Archiwa tagu: #milczącaprzyjaciółka

Milcząca przyjaciółka

Wczorajszy wieczór utkwił mi w pamięci. Księżyc przed pełnią i gwiazdy. Wszystko wyraźnie jak nigdy. Kiedy ostatnio byłam w mieście po 22:00? Już nie pamiętam. Wszystko dzieje się za dnia, praca, zakupy,  praca, problemy, praca… Noc i wieczór jest do spania. Jeśli uda się zasnąć.

Wczoraj P. uparł się na kino. Kino w czwartek? Dlaczego nie!

Poszliśmy na „Milczącą przyjaciółkę”, albo przyjaciela: w zasadzie „Silent Friend”, hipnotyzujące uczucie spokoju, dźwięku i ciszy, a w roli głównej Miłorząb.

Przepiękny stary rozłożysty miłorząb, z tymi swoimi wachlarzykami z  jednym nietypowym wcięciem. Glinko Biloba na wzmocnienie pamięci i pracę mózgu.

O czym jest ten film? O naukowcu badającym fale mózgowe u niemowląt. O naukowcach badających fale „życiowe” roślin, o fascynacji przyrodą… O odkrywaniu,  tworzeniu, komunikacji  między tymi światami. O pasji i jednej, wyjątkowej pelargonii w oknie. Właściwie o wielu rzeczach, które muszę jeszcze dobrze poukładać sobie w głowie.

Główną osią były rośliny, fale i samotność. Samotność tworzenia lub tworzenie w samotności, i o odwadze w tej wędrówce ku nowemu. O szukaniu swojego miejsca, wybieraniu drogi, wychodzeniu naprzeciw,  przecieraniu ścieżek, poznawaniu… i o zachwycie. Arcy piękne kadry! Odcienie, faktury kory, światło przebijające przez blaszki liści i kielichy kwiatów. Podglądanie wszechrzeczy z pozycji mrówki ukrytej w sieci połączeń i sowy ukrytej w gałęziach drzewa. Głęboka cisza nieświadomych istnień.

To film ogród. Gęsty, lepki, pachnący. Ogród w deszczu, na przestrzeni wieków. Ogród wiosną wybuchający zielenią. Ogród podzielony kolorami epok od czarno-białego, chromatycznego, melancholijnego zachwytu początkującej, wyjątkowej studentki w latach 1908, do rozkwitu żółcieni i różu pewnej pelargonii w latach siedemdziesiątych, aż do zwykłej tonacji barw, czyli niebiesko szarej, naszego stulecia. Z pewnymi wyjątkami, kolorowych wibrujących fal emitowanych przez mózgi niemowlaków i drzewa. Trzy okresy w trzech wachlarzach barw, a po środku Miłorząb. W zasadzie to ONA. Tytułowa milcząca przyjaciółka, obserwatorka.

Dziwny to film, w którym widz obserwuje i zaczyna sam czuć, że jest obserwowany, przez nie zlokalizowaną świadomość istnień. Niesamowite wrażenie. Inny to film, bo mało w nim rozmów, a więcej dźwięków fal. Ktoś powiedział, że to esej ubrany w kino. Dla mnie to film, gdzie głównym bohaterem jest tło…

To film ogród. Ogród podzielony kolorami epok. To naukowe obserwatorium wszechrzeczy zamknięte w kadrach przeszłości i przyszłości, jak spacer po ścieżkach,  gdzie przewodnikiem niekoniecznie musi być człowiek. Bo człowiek jak to on, wciąż zmaga się ze swoją niewystarczalnością, pod drzewem pogrążony w niemocy swoich działań, nieświadomy swojego tła. Tła które do niego nieustannie szepcze i opowiada historie od czubków koron, aż po strzępki korzeni – ukryty wymiar. Pasja. Nauka. Natura. Samotność. Artystyczne makro kadry. Zapierające dech zbliżenia. Oskar za zdjęcia!

Wracając z Galerii dostrzegliśmy kunę. Niosła w pyszczku sierpówkę. Nieproporcjonalnie wielką do swoich wychudzonych rozmiarów. Spłoszona schowała się pod autem zaparkowanym przy naszej bramie. W popłochu zostawiła martwą gołębicę na krawężniku. Obserwowaliśmy w zdumieniu niespodziewane zdarzenie, może po filmie wyostrzyły nam się zmysły. Pewnie jeszcze ciepła… pomyślałam, jeszcze pulsuje w niej krew. Szare pióra na sztywniejącym ciele zaskoczonego we śnie ptaka. Drapieżnik czekał aż sobie pójdziemy. Nocne życie miasta tętni – istnieje poza naszą świadomością. Czwarty wymiar. Ktoś walczy. Ktoś obserwuje. Ktoś umiera. Ktoś wreszcie przestaje być głodny.

