Archiwa kategorii: Zapiski z cienia

Małe uwolnienia

„Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro” – cytat pojawia się w powieści „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa i jest cytatem z „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego

Słyszę deszcz za oknem. Mokry poranek w świecie pełnym suszy bywa wybawieniem. Przynosi spokój. Po tym jak FB usunął mi wszystkie konta i krótkiej panice w pierwszej chwili, dotarło do mnie, że właściwie nic takiego się nie stało. To tylko awatary mojego sztucznego życia, nic nie straciłam bo prawdziwe odgrywa się tu i teraz, w każdej sekundzie i wszystkimi zmysłami – poczułam coś w rodzaju uwolnienia. Ulgę.

To niebywałe jak miło jest nie odpowiadać na te wszystkie zapytania, nie reagować na powiadomienia. Niewnikanie w toki nielogicznych słowokształtów i próśb. Niesprawdzanie, nielajkowanie, nieinterweniowanie, nie, nie, nie…

Ktoś pozbawił mnie rzeczy, które tylko na pozór wydawały się ważne, a tak naprawdę były niepotrzebnym zapychaczem czasu, usługą, czyjąś grą w której jestem tylko pionkiem. Grą generującą lęki i dodatkową uwagę zamiast satysfakcji.

Właśnie opuściłam grę. Nie moją. Cudzą.

Czasem ślepy los podsyła nam właściwe rozwiązania. Małe katastrofy są początkiem czegoś innego, dobrego. Otwierają umysł, pozwalają wyjść z bańki. Z labiryntu. Pokazują inną perspektywę, generują kreatywność.

Za oknem deszcz rozpadał się na dobre. Leniwy poniedziałek przeciągnie się do ósmej. Samochody buczą w nieustannej walce na odcinku życie-praca-śmierć. Początek tygodnia otwiera nową chacklistę. Dodaje zadania do zaległych i toczy tę śnieżną kulę przez cały miesiąc. Szkoda mi czerwca na siedzenie w tym miejscu. Ale pieniądze same się nie zarobią.

Krople uderzają rytmicznie o parapet. Dźwięk nie pozwala ruszyć z tym dniem. Zimno zatrzymuje mnie w łóżku na dłużej. Daję sobie czas. Zbieram się w sobie. Na ekranie telefonu dwa powiadomienia: Duolingo i Instagram, nic co mogłoby podnieść ciśnienie w blumondayowy poranek.

#art #astrologia #birds #celtowie #creative-writing #duchowość #dusza #emocje #energia #ezoteryka #filozofia #fizyka #forest #grzyby #inspiracje #intencja #intuicja #Kingfisherprzykawie #kreatywność #książka #księżyc #kwantowa #magia #mushrooms #natura #nature #nauka #okultyzm #pisanie #podświadomość #pole #psychologia #ptaki #rytuały #rzeczywistość #sny #spacer #spokój #symbole #twórczość #umysł #warsztat #wild #zima #świadomość

Sobota

Wczoraj świat wychłostał mnie bezlitośnie, sponiewierał sprzątaniem, użeraniem się z domownikami, pisaniem artykułów w fazie narastającego głodu i frustracji. A kiedy gniew sięgał zenitu pan FB zablokował mi wszystkie konta ze względów tylko sobie wiadomych, usunął wszystkie strony bez możliwości zażalenia. Wypełnienia jakiegokolwiek formularza, porostu zmiótł mnie z planszy. Może to jakiś znak. Jeśli nie przywróci danych czeka mnie dodatkowa orka.

Z ulicy dochodzi dźwięk maszyny łatającej dziury czymkolwiek ona jest czyni samo zło. Teraz miodowy zapach kwitnących lip przykrył czarcim ogonem smród asfaltu czyli scenariusz z wczoraj powtarza się dzisiaj. Brakuje tylko kosiarek.

