Waligóra

W sobotę pojechaliśmy w stronę Andrzejówki. Chciałam pochodzić po górach i popatrzeć na pierwsze zielone pączki. Marzyła mi się polana pełna białych przebisniegów jaką widział J. Ten obraz zakwitł w mojej głowie na dobre.

Niestety – nie niestety w górach przywitał nas śnieg i mgły. Zaskoczenie zamieniło się w zachwyt. Nie było miejsca na rozczarowanie. Zobaczyliśmy wreszcie prawdziwe oblicze zimy. Tej zimy. Z ciszą, chmurami i zielonymi choinkami pokrytymi gęstym puchem. Powietrze było smaczne w swej świeżości. Przewietrzyło nasze umysły. A mięśnie mdlały od wysiłku gdy wspinaliśmy się pod Wligórę. Na szlaku spotkaliśmy chyba tylko trzy rodziny. Później wędrówka była już otoczona tylko naszą obecnością.

Żółty szlak wydłużał się i zwężał prawie do granicy z Czechami. Straciłam zupełnie rachubę. Męskie głowy mają wbudowane w mózgi GPS i dzięki nim mogę dobrze nawigować w gąszczu leśnych ścieżek. Sama chyba bym nie dała rady. Gubię się czasami w swoim lesie a co dopiero w górach… W grupie raźniej. W grupie z mózgiem.

Waligóra – Idź na spacer

Wysokość: 933,88 m n.p.m

Pasmo: Sudety; Góry Kamienne; Góry Suche

Waligóra, znana również jako Heidelberg, to najwyższy szczyt Gór Suchych i jednocześnie całości Gór Kamiennych. Położona w północnej i środkowej części tych gór, stanowi jedno z najwyższych wzniesień Sudetów Środkowych. Z imponującą wysokością 933,88 m n.p.m., oferuje malownicze widoki, a jej lokalizacja w pasmie Sudetów w Górach Kamiennych dodaje uroku tym obszarom na dolnym Śląsku.

Waligóra oferuje liczne trasy turystyczne, zapewniając niezapomniane wrażenia miłośnikom górskich wędrówek. Z uwagi na jej centralne położenie w Sudetach, istnieje wiele szlaków wiodących przez malownicze tereny. Popularną trasą jest szlak z okolic miejscowości Lubawka, prowadzący przez urokliwe obszary Gór Kamiennych.

Jeśli chodzi o historię, Waligóra ma bogatą przeszłość. Szczyt ten był miejscem kultu pogańskiego, a później w okresie średniowiecza, istniał na nim gród obronny. Ślady tych dziejów można czasem dostrzec podczas eksploracji, dodając szczytowi dodatkowego historycznego wymiaru.

Znajdujący się w Górach Suchych, Waligóra odgrywała ważną rolę w historii regionu, zarówno pod względem strategicznym, jak i kulturowym. Dla entuzjastów historii i przyrody, to miejsce pełne fascynujących skarbów do odkrycia.

Niedługo będziemy wolni od braku słońca

Czwartek

Słyszę tupot cienkich nóżek gołębia na moim blaszanym parapecie. Wróciłam z wędrówki po sklepach i budkach z pieczywem. Zdobyłam ostatniego jasnego rogala z tych przypominających prawdziwe rogale i worek „ prawdziwych” pampuchów, tych przypominających domowe. Pogoda jakby zimowa. Arktyczne powietrze uderzało nieprzyjemnie w twarz wilgocią i niecierpliwością. Mimo tego i tak czuło się wiosnę. Widziałam na trawniku przed domem cztery stokrotki z różowo białymi płatkami lekko przyczesanymi na prawą stronę i jednego ciemno fioletowego fiołka. Na żywopłocie rozwinęły się podłużne listki przedzielone nerwem środkowym jak przedziałkiem z daleka tworzą lekko zielona mgiełkę na długim odcinku drogi. Ludzie jakby cichsi niż zwykle. Zakapturzeni. Niekontaktowi. Sprzedawcy siedzący tyłem do wystaw w nienaturalnym zgarbieniu jakby w oczekiwaniu na skok do lepszego wymiaru. A to wszystko otoczone szarymi chmurami na, które nachodzą szybsze, ciemniejsze obłoki nadając kontrastu. Kikuty drzew dalej uśpione. Trwają bezczynnie na skrajach ulic tworzą szkielety i drabinki dla gawronów i kawek. Gołębie przelatują zwartymi szykami nad pudełkami bloków rozpraszając na chwilę bezczynność tła. Nicość oczekiwania jest dzisiaj bardziej dotkliwa niż zwykle. A jednak coś się tli. Zawsze jest coś czego można się przytrzymać. W końcu to końcówka lutego. Niedługo będziemy wolni od braku słońca mam nadzieję.

Niestety, nie jesteśmy porostami

Dzisiaj w kontraście do szarego obrazka za oknem mój sen jawi się w kolorach ciemnoróżowych kwiatów obrastających pnączem budynek z kolorowej cegły. Na dole stoi jakiś młody mężczyzna, przyjazny chyba z rowerem. Kwiaty mienią się w słońcu wpadając w odcienie purpury. Czuję radość. Przypływ i obietnicę dobrego. Czegoś co już było i powraca, żeby dać mi ukojenie. Ściana kwiatów nie pozwala oderwać wzroku. Przepych barw. Słońce. Południowe promienie słońca na skraju miasta. Zielony trawnik i biały krawężnik…

A tu słychać dzwony. Dzwony piekieł jak je nazywa J., przerywające martwą ciszę. Jednak nikt nie śmie zwrócić uwagę na hałas wydobywający się z ciężkich dzwonów od ósmej do osiemnastej. Świętych się nie upomina.

