Archiwa tagu: #Kingfisherprzykawie

Może o mazurkach…

Dwie godziny nieróbstwa są dla mnie wydarzeniem miesiąca. Odpoczynek. Uczę się jego jak modlitwy. Oddychanie pomaga. Zmniejszam ilość zadań. Głęboka praca tylko do środy. Od czwartku tylko obróbki ale zmęczenie z trzech dni poniewiera mój umysł. Ćwiczę odpoczynek.

Od 17. do 18:30 bezmyślnie oglądam telewizję. Nie mogłam zasnąć. Pól głowy pulsuje jakby prawa strona chciała się gdzieś urwać. Nie wytrzymuję biorę proszki. Chwila ulgi. Odpoczywam.

Leżę.

Obiecałam sobie pisać codziennie. Kreatywne pisanie. Akurat.

Za oknem 28 stopni. Powietrze jak przed burzą. Nie do wiary, już jesień.

Piszę.

Może o mazurkach. Mazurki na płocie.

Wrócił J. Rozmowa.

Nie piszę. Niepiszę.

Wczoraj zabłądziłam na bagnach

Nie są rozległe. Chociaż, może, jak widać nie wiem o nich wszystkiego. Krążą różne legendy. Również taka, że kiedyś olbrzymie, ciągnące się aż do miasta, po wojnie zostały osuszone do wielkości niewielkiego błotniska. Teraz obchodzę je dookoła wraz ze stawem w niecałą godzinkę. Czasem wydłużam sobie spacer wybierając którąś ścieżkę saren, zwykle łączy się z wyjeżdżoną przez leśników trawiasto błotną drogę… Nie tym razem.

Ta doprowadziła mnie do nieznanego punktu gdzie błoto było bardziej rzadkie, więcej powalonych drzew z wystrzelonymi do góry korzeniami i trawą żubrówką? Nie poznaję. Grunt zaczynał się zapadać jak w złym śnie a nerwowe obroty wokół własnej osi pogłębiały tylko dezorientację. Gdzie ja kur*a jestem, wrzeszczał mój wewnętrzny krytyk. Co to za miejsce?

Pewnie to małe stado dzików zrobiło sobie legowiska i zmieniły krajobraz z kolorowych mchów w zryte szerokimi nozdrzami czarne błotnisko, klepisko. Nawet potok nie przypominał siebie. Z prostego nudnego paska wody zmienił się w powykręcaną wstęgę. Gdzie ja jestem? Nawigacja nie jest moją mocną stroną, ale zawsze wiedziałam gdzie są moje buki, a gdzie iglaki, słowem wszystko to co zwykle, znajome – rozpoznawalne. Cholera, muszę włączyć dane, i ustawić mapy na staw. …Ale cisza! Ta cisza do mnie krzyczy. Rusz się! Instynkt. Tak w takiej ciszy włącza się instynkt. Muszę trzymać się potoku zanim mapy ruszą. Wzdłuż potoku, to jedyna właściwa opcja. Tak zrobię. Ale w kierunku… Za plecami. Tak. Rzadsze drzewa. Prześwity w koronach olch i buków. Tam. Tylko tam może być droga. Cisza gęstnieje.

Ale uczucie. Strach. Umiarkowany, ale jednak…

Jak na prawdziwych bagnach. Postukiwania dzięciołów i kowalików cichną. W dali tylko zawodzi, a raczej wyje dzięcioł czarny. Tyle zieleni i mnóstwo powalonych drzew utaplanych w niewielkich oczkach wody. Małe seledynowe żabki wskakują w panice do wody przy każdym kroku. Wykroty w różnych fazach rozkładu są porośnięte mchami i małymi białymi grzybkami. Wilgoć paruje mleczną mgłą. Zapach dzików…, a może bobrów unosi się w przestrzeni. Na pewno jest tu „kopiec” wydry usypany jak mrowisko tyle, że w miejsce igieł zwierzak nasypał pełno drobnych gałązek. Lepiej tam nie podchodzić.

