ARCHIWUM CIENIA
Odcinek 2
Cień przed Jungiem
Sobowtór, demon i obcy — dlaczego człowiek od tysięcy lat opowiada o swojej drugiej twarzy
„Jung nie odkrył cienia. Odkrył jedynie, że ludzkość od tysięcy lat opowiada o nim tę samą historię.”
PROLOG
Pierwszy człowiek, który zobaczył swój cień
Wyobraź sobie człowieka sprzed trzydziestu tysięcy lat.
Nie zna pisma.
Nie zna filozofii.
Nie zna psychologii.
Nie zna słowa „nieświadomość”.
Nie słyszał o Freudzie.
Nie słyszał o Jungu.
Nie wie nawet, czym jest religia, bo jeszcze nikt mu jej nie stworzył.
Jest noc.
Na skraju lasu płonie ogień.
Za jego plecami poruszają się inni ludzie. Słychać oddechy, trzask drewna, szczekanie psów i odległy ryk zwierząt.
Nagle podnosi wzrok.
Na ścianie skalnej widzi ogromną czarną postać.
Porusza ręką.
Postać robi to samo.
Robi krok.
Ona również.
Próbuje uciec.
Czarna sylwetka biegnie za nim.
Po raz pierwszy w historii człowiek spotyka istotę, której nie rozumie.
Swoje własne odbicie światła.
Swój cień.
Dzisiaj wiemy, czym jest zjawisko optyczne.
Ale dla ludzi epoki kamienia nie było to tylko zjawisko fizyczne.
Było doświadczeniem.
Czegoś, co jest mną…
i jednocześnie nie jest mną.
Antropolodzy zwracają uwagę, że w wielu kulturach cień nie był traktowany jako zwykły efekt światła. Bywał rozumiany jako znak obecności życia, siły życiowej albo jednej z postaci duszy. W licznych tradycjach obawiano się nawet utraty cienia lub jego „kradzieży”, ponieważ mogło to oznaczać osłabienie człowieka lub zagrożenie dla jego życia. Choć znaczenia te różniły się między kulturami, pokazują one, że cień od bardzo dawna był czymś więcej niż zjawiskiem optycznym. Nie był jedynie ciemną plamą na ziemi. Był symbolem. Symbolem obecności drugiego wymiaru ludzkiego istnienia.
Może właśnie dlatego niemal każda cywilizacja stworzyła własną opowieść o drugiej twarzy człowieka.
Historia starsza niż psychologia
Kiedy współcześnie wpisujemy w wyszukiwarkę hasło shadow work, otrzymujemy tysiące poradników, dzienników i filmów obiecujących spotkanie z cieniem.
Łatwo odnieść wrażenie, że jest to idea bardzo nowa.
Tymczasem jest dokładnie odwrotnie.
To jedna z najstarszych historii, jakie opowiada sobie ludzkość.
Zmieniają się tylko przebrania.
Raz cień nosi imię demona.
Innym razem staje się sobowtórem.
Bywa wilkołakiem.
Bywa wampirem.
Bywa bratem.
Bywa potworem mieszkającym w lesie.
Czasem przybiera twarz diabła.
Czasem przyjaciela.
A czasem własnego odbicia.
Dlaczego?
Bo człowiek od dawna zauważał coś niepokojącego.
Potrafił być czułym ojcem i okrutnym wojownikiem.
Potrafił kochać i zabijać.
Budować świątynie.
I palić miasta.
Ratować.
I zdradzać.
Nie znał podstaw psychologii.
Ale widział sprzeczności.
Nie wiedział że:
„Istnieje nieświadomość.”
Ale czuł:
„We mnie mieszka ktoś jeszcze.”
Najstarszy motyw świata
Badacze mitów od dawna zauważają coś zdumiewającego.
Kultury oddzielone od siebie tysiącami kilometrów i niemające ze sobą kontaktu tworzyły niezwykle podobne opowieści.
Pojawia się w nich tajemniczy bliźniak.
Fałszywy brat.
Człowiek zmieniający się w zwierzę.
Nieznajomy, który okazuje się tym samym człowiekiem.
Cień idący własną drogą.
Lustrzane odbicie.
Potwór mieszkający pod ziemią.
Demon podszywający się pod człowieka.
