Archiwa tagu: #Kingfisherprzykawie

Pęd zarodnionośny skrzypu polnego

„Te współczesne, nazywane ocalałymi z dewonu, są rozbitkami tragedii ciągnących się na Ziemi przez czterysta milionów lat, od kiedy w ocenach pływały potwory o zębatych paszczach, zaśluzowane prymitywne płazy wygrzebywały się dopiero leniwie na ląd, a dinozaury miały pojawić się za jakieś dwieście milionów lat. Już wtedy żyły skrzypy, w bogactwie form. Przeżyły wielkie wymierania, zlodowacenia i inne rozmaite gwałtowności, które jednoznacznym gestem tasowały drogi ewolucji. Homo sapiens może dziś dotykać jedynie piętnastu gatunków ocalałych z tamtego niemożliwie odległego czasu, dotykiem dłoni teleportować się do wilgotnych lasów karbonu, stumilowym krokiem przeskoczyć odległe ery, pobyć tam nawet i pooddychać, przez kontakt opuszkami palców, obejmującymi wątłą łodyżkę przydrożnego chwastu. Skrzypy dzisiejsze są miniaturą niegdysiejszych. Tamte osiągały kilkadziesiąt metrów wysokości, były jak drzewa. Niepodobna wyobrazić sobie, jaką drogę przeszły, by tu trafić. Nie sposób też odgadnąć, dokąd podążają teraz. (…)

Skrzypy nie tworzą drewna, jakie potrafi budować drzewo. Nie wie nawet, że coś takiego istnieje, że są rośliny, które posiadają moc tworzenia drewna co każdy rok. Skrzypy nigdy więc nie będą twarde i naprężone. Ich łodyga jest podzielonym na segmenty cylindrem. W środku dominuje kanał powietrzny, czyli pustka, która pojawia się też w jej tkankach, gdzie są inne kanały powietrzne, inne puste nic, i jeszcze mniejsze kanały powietrzne, tę łodygę tworzy nicość rozdrobniona. Ale skrzypy jednak będą rosły w górę, ryzykując utratę stabilności, załamania, wyboczenia, będą rosły w górę, bo tylko tak zyskają szansę na więcej” – Urszula Zajączkowska, Patyki, badyle

Morfologia skrzypu polnego

Zacznijmy od charakterystycznego pędu zarodnionośnego. Który widnieje na moich zdjęciach. Podejrzewam, choć to tylko przypuszczenie, że jest świecący jak większość drobnych wiosennych grzybków leśnych. Jednak nie znalazłam nic na ten temat. Wniosek opieram na trudności z fokusowaniem, tak samo mikroskopijnych parasoli grzybków wyrastających na zbutwiałych liściach dębu lub jak turkusowych piór na grzbietach zimorodków. Wszystko odbija światło jak gdyby świeciło.

Pęd zarodnionośny

Pędy zarodnionośne mają specyficzną strukturę i różne kolory w zależności od fazy rozwoju. Dla mnie są po prostu piękne i dziwne zarazem. Już sam fakt, że wyrastają przed roślina właściwą czyli pięknym końskim ogonem jest nietypowe. Cała reszta jest poezją natury. Kolejną artystyczną formą unikalną strukturą, którą łatwo przeoczyć na kwietniowym spacerze.

Pęd zarodnionośny – występujący u skrzypów pęd na którym występują kłosy zarodnionośne wytwarzające zarodniki. U skrzypów na ogół jest on niezielony i nierozgałęziony, w naszej strefie wytwarzany jest wczesną wiosną. Ponieważ nie przeprowadza fotosyntezy, składniki niezbędne do wzrostu czerpie z podziemnych kłączy i znajdujących się na nich bulwek pędowych. Ma zabarwienie brunatne, ponieważ jego łodyga nie zawiera chlorofilu. Pęd ten zakończony jest kłosem zarodnionośnym – sporofilostanem zbudowanym z tarczowatych listków. Na każdym z tych listków występuje do 20 zarodni wytwarzających liczne zarodniki. Po wyprodukowaniu zarodników kłos zarodnionośny u niektórych gatunków (np. skrzypu polnego) obumiera, u innych (np. skrzypu leśnego rośnie nadal, jako pęd płonny).

Pęd: Skrzyp polny charakteryzuje się wyrastającymi z ziemi pędami, które są cylindryczne i wzniesione. Pędy te są zielone, w miarę dojrzewania mogą stawać się żółto-brunatne. Są one ograniczone węzłami, które oddzielają poszczególne segmenty pędu.

Liście: Na pędach skrzypu polnego występują drobne, błoniaste liście zredukowane do formy łusek, które otaczają węzły. Liście te są zwykle bezbarwne lub mają jasnozielony kolor.

Łodyga zarodni: Na końcach niektórych pędów skrzypu polnego rozwijają się specjalne, brunatne struktury zwane łodygami zarodni. Mają one formę kłosa lub stożka i zawierają zarodniki, które są rozsiewane w celu rozmnażania się rośliny.

Korzeń: Skrzyp polny posiada korzenie wiązkowe, które rozrastają się w glebie. Korzenie te pomagają roślinie w pobieraniu wody i składników mineralnych z otoczenia.

Właściwości, zastosowanie i korzyści

Skrzyp polny (Equisetum arvense L.), znany również jako skrzyp rolny, to roślina o niezwykłych właściwościach zdrowotnych i użytkowych. Choć czasami traktowany jako chwast, skrzyp jest ceniony ze względu na swoje korzyści dla zdrowia i naturalnych zastosowań.

Opis rośliny: Skrzyp polny jest wieloletnią rośliną zielną należącą do rodziny skrzypowatych. Charakteryzuje się wysokim zawartością krzemionki, co nadaje mu unikalną strukturę i wyjątkowe właściwości. Roślina rośnie dziko na terenach wilgotnych, w pobliżu wód, na łąkach, pastwiskach oraz na terenach porolnych.

Właściwości zdrowotne: Bogactwo krzemionki:

Skrzyp polny jest jednym z najbogatszych źródeł krzemionki wśród roślin. Krzemionka odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu zdrowych kości, skóry, włosów i paznokci.

Wsparcie dla układu moczowego:

Skrzyp polny posiada właściwości moczopędne, co może być korzystne dla osób cierpiących na schorzenia układu moczowego, takie jak infekcje dróg moczowych.

Stymulacja wzrostu włosów i paznokci: Dzięki zawartości krzemionki, skrzyp polny może wspomagać wzrost i wzmocnienie włosów oraz paznokci, sprawiając, że stają się one zdrowsze i bardziej odporne.

Wsparcie dla zdrowia skóry: Regularne spożywanie skrzypu polnego lub stosowanie go zewnętrznie może poprawić kondycję skóry, sprawiając, że staje się ona bardziej elastyczna i młodzieńcza.

Zastosowanie

Suplementy diety: Skrzyp polny jest często wykorzystywany jako składnik suplementów diety, dostępnych w postaci tabletek, kapsułek lub proszku.

Napary i odwary: Z suszonych pędów skrzypu można przygotować napary i odwary, które można spożywać jako herbatę lub stosować do pielęgnacji skóry i włosów.

Preparaty kosmetyczne: Olejki, kremy i szampony zawierające ekstrakt ze skrzypu polnego mogą być skutecznym sposobem na poprawę stanu skóry i włosów.

