.

Zarówno Drzewo Życia, jak i współczesne sieci uczą myślenia o rzeczywistości nie jako o zbiorze odizolowanych przedmiotów, lecz jako o układzie relacji, przepływów i wzajemnych oddziaływań.

Różnica jest zasadnicza: sieć informatyczna jest konstrukcją techniczną. Drzewo Życia powstało w kontekście religijnym, metafizycznym i etycznym.

Kabała nie pyta jedynie, jak przepływa informacja.

Pyta również:

  • co człowiek robi z otrzymanym światłem;
  • czy potrafi nadać mu właściwą formę;
  • jakie konsekwencje mają jego działania;
  • czy powiększa rozpad, czy uczestniczy w naprawie.

I właśnie to pytanie może okazać się niezwykle współczesne.


Czy kabała jest religią?

Kabała nie jest odrębną religią. Jest mistycznym, interpretacyjnym nurtem rozwiniętym wewnątrz judaizmu.

Nie można więc całkowicie oddzielić jej od:

  • Tory;
  • żydowskiej teologii;
  • praktyk religijnych;
  • języka hebrajskiego;
  • historii społeczności żydowskich;
  • etycznej i duchowej odpowiedzialności człowieka.

W epoce nowoczesnej elementy kabały przeniknęły również do zachodniego ezoteryzmu, filozofii, literatury, sztuki i psychologii. Powstały przy tym nowe systemy, często bardzo odległe od tradycyjnej kabały żydowskiej.

Dlatego za każdym razem warto zapytać:

Czy czytam o historycznej kabale żydowskiej, późniejszej kabale chrześcijańskiej, zachodniej tradycji hermetycznej czy współczesnej interpretacji psychologicznej?

Te nurty mogą posługiwać się podobnymi symbolami, ale nie są ze sobą tożsame.


Dlaczego Drzewo Życia wciąż fascynuje?

Nie dlatego, że daje prostą receptę na życie.

Fascynuje, ponieważ przedstawia rzeczywistość jako układ relacji. Żadna siła nie istnieje w pełni sama. Ekspansja potrzebuje granicy. Intuicja potrzebuje formy. Pragnienie potrzebuje języka. Źródło potrzebuje naczynia, jeżeli ma stać się obecne w świecie.

Drzewo Życia można więc czytać jako opowieść o przechodzeniu:

  • od możliwości do działania;
  • od jedności do różnorodności;
  • od światła do formy;
  • od idei do odpowiedzialności;
  • od niewyrażalnego do słowa;
  • od wewnętrznego doświadczenia do jego obecności w świecie.

Nie oznacza to, że „codziennie przechodzimy przez sefiroty” w dosłownym, kabalistycznym sensie.

Możemy jednak rozpoznać w strukturze Drzewa uniwersalne napięcie:

Każda idea potrzebuje drogi, aby stać się rzeczywistością.


Journaling: od niewyrażalnego do słowa

Poniższe pytania nie są tradycyjną praktyką kabalistyczną. To współczesne ćwiczenie pisarskie inspirowane symboliką światła, naczynia, języka i urzeczywistnienia.

Wybierz jedno pytanie. Pisz przez dziesięć minut bez poprawiania pierwszej wersji.

  1. Co próbuje się we mnie pojawić, chociaż nie ma jeszcze nazwy?
  2. Jaki obraz wraca do mnie bez wyraźnego powodu?
  3. Które doświadczenie nadal jest większe niż słowa, którymi próbuję je opisać?
  4. Czego jest w moim życiu zbyt dużo, a gdzie potrzebuję większej przestrzeni?
  5. Jaka granica mogłaby ochronić coś dla mnie ważnego?
  6. Który fragment mojej historii pozostał bez odpowiedniej formy?
  7. Jakie zdanie boję się zapisać?
  8. Co odrzucam w innych, ponieważ nie chcę zobaczyć tego w sobie?
  9. Jaka „iskra” znajduje się w pozornie nieistotnym wspomnieniu?
  10. Co musiałoby się wydarzyć, aby moja idea stała się obecna w świecie?

