Archiwa tagu: #Kingfisherprzykawie

Niedługo będziemy wolni od braku słońca

Czwartek

Słyszę tupot cienkich nóżek gołębia na moim blaszanym parapecie. Wróciłam z wędrówki po sklepach i budkach z pieczywem. Zdobyłam ostatniego jasnego rogala z tych przypominających prawdziwe rogale i worek „ prawdziwych” pampuchów, tych przypominających domowe. Pogoda jakby zimowa. Arktyczne powietrze uderzało nieprzyjemnie w twarz wilgocią i niecierpliwością. Mimo tego i tak czuło się wiosnę. Widziałam na trawniku przed domem cztery stokrotki z różowo białymi płatkami lekko przyczesanymi na prawą stronę i jednego ciemno fioletowego fiołka. Na żywopłocie rozwinęły się podłużne listki przedzielone nerwem środkowym jak przedziałkiem z daleka tworzą lekko zielona mgiełkę na długim odcinku drogi. Ludzie jakby cichsi niż zwykle. Zakapturzeni. Niekontaktowi. Sprzedawcy siedzący tyłem do wystaw w nienaturalnym zgarbieniu jakby w oczekiwaniu na skok do lepszego wymiaru. A to wszystko otoczone szarymi chmurami na, które nachodzą szybsze, ciemniejsze obłoki nadając kontrastu. Kikuty drzew dalej uśpione. Trwają bezczynnie na skrajach ulic tworzą szkielety i drabinki dla gawronów i kawek. Gołębie przelatują zwartymi szykami nad pudełkami bloków rozpraszając na chwilę bezczynność tła. Nicość oczekiwania jest dzisiaj bardziej dotkliwa niż zwykle. A jednak coś się tli. Zawsze jest coś czego można się przytrzymać. W końcu to końcówka lutego. Niedługo będziemy wolni od braku słońca mam nadzieję.

Śląskie Davos. Szwajcarskie Sokołowsko. Buczynowe uzdrowisko

Poniedziałek nadszedł tym razem spodziewanie z całą masą sprawunków. Jednak ich znaczenie jakby zmalało. Moja uwaga się do nich nie przykłada. Wrażenia zobowiązań jest jakby za mgłą, jakby poza moją jurysdykcją cokolwiek to znaczy. Wszystko co muszę ukryło się po prostu w jakiejś dziurze, która jest teraz nieistotna i można ją na chwilę zakopać i przydeptać podeszwami. Czas nie jest nachalny. Nie przyspiesza. Nie panikuje. Woda z kranu kapie wolniej. Za szybą świat wypełnia się dźwiękiem stłumionych warstw głosów przekrzykujących się piskliwości ptaków. Ich wielość wypełnia całe tło ulicy. Jest jakby wiosennie. Trzymam się tej myśli i zapachu wpływającego przez uchylony lufcik plastikowego okna. Przyroda zawsze znajdzie drogę do mojego mózgu. Spływa do każdej komórki, żeby wypełnić je światłem i nową energią. Oj, poszło by się nad rzekę, ale w tak zawalonym harmonogramie wizyta wypadłaby na godziny wieczorne, kiedy ciało już raczej odmawia posłuszeństwa, szkoda. Odbijemy sobie w środku tygodnia.

Buczynowy las

Mam w głowie buczynowy las z naszej sobotniej wycieczki. Srebrne kory buków z kreseczkami spływającej wody. Nieustający deszcz tonizujący umysł jak muzyka od mnichów tybetańskich z YouTube. Byliśmy w Sokołowsku. Tym Sokołowsku z Empuzjon Olgi Tokarczyk… Jakim trzeba być ignorantem, żeby mieć pod nosem takie miejsce i nie korzystać z niego zwłaszcza w covidovej zawierusze jeszcze dwa lata temu albo i teraz, kiedy prątki tej zarazy jeszcze krążą w powietrzu pod różnymi mutacjami kaszlu, wydzielin, rozwolnień i bóli wszystkich możliwych organów.

Sokołowsko ze względu na dość tajemnicze położenie między górami, potokami i gatunkami drzew oraz z zagadkowym podziemnym jeziorem opisanym w książce stało się kurortem dla gruźlików z całego świata. Warunki jakie sobą reprezentowało wystarczyło kuracjuszom do poprawy zdrowia swoich płuc i serca gdzie panaceum na wszystko stanowiły w głównej mierze spacery „zdrowotnymi ścieżkami”. Tak, spacery zapisywane na receptę przez ówczesnych doktorów. Zupełnie jak w przypadku dzisiejszych kąpieli leśnych dla uspokojenia nerwów, redukcji lęków i obniżenia ciśnienia. Powolne spacery wyznaczonymi trasami bez nerwowych rozmów. Takie były zalecenia. Takie wyczytałam w Empuzjonie. Tak więc specyficzne położenie uzdrowiska było kluczowe. Tu klimat był inny niż w tradycyjnych górach za sprawą właśnie tego podziemnego jeziora, o którym jeszcze nie znalazłam wzmianki w innych źródłach niż książka. Klimat Nie tak zimny w odczuciu ale przystępny i dbający o drogi oddechowe lepiej niż atrakcje uzdrowiskowe w innych górskich uroczyskach. Odpowiednie gatunki drzew, mchów i porostów oraz sieć potoków składają się na ten unikalny mikroklimat, dobrostan dla naszych wymęczonych, przyduszonych organizmów. Dobre miejsce na spacery dla małych i dużych zamiast sztucznych inhalacji, nebulizacji mamy naturalny lek na płuca zaledwie 40 minut od miasta. Czytajcie Noblistów a będzie Wam dane…

„W Sokołowsku występują dwa poziomy klimatyczne o silnym zróżnicowaniu: poziom dna dolinnego (sanatoria) i poziom południowego stoku (od 600 do 620 m n.p.m.). Dno doliny charakteryzuje się zacisznością – prędkości wiatrów są tu minimalne. Na stokach wiatr znacznie przyspiesza. Wiatry z kierunków wschodnich są bardzo rzadkie. Sokołowsko jest najzimniejszą miejscowością tej części Gór Suchych. Występuje tu stosunkowo długa zima i krótkie lato, a także obfite opady deszczu, z których 61% spada latem, z maksimum w lipcu.”

Symbioza natury i kultury
„Sokołowsko to miejscowość w gminie Mieroszów w powiecie wałbrzyskim. Leży w Górach Suchych,najwyższym paśmie Gór Kamiennych. Strome zbocza tych nie najwyższych gór (Waligóra ma 936 m n.p.m.) sprawiają, że są one niekiedy nazywane „sudeckimi Alpami” (nieoficjalny szlak pieszy wyczynowy wiedzie przez szczyty z „Korony Sokołowska” – najwyższe góry pasma Gór Suchych, leżące na polsko-czeskim pograniczu). Wieś zamieszkuje niespełna 1000 mieszkańców. Jest jedną z największych miejscowości gminy. Odwiedzają ją też turyści i kuracjusze.” – https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

HISTORIA SANATORIUM DR BREHMERA

Pierwsza wzmianka nt. Sokołowska pojawia się w 1357, jako istniejąca wieś założona najprawdopodobniej przez zakon benedyktynów w Broumově. Do końca XV wieku Sokołowsko miało kilku właścicieli.

W 1509 r. Sokołowsko wraz z pd. częścią księstwa świdnickiego nabył hr. von Hochberg, który założył rodową siedzibę w Książu. Do połowy XIX wieku w Sokołowsko nie różniło się niczym od innych wsi w dobrach Hochbergów. Zmiana w losach wsi nastąpiła w 1849 r., kiedy na wypoczynek zajechała hr. von Colomb. Zachwycona krajobrazem Sokołowska namówiła swojego szwagra dr Hermanna Brehmera na utworzenie uzdrowiska leczącego metodą hydroterapii Vincenta Priessnitza.

W 1855 r. w Sokołowsku zostało uruchomione pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików, którym zastosowano nowatorską metodę leczenia klimatyczno-dietetycznego. Na wzór Sokołowska został stworzony ośrodek leczenia gruźlicy w Davos. W późniejszym czasie Sokołowsko zyskało miano “śląskiego Davos”, chociaż to Davos powinno nazywać się “szwajcarskim Sokołowskiem”. Bliskim współpracownikiem dr Brehmera stał się prof. Alfred Sokołowski. Dla uczczenia jego zasług w 1945 r. miejscowości nadano jego imię.

Uzdrowisko nie należało do tanich, lecz było dobrze zagospodarowane – już przed 1888 r. posiadało pocztę i połączenia telefoniczne. W 1887 r. przebywało tu 730 kuracjuszy. Pobyt dr Tytusa Chałubińskiego w Sokołowsku zaowocował pośrednio jego zainteresowaniem Zakopanem, gdyż rozpoczął poszukiwania okolicy zbliżonej do tego uzdrowiska dla zorganizowania w Polsce takiego samego ośrodka leczenia gruźlicy.

