Archiwa tagu: #kreatywność

Dobroczynny spacer dla ciała i umysłu

Jak już pewnie wiecie czeka nas 10 dni zimna. Wiosna jak zwykle nie jest łaskawa. Po kilku dniach przyjemnego ciepła wyciąga bat skręcony ze skóry i przymrozków by jak toksyczna matka zdzielić nas za to, że wcześniej wymsknęła jej się chwila ciepłej słabości. Za oknem właśnie zaczął padać deszcz. W górach stan skupienia przybierze tradycyjną białą formę. Jest słabo.

Jak mam wychodzić, kiedy na samą myśl o zewnętrznym świecie wywołuje mentalny, zimny ból. A deszcz wali w szyby jak oszalały. Przeczekam.

Jednak wstaję, i mówię sobie musisz! Nie bądź babą! Musisz włączyć tryb MUSISZ bez względu na pogodę, bo inaczej wcześniejsze marsze pójdą w niwecz. Rozpuszczą się w masie lenistwa i braku silnej woli. Jak się powiedziało A trzeba powiedzieć B. Jakby nie było jesteśmy istotami myślącymi i wybieramy wyższe dobro. W tym przypadku zdrowie produkowane ruchem i spadkiem kilogramów.

Spacer jest zbawienny. Zbieram informacje o nim już od pewnego czasu. Właściwie od pocovidowych powikłań, które siadły mi trochę na motorykę dużą mówiąc jaśniej chodzi o kręgosłup. Od czasu kiedy nie mogę sobie pozwolić na bieganie.

Zwykły spacer paradoksalnie jest narzędziem niezwykłym. Badania potwierdzają jego dobry wpływ na umysł i ciało. Kiedy nie możesz jeszcze biegać z racji nadmiaru kilogramów albo po prostu nie lubisz biegania pozostaje spacer. Naturalny ruch do którego stworzyła nas Matka Natura jest tym czego naprawdę potrzebujemy. Spacer zawsze wygrywa. Wiedział o tym Jung, który spacerował wokół swojej posiadłości-wieży jeśli oczywiście w tym czasie nie medytował. „W książce Codzienne rytuały dziennikarz Mason Currey odtworzył typowy dzień pracy słynnego psychiatry. Jung wstawał o siódmej i po obfitym śniadaniu przez dwie godziny całkowicie poświęcał się pisaniu w swoim gabinecie. Popołudniami często medytował albo odbywał długie spacery po okolicy. W wieży nie było elektryczności, więc po zmroku oświetlano ją lampami naftowymi, a ogrzewano kominkiem. O dziesiątej wieczorem Jung kładł się spać. „Uczucie spokoju i odnowienia, jakie od początku wiązało się dla mnie z wieżą, było niezwykle silne”.

Wiedział to Einstein spacrując przed i po pracy. Wiedział to autor Czarnego Łabędzia niejaki Nassim Nicholas Taleb autor bestsellerowej książki, w której analizuje zjawisko Czarnych Łabędzi: niespodziewanych wydarzeń, które spadają na nas nagle i odciskają ogromne piętno na naszym życiu. Porusza nawet ten wątek opisując twórczość swoich przyjaciół i znajomych, ponieważ jak twierdzi wybierał tak zwany spacer wolny zamiast biegania uważając taki rytuał za bardziej efektywny dla pracy ciała i mózgu, zwykle w towarzystwie filozofów lub innych nieoczywistych naukowców dzięki którym mógł tworzyć swoje teorie. Remigiusz Mróz, najbardziej płodny polski pisarz – 10 książek rocznie, wybiera bieg ale jest jeszcze młody… i chudy.

Niezwykła moc spaceru

Spacer ma niezwykłe korzyści zarówno dla ciała, jak i umysłu, co zostało potwierdzone przez liczne badania naukowe. Zarówno starożytni filozofowie, jak i współczesni naukowcy doświadczali mocy spaceru w kształtowaniu myśli i inspiracji.

Przede wszystkim, spacer korzystnie wpływa na zdrowie fizyczne. Regularna aktywność fizyczna, w tym chodzenie, poprawia kondycję serca, reguluje ciśnienie krwi, wzmacnia mięśnie i stawy oraz zwiększa ogólną wydolność organizmu. Arystoteles, jeden z najwybitniejszych myślicieli starożytności, często prowadzał swoje dyskusje filozoficzne podczas spacerów, co pozwalało mu zachować aktywność fizyczną jednocześnie rozwijając myślenie.