Na zakończenie zapisz jedno zdanie:

Nie wiem jeszcze, czym jest ta historia, ale widzę w niej…

Nie próbuj od razu wszystkiego wyjaśnić.

Czasem najważniejsza część tekstu pojawia się najpierw jako odłamek.


Na zakończenie

Kabała nie jest łatwym katalogiem symboli ani instrukcją zdobywania nadprzyrodzonej mocy.

Jest tradycją wymagającą uważności wobec tekstu, języka, działania i tajemnicy.

Drzewo Życia nie mówi po prostu: „taka jest budowa świata”.

Pokazuje raczej, że pomiędzy nieskończonym a skończonym, światłem a naczyniem, ideą a rzeczywistością rozciąga się cała sieć zależności.

Dla osoby piszącej kryje się w tym szczególna lekcja.

Nie wszystko, co przeżywamy, od razu mieści się w języku.

Nie każde światło znajduje właściwe naczynie.

Nie każdy odłamek trzeba natychmiast naprawiać.

Można jednak pochylić się nad nim i zapytać:

Jakiego słowa potrzebuje to, co dotąd pozostawało niewidzialne?

Być może właśnie w tym miejscu zaczyna się zarówno interpretacja, jak i pisanie.

Nie od gotowej odpowiedzi.

Od uważnego przyjęcia tego, co przychodzi.


Źródła i dalsza lektura


Kabała, słowo i cień — powiązane artykuły

Jeśli zainteresowało Cię Drzewo Życia, możesz pójść dalej jedną z trzech ścieżek: w stronę współczesnej technologii, psychologii cienia albo tajemnicy pisania.

Kabała, język i cyfrowa rzeczywistość

Słowa jako kody rzeczywistości. Sekret kabały, który dziś odkrywa sztuczna inteligencja
Czy język tylko opisuje rzeczywistość, czy również uczestniczy w jej tworzeniu? Kabała, hebrajskie litery i sztuczna inteligencja spotykają się w pytaniu o ukrytą strukturę słowa.

Czy Internet jest nową formą kabały? Słowa jako kody rzeczywistości
Sieć jako przestrzeń znaków, powiązań i ukrytych znaczeń. Gdzie kończy się inspirująca metafora, a zaczyna współczesna technomagia?

Czy żyjemy w symulacji? Kabała, Matrix i teoria kodu rzeczywistości
Co łączy filozoficzną hipotezę symulacji, filmowy Matrix i dawne wyobrażenie świata jako rzeczywistości złożonej z wielu poziomów?

Cień, maska i ukryte części osobowości

Kabalistyczne kelipot nie są tym samym co cień w psychologii Junga. Oba symbole prowadzą jednak do pytań o to, co zostało ukryte, odrzucone albo pozbawione dostępu do świadomości.

Człowiek, który zobaczył własny cień. O co naprawdę chodziło Carlowi Gustavowi Jungowi?
Naukowo-literackie wprowadzenie do psychologii cienia: czym jest, jak powstaje i dlaczego nie przechowuje wyłącznie tego, co w nas „złe”.

Cień przed Jungiem. Sobowtór, demon i obcy — dlaczego człowiek opowiada o swojej drugiej twarzy
Zanim cień stał się pojęciem psychologicznym, pojawiał się w mitach, religii i literaturze jako demon, sobowtór oraz niepokojący „ktoś drugi”.

Persona i życie napisane cudzym scenariuszem
Co dzieje się, gdy społeczna maska przestaje nam służyć i zaczyna pisać nasze życie? Esej o personie, cieniu i odzyskiwaniu własnego głosu.

Czym jest Cień według Junga i jak wpływa na nasze życie?
Przystępny przewodnik po cieniu, projekcji i tych cechach, których nie chcemy uznać za własne.

Symbol, mistyka i pisanie

Język symboli w poezji sufickiej: wino, róża, ogień i noc
Jak czytać tekst, który nie mówi wprost? O symbolach jako przejściach pomiędzy tym, co widzialne, a tym, czego nie sposób wyrazić dosłownie.

