Wczoraj choć nastrój rankiem spadł na podłogę rozsypując się w drobny mak, udało mi się pozbierać jeszcze przed południem. Do drugiej uwinęłam się z publikacjami gotując w przerwie gar rosołu na kaczce. Dla całej głodnej rodziny. Jestem mistrzem w organizacji małych wielkich rzeczy w krótkim czasie. Nakarmiłam chłopaków i postanowiłam wybrać się na sarny. Wyzwanie na dziś to spacer w siarczystym mrozie. Ponad dwie godziny w mglistej aurze zamiastowych bezkresów to namiastka morsowania. Starszy uparł się, że pójdzie ze mną, więc wyruszyliśmy przed trzecią. Szybkim marszem przez działki, zamarznięte pola, łąki oraz rowy melioracyjne. Śnieg chrupał pod stopami a gruba warstwa lodu na kałużach wydłużała nam kroki w ciągłych poślizgach i powrotach do równowagi.
Najpierw przywitał nas myszołów. Monitorował teren. Nie dał się sfotografować. Wielki ptak z rozłożonymi skrzydłami przyspieszył lot by w sekundę zamienić się w maleńką plamkę znikającą za horyzontem. Mróz szczypał nas w policzki malując je na czerwono. Zimno stawało się niemal bolesne. Przy drodze zobaczyliśmy lisa przeskakującego przez rów między polami. Był duży, piękny z puszystym ogonem. Wyglądał na zdrowego samca z gęstą rudą sierścią na grzbiecie i białym krawatem pod szyją. Symbol dzikości i bystrości. Skanował teren przebiegłymi, przymrużonymi oczami. Zobaczył nas szybciej niż my jego po czym zniknął w gęstwinie suchych traw za drzewami. Później udało mi się dostrzec jego kompana jednak odległość skutecznie rozmazywała jego smukłą sylwetkę. Wiem tylko, że był ciemniejszy. Sierść raczej szara nawet czarna. W takiej mgle ciężko być pewnym czegokolwiek. Słońce nienaturalnie przyspieszyło swój zachód zostawiając za sobą szaroróżowe tło. Przyspieszyliśmy kroku.
Nagle z zarośli wyskoczył koziołek a za nim całe stado saren. Spotykam je w tym miejscu już od dwóch lat. Rozpoznaję kulejącą samicę i masywnego rogacza o grubej szyi, który wpatruje się bez mrugnięcia okiem w obiektyw mojego aparatu. Majestatyczny, czujny i gotowy do ucieczki. Zwykle tak jak dzisiaj, ciągnie za sobą resztę swojego plemiona wyznaczając tempo biegu i postoje między polanami. Ta zjawiskowa istota reguluje emocje całego stada jakby zarządzał uczuciami wielkiego dzikiego organizmu. Wygasza strach zastygając w półkroku, inni naśladują ten bezruch tworząc zwarty szyk. Wtedy delikatnie wysuwa się przed szereg. Jest odważny i jakby gotowy do walki, chociaż nigdy nie widziałam, żeby którykolwiek kozioł atakował ludzi. Ale zdarzyło mi się kilka razy, że podchodził do mnie blisko, prawie na wyciągnięcie ręki wzbudzając zachwyt pomieszany ze strachem. Wiem, że ich rogi znaczą wiele. Chwalą się nimi nawet ludziom. Pokazują schylając głowę w wymownym geście aż szkoda, że muszą je zrzucać co roku. Myślę, że to niesprawiedliwe skoro tyle dla nich znaczą. Cóż, wszystko co ważne dostajemy tylko na chwilę.
Stado ruszyło niepewnie za swoim przewodnikiem. Najpierw szybciej, później zwalniając tempo do relaksującego spacerku ignorując nasze zmarznięte sylwetki ukryte za spękanym pniem wierzby. Odwróciły się lusterkami i zaczęły po prostu spędzać ze sobą czas. Dla nas, to najlepszy sygnał do nagrywania.
Nagraliśmy fragment ich podróży w spokojnej poświacie zachodzącego słońca. Przy trzecim filmiku trzęsły mi się ręce, chciałam już wracać bo mróz zaczął wnikać pod skórę z szybkością gasnącego światłam mgła gęstniała ograniczając widoczność, gdy blisko stada ukazał się niespodziewanie puszysty rudy ogon. Jest lis. Przyszedł.
Często obserwowałam lisy włóczące się za sarnami. Kiedyś widziałam nawet jak lis bawił się z młodym koziołkiem. To było coś! Teraz towarzystwo tych dwóch gatunków wydaje mi się całkiem normalne. Często widuję je razem i już nie boję się, że lisy coś knują lub czekają na słabość, którejś z saren. Czuję, że w tej relacji chodzi o coś zupełnie innego. Może zachodzi między nimi jakaś nieznana więź związana z poszukiwaniem czegoś dobrego do jedzenia lub inna symbioza, o której jeszcze nie wiedzą amerykańscy naukowcy. Myślę , że to dobry temat do badań…
Udało nam się nakręcić sarny z włóczącym się rudym lisem… oraz czarnym, który przybiegł później…
Zima bywa okrutna. Zimno jest nie do wybaczenia. Mrozy są torturą dla wygrzanych pod kołdrami ciał. Zima jest na złość. Przybywa z otchłani i krzyżuje plany. Śnieg można wybaczyć ale spadek temperatury nad ranem już nie. Suche powietrze osadza się na twarzy. Spękane usta bolą. Nienasmarowane balsamami części ciała swędzą. Twarz marszczy się i starzeje jak ściśnięta w pięści papierowa torebka po bułkach. Wydostać się spod kołdry wymaga walki z samym sobą. Silnej woli ćwiczonej latami. Okłamywania siebie, że warto. Oszukiwania siebie, że za chwilę chroniczne zmęczenie przejdzie. Ale ono nie przechodzi, odsuwa się tylko na drugi plan. Idzie w parze z mgłą mózgową i z resztą pocovidowych jeźdźców apokalipsy. Jest cichym towarzyszem zimowego dnia.