Sprawy szkolne jeszcze w toku. Nowa terapia dla S. również w fazie przyznawania lub odrzucania. Nie można zacząć nowych rzeczy. Czekam. Maj minął niezauważony, a czerwiec nienaturalnie przyspiesza. J. pojechał na bagna ja tkwię z chłopcami tutaj. Tutaj jest niewygodnie, a tam mi się nie chce. Jakoś nie mogę wyprasować sobie kartek głowie. Trudno mi myśleć o jutrze, kiedy dzisiaj nie może przejść do porządku dziennego. Jest parno i duszno.

Zarwana noc produkuje słabe emocje. Włącza się użalanie. Staram się odmienić ten stan. Idzie mi całkiem nieźle. Może trzeba ruszyć z łóżka. Minąć osiedlowe bunkry i zacząć cieszyć się zielenią w innej części miasta w tę bezlitosną czerwcową sobotę… Ale mi się nie chce.

Czekam na przypływ.

To nie jest dobry czas dla ptaków

Świt obudził mnie za wcześnie. Energia mnie rozpiera, wybucha, rozkwita. Do piątej praca, praca, praca. Pisanina bez końca a później wyczerpanie. Szkoda mi tak pięknego dnia. Wychodzę po siedemnastej na krótki spacer. Trawa, kasztanowce kwitnące na biało, purpurowe bzy i mlecze w wysokiej jeszcze nieskoszonej trawie. Obłędne zapachy kwiatów aż kręci się w głowie i ta jasna zieleń.

Zostaliśmy sami z S. w mieście. Mieliśmy odpoczywać ale jakoś nie wychodzi. Może jutro. Dzisiaj przenudne filmy i seriale. Kiedyś oglądałabym do bólu, dzisiaj nudzą mnie po dziesięciu minutach.

Odpadło prasowanie i szykowanie P. na praktykę. Teraz porządkuje z J. dom na bagnach. Kiedyś bez zastanowienia dołączyłabym do nich. Ale teraz wolę ten spokój. Nawet w mieście. Z upływem lat wszystko się zmienia, może obojętnieje, blednie. Powtarzalność rzeczy znudzi największego entuzjastę życia. Wkrada się nieproszona, wypycha kolana, wyciera koszule na łokciach, strzępi nogawki. Zastyga. Nie oczekuje.

Błotniaki już nie budują gniazda na bagnach. Postępujące wycinki drzew utorowały drogę spacerowiczom w najgęstsze miejsca na mokradłach. To nie jest dobry czas dla ptaków.

Zasypiam o 21:00.

Bezczyn

P. zakończył dzisiaj praktykę w urzędzie. Nie będzie kontynuował już „pracy” w Wydziale Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej, zakomunikowała jakby ze smutkiem. Dobrze, że to tylko praktyka i na tym „kariera” się nie kończy. Po drodze odbiera paczkę wysyłając SMS-em komunikaty: informujące o każdym kroku: paczka została odebrana, paczka w drodze, paczka zostanie dostarczona, zadanie zostało wykonane!

O jedną koszulę mniej do prasowania w porannym kieracie Matki Polki od Zaburzeń.

S. jutro skończy szkołę a w maju już matura. Całkowita remisja jego choróbska jeszcze nie nastąpiła. Gnieździ się w jego jelitach i w moim mózgu jednocześnie jak pasożyt.

Niespodziewanie 21 kwietnia o 7:35 zmarł papież Franciszek. „Franciszek w Krakowie modlił się nad ranem i sam prał skarpetki” – ujawnił Kardynał Stanisław Dziwisz w rozmowie z Vatican News.

Alert RCB: Dziś i jutro intensywne, nawalne opady deszczu.

„Z siekierą na fotoradar” Urządzenie zniszczone ponownie. Fotoradar, który w Warszawie dyscyplinował kierowców przekraczających 50 km/h na Alejach Jerozolimskich, został po raz drugi zniszczony. Przetrwał tylko dobę od ponownej instalacji. Kroś porąbał go siekierą… informuje BRD24.PL. Uwielbiam polskie gównodziennikarstwo.