Kurs „Alchemia Słowa: Pisanie Kreatywno-Intuicyjne”
Darmowy kurs dla osób, które chcą wydobywać opowieści z obrazów, wspomnień, snów, intuicji i własnego świata wewnętrznego.

Co to znaczy poszerzać świadomość?
Uważność, journaling, praca ze snami i symbolami — bez obietnic zdobycia nadprzyrodzonej wiedzy, za to z przestrzenią na głębszą obserwację siebie.


Przeklęty przedmiot czy historia, którą mu przypisano? Muzealna legenda, psychologia lęku i rodzinne pamiątki w literackim eseju o pamięci rzeczy.

Przedmiot, który nie był mumią

Ma numer EA22542. Jest wykonany z drewna, pokryty gipsem i malowidłem, ma wystające dłonie. Liczy 168,5 centymetra długości. W dokumentacji udostępnionej przez British Museum na Google Arts & Culture zapisano: Teby, XXI dynastia, około 950 roku przed naszą erą. Rejestracja muzealna pochodzi z 1889 roku. Tak zaczyna się historia przedmiotu znanego jako „The Unlucky Mummy” — pechowa mumia.

Tyle że nie jest mumią.

To osłona układana nad zmumifikowanym ciałem, element wyposażenia pogrzebowego. Już nazwa wykonuje więc pierwszy ruch w stronę opowieści. Drewno staje się ciałem. Przedmiot otrzymuje kogoś, kto mógłby się gniewać. Muzealny opis pozostaje rzeczowy: materiał, wymiary, datowanie, miejsce pochodzenia. Nie podaje diagnozy nieszczęścia. Google Arts & Culture

Między tymi dwoma opisami — osłoną mumii i pechową mumią — mieści się niemal cały mechanizm legendy. Jest rzecz, którą można zmierzyć. I jest historia, która każe odsunąć od niej rękę.

Nie trzeba jeszcze rozstrzygać, czy ktoś wierzy w klątwy. Wystarczy dostrzec moment, w którym wiadomość o przedmiocie zaczyna zmieniać sposób patrzenia na niego. Drewno pozostaje drewnem. Ale od tej chwili oglądamy również to, co o nim powiedziano.

Jak nieszczęścia znalazły wspólny adres

Historyk kultury Roger Luckhurst badał losy tej opowieści, sięgając między innymi do muzealnych archiwów. W autorskim omówieniu swoich ustaleń łączy przedmiot z Thomasem Douglasem Murrayem, podróżnikiem i członkiem spirytystycznego Ghost Clubu. Opisuje zakup zabytku w Egipcie oraz wypadek z bronią, w którym Murray stracił rękę. Nieszczęście człowieka i losy rzeczy zostały następnie związane opowieścią o karze. New Humanist

Jednak już tutaj historia zaczyna się rozchodzić. Relacja UCL z wykładu Luckhursta pokazuje, że poszczególne wersje różnie wskazywały uczestników wypadku i jego przebieg. Raz właściciel sam się postrzelił, innym razem strzelał służący. Nie jest to drobna różnica: zmienia się odpowiedź na pytanie, komu właściwie coś się wydarzyło.

W kolejnych przekazach pojawiały się utracone majątki, podejrzane zgony, niezwykła fotografia. Prasa nadawała tym zdarzeniom wspólny adres. Tam, gdzie wcześniej istniały osobne biografie, zaczynał powstawać łańcuch ofiar.

Do legendy dołączono nawet Titanica. UCL odnotowuje opowieść, że przedmiot miał znaleźć się na statku, oraz rzeczywisty fakt śmierci dziennikarza W. T. Steada w katastrofie. To rozróżnienie trzeba zachować: obecność człowieka na pokładzie nie potwierdza obecności zabytku. Muzeum zaprzeczało tej historii. Nie ma podstaw, by pisać o zatonięciu „pechowej mumii” jak o ustalonym zdarzeniu. UCL Events

Źródła pozwalają śledzić rozwój legendy. Nie pozwalają zamienić jej w rejestr potwierdzonych działań klątwy.