Wrażenie szarości zaczyna być przygnębiające w strugach miarowego deszczu. Wilgotna ulica i mokre pudełka bloków. Miastowa brudna poświata rudości i silnej bladości. Zanim ruszy z pod ziemi zielona trawa i liście minie jeszcze trochę czasu. Jedynie porosty na korach zmęczonych po zimie drzew nabierają barw soczystej zieleni. Czasem wpadają w kolor błękitu a czasem nawet żółci. To czas tych tajemniczych grzyboroślin. Do których świat nie mógł się przyzwyczaić a raczej pogodzić z faktem, że dwa organizmy mogą żyć w zgodzie bez żadnej ludzkiej ani boskiej ingerencji w świecie żarłocznych bestii wysysających z siebie ostatnie krople krwi, nazywając to miłością, pracą czy religią. Tylko natura realizuje najlepsze pomysły reszta jest jedynie karykaturami błędnych połączeń, topornych związków i udawanych znajomości, na końcu których musi z powrotem zbudować swoje ego i przegnać egzystencjalne lęki. Po kilku cudownych snach znowu musi leczyć ból dupy po notorycznym wykorzystywaniu. Niestety, nie jesteśmy porostami.

Porosty

Porosty to organizmy składające się z grzyba i glonów lub sinic, współpracujących w symbiozie. Grzyb dostarcza struktury ochronnej, a glon lub sinice przeprowadzają fotosyntezę. Porosty występują na różnych powierzchniach, od skał po drzewa, i są bardzo odporne na ekstremalne warunki środowiskowe.

Złotorost ścienny
(Xanthoria parietina)

Symbioza między grzybem a glonem lub sinicą w porostach polega na współpracy obu partnerów. Grzyb dostarcza ochronnej struktury zwanej plechą, która chroni glon lub sinicę przed szkodliwymi warunkami środowiskowymi. W zamian glon lub sinica przeprowadzają fotosyntezę, dostarczając grzybowi związki organiczne, takie jak cukry.

Ta współpraca umożliwia porostom kolonizację różnych siedlisk, nawet tych trudno dostępnych dla innych organizmów. Symbioza ta jest kluczowa dla przetrwania porostów w różnorodnych ekosystemach.

Kilka podstawowych rodzajów porostów to:

  1. Porost islandzki (Lichen islandicus): Popularny w medycynie ludowej, zwłaszcza wytwarzany z porostu islandzkiego.
  2. Porost tarczowaty (Parmelia): Posiada charakterystyczne plechy w kształcie tarczy.
  3. Porost zmienny (Cladonia): Znany z różnorodnych form i kształtów, często spotykany na glebach i skałach.
  4. Porost miseczkozarodnikowy (Cladonia chlorophaea): Charakteryzuje się miseczkami zawierającymi zarodniki.
  5. Porost listkowaty (Peltigera): Zwykle ma płaskie, skórzaste plechy przypominające liście.

Te to tylko przykłady, ponieważ istnieje wiele różnych rodzajów porostów o różnorodnych cechach i właściwościach.

Śląskie Davos. Szwajcarskie Sokołowsko. Buczynowe uzdrowisko

Poniedziałek nadszedł tym razem spodziewanie z całą masą sprawunków. Jednak ich znaczenie jakby zmalało. Moja uwaga się do nich nie przykłada. Wrażenia zobowiązań jest jakby za mgłą, jakby poza moją jurysdykcją cokolwiek to znaczy. Wszystko co muszę ukryło się po prostu w jakiejś dziurze, która jest teraz nieistotna i można ją na chwilę zakopać i przydeptać podeszwami. Czas nie jest nachalny. Nie przyspiesza. Nie panikuje. Woda z kranu kapie wolniej. Za szybą świat wypełnia się dźwiękiem stłumionych warstw głosów przekrzykujących się piskliwości ptaków. Ich wielość wypełnia całe tło ulicy. Jest jakby wiosennie. Trzymam się tej myśli i zapachu wpływającego przez uchylony lufcik plastikowego okna. Przyroda zawsze znajdzie drogę do mojego mózgu. Spływa do każdej komórki, żeby wypełnić je światłem i nową energią. Oj, poszło by się nad rzekę, ale w tak zawalonym harmonogramie wizyta wypadłaby na godziny wieczorne, kiedy ciało już raczej odmawia posłuszeństwa, szkoda. Odbijemy sobie w środku tygodnia.

Buczynowy las

Mam w głowie buczynowy las z naszej sobotniej wycieczki. Srebrne kory buków z kreseczkami spływającej wody. Nieustający deszcz tonizujący umysł jak muzyka od mnichów tybetańskich z YouTube. Byliśmy w Sokołowsku. Tym Sokołowsku z Empuzjon Olgi Tokarczyk… Jakim trzeba być ignorantem, żeby mieć pod nosem takie miejsce i nie korzystać z niego zwłaszcza w covidovej zawierusze jeszcze dwa lata temu albo i teraz, kiedy prątki tej zarazy jeszcze krążą w powietrzu pod różnymi mutacjami kaszlu, wydzielin, rozwolnień i bóli wszystkich możliwych organów.

Sokołowsko ze względu na dość tajemnicze położenie między górami, potokami i gatunkami drzew oraz z zagadkowym podziemnym jeziorem opisanym w książce stało się kurortem dla gruźlików z całego świata. Warunki jakie sobą reprezentowało wystarczyło kuracjuszom do poprawy zdrowia swoich płuc i serca gdzie panaceum na wszystko stanowiły w głównej mierze spacery „zdrowotnymi ścieżkami”. Tak, spacery zapisywane na receptę przez ówczesnych doktorów. Zupełnie jak w przypadku dzisiejszych kąpieli leśnych dla uspokojenia nerwów, redukcji lęków i obniżenia ciśnienia. Powolne spacery wyznaczonymi trasami bez nerwowych rozmów. Takie były zalecenia. Takie wyczytałam w Empuzjonie. Tak więc specyficzne położenie uzdrowiska było kluczowe. Tu klimat był inny niż w tradycyjnych górach za sprawą właśnie tego podziemnego jeziora, o którym jeszcze nie znalazłam wzmianki w innych źródłach niż książka. Klimat Nie tak zimny w odczuciu ale przystępny i dbający o drogi oddechowe lepiej niż atrakcje uzdrowiskowe w innych górskich uroczyskach. Odpowiednie gatunki drzew, mchów i porostów oraz sieć potoków składają się na ten unikalny mikroklimat, dobrostan dla naszych wymęczonych, przyduszonych organizmów. Dobre miejsce na spacery dla małych i dużych zamiast sztucznych inhalacji, nebulizacji mamy naturalny lek na płuca zaledwie 40 minut od miasta. Czytajcie Noblistów a będzie Wam dane…

„W Sokołowsku występują dwa poziomy klimatyczne o silnym zróżnicowaniu: poziom dna dolinnego (sanatoria) i poziom południowego stoku (od 600 do 620 m n.p.m.). Dno doliny charakteryzuje się zacisznością – prędkości wiatrów są tu minimalne. Na stokach wiatr znacznie przyspiesza. Wiatry z kierunków wschodnich są bardzo rzadkie. Sokołowsko jest najzimniejszą miejscowością tej części Gór Suchych. Występuje tu stosunkowo długa zima i krótkie lato, a także obfite opady deszczu, z których 61% spada latem, z maksimum w lipcu.”