Dzień wyłania się z ciemności za blaszanym parapetem. Czas się zmusić ale się nie zmuszam. Czas już do łazienki, ale jeszcze przegrywam z myślą, o tym wydarzeniu. Zbieranie się w sobie przedłuża się jak niewygodne milczenie po trudnym pytaniu.
Styczeń miesiącem zadumy. Depresyjny jak listopad tyle, że po wszystkich świętach a nie przed. Natchniony chronicznym zmęczeniem i biedą. Wszystko już było. Nie ma już na co czekać. Przed nami tylko luty. A w lutym obniżki. I tak warto żyć.
Trzeba zmusić się do wyjścia poza kulę niemocy. Trzeba zacząć wtorek bez względu na koszty zebrać siły i zacząć działać. Gdy już się zacznie, wcześniejsze zniknie na zawsze. Ale jeszcze jeszcze… Zimowe poranki przeciągają strunę. Zaraz ubiorę się w skórę fałszywego entuzjazmu, a to ważny krok w stronę ludzkości. Na pewno zmarznę…
Jak trudno nie uwikłać się w czyimś świecie. Nie słuchać złych podszeptów. Nie kreować cudzego życia. Mieć siłę i odwagę na siebie. Na swoje życie. Na swoją radość rzeczy i zdarzeń. Nie wykonywać nie swoich zadań. Realizować tylko swoje marzenia. Nie oglądać się za siebie. Nie bać się. Żyć swoimi myślami w swojej głowie. Być niezależnym bytem. Nie zmuszać się do niechcianych kontaktów. Nie wypełniać czyichś egoistycznych wizji. Nie celebrować czyjegoś święta. Nie liczyć na innych. Nie słuchać rad. Nie stosować się do wytycznych. Iść swoją drogą. Kroczyć pewnie. Nie oglądać się za siebie. Nie wzbudzać w sobie wątpliwości. Nie mieć wyrzutów sumienia za czyjeś spierdolone życie. Za czyjś brak wiary w siebie i lenistwo. Nie brać na barki cudzego braku wizj i marzeń. Braku pogody. Chęci trwania w niczym. W głupocie, niewiedzy i nienawiści. Pływania w egoistycznym gównie. Pławienia się w niewiedzy w wąskiej przestrzeni małej bańki zbudowanej ze strachu i niemocy.
Oderwać się. Przepłynąć ocean toksycznej masy inwydostać się na brzeg nieskażonej myślą wyspy. Jakież to egoistyczne nie żyć w tym świecie od święta do święta. Od życia do nieżycia. Ucieczki rzadko się zdarzają. Przyzwyczajenia mają moc. Oderwanie jest bohaterstwem i zdarza się nielicznym. Samotność z wyboru zamienia się w przymusową nieobecność. Straszenie nią przybiera rozmiary wielkiej katastrofy. Do głosu dochodzą demony i koniec świata wygenerowany przez wąskie umysły znajomych matek czy wujków. Wytykanie palcami.
Strach hermetycznych światów sączy się do naszych ekosystemów jak trucizna. Wnika w podświadomość. Zagnieżdża się jak robak między deskami. Nadzieją są zielone polany świadomości. Upór przed głupotą. Bunt przed rutyną. Odwaga niebywania tam gdzie nam smutno i nudno. Sztuka odmawiania potworowi jest kluczowa. Szczęście nie tworzy się wśród tłumu lecz w małych aktach życzliwości kreatywnie spersonalizowanych tylko do Ciebie przez niezależne byty.
Asertywność
Asertywność, to umiejętność wyrażania swoich myśli, uczuć i potrzeb w sposób bezpośredni, szanujący zarówno samego siebie, jak i innych. Jednym z kluczowych elementów asertywności jest umiejętność odmawiania, czyli stanowcze wyrażanie niezgody w sposób zrównoważony i pozbawiony agresji. Sztuka odmawiania jest ważnym narzędziem budowania zdrowych relacji, zarządzania stresem i kształtowania swojego życia zgodnie z własnymi wartościami.
Odmawianie a asertywność
Asertywność różni się od bierności, gdzie jednostka unika konfliktów, oraz od agresji, gdzie swoje potrzeby wyraża się kosztem innych. Sztuka odmawiania w kontekście asertywności opiera się na zrozumieniu, że każdy ma prawo do wyrażania swoich granic, a odmowa nie musi być interpretowana jako brak szacunku czy wrogość.
Kluczowe elementy Sztuki Odmawiania
Zrozumienie własnych potrzeb: Kluczowym elementem asertywnego odmawiania jest świadomość swoich potrzeb i wartości. To umożliwia jasne wyrażenie powodów odmowy oraz budowanie autentycznego życia zgodnego z własnym systemem wartości.