Po II wojnie światowej pozostało tutaj uzdrowisko o profilu przeciwgruźliczym. Pod naciskiem dr Stanisława Domina zmieniono profil leczenia w kierunku leczenia chorób dróg oddechowych. W latach 70. XX wieku w miejscowość zaczęto przekształcać w ośrodek sportów zimowych dla potrzeb klubów wałbrzyskich, docelowo miał powstać Wojewódzki Ośrodek Sportów Zimowych. Jednak z braku środków finansowych nie wszystko udało się zrealizować. Pozostały tylko trasy biegowe (w tym nartorolkowa), które włączono do Biegu Gwarków. W ostatnich latach uzdrowisko przeżywa regres, oparty na ogólnym kryzysie ekonomicznym. Po II wojnie światowej status wsi Sokołowsko uzyskało dopiero na początku XXI wieku.

W 2007 roku obiekt byłego Sanatorium dr Brehmera zakupiła Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ i tworzy w tym miejscu Miedzynarodowe Laboratorium Kultury.

Historia tego miejsca rozpoczyna się na nowo….. – Z informacji na stronie: https://www.sokolowsko.org/pl/sokolowsko

Tu ciekawy blog turystyczny pięknie opisujący Snokolowsko i okolice: https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

Las buczynowy

Las buczynowy to jeden z typów lasów liściastych, w których dominuje buk zwyczajny (Fagus sylvatica). Buczyny są charakterystycznym ekosystemem leśnym, występującym głównie w strefie klimatu umiarkowanego na półkuli północnej. Buk zwyczajny to gatunek drzewa liściastego, który osiąga imponującą wysokość i tworzy zwarte drzewostany o pięknym wyglądzie.

Oto kilka cech charakterystycznych lasu buczynowego:

  1. Drzewa bukowe: Buk zwyczajny osiąga do 30 metrów wysokości, a jego kora jest gładka i srebrzystoszara. Liście buka są jajowate, ząbkowane i zielone, zmieniające się w jesiennej porze roku w intensywne odcienie czerwieni, pomarańczy i brązu. Owocami buka są brązowe orzeszki nazywane bukwią – jednonasienne, trójgraniaste orzeszki długości 1-2 cm, błyszczącobrązowe, zebrane po dwa (rzadziej pojedyncze) w zdrewniałej, pokrytej kolczastymi wyrostkami okrywie. Zbiorowiska roślinne należące do buczyn są wyznacznikami chronionych siedlisk przyrodniczych wymagających wyznaczania obszarów Natura 2000. Las bukowy to najlepsze miejsce do kąpieli leśnych czyli Shinrin-yoku (jap. 森林浴; kąpiel leśna), zwłaszcza wiosną
  2. Podrosty i runo leśne: W buczynach można znaleźć różnorodne gatunki roślin zielnych, mchów i porostów. Runo leśne jest ważnym elementem ekosystemu, tworząc warstwę ochronną dla gleby i dostarczając schronienia dla wielu małych zwierząt.
  3. Bogactwo flory i fauny: Las buczynowy jest domem dla licznych gatunków roślin, ptaków, ssaków, owadów i grzybów. Ptaki takie jak dzięcioły, sójki czy sikorki często zamieszkują te lasy, a ssaki, takie jak jelenie czy dziki, są powszechnie spotykane.
  4. Sezonowe zmiany: Buczyny prezentują piękne zmiany krajobrazu w ciągu roku. Wiosną liście buka rozwijają się, nadając lasom intensywnie zieloną barwę. Latem las jest bujny i zacieniony, a jesienią drzewa bukowe prezentują malownicze odcienie jesieni. Zimą większość liści opada, eksponując delikatną strukturę gałęzi i konarów.
  5. Ochrona przyrody: Las buczynowy jest często chroniony jako obszar przyrodniczy ze względu na swoją wartość ekologiczną. Ochrona takich obszarów jest istotna dla zachowania różnorodności biologicznej i utrzymania zdrowego ekosystemu.

Buczyna, jako ekosystem leśny, pełni istotną rolę w utrzymaniu równowagi ekologicznej, dostarczając schronienia dla wielu gatunków i wpływając pozytywnie na jakość gleby oraz regulację klimatu.

Lśnienie

Dzisiaj wiatr i deszcz. Czyli bez zmian. Jesteśmy w nieładzie. Nie sprzątam już drugi tydzień. Pokoje zarastają kurzem i składowiskiem dziwnych rzeczy na biurkach i regałach. Niedługo wszystko urośnie do wysokości sufitu i zacznie wypływać przez okna. Wirus nie przechodzi. Bolą nas jelita i zalewają poty ale już możemy przespać całą noc. P. wydziela sobie po pół bułki z masłem i boi się obiadu. Ja bezkarnie zjadłam przed chwilą jajecznicę zrobioną przez J. zaraz pogrążę się w bóloskurczach. Tak, tak moja zachłanność nie ma granic. Jestem niewolniczką jedzenia. Muszę wreszcie przestać. Ale to jak narkotyk. I tak sięgniesz następnym razem. No chyba, że… Ale jeszcze jeszcze…

Luty mija niespodziewanie szybko. Chociaż jeśli przyglądam mu się uważniej to jednak dopiero dziewiąty. Ale po dziesiątym już przyspieszy. Wirusy zamienią się z bakteriami i przyjdzie nowe inne, które nada tło kolejnej fali czynności do wykonania. Kolejnych tragedii do pokonania, kolejnych smutków do ukojenia i ani się obejrzysz a już nastanie marzec. A marzec to wiosna. Szara, niemrawa ale jednak. W powietrzu uniesie się inny zapach. Z alergią przyniesie dłuższy dzień. Będziemy wdzięczni za te oczekiwania, bo gdy przyjdzie lato dawno o tym zapomnimy. Kiedy wreszcie zaczniemy żyć chwilą? Teraźniejszością. To chyba nie możliwe. Chociaż potrafię zaprzyjaźnić się z czasem i wyłączać go przed południem ale mogę to robić tylko w lecie. No czasem na długim spacerze nad wodą… Nie teraz. Teraz wszystko jest podzielone i zmierzone. Krótkie interwały na pracę, rozmowy, robienie rzeczy poza pracą i sen. Robotyka dnia powszedniego. Mechanika szarego człowieka. Dupogodziny do odrobienia. Wykrawanie dziurek na swoje fantazje jeśli się pojawią w świadomości. Lekkie przebłyski dziecięcego zachwytu nad lotem gawronów. Skrzek sroki. Ślęża przykryta obłokiem. Przypływ sił w głowie. Pustułka na latarni, klucz gęsi wieczornego gasnącego płaskowyżu. Czujność myszołowa. Sarny przy drodze na Jaworzynę, niczyje… Myśl świeża, nowa. Rzeka. Przebłysk. Lśnienie.

Lśnienie

Lśnienie to efekt odbicia światła z powierzchni obiektu, który nadaje mu połysk i jasność. W zależności od rodzaju obiektu i kąta padania światła, lśnienie może przybierać różne formy, takie jak błysk, połysk, czy migotanie. To zjawisko jest wynikiem odbicia i załamania światła na powierzchniach przedmiotów, co sprawia, że stają się one bardziej widoczne i atrakcyjne dla obserwatora. Lśnienie jest szczególnie zauważalne na gładkich, błyszczących powierzchniach, takich jak metal, woda czy szkło.

W poezji i sztuce lśnienie może przybierać bardziej metaforyczne i symboliczne znaczenie, różniące się od fizycznego efektu odbicia światła. W tym kontekście symbolizuje coś jasnego, błyszczącego, pełnego życia lub odzwierciedlającego piękno.

W poezji lśnienie może być używane jako metafora dla szczególnie pięknych, inspirujących lub transcendentnych doświadczeń. Może odnosić się do chwil jasności, radości lub duchowego blasku.

W sztuce lśnienie może być wykorzystywane przez artystów, aby podkreślić pewne elementy obrazu, nadać im blasku i głębokości. Przez zastosowanie kontrastów świetlnych, artysta może osiągnąć wrażenie lśnienia na płótnie.

Ogólnie rzecz biorąc, lśnienie w poezji i sztuce odnosi się do ekspresyjnego wykorzystania symboliki, aby przekazać głębsze znaczenie i uczucia.

Ukryty wymiar

Dzisiaj spokój. Poszli sobie. Jeszcze wiatr nie przewiał sinych chmur. Smartfon pyka miarowo przerywa ciszę powiadomieniami ale bez zbytniej nachalności. Świat płynie z wiatrem. Ten miesiąc powinien mieć w tytule „Wiatr”.

Ktoś mówił, że widział przebiśniegi, inny poczuł wiosnę w powietrzu, ja widziałam pączki na bukszpanie przed domem. Ale to jeszcze nic nie znaczy. Takie małe oszustwo natury. Mały promyk nadziei przed nadchodzącymi mrozami. Zawsze czułam się nieswojo o tej porze roku. Z trudem próbowałam się odnaleźć w tym przedsionku, przejściu nie wiadomo do czego, gdzie jedno się nie kończy, a drugie nie zaczyna choć przejawia jakieś symptomy startowe. Na pewno to czas katarów i rozwolnień. Czas niepokoju.