Po drugie, spacer ma istotne znaczenie dla zdrowia psychicznego. Badania pokazują, że regularne spacery mogą pomóc w redukcji stresu, lęku i depresji. Friedrich Nietzsche, niemiecki filozof, słynął z długich wędrówek po górach, które inspirowały go do tworzenia swoich najważniejszych dzieł.

Ponadto, spacer sprzyja kreatywności i pomaga w rozwiązywaniu problemów. Albert Einstein słynął z tego, że podczas spacerów po parku lub plaży znajdował inspirację do swoich teorii naukowych. Badania potwierdzają, że aktywność fizyczna może poprawić funkcje poznawcze, takie jak pamięć, koncentracja i zdolność do abstrakcyjnego myślenia.Wreszcie, spacer umożliwia nawiązywanie więzi z naturą, co przynosi korzyści zarówno dla ciała, jak i umysłu. John Muir, amerykański przyrodnik i filozof, był zafascynowany pięknem przyrody i często podróżował pieszo, co nie tylko pomagało mu w refleksji filozoficznej, ale także w budowaniu świadomości ekologicznej.

W związku z powyższym, spacer stanowi nieocenioną praktykę zarówno dla zdrowia fizycznego, jak i umysłowego. Zarówno starożytni myśliciele, jak i współcześni naukowcy doceniali jego korzyści zarówno dla ciała, jak i dla umysłu, co sprawia, że jest to praktyka niezwykle wartościowa dla każdego człowieka dążącego do równowagi i harmonii w życiu.

Kreatywne pisanie, narzędzia nieoczywiste

Żeby pisać trzeba ćwiczyć jak w filharmonii. Tworzyć poranne strony z regularnością co do dnia i godziny. Oszukać świadomość i dostać się się do podświadomości, żeby wyciskać ją jak cytrynę. Wykorzystać jej kreatywność i dobroć kiedy ego jeszcze smacznie śpi. Wierzę, że to klucz do głębokiej pracy która przynosi efekt.

Jeszcze spacery tak jak robił to Jung i jemu podobni. Spacer to podstawa dobrostanu. Uważność. Wystawianie zmysłów na ekspozycję światła, przestrzeni i ptaków. To jest doznawanie. Wchłanianie. Czerpanie z natury. Pochylanie się nad ziarnkiem piasku, w którym zamknięty jest przecież cały świat.

Zauważanie formy rzeczy. Chropowatości i splątania. Puchu delikatności na gałązkach pnączy i splątań chmielu. Bezlistnej rudości. Zimowego zasypiania. Zwalniania rytmu serca. Hibernacji myśli. Spękanej kory i ostatniego suchego liścia na gałęzi. Szukanie.

Kreatywne pisanie to proces tworzenia tekstu, który angażuje wyobraźnię i oryginalność. Obejmuje różnorodne formy, takie jak opowiadania, wiersze czy scenariusze, i zachęca do eksperymentowania z językiem oraz strukturą, aby wyrazić unikalne pomysły.

W dobie sztucznej inteligencji tylko kreatywność daje nam przewagę.

Poranne strony i automatyczne pisanie

Poranne strony to praktyka kreatywnego pisania, popularna wśród autorów i osób pragnących rozwijać swoją kreatywność. Polega na napisaniu trzech stron tekstu ręcznie lub elektronicznie każdego ranka, bez zastanawiania się nad treścią czy dbania o poprawność językową. Jest to forma automatycznego pisania, gdzie celem jest utrzymanie płynności myśli.

Automatyczne pisanie to proces tworzenia bez zatrzymywania się, analizowania czy oceniania tekstu. Celem jest stymulowanie przepływu myśli, odkrywanie nowych pomysłów i zwalczanie blokad twórczych. Poranne strony, zapoczątkowane przez autorkę Julie Cameron w książce „The Artist’s Way”, są jednym z popularnych sposobów na wdrożenie tej techniki. O piśmie automatycznym przeczytałam również w „Piśmie automatycznym”, praktycznym poradniku Michaela Sandlera.