Ostrzeżenie: Mimo wielu korzyści zdrowotnych, skrzyp polny może powodować interakcje z niektórymi lekami. Zaleca się skonsultowanie się z lekarzem przed rozpoczęciem suplementacji lub stosowaniem skrzypu polnego w celach leczniczych.Skrzyp polny to niezwykła roślina, która może przynieść liczne korzyści dla zdrowia i urody. Dzięki swoim unikalnym właściwościom jest ceniony zarówno w medycynie naturalnej, jak i przemyśle kosmetycznym. Jednak przed rozpoczęciem stosowania skrzypu w celach leczniczych zaleca się konsultację z profesjonalistą, aby upewnić się, że nie będzie kolidować z innymi lekami ani nie wywoła niepożądanych skutków ubocznych.

Zapominając o sobie, kiedy ciało mówi nie

Już po. Już po świętach. Cieszę się, że nie musiałam nikogo gościć ani do nikogo w gościnę przychodzić. To miłe robić po tyłu latach wreszcie to czego naprawdę się chcę. Wydobyć z siebie tę potrzebę bycia dla siebie dobrym, a nie jak zawsze dla kogoś. Nie obyło się bez awantur, ale warto było wybrać siebie. Zawsze warto wybrać siebie.

Byłam na długim spacerze z P. Widzieliśmy miłą odsłonę słonecznego dnia nad naszym zalewem. Ludzie zrobili sobie pikniki nad brzegiem wody. Rozmawiali, cieszyli się. To miłe, że moje miasto z zamkniętego niegdyś strachem i wstydem sarkofagu niemocy zamieniło się w przyjazną otwartą przystań odpoczynku i kontemplacji przyrody na wierzchu wszystkiego.

Było cudownie. Jeszcze lepiej w poniedziałek, kiedy to już sama wybrałam się w krainę stokrotek i tajemniczych pędów nasiennych skrzypów, które znalazłam tuż przy granicy miasta. Było gorąco. Wiał lekki ciepły wiatr. Spacer dawał ukojenie. Mogłam wysłuchać nową książkę Kaśki Nosowskiej, więc było również kolorowo przy takiej narracji. Po prostu upojenie. Jak dobrze nie dać się zpędzić w kajdany oczekiwań i przymusów innych, którzy to inni zapadnięci i tak w swoje sprawy oraz wyimaginowane problemy i choroby mają nas głęboko w dupie zostawiając w mojej głowie jedynie pokłosie tychże chorób.

Wolny czas, czytaj święta są dla nas, nie dla innych. Odpoczynek jest dla wszystkich równy. Nikt nie może być zmuszany mentalnie lub w inny natarczywy sposób do organizaowania odpoczynku innym bez względu na pokrewieństwo. Odpoczynek jest wtedy gdy wszyscy odpoczywają. To warto podkreślić. Święta stworzono dla świętowania a nie służenia przy stole innym. Oczywiście wiemy jak jest. Są czasy kiedy nie wypada się buntować, są ludzie którzy wezmą cię za głupią histeryczkę, wiadomo. Jesteś kobietą, zawsze możesz mieć nasrane w tym swoim przymałym mózgowiu i jak zwykle wydziwiać. Stawać okoniem. Respektować od lat ustalone zasady. Wypełniać cudze zadania w cudzych wizjach świata… To błąd. Ale do tego stwierdzenia trzeba dorosnąć.

Nie wolno tak robić. To zabija, unieszczęśliwia, umniejsza. To trucizna. Wiem jedno, nikt nam nie zwróci straconego czasu. Nie wiemy ile zostało nam weekendów do końca życia ani wolnych chwil tylko dla siebie. Więc jeśli mamy robić coś dla ludzi, mówię o „ludziach” tych, którzy tylko zabierają nam wolny czas nie dając nic w zamian, którzy przyzwyczaili się przez te wszystkie lata do naszej usłużności do naszego nie wypada bo matka, bo ojciec, bo babcia bo szef… Ludzie w których schematy jesteśmy uwikłani od lat i ciężko jest się nam, od tak wyplątać się natychmiast. Ale dla własnego zdrowia psychicznego trzeba wreszcie powiedzieć nie! Nie i żyć po swojemu. Dla swoich bliskich/najbliższych kochanych bezwarunkowo.

Nawet jeśli już wpisaliśmy się w wygodny krajobraz świąt jako tło. Tło z którego więdnie i bezwiednie czerpali wszyscy. Trzeba z tym skończyć jak najszybciej. Przestać dorabiać się wdowiego garbu męczennicy. Nikt nas za to nie pochwali tym bardziej w grobie. Nad grobem mogą rzucić półgębkiem. No, dobry piekła makowiec… Szkoda, teraz będziemy musieli kupować… żal kobiety. I odpalą papieroska. I tyle. Pierdolić to.

Pieprzyć to. Jeśli nie lubisz świąt i męczysz się tak jak ja, przestań. Jeśli masz awersje do spotkań. Przestań. Jeśli matka i ojciec cedzą złośliwości, przestań. Jeśli teściowa krytykuje obrus, niech nakrywa u siebie. Jesli mąż czy żona zmusza cię do tych działań a sam, sama siedzi na kanapie, zastanów się czy warto dalej być służącą/służącym. Jeśli szef, szefowa wzdycha z pogardą, zachoruj tak jak większość to robi gdy czegoś nie chce… Jeśli jest ci źle, zostaw to. Znajdź rzeczy, które lubisz i daj im pierwszeństwo. Zrób miejsce na nowe i nie bój się zmian. Zmiany są trudne ale później, co też pewnie długo potrwa zaczyna się coś naprawdę dobrego, zdrowego i satysfakcjonującego. Coś co wreszcie daje poczucie dumy i sensu.

Twoje ciało więzi emocje. Tłumi je. Niedługo ten stan zaowocuje chorobami i zgorzknialością. Życie i tak jest wystarczająco trudne żeby marnować je na nasiadówki z ludźmi dla których nic nie znaczymy. Nie marnuj czasu bo czasu jest niewiele. Opamiętanie przychodzi późno, ale przychodzi. Łap je. Trzeba przesiać ziarno. Zrobić selekcję i żyć na nowo.

Gabor Mate, kanadyjski psychiatra, wykładowca twierdzi, że wszystkie trudne emocje, które tłumimy w sobie w czasie kiedy dajemy/poświęcamy w kółko swój czas innym zapominając o swoich potrzebach owocują chorobami. Jak widać gdy zapominamy o potrzebach naszego wewnętrznego dziecka, hodujemy sobie schorzenia. Jednym słowem sami sobie to robimy.

Gabor Maté to kanadyjski lekarz, autor, wykładowca i znany ekspert w dziedzinie zdrowia psychicznego, uzależnień oraz traumy. Jest również jednym z wiodących badaczy na świecie w zakresie wpływu stresu i traumatycznych doświadczeń na zdrowie fizyczne i psychiczne. Maté zdobył rozgłos głównie dzięki swojej pracy nad zrozumieniem związków między traumą, uzależnieniami oraz zdrowiem psychicznym. Jego książki, takie jak „When the Body Says No: The Cost of Hidden Stress” oraz „In the Realm of Hungry Ghosts: Close Encounters with Addiction”, zdobyły szerokie uznanie i wpłynęły na debatę na temat zdrowia psychicznego i leczenia uzależnień.

