Dobroczynny spacer dla ciała i umysłu

Jak już pewnie wiecie czeka nas 10 dni zimna. Wiosna jak zwykle nie jest łaskawa. Po kilku dniach przyjemnego ciepła wyciąga bat skręcony ze skóry i przymrozków by jak toksyczna matka zdzielić nas za to, że wcześniej wymsknęła jej się chwila ciepłej słabości. Za oknem właśnie zaczął padać deszcz. W górach stan skupienia przybierze tradycyjną białą formę. Jest słabo.

Jak mam wychodzić, kiedy na samą myśl o zewnętrznym świecie wywołuje mentalny, zimny ból. A deszcz wali w szyby jak oszalały. Przeczekam.

Jednak wstaję, i mówię sobie musisz! Nie bądź babą! Musisz włączyć tryb MUSISZ bez względu na pogodę, bo inaczej wcześniejsze marsze pójdą w niwecz. Rozpuszczą się w masie lenistwa i braku silnej woli. Jak się powiedziało A trzeba powiedzieć B. Jakby nie było jesteśmy istotami myślącymi i wybieramy wyższe dobro. W tym przypadku zdrowie produkowane ruchem i spadkiem kilogramów.

Spacer jest zbawienny. Zbieram informacje o nim już od pewnego czasu. Właściwie od pocovidowych powikłań, które siadły mi trochę na motorykę dużą mówiąc jaśniej chodzi o kręgosłup. Od czasu kiedy nie mogę sobie pozwolić na bieganie.

Zwykły spacer paradoksalnie jest narzędziem niezwykłym. Badania potwierdzają jego dobry wpływ na umysł i ciało. Kiedy nie możesz jeszcze biegać z racji nadmiaru kilogramów albo po prostu nie lubisz biegania pozostaje spacer. Naturalny ruch do którego stworzyła nas Matka Natura jest tym czego naprawdę potrzebujemy. Spacer zawsze wygrywa. Wiedział o tym Jung, który spacerował wokół swojej posiadłości-wieży jeśli oczywiście w tym czasie nie medytował. „W książce Codzienne rytuały dziennikarz Mason Currey odtworzył typowy dzień pracy słynnego psychiatry. Jung wstawał o siódmej i po obfitym śniadaniu przez dwie godziny całkowicie poświęcał się pisaniu w swoim gabinecie. Popołudniami często medytował albo odbywał długie spacery po okolicy. W wieży nie było elektryczności, więc po zmroku oświetlano ją lampami naftowymi, a ogrzewano kominkiem. O dziesiątej wieczorem Jung kładł się spać. „Uczucie spokoju i odnowienia, jakie od początku wiązało się dla mnie z wieżą, było niezwykle silne”.

Wiedział to Einstein spacrując przed i po pracy. Wiedział to autor Czarnego Łabędzia niejaki Nassim Nicholas Taleb autor bestsellerowej książki, w której analizuje zjawisko Czarnych Łabędzi: niespodziewanych wydarzeń, które spadają na nas nagle i odciskają ogromne piętno na naszym życiu. Porusza nawet ten wątek opisując twórczość swoich przyjaciół i znajomych, ponieważ jak twierdzi wybierał tak zwany spacer wolny zamiast biegania uważając taki rytuał za bardziej efektywny dla pracy ciała i mózgu, zwykle w towarzystwie filozofów lub innych nieoczywistych naukowców dzięki którym mógł tworzyć swoje teorie. Remigiusz Mróz, najbardziej płodny polski pisarz – 10 książek rocznie, wybiera bieg ale jest jeszcze młody… i chudy.

Niezwykła moc spaceru

Spacer ma niezwykłe korzyści zarówno dla ciała, jak i umysłu, co zostało potwierdzone przez liczne badania naukowe. Zarówno starożytni filozofowie, jak i współczesni naukowcy doświadczali mocy spaceru w kształtowaniu myśli i inspiracji.

Przede wszystkim, spacer korzystnie wpływa na zdrowie fizyczne. Regularna aktywność fizyczna, w tym chodzenie, poprawia kondycję serca, reguluje ciśnienie krwi, wzmacnia mięśnie i stawy oraz zwiększa ogólną wydolność organizmu. Arystoteles, jeden z najwybitniejszych myślicieli starożytności, często prowadzał swoje dyskusje filozoficzne podczas spacerów, co pozwalało mu zachować aktywność fizyczną jednocześnie rozwijając myślenie.

Po drugie, spacer ma istotne znaczenie dla zdrowia psychicznego. Badania pokazują, że regularne spacery mogą pomóc w redukcji stresu, lęku i depresji. Friedrich Nietzsche, niemiecki filozof, słynął z długich wędrówek po górach, które inspirowały go do tworzenia swoich najważniejszych dzieł.

Ponadto, spacer sprzyja kreatywności i pomaga w rozwiązywaniu problemów. Albert Einstein słynął z tego, że podczas spacerów po parku lub plaży znajdował inspirację do swoich teorii naukowych. Badania potwierdzają, że aktywność fizyczna może poprawić funkcje poznawcze, takie jak pamięć, koncentracja i zdolność do abstrakcyjnego myślenia.Wreszcie, spacer umożliwia nawiązywanie więzi z naturą, co przynosi korzyści zarówno dla ciała, jak i umysłu. John Muir, amerykański przyrodnik i filozof, był zafascynowany pięknem przyrody i często podróżował pieszo, co nie tylko pomagało mu w refleksji filozoficznej, ale także w budowaniu świadomości ekologicznej.

W związku z powyższym, spacer stanowi nieocenioną praktykę zarówno dla zdrowia fizycznego, jak i umysłowego. Zarówno starożytni myśliciele, jak i współcześni naukowcy doceniali jego korzyści zarówno dla ciała, jak i dla umysłu, co sprawia, że jest to praktyka niezwykle wartościowa dla każdego człowieka dążącego do równowagi i harmonii w życiu.

Jesteśmy przeciętniakami

Budzę się często z myślą, że przyszliśmy na ten świat dla wielkich rzeczy. Mieliśmy tworzyć wielkie rzeczy, które zamieniły by nas w arcymistrzów w swoich dziedzinach. Mieliśmy być marzycielami zmieniającymi bieg postrzegania świata i wytarte ścieżki ludzkości. Mieliśmy być kimś ponad przeciętność tymczasem wykuwamy codzienność. Czasem wydaje nam się że jesteśmy lepsi od innych oszukując samych siebie stawiamy się ponad większością. Lepiej gospodarujemy, myślimy, wychowujemy dzieci, oszczędzamy, jemy i oczywiście ubieramy się się lepiej od reszty łażących po ulicach bezguściach w bladogównianych uniformach, plandekach sportowo treningowych. Poprostu jesteśmy lepsi i tyle.

Ale to nie prawda. Jesteśmy przeciętniakami. Niczym się nie wyróżniamy. Nie zrobiliśmy niczego wielkiego i pewnie nie wystarczy nam w tym życiu czasu żeby wdrapać się na szczyty czegoś niemożliwego i cudownego. Tak naprawdę nie mamy nawet dobrze sformułowanych marzeń nie mówiąc o planach i celach na przyszłość. Często sami nie wiemy co dla nas dobre więc bezmyślnie zaplątujemy się w sobotnio niedzielne popołudnia, w rytualne przyzwyczajenia, sztywne, nudne czynności między smartfonem, telewizorem a obiadem. Czasem trafi się jakiś wypad za miasto a w lecie nawet wakacje i to wszystko. Brak czasu w trybie poniedziałkowo piątkowych zadań wyrzuca nas z torów czegoś naprawdę wyjątkowego, ponieważ już dawno przestaliśmy myśleć. Jesteśmy chomikami w swoich kołowrotkch. Jesteśmy tylko kopiami innych pragnień i niczym więcej.

