Piątek.
Wieczór. Siedzimy w domu. Robimy przewiew. Tunel powietrza od balkonu po kuchnię. Powietrze.
Łapiemy tlen. Ja w małym, S. w dużym pokoju. Ja podcastowo, S. gejmowo. Razem ale po swojemu.
J. z P. pojechali na bagna. Oni zapełnią czasoprzestrzeń grillowo. Usuną usterki, odpompują szambo, ustawią ścianki…
A my spokojniutko, spokojnie, cichutko.
Powoli.