Bezpośredniość i jasność: Asertywne odmawianie wymaga bezpośredniości i jasności w przekazywaniu swoich decyzji. Unikanie wieloznaczności i stosowanie zdecydowanych słów przyczynia się do skutecznej komunikacji.
Używanie „Ja” zamiast „Ty”: Zamiast oskarżać lub krytykować, warto skupić się na wyrażeniu swoich uczuć i potrzeb. „Ja” zamiast „Ty” pozwala zminimalizować potencjalne konflikty.
Budowanie mostów: Asertywne odmawianie może i powinno wiązać się z proponowaniem alternatywnych rozwiązań czy kompromisów. To umożliwia budowanie mostów i utrzymanie pozytywnych relacji.
Korzyści ze Sztuki Odmawiania
Zdrowie psychiczne: Asertywność, w tym umiejętność odmawiania, wpływa korzystnie na zdrowie psychiczne. Wyrażanie swoich potrzeb pomaga unikać frustracji i związanych z nią stresów.
Zdrowe relacje: Odmawianie asertywne pozwala na budowanie zdrowych i szacunkowych relacji z innymi. Inni ludzie zaczynają rozumieć nasze granice, co przyczynia się do budowania wzajemnego szacunku.
Efektywność w Zarządzaniu czasem:Asertywne odmawianie pozwala efektywnie zarządzać czasem, skupiając się na priorytetach i unikając przeładowania obowiązkami.
Sztuka odmawiania w kontekście asertywności jest umiejętnością, którą warto rozwijać. To kluczowy element budowania zdrowych relacji, zarządzania sobą i efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie. Odmawiając asertywnie, nie tylko chronimy swoje granice, ale także uczymy innych, jak z nami współpracować w sposób szanujący i zgodny z naszymi wartościami.
Sztuczna inteligencja jest kobietą. Sztuczna a raczej alternatywna można powiedzieć po obejrzeniu kilku filmów. Pamięć nieulotna i robocza, maszynowe czy głębokie uczenie oparte na danych. Na realnych danych, a nie podanych przez przez niepewne źródła znajomych, sąsiadek, fachowców, miejskich i wiejskich filozofów.
Wszystko musi być pewne i sprawdzone przez siebie aby naprawdę nadawało się do obróbki. Żadnych wątpliwości. Tylko zadania. Wątpliwości opóźniają tok pracy a taśma rusza skoro świt. Może przed siódmą…, nie 5.35 jest optymalna. Ogarnie się materiał ludzki i zostanie moment na rozwagę, a nawet trzy wdechy i wydechy. Ogarnięcie braków. Skanowanie struktury kosztów pustych przebiegów. Eliminacja niestandardowych rozmów. Redukcja ich do tu i teraz. Prognozy i pretensje na przyszłość zostają do rozpatrzenia w wieczornej strefie czasowej, tej kosztem dobrej książki.
Teraz jest pora na rytmiczny marsz. Żadnych przestojów. Żadnych zbędnych zdań. Czynności idą zgodnie z planem. Słowa są w tym przypadku niepotrzebne. Opóźniają bieg rzeczy. Zmuszają do niebezpiecznego, bezczynnego, krążenia wokół nieistotności. Bóle choroby proszę zachować dla siebie. Utrzymanie tempa jest konieczne. Ibuprom czy paracetamol jak kto woli i po bólu. Po ibupromie jakby inaczej bo w pakiecie poprawia się nastrój. A może to tylko subiektywna reakcja na brak przeszkadzaczy. Tak czy siak w równym rzędzie szykujemy się do wyjścia. Najpierw buty później kurtki, żeby nie wycierać ręcznikiem papierowym potu z czoła. Żadnych zbędnych rozmów odbijających się echem na klatkach schodowych. Telefony, ładowarki, chusteczki i portfele znajdują się w odpowiednich przegródkach toreb i kieszeni.
Zapada sztuczna cisza. Tylko gorące oddechy na plecach tych za nami. Zaczynamy prace zewnętrzne. Wewnętrzne roboczogodziny zostawiamy w przedpokoju. Teraz kolej na drogę. W drogę! Po skrobaniu szyb wrośniętym w nadgarstek ostrokrawędziowym pomarańczowym trójkątem. Siadanie, zapinanie i ruszanie. Szybko ale wolno, ostrożnie. Kto nie zapiął temu pika. Tłumienie wybuchów. Nie wolno, nie ostrożnie ale na czas. Czas jest kontrolowany przez kobietę tak jak inne roboczo i dupogodziny. Wreszcie zajęcia i praca właściwa. Zanim się skończy jednostka sztuczna/ domowa przygotuje zestaw posiłków otulonych spokojnym zmęczeniem. Nieskarżeniem. Wstrzymaniem i wytrzymaniem. Ze sztucznym entuzjazmem przygotowanym na twarzy, na kolejny dzień.