Symbioza natury i kultury
„Sokołowsko to miejscowość w gminie Mieroszów w powiecie wałbrzyskim. Leży w Górach Suchych,najwyższym paśmie Gór Kamiennych. Strome zbocza tych nie najwyższych gór (Waligóra ma 936 m n.p.m.) sprawiają, że są one niekiedy nazywane „sudeckimi Alpami” (nieoficjalny szlak pieszy wyczynowy wiedzie przez szczyty z „Korony Sokołowska” – najwyższe góry pasma Gór Suchych, leżące na polsko-czeskim pograniczu). Wieś zamieszkuje niespełna 1000 mieszkańców. Jest jedną z największych miejscowości gminy. Odwiedzają ją też turyści i kuracjusze.” – https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

HISTORIA SANATORIUM DR BREHMERA

Pierwsza wzmianka nt. Sokołowska pojawia się w 1357, jako istniejąca wieś założona najprawdopodobniej przez zakon benedyktynów w Broumově. Do końca XV wieku Sokołowsko miało kilku właścicieli.

W 1509 r. Sokołowsko wraz z pd. częścią księstwa świdnickiego nabył hr. von Hochberg, który założył rodową siedzibę w Książu. Do połowy XIX wieku w Sokołowsko nie różniło się niczym od innych wsi w dobrach Hochbergów. Zmiana w losach wsi nastąpiła w 1849 r., kiedy na wypoczynek zajechała hr. von Colomb. Zachwycona krajobrazem Sokołowska namówiła swojego szwagra dr Hermanna Brehmera na utworzenie uzdrowiska leczącego metodą hydroterapii Vincenta Priessnitza.

W 1855 r. w Sokołowsku zostało uruchomione pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików, którym zastosowano nowatorską metodę leczenia klimatyczno-dietetycznego. Na wzór Sokołowska został stworzony ośrodek leczenia gruźlicy w Davos. W późniejszym czasie Sokołowsko zyskało miano “śląskiego Davos”, chociaż to Davos powinno nazywać się “szwajcarskim Sokołowskiem”. Bliskim współpracownikiem dr Brehmera stał się prof. Alfred Sokołowski. Dla uczczenia jego zasług w 1945 r. miejscowości nadano jego imię.

Uzdrowisko nie należało do tanich, lecz było dobrze zagospodarowane – już przed 1888 r. posiadało pocztę i połączenia telefoniczne. W 1887 r. przebywało tu 730 kuracjuszy. Pobyt dr Tytusa Chałubińskiego w Sokołowsku zaowocował pośrednio jego zainteresowaniem Zakopanem, gdyż rozpoczął poszukiwania okolicy zbliżonej do tego uzdrowiska dla zorganizowania w Polsce takiego samego ośrodka leczenia gruźlicy.

Po II wojnie światowej pozostało tutaj uzdrowisko o profilu przeciwgruźliczym. Pod naciskiem dr Stanisława Domina zmieniono profil leczenia w kierunku leczenia chorób dróg oddechowych. W latach 70. XX wieku w miejscowość zaczęto przekształcać w ośrodek sportów zimowych dla potrzeb klubów wałbrzyskich, docelowo miał powstać Wojewódzki Ośrodek Sportów Zimowych. Jednak z braku środków finansowych nie wszystko udało się zrealizować. Pozostały tylko trasy biegowe (w tym nartorolkowa), które włączono do Biegu Gwarków. W ostatnich latach uzdrowisko przeżywa regres, oparty na ogólnym kryzysie ekonomicznym. Po II wojnie światowej status wsi Sokołowsko uzyskało dopiero na początku XXI wieku.

W 2007 roku obiekt byłego Sanatorium dr Brehmera zakupiła Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ i tworzy w tym miejscu Miedzynarodowe Laboratorium Kultury.

Historia tego miejsca rozpoczyna się na nowo….. – Z informacji na stronie: https://www.sokolowsko.org/pl/sokolowsko

Tu ciekawy blog turystyczny pięknie opisujący Snokolowsko i okolice: https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

Las buczynowy

Las buczynowy to jeden z typów lasów liściastych, w których dominuje buk zwyczajny (Fagus sylvatica). Buczyny są charakterystycznym ekosystemem leśnym, występującym głównie w strefie klimatu umiarkowanego na półkuli północnej. Buk zwyczajny to gatunek drzewa liściastego, który osiąga imponującą wysokość i tworzy zwarte drzewostany o pięknym wyglądzie.

Oto kilka cech charakterystycznych lasu buczynowego:

  1. Drzewa bukowe: Buk zwyczajny osiąga do 30 metrów wysokości, a jego kora jest gładka i srebrzystoszara. Liście buka są jajowate, ząbkowane i zielone, zmieniające się w jesiennej porze roku w intensywne odcienie czerwieni, pomarańczy i brązu. Owocami buka są brązowe orzeszki nazywane bukwią – jednonasienne, trójgraniaste orzeszki długości 1-2 cm, błyszczącobrązowe, zebrane po dwa (rzadziej pojedyncze) w zdrewniałej, pokrytej kolczastymi wyrostkami okrywie. Zbiorowiska roślinne należące do buczyn są wyznacznikami chronionych siedlisk przyrodniczych wymagających wyznaczania obszarów Natura 2000. Las bukowy to najlepsze miejsce do kąpieli leśnych czyli Shinrin-yoku (jap. 森林浴; kąpiel leśna), zwłaszcza wiosną
  2. Podrosty i runo leśne: W buczynach można znaleźć różnorodne gatunki roślin zielnych, mchów i porostów. Runo leśne jest ważnym elementem ekosystemu, tworząc warstwę ochronną dla gleby i dostarczając schronienia dla wielu małych zwierząt.
  3. Bogactwo flory i fauny: Las buczynowy jest domem dla licznych gatunków roślin, ptaków, ssaków, owadów i grzybów. Ptaki takie jak dzięcioły, sójki czy sikorki często zamieszkują te lasy, a ssaki, takie jak jelenie czy dziki, są powszechnie spotykane.
  4. Sezonowe zmiany: Buczyny prezentują piękne zmiany krajobrazu w ciągu roku. Wiosną liście buka rozwijają się, nadając lasom intensywnie zieloną barwę. Latem las jest bujny i zacieniony, a jesienią drzewa bukowe prezentują malownicze odcienie jesieni. Zimą większość liści opada, eksponując delikatną strukturę gałęzi i konarów.
  5. Ochrona przyrody: Las buczynowy jest często chroniony jako obszar przyrodniczy ze względu na swoją wartość ekologiczną. Ochrona takich obszarów jest istotna dla zachowania różnorodności biologicznej i utrzymania zdrowego ekosystemu.

Buczyna, jako ekosystem leśny, pełni istotną rolę w utrzymaniu równowagi ekologicznej, dostarczając schronienia dla wielu gatunków i wpływając pozytywnie na jakość gleby oraz regulację klimatu.

Wszystkie moje niebieskie sny…

Czasem osiągam stan umysłu w którym wszystkie moje niebieskie sny z wodą , falą i szczęściem łączą się ze sobą w jedną strukturę, w jedną masę, która zalewa niewyobrażalną przyjemnością mój umysł. Nie wiadomo do końca skąd przychodzi to uczucie ale to nie istotne bo jego siła wszystko zmienia. Drobne rzeczy zamieniają się w przyjemności, smaki się wyostrzają a zapachy stają się wrażeniami z dzieciństwa. Uczucie trwa, krótko i przychodzi zwykle wczesną wiosną, przedwiośniem albo lepiej przedprzedwiośniem, kiedy jeszcze nikt nie czuje zmian w powietrzu. Tylko ja. Taki dar od wszechświata za wewnętrzne smutki zimy. Sny materializują się jakby przed oczami, przypominają swoje obrazy, te dawno zapomniane i łączą je z nowymi tworząc wielką siatkę samych dobrych pierwiastków szczęścia. Tych prawdziwych osobistych, szczerych od których wszystko co złe odbija się i nie ma większego znaczenia. Sens życia zmienia wtedy swój image i nagle rozumiemy, że tu chodzi o coś całkowicie innego. Że to co dotychczas było tylko na przetrwanie i że trzymaliśmy się kurczowo rzeczy widzialnych i tylko w nich pokładaliśmy nadzieję nie wierząc, w nasze głowy, w których produkuje się inna rzeczywistość zaprzeczająca wszystkim standardom, formom i wyobrażeniom. Staje naprzeciwko szarości, siności i bólu. Zalewa słońcem. Pływa w zachwycie. Jest wodą, plażą, piaskiem i słońcem. Kwiatami ze snów, tych z unoszącymi się w powietrzu ciałami, nad miastem, nad lasem, nad jeziorem. Gdy jesteśmy fruwaniem i wyzwalającym unoszeniem się nad martwym światem. Snem dającym ukojenie na kilka dni i zmieniającym ścieżki neuronalne w naszych mózgach bez użycia antydepresantów. Taki prezent od ciała. Chcę utrzymać ten stan. Jest jak przebłysk świadomości dawno zapomnianego dziecięcego zachwytu. Jak go wyprodukować? Jak go zatrzymać na dłużej? Gdzie go szukać gdy znów się zgubi? Natura. Czy to naprawdę takie proste?

Lśnienie

Dzisiaj wiatr i deszcz. Czyli bez zmian. Jesteśmy w nieładzie. Nie sprzątam już drugi tydzień. Pokoje zarastają kurzem i składowiskiem dziwnych rzeczy na biurkach i regałach. Niedługo wszystko urośnie do wysokości sufitu i zacznie wypływać przez okna. Wirus nie przechodzi. Bolą nas jelita i zalewają poty ale już możemy przespać całą noc. P. wydziela sobie po pół bułki z masłem i boi się obiadu. Ja bezkarnie zjadłam przed chwilą jajecznicę zrobioną przez J. zaraz pogrążę się w bóloskurczach. Tak, tak moja zachłanność nie ma granic. Jestem niewolniczką jedzenia. Muszę wreszcie przestać. Ale to jak narkotyk. I tak sięgniesz następnym razem. No chyba, że… Ale jeszcze jeszcze…

Luty mija niespodziewanie szybko. Chociaż jeśli przyglądam mu się uważniej to jednak dopiero dziewiąty. Ale po dziesiątym już przyspieszy. Wirusy zamienią się z bakteriami i przyjdzie nowe inne, które nada tło kolejnej fali czynności do wykonania. Kolejnych tragedii do pokonania, kolejnych smutków do ukojenia i ani się obejrzysz a już nastanie marzec. A marzec to wiosna. Szara, niemrawa ale jednak. W powietrzu uniesie się inny zapach. Z alergią przyniesie dłuższy dzień. Będziemy wdzięczni za te oczekiwania, bo gdy przyjdzie lato dawno o tym zapomnimy. Kiedy wreszcie zaczniemy żyć chwilą? Teraźniejszością. To chyba nie możliwe. Chociaż potrafię zaprzyjaźnić się z czasem i wyłączać go przed południem ale mogę to robić tylko w lecie. No czasem na długim spacerze nad wodą… Nie teraz. Teraz wszystko jest podzielone i zmierzone. Krótkie interwały na pracę, rozmowy, robienie rzeczy poza pracą i sen. Robotyka dnia powszedniego. Mechanika szarego człowieka. Dupogodziny do odrobienia. Wykrawanie dziurek na swoje fantazje jeśli się pojawią w świadomości. Lekkie przebłyski dziecięcego zachwytu nad lotem gawronów. Skrzek sroki. Ślęża przykryta obłokiem. Przypływ sił w głowie. Pustułka na latarni, klucz gęsi wieczornego gasnącego płaskowyżu. Czujność myszołowa. Sarny przy drodze na Jaworzynę, niczyje… Myśl świeża, nowa. Rzeka. Przebłysk. Lśnienie.