Próbuję odpocząć. J. przykręca śrubki do starych rozchybotanych krzeseł Ikea. Ich świetność przeminęła razem z moją młodością i entuzjazmem do nowych rzeczy. Światło w przedpokoju razi siatkówki jak na przesłuchaniu z Jandą. Za oknem pachnie deszczem. Ptak śpiewa. Bez kwitnie. Śmieci śmierdzą zepsutym mięsem. Czwartkowa półcisza uspokaja mój umysł przed piątkowym piekiełkiem. Święta minęły, zmęczenie zostało jak psychiczna anemia. Leżenie zamienia się w bezczyn. Bezczyn w godzinę dwudziestą. Dwudziesta w dwudziestą drugą. Wieczór przeistacza się w noc.

Syndrom oszusta

Wreszcie tochę piszę i zaczynam żyć. Oddycham. Zredukowałam ilość pracy do realnego minimum. Walczę z wypaleniem. Uczę się odpoczywać. Jestem dość wystarczająca jak głoszą kołczowie. Wracam do siebie. Przytulam siebie i opiekuję się sobą. Uwolniony czas przeznaczam na spacery. Jest dobrze, a nawet świetnie, jednak jeszcze za krótko więc nie ufam do końca tym stanom świadomości. Obserwuję i kontroluję. Przywołuję siebie do porządku. Jestem swoim strażnikiem. Pomógł mi w tym jeden sen… Ale o tym innym razem.

Leczę się z pracoholizmu, który jak się okazuje po wewnętrznym śledztwie bierze się z syndromu oszusta. To takie proste i logiczne ale żeby do tego dojść trzeba przewalić tony literatury o narcyzach, mieć kilka przebłysków i jeden sen. Mimo to lądując na klepisku życia ze swoim małym oświeceniem nigdy nie wiadomo czy za chwilę nie wypłynie z tej rzeki jakiś śmierdzący but. Jednakowoż warto było uświadomić sobie źródło strachu. Ściągnąć płaszcz z mgły z ramion i z mózgu. Poczuć ulgę. Ruszyć przed siebie ku przeznaczeniu z wypielęgnowanym instynktem. Nie raz przywoływać siebie do pionu. Uświadomić sobie błędy na ścieżce do uzdrowienia by w ostatecznym rachunku kroczyć jak maszyna. W stronę światła…

Syndrom oszusta: Naukowe spojrzenie na wewnętrznego krytyka

Czym jest syndrom oszusta?

Syndrom oszusta (ang. Impostor Syndrome) to zjawisko psychologiczne polegające na przekonaniu jednostki, że jej sukcesy są przypadkowe, niezasłużone, a uznanie otoczenia nieadekwatne do jej rzeczywistych kompetencji. Osoby doświadczające tego syndromu często żyją w lęku przed „zdemaskowaniem” – boją się, że inni odkryją, iż są „nie dość dobre” lub „niewystarczająco kompetentne”.

Choć syndrom oszusta nie jest zaburzeniem psychicznym w sensie klinicznym, został szeroko opisany w psychologii od lat 70. XX wieku. Pierwsze badania przeprowadziły Pauline Clance i Suzanne Imes, które zauważyły, że wiele kobiet odnoszących sukcesy nie potrafiło zaakceptować swoich osiągnięć.

Objawy syndromu oszusta:

• Przypisywanie sukcesów czynnikom zewnętrznym (szczęściu, przypadkowi, życzliwości innych).

• Chroniczne poczucie, że „oszukujemy” innych udając kompetencję.

• Nadmierna samokrytyka, perfekcjonizm, porównywanie się do innych.

• Strach przed porażką lub sukcesem (bo może wzbudzić większe oczekiwania).

• Odrzucanie komplementów i uznania.

Kogo dotyczy syndrom oszusta?