Czasem zastyga w pustych przebiegach. Czasem przyspiesza z automatu pędząc za obranym punktem w przestrzeni jakby o czymś zapomniała. Czasem potrzebna jest pigułka z Matrixa, ale nikt jej akurat nie posiada. Czasem ptak przysiądzie na parapecie stukając pazurkami o metalową powierzchnię. Czasem zaskrzeczy sroka na chorującym na rudo modrzewiu w ogródku naszego blokowiska. Czasem na wyświetlaczu pojawi się zimowy las. Prawdziwe wspomnienie pomiesza się z tym sztucznie wygenerowanym obrazem ze snu lub piwnicy podświadomości. To nie ważne skąd. Jest chwila na ukojenie. Trzy wydechy. Zapach igieł i czystych kropel rosy na porostach. Ostatni bastion organiczności. Ostatnia prawdziwa a nie sztucznie wygenerowana zimowa cisza. Ostatnia klatka bio-prawdziwości ukryta w sztucznym wymiarze neuronów. Neurony… czy one jeszcze działają?
Sztuczna inteligencja
Historia sztucznej inteligencji sięga lat 50. XX wieku, gdy pojawiły się pierwsze koncepcje programów zdolnych do myślenia. Początkowo skupiano się na rozwoju algorytmów, a później, w latach 80. i 90., nabrało tempa badanie sieci neuronowych. W kolejnych dekadach postęp w technologii i dostępność danych umożliwiły rozwój głębokich sieci neuronowych, przyczyniając się do obecnych osiągnięć w dziedzinie sztucznej inteligencji. Kwestia superinteligencji jest nadal przedmiotem debaty, a ewentualne osiągnięcie tego etapu wymagałoby zaawansowanego rozwoju technologicznego i etycznego zrozumienia tego, co oznacza stworzenie inteligencji przewyższającej ludzką.
Sztuczna inteligencja została zapoczątkowana przez naukowców, takich jak Alan Turing, który w latach 30. XX wieku sformułował podstawy teoretyczne dotyczące maszynowego myślenia. W latach 50. John McCarthy ukuł termin „sztuczna inteligencja” i zorganizował konferencję, gdzie zapoczątkowano badania nad tą dziedziną.
Przełomowymi momentami były stworzenie systemu sztucznej inteligencji do gry w szachy przez IBMa w postaci Deep Blue, który w 1997 roku pokonał mistrza świata Garriego Kasparowa. W dziedzinie przetwarzania języka naturalnego ważnym krokiem był rozwój algorytmu BERT w 2018 roku przez Google.
Obecnie sztuczna inteligencja jest powszechnie stosowana w różnych dziedzinach, takich jak medycyna (diagnozowanie chorób, analiza obrazów medycznych), finanse (prognozowanie rynków, analiza portfela), czy przemyśle (automatyzacja produkcji, kontrola jakości). Firmy takie jak Google, Microsoft, Amazon czy Tesla intensywnie inwestują w rozwój i zastosowania sztucznej inteligencji.
Maszynowe myślenie to obszar sztucznej inteligencji, który odnosi się do zdolności maszyn do analizy, rozumienia i przetwarzania informacji podobnie jak ludzki mózg. Wykorzystuje ono różne techniki, takie jak uczenie maszynowe, aby umożliwić maszynom podejmowanie decyzji, identyfikowanie wzorców i rozwiązywanie problemów.
Głęboka praca (ang. deep learning) to gałąź uczenia maszynowego, w której model jest szkolony na wielu warstwach abstrakcji. Wykorzystuje głębokie sieci neuronowe, które składają się z wielu warstw neuronów, aby efektywnie przetwarzać dane wejściowe i generować skomplikowane reprezentacje. Przykładem jest sieć neuronowa typu deep neural network (DNN) czy convolutional neural network (CNN), które są efektywne w analizie obrazów czy dźwięków.
Sieć neuronowa to model inspirowany strukturą mózgu, zbudowany z połączonych sztucznych neuronów. Te modele są używane do rozpoznawania wzorców, klasyfikacji danych, generowania predykcji czy też analizy danych. W głębokim uczeniu, sieci neuronowe zyskują zdolność do samodzielnego uczenia się z dużych zbiorów danych, co pozwala im na adaptację do różnych zadań.
Pamięć nieulotna
Edward Snowden, były pracownik amerykańskich służb wywiadowczych, użył terminu „pamięć nieulotna” w kontekście opisu problemu związanej z przechowywaniem danych przez agencje rządowe. Snowden ujawnił w 2013 roku, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) gromadziła ogromne ilości danych, w tym dane telefoniczne obywateli, bez ich zgody.
Termin „pamięć nieulotna” odnosi się do obawy, że raz zebrane informacje są trudne do skasowania lub zapomnienia, tworząc długotrwały ślad cyfrowy o jednostkach i społeczeństwach. Snowden użył go, by podkreślić, że dane te, raz wprowadzone do systemów monitoringu, pozostają dostępne i stanowią potencjalne zagrożenie dla prywatności jednostek.
Kwestia „pamięci nieulotnej” podniesiona przez Snowdena wpłynęła na debatę na temat równowagi między bezpieczeństwem narodowym a prywatnością jednostek oraz na rozwój polityki dotyczącej zbierania i przechowywania danych przez agencje rządowe.