Czasem mamy olśnienie, dream! Chcemy zmienić to co jest, na coś lepszego. Jesteśmy gotowi na cud, który sobie wypracujemy. Ale poniedziałkowy deszczowy ranek wybije nam to szybko z głupiego łba i dalej pójdziemy w stronę kominów by wszystko zacząć od nowa.

Nie musi tak być. Zawsze można coś zmienić. Ale trzeba wiedzieć co, pierwsza myśl jest klockiem domina, póżniej trzeba zastanowić się jak, następnie uwierzyć, że jest to możliwe. Spisać plan na kartce. Króciutko. Zacząć już dziś. Później realizować go krok po kroku z uporem maniaka odwracając rzeczywistość na swoją stronę wbrew wszystkim zakazom i wszystkiemu „co nie dla nas”. Na złość światu i ludziom. Nie dać sobie przerwać, nie dać się zniechęcić, nie dać się zawrócić! Zmiana już się dzieje. Uwierz w nią i działaj!

Chcesz zacząć pisać, wstań przed wszystkimi i napisz 6 pierwszych zdań codziennie dodając następne bez względu na efekt rozwijaj kłębek myśli. Pierwsze zdanie nakręca następne, pierwsza czynność toruje miejsce dla drugiej… Chcesz fotografować, wyjdź na spacer i bądź uważny na skrzydła motyli i kwiaty w gęstej trawie. Mech wyrastający pomiędzy kostkami brukowymi i zarośnięte bluszczem werandy starych kamienic. Bądź artystą! Chcesz zmienić pracę, przeglądaj codziennie oferty, dopytuj się znajomych, szukaj kontaktów i nie poprzestawaj na zastanawianiu się, działaj. Chcesz grać, tańczyć, malować, rzeźbić, grać w teatrze – idź na kurs, ucz się. Otwórz swój umysł. Nie zwalaj wszystkiego na starość. W tych czasach to już nie wymówka. Choroba może cię tylko spowolnić ale TY ruszysz z kolejnym przypływem. Tyko śmierć nas może zatrzymać. Musisz ruszyć się z kanapy bez tego nic się nie zacznie… pochwal się za te dobre myśli i plany i działaj. Zmieniaj. Nie tkwij w tym co jest, nikt za ciebie tego nie zrobi. W końcu na łożu śmierci żałujemy tylko tego czego nie zrobiliśmy a raczej nie uważyliśmy się zrobić.

Odkrywanie nowych ścieżek: Jak zmieniać swoje życie i realizować marzenia

Życie jest podróżą pełną możliwości i wyzwań. Wszyscy posiadamy marzenia i aspiracje, jednak trudno jest nam znaleźć sposób na ich realizację. Warto jednak pamiętać, że każdy ma moc zmiany i możliwość rozwoju. Oto kilka pierwszych kroków na drodze zmiany:

1. Samoświadomość:

Pierwszym krokiem w kierunku zmiany i realizacji marzeń jest zrozumienie siebie i swoich pragnień. Samoświadomość pozwala nam zidentyfikować nasze cele i wartości oraz zrozumieć, co naprawdę nas motywuje. Prowadzenie dziennika, medytacja czy rozmowy z bliskimi mogą pomóc w zgłębieniu własnych uczuć i myśli.

2. Określenie Celów:

Po zrozumieniu siebie warto określić konkretnie, co chcemy osiągnąć. Cele powinny być mierzalne, osiągalne i zgodne z naszymi wartościami. Podział dużych celów na mniejsze kroki może ułatwić proces ich realizacji i zapobiec poczuciu przytłoczenia.

3. Pozytywne Myślenie:

Pozytywne podejście do życia może znacząco wpłynąć na nasze możliwości zmiany i realizacji marzeń. Zamiast skupiać się na przeszłości lub negatywnych myślach, warto koncentrować się na swoich mocnych stronach, osiągnięciach i możliwościach przyszłości.

4. Edukacja i Rozwój:

Nigdy nie jest za późno, aby się uczyć i rozwijać. Inwestycja w własny rozwój poprzez kursy, szkolenia, czytanie książek czy rozmowy z ekspertami może poszerzyć nasze horyzonty i przybliżyć nas do realizacji marzeń.

5. Praca nad sobą:

Zmiana i realizacja marzeń wymaga często wysiłku i poświęcenia. Ważne jest, aby być cierpliwym i konsekwentnym w dążeniu do celów. Należy również być gotowym do radzenia sobie z porażkami i traktować je jako część procesu uczenia się.

6. Środowisko i wsparcie

Otaczanie się ludźmi, którzy nas inspirują i wspierają, może mieć kluczowe znaczenie w naszej drodze do zmiany i realizacji marzeń. Warto szukać mentorów, przyjaciół i grup wsparcia, które będą nas motywować i pomagać nam w trudnych chwilach.

Zmiana i realizacja marzeń wymaga od nas odwagi, determinacji i zaangażowania. Niezależnie od tego, jak daleko jesteśmy od swoich celów, zawsze istnieje możliwość zmiany i rozwoju. Kluczem jest wiara w siebie, konsekwencja w działaniu i otwarcie na nowe możliwości. Pamiętajmy, że życie jest pełne nieodkrytych dróg, a każdy dzień daje nam szansę na nowy początek.

Poranek jakby nerwowy

Poranek dzisiaj jakby nerwowy. P nie chciał przebrać pogniecionej koszulki. Zbuntował się totalnie. Jego upartość rosła proporcjonalnie do moich próśb i rozkazów w celu natychmiastowej zmiany niechlujnego stroju. Moje namowy, prośby i rozkazy rosły w tonach, dźwiękach a na końcu w krzykach unosząc się echem po kwadratowych pomieszczeniach naszego m2. Wyrwały ze mnie wszystkie najgorsze myśli i stwierdzenia na temat oskarżonego, a na końcu upadły jak rzucona mokra szmata pod łazienką gdy upartość nadal była upartością, niezmiennością mojego sztywnego ubranego w schematy życia, które nadal pozostaje w swoich foremkach bez nadziei na zmianę.

Najpierw trzeba się uspokoić a później wymienić ciuchy na wyglądające bardziej schludnie. Trzeba myśleć racjonalnie i zmienić garderobę na lepszą. To znaczy taką, która po czterech praniach i prasowaniach będzie nadal wyglądała jak nowa. To trudne w czasach gdy produkuje się się ciuchy tak zwane jednorazowe, kiedy nie zawsze możesz sobie pozwolić na markowe – a nawet jeśli i tak nie masz gwarancji jakości. Małe chińskie rączki dalej są zmuszane przez system wyzysku do nadprodukcji podrób nadających się po praniu na szmaty.

To wszystko i tak mi nie pomaga. Jest chujowo a przecież czwartek to dobry dzień tygodnia. Zamiast się nim cieszyć i pisać z radością kreatywne frazy muszę uspokoić mój układ nerwowy na tyle, żeby mógł precyzyjnie zadaniować do wieczora. Takie utrudnienia to nie nowość. Nauczyliśmy się już dawno funkcjonować w niesprzyjających warunkach bez czasu na rozpamiętywanie co się tego ranka jeszcze spierdoli, co nie wyjdzie i kto dzisiaj oberwie w pracy, w szkole czy nawet przed wyjściem. Nikt już tego nie rozpamiętuje, nie tarza się w tych niepowodzeniach, nie gimnastykuje na kłodach i schodach, zapomina i przechodzi do kolejnego punktu na liście życia.