Rzecz zabrana, rzecz oskarżona

Luckhurst proponuje jeszcze inne odczytanie: opowieści o zemście egipskich zabytków ujawniały lęki związane z kolonialną przemocą i zawłaszczaniem. Jest to interpretacja historyka kultury, nie dowód na uczucia każdego kolekcjonera ani rozstrzygnięcie okoliczności pozyskania każdej rzeczy. New Humanist

Otwiera jednak niewygodne pytanie. Dlaczego w opowieści o zabranym przedmiocie tak łatwo przychodzi nam podejrzewać o agresję właśnie przedmiot?

Może legenda pozwala powiedzieć coś, czego język własności nie chce powiedzieć wprost. Coś zostało przeniesione z czyjegoś świata do naszego. Zmieniło funkcję, otoczenie, właściciela. Rzecz służąca pochówkowi stała się okazem, ciekawostką, atrakcją. W opowieści o klątwie odzyskuje możliwość sprzeciwu.

Klątwa byłaby w nim fantazją o rachunku, którego nie zamyka sam fakt posiadania. Można mieć przedmiot i nadal nie wiedzieć, czy miało się do niego prawo.

W domu podobne pytanie przybiera mniejszą skalę. Do kogo powinien należeć pierścionek? Kto obiecał komu zegarek? Dlaczego po podziale mieszkania o pewnym meblu przestano rozmawiać? Nie każda rodzina ma taką historię. Ale tam, gdzie istnieje, rzecz może pozostać widzialnym punktem niewypowiedzianego sporu. Wtedy lęk dotyczy także tego, co powróci, jeśli ktoś zapyta o jej pochodzenie.

Kiedy „potem” zaczyna znaczyć „przez to”

Wyobraźmy sobie zwyczajny, hipotetyczny ciąg zdarzeń: ktoś przynosi do mieszkania stary zegar, później traci pracę, choruje, rozstaje się z partnerem. Każde z tych wydarzeń ma własny kontekst. Opowieść o pechowym zegarze potrafi jednak spiąć je jednym zdaniem.

Psychologowie nazywają iluzją przyczynowości dostrzeganie związku sprawczego między zdarzeniami, które w rzeczywistości nie są tak powiązane. Helena Matute i współautorzy w przeglądzie badań eksperymentalnych opisują warunki sprzyjające takim błędom. Samo współwystępowanie potencjalnej przyczyny i skutku może skłaniać do przeceniania zależności. Żeby ją ocenić, potrzebujemy również informacji o tym, co dzieje się bez domniemanej przyczyny. frontiersin.org

W historii zegara oznaczałoby to pytania mniej efektowne niż lista nieszczęść: co wydarzało się wcześniej? Co spotyka ludzi niemających takiego zegara? Ile spokojnych dni pominięto w opowiadaniu?

Nie da się przeprowadzić kontrolowanego eksperymentu na całej przeszłości muzealnego zabytku. Badania nie dowodzą więc, że wiemy, jak powstała każda relacja o EA22542. Pokazują możliwość błędu, z którą trzeba się liczyć, zanim następstwo wydarzeń uznamy za działanie przedmiotu.

Lista tragedii może być prawdziwa, a wyjaśnienie łączące je ze sobą — nietrafne. To właśnie czyni takie historie trudnymi. Ich siła nie musi wynikać z wymyślenia wszystkich zdarzeń. Czasem wystarczy ułożyć rzeczywiste zdarzenia w przekonującą kolejność.

Ostrzeżenie też zmienia przedmiot

Przed ostrzeżeniem oglądamy krzesło. Po ostrzeżeniu możemy zacząć sprawdzać, co czujemy, stojąc obok niego. To rozróżnienie pomaga postawić pytanie o sugestię: jak wiele w doświadczeniu zmienia sama zapowiedź niezwykłości?