Lista ważnych przełomowych książek i artykułów na temat sztucznej inteligencji wygenerowana przez ChatGPT:
Oto lista kilku ważnych książek i artykułów na temat sztucznej inteligencji:
„Artificial Intelligence: A Modern Approach” – Stuart Russell, Peter Norvig
„Superintelligence: Paths, Dangers, Strategies” – Nick Bostrom
„Life 3.0: Being Human in the Age of Artificial Intelligence” – Max Tegmark
„Machine Learning: The Art and Science of Algorithms that Make Sense of Data” – Peter Flach
„Human Compatible: Artificial Intelligence and the Problem of Control” – Stuart Russell
„Neural Networks and Deep Learning: A Textbook” – Charu C. Aggarwal
„Artificial Intelligence: Foundations of Computational Agents” – David L. Poole, Alan K. Mackworth
„The Master Algorithm: How the Quest for the Ultimate Learning Machine Will Remake Our World” – Pedro Domingos
„AI: A Very Short Introduction” – Margaret A. Boden
„The Hundred-Page Machine Learning Book” – Andriy Burkov
Te publikacje oferują różnorodne perspektywy na temat sztucznej inteligencji, obejmując teorię, praktykę, etykę i przyszłość tej dziedziny.
Czytam również dobre polskie pozycje, na przykład:
Pewne rzeczy się nie starzeją. Zostają takie same. Nasze myśli nie do końca ewoluują chociaż często wydaje nam się, że tak się dzieje. Od dziecka trzymają się schematów. Są echem domów z których pochodzimy. Nawet gdy czasem odważymy się pomyśleć inaczej po chwili wszystko wraca do ustalonej przez starą maszynę normy. Wszystko zapisało się na dnie podświadomości więc trudno z tym walczyć. Zmiana jakby z góry skazana jest na porażkę. Ale niektórym ta sztuka się udaje. Ciężka, mozolna, powtarzająca się praca nad sobą przynosi efekty. Wtedy wyrasta świadomość. Świadomość zmusza do refleksji. Właściwie przetwarza dane chociaż pozwala sobie być ulotną, chwilową i często udaje nieważną. Nieistotną. Umniejsza swoją wartość jakby bała się przeszłości. Boi się ataków większości. Natłoku przyzwyczajeń i myśli. Rezygnuje z walki gdy robi się za gorąco lub staje się leniwa i chowa głowę. Jednak jej pojawienie wszystko zmienia.
Świadomość, że powinno być inaczej cały czas nas prześladuje jak sumienie. Włącza się w rozmowach na ulicy. Objawia przy kasach i pralniach. Podsuwa rozwiązania, które wytrącają wszystkich z równowagi. Jest zadziorna. Męczy swoim istnieniem i domaga się uwagi. Nie da się stłumić. Jest małą rewolucją, która ciągle wybucha na swoim małym kwadracie bytu. Przekrzykuje spokój. Zmienia drogę. Każe zawracać do niewyłączonego żelazka lub rezygnuje z następnego słowa jak w rozmowie z głupcem. Daje odetchnąć by po chwili znów krzyczeć.
Czym jest świadomość?
Świadomość to złożony fenomen, trudny do pełnego zdefiniowania. W filozofii, psychologii i naukach kognitywnych istnieje wiele teorii na ten temat. Jedna z koncepcji sugeruje, że świadomość to zdolność percepcji, rozumienia, samorefleksji i doświadczania świata w sposób subiektywny. Inne podejścia podkreślają aspekty neurologiczne, zakładając, że świadomość wynika z interakcji mózgu, jego struktur i procesów.
Niezależnie od perspektywy, świadomość obejmuje świadome myślenie, emocje, oraz zdolność do rozróżniania między różnymi bodźcami. To także zdolność przetwarzania informacji, pamięci, i tworzenia reprezentacji mentalnych. Jednak pełne zrozumienie natury świadomości pozostaje wyzwaniem, a badania nad tym zagadnieniem są nadal obszarem intensywnych badań naukowych i filozoficznych.
Historia badań nad świadomością sięga starożytności, ale znaczący rozwój miał miejsce w XIX i XX wieku. William James, amerykański psycholog i filozof, w swojej książce „The Principles of Psychology” (1890) wnosił istotny wkład, analizując różne aspekty świadomości i introspekcji.
W latach 50. XX wieku, psycholog Donald Hebb wprowadził pojęcie „komórek Hebba”, co stanowiło wstęp do zrozumienia fizjologicznych podstaw świadomości. Natomiast w latach 90. XX wieku, neurologowie Christof Koch i Francis Crick podjęli próbę identyfikacji korzeni neurobiologicznych świadomości.
Współczesne badania nad świadomością obejmują prace naukowców takich jak Antonio Damasio, Daniel Dennett, oraz Susan Blackmore. Damasio w swojej książce „Self Comes to Mind” (2010) analizuje rolę emocji i ciała w kształtowaniu świadomości, natomiast Dennett w „Consciousness Explained” (1991) prezentuje ewolucyjne podejście do zrozumienia tego zjawiska.
Badania nad sztuczną inteligencją i świadomością maszyn również zdobywają popularność, a prace naukowców takich jak Marvin Minsky i Nick Bostrom przyczyniają się do dyskusji na ten temat. To obszar dynamiczny i pełen wyzwań, z inspiracją czerpaną zarówno z filozofii, jak i nauk przyrodniczych.
Dzień powszedni wrócił po świętach z dwojoną siłą beznadziejności i niepokoju. Zaczynanie rzeczy niesie ze sobą niezadowolenie, spadek nastroju jak gdyby święta nam nie służyły. Rodzice do pracy, dzieci do szkół. Jakie to nudne. I jakie niepokojące.