Lśnienie

Lśnienie to efekt odbicia światła z powierzchni obiektu, który nadaje mu połysk i jasność. W zależności od rodzaju obiektu i kąta padania światła, lśnienie może przybierać różne formy, takie jak błysk, połysk, czy migotanie. To zjawisko jest wynikiem odbicia i załamania światła na powierzchniach przedmiotów, co sprawia, że stają się one bardziej widoczne i atrakcyjne dla obserwatora. Lśnienie jest szczególnie zauważalne na gładkich, błyszczących powierzchniach, takich jak metal, woda czy szkło.

W poezji i sztuce lśnienie może przybierać bardziej metaforyczne i symboliczne znaczenie, różniące się od fizycznego efektu odbicia światła. W tym kontekście symbolizuje coś jasnego, błyszczącego, pełnego życia lub odzwierciedlającego piękno.

W poezji lśnienie może być używane jako metafora dla szczególnie pięknych, inspirujących lub transcendentnych doświadczeń. Może odnosić się do chwil jasności, radości lub duchowego blasku.

W sztuce lśnienie może być wykorzystywane przez artystów, aby podkreślić pewne elementy obrazu, nadać im blasku i głębokości. Przez zastosowanie kontrastów świetlnych, artysta może osiągnąć wrażenie lśnienia na płótnie.

Ogólnie rzecz biorąc, lśnienie w poezji i sztuce odnosi się do ekspresyjnego wykorzystania symboliki, aby przekazać głębsze znaczenie i uczucia.

Bluszcz tajemnicza, splątana roślina Ivy: Mysterious, Entwined Plant

Bluszcz tajemnicza, splątana roślina

Bluszcz pospolity (Hedera helix L.), to roślina, która od wieków fascynuje ludzi swoim zimozielonym splątaniem gałęzi i mrocznym wyglądem. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych pnączy, które można spotkać w lasach, parkach i ogrodach na całym świecie. Jednak jego znaczenie sięga znacznie głębiej niż nam się wydaje. Oto kilka ciekawostek o bluszczu pospolitym.

  1. Historia i symbolika:
    Bluszcz pospolity ma bogatą historię, sięgającą starożytności. Już w Rzymie był uważany za symbol wieczności i nieśmiertelności. Rzymianie wierzyli, że bluszcz chroni przed złymi duchami i przynosi szczęście. W średniowieczu był również utożsamiany z wiernością i miłością.
  2. Mitologia:
    W mitologii greckiej bluszcz był związany z Dionizosem, bogiem wina i rozrywki. Opowiada się, że Dionizos owinięty był w liście bluszczu podczas swojego nieustającego święta. Roślina ta miała zdolność ochrony przed kacem i zapewniała błogosławieństwo boga.
  3. Przyjazny dla środowiska:
    Bluszcz pospolity pełni istotną rolę w ekosystemie. Jego gęste liście i zacienienie tworzą idealne warunki dla wielu gatunków zwierząt, w tym ptaków i owadów. Ponadto, jego zdolność do utrzymania się na różnych powierzchniach, w tym na ścianach budynków, sprawia, że pomaga w ochronie przed erozją gleby.
  4. Lecznicze zastosowania:
    Tradycyjnie bluszcz był używany w medycynie ludowej. Liście tej rośliny zawierają substancje mogące mieć właściwości lecznicze: przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Jednak warto zauważyć, że niektóre części rośliny mogą być trujące, dlatego należy zachować ostrożność.
  5. Zastosowanie w ogrodnictwie:
    Bluszcz pospolity jest chętnie wykorzystywany jako roślina ozdobna w ogrodach i parkach. Jego zdolność do pokrywania murów i płotów sprawia, że jest popularnym wyborem dla osób poszukujących naturalnego zielonego ekranu.
  6. Gatunki i odmiany:
    Istnieje wiele gatunków i odmian bluszczu, różniących się kształtem liści, kolorem, sposobem wzrostu. Niektóre z nich są bardziej tropikalne/ciepłolubne, podczas gdy inne doskonale radzą sobie w chłodniejszym klimacie.
  7. Inspiracja w sztuce i literaturze:
    Bluszcz pospolity był często inspiracją dla artystów i pisarzy. Jego tajemniczy wygląd i symboliczne znaczenie przewijają się przez wiele dzieł sztuki i literatury.

Bluszcz pospolity to symbol wierności i trwałości życia. W starożytności odgrywał ważną rolę w kultach szeregu bóstw egipskich, greckich i rzymskich. Jego zielone liście splatają się nie tylko wokół drzew, ale także wokół naszych kultur i tradycji, dodając ciemno zielonej głębi naszym myślom.

Bluszczowe inspiracje

Bluszcz pospolity, stał się źródłem inspiracji dla wielu artystów i pisarzy na przestrzeni wieków. Stanowiły metaforę dla wielu idei i emocji. Oto kilku artystów, którzy wykorzystywali bluszcz w swojej twórczości:

  1. William Blake (1757-1827): W utworach tego angielskiego malarza, poety i rytownika, bluszcz często pojawiał się jako symbol przyrody i życia. W jego ilustracjach do własnych dzieł, takich jak „Songs of Innocence and of Experience”, bluszcz reprezentuje pierwiastek naturalny i wieczny.
  2. Vincent van Gogh (1853-1890): Van Gogh, holenderski artysta postimpresjonistyczny, znany był z oddawania natury w intensywny sposób. Jego obrazy, takie jak „Bluszcz” (Ivy in Flower), ukazywały roślinę w delikatny, ale zarazem mocny sposób, podkreślając harmonię i piękno natury.
  3. Oscar Wilde (1854-1900): W swoim dziele „The Picture of Dorian Gray,” Wilde użył bluszczu jako metafory rozwijającej się deprawacji i zła. Roślina ta oplata obraz Doriana, symbolizując moralny upadek głównego bohatera.
  4. Georgia O’Keeffe (1887-1986): Amerykańska malarka, uznawana za prekursorkę sztuki abstrakcyjnej, uwieczniła bluszcz w swoich abstrakcyjnych pracach. Jej obrazy, takie jak „Ivy Leaves,” ukazują bluszcz jako źródło inspiracji do stworzenia form abstrakcyjnych.
  5. Virginia Woolf (1882-1941): W powieści „Orlando”, Woolf użyła motywu bluszczu, który oplatał okna i ściany zamku, aby podkreślić upływ czasu i niezmienność natury, w przeciwieństwie do przemijania ludzkiego życia.
  6. Claude Monet (1840-1926): Monet, jeden z czołowych przedstawicieli impresjonizmu, ukazywał bluszcz w swoich obrazach ogrodów w Giverny. Jego prace, takie jak „The Artist’s Garden at Giverny,” przedstawiają bluszcz jako element pejzażu, harmonijnie wpisującego się w ogrodową kompozycję.