W badaniu opublikowanym w „Cortex” zespół Christophera Frencha próbował stworzyć sztucznie „nawiedzony” pokój. Siedemdziesięcioro dziewięcioro uczestników przebywało w nim w różnych warunkach: z infradźwiękami, określonym polem elektromagnetycznym, oboma bodźcami albo bez nich. Uprzedzano ich, że mogą doświadczyć niezwykłych wrażeń. Takie doznania rzeczywiście zgłaszano, lecz ich liczba nie zależała od warunku eksperymentalnego. Autorzy uznali podatność na sugestię za najbardziej oszczędne wyjaśnienie wyników. Pełny artykuł badawczy pozwala zobaczyć także ograniczenia tej próby. haque.co.uk

Wszyscy uczestnicy otrzymali zapowiedź niezwykłych doznań; nie było osobnej grupy bez takiej informacji. Wynik nie mierzy więc samodzielnego wpływu ostrzeżenia ani nie wyjaśnia wszystkich historii o klątwach. Przypomina jednak, że oczekiwania warto badać obok fizycznego otoczenia.

Można potraktować cudzy strach poważnie i jednocześnie nie przyjąć proponowanej przyczyny. Uczucie jest częścią zdarzenia. Wyjaśnienie pozostaje czymś, co trzeba sprawdzić.

Ślad dotyku

Dlaczego jednak ostrzeżenie tak łatwo przykleja się właśnie do rzeczy? Dlaczego niektóre przedmioty wydają się nosić coś z dawnych właścicieli?

Badania nad tak zwaną magiczną kontaminacją dotyczą między innymi intuicji, że kontakt może trwale przenieść na rzecz niepożądane właściwości. Nie chodzi wyłącznie o świadome wyznawanie magii. W eksperymentach Laury R. Kim i Nancy S. Kim dorośli oceniali jako mniej pożądane nawet przedmioty znajdujące się blisko źródła zanieczyszczenia, mimo informacji wykluczającej rzeczywiste przeniesienie zanieczyszczeń. dlab.sauder.ubc.ca

To badania nad ocenami w określonych warunkach, nie nad starożytnymi klątwami. Nie pozwalają też stawiać znaku równości między odrazą a miłością do pamiątki. Ujawniają jednak szczelinę między wiedzą o materiale a emocjonalną odpowiedzią na jego historię.

Fotografię można opisać jako papier i warstwę obrazu. Ten opis nie obejmie faktu, że jest ostatnim zachowanym zdjęciem matki. Pierścionek da się zważyć. Waga nie pokaże obietnicy, którą z nim związano. Mebel ma wymiary, ale nie zmierzymy nimi miejsca zajmowanego przez niego w rodzinnej opowieści.

Znaczenie nie staje się przez to substancją ukrytą w drewnie czy metalu. Pozostaje znaczeniem. Potrafi jednak wpływać na decyzję, czy rzecz dotkniemy, zachowamy, oddamy albo schowamy tak głęboko, żeby nie oglądać jej codziennie.

Pamiątka nie musi być ciężarem

Łatwo byłoby teraz podejrzliwie spojrzeć na wszystkie odziedziczone rzeczy. Byłby to kolejny pochopny ruch.

W badaniu Yuko Shiraiwy, Many Kurimoto i Kaori Karasawy, obejmującym 250 osób po stracie kogoś ważnego, pamiątki wiązały się z różnymi znaczeniami: użytecznością, relacją emocjonalną, szacunkiem dla woli zmarłego, symbolem utraty. Autorki nie sprowadzały ich do jednego rodzaju doświadczenia. jstage.jst.go.jp

Z kolei przegląd systematyczny Helen Hewson i współautorów, obejmujący 79 badań, pokazuje złożoność podtrzymywania więzi po śmierci. W tych relacjach pojawiają się zarówno pocieszenie, jak i cierpienie. Nie ma podstaw do prostego zalecenia, że każdy powinien więź zerwać albo zachowywać ją w tej samej postaci. PubMed

Można pić z kubka po ojcu, bo dobrze leży w dłoni. Można zachować fotografię bez potrzeby codziennego oglądania. Można oddać szafę i nadal pamiętać osobę, która układała w niej ubrania. Te możliwości nie tworzą rankingu miłości.