Niepokój poświąteczny w drugim dniu styczna wzmaga się drganiami żołądka i smutnej wizji dnia. Zimny poranek przywodzi na myśl wykonanie wyroku. Przymus wychodzenia na zewnątrz brzmi jak tortura. Chłód na twarzy jest niemal bolesny. Przetrwanie od wtorku do piątku będzie survivalowym wyzwaniem. Nie ma wygranych w tym wyścigu. Nie ma zwycięzców w tej beznadziei. Trzeba się ratować rozmowami o straszniejszym życiu. O gorszych scenariuszach. O problemach nie podlegających stopniowaniu. O chorobach i pechu sąsiadów. O pożarach, zatruciach, niepowodzeniach i samotności. O stracie, o uchodźcach…
Nastrój
Nastrój to subiektywny stan emocjonalny o charakterze długotrwałym, różniący się od chwilowych uczuć. Badania nad nastrojem prowadzone są przez psychologów, psychiatrów oraz neurobiologów. Pionierem w tym obszarze był Robert Thayer, który opracował Teorię Energii i Aktywacji, analizując wpływ nastrojów na aktywność fizyczną i psychiczną. Badania nad nastrojem są nadal obszarem intensywnych badań interdyscyplinarnych.
Teoria Energii i Aktywacji opisuje związek między nastrojem a poziomem aktywności fizycznej oraz energetycznym poziomem organizmu. Według tej teorii, istnieje dwuwymiarowa struktura nastroju, z jednej strony mamy poziom energetyczny (wysoki-niski), a z drugiej poziom napięcia (pobudzenie-spokój). Thayer twierdził, że nasz nastrój wpływa na to, czy odczuwamy się jako pełni energii czy też znużeni. Badania w ramach tej teorii skupiają się na zrozumieniu, jak różne poziomy nastroju wpływają na naszą aktywność i codzienne funkcjonowanie.
Jak poprawić sobie nastrój? Spytałam chata GPT:
Aby poprawić sobie nastrój po świętach i stawić czoła zimowej aurze podczas pracy, warto skupić się na kilku prostych krokach. Zadbaj o regularną aktywność fizyczną, dostateczną ilość snu, zdrową dietę, a także staraj się znaleźć chwilę na relaks i rozrywkę. Kontakt z bliskimi oraz planowanie małych przyjemności na co dzień także może dodatkowo wpłynąć na poprawę nastroju. Pamiętaj również o odpowiednim oświetleniu w miejscu pracy i staraj się czerpać radość z drobnych, pozytywnych chwil.
Jak widać dla sztucznej inteligencji to proste. Może i dobrze. Wystarczy nie myśleć i trzymać się planu. Przetrwać w pracy myśląc o rozrywce. Dobry serial na Netfliksie potrafi skutecznie odgonić złe myśli, pomaga zapomnieć o rzeczywistości na kilka dobrych godzin. Jedzenie chlorofilu zamiast mięsa nie wzmaga pojawiających się lęków. Spacer lub bieg jest wybawieniem dla tych, którzy w desperacji znajdą dzisiaj czas. Ale dlaczego światło?
Światło ma moc
Oświetlenie odgrywa istotną rolę w regulowaniu nastroju i wpływa na ogólne samopoczucie, zwłaszcza w okresie zimowym, gdy dni są krótsze. Korzystaj z naturalnego światła dziennego, otwieraj zasłony i unikaj ciemności w pomieszczeniach. W miejscu pracy warto wybierać białe światło, które jest zbliżone do światła dziennego, co może pomóc w utrzymaniu energii i koncentracji. Dodatkowo, lampy o zmiennej barwie światła mogą symulować naturalne zmiany oświetlenia i wpływać pozytywnie na nastrój, zwłaszcza w okresie, gdy jest zimno i nieprzyjemnie na zewnątrz.
Przykłady lamp, które oferują zmienne barwy światła i mogą wpływać pozytywnie na nastrój, to lampy z technologią LED, umożliwiające regulację temperatury barwowej. Na rynku dostępne są na przykład lampy biurowe, stołowe lub sufitowe, które pozwalają dostosować intensywność i barwę światła do własnych preferencji. Przy zakupie warto zwrócić uwagę na lampy z funkcją regulacji barwy światła (ang. color temperature) w zakresie od ciepłej, żółtej światła po chłodne, niebieskie światło, co może dostosować atmosferę w pomieszczeniu do aktualnych potrzeb.
Morsowanie
W książce Zimowanie, autorka poświęca sporo czasu tematowi morsowania. Wpływie morsowania na nastrój i depresję. To dobry temat dla badaczy. Ponieważ, dla morsujących sprawa jest jasna. Czują się lepiej. Kwitnie biznes beczek z lodem do zamontowania w warunkach domowych oraz przepisów na udane wyziębienie ciała, które w efekcie przegania depresję. Jednak dla istot ciepłolubnych sama myśl o niskiej temperaturze powoduje dyskomfort. Jednak w skrajnych przypadkach tonący… wiadomo.
Morsowanie, co wiemy
Morsowanie, czyli kąpiele w zimnej wodzie, stało się popularną praktyką, a niektórzy badacze sugerują, że może ono wpływać korzystnie na nastrój oraz zdrowie psychiczne. Badania nad tym zjawiskiem skoncentrowane są na analizie potencjalnych korzyści zdrowotnych.