Historyk religii Mircea Eliade uważał, że takie obrazy nie są przypadkowymi wymysłami. Są symbolicznym językiem, którym kultury próbowały opowiadać o doświadczeniach trudnych do opisania zwykłym językiem.
Z kolei Joseph Campbell pokazał, że bohater niemal każdej wielkiej opowieści wcześniej czy później spotyka przeciwnika, który okazuje się jego własnym odbiciem.
Nie chodzi wyłącznie o walkę z potworem.
Chodzi o spotkanie z czymś, co należy do samego bohatera.
To właśnie ten motyw kilka tysięcy lat później Jung nazwie cieniem.
Nie dlatego, że wymyślił tę historię.
Dlatego, że rozpoznał jej wspólny wzór.
Kain nie jest tylko pierwszym mordercą
Jeżeli zapytamy większość ludzi, kim był Kain, odpowiedź będzie prosta.
Pierwszy bratobójca.
Pierwszy morderca.
Ale biblijna opowieść jest znacznie bardziej złożona.
Kain i Abel nie są jedynie braćmi.
Od wieków interpretatorzy widzieli w nich także dwie możliwości obecne w każdym człowieku.
Zazdrość i wdzięczność.
Gniew i zaufanie.
Pycha i pokora.
Poczucie odrzucenia i pragnienie uznania.
Opowieść nie zaczyna się od przemocy.
Zaczyna się od porównania.
Kain patrzy na brata.
Nie może znieść tego, że jego ofiara została przyjęta inaczej.
To niezwykle współczesny moment.
Przed nienawiścią rodzi się porównanie.
A zaraz po nim pytanie:
Dlaczego nie ja?
Psychologowie zajmujący się emocjami zazdrości zwracają uwagę, że porównanie społeczne jest jednym z najsilniejszych źródeł cierpienia i agresji. Kiedy własna wartość zaczyna zależeć od sukcesu drugiego człowieka, pojawia się podatny grunt dla wrogości.
Jung później nazwie podobne doświadczenia projekcją i cieniem.
Autor Księgi Rodzaju nie znał tego języka.
Ale doskonale znał człowieka.
Nieprzypadkowo przed zabójstwem Bóg mówi do Kaina:
„Grzech czyha u wrót. Łaknie ciebie, lecz ty masz nad nim panować.”
To zdanie przez stulecia interpretowano moralnie.
Po Jungu można je czytać również psychologicznie.
Jak ostrzeżenie.
Największe niebezpieczeństwo nie nadchodzi z lasu.
Siedzi już pod drzwiami.
Nie demon. Nie wilkołak. Nie sobowtór.
To dopiero początek.
W kolejnych tysiącach lat człowiek będzie nadawał tej tajemniczej sile setki imion.
Będzie nazywał ją demonem.
Wilkołakiem.
Wampirem.
Sobowtórem.
Diabłem.
Potworem.
Obcym.
Aż w XX wieku szwajcarski psychiatra Carl Gustav Jung napisze:
„To nie są tylko opowieści.
To symbole naszej własnej psychiki.”
Od tego miejsca zaczyna się następny rozdział naszej historii.
Laboratorium Cienia
Ćwiczenie otwarte nr 2
Przypomnij sobie opowieść z dzieciństwa, która naprawdę cię przerażała.
Nie analizuj jej jeszcze.
Zapisz jedynie:
- kim był potwór,
- czego chciał,
- czego bał się bohater,
- jak kończyła się historia.
Następnie zadaj sobie jedno pytanie:
Dlaczego właśnie ta opowieść została ze mną na tyle lat?
Nie szukaj od razu odpowiedzi.
Czasem cień najpierw przypomina się jako historia, którą słyszeliśmy przy ognisku lub przed snem.
Zapowiedź kolejnego odcinka
Przez tysiące lat człowiek bał się własnej ciemności.
Carl Gustav Jung zauważył jednak coś znacznie bardziej zaskakującego.
Nie wszystko, co wypieramy, jest mroczne.
Czasem do cienia trafiają nasze największe talenty, odwaga, twórczość, zmysłowość, radość i siła.
W następnym odcinku poznamy jedno z najbardziej niezwykłych pojęć współczesnej psychologii analitycznej – złoty cień. Spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak często zachwycamy się cechami innych ludzi, nie dostrzegając, że mogą być one także częścią nas samych.