Wczoraj widziałam gawrony szybujące na wietrze. Wiatr dla nich jest zabawą i to całkiem dobrą. Długi lot nie wymaga ruchów skrzydeł. Można bawić się w huśtające czarne szybowce. Widziałam radość w tych zabiegach pędząc do sklepu z listą w rzeczy w głowie. Kurczaki, ziemniaki, rogale, soki, kalafior… A w głowie gawrony… Odmowa karty na stoisku samoobsługowym, niemożliwe stało się możliwe… Niepokój. Przenoszenie towaru na kasę obok, do przemiłej pani w siwo białych pasemkach, o spojrzeniu wystraszonej matki. – Przesuwać ręcznie towar! Taśma zepsuta! Powtarzam, taśma się nie przesuwa. Wyrzucała z siebie słowa beznamiętnym ale donośnym głosem na pograniczu znużonego krzyku. Stosuję się. Przesuwam ręcznie towar. Pani nerwowo przerzuca mój kalafior na drugą stronę. Kartą, kartą, ale… – Odmowa… Karta rabatowa w użyciu. Poczeka pani, 6 minut. To naskoczy rabat. Nie poczekam, płacę gotówką, muszę pędzić dalej do życia. 6 minut to wieczność. Muszę ogarnąć przelewy, rozlewy, które dzisiaj na moim wymęczonym koncie musiały się skumulować, skombować, zagęścić do granic wytrzymałości i utrudnić mi ten wietrzny poranek. Życie.

Gdzieś daleko jest rzeka i las. Jezioro z pomarszczonym lustrem od lekkich powiewów przyjaznego wiatru. Intymna przestrzeń nienachalnych istot. Pierwsze kosy budzą się przed świtem z przerywanym śpiewem. Ciche wąskie, metaliczne gwizdy sikorek i rudzików wypełniają dróżkę przy lesie. Szaro czarne kłębki raniuszków w asymetrycznych pozach podklejone pod gałązkami jak miniaturowe bombki. Ciepła energia rozłożystych koron drzew mówi mi Dzień dobry! Cieszę się, że jesteś. Powietrze pachnie tlenem i mokrą ściółką. Ściana zieleni zaczyna się od dębów przechodząc miarowo na boki w zimozielone iglaki. Na korze rozwijają swoje falowanie kapelusze huby i puchną pączki pomarańczowych śluzowców. Nad głową słychać pisk myszołowów i czkawkowe rozmowy kruków. Kilka kroków za rozlewiskiem zaczynają się mokradła z tajemniczymi olchami i wijącymi się sznurami chmielu. Miarowe wystukiwania dzięciołów nadają rytm przepływom energii po tej stronie zony. Ściółka zagęszcza się błotem. Smuga w tle bagien po skrzydle kani lub sowy rozmywa się wypłowiałym powidokiem. Bezszelestny ruch, dyskretny, skromny, przezroczysty, niewidzialny. Ukryty wymiar. Teoria wszystkiego. Tu proszę pani zaczyna się życie. Wystarczy zostawić wszystko i ruszyć przed siebie…

Ukryty wymiar

Ukryty wymiar Edwarda T. Halla to koncepcja z dziedziny antropologii społecznej, która została zaprezentowana w jego książce z 1966 roku, zatytułowanej „The Hidden Dimension”. Hall analizuje znaczenie przestrzeni osobistej i kulturowych różnic w postrzeganiu dystansu między ludźmi.

W jego teorii wyróżnia dwie główne kategorie przestrzeni: przestrzeń intymną i przestrzeń społeczną. Przestrzeń intymna obejmuje obszar do około 45 centymetrów od ciała i jest zarezerwowana dla najbliższych relacji, takich jak rodzina czy bliscy przyjaciele. Natomiast przestrzeń społeczna obejmuje obszary dalej od ciała i jest dostosowywana do różnych kontekstów społecznych, takich jak spotkania biznesowe czy publiczne wydarzenia.

Hall argumentuje, że kulturowe różnice wpływają na to, jak ludzie rozumieją i używają przestrzeni osobistej. Przykładowo, społeczeństwa zachodnie często wykazują większą tolerancję dla mniejszych dystansów w rozmowach, podczas gdy w innych kulturach dystans ten jest większy, co wynika z różnic w postrzeganiu prywatności i relacji międzyludzkich.

Teoria ukrytego wymiaru Halla miała znaczący wpływ na dziedzinę socjologii, antropologii oraz psychologii społecznej, otwierając dyskusję na temat kulturowych uwarunkowań komunikacji interpersonalnej i zrozumienia odmienności w podejściu do przestrzeni osobistej.

Sztuka bycia dla siebie dobrym

Zapomnieć o nieumytej szklance w zlewie, o kłótni na temat Zukenberga i jadłospisu dzieci. Wszystko jest rakiem, który nas toczy od środka. Przekonania o słuszności. Sny o potędze i porażki. Hardcor poranka i maraton dnia. Powracające traumy z przeszłości i ich manifestacje na środku pokoju jak w przedsionku piekła. Poranny mętlik i modlitwa żeby nie dać się wciągnąć w cudze pretensje do swiata. Walka o dobry nastrój, powrót do równowagi, który pomoże mi przetrwać kolejne godziny. Jak się wyciszyć po takich porankach. Po takich ludziach. Po obrazach ciągłego niezadowolenia i wkurwienia. Jak wymazać sobie z głowy i zacząć ten pieprzony dzień. Czasem oddychanie nie działa. I życie staje się nieznośne. Brak tlenu.

Jak zbudować sobie harmonię z codziennej rozsypki? Jak pokonać lęki i zmartwienia? Jak się odciąć od tego bagna i zacząć żyć na nowo? Przestać zabiegać o innych i pomyśleć o sobie. Być wreszcie dla siebie. O siebie zadbać. Nie o wiecznie niezadowolonych zadbanych wysysaczy czasu, tylko naprawdę o siebie. Jak znaleźć dla siebie przestrzeń w tym przyciasnym m2. Jak być dla siebie dobrym?

Jak ukoić siebie w nienawistnej rzeczywistości, która podsuwa tylko proste rozwiązania? Jak nie dać się złym podszeptom zmęczonego umysłu? Jak pokochać to miejsce pełne wrzasków i ludzi nie z tego wymiaru? Jak ich zrozumieć i z pokorą przyjmować ich wywody? Jak nie dać się wciągnąć w płytkość rozważań o przemijaniu i nieistnieniu? Jak się bronić przed toksycznymi językami? Emocjami w mętnych oczach bez prześwitów świadomości? Parskaniu i marszczeniu czoła w ciągłym niezadowoleniu. Jak się nie dać wciągnąć pesymistycznym ujadaniom? Dokąd uciec? Kogo ocalić?

Jak być dla siebie dobrym bez smounicestwienia?

Sztuka bycia dla siebie dobrym

Kiedy życie nas dojeżdża wielu z nas zapomina o jednym z najważniejszych aspektów codziennego bytowania. Zachowania samoopiekuńcze są kluczowe dla utrzymania równowagi psychicznej i fizycznej. Oto kilka praktycznych kroków, które pomogą ci w rozwijaniu zdrowego stosunku do samego siebie.

1. Zrozumienie siebie

Pierwszym krokiem ku byciu dobrym dla siebie jest zrozumienie siebie. Rozpoznawanie własnych emocji, potrzeb i pragnień to fundament zdrowego życia psychicznego. Regularne praktyki introspekcji, takie jak medytacja czy prowadzenie dziennika, mogą pomóc w budowaniu tej świadomości.

2. Dbaj o zdrowie psychiczne i fizyczne

Ciało i umysł są ze sobą ściśle związane. Regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta i odpowiednia ilość snu mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie psychiczne. Zadbaj o swoje ciało, a zauważysz, jak wpływa to pozytywnie na twoją energię i nastrój.

3. Okazuj sobie łagodność

Nikt nie jest doskonały, a każdy popełnia błędy. Ważne jest, aby okazywać sobie łagodność i akceptację. Zamiast się skupiać na własnych niedoskonałościach, koncentruj się na własnych osiągnięciach i postępach.

4. Ustal cele i realizuj marzenia

Posiadanie celów i dążeń daje życiu sens. Określ cele, zarówno te krótko-, jak i długoterminowe, a następnie podejmuj kroki w kierunku ich osiągnięcia. Spełnianie swoich marzeń jest kluczowe dla poczucia spełnienia i szczęścia.

5. Odmawiaj z szacunkiem

Naucz się odmawiać bez wyrządzania krzywdy sobie lub innym. Zrozumienie swoich granic i umiejętność wyrażania własnych potrzeb są kluczowe dla utrzymania równowagi życiowej.

6. Rozwijaj zainteresowania i pasje

Znalezienie czasu na to, co kochasz, może być trudne w natłoku codziennych obowiązków. Jednak inwestycja w swoje pasje i zainteresowania jest ważna dla satysfakcji i radości życia.