Istnieją badania sugerujące, że regularne morsowanie może wpływać na zwiększenie produkcji endorfin, hormonów szczęścia, co może poprawić nastrój oraz ogólne samopoczucie. Ponadto, eksponowanie organizmu na zimno może aktywować procesy przeciwzapalne oraz wpływać na układ nerwowy.
Warto jednak podkreślić, że wpływ morsowania na zdrowie psychiczne jest nadal tematem dyskusji w środowisku naukowym, a efekty mogą być zróżnicowane w zależności od indywidualnych preferencji i reakcji organizmu. Osoby zainteresowane praktyką morsowania powinny skonsultować się z profesjonalistą, zwłaszcza jeśli mają istniejące problemy zdrowotne.
Podobno od 6 stycznia nadejdzie zima. Spadnie temperatura i pojawi się śnieg. Dla mnie długi spacer w takich warunkach zawłaszcza na otwartych przestrzeniach na końcu miasta, stanowi namiastkę morsowania.
Kroczymy do przodu w natłoku zajęć i duży sens zwykle nienazwany rozmienia się na małe sensy zawarte w wykonywanych cząsteczkach – roboczogodzinach sensu w exelu. Zaliczamy ich wykonanie, odhaczamy na wielkiej czek liście i zaczynamy następne. Wszystko trwa w nieprzerwanym ciągu, który nie daje nam chwili zastanowienia nad całością. Sens odwleka się w czasie. Wciąż nie znany traci sedno sensu. A mimo to trwa, istnieje. Za uszami, z tyłu głowy, w refleksji nad światem, życiem, przyszłością pojawia się, materializuje, wybucha żeby zburzyć dotychczasowe struktury. Dodaje trochę świadomości do automatycznych czynności dnia. Później znowu znika. Mija trochę czasu, lat, etapów, olśnień. Przemija. I tak w kółko. Jakby nigdy go nie było.
Sens życia człowieka kształtuje się w warunkach, w których odebrano mu coś kluczowego. Strata warunkuje sens. Zmiana też, chociaż to też strata.
Zapytałam chata GPT Czym jest sens życia? Oto jaką otrzymałam odpowiedź:
„Sens życia to fundamentalne pytanie, które towarzyszy ludzkości od wieków. Dla wielu ludzi sens życia wyłania się z osobistnych przekonań, wartości i doświadczeń. Niektórzy szukają go w relacjach międzyludzkich, inni w osiąganiu celów czy rozwijaniu się duchowo. Bez względu na perspektywę, poszukiwanie sensu życia to indywidualna podróż, której znaczenie kształtuje się w procesie życia i samoświadomości”.
Zatem to indywidualna podróż na poziomie samoświadomości więc można bawić się treścią do końca świata. Dla mnie to kolejne ćwiczenie z pisania. Dla was może być czymś więcej w danym, momencie życia. Dla innych będzie myślą, którą należy codziennie ogarniać, żeby nie zwariować. Nie myślenie o przyszłości pozwoli niektórym przetrwać niepewność. Doszukiwanie się czegokolwiek wpycha ich w kolejny dół. Sens może redukować się do małych rzeczy jak pościelenie łóżka. Później wyjścia po mleko, dotrwanie do końca dnia…
Deszcz stuka o parapet jednostajnym rytmem. Niełatwo wstać przy spadającym ciśnieniu. A już zmusić organizm do wybrania się na zakupy graniczy z cudem. Końcówka roku trzeba kupić wino i szampany, a raczej wina musujące i napoje gazowane zafarbowana na czerwono i chipsy. Po nowym roku w ramach dobrych postanowień odrzucimy ten zły nawyk. Zaoszczędzimy i wyzdrowiejesz. Nasze mózgi ucieszą się barakiem zatruwaczy naszych sieci neuronalnych. Zaczniemy życie na nowo. Schudniemy.
Wczoraj byliśmy w dzikich częściach naszego miasta. Na łąkach obrośniętych krzewami dzikiej róży w których kosy i sroki urządziły sobie schronienia. Morze suchych pędów traw pochłonęły nas na kilka godzin.
Znaleźliśmy ukryty staw obwieszony płytami CD i nowe podmokłe łąki z masą małych, brązowych grzybów. Jak widać istnieją jeszcze miejsca niedotknięte ludzkim bytem, chociaż to nie do końca prawda.
Ale tam jeszcze ptaki mają namiastkę spokoju. Nierozregulowanego ptasiego świata w splątaniach szarych gałęzi i rudych ostów znajdują ukojenie. My zarażamy się tym stanem. Obserwujemy spokój rzeczy.
Zatapiamy się bez granic. Nie czujemy bólu nóg. Rozmawiamy o życiu. Segregujemy zdarzenia. Bez emocji liczymy straty. Cieszymy się z zysków. Czas mija płynnie. Słomkowe flow długich traw nad widnokręgiem. Ziemia zapada się pod stopami w rytmie powolnych kroków. Niebo szarzeje. Czarna błotnista droga prowadzi do miasta. Odwlekamy czas powrotu. Ale skręcamy w dobrą stronę…
Księżyc za zasłoną wlewa swój sierpowaty kształt do środka. Zagląda w świat niedobudzonych, leżących w ciszy niegotowych jeszcze na dzień.