Bluszcz pospolity, będąc źródłem inspiracji dla artystów różnych epok, pozostaje rośliną, której urok nieustannie przyciąga twórców do oddawania jej piękna i symboliki w różnych formach sztuki.

Fala

Znowu cisza. Poranek. Choroby wirusowe powodujące zmęczenie i produkujące czarne myśli na koniec tygodnia. Jak ogarnąć całość, kiedy nie można nawet wstać. Jak znaleźć entuzjazm, kiedy nie można spokojnie zjeść, bo zaraz biegnie się do muszli, żeby wszystko zwrócić obydwoma kanałami dystrybucji. 5 dni jak we śnie. Jak we mgle, w której ktoś coś mówi, informuje, domaga się , a ty słyszysz jak przez grubą szybę akwarium. Niby wiesz co robić, ale rozkaz nie dociera do strategicznych organów wykonawczych. Mózg nie filtruje należycie zadań. Odłącza się w niespodziewanych momentach. Zapomina o planach dnia, o ważności rzeczy i kolejności. Wszystko zwolniło jeśli nie wysiadło. Ciało przechodzi w tryb lewitacji unieważniając istnienie. Wszystko traci ważność. Jest tylko sen. Bóg sen opanował każdą cząstkę świadomości. Nikt z nim nie walczy.

P. zarzygał w nocy całą łazienkę. Dawno tego nie robił, więc nie miał tyle wprawy co jego młodszy brat, który w tej kwestii jest niemal wirtuozem. P. podrostu torsjował z lotu ptaka z ciśnieniem węża strażackiego opryskując umywalkę, sedes ze spłuczką, wannę oraz pralkę. Ściany łazienki przybrały tło „Wodnych ścieżek” Jacksona Pollocka, aż żal było niszczyć to unikalne dzieło. Niestety ani jedno ani dwustronne oczyszczenie organizmu nie doczekało się poprawy. Zarówno jego ciało jak i moje ma obecnie status „chyba jeszcze raz”. Jasną stroną tego stanu rzeczy jest niewątpliwie dieta głodowa, a co za tym idzie redukcja tkanki tłuszczowej. Może stanie się dobrym początkiem efektywnej diety. Jak mawiał klasyk najlepsze rzeczy są za darmo.

J. dzwoni z pracy, że rzyganie ogarnęło niemal cały Wałbrzych. Znajomi z pracy i znajomi znajomych spędzają noce na klęcząco obejmując muszle kompaktowe Cersanit Paros, Iva czy Nevada duroplast z wolno opadającymi deskami wlewając do nich bez końca ziarnistą, kwaśną substancję wewnętrznej złej przemiany. Fala torsjowej mazi wyrwała się spod kontroli i przetacza się przez miasto a jej fale spiętrzają się na wysokości czwartego piętra. Zalanie szkoły, place, Lidle i Biedronki. Śmierdząca masa wzbiera a pompy strażackie nienadążają usuwać jej nadmiaru z okolicznych piwnic. Szkoły i uczelnie odwołują zajęcia. Fabryki zwołują narady. Alerty zapełniają pamięć smartfonów a urzędy skracają czas pracy tylko do dwóch godzin. Straż miejska kieruje ruchem na większych skrzyżowaniach. Dochodzi do niekontrolowanych wybuchów paniki. W oczach przechodniów widać strach i niedowierzanie. Ile razy jeszcze będę rzygał?! Kiedy to się skończy?! Ktoś biegnie z krzykiem środkiem ulicy. Rodzina Winnickich zbiera się wraz z innymi w kościele. Profesor Dąb-Rozwadowski zorganizował śpiwory a Cichowscy termosy z herbatą i kawą. Na stacjach benzynowych ustawiają się kolejki a z Żabek zniknął zapas papieru toaletowego. Niedługo wyłączą prąd i ogrzewanie. Odetną nas od internetu. Ziemia przestanie się kręcić. Wszechświat runie na dno czarnej dziury. Nadszedł czas próby… Ale nie lękajcie się! Jeszcze nie padło ostatnie słowo. Jeszcze na dnie zranionych dusz tli się płomień nadziei a my winniśmy mu cześć! „Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i ulicach, będziemy walczyć w górach; nigdy się nie poddamy…” – Winston Churchill

Ukryty wymiar

Dzisiaj spokój. Poszli sobie. Jeszcze wiatr nie przewiał sinych chmur. Smartfon pyka miarowo przerywa ciszę powiadomieniami ale bez zbytniej nachalności. Świat płynie z wiatrem. Ten miesiąc powinien mieć w tytule „Wiatr”.

Ktoś mówił, że widział przebiśniegi, inny poczuł wiosnę w powietrzu, ja widziałam pączki na bukszpanie przed domem. Ale to jeszcze nic nie znaczy. Takie małe oszustwo natury. Mały promyk nadziei przed nadchodzącymi mrozami. Zawsze czułam się nieswojo o tej porze roku. Z trudem próbowałam się odnaleźć w tym przedsionku, przejściu nie wiadomo do czego, gdzie jedno się nie kończy, a drugie nie zaczyna choć przejawia jakieś symptomy startowe. Na pewno to czas katarów i rozwolnień. Czas niepokoju.

