Archiwa tagu: #Kingfisherprzykawie

Synchroniczność u mnie też się dzieje

Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę, Julii Cameron:

KONTROLA

  1. Ile razy w tym tygodniu odrobiłeś poranne strony? Czy pozwoliłeś sobie marzyć o jakimś twórczym ryzyku? Czy rozpieszczasz wewnętrznego artystę-dziecko rzeczami, które uwielbiałeś w dzieciństwie?
  2. Czy w tym tygodniu poszedłeś na randkę artystyczną? Czy wykorzystałeś tę okazję, by podjąć jakieś ryzyko? Co robiłeś? Co czułeś?
  3. Czy w tym tygodniu doświadczyłeś jakiejś synchroniczności? Jakiej?
  4. Czy w tym tygodniu pojawiły się inne sprawy, ważne dla twojej twórczej odnowy? Opisz je.

To pytania na koniec każdego rozdziału Drogi artysty…, tej otwierającej umysł książki pani Cameron. Była dla mnie jak siostra, a raczej jest, ponieważ boję się doczytać ją do końca więc wydzielam sobie po małym kawałeczku jak belgijską czekoladkę. Jestem raczej sumiennym uczniem. To nie trudne gdy się ma wdrukowany w ciele na stałe pracoholizm. Zatem wypełniam starannie poranne strony. Piszę i ulepszam swoje „ produkty” jak ambitny pracownik korporacji. Nawet synchroniczność mi się przytrafia. Świadczą o tym moje niebieskie sny. Woda na słonecznych plażach. Błękit uderzający o skały w nieznanych miejscach mojej podświadomości przynoszący ukojenie i radość. A później turkus błękitnego jeziorka ukrytego w lesie w ostatni weekend. Czyż to nie jest synchroniczność!

Oczywiście, można to również nazwać nawiedzeniem ale wtedy Carl Gustav Jung również musiał by być namaszczony odklejeniem. Kto, wie. może tak właśnie jest, jesteśmy tylko zbłąkanymi bytami bez celu i kompasu miotających się w nieskończonych splotach i nieprzewidzianych zwrotach akcji życia nad których falami nie mamy żadnej kontroli, więc zwalamy sprawczość innym ludziom, a gdy to niemożliwe zwracamy się do zjawisk dziwnych i nadprzyrodzonych. Aby nie wyjść na wariata możemy podeprzeć się modną ostatnio fizyką kwantową, ale czy to wystarczy? Nie sądzę.

Synchroniczność według Carla Junga: Gdzie spotyka się przypadkowość ze znaczeniem

Carl Jung, słynny szwajcarski psycholog, wprowadził pojęcie synchroniczności, rzucające nowe światło na sposób, w jaki interpretujemy zdarzenia w życiu codziennym. Dla Junga, synchroniczność to nielosowe współwystępowanie zdarzeń, które zdaje się mieć głębsze, ukryte znaczenie.

Synchroniczność jest pojęciem znacznie bardziej złożonym niż zbieg okoliczności. Jung twierdził, że wydarzenia, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, mogą się łączyć w sensowny sposób, przynosząc głębokie wrażenie znaczenia. To, co wydaje się przypadkowe, staje się istotne w kontekście osobistej psychiki i rozwoju.

W życiu codziennym doświadczamy synchroniczności na różne sposoby. Może to być spotkanie z długo niewidzianym znajomym w miejscu zupełnie nieoczekiwanym, otrzymanie losowej wiadomości, która odpowiada na nasze aktualne pytania czy odkrycie powiązań między wydarzeniami, które zdawały się być od siebie zupełnie oddzielone.

Przykładem może być także częste pojawianie się pewnych symboli, motywów czy liczb w naszym życiu. Jung uważał, że te powtarzające się elementy mają znaczenie dla naszej psychiki i mogą być próbą ukazania nam pewnych aspektów naszego wnętrza.

Synchroniczność zdaje się działać również w sferze marzeń i intuicji. Momenty, w których myśli, uczucia i wydarzenia zewnętrzne splatają się w wyjątkowy sposób, mogą dostarczyć nam wglądu w ukryte aspekty naszego umysłu.

Rozumienie synchroniczności może prowadzić do bardziej świadomego życia. Zamiast postrzegać wydarzenia jako przypadkowe, możemy zaczynać dostrzegać w nich ukryte znaczenia. Jung zalecał otwartość na te zjawiska, co pozwala nam na pełniejsze korzystanie z doświadczeń, które się nam przytrafiają.

Warto być czujnym wobec synchroniczności w naszym życiu codziennym, bo to właśnie w tych pozornie przypadkowych zbiegach okoliczności może kryć się głębsze, ukryte przesłanie dla nas samych.

Dzisiaj jakby radośnie

Dzisiaj jakby radośnie. Ulgowo. Chociaż kat świąt już czycha za rogiem z baziami i zajączkiem i uśmiechem Hannibala Lecter’a. Nie martwię się już tym tak jak dawniej, chociaż myśl o tym jest drażniąca. Minie jak Izaura. Stopi się jak zeszłoroczny śnieg i pozwoli mi celebrować wiosnę spokojnym umysłem. Będzie dobrze a nawet wspaniale. Wczoraj zaliczyłam fryzjera dzisiaj wizyta kontrolna u ginekologa. I można dalej pisać.

Zadziwiającym jest fakt, że praktycznie już od dziesięcioleci na mojej drodze stoi fryzjer i ginekolog. Dwóch ludzi, którzy regularnie zajmują się moją głowa i dupą z sumiennością i oddaniem. Cykliczność tych spotkań uczyniła ich niemal moją rodziną. Są powiernikami codziennych zmagań z życiem i zdrowiem, polityką, ocenami dzieci, cenami nieruchomości, praktyczności krzeseł i możliwościami tanich sklepów internetowych oraz wyjazdów do ciepłych krajów. Wszystko omawiamy przy najbliższych spotkaniach. Nie karmimy się byle czym, pomiędzy datą ostatniego okresu a kolejną cytologią przemierzamy meandry objawów cukrzycowych oraz pozytywnych stron ruchu na świeżym powietrzu zwłaszcza gdy ten ruch odbywa się w lesie. Naturalnie bez kijków bo nasze kręgosłupy powinny pracować przecież bez podpórek.