Zapominając o sobie: Czytając sygnały ciała, ciało mówi

Ciało mówi.

Głosy, których często ignorujemy. Często zaniedbujemy siebie, poświęcając naszą uwagę i energię na potrzeby innych. Gdybyśmy jednak zechcieli posłuchać, moglibyśmy usłyszeć, jak nasze ciało przekazuje nam niezrozumiałe sygnały – sygnały, które mogą prowadzić do chorób i złego samopoczucia.

Gabor Maté, w swojej przełomowej książce „Kiedy ciało mówi nie”, podkreśla związek między tłumionymi emocjami a chorobami fizycznymi. Jedną z kluczowych koncepcji, którą podnosi, jest to, że często ignorujemy swoje własne potrzeby, skupiając się na innych. Kiedy to się dzieje, nasze ciało może reagować, wyrażając te niezaspokojone emocje i potrzeby w postaci różnych dolegliwości fizycznych.

Niestety, życie współczesne sprzyja temu, byśmy stawiali potrzeby innych ponad swoje własne. W pracy, w rodzinie, w społeczeństwie – ciągle jesteśmy poddawani presji, aby być dla innych, być perfekcyjnymi, być pomocnymi. I kiedy wchłaniamy się w tę rolę, często nie zauważamy, jak bardzo zapominamy o sobie.

Często ta nieuwaga dla siebie idzie w parze z brakiem uznania ze strony innych. Mimo naszych wysiłków, nasze starania mogą zostać niezauważone lub nie docenione. Może to prowadzić do poczucia niedocenienia, frustracji i gniewu, które z kolei tłumią się w naszych ciałach, czekając na wyjście.

W krótkim okresie może to wydawać się akceptowalne, ale w dłuższej perspektywie może to prowadzić do chorób i stanów zapalnych. Nasze ciało mówi nam, że coś jest nie tak. Bóle głowy, napięcie mięśni, zaburzenia snu – to tylko niektóre z objawów, które mogą być sygnałami, że coś się dzieje w naszym wnętrzu.

Ale jak możemy zacząć słuchać tych sygnałów? Jak możemy zacząć dbać o siebie, nawet gdy świat dookoła domaga się naszej uwagi? To wymaga od nas praktykowania samopielęgnacji i uważności. To oznacza stawianie granic, uczestniczenie w aktywnościach, które nas odprężają i wzmacniają, i dawanie sobie czasu na introspekcję i zrozumienie własnych potrzeb.

Ale także, to oznacza naukę proszenia o pomoc i uczestniczenie w relacjach, które są wzajemne i wspierające. To, że poświęcamy się innym, nie musi oznaczać ignorowania nas samych. Istnieje równowaga między altruizmem a samozachowaniem, której warto szukać.W końcu, pamiętajmy, że nasze ciało jest najbardziej niezawodnym komunikatorem, jeśli chodzi o nasze potrzeby i emocje. Jeśli zaniedbujemy słuchanie tych sygnałów, robimy to na własne ryzyko. Ale gdy zaczniemy słuchać, możemy odnaleźć drogę do zdrowia i harmonii, zarówno w ciele, jak i umyśle.

Światło wiosenne w fotografii

Wiosna to czas fotografowania. To mój czas i wszystkich pasjonatów pierwszych zielonych listków białych i różowych kwiatków oraz pszczół i bąków przepełnionych tobołkami z nektarem. To zapach traw i drzew. Ćwierkających sikorek, rudzików, kowalików, kopciuszków i całej reszty wybitnych śpiewaków przeskakujących rytmicznie z gałęzi na gałąź. To czas wiewiórek przyklejonych do kory i sów schowanych w dziuplach a także dzięciołów wystukujących marsze na bogu ducha winnych drzewach oraz pora grzybków ukrytych w ściółce z nieoczywistych kształtach i fakturach.

Tak to czas odrodzenia, życia, kolorów a przede wszystkim światła. Światło wiosenne robi robotę. Najlepsze jest o wschodzie i o zachodzie, kiedy cienie są dłuższe. Kolory płatków nasycają się intensywnością barw. Wtedy purpura naprawdę jest soczysta a błękit intensywny jak aksamitka zawiązana pod kołnierzykiem przedszkolaka. O świcie zawilce jeszcze są zamknięte, uśpione, niepewne, mokre od rosy dopiero po chwili unoszą swoje małe twarzyczki ku słońcu i właśnie ten moment warto uchwycić, to warto uwiecznić w obiektywie. Trzeba się nad nimi pochylić dosłownie robiąc ujęcia z perspektywy mrówki, tak jak w przypadku innych kwiatów i również grzybów. Trzeba prześwietlać im głowy żeby zobaczyć wszystkie te tajemnicze wzory. Żeby się udało aparat powinien spoczywać na ziemi, a słońce lepiej mieć za plecami. Nie obejdzie się bez mokrego brzucha więc warto zaopatrzyć się w nieprzemakającą kurtkę… ale to już pewnie wiecie.

Wygodne ciuchy to podstawa. Później potrzebna będzie jeszcze otwartość na wszystkie przejawy nieoczywistości. Połamańce, pierwsze grzybki, brązowe pędy nasienne skrzypów, śliskie pączki, włochate rozłożone rozety różnych chwastów przy drogach – ich szczegóły i całą magię widać dopiero w macro. Szczegóły! O to w tym wszystkim chodzi. Szczegóły, nieoczywistości, lśnienia.

Jeśli jeszcze nie opanowałeś sztuki światła mniej słońce zawsze za sobą, przyjdzie czas na zdjęcia pod słońce. Ja zaczynałam od zdjęć właśnie za plecami. Metodą prób i błędów nie zasłaniając obiektu swoim cieniem. Zwykle wychodziły wyraźne i przepełnione kolorami. Wybierałam świt. Świt robił prawie całą robotę. Przekonajcie się sami. Próbujcie i nie ograniczajcie się niczym. Otwarty umysł jest kluczowym narzędziem każdej artystycznej duszy. Nie blokuj się zbędnymi myślami i samokrytyką. Wyjdź przed siebie i działaj!

Światło wiosenne a zimowe

Światło w fotografii wiosennej różni się od zimowego pod wieloma względami, co sprawia, że oba te sezony oferują fotografom unikalne możliwości artystyczne.

Wiosenne światło charakteryzuje się często bardziej jasnymi i cieplejszymi tonami. Wiosną dni stają się dłuższe, a słońce wydaje się stać wyżej na niebie, co sprawia, że światło jest bardziej rozproszone i bardziej równomierne. To sprzyja lepszej widoczności detali i kolorów, co jest szczególnie korzystne przy fotografowaniu krajobrazów, kwiatów, ptaków i portretów na świeżym powietrzu.

Z kolei światło zimowe często jest bardziej chłodne i oślepiające, ze względu na niższy kąt padania promieni słonecznych i częste zachmurzenia. Charakteryzuje się ono także dłuższymi cieniami i bardziej wyrazistymi kontrastami, co może stworzyć dramatyczne efekty w fotografii krajobrazowej i architektonicznej.