7. Bądź życzliwy dla samego siebie

W trudnych momentach zamiast krytykować siebie, zastanów się, jak potraktowałbyś przyjaciela w podobnej sytuacji. Często jesteśmy dla siebie zdecydowanie bardziej surowi niż dla innych. Warto kultywować wewnętrznego sojusznika, który wspiera nas nawet w trudnych chwilach.

Bycie dobrym dla siebie to proces, który wymaga zaangażowania i ciągłego wysiłku. Pamiętaj, że dbanie o siebie to nie egoizm, lecz fundament, na którym buduje się zdrowie psychiczne i szczęśliwe życie.

Oto lista kilku książek i artykułów, które mogą być pomocne w zgłębianiu tematu dbania o siebie i rozwoju osobistym:

Książki:

1. „Siła Nawyku” – Charles Duhigg

  • Przegląd nawyków i jak można je zmieniać, aby poprawić jakość życia.

2. „Sztuka Subtelności” – Mark Manson

  • Autor oferuje perspektywę na temat tego, co naprawdę ma znaczenie w życiu i jak osiągnąć szczęście.

3. „Mindset: Psychologia sukcesu” – Carol S. Dweck

  • Książka ta skupia się na znaczeniu mentalności w osiąganiu celów i sukcesu życiowego.

4. „Sztuka bycia sobą” – Erich Fromm

  • Fromm analizuje kwestie tożsamości i rozwijania autentycznego ja.

5. „Grenlandia. Jak pokochać życie i uniknąć jego pułapek” – Lykke Jørgensen

  • Książka ta przekonuje czytelników, że szczęście jest osiągalne, a autorzy prezentują zalecenia dotyczące tego, jak je osiągnąć.

Artykuły:

1. „The Power of Vulnerability” – Brené Brown (TED Talk)

  • Brené Brown dzieli się swoimi badaniami nad wrażliwością i jej kluczową rolą w budowaniu więzi i poczucia własnej wartości.

2. „The Science of Well-Being” – Laurie Santos (Coursera Course)

  • Kurs dostępny na platformie Coursera, w którym profesor Laurie Santos z Uniwersytetu Yale’a dzieli się naukowymi spojrzeniami na szczęście.

3. „Self-Compassion: The Proven Power of Being Kind to Yourself” – Kristin Neff (Article)

  • Kristin Neff, ekspertka ds. Samowspółczucia, omawia znaczenie samołaski i jak praktykowanie współczucia dla siebie wpływa na dobre samopoczucie.

4. „How to Break Up With Your Phone” – Catherine Price (Article)

  • Catherine Price proponuje praktyczne kroki do zmniejszenia uzależnienia od telefonu i odzyskania kontroli nad swoim czasem.

5. „The Art of Being Yourself” – Caroline McHugh (TED Talk)

  • Caroline McHugh przekonuje, że bycie autentycznym jest kluczem do spełnionego życia, a jej prezentacja oferuje praktyczne wskazówki na temat odnalezienia swojego prawdziwego ja.

Czy któryś z tych tytułów przyciąga Twoją uwagę, czy może szukasz czegoś konkretnego?

Wszyscy jesteśmy oszustami

Już ostatni. Ostatni dzień stycznia. Co nam przyniesie kolejny miesiąc. Może odmianę? Nieoczekiwaną zmianę. Może wygraną na loterii lub w życiu. Może uda się chociaż zaplanować wakacje. To już coś. Słońce i plaża robią robotę w głowie. Podnoszą nastrój. Słoneczne myśli działają jak afrodyzjak. Na wyblakłym przełomie stycznia i lutego trzeba dodać sobie kontrastu. Koniecznie. Żeby nie zwariować. Wytrwać w lutym bez uszczerbku na duszy graniczy z cudem. Zatem trzeba się ratować. Włączyć natychmiast świadomość, że po lutym przychodzi marzec. A to przejście to już inny wymiar. Prawie jak światłość na końcu tunelu. Wystarczy przetrzymać. Przetrzymywanie natomiast wiąże się z pewnym wysiłkiem umysłowym. Żeby przetrzymać trzeba przesłonić sobie czarną szybką liczby. Liczby dni, liczby czynności, liczby rzeczy nakładanych pod kurtkę, nakładanych do głowy.

Udawać, że nie istnieją. Mózg łatwo oszukać. Wystarczy wyprzeć z pamięci liczby i czas. Trwać w chwili bez udziału myśli, świadomości rzeczy przed tobą. Pochwalić siebie za niemyślenie. Za zapomnienie. Za pustkę w głowie. Planować przyszłość. Tę w słońcu. Pielęgnować ją, podlewać. Iść na spacer. Patrzeć w niebo. Słuchać ptaków. W lutym większość z nich łączy się w pary. Dla ptaków to wiosna. Są w trybie pobudzenia. Ich życie kręci się wokół chemicznych wybuchów euforii. Nie oglądają się za siebie. Kochają. Zanim pierwsze listki pojawiąsię na gałęziach będą już zbudowane gniazda a w gniazdach kolorowe jaja i mnóstwo pracy nad produkcją ciepła i poszukiwaniach przysmaków. Polowań, obserwacji, lotów, przylotów i pustych przebiegów. Ponawianych prób i udanych polowań. Nikt tu nie ma czasu na melancholię. To tylko człowiek w tym swoim całym kalectwie niemocy produkuje sobie złe emocje, spadki energii, bezwartościowość i upadek. Udrękę zimy i wątpliwą przyjemność lata. Rozpamiętuje i rozkminia zamiast poddać się chwili. Szybciej zapomnieć, zostawić za sobą, trzymać się planu i być naprawdę. Teraz. Bez wyrzutów. Dlaczego to do cholery takie trudne. Dlaczego w tych głowach tyle się dzieje. Kto uczesze te myśli lub wyrwie je raz na zawsze. Kto? Skoro sam nie potrafi sobie radzić. Sam się przydeptuje każdym krokiem. Sam się przewraca i sam sobą wzgardza. Sam jest sobie wrogiem. Sam wzbudza do siebie nienawiść. Sam się oszukuje i sam na siebie donosi. Sam jest do niczego. Sam się oszukuje.

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego kłamią. Oczywiście rozumiem kłamstwo ogólnodostępne w szpitalach, kłamstwo o wyglądzie i kłamstwo przedstawiane dzieciom czy typowe kłamstwo dla świętego spokoju. Gdzie idziesz? Do sklepu? Po co? Po nic. Kłamstwo dobrego humoru, kłamstwo niezmęczenia i kłamstwo przyjemności z przebywania w towarzystwie itp. Nie rozumiem kłamstwa bez powodu. Kłamstewka dla samego kłamstwa. Są ludzie którzy wypluwają z siebie kłamstwa jak z karabinu w normalnym small toku bez zastanowienia. Bez jakiegokolwiek sensu. Produkują ciągi i wstęgi kłamstw. Zalewają nimi swoją przestrzeń i naszą. Nie potrafią sklecić kilku zdań bez wtrącania kłamstw i nawet nie po to żeby coś urobić, zyskać czy namawiać do czegoś. Robią to bezmyślnie, automatycznie, beznamiętnie, bez umiaru, bez zastanowienia nie zwracając uwagi na słuchacza, który już wie, jest świadom tej powodzi jednak mentalnie na potrzeby rozmowy i z racji różnicy wieku nie przerywa, łyka ten kał stając się uczestnikiem winy. Dlaczego oni to robią? Dlaczego kłamią bez powodu?

Kłamcy rzeczy małych nie wiele wnoszą do rzeczywistości. Są tylko jej szumem. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy gdy sami siebie oszukujemy. Nie w sensie, że damy radę chociaż meta jeszcze nie została nawet wyznaczona przez organizatorów maratonu ale wtedy gdy zabieramy sobie nadzieję. Nie wierzymy w swoje siły na starcie. Nie podejmujemy wyzwania. Czujemy się mniejsi. Gorsi. Umniejszamy swoje sukcesy w konsekwencji robiąc z siebie ciągłych nieudaczników. Wierzymy innym, że nie warto zaczynać, podejmować wyzwania, ani kończyć rozpoczętej rzeczy, która jak wiemy z historii może przebić wszystko. Wierzymy, że się nie nadajemy, że sukces jest za mały i tak naprawdę nie jest sukcesem bo przecież inni też to zrobili szybciej i lepiej. Plujemy sobie w twarz. Depczemy swoje uczucia. Zamykamy się w pudełkach bezradności. Dlaczego? Przecież jesteśmy rozumnymi istotami. Dlaczego ulegamy prawdziwym nieudacznikom, którzy chcą mieć nas tylko dla siebie? Co z nami jest nie tak?

Syndrom oszusta

Syndrom oszusta, znany również jako syndrom oszustwa lub oszustwa psychologiczne, to zjawisko, które polega na tym, że osoba doświadczająca tego syndromu odczuwa wewnętrzne przekonanie o niezasłużonej chwale, sukcesie lub kompetencjach. Często jest towarzyszone lękiem przed odkryciem prawdy przez innych. W ramach tego syndromu osoby dotknięte nim obawiają się, że kiedykolwiek zostanie ujawnione, że nie są tak kompetentne, jak inni myślą.