Wypracowaliśmy sobie to przez 20 lat. Chociaż u S. Trwa to trochę krócej z racji wieku. Jeszcze się dziwi, jeszcze się wzbrania, jeszcze zastanawia – jeszcze plan dnia nie wrósł się w miękką tkankę mózgu na tyle by nie trzymać się niepotrzebnych szczegółów. Ale już cały schemat zakiełkował na tyle, że wszystko odbywa się bez wrzasku. To początek dążenia do celu, niestety ten Cel to jeszcze nie Cel dla S. Narazie to tylko mała wersja robocza celu dla S., która go powiedzie do przodu, do momentu aż ów cel stanie się dla niego prawdziwy, nazwany. Kiedy sam sobie go wybierze i nazwie. Mam nadzieję, że coś mu się wreszcie wyklaruje, bo na razie woda mętna. Szkoda, że musi być obserwatorem natręctw P. z którego powinien raczej czerpać garściami a nie utwierdzać się w przekonaniu kim nie należy być, na co nie należy tracić czasu, nerwów ani przestrzeni. Nie umiem tego teraz zmienić ani wyprostować, nawet powstrzymać na chwilę. Nie potrafię go ochronić przed niesprawiedliwością, wstydem i złożonością emocji istnienia w tej rodzinie.

Natomiast P. posiada cel jasny i klarowny jednak droga utorowana jest wysiłkiem naszych wspólnych rąk niewspółmiernie do działań samego właściciela celu, który tę drogę niepotrzebnie komplikuje czasochłonnymi rytuałami, które nas codziennie rozpierdalają. A przyszłość jawi się tylko jako obietnica cudu, która być może nigdy nie nadejdzie. Nauczeni przeszłością i sztucznym optymizmem potrafimy o tym nie myśleć. Nawet czasami udaje nam się spędzić normalny dzień.

Na razie produkujemy tylko stany depresyjne ale gdy czas się wypełni znajdziemy miejsce na rzekę radości.

Spotkałam padalca czyli gadzi mózg

Spacery wychodzą mi od ponad trzech tygodni. Masa ciała spada, jednak mierzona tylko w miligramach. Ogólne samopoczucie rośnie. Robię przerwy w pracy. Właśnie spacer jest taką pauzą. Zwiększam w ten sposób wydajność. Jednak obawiam się, że znowu zamieniam się w robota. Tyle, że z innym oprogramowaniem. Tak czy owak czuję się lepiej a pogoda jest przepiękna.

W weekend spotkałam nad rzeką padalca. Był powolny i niemrawy dlatego pozwoliłam sobie podejść bardzo blisko. Najpierw wzbudzał we mnie matczyne uczucia, był taki bezbronny ale im uważniej patrzyłam mu w oczy pojawiło się To. Dziwne „To” warunkujące obraz odmieńca, nie z mojej półki bez pionowego kręgosłupa w oślizgłym uniformie. Poczułam dyskomfort a nawet strach patrząc na jego wysuwający się języczek. Mówiłam sobie w duchu, że to przecież nie jest wąż, że padalce należą do jaszczurek i w ogóle nie kąsa, nie gryzie i nie atakuje… Jednak mój gadzi mózg nie przyjmował tego zupełnie do wiadomości. Włosy na karku jeżyły mi się a ciało pociło się w ciągłej obawie. Uczucie zagrożenia dominuje kiedy stworzenie nie posiada nóg. Z tym się nie wygra. Tacy jesteśmy. Pająki, węże i robaki to emocjonalne czerwone lampki. Uciekaj albo walcz, krzyczy gadzi mózg nie przyjmując do wiadomości milionów lat ewolucji. Jesteśmy tylko zwierzętami. I niech tak już zostanie.

Opuściłam aparat na pasku blisko ziemi, ustawiłam makro i zaczęłam trzaskać niezliczoną ilość fot pod każdym kątem. Biedny gad posuwał się w kierunku wysuniętej tuby. Podążał powolutku za obiektywem. Oczywiście słońce zaszło za deszczową chmurę jak zawsze gdy trafi się coś wyjątkowego ale chociaż nie zrobiło się całkiem ciemno. Przemierzał odcinek między rzeką a ścieżką dobre 10 minut. Później zniknął w trawie. Niesamowite uczucie. Mieszanka pierwotnych emocji od strachu, przerażenia do wstrętu a później zachwytu.

Padalec

Padalec (Anguis fragilis) to gatunek jaszczurki z rodziny padalcowatych. Charakteryzuje się długim, cylindrycznym ciałem pokrytym gładką, błyszczącą miedziana lub szarą skórą. Padalce występują głównie w Europie Środkowej i Wschodniej, preferując wilgotne lasy i tereny podmokłe. Są drapieżnikami, polując głównie w nocy na owady i inne małe zwierzęta. Mają zdolność kopania nor, co pomaga im w schronieniu się i polowaniu.

Padalec jest gadem. Padalce należą do rzędu łuskonośnych, podobnie jak węże i jaszczurki, co klasyfikuje je jako gady.

Gadzi mózg człowieka

Gadzi mózg, zwany również mózgowiem gadzim, jest starszą częścią mózgu człowieka, obejmującą móżdżek i rdzeń przedłużony. Z punktu widzenia psychologii, ta część mózgu jest często kojarzona z instynktami, reakcjami emocjonalnymi oraz funkcjami związanymi z przetrwaniem i kontrolą podstawowych funkcji fizjologicznych, takich jak oddychanie, tętno i połykanie. Odpowiada również za działania automatyczne i reakcje walki lub ucieczki w sytuacjach stresowych. Pomimo że część ta jest związana z pierwotnymi instynktami, ma również wpływ na wyższe funkcje mózgowe, takie jak pamięć emocjonalna i regulacja emocji.

Kreatywne pisanie, narzędzia nieoczywiste

Żeby pisać trzeba ćwiczyć jak w filharmonii. Tworzyć poranne strony z regularnością co do dnia i godziny. Oszukać świadomość i dostać się się do podświadomości, żeby wyciskać ją jak cytrynę. Wykorzystać jej kreatywność i dobroć kiedy ego jeszcze smacznie śpi. Wierzę, że to klucz do głębokiej pracy która przynosi efekt.

Jeszcze spacery tak jak robił to Jung i jemu podobni. Spacer to podstawa dobrostanu. Uważność. Wystawianie zmysłów na ekspozycję światła, przestrzeni i ptaków. To jest doznawanie. Wchłanianie. Czerpanie z natury. Pochylanie się nad ziarnkiem piasku, w którym zamknięty jest przecież cały świat.

Zauważanie formy rzeczy. Chropowatości i splątania. Puchu delikatności na gałązkach pnączy i splątań chmielu. Bezlistnej rudości. Zimowego zasypiania. Zwalniania rytmu serca. Hibernacji myśli. Spękanej kory i ostatniego suchego liścia na gałęzi. Szukanie.

Kreatywne pisanie to proces tworzenia tekstu, który angażuje wyobraźnię i oryginalność. Obejmuje różnorodne formy, takie jak opowiadania, wiersze czy scenariusze, i zachęca do eksperymentowania z językiem oraz strukturą, aby wyrazić unikalne pomysły.

W dobie sztucznej inteligencji tylko kreatywność daje nam przewagę.