Syndrom oszusta może dotyczyć każdego, niezależnie od płci, wieku czy poziomu wykształcenia – od studentów, przez artystów, aż po liderów, lekarzy i naukowców. Wysoka samoświadomość, empatia i wrażliwość mogą nawet sprzyjać występowaniu tego syndromu.

Inspirujące spojrzenie: Czy naprawdę jesteś „oszustem”… czy po prostu rośniesz?

To, że czujesz niepewność, często oznacza, że rozwijasz się, przekraczasz swoje granice i uczysz się nowych rzeczy. Ludzie, którzy nie mają żadnych wątpliwości co do swoich kompetencji, mogą… po prostu nie dostrzegać własnych błędów (efekt Dunninga-Krugera).

Albert Einstein powiedział:

“Czuję się nieustannie przereklamowany. Moja praca nie zasługuje na taką uwagę.”

Podobnie mówili Maya Angelou, Michelle Obama, Emma Watson czy Tom Hanks. A jednak to właśnie ci ludzie zmienili świat – mimo (albo dzięki?) swoim wątpliwościom.

Jak sobie radzić z syndromem oszusta?

(Naukowe i praktyczne wskazówki)

1. Rozpoznaj wzorce myślenia – Zauważ, kiedy umniejszasz swoje osiągnięcia i zadaj sobie pytanie: Czy to fakt, czy tylko interpretacja?

2. Zbieraj dowody na swoje kompetencje – Prowadź dziennik sukcesów, zapisuj pozytywne opinie i osiągnięcia.

3. Mów o tym – Dziel się swoimi obawami z zaufanymi osobami. Najczęściej usłyszysz: „Ja też tak mam!”

4. Praktykuj współczucie wobec siebie (self-compassion) – Nie musisz być perfekcyjny/a, by być wartościowy/a.

5. Zamień „oszustwo” na „uczenie się” – Jeśli coś jest trudne, to nie znaczy, że się do tego nie nadajesz. To znaczy, że… się uczysz.

Inspiracja na koniec: Zasługujesz, by być tu, gdzie jesteś

Zamień myśl „Nie jestem wystarczająco dobry/a” na:

„Wciąż się uczę – i to jest w porządku”.

Zamiast czekać na „moment, w którym poczuję się gotowy/a”, działaj z miejsca, w którym jesteś teraz. Twoje wątpliwości są dowodem wrażliwości, a nie słabości.

Pytania

Czy syndrom oszusta to choroba?

Nie, to zjawisko psychologiczne, a nie jednostka chorobowa. Jednak może wpływać na zdrowie psychiczne, samoocenę i decyzje zawodowe.

Czy dotyczy tylko kobiet?

Nie. Choć pierwotnie badany głównie u kobiet, obecnie wiemy, że dotyka także wielu mężczyzn, zwłaszcza w zawodach wymagających wysokiej odpowiedzialności.

Jak odróżnić pokorę od syndromu oszusta?

Pokora to świadomość swoich mocnych i słabych stron. Syndrom oszusta polega na nieuznawaniu własnych sukcesów i ciągłym podważaniu siebie.

Jaśniej

Kolejny ranek w atmosferze niczego. Oczekiwania na coś, co daje obietnicę cudu mentalnego. Doznanie, które nigdy nie nadchodzi.

Jaśnieje za szybami. Całkiem niepotrzebnie. Półmrok z przaśnymi lampkami na balkonach rozświeca przestrzeń kolorami. Światełka dają ukojenie. A nawet uspokojenie. Migoczą daleką przeszłością niemal dzieciństwem jak połyskujący na kremowej czapce z pomponem wielki złoty pająk z zielonym błyszczącym kamieniem. Broszka, którą dostałam od cioci Bogdy. Spontanicznie, ponieważ spodobał mi się na czapkach jej synów. Podtrzymując opadającą na oczy górną część. Dobry prezent dla malucha lubiącego błyskotki. Czasem dostajemy coś znienacka. Po latach domagania się szarpania o wszystko. Proszę masz. I już.

Dary.