Osoby z syndromem oszusta często przypisują swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym, takim jak szczęście, zamiast swoim umiejętnościom czy ciężkiej pracy. Pomimo osiągnięć, czują się wewnętrznie niekompetentne. To zjawisko niezależne jest od faktycznego poziomu kompetencji danej osoby – nawet osoby bardzo utalentowane mogą doświadczać syndromu oszusta.

Przyczyny tego syndromu są złożone i mogą obejmować presję społeczną, perfekcjonizm, czy lęki związane z oceną innych. Współczesne społeczeństwo, z naciskiem na sukces i doskonałość, może sprzyjać rozwojowi tego rodzaju myślenia.

Ważne jest zrozumienie, że syndrom oszusta nie jest rzadkością i może dotyczyć ludzi w różnych dziedzinach życia, takich jak praca zawodowa, edukacja czy życie osobiste. Wsparcie psychologiczne, budowanie pewności siebie i nauka radzenia sobie z lękiem przed odkryciem mogą być pomocne dla osób doświadczających tego syndromu.

Działania takie jak terapia psychologiczna, rozmowy z bliskimi czy praca nad akceptacją własnych osiągnięć mogą pomóc w przezwyciężeniu syndromu oszusta. Ważne jest także promowanie kultury, która docenia wysiłek i rozwój, a nie tylko rezultaty. Wspieranie otwartych rozmów na temat sukcesów, ale także trudności i niepewności, może przyczynić się do złagodzenia presji, która sprzyja syndromowi oszusta.

Termin „syndrom oszusta” został wprowadzony przez dwie psychoterapeutki, Pauline R. Clance i Suzanne A. Imes, w ich artykule z 1978 roku, zatytułowanym „The Impostor Phenomenon in High Achieving Women: Dynamics and Therapeutic Intervention”. Ich prace koncentrowały się na badaniu tego zjawiska głównie w kontekście kobiet osiągających wysokie sukcesy zawodowe. Od tego czasu pojęcie to stało się szeroko stosowane, obejmując różne grupy społeczne i dziedziny życia.

Chroniczne kłamanie

Chroniczne kłamanie, zwane mitomanią, to zjawisko, które charakteryzuje się nieuzasadnionym i częstym fałszowaniem informacji przez jednostkę. To nie tylko zwykłe kłamstwa w codziennych rozmowach, ale bardziej głęboko zakorzeniona potrzeba wprowadzania innych w błąd, nawet w sytuacjach, gdzie nie ma wyraźnego powodu do kłamstwa.

Przyczyny chronicznego kłamania:

  1. Niskie poczucie własnej wartości: Osoby z chronicznym kłamaniem często odczuwają niską samoocenę i próbują zaimponować innym, kreując fałszywą rzeczywistość.
  2. Lęk przed odrzuceniem: Kłamstwa mogą być mechanizmem obronnym mającym na celu uniknięcie potencjalnego odrzucenia lub krytyki.
  3. Choroby psychiczne: W niektórych przypadkach, chroniczne kłamanie może być związane z zaburzeniami psychicznymi, takimi jak mitomania.

Objawy chronicznego kłamania:

  1. Niezwiązane z sytuacją kłamstwa: Kłamstwa mogą dotyczyć nawet najbardziej trywialnych aspektów życia, bez widocznego powodu czy korzyści.
  2. Bezwzględność w utrzymaniu prawdy: Osoba z mitomanią może utrzymywać kłamstwa pomimo przeciwnych dowodów czy sprzeczności w swoich opowieściach.
  3. Problemy interpersonalne: Kłamstwa wpływają negatywnie na relacje społeczne, prowadząc do utraty zaufania i trudności w budowaniu trwałych więzi.

Jak radzić sobie z chronicznym kłamaniem:

  1. Profesjonalna pomoc psychologiczna: Psychoterapia może pomóc zidentyfikować głębsze przyczyny kłamstw i pracować nad budowaniem zdrowszego obrazu siebie.
  2. Wsparcie społeczne: Bliscy i przyjaciele mogą odgrywać istotną rolę w procesie leczenia, udzielając wsparcia emocjonalnego.
  3. Samorozwój: Pracowanie nad rozwijaniem zdolności komunikacyjnych, budowaniem pewności siebie i rozpoznawaniem własnych emocji może być kluczowe dla pokonania tego problemu.

Ważne jest zrozumienie, że mitomania to skomplikowane zjawisko, a każdy przypadek może mieć indywidualne podłoże. Skonsultowanie się z profesjonalistą pomaga w zidentyfikowaniu specyficznych potrzeb i dostosowaniu strategii terapeutycznych.

Lista książek i artykułów na temat syndromu oszusta:

Książki:

  1. „The Impostor Syndrome: Becoming an Authentic Leader” autorstwa Harold H. Leffall – Książka, która analizuje syndrom oszusta w kontekście przywództwa.
  2. „The Secret Thoughts of Successful Women: Why Capable People Suffer from the Impostor Syndrome and How to Thrive in Spite of It” autorstwa Valerie Young – Książka skupiająca się na doświadczeniach kobiet z syndromem oszusta i oferująca strategie radzenia sobie z nim.
  3. „Overcoming Impostor Syndrome: Break Free from Self-Doubt and Embrace Success” autorstwa Valerie Young – Przewodnik, który pomaga zrozumieć i przezwyciężyć syndrom oszusta.

Artykuły:

  1. „The Impostor Phenomenon in High Achieving Women: Dynamics and Therapeutic Intervention” autorstwa Pauline R. Clance i Suzanne A. Imes – Artykuł, który wprowadził pojęcie syndromu oszusta, skoncentrowany na doświadczeniach kobiet osiągających wysokie sukcesy zawodowe.
  2. „The Impostor Syndrome: An Internal Barrier to Empowerment and Achievement” autorstwa Valerie Young – Artykuł, który rozważa wpływ syndromu oszusta na osiągnięcia zawodowe i rozwój osobisty.
  3. „Perceived Fraudulence in Young Adults: Is There an Impostor Syndrome?” autorstwa Clance, Imes, i Hesselton – Artykuł, który bada związki między syndromem oszusta a różnymi czynnikami psychologicznymi u młodych dorosłych.

Te źródła stanowią solidną podstawę do zrozumienia i radzenia sobie z syndromem oszusta w różnych aspektach życia zawodowego i osobistego.

Oto kilka książek i artykułów dotyczących tematu chronicznego kłamania:

Książki:

  1. „The Liar in Your Life: The Way to Truthful Relationships” autorstwa Roberta Feldmana – Książka, która bada różne aspekty kłamstw w życiu codziennym i relacjach.
  2. „The Sociopath Next Door: The Ruthless Versus the Rest of Us” autorstwa Marthy Stout – Poruszająca kwestię kłamstw i manipulacji w kontekście osobowości psychopatycznej.

Artykuły:

  1. „Pathological Lying: Symptom or Disease?” autorstwa Charlesa V. Forda – Artykuł opublikowany w „Journal of the American Academy of Psychiatry and the Law”, który analizuje kwestie związane z patologicznym kłamaniem.
  2. „Understanding Pathological Liars: A Comprehensive Review” autorstwa Gauri Shankar Gupta – Artykuł, który bada różne aspekty związane z patologicznym kłamaniem i oferuje spojrzenie na to zjawisko z perspektywy psychologii.

Szum

Dzisiaj silny wiatr. Wianie. Zamiast zimy zawitała półwiosna. Szum. Powietrze wydobywające się z ust znudzonego potwora popychane falami skumulowanej energii pogwizdującego z przekorą przy końcu tej czynności olbrzyma. Tańczące drzewa z włosami przy ziemi i ciągle nawroty by podnieść je na wysokość swoich koron by buchnąć ich czuprynami pod niebiosa. Uginanie, zaginanie, skłony, wnieboskłony i wyprosty. Jak wielka gimnastyka pod nadzorem złośliwego pana wuefisty. Podmuchy łapane w korytarze długich sino łososiowych bloków. Przemieszczanie się rzeczy. Papierków, zbutwiałych liści, wypłowiałych paragonów przekraczających kwotę stu złotych, reklamówek, worków foliowych z Biedronki i z Lidla, niebieskich wielkich worów wirujących pod niebem jak przezroczyste ławice latawców odlatujących do ciepłych krajów. Poruszanie, podbijanie, wirowanie. Monsunowe chuchnięcia, znudzone tchnienia wpadające w makietę miasta na naparstkowe bloczki z gry monopol, stożkowe choinki z lego oraz karykatury kwadratowych ludzików z innych klocków zaciskowych, które niewidzialna siła poniewiera, przewraca i strąca w otchłań plastikowych piekieł. I znów szum. Szum w uszach. Szum za oknem. Szum zagłuszający. Szum na pomieszanie dobrego i złego. Czarny zły szum i usypiający szum biały. Szum informacyjny. Szum decyzyjny. Szum błędny i obłędny. Szum naszych osądów i niewypowiedzianych na głos opinii i pragnień.