Poranne strony i automatyczne pisanie

Poranne strony to praktyka kreatywnego pisania, popularna wśród autorów i osób pragnących rozwijać swoją kreatywność. Polega na napisaniu trzech stron tekstu ręcznie lub elektronicznie każdego ranka, bez zastanawiania się nad treścią czy dbania o poprawność językową. Jest to forma automatycznego pisania, gdzie celem jest utrzymanie płynności myśli.

Automatyczne pisanie to proces tworzenia bez zatrzymywania się, analizowania czy oceniania tekstu. Celem jest stymulowanie przepływu myśli, odkrywanie nowych pomysłów i zwalczanie blokad twórczych. Poranne strony, zapoczątkowane przez autorkę Julie Cameron w książce „The Artist’s Way”, są jednym z popularnych sposobów na wdrożenie tej techniki. O piśmie automatycznym przeczytałam również w „Piśmie automatycznym”, praktycznym poradniku Michaela Sandlera.

Pisanie automatyczne może pomóc w pokonaniu perfekcjonizmu i skoncentrowaniu się na procesie tworzenia, a nie na ostatecznym rezultacie. To narzędzie może być używane zarówno w celu rozwijania kreatywności, jak i przemyśleń osobistych.

Automatyczne pismo Bretona

„Automatyczne pismo, które wynalazł André Bretón, jest transkrypcją snów na papier lub autentyczną fotografią myśli.

André Breton jest uznawany za ojca surrealizmu. Francuski artysta zaproponował automatyczne pisanie jako sposób dotarcia do obszaru nieświadomości. Powiedział, że dzięki temu można zrobić dyskurs poetycki, który wykracza poza ustalony porządek estetyczny, społeczny lub moralny.

Samo pisanie ma na celu przekazywanie w miarę powstawania idei umysłu, bez ich odzwierciedlania i bez posiadania precyzyjnego tematu. Chodzi o przetłumaczenie ich bezpośrednio na tekst lub wiersz. To dlatego, że zdania przychodziłyby bezpośrednio z podświadomości i nie miałyby ze sobą logicznej spójności.

Pisanie z twórczego przepływu

Breton nie chciał, aby jego pisanie sprowadzało się do obliczeń psychologów. Dla nich stał się obrońcą ortodoksji i surrealistycznej czystości. Na przykład sztuka Luisa Buñuela, Salvadora Dalí, Louisa Aragona, Philipe Soupault, Antonina Artauda i Paula Éluarda.

Podobnie zaproponował przelecieć nad literackimi technikami surrealizmu, ruchu opartego na sile obrazu, snach i unieważnieniu logiki. Chodzi o eksperymentowanie w kierunku naszej figlarnej i dziecinnej strony io zmianę, która nie jest zwolniona z pewnego szaleństwa.

Tak więc, Breton opowiadał się za pisaniem mechanicznym, zrodzonym z twórczego przepływu podświadomości, a zatem bez wpływu jakiejkolwiek racjonalnej lub estetycznej przeszkody.

Z tego powodu napisał pierwszy surrealistyczny manifest w 1924. W jednym ze swoich fragmentów, André

Manifest surrealistyczny

Breton wyjaśnia technikę automatycznego pisania:

  1. Ustaw się w miejscu, które jest jak najbardziej sprzyjające koncentracji ducha
  2. Wpisz najbardziej pasywny lub odbiorczy stan, z którego jesteśmy w stanie
  3. Aby zrezygnować z geniuszu, talentu i geniuszu i talentu innych
  4. Wielokrotnie twierdzę, że literatura jest jedną z najsmutniejszych ścieżek, które prowadzą wszędzie
  5. Pisz szybko, bez z góry ustalonego tematu, pisz wystarczająco szybko, aby nie być w stanie hamować i nie kusić, by przeczytać to, co jest napisane
  6. Niech pierwsze zdanie przyjdzie do głowy i tak zwięźle
  7. Pisz dalej. Zaufaj niewyczerpanej naturze szmeru
  8. Jeśli cisza zagraża, z powodu braku, musimy nazwać „brak uwagi”, tutaj przerwij
  9. Podążając za słowem, umieść dowolną literę i powróć do stanu arbitralności.

W ten sposób André Breton zdefiniował pisanie automatyczne i wykorzystał je jako sposób na tworzenie sztuki poprzez podświadomość i spontaniczność myśli.” (fahrenheitmagazine.com)

https://fahrenheitmagazine.com/pl/sztuka/listy-artystyczne/automatyczne-pisanie-andre-breton-to-transkrypcja-jego-marze%C5%84

Pęd zarodnionośny skrzypu polnego

„Te współczesne, nazywane ocalałymi z dewonu, są rozbitkami tragedii ciągnących się na Ziemi przez czterysta milionów lat, od kiedy w ocenach pływały potwory o zębatych paszczach, zaśluzowane prymitywne płazy wygrzebywały się dopiero leniwie na ląd, a dinozaury miały pojawić się za jakieś dwieście milionów lat. Już wtedy żyły skrzypy, w bogactwie form. Przeżyły wielkie wymierania, zlodowacenia i inne rozmaite gwałtowności, które jednoznacznym gestem tasowały drogi ewolucji. Homo sapiens może dziś dotykać jedynie piętnastu gatunków ocalałych z tamtego niemożliwie odległego czasu, dotykiem dłoni teleportować się do wilgotnych lasów karbonu, stumilowym krokiem przeskoczyć odległe ery, pobyć tam nawet i pooddychać, przez kontakt opuszkami palców, obejmującymi wątłą łodyżkę przydrożnego chwastu. Skrzypy dzisiejsze są miniaturą niegdysiejszych. Tamte osiągały kilkadziesiąt metrów wysokości, były jak drzewa. Niepodobna wyobrazić sobie, jaką drogę przeszły, by tu trafić. Nie sposób też odgadnąć, dokąd podążają teraz. (…)

Skrzypy nie tworzą drewna, jakie potrafi budować drzewo. Nie wie nawet, że coś takiego istnieje, że są rośliny, które posiadają moc tworzenia drewna co każdy rok. Skrzypy nigdy więc nie będą twarde i naprężone. Ich łodyga jest podzielonym na segmenty cylindrem. W środku dominuje kanał powietrzny, czyli pustka, która pojawia się też w jej tkankach, gdzie są inne kanały powietrzne, inne puste nic, i jeszcze mniejsze kanały powietrzne, tę łodygę tworzy nicość rozdrobniona. Ale skrzypy jednak będą rosły w górę, ryzykując utratę stabilności, załamania, wyboczenia, będą rosły w górę, bo tylko tak zyskają szansę na więcej” – Urszula Zajączkowska, Patyki, badyle

Morfologia skrzypu polnego

Zacznijmy od charakterystycznego pędu zarodnionośnego. Który widnieje na moich zdjęciach. Podejrzewam, choć to tylko przypuszczenie, że jest świecący jak większość drobnych wiosennych grzybków leśnych. Jednak nie znalazłam nic na ten temat. Wniosek opieram na trudności z fokusowaniem, tak samo mikroskopijnych parasoli grzybków wyrastających na zbutwiałych liściach dębu lub jak turkusowych piór na grzbietach zimorodków. Wszystko odbija światło jak gdyby świeciło.

Pęd zarodnionośny

Pędy zarodnionośne mają specyficzną strukturę i różne kolory w zależności od fazy rozwoju. Dla mnie są po prostu piękne i dziwne zarazem. Już sam fakt, że wyrastają przed roślina właściwą czyli pięknym końskim ogonem jest nietypowe. Cała reszta jest poezją natury. Kolejną artystyczną formą unikalną strukturą, którą łatwo przeoczyć na kwietniowym spacerze.