Innym razem toczymy głośne dysputy na temat ogólnego bezsensu edukacyjnego w przełożeniu na rynek pracy i zupełnym marnowaniu czasu naszych dzieci oraz wnuków na kolejną odsłonę pruskiego modelu nauki przedmiotów, których już za dwa lata już pewnie nie będzie. Jest też sensoryka. Zamiast siedzenia na twardych krzesełkach dzieciaki mogą siedzieć w ławkach na wesołych półpiłkach a nawet całych piłkach. Ruch uaktywnia ich małe bystre oprzyrządowania mózgu, dlaczego mamy im tego zabraniać i ponownie nakazywać tkwić w dysfunkcyjny bezruchu kwadratowych powierzchni. Czasem zapętli się depresja, zaplącze w tę całą układankę bo przecież zawsze gdzieś u kogoś występuje jak drażniąca wysypka w okolicach krocza. Jednak zawsze znajdujemy na nią lekarstwo i znów wracamy do słońca, wiosny, i spacerów. Nasze pozytywne rozmowy napełniają nas obustronną energią. Poprawiają nam wibracje i czynią kolejny dzień znośnym. Nauczyliśmy się nie narzekać i nie marudzić. Ta kompetencja napełnia nas spokojem i umacnia na kolejne jasne spotkania. Taką bynajmniej mam nadzieję.

Brak snu: Kto kocha nigdy nie jest chory…

Kolejny dzień niewyspania. Braku dostatecznej dawki snu. Przerywane sny, które nie zdążyły połączyć się w ciągi zdarzeń. Zmęczenie jak po ośmiu godzinach pracy. Brak odprężenia produkuje czarne myśli, które próbuję zawrócić skąd przyszły. S. znowu nie poszedł do szkoły – bolącą noga i złe jedzenie zarwały mu noc. P. Natomiast poszedł na praktykę z cieknącym nosem i szczekającym kaszlem, również po zarwanej nocy.

Chyba jesteśmy niewolnikami tych zarwanych nocy. Przykleiły się do nas na dobre odkąd P. Skończył 3 miesiące swojego życia. Czas w którym typowym niemowlakom zwykle kończą się wzdęcia i kołki u przeciwnie, niego wybuchły wulkany kolek przerywanych wrzaskami od dziesiątej wieczorem aż do ósmej rano w przedziałach co 30 minut. To był czas zombi. Dzień zlewał nam się z nocą a wydarzeń dnia zupełnie nie rejestrowałam. Większość wspomnień z tego okresu wyparłam na dobre z podświadomości. Jednak w noce takie jak ta wracają wspomnienia. Jak nieme świadectwo tamtych dni i lat. Przetrwaliśmy i to się liczy. Przetrwamy i następne. Człowiek potrafi przetrwać wszystko, choroby, depresję, stres, przewlekłe zmęczenie, brak środków na kontach bankowych w przewlekłych chorobach i inne tu sobie można wstawić… co chcesz.

Kto kocha, nigdy nie jest chory, Divaldo Franco z filmu Body/Ciało, reż. Małgorzata Szumowska

Jednak kiedy dotyczy to naszych dzieci, wszelkie choroby i zaburzenia urastają do rangi krwiożerczych monstrum, które panują nad naszymi umysłami przez 24 godziny. Wtedy działamy na tak zwanym gadzim mózgu, w ciągłym stresie, na czerwonej lampce. Nasze choroby odchodzą do lamusa. Latami nie chorujemy, nic nie czujemy, jesteśmy tylko kolejnym zadaniem do wykonania na niekończącej się liście dziecięcych zaburzeń i chorób będących pokłosiem jeszcze innych zaburzeń. Nie mamy znajomych, później rodzin a na koniec nawet siebie.

Każdy zamyka się w swoim świecie, w którym przerzuca piasek z jednej góry na drugą. Jest w ciągłym wyniszczającym działaniu. Przyzwyczaja się do stresu i zarwanych nocy. Do niemyślenia. Do braku wspomnień. Do milczenia o sobie. Do refleksji: Co u ciebie? Drży przy pytaniu: Jak tam dzieciaki? Trzyma się w kupie. Codziennie rano pod prysznicem bierze się w garść. Aż z wiekiem nabiera w tym wprawy. Zaczyna akceptować wyzwania. Zaczyna przyjmować rzeczywistość za swoją. Zaczyna być w tym naprawdę dobry. Organizuje czas i przyjmuje przeszkody za coś normalnego. Akceptuje sponiewieranie. Wychodzi z kanału oczyszczony. Nie kopie się z koniem. Idzie do celu. Wypełnia zadania. Nie myśli o przyszłości, ponieważ myślenie o niej może zmiękczyć najtwardsze umysły. Przyszłość to dwie godziny w przód. Tyle da się jeszcze przewidzieć. Później, później jest zagadką. Jedyne właściwe pytanie czy wykonalną. Jeśli nie to ilu rzeczy nam potrzeba do jej wykonania.

Często wyprana z tych ludzkich normalnych uczuć wychodzę na miasto i czuję wstyd. Za to zaoranie, zmęczenie i nie wyglądanie jak inni. Jakbym wytoczyła się spod pokrywy blokowego śmietniska. Nie czuję przynależności do miejskiego flow. Nie pasuję do kobiet ani do mężczyzn. Moje miasto, chociaż tu się urodziłam i wychowałam nigdy nie było moje. Tak to czuję. Zawsze było jakby sztuczne. Niewygodne.