Pisanie automatyczne może pomóc w pokonaniu perfekcjonizmu i skoncentrowaniu się na procesie tworzenia, a nie na ostatecznym rezultacie. To narzędzie może być używane zarówno w celu rozwijania kreatywności, jak i przemyśleń osobistych.

Automatyczne pismo Bretona

„Automatyczne pismo, które wynalazł André Bretón, jest transkrypcją snów na papier lub autentyczną fotografią myśli.

André Breton jest uznawany za ojca surrealizmu. Francuski artysta zaproponował automatyczne pisanie jako sposób dotarcia do obszaru nieświadomości. Powiedział, że dzięki temu można zrobić dyskurs poetycki, który wykracza poza ustalony porządek estetyczny, społeczny lub moralny.

Samo pisanie ma na celu przekazywanie w miarę powstawania idei umysłu, bez ich odzwierciedlania i bez posiadania precyzyjnego tematu. Chodzi o przetłumaczenie ich bezpośrednio na tekst lub wiersz. To dlatego, że zdania przychodziłyby bezpośrednio z podświadomości i nie miałyby ze sobą logicznej spójności.

Pisanie z twórczego przepływu

Breton nie chciał, aby jego pisanie sprowadzało się do obliczeń psychologów. Dla nich stał się obrońcą ortodoksji i surrealistycznej czystości. Na przykład sztuka Luisa Buñuela, Salvadora Dalí, Louisa Aragona, Philipe Soupault, Antonina Artauda i Paula Éluarda.

Podobnie zaproponował przelecieć nad literackimi technikami surrealizmu, ruchu opartego na sile obrazu, snach i unieważnieniu logiki. Chodzi o eksperymentowanie w kierunku naszej figlarnej i dziecinnej strony io zmianę, która nie jest zwolniona z pewnego szaleństwa.

Tak więc, Breton opowiadał się za pisaniem mechanicznym, zrodzonym z twórczego przepływu podświadomości, a zatem bez wpływu jakiejkolwiek racjonalnej lub estetycznej przeszkody.

Z tego powodu napisał pierwszy surrealistyczny manifest w 1924. W jednym ze swoich fragmentów, André

Manifest surrealistyczny

Breton wyjaśnia technikę automatycznego pisania:

  1. Ustaw się w miejscu, które jest jak najbardziej sprzyjające koncentracji ducha
  2. Wpisz najbardziej pasywny lub odbiorczy stan, z którego jesteśmy w stanie
  3. Aby zrezygnować z geniuszu, talentu i geniuszu i talentu innych
  4. Wielokrotnie twierdzę, że literatura jest jedną z najsmutniejszych ścieżek, które prowadzą wszędzie
  5. Pisz szybko, bez z góry ustalonego tematu, pisz wystarczająco szybko, aby nie być w stanie hamować i nie kusić, by przeczytać to, co jest napisane
  6. Niech pierwsze zdanie przyjdzie do głowy i tak zwięźle
  7. Pisz dalej. Zaufaj niewyczerpanej naturze szmeru
  8. Jeśli cisza zagraża, z powodu braku, musimy nazwać „brak uwagi”, tutaj przerwij
  9. Podążając za słowem, umieść dowolną literę i powróć do stanu arbitralności.

W ten sposób André Breton zdefiniował pisanie automatyczne i wykorzystał je jako sposób na tworzenie sztuki poprzez podświadomość i spontaniczność myśli.” (fahrenheitmagazine.com)

https://fahrenheitmagazine.com/pl/sztuka/listy-artystyczne/automatyczne-pisanie-andre-breton-to-transkrypcja-jego-marze%C5%84

Kreatywność

Mój przewodniku i Byty Świetliste podarujcie mi garść kreatywności. Niech nad martwym wzlecę światem do doliny rozkoszy gdzie wszystko w złoto się zamienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Pomysł nie przychodzi z niczego. Rodzi się w bólach jak tytuł udanej książki. Takiej, której napisanie jednej strony kosztuje cię przeczytanie ośmiu innych. Do tego umysł musi być wypoczęty i wypieszczony ruchem na świeżym powietrzu. Dotleniony czystym tlenem z lasu lub z gór. Ruch musi być systematyczny i męczący tak by krew przyspieszała swój przepływ w pajęczynach mózgu i pozbywała się nadprodukcji trucizn i toksycznych myśli. Oczy nakarmione zielenią, tak by świadomość ustąpiła choć na chwilę podświadomości a ta zaczęła wreszcie budować kryształowe zamki tam gdzie nikt się nie spodziewa. Myśli muszą być wolne od rozkazów kierownika, któremu nie kończy się lista zadań.