Pęd zarodnionośny – występujący u skrzypów pęd na którym występują kłosy zarodnionośne wytwarzające zarodniki. U skrzypów na ogół jest on niezielony i nierozgałęziony, w naszej strefie wytwarzany jest wczesną wiosną. Ponieważ nie przeprowadza fotosyntezy, składniki niezbędne do wzrostu czerpie z podziemnych kłączy i znajdujących się na nich bulwek pędowych. Ma zabarwienie brunatne, ponieważ jego łodyga nie zawiera chlorofilu. Pęd ten zakończony jest kłosem zarodnionośnym – sporofilostanem zbudowanym z tarczowatych listków. Na każdym z tych listków występuje do 20 zarodni wytwarzających liczne zarodniki. Po wyprodukowaniu zarodników kłos zarodnionośny u niektórych gatunków (np. skrzypu polnego) obumiera, u innych (np. skrzypu leśnego rośnie nadal, jako pęd płonny).

Pęd: Skrzyp polny charakteryzuje się wyrastającymi z ziemi pędami, które są cylindryczne i wzniesione. Pędy te są zielone, w miarę dojrzewania mogą stawać się żółto-brunatne. Są one ograniczone węzłami, które oddzielają poszczególne segmenty pędu.

Liście: Na pędach skrzypu polnego występują drobne, błoniaste liście zredukowane do formy łusek, które otaczają węzły. Liście te są zwykle bezbarwne lub mają jasnozielony kolor.

Łodyga zarodni: Na końcach niektórych pędów skrzypu polnego rozwijają się specjalne, brunatne struktury zwane łodygami zarodni. Mają one formę kłosa lub stożka i zawierają zarodniki, które są rozsiewane w celu rozmnażania się rośliny.

Korzeń: Skrzyp polny posiada korzenie wiązkowe, które rozrastają się w glebie. Korzenie te pomagają roślinie w pobieraniu wody i składników mineralnych z otoczenia.

Właściwości, zastosowanie i korzyści

Skrzyp polny (Equisetum arvense L.), znany również jako skrzyp rolny, to roślina o niezwykłych właściwościach zdrowotnych i użytkowych. Choć czasami traktowany jako chwast, skrzyp jest ceniony ze względu na swoje korzyści dla zdrowia i naturalnych zastosowań.

Opis rośliny: Skrzyp polny jest wieloletnią rośliną zielną należącą do rodziny skrzypowatych. Charakteryzuje się wysokim zawartością krzemionki, co nadaje mu unikalną strukturę i wyjątkowe właściwości. Roślina rośnie dziko na terenach wilgotnych, w pobliżu wód, na łąkach, pastwiskach oraz na terenach porolnych.

Właściwości zdrowotne: Bogactwo krzemionki:

Skrzyp polny jest jednym z najbogatszych źródeł krzemionki wśród roślin. Krzemionka odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu zdrowych kości, skóry, włosów i paznokci.

Wsparcie dla układu moczowego:

Skrzyp polny posiada właściwości moczopędne, co może być korzystne dla osób cierpiących na schorzenia układu moczowego, takie jak infekcje dróg moczowych.

Stymulacja wzrostu włosów i paznokci: Dzięki zawartości krzemionki, skrzyp polny może wspomagać wzrost i wzmocnienie włosów oraz paznokci, sprawiając, że stają się one zdrowsze i bardziej odporne.

Wsparcie dla zdrowia skóry: Regularne spożywanie skrzypu polnego lub stosowanie go zewnętrznie może poprawić kondycję skóry, sprawiając, że staje się ona bardziej elastyczna i młodzieńcza.

Zastosowanie

Suplementy diety: Skrzyp polny jest często wykorzystywany jako składnik suplementów diety, dostępnych w postaci tabletek, kapsułek lub proszku.

Napary i odwary: Z suszonych pędów skrzypu można przygotować napary i odwary, które można spożywać jako herbatę lub stosować do pielęgnacji skóry i włosów.

Preparaty kosmetyczne: Olejki, kremy i szampony zawierające ekstrakt ze skrzypu polnego mogą być skutecznym sposobem na poprawę stanu skóry i włosów.

Ostrzeżenie: Mimo wielu korzyści zdrowotnych, skrzyp polny może powodować interakcje z niektórymi lekami. Zaleca się skonsultowanie się z lekarzem przed rozpoczęciem suplementacji lub stosowaniem skrzypu polnego w celach leczniczych.Skrzyp polny to niezwykła roślina, która może przynieść liczne korzyści dla zdrowia i urody. Dzięki swoim unikalnym właściwościom jest ceniony zarówno w medycynie naturalnej, jak i przemyśle kosmetycznym. Jednak przed rozpoczęciem stosowania skrzypu w celach leczniczych zaleca się konsultację z profesjonalistą, aby upewnić się, że nie będzie kolidować z innymi lekami ani nie wywoła niepożądanych skutków ubocznych.

Zapominając o sobie, kiedy ciało mówi nie

Już po. Już po świętach. Cieszę się, że nie musiałam nikogo gościć ani do nikogo w gościnę przychodzić. To miłe robić po tyłu latach wreszcie to czego naprawdę się chcę. Wydobyć z siebie tę potrzebę bycia dla siebie dobrym, a nie jak zawsze dla kogoś. Nie obyło się bez awantur, ale warto było wybrać siebie. Zawsze warto wybrać siebie.

Byłam na długim spacerze z P. Widzieliśmy miłą odsłonę słonecznego dnia nad naszym zalewem. Ludzie zrobili sobie pikniki nad brzegiem wody. Rozmawiali, cieszyli się. To miłe, że moje miasto z zamkniętego niegdyś strachem i wstydem sarkofagu niemocy zamieniło się w przyjazną otwartą przystań odpoczynku i kontemplacji przyrody na wierzchu wszystkiego.

Było cudownie. Jeszcze lepiej w poniedziałek, kiedy to już sama wybrałam się w krainę stokrotek i tajemniczych pędów nasiennych skrzypów, które znalazłam tuż przy granicy miasta. Było gorąco. Wiał lekki ciepły wiatr. Spacer dawał ukojenie. Mogłam wysłuchać nową książkę Kaśki Nosowskiej, więc było również kolorowo przy takiej narracji. Po prostu upojenie. Jak dobrze nie dać się zpędzić w kajdany oczekiwań i przymusów innych, którzy to inni zapadnięci i tak w swoje sprawy oraz wyimaginowane problemy i choroby mają nas głęboko w dupie zostawiając w mojej głowie jedynie pokłosie tychże chorób.

Wolny czas, czytaj święta są dla nas, nie dla innych. Odpoczynek jest dla wszystkich równy. Nikt nie może być zmuszany mentalnie lub w inny natarczywy sposób do organizaowania odpoczynku innym bez względu na pokrewieństwo. Odpoczynek jest wtedy gdy wszyscy odpoczywają. To warto podkreślić. Święta stworzono dla świętowania a nie służenia przy stole innym. Oczywiście wiemy jak jest. Są czasy kiedy nie wypada się buntować, są ludzie którzy wezmą cię za głupią histeryczkę, wiadomo. Jesteś kobietą, zawsze możesz mieć nasrane w tym swoim przymałym mózgowiu i jak zwykle wydziwiać. Stawać okoniem. Respektować od lat ustalone zasady. Wypełniać cudze zadania w cudzych wizjach świata… To błąd. Ale do tego stwierdzenia trzeba dorosnąć.