Ponadto, wiosenne światło może być bardziej dynamiczne i zmienne, ze względu na częste zmiany pogody, jak deszcz, chmury i przejściowe załamania atmosferyczne. Prowadzi do powstawania interesujących efektów świetlnych, takich jak tęcze, mgły czy odblaski na mokrych powierzchniach. Zimowe światło natomiast może być bardziej statyczne i spokojne, co stwarza doskonałe warunki do fotografowania lodowych krajobrazów, śnieżnych pejzaży oraz świątecznych dekoracji. Światło odbija się od śniegu i znów rozjaśnia… ale w inny sposób.

Ostatecznie, zarówno wiosenne, jak i zimowe światło oferują fotografom unikalne możliwości artystyczne i wyzwania, które można wykorzystać do tworzenia zależy od umiejętności i wrażliwości artysty, który potrafi wykorzystać jego specyficzne cechy do stworzenia wyjątkowych dzieł. Warto wziąć pod uwagę brak tak zwanego dobrego światła, na przykład deszczowy dzień, często wtedy, przy odrobinie wyobraźni powstają dobre zdjęcia bo kolory nasycają się w inny sposób – zwłaszcza ptaki, kwiaty, owady…

Światło w fotografii: Podróż przez historię iluminacji obrazu

Światło od zawsze było kluczowym elementem w sztuce i tworzeniu obrazów, a w fotografii odgrywa ono niezwykle istotną rolę. Wzrost zainteresowania światłem w fotografii można prześledzić poprzez historię, gdzie ewolucja technologii i koncepcji artystycznych zmieniała sposób, w jaki fotografowie wykorzystywali światło do tworzenia niezapomnianych obrazów.

Początki fotografii sięgają XIX wieku, gdy wynaleziono procesy umożliwiające rejestrowanie obrazu za pomocą światła i substancji światłoczułych. W tamtych czasach, fotografowie musieli polegać na naturalnym świetle słonecznym lub sztucznym oświetleniu, co wpływało na dostępność i jakość obrazów.Z czasem, rozwój technologii fotograficznej umożliwił kontrolowanie światła w coraz większym stopniu. Wynalezienie lamp błyskowych i reflektorów dało fotografom możliwość manipulowania oświetleniem, co otworzyło nowe możliwości artystyczne. Fotografowie zaczęli eksperymentować z różnymi typami światła, takimi jak światło miękkie czy twarde, aby uzyskać pożądane efekty.Wraz z postępem technologicznym, pojawiły się także nowe narzędzia i techniki, które umożliwiły bardziej zaawansowane manipulacje światłem. Fotografowie zaczęli wykorzystywać reflektory, parasole świetlne, stożki świetlne oraz różne rodzaje filtrów, aby kontrolować kierunek, intensywność i barwę światła. Ta zdolność do manipulowania światłem pozwoliła na tworzenie bardziej złożonych i ekspresyjnych obrazów.

Niezależnie od tego, czy jest to fotografia portretowa, krajobrazowa, czy reklamowa, odpowiednie wykorzystanie światła może uczynić zwykłą scenę niezwykłą.

Jednak w dobie cyfrowej rewolucji, kiedy aparaty fotograficzne stają się coraz bardziej zaawansowane, istnieje pokusa, aby polegać na edycji cyfrowej, aby poprawić jakość obrazu. Niemniej jednak, zrozumienie i umiejętne wykorzystanie naturalnego światła pozostaje kluczowe dla uzyskania wyjątkowych rezultatów w fotografii.

Światło w fotografii nie tylko rzuca światło na przedmioty i sceny, ale także na ludzkie emocje i narrację obrazu. Jest to narzędzie, które może podkreślić nastroje, ukryć lub odsłonić detale oraz prowadzić widza przez historię, która stoi za obrazem.Podsumowując, światło jest nieodłącznym elementem fotografii od jej początków, a jego rola stale ewoluowała wraz z postępem technologicznym i artystycznym. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu światła, fotografowie mogą tworzyć niezapomniane obrazy, które poruszają, inspirują i fascynują widza.

Synchroniczność u mnie też się dzieje

Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę, Julii Cameron:

KONTROLA

  1. Ile razy w tym tygodniu odrobiłeś poranne strony? Czy pozwoliłeś sobie marzyć o jakimś twórczym ryzyku? Czy rozpieszczasz wewnętrznego artystę-dziecko rzeczami, które uwielbiałeś w dzieciństwie?
  2. Czy w tym tygodniu poszedłeś na randkę artystyczną? Czy wykorzystałeś tę okazję, by podjąć jakieś ryzyko? Co robiłeś? Co czułeś?
  3. Czy w tym tygodniu doświadczyłeś jakiejś synchroniczności? Jakiej?
  4. Czy w tym tygodniu pojawiły się inne sprawy, ważne dla twojej twórczej odnowy? Opisz je.

To pytania na koniec każdego rozdziału Drogi artysty…, tej otwierającej umysł książki pani Cameron. Była dla mnie jak siostra, a raczej jest, ponieważ boję się doczytać ją do końca więc wydzielam sobie po małym kawałeczku jak belgijską czekoladkę. Jestem raczej sumiennym uczniem. To nie trudne gdy się ma wdrukowany w ciele na stałe pracoholizm. Zatem wypełniam starannie poranne strony. Piszę i ulepszam swoje „ produkty” jak ambitny pracownik korporacji. Nawet synchroniczność mi się przytrafia. Świadczą o tym moje niebieskie sny. Woda na słonecznych plażach. Błękit uderzający o skały w nieznanych miejscach mojej podświadomości przynoszący ukojenie i radość. A później turkus błękitnego jeziorka ukrytego w lesie w ostatni weekend. Czyż to nie jest synchroniczność!

Oczywiście, można to również nazwać nawiedzeniem ale wtedy Carl Gustav Jung również musiał by być namaszczony odklejeniem. Kto, wie. może tak właśnie jest, jesteśmy tylko zbłąkanymi bytami bez celu i kompasu miotających się w nieskończonych splotach i nieprzewidzianych zwrotach akcji życia nad których falami nie mamy żadnej kontroli, więc zwalamy sprawczość innym ludziom, a gdy to niemożliwe zwracamy się do zjawisk dziwnych i nadprzyrodzonych. Aby nie wyjść na wariata możemy podeprzeć się modną ostatnio fizyką kwantową, ale czy to wystarczy? Nie sądzę.

Synchroniczność według Carla Junga: Gdzie spotyka się przypadkowość ze znaczeniem

Carl Jung, słynny szwajcarski psycholog, wprowadził pojęcie synchroniczności, rzucające nowe światło na sposób, w jaki interpretujemy zdarzenia w życiu codziennym. Dla Junga, synchroniczność to nielosowe współwystępowanie zdarzeń, które zdaje się mieć głębsze, ukryte znaczenie.

Synchroniczność jest pojęciem znacznie bardziej złożonym niż zbieg okoliczności. Jung twierdził, że wydarzenia, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, mogą się łączyć w sensowny sposób, przynosząc głębokie wrażenie znaczenia. To, co wydaje się przypadkowe, staje się istotne w kontekście osobistej psychiki i rozwoju.

W życiu codziennym doświadczamy synchroniczności na różne sposoby. Może to być spotkanie z długo niewidzianym znajomym w miejscu zupełnie nieoczekiwanym, otrzymanie losowej wiadomości, która odpowiada na nasze aktualne pytania czy odkrycie powiązań między wydarzeniami, które zdawały się być od siebie zupełnie oddzielone.