Wieczorne odbicia smug latarni na mokrym, błyszczącym chodniku dają ukojenie w zimie. Ulotne wspomnienie z dzieciństwa. Latem las i woda. W nocy niebieskie sny. Całe życie mam w głowie. Wystarczy nauczyć się karmić niebieskie sny.

Brak snu

Brak snu, przerywany sen i kłopoty ze snem mogą negatywnie wpływać na nasz organizm. Regularny, zdrowy sen jest kluczowy dla utrzymania dobrej kondycji fizycznej i psychicznej.

Pierwszym skutkiem braku snu jest osłabienie układu immunologicznego. Organizm potrzebuje odpowiedniej ilości snu, aby efektywnie zwalczać infekcje i utrzymywać swoje naturalne mechanizmy obronne.

Wpływ na funkcje poznawcze to kolejny aspekt. Brak snu może prowadzić do trudności w koncentracji, problemów z pamięcią oraz obniżonej sprawności umysłowej. To z kolei może wpływać na wydajność w pracy i codziennych czynnościach.

Problemy ze snem mogą prowadzić do zaburzeń nastroju, takich jak depresja czy podatność na stres. Osoby doświadczające chronicznych trudności ze snem mają zwiększone ryzyko wystąpienia problemów zdrowotnych psychicznych.

Wpływ braku snu na układ hormonalny jest także istotny. Nieprawidłowy sen może zaburzyć równowagę hormonalną, prowadząc do wzrostu poziomu kortyzolu, hormonu stresu, co z kolei może wpływać na metabolizm, apetyt i zdolność do utrzymania zdrowej wagi.

Nawet krótkotrwały brak snu może prowadzić do zwiększenia poziomu cukru we krwi i insulinooporności, co zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2. Regularny sen jest istotny dla utrzymania zdrowego metabolizmu glukozy.

Podsumowując, brak snu, przerywany sen i kłopoty ze snem mają złożony wpływ na nasz organizm, dotykając zarówno aspektów fizycznych, jak i psychicznych. Dlatego ważne jest, aby pielęgnować zdrowe nawyki snu i szukać pomocy w przypadku trudności ze snem, aby utrzymać optymalne funkcjonowanie organizmu.

Aby pielęgnować zdrowe nawyki snu, warto wprowadzić kilka praktyk, które mogą poprawić jakość i ilość snu:

  1. Regularność:
    Stworzenie stałego harmonogramu snu, czyli chodzenie spać i budzenie się o stałych porach, pomaga ustabilizować zegar biologiczny organizmu. To wpływa korzystnie na jakość snu.
  2. Komfortowa sypialnia:
    Zadbaj o odpowiednią temperaturę, ciemność i cichą atmosferę w sypialni. Dobre warunki środowiskowe sprzyjają spokojnemu snu.
  3. Unikanie kofeiny i alkoholu przed snem:
    Ogranicz spożycie kofeiny w drugiej połowie dnia, a alkoholu przed snem. Te substancje mogą zakłócać naturalny cykl snu.
  4. Regularna aktywność fizyczna:
    Regularna, umiarkowana aktywność fizyczna może pomóc w regulacji snu. Unikaj intensywnego wysiłku tuż przed snem.
  5. Odpowiednia dieta:
    Unikaj ciężkich posiłków tuż przed snem. Wybieraj lekkie, łatwostrawne potrawy.
  6. Relaksacja przed snem:
    Znajdź techniki relaksacyjne, takie jak medytacja, czytanie książki, czy ciepła kąpiel, aby pomóc ciału i umysłowi przygotować się do snu.
  7. Odstawienie ekranów elektronicznych:
    Odstawienie smartfonów, tabletów i komputerów przed snem jest kluczowe. Emitowane przez nie światło może zakłócać produkcję melatoniny, hormonu regulującego sen.
  8. Unikanie długich drzemek w ciągu dnia:
    Jeśli czujesz potrzebę drzemki, staraj się, aby była krótka i niezbyt późno w ciągu dnia, aby nie zakłócać nocnego snu.

Pamiętaj, że każdy organizm jest inny, dlatego warto eksperymentować, aby znaleźć najlepsze nawyki snu dopasowane do swoich indywidualnych potrzeb. Regularne stosowanie zdrowych nawyków snu przyczyni się do poprawy ogólnej kondycji fizycznej i psychicznej.

Zatem zostaje wizja przystrajania stołu w kiczowate kurczaczki

Słońce. 18 stopni robi swoje. Jest naprawdę wiosennie tej wiosny. Na jak długo – tego najstarsi górale jeszcze nie wiedzą. Zatem należy się cieszyć chwilą i nie zaczynać od rana narzekań. Jest ciepło. To już konkret. Jest radość. Dzisiaj wizyta u fryzjera a jutro u lekarza. Trzeba spiąć robotę, potrafimy! i nie robić długich przerw. Godziny mijają jak błyskawice i nie da się ich niczym ubłagać. To już wiemy! Czas nie staje zamyślony przy szybie, czas biegnie jak oszalały potykając się o kostki brukowe wystające nad z założenia gładką powierzchnię chodnika. Znów Wielkanoc. Znów chodzi mi po głowie, żeby spierdolić jak najdalej od tego świątecznego stołu i toksycznych spotkań. Wykupić śniadanie w hotelu i delektować się spacerami. Plan piękny jednak w naszym przypadku niemożliwy. Mamusia zostanie sama, nie do pomyślenia! J. Pracuje do samych świąt, może puszczą go na parę godzin przed rozpoczęciem śniadania wielkanocnego i nie zaśnie nad żurkiem. S. nie lubi już nigdzie się ruszać, tym bardziej w towarzystwie znienawidzonego brata P. Oraz jego bezczelnymi uwagami. P. natomiast jest chętny do podróży ale jego profesorsko autystyczne wykłady nierzadko filozoficzno- obsesyjne i głośne, zabiją nas już na przedsionku podróży.