Nie wolno tak robić. To zabija, unieszczęśliwia, umniejsza. To trucizna. Wiem jedno, nikt nam nie zwróci straconego czasu. Nie wiemy ile zostało nam weekendów do końca życia ani wolnych chwil tylko dla siebie. Więc jeśli mamy robić coś dla ludzi, mówię o „ludziach” tych, którzy tylko zabierają nam wolny czas nie dając nic w zamian, którzy przyzwyczaili się przez te wszystkie lata do naszej usłużności do naszego nie wypada bo matka, bo ojciec, bo babcia bo szef… Ludzie w których schematy jesteśmy uwikłani od lat i ciężko jest się nam, od tak wyplątać się natychmiast. Ale dla własnego zdrowia psychicznego trzeba wreszcie powiedzieć nie! Nie i żyć po swojemu. Dla swoich bliskich/najbliższych kochanych bezwarunkowo.

Nawet jeśli już wpisaliśmy się w wygodny krajobraz świąt jako tło. Tło z którego więdnie i bezwiednie czerpali wszyscy. Trzeba z tym skończyć jak najszybciej. Przestać dorabiać się wdowiego garbu męczennicy. Nikt nas za to nie pochwali tym bardziej w grobie. Nad grobem mogą rzucić półgębkiem. No, dobry piekła makowiec… Szkoda, teraz będziemy musieli kupować… żal kobiety. I odpalą papieroska. I tyle. Pierdolić to.

Pieprzyć to. Jeśli nie lubisz świąt i męczysz się tak jak ja, przestań. Jeśli masz awersje do spotkań. Przestań. Jeśli matka i ojciec cedzą złośliwości, przestań. Jeśli teściowa krytykuje obrus, niech nakrywa u siebie. Jesli mąż czy żona zmusza cię do tych działań a sam, sama siedzi na kanapie, zastanów się czy warto dalej być służącą/służącym. Jeśli szef, szefowa wzdycha z pogardą, zachoruj tak jak większość to robi gdy czegoś nie chce… Jeśli jest ci źle, zostaw to. Znajdź rzeczy, które lubisz i daj im pierwszeństwo. Zrób miejsce na nowe i nie bój się zmian. Zmiany są trudne ale później, co też pewnie długo potrwa zaczyna się coś naprawdę dobrego, zdrowego i satysfakcjonującego. Coś co wreszcie daje poczucie dumy i sensu.

Twoje ciało więzi emocje. Tłumi je. Niedługo ten stan zaowocuje chorobami i zgorzknialością. Życie i tak jest wystarczająco trudne żeby marnować je na nasiadówki z ludźmi dla których nic nie znaczymy. Nie marnuj czasu bo czasu jest niewiele. Opamiętanie przychodzi późno, ale przychodzi. Łap je. Trzeba przesiać ziarno. Zrobić selekcję i żyć na nowo.

Gabor Mate, kanadyjski psychiatra, wykładowca twierdzi, że wszystkie trudne emocje, które tłumimy w sobie w czasie kiedy dajemy/poświęcamy w kółko swój czas innym zapominając o swoich potrzebach owocują chorobami. Jak widać gdy zapominamy o potrzebach naszego wewnętrznego dziecka, hodujemy sobie schorzenia. Jednym słowem sami sobie to robimy.

Gabor Maté to kanadyjski lekarz, autor, wykładowca i znany ekspert w dziedzinie zdrowia psychicznego, uzależnień oraz traumy. Jest również jednym z wiodących badaczy na świecie w zakresie wpływu stresu i traumatycznych doświadczeń na zdrowie fizyczne i psychiczne. Maté zdobył rozgłos głównie dzięki swojej pracy nad zrozumieniem związków między traumą, uzależnieniami oraz zdrowiem psychicznym. Jego książki, takie jak „When the Body Says No: The Cost of Hidden Stress” oraz „In the Realm of Hungry Ghosts: Close Encounters with Addiction”, zdobyły szerokie uznanie i wpłynęły na debatę na temat zdrowia psychicznego i leczenia uzależnień.

Zapominając o sobie: Czytając sygnały ciała, ciało mówi

Ciało mówi.

Głosy, których często ignorujemy. Często zaniedbujemy siebie, poświęcając naszą uwagę i energię na potrzeby innych. Gdybyśmy jednak zechcieli posłuchać, moglibyśmy usłyszeć, jak nasze ciało przekazuje nam niezrozumiałe sygnały – sygnały, które mogą prowadzić do chorób i złego samopoczucia.

Gabor Maté, w swojej przełomowej książce „Kiedy ciało mówi nie”, podkreśla związek między tłumionymi emocjami a chorobami fizycznymi. Jedną z kluczowych koncepcji, którą podnosi, jest to, że często ignorujemy swoje własne potrzeby, skupiając się na innych. Kiedy to się dzieje, nasze ciało może reagować, wyrażając te niezaspokojone emocje i potrzeby w postaci różnych dolegliwości fizycznych.

Niestety, życie współczesne sprzyja temu, byśmy stawiali potrzeby innych ponad swoje własne. W pracy, w rodzinie, w społeczeństwie – ciągle jesteśmy poddawani presji, aby być dla innych, być perfekcyjnymi, być pomocnymi. I kiedy wchłaniamy się w tę rolę, często nie zauważamy, jak bardzo zapominamy o sobie.

Często ta nieuwaga dla siebie idzie w parze z brakiem uznania ze strony innych. Mimo naszych wysiłków, nasze starania mogą zostać niezauważone lub nie docenione. Może to prowadzić do poczucia niedocenienia, frustracji i gniewu, które z kolei tłumią się w naszych ciałach, czekając na wyjście.

W krótkim okresie może to wydawać się akceptowalne, ale w dłuższej perspektywie może to prowadzić do chorób i stanów zapalnych. Nasze ciało mówi nam, że coś jest nie tak. Bóle głowy, napięcie mięśni, zaburzenia snu – to tylko niektóre z objawów, które mogą być sygnałami, że coś się dzieje w naszym wnętrzu.

Ale jak możemy zacząć słuchać tych sygnałów? Jak możemy zacząć dbać o siebie, nawet gdy świat dookoła domaga się naszej uwagi? To wymaga od nas praktykowania samopielęgnacji i uważności. To oznacza stawianie granic, uczestniczenie w aktywnościach, które nas odprężają i wzmacniają, i dawanie sobie czasu na introspekcję i zrozumienie własnych potrzeb.

Ale także, to oznacza naukę proszenia o pomoc i uczestniczenie w relacjach, które są wzajemne i wspierające. To, że poświęcamy się innym, nie musi oznaczać ignorowania nas samych. Istnieje równowaga między altruizmem a samozachowaniem, której warto szukać.W końcu, pamiętajmy, że nasze ciało jest najbardziej niezawodnym komunikatorem, jeśli chodzi o nasze potrzeby i emocje. Jeśli zaniedbujemy słuchanie tych sygnałów, robimy to na własne ryzyko. Ale gdy zaczniemy słuchać, możemy odnaleźć drogę do zdrowia i harmonii, zarówno w ciele, jak i umyśle.

Światło wiosenne w fotografii

Wiosna to czas fotografowania. To mój czas i wszystkich pasjonatów pierwszych zielonych listków białych i różowych kwiatków oraz pszczół i bąków przepełnionych tobołkami z nektarem. To zapach traw i drzew. Ćwierkających sikorek, rudzików, kowalików, kopciuszków i całej reszty wybitnych śpiewaków przeskakujących rytmicznie z gałęzi na gałąź. To czas wiewiórek przyklejonych do kory i sów schowanych w dziuplach a także dzięciołów wystukujących marsze na bogu ducha winnych drzewach oraz pora grzybków ukrytych w ściółce z nieoczywistych kształtach i fakturach.