Wczoraj widziałam gawrony szybujące na wietrze. Wiatr dla nich jest zabawą i to całkiem dobrą. Długi lot nie wymaga ruchów skrzydeł. Można bawić się w huśtające czarne szybowce. Widziałam radość w tych zabiegach pędząc do sklepu z listą w rzeczy w głowie. Kurczaki, ziemniaki, rogale, soki, kalafior… A w głowie gawrony… Odmowa karty na stoisku samoobsługowym, niemożliwe stało się możliwe… Niepokój. Przenoszenie towaru na kasę obok, do przemiłej pani w siwo białych pasemkach, o spojrzeniu wystraszonej matki. – Przesuwać ręcznie towar! Taśma zepsuta! Powtarzam, taśma się nie przesuwa. Wyrzucała z siebie słowa beznamiętnym ale donośnym głosem na pograniczu znużonego krzyku. Stosuję się. Przesuwam ręcznie towar. Pani nerwowo przerzuca mój kalafior na drugą stronę. Kartą, kartą, ale… – Odmowa… Karta rabatowa w użyciu. Poczeka pani, 6 minut. To naskoczy rabat. Nie poczekam, płacę gotówką, muszę pędzić dalej do życia. 6 minut to wieczność. Muszę ogarnąć przelewy, rozlewy, które dzisiaj na moim wymęczonym koncie musiały się skumulować, skombować, zagęścić do granic wytrzymałości i utrudnić mi ten wietrzny poranek. Życie.

Gdzieś daleko jest rzeka i las. Jezioro z pomarszczonym lustrem od lekkich powiewów przyjaznego wiatru. Intymna przestrzeń nienachalnych istot. Pierwsze kosy budzą się przed świtem z przerywanym śpiewem. Ciche wąskie, metaliczne gwizdy sikorek i rudzików wypełniają dróżkę przy lesie. Szaro czarne kłębki raniuszków w asymetrycznych pozach podklejone pod gałązkami jak miniaturowe bombki. Ciepła energia rozłożystych koron drzew mówi mi Dzień dobry! Cieszę się, że jesteś. Powietrze pachnie tlenem i mokrą ściółką. Ściana zieleni zaczyna się od dębów przechodząc miarowo na boki w zimozielone iglaki. Na korze rozwijają swoje falowanie kapelusze huby i puchną pączki pomarańczowych śluzowców. Nad głową słychać pisk myszołowów i czkawkowe rozmowy kruków. Kilka kroków za rozlewiskiem zaczynają się mokradła z tajemniczymi olchami i wijącymi się sznurami chmielu. Miarowe wystukiwania dzięciołów nadają rytm przepływom energii po tej stronie zony. Ściółka zagęszcza się błotem. Smuga w tle bagien po skrzydle kani lub sowy rozmywa się wypłowiałym powidokiem. Bezszelestny ruch, dyskretny, skromny, przezroczysty, niewidzialny. Ukryty wymiar. Teoria wszystkiego. Tu proszę pani zaczyna się życie. Wystarczy zostawić wszystko i ruszyć przed siebie…

Ukryty wymiar

Ukryty wymiar Edwarda T. Halla to koncepcja z dziedziny antropologii społecznej, która została zaprezentowana w jego książce z 1966 roku, zatytułowanej „The Hidden Dimension”. Hall analizuje znaczenie przestrzeni osobistej i kulturowych różnic w postrzeganiu dystansu między ludźmi.

W jego teorii wyróżnia dwie główne kategorie przestrzeni: przestrzeń intymną i przestrzeń społeczną. Przestrzeń intymna obejmuje obszar do około 45 centymetrów od ciała i jest zarezerwowana dla najbliższych relacji, takich jak rodzina czy bliscy przyjaciele. Natomiast przestrzeń społeczna obejmuje obszary dalej od ciała i jest dostosowywana do różnych kontekstów społecznych, takich jak spotkania biznesowe czy publiczne wydarzenia.

Hall argumentuje, że kulturowe różnice wpływają na to, jak ludzie rozumieją i używają przestrzeni osobistej. Przykładowo, społeczeństwa zachodnie często wykazują większą tolerancję dla mniejszych dystansów w rozmowach, podczas gdy w innych kulturach dystans ten jest większy, co wynika z różnic w postrzeganiu prywatności i relacji międzyludzkich.

Teoria ukrytego wymiaru Halla miała znaczący wpływ na dziedzinę socjologii, antropologii oraz psychologii społecznej, otwierając dyskusję na temat kulturowych uwarunkowań komunikacji interpersonalnej i zrozumienia odmienności w podejściu do przestrzeni osobistej.

Wirusy

Wirusy przychodzą niespodziewanie jak burze. Krążą po organizmach przeskakując z kwiatka na kwiatek w obrębie czterech ścian, na kogo wypadnie na tego bęc! Nie można się przed nim schować. Są bystre i niewidzialne. Męczą nas gorączkami, bólami brzucha i rozwolnieniem. Jesteśmy tacy bezbronni wobec mikroskopijnej armii, która znowu wybrała sobie na cel nasze umęczone ciała. Wróg niewidzialny jest najgorszy. Nie można spojrzeć mu w oczy. Możemy tylko bronić się po omacku różnymi specyfikami, które częściej działają jak efekt placebo, niż jak właściwy lek. Niektóre chociaż dają znieczulenie. Chwilowe znieczulenie od choroby i życia. Zmuszają do bezruchu. Odpoczynku. Inne jakby w ogóle nie działały przynosząc ze sobą jedynie bóle żołądka. Dobrze jest gdy w tym czasie nie dzwonią telefony i nikt nas nie pogania, nie zmusza do pracy, nie zadaje męczących pytań, nie wybiera się w odwiedziny, które zmuszają do nagłego podrywania i kupowania cukru, ciasteczek i składników na ewentualną, kolację. Wtedy choroba zamienia się w koszmarny ból głowy i znów zamiast zająć się sobą organizujemy party dla tych, którzy wspierają nas w biedzie.