Nie widać śladów saren. Więc to zła droga. Trochę w lewo, pod górkę. Tak! Wdrapię się na szczyt. Stamtąd zobaczę… Górka jest stroma, mokre kalosze nie trzymają się podłoża. Mokre liście działają jak ślizgawka. Jednak trzymam pion, już tyle razy zaliczałam w tych lasach glebę, że mięśnie przekazały mózgowi wiadomość, żeby zbytnio nie prostować kolan i podchodzić bokiem do ściany. Widać nory lisów ukryte pomiędzy korzeniami… a tak w ogóle, dalej cisza. Tylko w sąsiedztwie drapieżników jest cichsza od innych. Nieskończenie cicha. Pot spływa mi po twarzy. J. będzie miał ubaw. A później mnie opie*oli. Ale…

No. Chyba coś kojarzę, dół przede mną… a za nim, moje znane bagno z niewyrośniętymi dębami i iglakami. Zatrzymuję się, żeby rozejrzeć się jeszcze raz. Spójrz w niebo. Tak! Korony drzew są zwarte i pojawiły się brzozy. Białe chmury na sinoniebieskim niebie. Strach z paniką zamienia się w taki zwyczajny strach samotnych leśnych spacerów. Zaczynają piszczeć sikorki i raniuszki. Dywan jeszcze zielonych krzewów borówki zaczyna rozciągać swój dywan. Resztki jagód na gałązkach koją pragnienie lepiej niż woda, której nie chciało mi się pakować. Cisza rozwiała się w resztkach mgły i skrzydłach ptaków. Dobrze. Poznaję. Jeszcze dwa kroki i znajoma droga… a po środku w trawie ciemno brązowy kapelusz koźlarza. Dolinka Koźlarzy! Właśnie zaczynają „kwitnąć” w nogach swoich matek brzóz. Dla nich życie zaczyna się na nowo… A ja, cóż… jestem na właściwej drodze. Oby.

Filmy we mgle

Oglądamy filmy. Taki nasz wieczorny odpoczynek. Dla mojego syna stał się prawie obsesją. Ma listę na, której odhacza produkcje od Wes’a Andersona poprzez Andreja Tarkowskiego (co wzbudza we mnie mieszane uczucia), w środku inni, których nazwisk nie pamiętam. A na końcu dziwaczne perełki z różnych platform, których treści ulatują jak dym. Nie powiem, nierzadko się nudzę, ale są momenty olśnienia, to dobrze wpływa na moją pisaninę. Później mam czas na podcasty…, a później znowu leci nowy stary hit. I tak w kółko.

Jest jeden reżyser, który potrafi cudownie roztaczać mrok w cichym akompaniamencie niepokoju i mgły – to Jeremy Saulnier. Powstrzymać mrok . Rzadkość. Polecam.

Dołączyłam do jego listy Ciało, Małgorzaty Szumowskiej. Był zaskoczony.

A w najbliżej przyszłości stawiam na Górę Waszyngtona (Infinite Storm, 2022). O którym, jakby za cicho moim zdaniem.

Mrok jest w ludziach. Sami sobie wymyślili to pojęcie. Zdefiniowali jako ciemną szarość pojawiającą się po zachodzie słońca lub po zgaszeniu światła. Bardziej podoba mi się „wydarzenie odległe, zapomniane, niewyjaśnione”, ponieważ nosi w sobie pierwiastek zagadki. Jako cecha charakteru jest, jakby smutną nazwą sąsiada, po którym nikt się nie spodziewał, że zakopie listonosza pod płotem. Dla mnie mrok to mgła. Musi być mgła, żeby z jej wnętrza w smugach szarości wydobywał się bliżej nieokreślony kształt. Mgła to przedsionek mroku, noc to jej środek. Koniec ma kolor czarny. Jest cichy i niezauważalny .

Przeurocze piątki

Kiedy jeszcze wakacje toczą się w swoim spokojnym torem, piątki są gwiazdami, które lśnią jak podwójne nagrody na sierpniowym nieboskłonie. Tak dobrze bywa tylko czasami. A ten czas szybko znika. Świerszcze pod tarasem koncertują przez prawie całą noc. Najedzone ważki poszły już spać. Staw topi się w bezkarnych komarach. A noc gorąca jak widać. A od Hanki miały być zimne wieczory i ranki.