Wszystko jest nie tak i wszystko jest do dupy, jak co roku. Zatem zostaje wizja przystrajania stołu w kiczowate kurczaczki i zajączki chuj wie skąd je wezmę, co przytłacza mnie starością lękiem i niepokojem. Klatka umysłu – bez wyjścia. Znowu wizualizują mi się w głowie brak ucieczki i sprzątanie zakurzonej półki w łazience. Zupełne zamknięcie. Mentalne gówno dopada mnie i poniewiera. Dobrze, że chociaż świeci słońce. Niedziela szybko minie, mam nadzieję. Pocieszam się nie wierząc sobie. Zamienię białe wino na cydr i nie będę wszczynać awantur. Postaram się być grzeczną dziewczynką. Na każde nie przytaknę, na każde tak również. Schowam ręce pod stołem i przetrzymam kolejną wymuszoną tradycję, która znowu zamieni mnie w kelnerkę i powierniczkę, chorób, pogrzebów, niespodziewanych śmierci, alergii sezonowych, bólów głowy, żołądka i dupy. Przetrzymam.

Przetrzymam telefony z kolokwialnym życzeniami jak dla przedszkolaków skierowanymi do mnie i do innych sugerujących bliskość, która od dawna przecież nie istnieje. Wkurwiajacą coroczną symfonię melodyjek komórkowych obwieszczających gościom zapuszczenie kropel do oczu. Od sześciu lat tę samą i obleczoną tym samym komentarzem – to sygnał, że mam zapuścić krople. Przetrzymam komentarze nad słusznością majonezu w sałatce i sosu na zmęczonym jajku. Braku chleba i herbaty, nadmiaru chleba i herbaty, niedostatecznej temperatury serwowanych potraw, za wysokiej temperatury serwowanych potraw. Braku filiżanek do kawy i miseczek w tym samym kolorze, opowieści dziwnej treści, o sąsiadach których życiorysy pogrzebałam już dziesiątki lat temu, ciężkości istnienia, lekkości niebytu, kłopotów ciotek, wujków, kuzynów, pracowników Biedronek i Lidlów. Złych rowerzystów na rondach oraz gapowatych przechodniów na pasach. Głośnych sąsiadek, cichych sąsiadów i co właściwie oni tam w tej ciszy wyprawiają. Srających małych piesków i dużych zagryzających dzieci. W przebłyskach szaleństwa pojawi się jeszcze: Inflacja, PiS, Ziobro i Tusk na białym koniu w jednym worku nieszczęść. Aborcji i nieaborcji i o co im chodzi z tym in vitro. A te feministki, a ci księża, a uchodźcy, a Ukrainki, a Ukraińcy a unia a Ameryka i Tramp… I dlaczego S. nic nie je! (Nic nie je, bo ma kurwa wybiórczość pokarmową odkąd się urodził, tylko 3 potrawy na krzyż!) I tak w kółko, przekrojowo, tradycyjnie zawsze z dupy i niezgodnie z kontekstem, sensem oraz bez czytania ze zrozumieniem najprostszych informacji zwrotnych werbalnych i niewerbalnych.

Jak wytrzymać bez logiki, składu i ładu. W niespodziewanych przeskokach rozproszonych myśli z tematu na temat, wierzgających się w głowach w popłochu bez jasnego celu, bez początków i zakończeń. Wypluwanych bez nadzoru wprost do naszych delikatnych przewodów słuchowych zakończonych wrażliwą błoną bębenkową, która w tych barbarzyńskich warunkach nie uchroni dziewiczego ucha środkowego. Bez kontekstu, rozwinięcia i tak prostego przecież zakończenia wypowiedzi. Sama myśl o tym, zapędza mnie w płaczliwy kąt frustracji. Muszę znowu uzbroić się w zestaw technik psychologicznych z górnych półek kołczów i terapeutów a nawet specjalistów od hipnozy, żeby unieść się mentalnie nad całością gównolandii i przetrwać ten dzień, nie wyhodować sobie nowej traumy i nie wybuchnąć jak dziecko na koniec, kiedy już wszystko ładnie przemilczałam. Jaka ja jestem w tym kurwa sama.

Teraz czyli Zen w m2

Jestem jeszcze w zamkniętym jak puszka pomieszczeniu ale już moja dusza rwie się jak oszalała nad rzekę. Muszę natychmiast wyjść, inaczej zwariuję. Słońce jest dzisiaj intensywne i gorące pomimo porannego przymrozku. Wszystko jest nadzieją. Ptaki krzyczą za oknem. Domownicy wynieśli się do swoich szkół i prac. A ja już pierwszą część pracy mam za sobą. Cudowne uczucie.

Brakuje mi tarasu. Mam balkon, taki podłużny typowy, osiedlowy. Niestety zawalony suszarkami jeszcze nieumytymi z zimowego kurzu. Z metalowymi zardzewiałymi poręczami i sznurkową, drobną siatką przeciągniętą od góry do dołu, żeby gołębie nie urządziły sobie pałacyku z biało zielonymi gówienkami w centrum i tak już brudnej podłogi. Zresztą widok z niego ogranicza się na sąsiadujący bliźniaczy blok pudełkowy. Takie małe Chiny z ogrodzonym zieloną siatką placem zabaw na dole. Przypomina więzienny spacerniak i pewnie czasami spełnia tę funkcję. Nie ma co ukrywać jest tu strasznie. To miejsce jest wizualnym i mentalnym gównem. Żeby uciec z tego przedsionka paskudztwa trzeba iść conajmniej dwa kilometry przed siebie w hałasie i kurzu ulicznym. Ratują mnie rzeka, park i pola ale i to zależy od pory kiedy nie wjeżdżają maszyny ryjąco bronujące czy sprzątające zabierające ostanie części ciszy z tego biednego miasta.