Czym są wirusy. Małe najmniejsze stworzenia z ruchliwymi ogonkami powodujące wymioty i zaczerwienienia a ostatnimi czasy śmierć i niepokój. Lęki i mgłę mózgową. Smród spalenizny, burczenie w brzuchu i bóle kręgosłupa. Czym jest ten mały potwór przychodzący wieczorem, żeby pokrzyżować nam plany bardziej niż inni ludzie? Przenika przez ściany i materializuje się w sypialniach i w kuchniach. Przynosząc same złe wiadomości na końcu których są lęki. Te pieprzone lęki, które znów ściskają żołądek i zalewają umysł niemocą i groźbami przyszłości. Wybiera sobie nasze wnętrze jak nowy dom na wakacje nie dbając o podlewanie kwiatów i mycie wanny ponieważ zajęte są niekończącą się imprezą, hukiem techno party przenikającym przez ściany, zarzyganą łazienką i pobitym szkłem na stołach. Gówniarskie spotkania z hulaszczymi żartami i wyrzucaniem przez balkon towarzyszy zabawy. Niszczeniem wszystkiego co wpadnie w ręce i kiepowaniem w kremowym torcie. Po ich wyjściu nic już nie będzie takie samo. Nic już nie wróci do normy. Zostanie tylko chroniczny ból głowy po kolejnych niechcianych odwiedzinach.

Czym są wirusy?

Wirusy stanowią fascynującą gałąź mikrobiologii, będąc zarazkami, które nie są ani żywe, ani martwe w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Mikroskopijne struktury te są zdolne do infekowania różnorodnych form życia, od bakterii i roślin po zwierzęta, w tym również ludzi. Oto kilka kluczowych aspektów związanych z wirusami:

1. Struktura i budowa:
Wirusy składają się z kwasu nukleinowego (DNA lub RNA) otoczonego białkową osłonką zwana kapsydem. Nie posiadają struktury komórkowej, jak bakterie czy komórki zwierzęce. W celu replikacji, wirusy muszą używać komórki gospodarza.

2. Mechanizm infekcji:
Proces infekcji zaczyna się od przyłączenia wirusa do specyficznych receptorów na powierzchni komórki gospodarza. Następnie wirus wstrzykuje swoje materiały genetyczne do komórki, wykorzystując jej mechanizmy replikacyjne do produkcji nowych wirusów.

3. Różnorodność wirusów:
Istnieje olbrzymia różnorodność wirusów, z których wiele z nich jest specyficznych co do gatunku, a nawet rodzaju komórek, które są w stanie zainfekować. Wirusy są klasyfikowane w różnych rodzinach na podstawie ich budowy genetycznej i struktury kapsydu.

4. Wpływ na życie:
Wirusy odgrywają kluczową rolę w ekosystemie poprzez regulację populacji organizmów oraz kształtowanie ewolucji. Z drugiej strony, niektóre wirusy są odpowiedzialne za poważne choroby u ludzi, zwierząt i roślin.

5. Chorobotwórczość:
Wirusy są czynnikami etiologicznymi wielu chorób, takich jak grypa, AIDS, czy COVID-19. Badania nad nimi są kluczowe dla opracowywania leków, szczepionek i strategii zwalczania infekcji.

6. Szczepienia i zapobieganie
Jednym z najskuteczniejszych narzędzi w kontroli infekcji wirusowej są szczepienia. Zapobiegają one rozprzestrzenianiu się chorób, chroniąc zarówno jednostki, jak i społeczeństwo jako całość.

Podsumowując, wirusy, mimo że stanowią zagrożenie dla zdrowia, są także niezwykle istotnymi graczami w biosferze. Zrozumienie ich struktury, funkcji i mechanizmów replikacyjnych jest kluczowe dla skutecznego zwalczania chorób i ochrony życia na Ziemi.

Sztucznie stworzone wirusy

Sztucznie stworzone wirusy są rezultatem inżynierii genetycznej, gdzie naukowcy manipulują genetyką wirusów w celu zrozumienia ich funkcji, opracowania nowych terapii lub zwiększenia wiedzy na temat wirusów. Oto ogólna historia i kontekst powstawania sztucznych wirusów:

1. Badania w zakresie genetyki i biologii molekularnej:
W latach 70. i 80. XX wieku, rozwój technologii związanych z genetyką i biologią molekularną umożliwił naukowcom manipulację genomami organizmów, w tym wirusów. Odkrycia w dziedzinie enzymów restrykcyjnych, ligaz, oraz techniki PCR (reakcji łańcuchowej polimerazy) odegrały kluczową rolę w tych badaniach.

2. Tworzenie wirusów w celach terapeutycznych:
Jednym z głównych celów inżynierii genetycznej wirusów jest opracowywanie wirusów używanych w terapiach genowych. Sztucznie zmodyfikowane wirusy, tzw. wektory wirusowe, są projektowane do przenoszenia zdrowych genów do komórek organizmu, co może pomóc w leczeniu chorób genetycznych czy nowotworów.

3. Badania nad wirusami zagrażającymi ludzkości:
Naukowcy również badają sztucznie stworzone wirusy, aby zrozumieć, jak mogą ewoluować i jakie zagrożenie mogą stanowić. Takie badania mają na celu przygotowanie się do potencjalnych zagrożeń pandemicznych i rozwinięcie strategii zwalczania nowych, groźnych odmian wirusów.

4. Etyka i bezpieczeństwo:
Badania nad sztucznie stworzonymi wirusami spotykają się z wyzwaniami etycznymi i bezpieczeństwa. Istnieje konieczność ścisłego przestrzegania zasad i norm regulujących tego typu badania, aby uniknąć przypadkowego uwalniania zmodyfikowanych wirusów i potencjalnych zagrożeń dla ludzkości.

5. Kontrowersje i dyskusje:
Temat sztucznie tworzonych wirusów jest obiektem intensywnych debat. Niektórzy obawiają się, że takie badania mogą prowadzić do stworzenia wirusów o niekontrolowanych właściwościach, stanowiących zagrożenie dla środowiska lub zdrowia publicznego.

Ważne jest, aby badania nad sztucznie stworzonymi wirusami były prowadzone z ostrożnością, z poszanowaniem norm etycznych i z zastosowaniem rygorystycznych standardów bezpieczeństwa. W miarę postępu badań naukowcy muszą równocześnie skupić się na minimalizowaniu potencjalnych ryzyk i maksymalizowaniu korzyści dla zdrowia i nauki.

Strona o magii natury, sztuce życia w zgodzie z rytmem świata Fotografia Pisanie Magia Spokój Poezja Wild Inspiracje Intuicja Kreatywność Zmysły