Po co nam ta jesień? Tak sobie myślę, że gdyby globalne ocieplenie ruszyło z kopyta, wydłużyłoby się nasze lato. To byłby duży plus. Kiedy wreszcie rzeczywistość przestanie dzielić się na wakacje i rok szkolny…

Odpuszczam sobie wrześniowe lęki. Komfort ciszy wciąga mnie bez granic. Niech sobie sami robią kolację.

Z tarasu wyganiają mnie spadające na tablet ćmy. Ciemność gęstnieje. Czas zacząć trzecią część dnia. Białe wino czeka w lodówce. Jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze… jest.

Mokrym świtem idę w sarny In the dew-wet dawn, I go to the deer

Spotkania z tymi oczami jest zawsze rodzajem pewnej cudowności, która przynosi ukojenie. Uwielbiam ten stan. Ten kontakt leczy rozproszone umysły. Uspokaja. Przenosi. Polecam

Oderwanie

Pamiętam moment rozsiadania się wszystkich przy dużym drewnianym stole przed domem. Z boku szumiał ogniem wielki kamienny grill, w którego brzuchu, w dymie drewna oliwnego dochodziły wałeczki chorwackich mielonek Cevapčići. (To rodzaj bałkańskich kotletów na patyku przygotowywanych z mięsa mielonego z dużą ilością cebuli i przypraw. Kotleciki można przygotować zarówno na ruszcie jak i w piekarniku). Były też przeplatane kolorami szaszłyki i słodkie kotleciki do hamburgerów bez bułek. Zagryzaliśmy lokalnym kruhem, ulubionym pieczywem J.

Gospodarz powoli przewracał skwierczące mięso i opowiadał o winie stojącym w plastikowych butelkach przed nami, kupionych przez J. u sąsiadki gospodarza – Duszeńki. Specjał był wyjątkowy, jeśli nie zjawiskowy dzięki klimatowi i położeniu „przechowuje” w swym wnętrzu zapach słońca, morskiego powietrza, gór i ziół.

Wino w tym regionie, a chodzi o półwysep Peljeśac opisują blogerzy: „Winnice pokrywają duże połacie półwyspu Pelješac, zaczynając od Ston i ciągną się na północny zachód do obrzeży Orebića. Wbijają się w misy żyznej gleby, które znajdują się między zazębiającym się systemem górskich grzbietów lub rozciągają się po stromych zboczach południowego wybrzeża półwyspu. Pelješac słynie z aksamitnego, czerwonego wina produkowanego z autochtonicznej winorośli plavac mali. […] Wina Plavac mają głęboki kolor i są bogate, owocowe i pełne. Zawierają dużą ilość tanin i stosunkowo wysoki poziom alkoholu (13-15%). Wilgotna gleba winnic znajdujących się nieco w głębi lądu produkuje Plavac mali, który jest lżejszy i nieznacznie mniej wyróżniający się niż Plavac mali, który pochodzi z kamienistego południowego wybrzeża, gdzie suche warunki i słona bryza dają winorośl o niskim plonie, ale o bogatym smaku. Wina z południowego wybrzeża są tak specyficzne, że były jednymi z pierwszych win chorwackich, którym przyznano nazwę oznaczającą wioskę, z której pochodzą. Na przykład Dingač i Postup, osady położone na wschód od Orebića. Zbieranie plonów z porośniętych winoroślą zboczy powyżej Dingač i Postup wymaga niezwykle ciężkiej pracy. Niektóre winnice są tak strome, że zbieracze winogron muszą związać się linami i prawie zjechać po linie, aby zebrać owoce. Turystyka winiarska jest coraz bardziej popularna na Pelješcu. Półwysep jest idealnym miejscem do degustacji i kupowania wina. Coraz więcej najlepszych winnic takich jak Korta Katarina i Saints Hills, ma teraz centra dla odwiedzających, w których można spróbować wina i dokonać zakupów. Wioska Potomje jest pełna małych rodzinnych winnic, z których wiele w okresie letnim sprzedaje swoje produkty w małych sklepach lub na straganach przydrożnych„. Historię tych win i Peljeśacu najlepiej opowiada Robert Makłowicz na swoim kanale.