Przychodzą gdy już nie ma na nic nadziei. Zjawiają się jak ludzie po latach z dobrą nowiną. Niespodziewanie. Dotychczas przyciągaliśmy samo zło, a tu proszę niespodzianka. W punkcie zwątpienia świat z nas zadrwi dając iskierkę nadziei. I życie toczy się innym torem. Tym lepszym. Błyszczącym. Nieprzewidywalnym. I niech nie zawraca. Żadna myśl niech się nie cofa w rejony, które już były. Chcę nowego. Niech się toczy.

Jeszcze jaśniej.

Prawie ósma P. śpi w najlepsze. Zmywarka buczy. Pralka obraca w bębnie pościel przywracając biel jasnym paskom. Jest jakby spokojnie, wdech – wydech. Monitor komputera czule się wygasza, nie narzuca. Ale leciutko przypomina ile dziś czasu pochłonie. Mojego biednego czasu.

Dzwony.

Ósma. Dzwony wydobywające się z brzucha kościoła wystającego znad mojego parapetu przypominają dzwony piekieł. Tak je nazwał J. po pierwszej nocy. Od tej pory nic już nie było jak dawniej. Uniesienia, miłość, czułość, zazdrość, dzieci, choroby, rehabilitacja, terapie, strach, stres, depresja, wypalenie, brak czasu, brak pieniędzy. Tworzenie, zarabianie, zarabianie coraz więcej zarabiania i znów choroby i znów wypalenie. Tkanka życia z dziurami i przetarciami… ale jednak. Zaskoczenia. Przebłyski światła pomiędzy linią mroku. Zanim lub przed tym gdy wszystko runie lub znowu nas wystraszy na dobre. Nie myślimy już tak intensywnie. Robimy stop klatki. Tu i teraz sprawdza się najlepiej. Chociaż nie jest do końca wystarczające.

A jednak łagodzi lęki.

Wygładza ataki paniki. Nieuleczalne staje się wyleczone na zawsze. Zanim kolejna choroba nie zaskoczy nas we śnie. Wszystko płynie.

Pełnia nie pozwala się wyspać. Tylko na chwilę. Zmęczenie zawsze wygrywa. Zasypia nad zupą. Resetuje przeszłość. Ruszamy z nowymi siłami. Mam nadzieję, że przesilenie nam sprzyja. Zapalam białą świecę. Oczyszczam atmosferę. Przywołuję dobrą energię i wypędzam choroby z mojego domu. Niech światło działa znowu na naszą korzyść.

grudzień 2024

Światło mnie przepełnia

6:00. Sąsiadka przestała się wydzierać. Od wczoraj trwała w swoim flow zabierając mi moją ciszę. Ale teraz wszystko wraca do normy. Nie muszę się zrywać. Czas czeka uśpiony w kąciku. Nikt się niczego nie domaga. J. skroluje cichutko obok Tik Toka, niewiele mówi. Za oknem wiosna rozciąga pelerynę z wilgotnego powietrza. Wdycham je z wdzięcznością. Chce mi się nad morze i do lasu. Mam nadzieję że piątkowe ciągi gospodarcze nie popsują mi tego. Mam dużo energii, może nie zużyję jej na porządki i publikowanie. Może uda się gdzieś wyrwać. Choćby z własnego umysłu.

Wczoraj przemierzyliśmy całe miasto. Woda nad zalewem przybrała barwę niepokojąco siną jednak płoty mienią się różnymi kolorami. W trawie pachną obłędnie fiołki. Słodycz roznosi się od oblokowiska po rzekę. Wiosenne wędrówki przynoszą ukojenie. Zatem dobrze się dzieje. Wyrywam się w stronę chmur. Światło mnie przepełnia. Dostaję więcej snów i energii. Taki pakiet wiosenny. Zmysły wraz z roślinami budzą się do życia. Cyklicznie i co roku w tej samej konfiguracji. Winien, ma.

