Archiwa tagu: #lśnienie

Lśnienie

Dzisiaj wiatr i deszcz. Czyli bez zmian. Jesteśmy w nieładzie. Nie sprzątam już drugi tydzień. Pokoje zarastają kurzem i składowiskiem dziwnych rzeczy na biurkach i regałach. Niedługo wszystko urośnie do wysokości sufitu i zacznie wypływać przez okna. Wirus nie przechodzi. Bolą nas jelita i zalewają poty ale już możemy przespać całą noc. P. wydziela sobie po pół bułki z masłem i boi się obiadu. Ja bezkarnie zjadłam przed chwilą jajecznicę zrobioną przez J. zaraz pogrążę się w bóloskurczach. Tak, tak moja zachłanność nie ma granic. Jestem niewolniczką jedzenia. Muszę wreszcie przestać. Ale to jak narkotyk. I tak sięgniesz następnym razem. No chyba, że… Ale jeszcze jeszcze…

Luty mija niespodziewanie szybko. Chociaż jeśli przyglądam mu się uważniej to jednak dopiero dziewiąty. Ale po dziesiątym już przyspieszy. Wirusy zamienią się z bakteriami i przyjdzie nowe inne, które nada tło kolejnej fali czynności do wykonania. Kolejnych tragedii do pokonania, kolejnych smutków do ukojenia i ani się obejrzysz a już nastanie marzec. A marzec to wiosna. Szara, niemrawa ale jednak. W powietrzu uniesie się inny zapach. Z alergią przyniesie dłuższy dzień. Będziemy wdzięczni za te oczekiwania, bo gdy przyjdzie lato dawno o tym zapomnimy. Kiedy wreszcie zaczniemy żyć chwilą? Teraźniejszością. To chyba nie możliwe. Chociaż potrafię zaprzyjaźnić się z czasem i wyłączać go przed południem ale mogę to robić tylko w lecie. No czasem na długim spacerze nad wodą… Nie teraz. Teraz wszystko jest podzielone i zmierzone. Krótkie interwały na pracę, rozmowy, robienie rzeczy poza pracą i sen. Robotyka dnia powszedniego. Mechanika szarego człowieka. Dupogodziny do odrobienia. Wykrawanie dziurek na swoje fantazje jeśli się pojawią w świadomości. Lekkie przebłyski dziecięcego zachwytu nad lotem gawronów. Skrzek sroki. Ślęża przykryta obłokiem. Przypływ sił w głowie. Pustułka na latarni, klucz gęsi wieczornego gasnącego płaskowyżu. Czujność myszołowa. Sarny przy drodze na Jaworzynę, niczyje… Myśl świeża, nowa. Rzeka. Przebłysk. Lśnienie.

Lśnienie

Lśnienie to efekt odbicia światła z powierzchni obiektu, który nadaje mu połysk i jasność. W zależności od rodzaju obiektu i kąta padania światła, lśnienie może przybierać różne formy, takie jak błysk, połysk, czy migotanie. To zjawisko jest wynikiem odbicia i załamania światła na powierzchniach przedmiotów, co sprawia, że stają się one bardziej widoczne i atrakcyjne dla obserwatora. Lśnienie jest szczególnie zauważalne na gładkich, błyszczących powierzchniach, takich jak metal, woda czy szkło.

W poezji i sztuce lśnienie może przybierać bardziej metaforyczne i symboliczne znaczenie, różniące się od fizycznego efektu odbicia światła. W tym kontekście symbolizuje coś jasnego, błyszczącego, pełnego życia lub odzwierciedlającego piękno.

W poezji lśnienie może być używane jako metafora dla szczególnie pięknych, inspirujących lub transcendentnych doświadczeń. Może odnosić się do chwil jasności, radości lub duchowego blasku.

W sztuce lśnienie może być wykorzystywane przez artystów, aby podkreślić pewne elementy obrazu, nadać im blasku i głębokości. Przez zastosowanie kontrastów świetlnych, artysta może osiągnąć wrażenie lśnienia na płótnie.

Ogólnie rzecz biorąc, lśnienie w poezji i sztuce odnosi się do ekspresyjnego wykorzystania symboliki, aby przekazać głębsze znaczenie i uczucia.

Lśnienie

Zadawać sobie pytania mroźnym rankiem o cel istnienia to trudne i zabierające energię. Ciepło marnuje się na zbędne myśli i komentarze. Nie można tak działać od rana. Pytania o cele zostawić należy na później. Zawsze może się okazać, że nie istnieją, że ich po prostu nie ma. I co wtedy? Gdzie pójść z czymś takim. Komu się wyżalić, przyznać że cel nie istnieje… komu wypłakać, że nie ma sensu. Jakie to żałosne. Nawet sens się nie klaruje w tej masie niczego. Czynności i zadania się spiętrzają, kumulują i rosną a sens się nie materializuje. Jakie to przykre. Żyć bez sensu i celu. Sklep, dom, drzewo, dziecko, pies, kot, ptak, miłość, zgoda i niezgoda. Godzenie się na nic. Godzenie się po stracie. Przyzwyczajanie się do niemocy i braku sprawczości. O co w tym chodzi?

Zapał mija. Nie wiem dlaczego entuzjazm nie bywa stały. Pojawia się chwilami w formach przebłysków jak dobra wróżka – pomysł. Jasne, klarowne światełko. Impuls. Chwila. Tętno przyspiesza i mija w przemilczeniu. Wracam do tworzenia tego samego. A przecież…

Trzeba sięgać po nowe! Ale gdzie? Gdzie bywa to nowe? Przebłysk i cyk jest sobie. I już go nie ma. Nie daje się złapać i wycisnąć. Po chwili rozsypuje się jak piasek, który porwany przez podmuch skręca się małym twisterem wokół własnej osi znikając w otchłani podświadomości. Znowu nie ma. Milczy.

Lśnienie to krótkotrwałe, intensywne światło odbite od czegoś niematerialnego. Ale czego? Pomysły rzeczy. Niebywałe koncepcje, nowatorskie instalacje błysków i olśnień do tworzenia nowego na grobie starego, które już się wszystkim znudziło, jak na przykład śmierć. Ale nie mogę tego utrzymać na dłużej. Marnują się u mnie te dary pomimo, że ziarna zostają. Zbieram je sobie… te ziarenka. Suszę i układam na gazie w kapsule przyszłości. Szczelnie zakręcam. Może skorzystam. Może zacznę… ale nie dzisiaj.