Była, też travarica. Travarica to popularny w Chorwacji (szczególnie na Istrii) rodzaj Rakiji aromatyzowanej ziołami – po chorwacku travam oznacza tyle co trawa co można utożsamiać z liśćmi i gałązkami ziół, które pływają w butelce z alkoholem, oddając jej zielonkawo-złoty kolor. Gorzkawą bazę smakową nadaje wódce dodatek m.in. ruty zwyczajnej, która ma także działanie bakteriobójcze. Travaricę zazwyczaj serwuje się na początku posiłku. Jednak nasz gospodarz nakazywał, żeby pić ją na czczo każdego ranka. W aromacie travaricy przeważały szałwia i rozmaryn. Tym właśnie pachniał J. przed plażowaniem. Gospodarz opowiadał różne ciekawe historie w tym, rodzina, dzieci, wnuki…, że żona daleko wynajmuje pokoje, a córka z zięciem Austriakiem na zawodach łodzi w Korćuli…, że ziemia czeka na sprzedaż a dom budował tylko dwa lata… Jednak wraz z końcem czerwonego napoju bogów od Duszeńki, opowieści te wkraczały na drugi nierealny plan. Powtarzaliśmy i podnosiliśmy do potęgi słowo „hvala”. Przez chwilę czuliśmy się wolni, szczęśliwi i wypoczęci… Również na chwilę odwiedził nas Maestro od klepek, kolega zza płotu. Prawie tego nie rejestrowałam. Tylko śmiech z koszulki z Jimim Hendrixem na wypłowiałym żółtym tle… Dobry czas oderwania zatrzymuję na najwyższej półce mojego umysłu.

źródło: rego-bis.pl i inni

#art #astrologia #birds #celtowie #creative-writing #duchowość #dusza #emocje #energia #ezoteryka #filozofia #fizyka #forest #grzyby #inspiracje #intencja #intuicja #Kingfisherprzykawie #kreatywność #książka #księżyc #kwantowa #magia #mushrooms #myśli #natura #nature #nauka #okultyzm #pisanie #podświadomość #pole #psychologia #ptaki #rytuały #rzeczywistość #sny #spokój #symbole #twórczość #umysł #warsztat #wild #zima #świadomość

Nasycenie

Dochodzi 11:00. Taras skąpany w słońcu. Upał bez wiatru nie pozwala na odprężający oddech. Zimna wiosna odeszła w zapomnienie.

Podróż z Chorwacji trwała bite dwa dni. Jeden nocleg nie zregenerował sił na tyle by na miejscu zająć się czym trzeba. Marudzące dzieci zostały odwiezione do miasta. My dostaliśmy spokój, który słusznie został nam przydzielony. Powietrze nasączone żywicą uwalnia się ze świerkowego olbrzyma. Amatorzy kąpieli w zarośniętym zielonym kożuchem stawie jeszcze nie wstali z łóżek więc cisza jeszcze rozpływa się przyjemnie po całym ciele. Nie mam ochoty fotografować ani nadrabiać przedurlopowych zaległości. Jest dobrze. Mój pracoholizm jeszcze się nie włączył. Lekcje z poradników o odpoczywaniu i mindfulness zrobiły swoje. Jestem w stanie błogości. Nie czuję parcia. Nie zaczynam nowego. Czuję przepełnienie. Przesilenie winno-rybno-owocowe utrzymuje się na stałym full poziomie, po części dzięki zapasom jakie ze sobą przywieźliśmy. Zapach słodkich krzewów i gorzkiego rozmarynu zostało w nozdrzach, świerkowy aromat pozostaje poza zasięgiem. Ze spuchniętych kostek regularnie schodzi powietrze a kręgosłup przestał marudzić.

W głowie mam tylko Adriatyk i zielone góry. Nie chcę już być ani tam, ani tu. Niczego nie potrzebuję. Czuję przesyt. Nasycenie wszystkim co było. Przede mną długi dzień bezczasu.

Forest Mindfulness

Las to zielona energia. Idę tam i oddycham. Nie działam. Nie myślę. Zwalniam. Czuję.

Trzy wymiary

Świadomość, empatia i kreatywność. Oto trzy wymiary. Świadomość to bycie, empatia to współodczuwanie, a kreatywność to działanie.