Przykładem może być także częste pojawianie się pewnych symboli, motywów czy liczb w naszym życiu. Jung uważał, że te powtarzające się elementy mają znaczenie dla naszej psychiki i mogą być próbą ukazania nam pewnych aspektów naszego wnętrza.

Synchroniczność zdaje się działać również w sferze marzeń i intuicji. Momenty, w których myśli, uczucia i wydarzenia zewnętrzne splatają się w wyjątkowy sposób, mogą dostarczyć nam wglądu w ukryte aspekty naszego umysłu.

Rozumienie synchroniczności może prowadzić do bardziej świadomego życia. Zamiast postrzegać wydarzenia jako przypadkowe, możemy zaczynać dostrzegać w nich ukryte znaczenia. Jung zalecał otwartość na te zjawiska, co pozwala nam na pełniejsze korzystanie z doświadczeń, które się nam przytrafiają.

Warto być czujnym wobec synchroniczności w naszym życiu codziennym, bo to właśnie w tych pozornie przypadkowych zbiegach okoliczności może kryć się głębsze, ukryte przesłanie dla nas samych.

Dzisiaj jakby radośnie

Dzisiaj jakby radośnie. Ulgowo. Chociaż kat świąt już czycha za rogiem z baziami i zajączkiem i uśmiechem Hannibala Lecter’a. Nie martwię się już tym tak jak dawniej, chociaż myśl o tym jest drażniąca. Minie jak Izaura. Stopi się jak zeszłoroczny śnieg i pozwoli mi celebrować wiosnę spokojnym umysłem. Będzie dobrze a nawet wspaniale. Wczoraj zaliczyłam fryzjera dzisiaj wizyta kontrolna u ginekologa. I można dalej pisać.

Zadziwiającym jest fakt, że praktycznie już od dziesięcioleci na mojej drodze stoi fryzjer i ginekolog. Dwóch ludzi, którzy regularnie zajmują się moją głowa i dupą z sumiennością i oddaniem. Cykliczność tych spotkań uczyniła ich niemal moją rodziną. Są powiernikami codziennych zmagań z życiem i zdrowiem, polityką, ocenami dzieci, cenami nieruchomości, praktyczności krzeseł i możliwościami tanich sklepów internetowych oraz wyjazdów do ciepłych krajów. Wszystko omawiamy przy najbliższych spotkaniach. Nie karmimy się byle czym, pomiędzy datą ostatniego okresu a kolejną cytologią przemierzamy meandry objawów cukrzycowych oraz pozytywnych stron ruchu na świeżym powietrzu zwłaszcza gdy ten ruch odbywa się w lesie. Naturalnie bez kijków bo nasze kręgosłupy powinny pracować przecież bez podpórek.

Innym razem toczymy głośne dysputy na temat ogólnego bezsensu edukacyjnego w przełożeniu na rynek pracy i zupełnym marnowaniu czasu naszych dzieci oraz wnuków na kolejną odsłonę pruskiego modelu nauki przedmiotów, których już za dwa lata już pewnie nie będzie. Jest też sensoryka. Zamiast siedzenia na twardych krzesełkach dzieciaki mogą siedzieć w ławkach na wesołych półpiłkach a nawet całych piłkach. Ruch uaktywnia ich małe bystre oprzyrządowania mózgu, dlaczego mamy im tego zabraniać i ponownie nakazywać tkwić w dysfunkcyjny bezruchu kwadratowych powierzchni. Czasem zapętli się depresja, zaplącze w tę całą układankę bo przecież zawsze gdzieś u kogoś występuje jak drażniąca wysypka w okolicach krocza. Jednak zawsze znajdujemy na nią lekarstwo i znów wracamy do słońca, wiosny, i spacerów. Nasze pozytywne rozmowy napełniają nas obustronną energią. Poprawiają nam wibracje i czynią kolejny dzień znośnym. Nauczyliśmy się nie narzekać i nie marudzić. Ta kompetencja napełnia nas spokojem i umacnia na kolejne jasne spotkania. Taką bynajmniej mam nadzieję.

Brak snu: Kto kocha nigdy nie jest chory…

Kolejny dzień niewyspania. Braku dostatecznej dawki snu. Przerywane sny, które nie zdążyły połączyć się w ciągi zdarzeń. Zmęczenie jak po ośmiu godzinach pracy. Brak odprężenia produkuje czarne myśli, które próbuję zawrócić skąd przyszły. S. znowu nie poszedł do szkoły – bolącą noga i złe jedzenie zarwały mu noc. P. Natomiast poszedł na praktykę z cieknącym nosem i szczekającym kaszlem, również po zarwanej nocy.

Chyba jesteśmy niewolnikami tych zarwanych nocy. Przykleiły się do nas na dobre odkąd P. Skończył 3 miesiące swojego życia. Czas w którym typowym niemowlakom zwykle kończą się wzdęcia i kołki u przeciwnie, niego wybuchły wulkany kolek przerywanych wrzaskami od dziesiątej wieczorem aż do ósmej rano w przedziałach co 30 minut. To był czas zombi. Dzień zlewał nam się z nocą a wydarzeń dnia zupełnie nie rejestrowałam. Większość wspomnień z tego okresu wyparłam na dobre z podświadomości. Jednak w noce takie jak ta wracają wspomnienia. Jak nieme świadectwo tamtych dni i lat. Przetrwaliśmy i to się liczy. Przetrwamy i następne. Człowiek potrafi przetrwać wszystko, choroby, depresję, stres, przewlekłe zmęczenie, brak środków na kontach bankowych w przewlekłych chorobach i inne tu sobie można wstawić… co chcesz.

Kto kocha, nigdy nie jest chory, Divaldo Franco z filmu Body/Ciało, reż. Małgorzata Szumowska

Jednak kiedy dotyczy to naszych dzieci, wszelkie choroby i zaburzenia urastają do rangi krwiożerczych monstrum, które panują nad naszymi umysłami przez 24 godziny. Wtedy działamy na tak zwanym gadzim mózgu, w ciągłym stresie, na czerwonej lampce. Nasze choroby odchodzą do lamusa. Latami nie chorujemy, nic nie czujemy, jesteśmy tylko kolejnym zadaniem do wykonania na niekończącej się liście dziecięcych zaburzeń i chorób będących pokłosiem jeszcze innych zaburzeń. Nie mamy znajomych, później rodzin a na koniec nawet siebie.

Każdy zamyka się w swoim świecie, w którym przerzuca piasek z jednej góry na drugą. Jest w ciągłym wyniszczającym działaniu. Przyzwyczaja się do stresu i zarwanych nocy. Do niemyślenia. Do braku wspomnień. Do milczenia o sobie. Do refleksji: Co u ciebie? Drży przy pytaniu: Jak tam dzieciaki? Trzyma się w kupie. Codziennie rano pod prysznicem bierze się w garść. Aż z wiekiem nabiera w tym wprawy. Zaczyna akceptować wyzwania. Zaczyna przyjmować rzeczywistość za swoją. Zaczyna być w tym naprawdę dobry. Organizuje czas i przyjmuje przeszkody za coś normalnego. Akceptuje sponiewieranie. Wychodzi z kanału oczyszczony. Nie kopie się z koniem. Idzie do celu. Wypełnia zadania. Nie myśli o przyszłości, ponieważ myślenie o niej może zmiękczyć najtwardsze umysły. Przyszłość to dwie godziny w przód. Tyle da się jeszcze przewidzieć. Później, później jest zagadką. Jedyne właściwe pytanie czy wykonalną. Jeśli nie to ilu rzeczy nam potrzeba do jej wykonania.