Chciałabym już przenieść się z książkami na bagna. Niestety szkoła i studia chłopców znowu trzymają mnie na smyczy tego miejsca. Kotłujemy się na tak małej przestrzeni, że aż dziwne, że jeszcze nikt nikomu nie przywalił za karę istnienia w tym łagrze. Na przestrzeni 2 pokoi i 46 metrów a nawet w niektórych wcześniejszych zapisach spółdzielni 43, można jedynie orła wywinąć, ale z podkurczonymi nogami jak mawiała bohaterka „Party przy świecach”. Jednym słowem jest przesrane. A ciasnota tych pomieszczeń robi się nie do zniesienia. Zatem kiedy wieczory bywają trudne, wychodzę na drugi spacer. Jakoś minie do czerwca. Wytrzymam. Z natury jestem wytrzymała. Ale bez wybuchów się nie obejdzie, bo wybucham jak już pękam.

Trzeba cieszyć się chwilą, być uważnym i patrzeć w niebo. Życie to chwila i z tej chwili należy korzystać teraz, nie w przyszłości tyko teraz. To jest bardzo dla poszukiwaczy i marzycieli. Masz tę chwilę wykorzystaj ją najlepiej. Chcesz ją zmienić, zmieniaj. Ale teraz zanurz się w niej. Mamy tendencję do życia przeszłością i przyszłością. Nie zauważając teraz jakby teraz nie istniało a ono jest. Jest teraz. W taki sposób umyka nam życie. Chcemy więcej, chcemy lepiej w przyszłości. Kto wie, może będzie nam dane ale obecnie mamy teraz. I co z tym zrobić?

Podobno teraz trwa 3 sekundy, kiedy zauważymy teraz, czas się wydłuża. Gdzieś o tym czytałam. Następuje spowalnianie. Czas zamyka się w stop klatce teraz. Łapiemy go i trzymamy przez chwilę. Teraz jest ważne. Wyraźne. Świadome. Teraz nas kształtuje. Na teraz musimy się skupić. Teraz otwiera nasze umysły. Popatrz teraz jest teraz. To twoje teraz. Co z nim zrobisz?

Filozofia Zen: Osiąganie spokoju i świadomości poprzez bezpośrednie doświadczenie

Filozofia Zen, znana również jako Chan w Chinach, Seon w Korei, i Thiền w Wietnamie, jest odłamem buddyjskiej tradycji, który kładzie nacisk na bezpośrednie doświadczenie i praktykę medytacji. Jej korzenie sięgają Indii, ale to w Chinach, w VI wieku n.e., Zen zaczęło kształtować się w osobną szkołę buddyjską.

Historia i rozwój

Zen został przyniesiony do Chin przez indyjskiego mnicha Bodhidharmę, który przypisuje się założenie szkoły w Chinach około V lub VI wieku n.e. Jednakże, to przede wszystkim szkoła Chan, która rozwijała się w Chinach, a później Zen w Japonii, stała się znana na całym świecie.

Najbardziej znany przykład wpływu Zen na kulturę zachodnią to prawdopodobnie japońska ceremonia herbaciana, która ma swoje korzenie w praktykach medytacyjnych Zen.

Filozofia i główne koncepty

Filozofia Zen kładzie nacisk na bezpośrednie doświadczenie rzeczywistości, zamiast na pojęcia czy teorie. Główne koncepcje obejmują:

  • Satori: To przebudzenie do prawdziwej natury rzeczywistości, często osiągane poprzez praktykę medytacji i intensywne zadawanie koanów, paradoksów myślowych.
  • Za pomocą Paradoksu do Prawdy: W Zen, nauczyciele często używają paradoksów i zagadek, aby zmusić uczniów do wykraczania poza myślenie logiczne i intelektualne i osiągania bezpośredniego doświadczenia.
  • Bezpośrednia Ścieżka do Oświecenia: W odróżnieniu od innych tradycji buddyjskich, które mogą skupiać się na naukach, rytuałach i studiowaniu tekstów, Zen kładzie nacisk na bezpośrednią praktykę medytacji jako główną drogę do oświecenia.

Praktyka

Główną praktyką Zen jest medytacja zazen, w której praktykujący siada w specjalnej pozycji, skupiając się na oddechu i obserwując myśli, które przepływają przez umysł, bez ich oceniania czy przylegania do nich.

Inne praktyki, takie jak praktyka związana z ciałem (np. praca fizyczna) lub praktyka w stylu mistrza ucznia, gdzie nauczyciel prowadzi indywidualną interakcję z uczniem, są również istotne dla rozwoju w Zen.

Dziedzictwo i wpływ

Filozofia Zen miała ogromny wpływ na kulturę i sztukę wschodnią, a także na rozwój psychologii i filozofii zachodniej. Jej skupienie na bezpośrednim doświadczeniu rzeczywistości i odrzucenie abstrakcyjnych teorii znalazło zastosowanie w wielu dziedzinach, od malarstwa po architekturę i zarządzanie.

W dzisiejszych czasach, praktyka medytacji zazen i idee Zen znalazły się w centrum wielu ruchów duchowych i technik relaksacyjnych, które mają na celu osiągnięcie spokoju umysłu i głębszej świadomości.

Filozofia Zen kontynuuje swoje dziedzictwo jako praktyczna droga do oświecenia i zrozumienia rzeczywistości poprzez bezpośrednie doświadczenie. Jej główne idee, takie jak skupienie się na teraźniejszości, używanie paradoksów do zmuszenia myślenia poza granice logicznego myślenia, i praktyka medytacji, nadal mają znaczenie dla wielu ludzi na całym świecie, którzy szukają spokoju i zrozumienia w dzisiejszym zabieganym świecie.