Recenzja:

„Milcząca przyjaciółka” — czego stary miłorząb może nauczyć człowieka o samotności, czasie i zachwycie? 🌿

Milcząca przyjaciółka to jeden z tych filmów, które bardziej się kontempluje, niż ogląda. Węgierska reżyserka Ildikó Enyedi — znana wcześniej między innymi z Dusza i ciało — stworzyła opowieść niezwykle delikatną, filozoficzną i niemal hipnotyczną. W samym centrum filmu nie stoi człowiek, lecz stary miłorząb japoński (Ginkgo biloba), który przez ponad sto lat obserwuje ludzkie losy w uniwersyteckim ogrodzie botanicznym w niemieckim Marburgu.  

To film o samotności, ale nie tej dramatycznej i krzykliwej. Raczej o cichej samotności ludzi, którzy próbują odnaleźć połączenie — z drugim człowiekiem, z naturą, ze sobą samymi. Trzy przeplatające się historie rozgrywające się w latach 1908, 1972 i 2020 tworzą rodzaj medytacji nad czasem, pamięcią i niewidzialnymi więziami między wszystkimi żywymi istotami. Miłorząb nie jest tutaj dekoracją. Jest świadkiem, milczącym opiekunem, niemal osobnym bohaterem filmu.  

„W 2020 roku neurobiolog z Hongkongu, badając umysł niemowląt, rozpoczyna nieoczekiwany eksperyment ze starym drzewem.

W 1972 roku młody student doznaje głębokiej przemiany pod wpływem prostego aktu obserwacji geranium i nawiązania z nim kontaktu.

W 1908 roku pierwsza studentka uniwersytetu odkrywa za pomocą fotografii święte wzory wszechświata ukryte w najskromniejszej roślinie.

Śledzimy ich niezdarne, niezdarne próby nawiązania kontaktu – każde z nich głęboko zakorzenione w swojej własnej teraźniejszości – gdy przemienia je cicha, trwała i tajemnicza moc natury. Prastary miłorząb japoński przybliża nam, co to znaczy być człowiekiem – naszą tęsknotę za przynależnością.”

Najpiękniejsze w „Milczącej przyjaciółce” jest to, że Enyedi nie próbuje nikogo przekonywać do żadnej ideologii. Nie mówi wprost, że drzewa mają świadomość ani że natura zna odpowiedzi na nasze problemy. Raczej stawia pytanie: co tracimy, gdy przestajemy słuchać świata poza ludzkim hałasem? W epoce ekranów, algorytmów i nieustannego przyspieszenia film proponuje coś niemal radykalnego — uważność.  

W wielu momentach „Milcząca przyjaciółka” przypomina esej filozoficzny ubrany w kino. Można w nim odnaleźć echa myśli Martina Heideggera o zamieszkiwaniu świata, zachwyt naturą znany z twórczości Henry’ego Davida Thoreau, a nawet współczesne badania nad komunikacją roślin. To kino, które bardziej szepcze niż mówi. Nie podaje odpowiedzi. Pozwala siedzieć pod drzewem i zadawać pytania.  

To film o nadziei. Miłorząb japoński jest przecież symbolem niezwykłej odporności. To jedno z najstarszych drzew na Ziemi, gatunek, który przetrwał miliony lat i stał się symbolem odradzania po katastrofach. W filmie ten motyw wybrzmiewa subtelnie: ludzie przychodzą i odchodzą, epoki się zmieniają, a drzewo trwa. Nie dlatego, że jest silniejsze od człowieka, ale dlatego, że żyje w innym rytmie czasu.

To kino dla tych, którzy kochają filmy takie jak Perfect Days, dla osób zachwycających się drzewami, ogrodami botanicznymi, ciszą i pytaniami bez odpowiedzi. Nie wszystkich porwie. Niektórzy uznają je za zbyt powolne. Ale jeśli lubisz kino, które zostaje pod skórą jeszcze długo po seansie, „Milcząca przyjaciółka” jest jak spacer pod starym drzewem w deszczowy dzień — pozornie nic się nie dzieje, a jednak wracasz odmieniona.

https://youtu.be/TaRZnpAmtJk?is=8RpQvz5dRbytRAbC