Często wyprana z tych ludzkich normalnych uczuć wychodzę na miasto i czuję wstyd. Za to zaoranie, zmęczenie i nie wyglądanie jak inni. Jakbym wytoczyła się spod pokrywy blokowego śmietniska. Nie czuję przynależności do miejskiego flow. Nie pasuję do kobiet ani do mężczyzn. Moje miasto, chociaż tu się urodziłam i wychowałam nigdy nie było moje. Tak to czuję. Zawsze było jakby sztuczne. Niewygodne.

Wieczorne odbicia smug latarni na mokrym, błyszczącym chodniku dają ukojenie w zimie. Ulotne wspomnienie z dzieciństwa. Latem las i woda. W nocy niebieskie sny. Całe życie mam w głowie. Wystarczy nauczyć się karmić niebieskie sny.

Brak snu

Brak snu, przerywany sen i kłopoty ze snem mogą negatywnie wpływać na nasz organizm. Regularny, zdrowy sen jest kluczowy dla utrzymania dobrej kondycji fizycznej i psychicznej.

Pierwszym skutkiem braku snu jest osłabienie układu immunologicznego. Organizm potrzebuje odpowiedniej ilości snu, aby efektywnie zwalczać infekcje i utrzymywać swoje naturalne mechanizmy obronne.

Wpływ na funkcje poznawcze to kolejny aspekt. Brak snu może prowadzić do trudności w koncentracji, problemów z pamięcią oraz obniżonej sprawności umysłowej. To z kolei może wpływać na wydajność w pracy i codziennych czynnościach.

Problemy ze snem mogą prowadzić do zaburzeń nastroju, takich jak depresja czy podatność na stres. Osoby doświadczające chronicznych trudności ze snem mają zwiększone ryzyko wystąpienia problemów zdrowotnych psychicznych.

Wpływ braku snu na układ hormonalny jest także istotny. Nieprawidłowy sen może zaburzyć równowagę hormonalną, prowadząc do wzrostu poziomu kortyzolu, hormonu stresu, co z kolei może wpływać na metabolizm, apetyt i zdolność do utrzymania zdrowej wagi.

Nawet krótkotrwały brak snu może prowadzić do zwiększenia poziomu cukru we krwi i insulinooporności, co zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2. Regularny sen jest istotny dla utrzymania zdrowego metabolizmu glukozy.

Podsumowując, brak snu, przerywany sen i kłopoty ze snem mają złożony wpływ na nasz organizm, dotykając zarówno aspektów fizycznych, jak i psychicznych. Dlatego ważne jest, aby pielęgnować zdrowe nawyki snu i szukać pomocy w przypadku trudności ze snem, aby utrzymać optymalne funkcjonowanie organizmu.

Aby pielęgnować zdrowe nawyki snu, warto wprowadzić kilka praktyk, które mogą poprawić jakość i ilość snu:

  1. Regularność:
    Stworzenie stałego harmonogramu snu, czyli chodzenie spać i budzenie się o stałych porach, pomaga ustabilizować zegar biologiczny organizmu. To wpływa korzystnie na jakość snu.
  2. Komfortowa sypialnia:
    Zadbaj o odpowiednią temperaturę, ciemność i cichą atmosferę w sypialni. Dobre warunki środowiskowe sprzyjają spokojnemu snu.
  3. Unikanie kofeiny i alkoholu przed snem:
    Ogranicz spożycie kofeiny w drugiej połowie dnia, a alkoholu przed snem. Te substancje mogą zakłócać naturalny cykl snu.
  4. Regularna aktywność fizyczna:
    Regularna, umiarkowana aktywność fizyczna może pomóc w regulacji snu. Unikaj intensywnego wysiłku tuż przed snem.
  5. Odpowiednia dieta:
    Unikaj ciężkich posiłków tuż przed snem. Wybieraj lekkie, łatwostrawne potrawy.
  6. Relaksacja przed snem:
    Znajdź techniki relaksacyjne, takie jak medytacja, czytanie książki, czy ciepła kąpiel, aby pomóc ciału i umysłowi przygotować się do snu.
  7. Odstawienie ekranów elektronicznych:
    Odstawienie smartfonów, tabletów i komputerów przed snem jest kluczowe. Emitowane przez nie światło może zakłócać produkcję melatoniny, hormonu regulującego sen.
  8. Unikanie długich drzemek w ciągu dnia:
    Jeśli czujesz potrzebę drzemki, staraj się, aby była krótka i niezbyt późno w ciągu dnia, aby nie zakłócać nocnego snu.

Pamiętaj, że każdy organizm jest inny, dlatego warto eksperymentować, aby znaleźć najlepsze nawyki snu dopasowane do swoich indywidualnych potrzeb. Regularne stosowanie zdrowych nawyków snu przyczyni się do poprawy ogólnej kondycji fizycznej i psychicznej.

Zatem zostaje wizja przystrajania stołu w kiczowate kurczaczki

Słońce. 18 stopni robi swoje. Jest naprawdę wiosennie tej wiosny. Na jak długo – tego najstarsi górale jeszcze nie wiedzą. Zatem należy się cieszyć chwilą i nie zaczynać od rana narzekań. Jest ciepło. To już konkret. Jest radość. Dzisiaj wizyta u fryzjera a jutro u lekarza. Trzeba spiąć robotę, potrafimy! i nie robić długich przerw. Godziny mijają jak błyskawice i nie da się ich niczym ubłagać. To już wiemy! Czas nie staje zamyślony przy szybie, czas biegnie jak oszalały potykając się o kostki brukowe wystające nad z założenia gładką powierzchnię chodnika. Znów Wielkanoc. Znów chodzi mi po głowie, żeby spierdolić jak najdalej od tego świątecznego stołu i toksycznych spotkań. Wykupić śniadanie w hotelu i delektować się spacerami. Plan piękny jednak w naszym przypadku niemożliwy. Mamusia zostanie sama, nie do pomyślenia! J. Pracuje do samych świąt, może puszczą go na parę godzin przed rozpoczęciem śniadania wielkanocnego i nie zaśnie nad żurkiem. S. nie lubi już nigdzie się ruszać, tym bardziej w towarzystwie znienawidzonego brata P. Oraz jego bezczelnymi uwagami. P. natomiast jest chętny do podróży ale jego profesorsko autystyczne wykłady nierzadko filozoficzno- obsesyjne i głośne, zabiją nas już na przedsionku podróży.