Z tym, że działanie musi być dobrze zrozumiane. „Działanie” to nie „działalność” jak twierdzi Oshio: Działanie, jest wtedy gdy sytuacja wymaga byś coś zrobił i ty w odpowiedzi to robisz. Działalność to coś, na co aktualna sytuacja nie ma wpływu; nie jest odpowiedzią. Jesteś tak spięty wewnętrznie, że niemal każda sytuacja stanowi pretekst, aby coś zrobić. Działanie jest efektem spokoju umysłu a to najpiękniejsza rzecz na świecie. Działalność wynika z niepokoju. Działalność dźwiga bagaż z przeszłości. Nie jest odpowiedzią na „teraz”...

Las to drzewa. Idąc do lasu musisz widzieć drzewa. Korzenie, ściółkę, kwiaty, grzyby pod stopami. Chociaż słowo musisz, jest tutaj nie na miejscu, powinieneś zauważać to, co jest dla ciebie ciekawe, usłyszeć, co kojące, poczuć co wonne, dotykać, co delikatne, smakować co słodkie. Twoje działanie ma być spontaniczne, wygodne i odprężające. Poczuj pod stopami energię Ziemi i Drzew. Poczuj, że wszyscy jesteśmy z tej samej materii. Nasze energie przenikają się i splatają. My i las jesteśmy jednością. Dobrze sobie życzymy. Razem możemy być spokojni…

„Nic nie rób z ciałem z ciałem, jedynie je odpręż” ~ Tilopy

Odprężenie jest możliwe, kiedy nie czujesz przymusu robienia czegoś. Czujesz się dobrze sam ze sobą. Poczuj się jak w domu.

Zamknij oczy. Weź głęboki wdech. Poczuj wiatr na skórze, usłysz szum w koronach drzew. Poczuj zapach ziół, kwiatów, igieł i liści. Policz do pięciu.

Zrób wydech. Wyrzuć z siebie zanieczyszczone powietrze. Jakie dźwięki słyszysz wokół siebie?

Odpręż się. Oddychaj głęboko jeszcze przez chwilkę. Zwolnij i usiądź w bezpiecznym miejscu. Postaraj się mieć pustą głowę. Nie myśl o niczym przez 2-5 minut. Do niczego się nie zmuszaj. Możesz tylko siedzieć. Bez celu. To wolność!

#art #astrologia #birds #celtowie #creative-writing #duchowość #dusza #emocje #energia #ezoteryka #filozofia #fizyka #forest #grzyby #inspiracje #intencja #intuicja #Kingfisherprzykawie #kreatywność #książka #księżyc #kwantowa #magia #mushrooms #myśli #natura #nature #nauka #okultyzm #pisanie #podświadomość #pole #psychologia #ptaki #rytuały #rzeczywistość #sny #spokój #symbole #twórczość #umysł #warsztat #wild #zima #świadomość

Deficyt natury

Richard Louv w swojej książce Ostatnie dziecko lasu ukuł pojęcie „Deficyt natury”. Książka szybko stała się lekturą dla nauczycieli i pedagogów. Dla mnie jest wspomnieniem o tym, czym kiedyś było dzieciństwo, taki „slow down” pod kamieniem, na drzewie, z patykiem i mrówką.

W książce znajdziemy m.in. wzmiankę o Howardzie Gardnerze, znanym z „inteligencji wielorakiej”.

Howard Gardner sformułował swoją słynną teorię inteligencji wielorakiej już w 1983 roku. Gardner przekonywał, że tradycyjne pojęcie inteligencji oparte na testach IQ jest zbyt ograniczone, proponując w zamian 7 rodzajów inteligencji, które miałyby objąć szerokie spektrum potencjału intelektualnego u dzieci i dorosłych. Zaliczył do nich: inteligencje językową (sprawność językową), inteligencję logiczno-matematyczną ( sprawność w liczeniu i dowodzeniu logicznym), inteligencję przestrzenną (dobra analiza obrazu), inteligencję cielesno-kinestetyczną (sprawność fizyczna), inteligencję muzyczną (sprawność muzyczną), inteligencję interpersonalną (znajomość samego siebie). Później dodał także ósmy rodzaj: inteligencję przyrodniczą (wrażliwość na przyrodę). Jako jej przykłady możemy podać Karola Darwina, Johna Muira i Rachel Carson. Grandę tłumaczył:

U podłoża inteligencji przyrodniczej leży ludzka zdolność do rozpoznawania roślin, zwierząt i innych elementów środowiska naturalnego, takich jak chmury czy skały. Wszyscy to potrafimy: niektóre dzieci (specjaliści od dinozaurów), a także wielu dorosłych (leśnicy, botanicy, anatomowie) osiągają w tym wyjątkową sprawność. Chociaż ta zdolność wyewoluowała niewątpliwie w celu lepszego radzenia sobie z elementami przyrody, obawiam się, że obecnie jest stosowana glinie w świecie wytworów ludzkich rąk. Świetnie radzimy sobie z rozróżnianiem na przykład marek samochodów, tenisówek i biżuterii, ponieważ nasi przodkowie musieli być w stanie rozpoznać drapieżne zwierzęta, jadowite węże i jadalne grzyby.

Howard Gardner

Monumentalne badania Gardnera, tak istotne dla rozwoju publicznej i prywatnej edukacji, przy pomocy najnowszej neurofizjologii próbowały wykazać obszary mózgu odpowiedzialne za poszczególne typy inteligencji… Niestety nie udało mu się jednak dokładnie określić obszaru mózgu związanego z inteligencją przyrodniczą. – Richard Louv, Ostatnie dziecko lasu…, 2014

Kiedy byłam dzieckiem podwórko było powszechnie uznawaną normą. Tam toczyło się życie. Tam doświadczałam pierwszych sukcesów i porażek. Byłam łąką i drzewami za blokiem. Betonowe blokowisko miało jeszcze spore kwadraty przestrzeni podzielone na pola rzepaku i działki ze starymi jabłoniami. Za górką było pastwisko ze wszystkimi polnymi kwiatami, na którym pasły się baranki w tym jeden czarny. Każdy z nas miał psa lub kota. Chłodziliśmy się w cieniu drzew… lub wspinaliśmy się na nie. Każdy liść był wyjątkowy…

Odróżnialiśmy robaki, które wgryzały nam się w skórę i zioła kojące ich jad.

Teraz beton zarósł całe miasto. Nie każdemu to przeszkadza. W końcu koła nie zapadają się w błocie.

Teraz, dzisiaj mam uczucie ciągłego braku przestrzeni. Braku słońca na twarzy. Braku lasu. Wody i wakacji. Jestem wielofunkcyjną matką od biegunek, zmian nastrojów, organizacji pracy w 15. minutowych przedziałach między praniem, prasowaniem, gotowaniem i publikowaniem. Chcę wolności – mam kołowrotek z chomikowej klatki.

Jak uciec, wyrwać się, móc przestać kiedy zawsze zwycięża pracoholizm i niedosyt?

Nie mam recepty. Mam braki.

Uczę się w przerwach wizualizować w umyśle mój ulubiony staw i ptaki… i ciszę. Las i mokradła za wodą. Spokój drzew i saren. Czasem wychodzi całkiem dobrze ale…

Brakuje gorąca. Palącej skóry. Brakuje podróży w przepoconym aucie. Kłótni o drogę. Wymiotów na postojach. Zapomnianych szczoteczek do zębów i kąpielówek. Zacinającej mapy Google i kolejek na granicach i bramkach… Drapieżnych ptaków zastygających na płotach w ciągłym zdziwieniu „gdzie tak gonisz kretynie”. Bagien, splątanych krzewów przy bagnach, skał i gór… niebieskich oceanów i czerwonych zachodów przy palmach. Deszczowych gór Bośni, uśmiechniętych sprzedawców oliwy w Chorwacji i tego uczucia, że teraz wszystko możesz, wszystko jest możliwe… Wszystko się uda, możesz jechać gdzie chcesz… Krótkie przebłyski optymistycznych taśm błękitu i żółtego. Chcę wreszcie wyjechać!

#art #astrologia #birds #celtowie #creative-writing #duchowość #dusza #emocje #energia #ezoteryka #filozofia #fizyka #forest #grzyby #inspiracje #intencja #intuicja #Kingfisherprzykawie #kreatywność #książka #księżyc #kwantowa #magia #mushrooms #myśli #natura #nature #nauka #okultyzm #pisanie #podświadomość #pole #psychologia #ptaki #rytuały #rzeczywistość #sny #spokój #symbole #twórczość #umysł #warsztat #wild #zima #świadomość