Dla małej dziewczynki

Odkryłam niedawno dla siebie współczucie. Dla dziecka we mnie. Małej dziewczynki z wielkimi kokardkami i szeroko otwartymi oczami. Te oczy jak dwa jeziora. Wypatrujących codziennie wsparcia, które rzadko nadchodziło. Dziecko moje w sobie, które teraz krzyczy i domaga się uwagi w krytycznych podsumowaniach, każdej czynności. Każdego dnia. Trzeba okazać mu troskę i współczucie. Przytulić, ukoić, pokochać. Zauważyć i wysłuchać. Nabrać odwagi, strzepać zalegający kurz z parapetów świadomości, zaopiekować się dzieckiem jak należy, wyrzucić za drzwi ostatnich podzrzegaczy, deptaczyi zjadaczy dobrych chwil. Zacząć pisać nowy rozdział i odpierdolić się od siebie raz na zawsze.

Jestem pomiędzy wiosną i latem…

Jestem pomiędzy wiosną i latem. Wiem, że wszystko pójdzie szybko. Po chwili chłodu powietrze nagle nagrzeje się do czerwoności jak w miejskim kotle. Stopione ludzkie ciała wypływające spod T-szirtów bedą przewijać się po nagrzanych chodnikach. Trawa wyschnie a powietrze przesiąknie smrodem asfaltowych oparów. Tyko poranki pozostawią orzeźwiający zapach rosy na liściach w krótkich liniach różowych świtów. Wieczory przygotują chwilę ukojenia z piwem w ręku na działkowej darni, w towarzystwie ptaków i przyjemnych powiewów wiatru. Dla tej pory roku warto żyć. Uważnie czerpać z tych darów zanim z powrotem wszystko odbierze nam zima. Pora rozkwitu. Poszerza świadomość przy orkiestrze pobudzonych zmysłów. Kolorowe szaleństwo jak teoria wszystkiego nastroi nas przyjaźnie do świata i połączy z nim na zawsze. A nawet człowiek nie będzie wilkiem, no chyba, że w korku…

Trzeba zatrzymać ten czas w głowie. Cieszyć się nim. Tak szybko odchodzi. I dołożyć sobie nową cząstkę, którą stworzymy, tylko dla siebie. Chociażby spacer przed świtem…

Teoria Wszystkiego

Teoria Wszystkiego (ang. Theory of Everything) to koncepcja naukowa, która stara się zintegrować i wyjaśnić wszystkie fundamentalne siły i oddziaływania w naszym wszechświecie. Chociaż termin ten często kojarzy się głównie z fizyką teoretyczną, to próba stworzenia jednolitej teorii, która obejmie wszystkie dziedziny nauki, jak fizyka cząstek elementarnych, grawitacja, kwantowa teoria pola, teoria względności oraz inne dziedziny takie jak astrofizyka czy kosmologia.

W fizyce, teoria wszystkiego jest często poszukiwana jako jedna koncepcja, która wyjaśniłaby wszystkie zjawiska fizyczne i zasady rządzące wszechświatem. Jednym z głównych celów takiej teorii jest zintegrowanie grawitacji z pozostałymi trzema fundamentalnymi oddziaływaniami – elektromagnetycznym, silną i słabą interakcją jądrową.

Naukowcy podejmujący się tego wyzwania, jak na przykład fizycy teoretyczni, starają się opracować modele matematyczne i teoretyczne, które mogłyby połączyć wszystkie znane fundamentalne siły i zasady fizyczne. Jednakże, mimo intensywnych badań, jak dotąd nie udało się stworzyć jednej, powszechnie akceptowanej teorii wszystkiego.

Cisza to stan spokoju

I proszę, jest! Pierwszy dzień wiosny. Spłynął niespodziewanie na naszą ulicę. Jest słońce i ptaków śpiew oraz uczucie nadziei, że wszystko będzie już dobrze. Nastrój się podniósł a niepokój spłyną rzeką do podświadomości. Chodzę na dwa spacery dziennie. Dotlenienie robi swoje i wydolność poszła w górę jak nastrój. Zatem coś w tym jest, że ruch załatwi prawie wszystko. Jednak w pierwszym zderzeniu nie mogłam sobie poradzić z bólem mięśni i zmęczeniem, ponieważ to moje chodzenie niewiele różniło się od biegania. Zanim doszłam w zaciszne miejsce nad rzekę musiałam przemierzyć szybkim krokiem miasto. Szybkim, ponieważ hałas przejeżdżających samochodów wydawał się być udręką dla moich uszu nawet wtedy kiedy były ubrane w słuchawki. Dźwięki miasta nie są do zniesienia. Dopiero w cichym zakątku parku można wziąć prawdziwy spokojny wdech a szczebiot ptaków nie jest zakłócany żadnym kołem toczącym się po asfalcie.

Ciche miejsce robi robotę. Przełącza fale mózgowe na tryb półsnu, wytchnienia ulgi od plastikowego świata za mostkiem. Ludzie powinni być rozliczani z hałasu. Swoich brutalnych dźwięków wyrzucanych w przestrzeń. Powinni uiszczać opłaty w urzędach skarbowych od emisji stukotów swoich urządzeń domowych oraz szumu aut oraz głośnych rozmów komórkowych, może wtedy zrozumielibyśmy czym naprawdę jest cisza i co z nami robi.

Cisza jest fundamentalną, ale często niedocenianą częścią codzienności. To stan spokoju umysłu. W obliczu hałasu miejskiego, cisza staje się luksusem, który może mieć znaczące korzyści dla zdrowia psychicznego i fizycznego, o których człowiek przez swoją nieuważność dawno już zapomniał.

Na poziomie fizjologicznym, cisza ma zdolność do redukowania poziomu stresu i obniżania ciśnienia krwi. Badania sugerują, że regularne wystawianie się na ciszę może poprawić zdolność koncentracji, pamięć oraz procesy myślowe. Mózg w ciszy ma szansę na regenerację i odpoczynek, co poprawia samopoczucie.

Hałas miejski to zło. Stała ekspozycja na hałas może prowadzić do bezsenności, nadmiernego stresu, a nawet problemów ze słuchem. Dodatkowo, hałas może zakłócać koncentrację, obniżać wydajność pracy oraz przyczyniać się do uczucia irytacji i niepokoju.