W eseju „Ktoś jeszcze jest w pokoju” pytanie dotyczyło odczuwanej obecności zmarłych. Tutaj zostajemy przy rzeczach: przy tym, co można wziąć do ręki i przekazać dalej. Razem z przedmiotem przekazujemy jednak wybór zdań. Jedno pokolenie opowie o nim jako o skarbie, inne zapamięta przede wszystkim zakaz jego ruszania.

Rysa bez przymiotnika

Gdy mówimy, że rzeczy przechowują lęki, używamy metafory. Drewno może zachować ślad narzędzia, metal — grawerunek, papier — czyjeś pismo. Lęk wymaga człowieka, który rozpozna znak albo usłyszy historię.

Przedmiot bywa trwalszy od świadków. Pozostaje na stole, kiedy nie ma już kogo zapytać, co naprawdę się wydarzyło. W tę nierówność między trwałością rzeczy a kruchością wiedzy wchodzą opowieści. Czasem troskliwe, czasem okrutne, czasem zwyczajnie błędne.

Halloween lubi obietnicę, że rzecz nagle okaże się żywa. Wszystkich Świętych przypomina o rzeczach, które przetrwały czyjeś życie. Pomiędzy tymi datami mieści się pytanie mniej widowiskowe od klątwy: co właściwie dostałam razem z tym przedmiotem?

Nie musimy go od razu uniewinniać ani oskarżać. Możemy zacząć od rozróżnienia: to wiem z dokumentu, to usłyszałam, tego się domyślam. Brak odpowiedzi pozostaje brakiem odpowiedzi; nie staje się dowodem zemsty.

A potem obejrzeć rzecz jeszcze raz. Zobaczyć, gdzie starła się powierzchnia. Czy na odwrocie jest data. Czy rysa należy do przedmiotu, czy dopiero historia nauczyła nas widzieć w niej ostrzeżenie.

Przedmiot i jego opowieść — 5–10 minut pisania

Wybierz zwykłą rzecz. Przez chwilę opisz tylko to, co możesz zaobserwować: materiał, kształt, ślady używania. Potem odpowiedz swobodnie:

  • Co wiem o tej rzeczy i skąd to wiem?
  • Co usłyszałam od innych, a co sama dopowiadam?
  • Jakie wspomnienie lub uczucie przywołuje?
  • Jak opisałabym ją bez słów „przeklęty”, „magiczny” i „zły”?

Nie trzeba rozstrzygać rodzinnej historii ani niczego wyrzucać. To ćwiczenie obserwacji i pisania. Jeśli czegoś nie wiesz, zostaw w tekście miejsce: „Nie wiem, kto…”. Czasem właśnie od takiej luki zaczyna się własna opowieść.


Bibliografia

  1. British Museum, The Unlucky Mummy, opis obiektu w Google Arts & Culture.
  2. Roger Luckhurst, Unwrapping the Mummy’s Curse, „New Humanist”, 10.09.2012.
  3. Katherine Aitchison, The Mummy’s Curse: The Truth Behind an Edwardian Rumour, UCL, 29.05.2012 — relacja z wykładu.
  4. Helena Matute i in., Illusions of causality: how they bias our everyday thinking and how they could be reduced, „Frontiers in Psychology” 6, 888, 2015.
  5. Christopher C. French i in., The “Haunt” project, „Cortex” 45(5), 619–629, 2009.
  6. Laura R. Kim, Nancy S. Kim, A proximity effect in adults’ contamination intuitions, „Judgment and Decision Making” 6(3), 222–229, 2011.
  7. Yuko Shiraiwa, Mana Kurimoto, Kaori Karasawa, The meaning of mementos and continuing bonds with the deceased, „Japanese Journal of Social Psychology” 36(2), 49–57, 2020.
  8. Helen Hewson i in., The impact of continuing bonds following bereavement: A systematic review, „Death Studies” 48(10), 1001–1014, 2024; publikacja internetowa: 2023.