Czym jest szum?

Szum to nieregularne fluktuacje lub zakłócenia w danych, sygnałach lub procesach, które wprowadzają element nieprzewidywalności i mogą zakłócać poprawność analizy czy podejmowania decyzji.

Szum biały

Biały szum to rodzaj dźwięku, w którym wszystkie częstotliwości o jednakowej intensywności są równomiernie rozłożone. Inaczej mówiąc, w białym szumie każda częstotliwość w zakresie słyszalności ludzkiego ucha ma tę samą moc.

Można to porównać do szumu statycznego, jaki słyszymy na niewyregulowanym radio. Charakteryzuje się on brakiem wyraźnych wzorców dźwiękowych, co sprawia, że jest dosyć jednostajny. Biały szum jest powszechnie wykorzystywany w dziedzinie dźwięku i akustyki, a także jako narzędzie relaksacyjne lub maskujące inne dźwięki, na przykład podczas snu.

Szum zagłuszający

Szum zagłuszający to celowe wprowadzenie zakłóceń lub dodatkowych sygnałów w celu utrudnienia lub uniemożliwienia zrozumienia lub odbioru konkretnego przekazu. Jest używany w celach ochrony przed podsłuchem, poprawy bezpieczeństwa lub utrudnienia dostępu do poufnych informacji. Ten rodzaj szumu może obejmować różne techniki, takie jak dodawanie fałszywych sygnałów, generowanie zakłóceń elektromagnetycznych lub wprowadzanie dodatkowych danych do przekazu w celu utrudnienia jego interpretacji.

Szum w decyzjach wpływający na nasze wybory

Szum, choć z pozoru subtelny, pełni kluczową rolę w naszym codziennym życiu, wpływając na nasze decyzje i procesy podejmowania wyborów. W psychologii decyzji, szum odgrywa istotną rolę jako element, który może zakłócać nasze oceny i prowadzić do błędów. Daniel Kahneman, noblista i pionier w dziedzinie psychologii behawioralnej, wnosi istotny wkład w zrozumienie tego zjawiska.

Szum można zdefiniować jako losowe fluktuacje w procesie podejmowania decyzji. Stanowi przeciwieństwo do koncepcji biasu czyli uprzedzeń, które prowadzą do powtarzalnych błędów w określonym kierunku. W przypadku szumu, mówimy o niestabilności i nieprzewidywalności, co oznacza, że decyzje są bardziej podatne na wpływ przypadkowych czynników.

Kahneman wraz z Amosem Tversky’m przeprowadzili wiele badań nad heurystykami i błędami poznawczymi, które ukazały, jak ludzie są narażeni na szum w procesie podejmowania decyzji. Heurystyki, czyli skrócone strategie myślowe, pomagają w podejmowaniu szybkich decyzji, ale są jednocześnie podatne na wprowadzenie szumu. Przykładowo, ludzie często stosują heurystykę reprezentatywności, oceniając prawdopodobieństwo zdarzenia na podstawie podobieństwa do znanych wzorców, co może prowadzić do błędnych osądów.

Analiza szumu staje się kluczowa w kontekście organizacji, biznesu i zarządzania. Wprowadzenie systemów opartych na danych i algorytmach może pomóc w zminimalizowaniu wpływu szumu na procesy decyzyjne. Jednakże, zbytnie poleganie na automatyzacji również niesie ryzyko, ponieważ algorytmy mogą uwzględniać pewne formy szumu lub wprowadzać nowe.

Rozumienie szumu i praca nad eliminacją tego zjawiska mają zastosowanie nie tylko w obszarze psychologii decyzji, ale również w ekonomii, naukach społecznych oraz w podejmowaniu decyzji strategicznych na różnych poziomach społeczeństwa. Świadomość istnienia szumu i rozwinięcie umiejętności minimalizowania jego wpływu może prowadzić do bardziej skutecznego podejmowania decyzji zarówno na poziomie jednostki, jak i organizacji.

Oto lista książek i artykułów naukowych dotyczących szumu i szumu białego:

Książki:

  1. „Szum czyli skąd się biorą błędy w naszych decyzjach”:Daniel Kahneman, Olivier Sibony, Cass R. Sunstein
  2. „The Soundscape: Our Sonic Environment and the Tuning of the World” autorstwa R. Murray Schafer – Książka, która analizuje wpływ dźwięku na nasze życie codzienne, w tym także temat szumu.
  3. „Noise: A Human History of Sound and Listening” autorstwa Davida Hendy – Książka przedstawiająca historię dźwięku i szumu, z uwzględnieniem zmian kulturowych i technologicznych.

Artykuły naukowe:

  1. „The Effects of Noise on Man” autorstwa Roberta M. Schydlower – Artykuł z zakresu medycyny środowiskowej, który analizuje wpływ hałasu na zdrowie człowieka.
  2. „The Health Consequences of Noise: Evidence from the United States” autorstwa Gary W. Evans – Badanie naukowe, które skupia się na konsekwencjach zdrowotnych wynikających z ekspozycji na hałas.
  3. „White Noise and Sleep Induction” autorstwa Poul Jennum i Poul Erik Hansen – Artykuł dotyczący zastosowania szumu białego w kontekście indukcji snu i poprawy jakości snu.

Te pozycje dostarczają wnikliwych informacji na temat szumu i jego wpływu na zdrowie oraz różne aspekty życia codziennego. Pamiętaj, że dziedzina ta jest szeroka, obejmująca aspekty od psychologii dźwięku po technologie redukcji hałasu.

Bezruch jastrzębi

Ranek przywitał nas wybuchami niepohamowanego gniewu z przyczyn powtarzalnych a nawet oklepanych w swej istocie czyli staromodnym brakiem czasu. Czas przepływa przez palce więc trzeba obchodzić się z nim inaczej niż z resztą rzeczy, które dostaliśmy w limicie. Nasze ciała nastawione na działanie w coraz krótszych interwałach czasoprzestrzeni nie mogą sobie pozwolić na luksus wolnego jedzenia mycia czy ubierania. To relikty przeszłości jak gazeta i kawa przed pracą i uśmiech ukochanej osoby, która ma przed sobą cały piękny dzień. Nadeszły czasy bez czasu. Bezczasowości. Niedostatku formy w której możemy się zmieścić. Nadeszły dni harmonogramów, grafików i tabelek w exelu. Kalendarzy z dużymi oknami dla niekończących się list.

Światło słoneczne zastępuje półmrok poranka i długi wieczór pracy. Odpoczynek zamienił się w serial i tiktoka. Spacer w gonitwę zaległych zakupów. A relaks w wannie w mycie wanny i umywalki. Stres w kołatanie serca a smutek w napady duszności. Czas na drugiego człowieka zamienił się w zbitek informacji przekazywanej kodem obrazkowym bez komentarza. Rozmowy w czek listy a życie w reklamówkę z zakupami do szybkiego rozpakowania bo się rozmrożą gdy zostaną w ciepłym miejscu.

Śniadanie składa się z jednego smażonego, nieściętego jajka wraz z grzanką i poszarpanymi liśćmi kolorowej sałaty. Trzeba zapchać komórki nerwowe do dwunastej trzydzieści. Później będziemy martwić się co na obiad i kombinować, żeby przypadkiem nie dać się wmanewrować w niepotrzebne zakupy. Przybieramy formę oszczędnego wyjadania resztek z lodówki. Niby celowo jesteśmy zero waste. Wpływamy na kondycję środowiska redukując, recyklingując i kompostując zmniejszamy ślad węglowy w kuchennych szafkach.

Chcę wyjść znów na zewnątrz ale ciągle wieje. Stopniał śnieg i zrobiło się brązowo szaro jak w mrocznym filmie. Ranek przypomina wieczór a dzień mroczną odchłań. Nie słychać modrzewiowych srok za oknem ani sikorek. Może wiatr zagłusza ich dźwięki a może ich po prostu nie ma. Jak widać wichury powodują braki nie tylko w postaci dostaw prądu ale również czynią niebywałe spustoszenia w odgłosach półdzikich istot. Tak, wiatr jest wrogiem wszystkiego. Jeśli nie jesteś surfingowcem wiatr do niczego nie jest ci potrzebny. Czasem rozrzedzi smog ale to wciąż za mało żeby poprawić sobie nastrój. Wiatr jest dobry nad morzem jeśli oczywiście tam jesteś, bo tutaj w centrum gęstego miasta możesz dostać od niego w prezencie co najwyżej migrenowy ból głowy. Taki z mroczkami i torsjami czyli przedsionek padaczki jak twierdził dr Sacks. I nici z czerwonego wina, długodojrzewającego sera i orzeszków w piątkowy wieczór. Uraczysz się Ibupromem i szklanką wody. Może dostaniesz chwilę snu jeśli dzieciaki nie będą upominać się o posiłki jak gdyby ich ręce i palce stworzone były tylko do wciskania literek na podświetlanych czerwienią czarnych klawiatur. Ale przed tym musisz odhaczyć zadania na wczoraj i na jutro oraz dziś.