Tak to czas odrodzenia, życia, kolorów a przede wszystkim światła. Światło wiosenne robi robotę. Najlepsze jest o wschodzie i o zachodzie, kiedy cienie są dłuższe. Kolory płatków nasycają się intensywnością barw. Wtedy purpura naprawdę jest soczysta a błękit intensywny jak aksamitka zawiązana pod kołnierzykiem przedszkolaka. O świcie zawilce jeszcze są zamknięte, uśpione, niepewne, mokre od rosy dopiero po chwili unoszą swoje małe twarzyczki ku słońcu i właśnie ten moment warto uchwycić, to warto uwiecznić w obiektywie. Trzeba się nad nimi pochylić dosłownie robiąc ujęcia z perspektywy mrówki, tak jak w przypadku innych kwiatów i również grzybów. Trzeba prześwietlać im głowy żeby zobaczyć wszystkie te tajemnicze wzory. Żeby się udało aparat powinien spoczywać na ziemi, a słońce lepiej mieć za plecami. Nie obejdzie się bez mokrego brzucha więc warto zaopatrzyć się w nieprzemakającą kurtkę… ale to już pewnie wiecie.

Wygodne ciuchy to podstawa. Później potrzebna będzie jeszcze otwartość na wszystkie przejawy nieoczywistości. Połamańce, pierwsze grzybki, brązowe pędy nasienne skrzypów, śliskie pączki, włochate rozłożone rozety różnych chwastów przy drogach – ich szczegóły i całą magię widać dopiero w macro. Szczegóły! O to w tym wszystkim chodzi. Szczegóły, nieoczywistości, lśnienia.

Jeśli jeszcze nie opanowałeś sztuki światła mniej słońce zawsze za sobą, przyjdzie czas na zdjęcia pod słońce. Ja zaczynałam od zdjęć właśnie za plecami. Metodą prób i błędów nie zasłaniając obiektu swoim cieniem. Zwykle wychodziły wyraźne i przepełnione kolorami. Wybierałam świt. Świt robił prawie całą robotę. Przekonajcie się sami. Próbujcie i nie ograniczajcie się niczym. Otwarty umysł jest kluczowym narzędziem każdej artystycznej duszy. Nie blokuj się zbędnymi myślami i samokrytyką. Wyjdź przed siebie i działaj!

Światło wiosenne a zimowe

Światło w fotografii wiosennej różni się od zimowego pod wieloma względami, co sprawia, że oba te sezony oferują fotografom unikalne możliwości artystyczne.

Wiosenne światło charakteryzuje się często bardziej jasnymi i cieplejszymi tonami. Wiosną dni stają się dłuższe, a słońce wydaje się stać wyżej na niebie, co sprawia, że światło jest bardziej rozproszone i bardziej równomierne. To sprzyja lepszej widoczności detali i kolorów, co jest szczególnie korzystne przy fotografowaniu krajobrazów, kwiatów, ptaków i portretów na świeżym powietrzu.

Z kolei światło zimowe często jest bardziej chłodne i oślepiające, ze względu na niższy kąt padania promieni słonecznych i częste zachmurzenia. Charakteryzuje się ono także dłuższymi cieniami i bardziej wyrazistymi kontrastami, co może stworzyć dramatyczne efekty w fotografii krajobrazowej i architektonicznej.

Ponadto, wiosenne światło może być bardziej dynamiczne i zmienne, ze względu na częste zmiany pogody, jak deszcz, chmury i przejściowe załamania atmosferyczne. Prowadzi do powstawania interesujących efektów świetlnych, takich jak tęcze, mgły czy odblaski na mokrych powierzchniach. Zimowe światło natomiast może być bardziej statyczne i spokojne, co stwarza doskonałe warunki do fotografowania lodowych krajobrazów, śnieżnych pejzaży oraz świątecznych dekoracji. Światło odbija się od śniegu i znów rozjaśnia… ale w inny sposób.

Ostatecznie, zarówno wiosenne, jak i zimowe światło oferują fotografom unikalne możliwości artystyczne i wyzwania, które można wykorzystać do tworzenia zależy od umiejętności i wrażliwości artysty, który potrafi wykorzystać jego specyficzne cechy do stworzenia wyjątkowych dzieł. Warto wziąć pod uwagę brak tak zwanego dobrego światła, na przykład deszczowy dzień, często wtedy, przy odrobinie wyobraźni powstają dobre zdjęcia bo kolory nasycają się w inny sposób – zwłaszcza ptaki, kwiaty, owady…

Światło w fotografii: Podróż przez historię iluminacji obrazu

Światło od zawsze było kluczowym elementem w sztuce i tworzeniu obrazów, a w fotografii odgrywa ono niezwykle istotną rolę. Wzrost zainteresowania światłem w fotografii można prześledzić poprzez historię, gdzie ewolucja technologii i koncepcji artystycznych zmieniała sposób, w jaki fotografowie wykorzystywali światło do tworzenia niezapomnianych obrazów.

Początki fotografii sięgają XIX wieku, gdy wynaleziono procesy umożliwiające rejestrowanie obrazu za pomocą światła i substancji światłoczułych. W tamtych czasach, fotografowie musieli polegać na naturalnym świetle słonecznym lub sztucznym oświetleniu, co wpływało na dostępność i jakość obrazów.Z czasem, rozwój technologii fotograficznej umożliwił kontrolowanie światła w coraz większym stopniu. Wynalezienie lamp błyskowych i reflektorów dało fotografom możliwość manipulowania oświetleniem, co otworzyło nowe możliwości artystyczne. Fotografowie zaczęli eksperymentować z różnymi typami światła, takimi jak światło miękkie czy twarde, aby uzyskać pożądane efekty.Wraz z postępem technologicznym, pojawiły się także nowe narzędzia i techniki, które umożliwiły bardziej zaawansowane manipulacje światłem. Fotografowie zaczęli wykorzystywać reflektory, parasole świetlne, stożki świetlne oraz różne rodzaje filtrów, aby kontrolować kierunek, intensywność i barwę światła. Ta zdolność do manipulowania światłem pozwoliła na tworzenie bardziej złożonych i ekspresyjnych obrazów.

Niezależnie od tego, czy jest to fotografia portretowa, krajobrazowa, czy reklamowa, odpowiednie wykorzystanie światła może uczynić zwykłą scenę niezwykłą.

Jednak w dobie cyfrowej rewolucji, kiedy aparaty fotograficzne stają się coraz bardziej zaawansowane, istnieje pokusa, aby polegać na edycji cyfrowej, aby poprawić jakość obrazu. Niemniej jednak, zrozumienie i umiejętne wykorzystanie naturalnego światła pozostaje kluczowe dla uzyskania wyjątkowych rezultatów w fotografii.

Światło w fotografii nie tylko rzuca światło na przedmioty i sceny, ale także na ludzkie emocje i narrację obrazu. Jest to narzędzie, które może podkreślić nastroje, ukryć lub odsłonić detale oraz prowadzić widza przez historię, która stoi za obrazem.Podsumowując, światło jest nieodłącznym elementem fotografii od jej początków, a jego rola stale ewoluowała wraz z postępem technologicznym i artystycznym. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu światła, fotografowie mogą tworzyć niezapomniane obrazy, które poruszają, inspirują i fascynują widza.