Zatapiam się w woni. Płynę przed siebie. Odczytuję znaki. Spisuję sny. Unoszę się na fali. Śnię na jawie. Czuję się jak szamanka. Integruję z przyrodą, wypełniam jej subtelne ciało i przenikam do niej jak tlen. Kiedyś we śnie umarłam po to by teraz odradzać się w nowej formie. Kto wie może to prawda. Może mam nieodkrytą moc i za chwilę wszystkie problemy się skończą.

Kiedy moje miasto robi się magiczne

Spacerowanie moich chwil oddechu staje się magiczny gdy z murów wybuchają pierwsze barwy żółcieni. Tak. To ten czas.

Idę wtedy na oślep wzdłuż refleksów. Pływam na jawie. Z kocim spokojem przemierzam przestrzeń. Mrużę oczy i wciągam słodkie zapachy forsycji i fiołków. Płynę.

Spokój rozlewa się po płucach delikatną mgłą. Ptaki wchodzą na najwyższe stopnie kwiko-ćwierków. Przeszywają.

Na sobie mam mniej.

Mniej zmartwień. Mniej myśli. Mniej zadań. Nareszcie coś odpuszcza i pozwala dziać się rzeczom w harmonii. Nawet przytrafia mi się ukojenie. Małe ocalenie.

Deszcz

Deszcz. Nie wiedziałam, że może tak dobrze się kojarzyć. Dawać spokój i wytchnienie pomimo kolejnej nieprzespanej nocy w chorobach, wymiotach, biegunkach obrzękach kaszlach. Coś się zmienia. Ale wizyta we Wrocławiu nas nie ominie. Drugi tydzień covidowo w tym zaścianku zagościło się jak u siebie. Słowo precz nie istnieje dla tej materii. Nie ma litości. Znęca się nad S. jak potwór bez empatii. Jak narcyz potrzebuje uwagi i nie myśli o zmianie.

Deszcz. Uspokaja. Zagłusza kaszel. Deszcz zmywa niepokój. Wycisza. Rysuję nieśmiało nowy scenariusz.

Wczoraj wyszłam. Spacer był wybawieniem. Jak spacerniak. Moja cela dalej nie posprzątana tonie w butelkach po wodzie i obierkach po jabłkach. Czas się ciągnie i rozwleka. W ustach gorycz i spalenizna. Deszcz uderza kroplami o blaszany parapet. Przyspiesza. Srok nie słychać. Szarość.

Czas wziąć prysznic i zaparzyć rumianek. Deszcz.

Ktoś niepewnie schodzi po kamiennych schodach. Przyśpiesza.

I tak zmoknie.

Jak dobry sen

Miarowy turkot inhalatora i kaszel. Codzienny rytuał. Drugi tydzień bez większych zmian. Poranna euforia po godzinie zamienia się w zmęczenie. To gówno nie przechodzi. Zmienia się jedynie w lżejsze formy. Inne rodzaje snu. Majaki na jawie.

Mdłości utrzymują się nie pozwalając normalnie zjeść. Ale to akurat dobrze dla nadmiaru kilogramów. Takie oczyszczenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. No może S. ale on już przybrał trochę na wadze.

Szary poranek przeradza się w słoneczny obrazek obfitości. Widziałam krokusy w parku i przekwitające przebiśniegi. Wiosna przychodzi cicho. Wypełnia przestrzeń między drzewami i zabudowaniami mojego miasta. Może otworzy drzwi percepcji do innego światła, które wreszcie nas uzdrowi i pozwoli żyć w kolejnym wymiarze.

Na razie nie wychylam się. Zastygam w oczekiwaniu na lepszy nastrój. Nie daję zabrać się temu, który przelewa czarną smolę pomiędzy mózgiem i jelitami. Nie wpadam w czarną dziurę. Zachowuję spokój. Nie daję się. Nie rozmyślam. Nie użalam. A jednak coś mogłoby drgnąć. Jakiś pierwszy pączek mógłby mnie przytulić jak dobry sen.