Bezruch

W głowie mam obraz ptaka siedzącego na wyciągniętej pod niebo pionowej gałęzi. Brązowego myszołowa, którego odwiedzamy w weekendy. Należy do jastrzębi ale nikt intuicyjnie nie kojarzy go z orłem chociaż to ta sama rodzina. Jest dziki ale z tej dzikości wyrasta jakby inny świat. Inny wymiar w którym zatapiam się bez reszty. Sam widok jest medytacją spokoju i czegoś z zamierzchłych czasów skał , rzek i mrocznych lasów z wiedźmami. Pojawia się gdy już niczego się nie spodziewasz. Gdy pole jest puste i błotniste. Gdy spokój zaczyna się kondensować a cisza staje się nieznośna. Wtedy nagle się materializuje powietrzu lub na drzewie wplątany w pajęczynę gałęzi. Widoczny tylko pod odpowiednim kątem jeśli oczywiście choć trochę poruszy głową. Inaczej ludzkie oko nie ma szans z czwartym wymiarem. Na próżno wytężać źrenice przy tak małym natężeniu światła w zimie. Tylko ruch stworzenia włącza w naszych mózgach sygnał alarmowy. Tylko ruch jest zauważalny na tle szaro brązowej masy drzew. Tylko za ruchem instynktownie podążają nasze zmysły. Tylko wtedy jest nam dany obraz. Dlatego istoty dzikie wypracowały sobie bezruch. Zastyganie. Posągowość. Trwanie. To ich siła. Moc. Bezwzględność. Stałość. Ukryty wymiar.

Patrzenie na bezruch ptaka jest terapią stałości. Zakotwiczeniem w bycie. Oswojeniem wolnej przestrzeni. Przebywaniem w stałości. Zgodą, przyzwoleniem istot dzikich na dzielenie się z tobą formatem przestrzeni. Areałem rozciągłości materii do kreski horyzontu w granicach niewidzialnego koła niskiej interakcji, której nie wolno ci przekroczyć bo ta granica spowoduje ruch. A ruch jest dzisiaj nie wskazany. To również mój ukłon i wdzięczność za ten bezruch. Przecież te oczy widzą wszystko jeszcze zanim urodziła się w naszych głowach myśl o opuszczeniu granic miasta.

Tajemnica łowienia

Jastrzębie, te majestatyczne ptaki drapieżne, są mistrzami sztuki polowania, a ich zdolność do bezruchu podczas obserwacji potencjalnej zdobyczy jest jednym z najfascynujących aspektów ich zachowania.

Strategiczny bezruch
Jastrzębie, zazwyczaj uważane za symbol siły i zręczności, potrafią w ciągu sekundy przejść z dynamicznego lotu w absolutny bezruch. To zjawisko jest kluczowe w strategii polowania tych ptaków. Gdy jastrząb zlokalizuje potencjalną zdobycz, przystępuje do skomplikowanego rytuału bezruchu, nie poruszając nawet piór. Ta forma kamuflażu umożliwia im zbliżenie się do zdobyczy niezauważenie. Myszołów poluje z tzw. zasiadki, czatując na wyższym punkcie orientacyjnym.

Anatomia i adaptacje
Tajemnica bezruchu jastrzębia tkwi częściowo w jego anatomicznych i fizjologicznych adaptacjach. Ich przenikliwe oczy są doskonale przystosowane do obserwacji ruchu nawet z dużej odległości. Ponadto, jastrzębie posiadają zdolność skupiania wzroku na jednym punkcie, co pozwala im skupić uwagę na potencjalnej zdobyczy. Myszołów poluje z tzw. zasiadki, czatując na wyższym punkcie orientacyjnym.

Cierpliwość jest cnotą
Bezruch jastrzębia wymaga cierpliwości. Czekanie na odpowiedni moment do ataku to kluczowy element sukcesu podczas polowania. Jastrzębie potrafią bez ruchu trwać przez długi czas, obserwując swoje otoczenie i czekając, aż zdobycz stanie się dostępna.

Dynamiczny atak
Gdy moment jest odpowiedni, jastrząb przechodzi z bezruchu do dynamicznego ataku w mgnieniu oka. Ich szybkość i zwinność w locie są zaskakujące, pozwalając im błyskawicznie schwycić zdobycz. Ta zdolność do szybkiego przejścia od spokoju do intensywnej aktywności jest kluczowa dla ich sukcesu w polowaniach.


Bezruch jastrzębia to nie tylko imponujący aspekt ich zachowania, ale również efektywna strategia polowania. To zdolność, którą ewoluowały przez tysiąclecia, umożliwiając im doskonałe dostosowanie do środowiska, w którym żyją. Cierpliwość, skupienie i szybkość czynią jastrzębie jednymi z najskuteczniejszych drapieżników w królestwie ptaków.

Ultrafiolet

Widzenie myszołowów, podobnie jak innych ptaków drapieżnych, obejmuje zakres światła ultrafioletowego. Jednak zdolność do widzenia w ultrafiolecie jest bardziej złożona i zależy od gatunku oraz adaptacji do środowiska, w którym ptak ten żyje.

Myszołowy mogą wykazywać pewne zdolności do widzenia ultrafioletu, co może być użyteczne w różnych kontekstach, takich jak:

  1. Śledzenie śladów moczowych: Niektóre drapieżniki, w tym myszołowy, mogą wykazywać zdolność do widzenia ultrafioletu, co pozwala im dostrzegać ślady moczowe pozostawiane przez zwierzęta, na które polują. Mocz może zawierać substancje fluorescencyjne widoczne w ultrafiolecie, co ułatwia myszołowom śledzenie i lokalizowanie swojej zdobyczy, która składa się głównie z norników, innych małych gryzoni czasem ptaków i padliny.
  2. Komunikacja międzygatunkowa: Pewne ptaki wykorzystują widzenie w ultrafiolecie do komunikacji międzygatunkowej, na przykład w kontekście doboru partnera. Choć nie jest to główny aspekt polowania, może wpływać na interakcje społeczne i reprodukcyjne myszołowów.

Warto jednak zaznaczyć, że zdolność do widzenia w ultrafiolecie może różnić się między gatunkami i jest przedmiotem badań naukowych. W praktyce, myszołowy polegają na zaawansowanym widzeniu w świetle widzialnym, ostrości wzroku oraz innych zmysłach, aby skutecznie polować na swoją zdobycz. Widzenie w ultrafiolecie stanowi jedynie jedną z wielu adaptacji sensorycznych, które wspierają ich skuteczność jako drapieżników.

Śnieży

Zanim wyrosła jej świadomość była ufna. Wierzyła w tylko dobre intencje. Dorośli istnieli tylko po to, by wspierać i pomagać. Pomagać jej i sobie wzajemnie. Życie było proste. Każdy dzień był radością i ciekawością świata. Przemierzała korytarze myśli, łąki niewiedzy, pustynie naiwności. Odkrywała lasy i morza. Żyła pełnią. Słońce świeciło tylko dla niej. Wystarczyło tylko być cicho.

Puste mieszkanie przemierzała małymi kroczkami. Pustka miała swoją gęstość i smak. Była uśpieniem, zapomnieniem, niewiedzą i normą. Zaglądała pod łóżko za zagubioną kulką i kredką. Później włączała telewizor sprawdzając czy nie puścili jakiejś bajki. Bajka to było coś. Bajka wypełniała 30 minut nadmiaru czasoprzestrzeni. Przewijała nudę. Czas przyspieszał gdy wyimagowany świat poruszał się, skakał i śpiewał. Spragniony wrażeń mały umysł wciągał te kolory jak narkotyk. Niestety, niema. Niestety tylko cisza, przerwa i śnieżenie. Telewizor śnieży. Tak mawiali dorośli. Włączając garstkę poezji w ich kanciaste słowa. Nic nie ma, nic dzisiaj nie puszczą. Śnieży. Wieczorem będzie dziennik. A przed dziennikiem może wieczorynka jeśli ktoś przypomni gdyby czas nagle wyrwał się spod kontroli. Ale co teraz? Nic. Wyłącza telewizor nie tracąc nadziei. Włączy go za 20 minut. 20 minut to czas, w którym może się dużo zmienić. Ktoś na przykład może zmienić zdanie. Ktoś inny może niechcący puścić bajkę albo jakiś film, tak przez przypadek, przez nieuwagę. W końcu ludzie często się mylą. Coś może przerwać śnieżenie. Cisza rozproszy się i opadnie jak mgła na brązowo sraczkowatej podłodze przy brązowych fotelach i meblościance również brązowej jak gdyby nie istniały inne kolory i ukaże się inny wymiar.