W społecznościach miejskich, gdzie hałas jest powszechny, warto docenić wartość ciszy i starać się ochronić ją w przestrzeni publicznej. Zapewnienie miejsc, gdzie ludzie mogą odpocząć od hałasu i cieszyć się ciszą, może przynieść liczne korzyści dla zdrowia i dobrostanu społeczności. Cisza staje się wówczas nie tylko brakiem dźwięków, ale również oazą spokoju i odprężenia w szybkim tempie życia miejskiego.

Wydaje mi się, że w każdym nawet najgłośniejszym mieście możemy znaleźć ciche miejsce. Czasem ta wizja zmusza nas do długich wędrówek na skraj strefy wybuchów i frustracji. Przez chaszcze, błota i rowy melioracyjne. Jednak gdy już nam się uda dotrzeć do właściwej strefy, i wybierzemy swój skrawek natury, usłyszymy ptaka, który da nam ukojenie do końca tego wspaniałego dnia.

Oto lista kilku książek na temat ciszy:

  1. „Cisza: Biografia” autorstwa Erlinga Kagge
  2. „Cisza: In Search of Silence in a Noisy World” autorstwa George’a Prochnika
  3. „Cisza: The Power of Quiet in a World Full of Noise” autorstwa Thich Nhat Hanh
  4. „The Book of Silence” autorstwa Sara Maitland
  5. „Cisza w epoce hałasu” autorstwa Erlinga Kagge

Oto lista kilku artykułów na temat ciszy:

  1. „The Power of Silence: Social and Psychological Perspectives” autorstwa Michela Carrier i innych (publikacja w „Personality and Social Psychology Review”)
  2. „The Sound of Silence: How to Find Quiet in a Noisy World” autorstwa Lydii Denworth (publikacja w „Scientific American”)
  3. „The Healing Power of Silence” autorstwa Ruth Whippman (publikacja w „The New York Times”)
  4. „The Quiet Ones: How Introverts Thrive in Our Noisy World” autorstwa Susan Cain (publikacja w „The Atlantic”)
  5. „The Science of Silence: How Solitude Enriches Creative Work” autorstwa Rebecca Webber (publikacja w „Psychology Today”)

Spacer pełen endorfin

Dzisiaj jeszcze jaśniej. Wiosna całą gębą. Rankiem przymrozek namalował na trawniku blado białe smugi szronu. Teraz temperatura rośnie w szaleńczym pędzie. Wraca nadzieja, obietnica cudu. Odżywcza siła promieni działa kojąco na zmęczone po zimie mózgi.Cofa się wypalenie, odpuszcza. Wraca nowa energia. Jestem dobrym odbiorcą takich zjawisk. Szybko daję się ponieść. Dokładam sobie cegiełki z nowo narodzonego entuzjazmu. Przyciągam dobrą energię. Będzie dobrze Wszechświat mnie wspiera i robota mi odpuści. Pojawia się witalność ale sny gdzieś się schowały. Muszę iść na przymusowy spacer pomiędzy zajęciami wtedy, mam nadzieję dam większą szansę moim endorfinom. Wydzielajcie się! Niech mi się nastrój podniesie na maksa. Odpalcie wrotki niech poczuję, że żyję! Niech nad martwym wzlecę światem!

Kiedy mam wątpliwości pytam chataGPT, a on jak dobry wujek służy radą. Jednak jego największą wartością jest dziecinny optymizm, którego tak bardzo mi teraz brakuje. A tu proszę. Jest za darmo.

Endorfiny: Źródło radości na spacerze

Spacer, z pozoru prosty akt, kryje w sobie potęgę zdrowia i szczęścia. Gdy stąpamy przez świat, nie tylko nasze ciało aktywuje się, ale także nasz umysł doznaje pozytywnych zmian. Jednym z kluczowych elementów tego doświadczenia są endorfiny – substancje chemiczne wydzielane przez mózg, które działają jak naturalne przeciwdepresanty i przynoszą uczucie euforii oraz ulgi. W niniejszym eseju skoncentruję się na roli endorfin w procesie spacerowania i ich wpływie na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.

Spacer to nie tylko forma aktywności fizycznej, ale również rodzaj medytacji ruchu, który pozwala na odprężenie umysłu i uwolnienie od codziennego stresu. Gdy oddychamy świeżym powietrzem i obserwujemy otaczającą nas naturę, nasz mózg zaczyna wydzielać endorfiny, które działają jak naturalne substancje przeciwbólowe. Ta naturalna reakcja organizmu przyczynia się do złagodzenia bólu i napięcia mięśniowego, co sprawia, że spacer staje się nie tylko przyjemny, ale także terapeutyczny.

Warto również zauważyć, że regularne spacery mogą przynieść długoterminowe korzyści zdrowotne. Badania naukowe wykazały, że regularna aktywność fizyczna, w tym spacery, może zmniejszyć ryzyko wielu chorób przewlekłych, takich jak choroby serca, otyłość, cukrzyca czy nawet niektóre rodzaje nowotworów. Dzięki regularnemu uwalnianiu endorfin podczas spacerów, nasze ciało staje się bardziej odporne na stres i choroby, co przekłada się na ogólny stan zdrowia.

Nie tylko zdrowie fizyczne jest korzystne z regularnych spacerów. Endorfiny mają również pozytywny wpływ na nasze zdrowie psychiczne. Uwalniając się podczas spaceru, stajemy się bardziej pozytywnie nastawieni i mniej podatni na stany depresyjne czy lęki. Regularna aktywność fizyczna, w tym spacery, może nawet pomóc w leczeniu depresji i poprawie ogólnego samopoczucia. To niezwykle istotne, zwłaszcza w dzisiejszym zabieganym świecie, w którym coraz więcej osób boryka się z problemami zdrowia psychicznego.