Wszystko jest nie tak i wszystko jest do dupy, jak co roku. Zatem zostaje wizja przystrajania stołu w kiczowate kurczaczki i zajączki chuj wie skąd je wezmę, co przytłacza mnie starością lękiem i niepokojem. Klatka umysłu – bez wyjścia. Znowu wizualizują mi się w głowie brak ucieczki i sprzątanie zakurzonej półki w łazience. Zupełne zamknięcie. Mentalne gówno dopada mnie i poniewiera. Dobrze, że chociaż świeci słońce. Niedziela szybko minie, mam nadzieję. Pocieszam się nie wierząc sobie. Zamienię białe wino na cydr i nie będę wszczynać awantur. Postaram się być grzeczną dziewczynką. Na każde nie przytaknę, na każde tak również. Schowam ręce pod stołem i przetrzymam kolejną wymuszoną tradycję, która znowu zamieni mnie w kelnerkę i powierniczkę, chorób, pogrzebów, niespodziewanych śmierci, alergii sezonowych, bólów głowy, żołądka i dupy. Przetrzymam.

Przetrzymam telefony z kolokwialnym życzeniami jak dla przedszkolaków skierowanymi do mnie i do innych sugerujących bliskość, która od dawna przecież nie istnieje. Wkurwiajacą coroczną symfonię melodyjek komórkowych obwieszczających gościom zapuszczenie kropel do oczu. Od sześciu lat tę samą i obleczoną tym samym komentarzem – to sygnał, że mam zapuścić krople. Przetrzymam komentarze nad słusznością majonezu w sałatce i sosu na zmęczonym jajku. Braku chleba i herbaty, nadmiaru chleba i herbaty, niedostatecznej temperatury serwowanych potraw, za wysokiej temperatury serwowanych potraw. Braku filiżanek do kawy i miseczek w tym samym kolorze, opowieści dziwnej treści, o sąsiadach których życiorysy pogrzebałam już dziesiątki lat temu, ciężkości istnienia, lekkości niebytu, kłopotów ciotek, wujków, kuzynów, pracowników Biedronek i Lidlów. Złych rowerzystów na rondach oraz gapowatych przechodniów na pasach. Głośnych sąsiadek, cichych sąsiadów i co właściwie oni tam w tej ciszy wyprawiają. Srających małych piesków i dużych zagryzających dzieci. W przebłyskach szaleństwa pojawi się jeszcze: Inflacja, PiS, Ziobro i Tusk na białym koniu w jednym worku nieszczęść. Aborcji i nieaborcji i o co im chodzi z tym in vitro. A te feministki, a ci księża, a uchodźcy, a Ukrainki, a Ukraińcy a unia a Ameryka i Tramp… I dlaczego S. nic nie je! (Nic nie je, bo ma kurwa wybiórczość pokarmową odkąd się urodził, tylko 3 potrawy na krzyż!) I tak w kółko, przekrojowo, tradycyjnie zawsze z dupy i niezgodnie z kontekstem, sensem oraz bez czytania ze zrozumieniem najprostszych informacji zwrotnych werbalnych i niewerbalnych.

Jak wytrzymać bez logiki, składu i ładu. W niespodziewanych przeskokach rozproszonych myśli z tematu na temat, wierzgających się w głowach w popłochu bez jasnego celu, bez początków i zakończeń. Wypluwanych bez nadzoru wprost do naszych delikatnych przewodów słuchowych zakończonych wrażliwą błoną bębenkową, która w tych barbarzyńskich warunkach nie uchroni dziewiczego ucha środkowego. Bez kontekstu, rozwinięcia i tak prostego przecież zakończenia wypowiedzi. Sama myśl o tym, zapędza mnie w płaczliwy kąt frustracji. Muszę znowu uzbroić się w zestaw technik psychologicznych z górnych półek kołczów i terapeutów a nawet specjalistów od hipnozy, żeby unieść się mentalnie nad całością gównolandii i przetrwać ten dzień, nie wyhodować sobie nowej traumy i nie wybuchnąć jak dziecko na koniec, kiedy już wszystko ładnie przemilczałam. Jaka ja jestem w tym kurwa sama.

Teraz czyli Zen w m2

Jestem jeszcze w zamkniętym jak puszka pomieszczeniu ale już moja dusza rwie się jak oszalała nad rzekę. Muszę natychmiast wyjść, inaczej zwariuję. Słońce jest dzisiaj intensywne i gorące pomimo porannego przymrozku. Wszystko jest nadzieją. Ptaki krzyczą za oknem. Domownicy wynieśli się do swoich szkół i prac. A ja już pierwszą część pracy mam za sobą. Cudowne uczucie.

Brakuje mi tarasu. Mam balkon, taki podłużny typowy, osiedlowy. Niestety zawalony suszarkami jeszcze nieumytymi z zimowego kurzu. Z metalowymi zardzewiałymi poręczami i sznurkową, drobną siatką przeciągniętą od góry do dołu, żeby gołębie nie urządziły sobie pałacyku z biało zielonymi gówienkami w centrum i tak już brudnej podłogi. Zresztą widok z niego ogranicza się na sąsiadujący bliźniaczy blok pudełkowy. Takie małe Chiny z ogrodzonym zieloną siatką placem zabaw na dole. Przypomina więzienny spacerniak i pewnie czasami spełnia tę funkcję. Nie ma co ukrywać jest tu strasznie. To miejsce jest wizualnym i mentalnym gównem. Żeby uciec z tego przedsionka paskudztwa trzeba iść conajmniej dwa kilometry przed siebie w hałasie i kurzu ulicznym. Ratują mnie rzeka, park i pola ale i to zależy od pory kiedy nie wjeżdżają maszyny ryjąco bronujące czy sprzątające zabierające ostanie części ciszy z tego biednego miasta.

Chciałabym już przenieść się z książkami na bagna. Niestety szkoła i studia chłopców znowu trzymają mnie na smyczy tego miejsca. Kotłujemy się na tak małej przestrzeni, że aż dziwne, że jeszcze nikt nikomu nie przywalił za karę istnienia w tym łagrze. Na przestrzeni 2 pokoi i 46 metrów a nawet w niektórych wcześniejszych zapisach spółdzielni 43, można jedynie orła wywinąć, ale z podkurczonymi nogami jak mawiała bohaterka „Party przy świecach”. Jednym słowem jest przesrane. A ciasnota tych pomieszczeń robi się nie do zniesienia. Zatem kiedy wieczory bywają trudne, wychodzę na drugi spacer. Jakoś minie do czerwca. Wytrzymam. Z natury jestem wytrzymała. Ale bez wybuchów się nie obejdzie, bo wybucham jak już pękam.

Trzeba cieszyć się chwilą, być uważnym i patrzeć w niebo. Życie to chwila i z tej chwili należy korzystać teraz, nie w przyszłości tyko teraz. To jest bardzo dla poszukiwaczy i marzycieli. Masz tę chwilę wykorzystaj ją najlepiej. Chcesz ją zmienić, zmieniaj. Ale teraz zanurz się w niej. Mamy tendencję do życia przeszłością i przyszłością. Nie zauważając teraz jakby teraz nie istniało a ono jest. Jest teraz. W taki sposób umyka nam życie. Chcemy więcej, chcemy lepiej w przyszłości. Kto wie, może będzie nam dane ale obecnie mamy teraz. I co z tym zrobić?

Podobno teraz trwa 3 sekundy, kiedy zauważymy teraz, czas się wydłuża. Gdzieś o tym czytałam. Następuje spowalnianie. Czas zamyka się w stop klatce teraz. Łapiemy go i trzymamy przez chwilę. Teraz jest ważne. Wyraźne. Świadome. Teraz nas kształtuje. Na teraz musimy się skupić. Teraz otwiera nasze umysły. Popatrz teraz jest teraz. To twoje teraz. Co z nim zrobisz?