Za oknem parapet. Szeroki blaszany, gdyby nie metalowe obicie pewnie też byłby brązowy. Na nim karmnik z jasnej sklejki. Prezent od kogoś, kto miał być bliski i chciał żeby obraz za oknem się zmieniał. Pod daszek przylatywały te dwa szare gołębie i przesiadywały tak godzinami łypiąc swoimi małymi czerwono czarnymi oczami. Ekran okna wyświetlał czasami wróble ale rzadziej inne ptaki. Z brązowego mieszkania można było wyjść na korytarz. Też brązowy. Na przykład do toalety. Jednak tam chodzić nie wolno gdy nikogo nie ma w domu. Był też strych na poddaszu. Pachniał wykrochmaloną pościelą ale tam dostęp blokowały drzwi zamykane wielkim metalowym kluczem. Ale można było posiedzieć na szerokich zakręconych schodach bo na strych też nie wolno chodzić samej. W prawej części korytarza były komórki. Komórki miały kolorowe kłódki a ich drzwi były z drewnianych niecheblowanych desek, z których powypadały sęki. Przez te wielkie bezsękowe oczy otwierał się tajemniczy świat słoików z kompletami i ogórkami oraz bliżej nieokreślonymi masami. Chciała tam wejść. Przyjrzeć się z bliska. Dotknąć zakurzonych złotych denków. Poukładać z nich piramidy. Najpierw jeden rząd z równiusienkimi przerwami. Na nim kolejna warstwa ale krótsza, a później następna i następna aż do momentu gdy na szczycie stanie tylko jeden słoik. To by było coś.

W mieszkaniu przedzielonym prawie na pół meblami. Ta mniejsza podłużna część należała tylko do niej. Tam prowadziła swoje pustelnicze życie. Wśród przedmiotów i zabawek które miały twarze. Te twarze czasem przemawiały, coś chciały, domagały się uwagi, co rusz trzeba było w czymś im pomagać. Ona musiała to robić. Była potrzebna i niezastąpiona. Słuchała ze zrozumieniem ich narzekań. Wykonywała ich polecenia, o wszystkich pamiętała i nikogo nie faforyzowała. Dla niej wszyscy byli ważni. Żółto biały misiek, plastikowa pszczoła z czerwonymi skrzydłami, lalka z którą spała wąchając jej słomkowe włosy. Wszyscy byli zaopiekowani. Wysłuchani i przestawieni bliżej okna, żeby mogli spoglądać przez szybę na karmnik. Gdy obrobiła potrzebujących wchodziła do kuchni. Otwierała z wysiłkiem białe ogromne drzwi. Drzwi nie chciały jej tam wpuścić ale po odpowiednich prośbach i odpowiednio długim naciskaniu na srebrną klamkę w końcu ustępowały. Kuchnia miała ścięty dach, jak na poddaszu, ściany pomalowane wałkiem prezentowały powyginany, pionowy wzór w wiadomym kolorze. Na wprost małe okienko jak w czołgu. Wpuszczało strumień słońca. I wanna. Biała wielka wanna. Jak basen. Stół, taborety, szafki, bojler i zimno. W tym pomieszczeniu panował inny klimat. Było zimno. Zawsze zimno. Ale okienko korciło, zmuszało, namawiało do wyglądania na inną stronę ulicy jak na inny poprzeczny świat. Niestety ona była za mała. Zawsze za niska do tych wszystkich urządzeń. Szafek, półek, luster. Wszystko było za wysoko aż bolała szyja i gardło od ciągłego przechylania głowy, odsuwania się i potykania o te wszystkie przedmioty leżące za piętami. Trzeba było podstawić stołeczek. Stołeczek w odpowiedniej odległości od ściany. Gdy już się udało odmierzyć odpowiedni dystans za okienkiem zobaczyła dachówki i niebo. Wzór okrągło zakończonych brzegów równo poukładanych dachówek falujących na tle chmur. Dach hipnotyzował, przesuwał granice, udawał ruch, wyświetlał krótkie animacje. Coś mówił, ale do końca go nie rozumiała co. Był dziwny ale w niczym nie mógł mierzyć się z telewizorem. Kiedy chłód był nie do wytrzymania trzeba było zejść ze stołka i odstawić go na miejsce. Wejść z powrotem do ciepłego pokoju. Poczuć przez chwilę ciepło na twarzy. Zamknąć z trudem białe drzwi. Usiąść w wielkim fotelu jak dla babci. Skrzyżować nogi po turecku tak jak uczyli w przedszkolu. Włączyć telewizor. Może już nie będzie śnieżył…

Świadomy sen

Jakaś taka ociężałość dopada mnie od poniedziałku. Niemożność i zmęczenie przejawiające się w oddychaniu. Dieta zamiast dodawać mi energii zabiera mi chęć porannego działania. Owszem, można wszystko zwalić ma zimę i ciśnienie ale to chyba coś innego. Za oknem słyszę odgłosy łopat skrobiąc odśnieżających ale nie mam ochoty wstać i wyglądnąć przez okno. Niech to co za nim, zostanie na chwilę tajemnicą.

W telewizji ogłoszono ferie dla dolnośląskiego. Jakby wszyscy mieli na raz ruszyć na hura w góry porzucając za sobą niedojedzone śniadanie i niezapłacone rachunki za prąd by wkręcić się w wir białego szaleństwa. Tutaj nic się nie zmienia. Nikt nie opuścił stanowiska przy komputerze. Wszystko zostaje bez zmian. Na złość wszelkim ustaleniom nikt nie rzucił pracy i nie wybiegł z budynku by jechać kilka godzin ośnieżoną drogą do zimowych kurortów z atrakcjami obiecującymi cud odpoczynku i przemiany duchowej. Praca przykuła nas skutecznie do laptopów i nie pozwala nawet na dłuższe przerwy a co dopiero podróże…

Miałam sen. Śniło mi się niebieskie morze z falami zakończonymi białą pianą. Rozbijały się o wysokie skały na końcu ścieżki, którą podążałem pełna dumy i radości w wojskowych spodniach. Osiągnęłam sukces ale w czym nie wiadomo jak to w snach, liczy siętylko odczucie, emocja sprawiająca, że cały organizm czuje się dobrze. Wycieczka mózgu w miejsca piękne i nieznane bez wychodzenia z domu. Słoneczne dni na nieznanych plażach i kąpiele w niebieskiej wodzie… Zupełnie za darmo. Gdyby tylko można było nad takimi snami zapanować i je powielać albo ingerować w nie i zmieniać miejsca i towarzystwo swoich podróży. To by było coś. Kierowanie podświadomością mogłaby zaspokoić wszystkie nasze potrzeby bez sztucznej symulacji jakie proponują nam gry komputerowe. Może to właśnie jest przyszłość?

Czy możliwa jest ingerencja w sen?

Owszem, istnieją pewne techniki, które niektórzy ludzie uważają za zdolne do wpływania na treść snów. Jedną z popularnych metod jest technika świadomego snu, gdzie świadomość osoby jest aktywna podczas snu, umożliwiając kontrolę nad pewnymi aspektami snu. Ćwiczenia, takie jak regularne prowadzenie dziennika snów czy rutynowe sprawdzanie, czy jesteśmy obecni w śnie, mogą pomóc w rozwinięciu zdolności do kierowania snami.

Badania sugerują, że medytacja, afirmacje przed snem i wizualizacje również mogą wpływać na treść snów. Jednakże, istnieje różnica między świadomym wpływaniem na sen a całkowitym kontrolowaniem go. Wiele czynników, takich jak zdrowie psychiczne, poziom stresu i indywidualne cechy osobowości, może wpływać na skuteczność tych praktyk.

Należy jednak pamiętać, że sen jest złożonym procesem, którego pełne zrozumienie nadal wymaga dalszych badań. Chociaż istnieją techniki, które zdają się mieć wpływ na sny, nie ma pewności, czy można całkowicie kontrolować ich przebieg. Sen jest unikalnym i indywidualnym doświadczeniem, a wpływ na niego może się różnić między osobami.

Oto kilka książek i artykułów, które mogą zainteresować Cię w kontekście ingerencji w sny i kierowania nimi:

Książki:

  1. „Świadome sny: Jak odkryć i kontrolować swoje sny” – autor: Stephen LaBerge
  2. „Sen w praktyce: Ilustrowany przewodnik po sztuce świadomego snu” – autorzy: Stephen LaBerge, Howard Rheingold
  3. „Journey to Ixtlan” – autor: Carlos Castaneda (skupia się na naukach odnoszących się do świadomych snów)

Artykuły:

  1. „Exploring the World of Lucid Dreaming” – Stephen LaBerge, Howard Rheingold (https://www.lucidity.com/EWLD10.PDF)
  2. „Lucid Dreaming: A State of Consciousness with Features of Both Waking and Non-Lucid Dreaming” – autorzy: Stephen LaBerge, Lynne Levitan (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2737577/)
  3. „Lucid dreaming: Neural correlates of consciousness during REM sleep” – autor: Martin Dresler (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3557627/)

Pamiętaj, że podejście do snów i ich interpretacja może być subiektywne, więc warto eksperymentować z różnymi technikami, aby znaleźć te, które najlepiej działają dla Ciebie.