Synchroniczność u mnie też się dzieje

Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę, Julii Cameron:

KONTROLA

  1. Ile razy w tym tygodniu odrobiłeś poranne strony? Czy pozwoliłeś sobie marzyć o jakimś twórczym ryzyku? Czy rozpieszczasz wewnętrznego artystę-dziecko rzeczami, które uwielbiałeś w dzieciństwie?
  2. Czy w tym tygodniu poszedłeś na randkę artystyczną? Czy wykorzystałeś tę okazję, by podjąć jakieś ryzyko? Co robiłeś? Co czułeś?
  3. Czy w tym tygodniu doświadczyłeś jakiejś synchroniczności? Jakiej?
  4. Czy w tym tygodniu pojawiły się inne sprawy, ważne dla twojej twórczej odnowy? Opisz je.

To pytania na koniec każdego rozdziału Drogi artysty…, tej otwierającej umysł książki pani Cameron. Była dla mnie jak siostra, a raczej jest, ponieważ boję się doczytać ją do końca więc wydzielam sobie po małym kawałeczku jak belgijską czekoladkę. Jestem raczej sumiennym uczniem. To nie trudne gdy się ma wdrukowany w ciele na stałe pracoholizm. Zatem wypełniam starannie poranne strony. Piszę i ulepszam swoje „ produkty” jak ambitny pracownik korporacji. Nawet synchroniczność mi się przytrafia. Świadczą o tym moje niebieskie sny. Woda na słonecznych plażach. Błękit uderzający o skały w nieznanych miejscach mojej podświadomości przynoszący ukojenie i radość. A później turkus błękitnego jeziorka ukrytego w lesie w ostatni weekend. Czyż to nie jest synchroniczność!

Oczywiście, można to również nazwać nawiedzeniem ale wtedy Carl Gustav Jung również musiał by być namaszczony odklejeniem. Kto, wie. może tak właśnie jest, jesteśmy tylko zbłąkanymi bytami bez celu i kompasu miotających się w nieskończonych splotach i nieprzewidzianych zwrotach akcji życia nad których falami nie mamy żadnej kontroli, więc zwalamy sprawczość innym ludziom, a gdy to niemożliwe zwracamy się do zjawisk dziwnych i nadprzyrodzonych. Aby nie wyjść na wariata możemy podeprzeć się modną ostatnio fizyką kwantową, ale czy to wystarczy? Nie sądzę.

Synchroniczność według Carla Junga: Gdzie spotyka się przypadkowość ze znaczeniem

Carl Jung, słynny szwajcarski psycholog, wprowadził pojęcie synchroniczności, rzucające nowe światło na sposób, w jaki interpretujemy zdarzenia w życiu codziennym. Dla Junga, synchroniczność to nielosowe współwystępowanie zdarzeń, które zdaje się mieć głębsze, ukryte znaczenie.

Synchroniczność jest pojęciem znacznie bardziej złożonym niż zbieg okoliczności. Jung twierdził, że wydarzenia, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, mogą się łączyć w sensowny sposób, przynosząc głębokie wrażenie znaczenia. To, co wydaje się przypadkowe, staje się istotne w kontekście osobistej psychiki i rozwoju.

W życiu codziennym doświadczamy synchroniczności na różne sposoby. Może to być spotkanie z długo niewidzianym znajomym w miejscu zupełnie nieoczekiwanym, otrzymanie losowej wiadomości, która odpowiada na nasze aktualne pytania czy odkrycie powiązań między wydarzeniami, które zdawały się być od siebie zupełnie oddzielone.

Przykładem może być także częste pojawianie się pewnych symboli, motywów czy liczb w naszym życiu. Jung uważał, że te powtarzające się elementy mają znaczenie dla naszej psychiki i mogą być próbą ukazania nam pewnych aspektów naszego wnętrza.

Synchroniczność zdaje się działać również w sferze marzeń i intuicji. Momenty, w których myśli, uczucia i wydarzenia zewnętrzne splatają się w wyjątkowy sposób, mogą dostarczyć nam wglądu w ukryte aspekty naszego umysłu.

Rozumienie synchroniczności może prowadzić do bardziej świadomego życia. Zamiast postrzegać wydarzenia jako przypadkowe, możemy zaczynać dostrzegać w nich ukryte znaczenia. Jung zalecał otwartość na te zjawiska, co pozwala nam na pełniejsze korzystanie z doświadczeń, które się nam przytrafiają.

Warto być czujnym wobec synchroniczności w naszym życiu codziennym, bo to właśnie w tych pozornie przypadkowych zbiegach okoliczności może kryć się głębsze, ukryte przesłanie dla nas samych.

Dzisiaj jakby radośnie

Dzisiaj jakby radośnie. Ulgowo. Chociaż kat świąt już czycha za rogiem z baziami i zajączkiem i uśmiechem Hannibala Lecter’a. Nie martwię się już tym tak jak dawniej, chociaż myśl o tym jest drażniąca. Minie jak Izaura. Stopi się jak zeszłoroczny śnieg i pozwoli mi celebrować wiosnę spokojnym umysłem. Będzie dobrze a nawet wspaniale. Wczoraj zaliczyłam fryzjera dzisiaj wizyta kontrolna u ginekologa. I można dalej pisać.

Zadziwiającym jest fakt, że praktycznie już od dziesięcioleci na mojej drodze stoi fryzjer i ginekolog. Dwóch ludzi, którzy regularnie zajmują się moją głowa i dupą z sumiennością i oddaniem. Cykliczność tych spotkań uczyniła ich niemal moją rodziną. Są powiernikami codziennych zmagań z życiem i zdrowiem, polityką, ocenami dzieci, cenami nieruchomości, praktyczności krzeseł i możliwościami tanich sklepów internetowych oraz wyjazdów do ciepłych krajów. Wszystko omawiamy przy najbliższych spotkaniach. Nie karmimy się byle czym, pomiędzy datą ostatniego okresu a kolejną cytologią przemierzamy meandry objawów cukrzycowych oraz pozytywnych stron ruchu na świeżym powietrzu zwłaszcza gdy ten ruch odbywa się w lesie. Naturalnie bez kijków bo nasze kręgosłupy powinny pracować przecież bez podpórek.

Innym razem toczymy głośne dysputy na temat ogólnego bezsensu edukacyjnego w przełożeniu na rynek pracy i zupełnym marnowaniu czasu naszych dzieci oraz wnuków na kolejną odsłonę pruskiego modelu nauki przedmiotów, których już za dwa lata już pewnie nie będzie. Jest też sensoryka. Zamiast siedzenia na twardych krzesełkach dzieciaki mogą siedzieć w ławkach na wesołych półpiłkach a nawet całych piłkach. Ruch uaktywnia ich małe bystre oprzyrządowania mózgu, dlaczego mamy im tego zabraniać i ponownie nakazywać tkwić w dysfunkcyjny bezruchu kwadratowych powierzchni. Czasem zapętli się depresja, zaplącze w tę całą układankę bo przecież zawsze gdzieś u kogoś występuje jak drażniąca wysypka w okolicach krocza. Jednak zawsze znajdujemy na nią lekarstwo i znów wracamy do słońca, wiosny, i spacerów. Nasze pozytywne rozmowy napełniają nas obustronną energią. Poprawiają nam wibracje i czynią kolejny dzień znośnym. Nauczyliśmy się nie narzekać i nie marudzić. Ta kompetencja napełnia nas spokojem i umacnia na kolejne jasne spotkania. Taką bynajmniej mam nadzieję.

Strona o magii natury, sztuce życia w zgodzie z rytmem świata Fotografia Pisanie Magia Spokój Poezja Wild Inspiracje Intuicja Kreatywność Zmysły