Filozofia Zen: Osiąganie spokoju i świadomości poprzez bezpośrednie doświadczenie

Filozofia Zen, znana również jako Chan w Chinach, Seon w Korei, i Thiền w Wietnamie, jest odłamem buddyjskiej tradycji, który kładzie nacisk na bezpośrednie doświadczenie i praktykę medytacji. Jej korzenie sięgają Indii, ale to w Chinach, w VI wieku n.e., Zen zaczęło kształtować się w osobną szkołę buddyjską.

Historia i rozwój

Zen został przyniesiony do Chin przez indyjskiego mnicha Bodhidharmę, który przypisuje się założenie szkoły w Chinach około V lub VI wieku n.e. Jednakże, to przede wszystkim szkoła Chan, która rozwijała się w Chinach, a później Zen w Japonii, stała się znana na całym świecie.

Najbardziej znany przykład wpływu Zen na kulturę zachodnią to prawdopodobnie japońska ceremonia herbaciana, która ma swoje korzenie w praktykach medytacyjnych Zen.

Filozofia i główne koncepty

Filozofia Zen kładzie nacisk na bezpośrednie doświadczenie rzeczywistości, zamiast na pojęcia czy teorie. Główne koncepcje obejmują:

  • Satori: To przebudzenie do prawdziwej natury rzeczywistości, często osiągane poprzez praktykę medytacji i intensywne zadawanie koanów, paradoksów myślowych.
  • Za pomocą Paradoksu do Prawdy: W Zen, nauczyciele często używają paradoksów i zagadek, aby zmusić uczniów do wykraczania poza myślenie logiczne i intelektualne i osiągania bezpośredniego doświadczenia.
  • Bezpośrednia Ścieżka do Oświecenia: W odróżnieniu od innych tradycji buddyjskich, które mogą skupiać się na naukach, rytuałach i studiowaniu tekstów, Zen kładzie nacisk na bezpośrednią praktykę medytacji jako główną drogę do oświecenia.

Praktyka

Główną praktyką Zen jest medytacja zazen, w której praktykujący siada w specjalnej pozycji, skupiając się na oddechu i obserwując myśli, które przepływają przez umysł, bez ich oceniania czy przylegania do nich.

Inne praktyki, takie jak praktyka związana z ciałem (np. praca fizyczna) lub praktyka w stylu mistrza ucznia, gdzie nauczyciel prowadzi indywidualną interakcję z uczniem, są również istotne dla rozwoju w Zen.

Dziedzictwo i wpływ

Filozofia Zen miała ogromny wpływ na kulturę i sztukę wschodnią, a także na rozwój psychologii i filozofii zachodniej. Jej skupienie na bezpośrednim doświadczeniu rzeczywistości i odrzucenie abstrakcyjnych teorii znalazło zastosowanie w wielu dziedzinach, od malarstwa po architekturę i zarządzanie.

W dzisiejszych czasach, praktyka medytacji zazen i idee Zen znalazły się w centrum wielu ruchów duchowych i technik relaksacyjnych, które mają na celu osiągnięcie spokoju umysłu i głębszej świadomości.

Filozofia Zen kontynuuje swoje dziedzictwo jako praktyczna droga do oświecenia i zrozumienia rzeczywistości poprzez bezpośrednie doświadczenie. Jej główne idee, takie jak skupienie się na teraźniejszości, używanie paradoksów do zmuszenia myślenia poza granice logicznego myślenia, i praktyka medytacji, nadal mają znaczenie dla wielu ludzi na całym świecie, którzy szukają spokoju i zrozumienia w dzisiejszym zabieganym świecie.

Dla małej dziewczynki

Odkryłam niedawno dla siebie współczucie. Dla dziecka we mnie. Małej dziewczynki z wielkimi kokardkami i szeroko otwartymi oczami. Te oczy jak dwa jeziora. Wypatrujących codziennie wsparcia, które rzadko nadchodziło. Dziecko moje w sobie, które teraz krzyczy i domaga się uwagi w krytycznych podsumowaniach, każdej czynności. Każdego dnia. Trzeba okazać mu troskę i współczucie. Przytulić, ukoić, pokochać. Zauważyć i wysłuchać. Nabrać odwagi, strzepać zalegający kurz z parapetów świadomości, zaopiekować się dzieckiem jak należy, wyrzucić za drzwi ostatnich podzrzegaczy, deptaczyi zjadaczy dobrych chwil. Zacząć pisać nowy rozdział i odpierdolić się od siebie raz na zawsze.

Jestem pomiędzy wiosną i latem…

Jestem pomiędzy wiosną i latem. Wiem, że wszystko pójdzie szybko. Po chwili chłodu powietrze nagle nagrzeje się do czerwoności jak w miejskim kotle. Stopione ludzkie ciała wypływające spod T-szirtów bedą przewijać się po nagrzanych chodnikach. Trawa wyschnie a powietrze przesiąknie smrodem asfaltowych oparów. Tyko poranki pozostawią orzeźwiający zapach rosy na liściach w krótkich liniach różowych świtów. Wieczory przygotują chwilę ukojenia z piwem w ręku na działkowej darni, w towarzystwie ptaków i przyjemnych powiewów wiatru. Dla tej pory roku warto żyć. Uważnie czerpać z tych darów zanim z powrotem wszystko odbierze nam zima. Pora rozkwitu. Poszerza świadomość przy orkiestrze pobudzonych zmysłów. Kolorowe szaleństwo jak teoria wszystkiego nastroi nas przyjaźnie do świata i połączy z nim na zawsze. A nawet człowiek nie będzie wilkiem, no chyba, że w korku…

Trzeba zatrzymać ten czas w głowie. Cieszyć się nim. Tak szybko odchodzi. I dołożyć sobie nową cząstkę, którą stworzymy, tylko dla siebie. Chociażby spacer przed świtem…

Teoria Wszystkiego

Teoria Wszystkiego (ang. Theory of Everything) to koncepcja naukowa, która stara się zintegrować i wyjaśnić wszystkie fundamentalne siły i oddziaływania w naszym wszechświecie. Chociaż termin ten często kojarzy się głównie z fizyką teoretyczną, to próba stworzenia jednolitej teorii, która obejmie wszystkie dziedziny nauki, jak fizyka cząstek elementarnych, grawitacja, kwantowa teoria pola, teoria względności oraz inne dziedziny takie jak astrofizyka czy kosmologia.

W fizyce, teoria wszystkiego jest często poszukiwana jako jedna koncepcja, która wyjaśniłaby wszystkie zjawiska fizyczne i zasady rządzące wszechświatem. Jednym z głównych celów takiej teorii jest zintegrowanie grawitacji z pozostałymi trzema fundamentalnymi oddziaływaniami – elektromagnetycznym, silną i słabą interakcją jądrową.

Naukowcy podejmujący się tego wyzwania, jak na przykład fizycy teoretyczni, starają się opracować modele matematyczne i teoretyczne, które mogłyby połączyć wszystkie znane fundamentalne siły i zasady fizyczne. Jednakże, mimo intensywnych badań, jak dotąd nie udało się stworzyć jednej, powszechnie akceptowanej teorii wszystkiego.