Są książki o pisaniu, które uczą konstrukcji sceny, dialogu, fabuły i dyscypliny.
I są książki, które robią coś bardziej intymnego.
Nie mówią:
„napisz dobrze”.
Mówią raczej:
„usiądź. Posłuchaj. Zobacz, co naprawdę w Tobie żyje”.
Do takich książek należy „Księga alchemii. Twórcza ścieżka do życia pełnego inspiracji” Suleiki Jaouad.
To nie jest klasyczny poradnik kreatywnego pisania. To raczej dziennik przemiany, przewodnik po journalingu i zbiór kreatywnych promptów od pisarzy, artystów i myślicieli. Polska edycja ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros, ma 464 strony i premierę 11 lutego 2026 r. (Ksiazki.pl)
Suleika Jaouad jest autorką memoiru Between Two Kingdoms, twórczynią projektu The Isolation Journals i osobą, która wielokrotnie opowiadała o journalingu jako praktyce pomagającej przechodzić przez chorobę, niepewność i życiowe „pomiędzy”. W zapowiedzi książki mówiła, że pisanie dziennika pomaga jej nadawać sens trudnemu doświadczeniu i uruchamiać kreatywność. (People.com)
Książka jako pracownia, nie podręcznik
Najciekawsze w „Księdze alchemii” jest to, że nie obiecuje łatwej przemiany. Nie sprzedaje prostego hasła: „pisz codziennie, a Twoje życie się zmieni”.
Raczej proponuje coś dojrzalszego:
weź to, co trudne, niejasne, chaotyczne — i spróbuj zrobić z tego materiał.
Materiał do tekstu.
Do refleksji.
Do pytania.
Do powrotu do siebie.
Polskie opisy książki podkreślają, że powstała z myślą o trudnych momentach i daje narzędzia do mierzenia się z dyskomfortem, zdejmowania masek oraz szukania jasności i spokoju. (Lubimyczytać)
To bardzo „kingfisherowa” idea:
alchemia nie polega na tym, że cierpienie znika. Polega na tym, że przestaje być bezkształtną masą.
Zaczyna mieć język.
100 promptów, 100 dni, 100 wejść do siebie
Oryginalna książka The Book of Alchemy: A Creative Practice for an Inspired Life została zbudowana wokół idei 100 promptów i wypowiedzi zaproszonych autorów, artystów oraz myślicieli. W materiałach wydawcy pojawia się informacja, że Jaouad zebrała mądrość stu twórców w formie esejów i ćwiczeń pisarskich. (Amazon)
Wśród nazwisk wymienianych przy książce pojawiają się m.in. Elizabeth Gilbert, George Saunders, Ann Patchett oraz muzyk Jon Batiste. (People.com)
To ważne, bo książka działa nie jak samotny notes, ale jak krąg twórców.
Każdy tekst jest jak małe zaproszenie:
- zacznij od pamięci,
- zajrzyj do lęku,
- opisz ciało,
- wróć do miłości,
- przyjrzyj się temu, co stracone,
- zobacz, co jeszcze można zbudować.
Jedna z recenzji anglojęzycznych opisuje strukturę książki jako 10 tematów po 10 promptów: początki, pamięć, lęk, widzenie, miłość, ciało, odbudowa, ego, cel i alchemia. (Ann’s Words)
To nie jest więc przypadkowy zbiór ładnych pytań. To raczej ścieżka przez doświadczenie człowieka.
Dlaczego ta książka może zainteresować początkujących pisarzy?
Bo początkujący pisarz bardzo często popełnia jeden błąd:
czeka, aż będzie miał „pomysł”.
A journaling uczy czegoś odwrotnego:
pomysł nie zawsze przychodzi z góry. Czasem trzeba go wydobyć z własnego chaosu.
Dla twórczej osoby prompty są jak małe drzwi. Nie trzeba od razu pisać powieści. Nie trzeba mieć projektu. Nie trzeba wiedzieć, „kim się jest jako autor”.
Wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie.
A potem jeszcze jedno.
I jeszcze jedno.
Właśnie dlatego Księga alchemii może być tak cenna dla osób, które chcą pisać, ale nie wiedzą od czego zacząć. Uczy, że pisanie nie musi zaczynać się od ambicji. Może zacząć się od zdania:
„Nie wiem, co chcę powiedzieć, ale…”
Nie tylko dla pisarzy
To jednak nie jest książka wyłącznie dla ludzi, którzy chcą pisać zawodowo.
Jedna z recenzji podkreśla, że książka sprawdzi się nie tylko u pisarzy szukających pomysłów na teksty, ale u każdego, kto chce potraktować journaling jako praktykę zabawy, refleksji i terapii codzienności. Recenzent zaznacza też ważną rzecz: pisanie nie usuwa bólu „magicznie”, ale pomaga nadać mu sens i przekształcić doświadczenie w sztukę. (John Walters)
To bardzo uczciwe.
Bo dziennik nie jest cudownym lekiem.
Ale może być:
- miejscem, gdzie przestajesz uciekać od siebie,
- laboratorium języka,
- schronieniem,
- szkicownikiem duszy,
- przestrzenią, w której chaos zaczyna układać się w obraz.
Alchemia jako metafora twórczości
Tytułowa alchemia jest tu piękną metaforą.
W dawnych opowieściach alchemik próbował przemienić ołów w złoto.
W książce Jaouad „ołowiem” może być:
- choroba,
- strata,
- lęk,
- nuda,
- rozpad,
- samotność,
- codzienny chaos,
- niewypowiedziane emocje.
A „złotem” nie jest spektakularny sukces.
Złotem może być jedno zdanie, które wreszcie brzmi prawdziwie.
Jedno wspomnienie, które przestaje boleć tak bezkształtnie.
Jedna kartka, po której człowiek rozumie siebie trochę lepiej.
Jak czytać „Księgę alchemii”?
Najlepiej nie jak zwykłą książkę.
Nie trzeba jej „przeczytać” od początku do końca i odłożyć na półkę.
Lepiej potraktować ją jak:
- notes do rozmowy ze sobą,
- 100-dniową praktykę,
- warsztat kreatywności,
- rytuał powrotu do pisania.
Można wybrać jeden prompt dziennie.
Można pisać przez 10 minut.
Można nie pisać pięknie.
Można wracać do tych samych tematów.
Bo w journalingu często nie chodzi o nowe odpowiedzi.
Chodzi o to, żeby usłyszeć pytanie, które od dawna w nas czekało.
Dla kogo jest ta książka?
Dla osób, które:
- chcą zacząć pisać, ale boją się pustej kartki,
- prowadzą dziennik,
- interesują się porannymi stronami,
- lubią kreatywne prompty,
- przechodzą przez trudniejszy czas,
- chcą pisać bardziej intuicyjnie,
- szukają mostu między twórczością a samopoznaniem.
I dla tych, którzy czują, że ich życie jest pełne materiału, ale jeszcze nie wiedzą, jak zamienić go w opowieść.
Zakończenie: pisanie jako mała alchemia
Księga alchemii nie mówi: „bądź wielkim pisarzem”.
Mówi coś czulszego:
zapisz jedną prawdę.
Jedno wspomnienie.
Jeden lęk.
Jedno pytanie.
Jeden obraz.
Jedno zdanie, które od dawna chodzi za Tobą jak cień.
Bo może właśnie od tego zaczyna się pisanie.
Nie od perfekcji.
Od odwagi, żeby nie odwracać wzroku.