Powrót do ciszy

Prawdziwa cisza to brak jakiejkolwiek energii fal dźwiękowych. To brak drgań, brak zmian ciśnienia. Na Ziemi niemożliwa do uzyskania ponieważ zawsze występują minimalne drgania: szum krwi w uszach, bicie serca czy szum powietrza o niskiej częstotliwości.

Już dawno nie spotkałam się z taką ciszą. Nawet kosy za oknem przygasiły swoje piski. Spokój. J. pojechał do nowej pracy. W pełnym skupieniu i zaangażowaniu spakował plecak. Samochody za oknem przecinały te same ulice a on, w nową drogę, po nowe wrażenia na nowy grunt daj Boże bogatszy i prostszy.

Uwolniony czas rozpłaszczył się przede mną i zamigotał wszystkimi możliwościami jak świątecznymi lampkami. Wreszcie piszę. Bez pośpiechu, przed garami, zakupami i sprzeczkami. W pełnej ciszy. W luksusie nie bycia, w każdym wyznaczonym miejscu i wyznaczonej nerwowej godzinie. W każdej zadaniowej minucie nie odhaczam już przewidzianych czynności na niekończącej liście wszystkich prac domowych przed pracami pozadomowymi. Ten stan graniczy z czymś zapomnianym zwanym potocznie ulgą.

A do tego wiosna jeszcze nie rozwinęła się na dobre zostawiając jeszcze wiele na skrajach chodników, balkonów i parków. Zapach uwolnienia unosi się nad moim miastem udając wiele możliwości. Wybuchając kolorami marzeń. Obiecując wygraną w taniej loterii. Przykrywając przyklejony do stołu tłuszcz o słodkawym zapachu wieprzowiny w pięciu smakach. Przez ten krótki moment można poczuć się człowiekiem. Oddychać kolorami. Wędrować. Nie przyspieszać. Zanim przygnębi mnie jesień zachwycę się spokojnie jasnozielonym kolorem liści.

Poniedziałek, 20.04.2026

Dodaj komentarz