Tę wolność swobodnego przepływu trzeba sobie wyhodować jak pogodę na starość. Wcześniej raczej nie ma szans na coś budującego. Tamto „wcześniej” należało bardziej do destrukcji, którą trudno z powrotem oddelegować do piwnicy zmartwień. Ale jest to jak najbardziej możliwe. Wystarczy tylko nietoperze zamienić na jaskółki. I tak zamieniać, aż ta czynność stanie się całkowicie automatyczna jak mycie zębów czy wchodzenie po schodach. Zamienianie trzeba wyćwiczyć. Dobre zamienianie wykształca się długo, ale to właśnie ten trening często ratuje nam życie. Czas zawsze zniechęca. Czasowi na nas nie zależy. Czas nie uczy cierpliwości. Czas jest bezwzględny. Nic nie czuje. Nie można z nim negocjować. Zatem trzeba go oszukać.

Jesteśmy sami i sami jesteśmy odpowiedzialni za produkcję i jakość swoich myśli. Dopuśćmy do głosu te naprawdę nasze, źródłowe bez szumu. Bez echa cudzych. Bez sztucznych potrzeb i poglądów. Bez cudzych marzeń i spojrzeń. Tylko swoje. Potem odważnie to „swoje” pielęgnować i bronić. Wtedy musi się udać. Oczywiście odrobina magii nie zaszkodzi. Dobre intencje pomagają. Kreatywność je lubi. Dokarmiajmy siebie. Pozwólmy sobie oddychać.

Poranne strony

Kolejna książka o twórczym pisaniu. Tym razem Julii Cameron. O tak, czekałam na nową motywację. Autorka proponuje tzw. „Poranne strony”. Pisz codziennie 3 strony a otworzysz furtkę do swojej podświadomości. To jak poranna medytacja. Lejek pomysłów z małych cząsteczek życia. Uciszasz gadziego mózgu, który wzgardza wszystkim co tworzysz. Dziennik przebłysków trafia do mnie jak ziarno. Organizacja jednak, wymaga sporej kreatywności. Ale dla chcącego… 3 strony, też brzmi złowieszczo i jak je wykroić pisząc na tablecie?! Ale dostęp do tajemniczych zasobów w mojej głowie brzmi zachęcająco i wzbudza dreszcz emocji. Jestem na tak. Szkoda, że dziś sobota…

W czwartek byłam w galerii. 7 kilometrów na piechotę pozwoliło mi spalić lunch i obiad w dwie godziny. Empik, toaleta, ciuchy, których nie było w odpowiednim rozmiarze i powrót w pełnym słońcu zaznaczył wczesną jesień kroplami potu w zgięciach łokci i kolan.

Na skrzyżowaniu podszedł do mnie trzydziestolatek, Polak z prośbą o kasę na jedzenie. A niespełna 300 metrów dalej, kobieta, Polka spytała czy mam złotówkę. Już dawno w moim mieście nikt mnie nie prosił o pieniądze. Jak widać dobra zmiana nie podniosła dobrostanu mieszkańców. A za złotówkę już bułki nie kupisz. No chyba, że trzy, a czwartą dostaniesz za pół ceny. Ale co tego, jak nie masz na trzy pierwsze? Cud spadającej inflacji nie pogłaskał bułkowoczów.

Jedyne pocieszenie, to fakt, że w tej strefie klimatycznej wrzesień będzie drugim sierpniem i ciepłe miesiące nam się rozmnożą jak modliszki we Wrocławiu. Zimy zamienią się w jesień, a wiosny w lata. Komary będą się rozmnażać cały rok. Kleszcze przedłużą igraszki z naszą skórą do pięciu miesięcy, a muchy będą z nami cały rok na zmianę z gzami. O pierwotniakach i pasożytach nie wspomnę…

Ale czy wystarczy nam wody?

Od 2002 roku w Polsce obchodzimy Światowy Dzień Drzewa. Jak w październiku nie ruszymy do urn, za rok nie będzie co świętować.