Wnioskiem z powyższego jest to, że spacery są znacznie więcej niż tylko formą aktywności fizycznej. To czas poświęcony sobie, swojemu zdrowiu i swojemu szczęściu. Dzięki uwalnianiu endorfin, spacerowanie może być źródłem radości i ulgi zarówno dla ciała, jak i dla umysłu. Dlatego zachęcam wszystkich do regularnego sięgania po tę prostą, ale potężną formę ruchu, która może odmienić nasze życie na lepsze.

Zacznij od Junga

Dzisiaj słońce rozświetliło cały duży pokój. Wpadło przez drzwi balkonowe i wyhamowało na progu przedpokoju. Prawdziwa wiosna można by rzec. Zaraz wyjdę na krótki spacer. Krótszy niż zwykle ale będzie to już mój codzienny rytuał mam nadzieję, No bo ile tych spacerów mi jeszcze zostało? Trzeba korzystać. Praca może przedłużyć się do wieczora ale za to w głowie zostaną rozświetlone cząstki w postaci zielonych trawników i pierwszych delikatnych kwiatków.

A mamy ich w parku całkiem sporo: zawilce, fiołki, żonkile, przylaszczki, cebulica syberyjska i inne ogrodowe odmiany kwiatów, których kolorowe pączki dopiero wspinają się do słońca. Jest okazale i świeżo. Ptaki w donośnym świergocie uprawiają swoje szaleństwo. Pełno tu rudzików, kosów, pełzaków i sikorek. W głębokiej dziurze parku utworzono miejsce z gałęziami i starymi pościnanymi pniami, gdzie dzięcioły urządzidziły swoje królestwo. Wraz z nimi pojawiły się kowaliki. Jak niewiele trzeba dla tych istot. Wystarczy zostawić to co ścięte, stare, zepsute…

Obiecałam sobie zadbać o ruch bardziej uważnie niż wcześniej. Znowu. Zminimalizuję pisanie do najważniejszych tekstów. Muszę wyrobić w sobie nawyk trzymania się ustalonego planu i nie rozmieniać się na drobne. Rozpraszam się jakimiś niepotrzebnymi śmieciami zamiast trzymać się esencji. Do głowy wlatują mi niepotrzebne rzeczy. Rzeczy śmieci. Czasem, owszem wyjdzie z tego temat… ale nie tak ważny jak by się wydawało. Rozproszenie nie służy niczemu dobremu. Trzeba jechać po wyznaczonych szynach. W pracy. W życiu niekoniecznie. Ale to już inna historia.

Wracam do tematu snów. Chyba zacznę od Junga. Pojawił się audiobook „Człowiek i jego symbole”, chyba łyknę go na spacerze, chociaż z mojej listy wyskakują inne pozycje, które czynią ze mnie książkową zakupoholiczkę. Muszę pamiętać o napiętym budżecie, więc kogo czytać, gdy chcę wiadomości o snach… (oprócz Mistrza)? Przykładowa lista znajduje się na końcu.

Co właściwie Jung wiedział o snach?

Carl Jung był jednym z pionierów w badaniu snów i głębi. Jego prace na temat snów skupiały się na interpretacji symboli snów i ich znaczeniu dla procesu indywidualizacji oraz rozwoju osobowości.

Jung wierzył, że sny są manifestacją nieświadomości i że zawierają one wiele informacji na temat naszego wewnętrznego życia psychicznego. Zwracał uwagę na to, że symbole w snach mogą być uniwersalne, ale mogą też mieć indywidualne znaczenie dla każdej osoby, zależnie od ich życia, doświadczeń i kontekstu życiowego.

Jego podejście do interpretacji snów obejmowało analizę archetypów i kompleksów, które ujawniają się w symbolach snów. Archetypy, takie jak Cień, Anima/Animus, i Starzec, są często obecne w snach i odzwierciedlają podstawowe aspekty ludzkiej psychiki.

Jung również uważał, że sny mogą być drogowskazem dla rozwoju osobistego i duchowego. Wierzył, że praca nad interpretacją snów może pomóc jednostkom w zrozumieniu ich własnego życia, wyzwań i celów.

Jego prace nad interpretacją snów zostały szczegółowo opisane w jego książkach, takich jak „Psychologia i Alchemia”, „Psychologia i Religia Zachodu” oraz „Man and His Symbols”. Jego wpływ na dziedzinę psychologii snów jest nadal widoczny dzisiaj, a jego teorie nadal stanowią ważny punkt odniesienia dla badaczy i praktyków.

Oto lista książek i artykułów na temat snów:

Książki:

  1. „Interpretacja snów” autorstwa Sigmunda Freuda
  2. „Sny, tłumaczenie, psychoterapia” autorstwa Jamesa Hillmana
  3. „Tajemnice snów: Jak zrozumieć swoje sny i zacząć żyć pełniej” autorstwa Marie-Claude Valiquet
  4. „Marzenia, znaczenia, terapie” autorstwa Clara Hill
  5. „Sny: Klucze do zrozumienia” autorstwa Roberta Van de Castle’a
  6. „Sny i ich interpretacja: Jak zrozumieć przesłania swojego nieświadomego” autorstwa Michela Gélinasa

Artykuły:

  1. „Understanding the Meaning of Dreams: Are We Close to Cracking the Code?” – artykuł naukowy z Journal of Sleep Research
  2. „The Role of Dream Interpretation in Psychotherapy” – artykuł z The American Journal of Psychotherapy
  3. „Exploring the Therapeutic Potential of Dream Work in Counseling and Psychotherapy” – artykuł z The Journal of Counseling and Development
  4. „The Language of Dreams: A Jungian Approach to Dream Interpretation” – artykuł z Journal of Analytical Psychology
  5. „Dreaming as a therapeutic process: A comprehensive review of the empirical evidence” – artykuł z Psychology and Psychotherapy: Theory, Research and Practice