Nie zmuszam się, leżę, czuwam. Nie śpię. Ciemno. Jeszcze cicho. Słychać tylko nasze oddechy.
Jeśli podświadomość istnieje w takiej formie jak piszą, to co jeszcze można z niej wyciągnąć na wierzch. Co przeczytać i co zobaczyć rozciągając przed oczami niewywołany film. Przeczesać obrazek po obrazku, zdjęcie po zdjęciu wyłapać źródło swojego lęku. Przyczynę jego powstania. Wyjaśnić kontekst i pozbyć się raz na zawsze.
Znaleźć zagubiony entuzjazm. Zachwyt nad zapomnianymi rzeczami, myślami, zjawiskami. Odkryć je na nowo i cieszyć się nimi tak jak wtedy gdy wszystko było pierwsze.
Ufać przyszłości. Nie bać się postojów i bólów głowy. Zmierzać w dobrym kierunku z dobrym zapałem. Badać rzeczy dziwne, ciekawe, niewyrażone. Zachwyt. Włączyć zachwyt. Więcej zachwytu i uważności. Przejść przez dzień jak przez teatr. Nadawać rzeczom nazwy. Zapachom źródła, sobie cel. Być nareszcie w środku świata jak przystało na ważny organizm. Badać przyczyny. Podziwiać wygląd. Sprzeczać się o szczegóły inaczej interpretowane przez tamtych. Nie spekulować, nie odsuwać w czasie decyzji, nie mieć wątpliwości. Działać. Nie przestawać być w tym bycie nieświadomości przerabianej na rzeczy bardzo świadome. Nie ugrzęznąć w błocie obojętności. Nie zniechęcić się. Nie zarazić nicością. Zmienić jakość w jakoś to będzie. Zmienić natężenie przypadkowości. Nadać kierunek dniom. Wytrwać w nowym. Zmienić stare. Być inaczej.
Podświadomość według Junga
Carl Gustav Jung, szwajcarski psychoterapeuta i założyciel psychologii analitycznej, wprowadził koncepcję podświadomości, która różni się od tradycyjnego pojęcia podświadomości w psychologii. Dla Junga, podświadomość była jednym z kluczowych elementów jego teorii psychiki.
Jung podzielił psychikę na trzy warstwy: świadomość, podświadomość i nieświadomość. Podświadomość, w jego ujęciu, to obszar umysłu zawierający elementy, które są tymczasowo niedostępne dla świadomego myślenia, ale mogą być łatwo sprowadzone do świadomości. Obejmuje to zapomniane wspomnienia, obecnie nieuważane myśli i doświadczenia, które nie są obecnie aktywne, ale mogą stać się świadome w odpowiednich warunkach.
Jung identyfikował również głębszą warstwę nieświadomości, znaną jako nieświadomość zbiorowa. Nieświadomość zbiorowa zawiera elementy, które są wspólne dla ludzkości jako całości i są dziedziczone przez całą rasę ludzką. Archetypy, czyli uniwersalne symbole i motywy, są często związane z nieświadomością zbiorową.
Podświadomość według Junga odgrywa ważną rolę w procesie indywiduacji, czyli procesie rozwoju osobowości, w którym jednostka dąży do pełni swego potencjału i harmonii między różnymi aspektami swojej psychiki. Zrozumienie i integrowanie elementów podświadomości są kluczowe dla osiągnięcia tego celu.
W skrócie, podświadomość według Junga to obszar umysłu zawierający elementy niedostępne obecnie dla świadomości, ale które mogą być ujawnione i zintegrowane w procesie samorozwoju.
Taśma zaczyna przewijać się jakby szybciej. Autobus za oknem warknął silnikiem z większą desperacją. Święta tuż tuż. Zaczyna się bieganina z choinkami pod pachą i blachami do pieczenia ciast. Kapusty kiszone w plastikowych wiaderkach wysuwają się na pierwszy plan w ogólnej zakupowości. Będzie się działo. Najemy się jak dziki. Zatopimy w morzu pierniczków i kruchych ciasteczek korzennych zaraz po uszkach i pierogach by tradycji stało się za dość. Zadumamy się nad życiem jak to kiedyś było, a jak dziś się dzieje i dlaczego tak jest? A mogło być inaczej? Kto chory, kto umarł i pomnik ma z czarnego kamienia…
Sznury lampek z coraz drobniejszymi światełkami migają symultanicznie raz na biało, raz na niebiesko w ciągłej schizofrenicznej przemianie. Wystawowy nastrój straszy zeszłorocznymi konstelacjami powtarzalnymi, nudnymi stylizacjami. Ustrojonymi w złote bombki choinkami z których ktoś w pośpiechu pościągał czarne worki i kiczowatymi Mikołajami wbitymi w białe sanie z pomarszczonymi czołami jak u laleczek czaki. Drewniane budy na świątecznym jarmarku przepełnione są słodyczami, wzorzystymi skarpetami i zapachami wędzonego mięsa stoją blisko siebie jak klocki. Po lewej stoją dwa duże batuty z długimi szelkami i wahadłowa wielka huśtawka w kształcie łodzi poruszająca się po metalowych torach wielkiego koła jak w wesołym miasteczku. Zniekształcone trzeszczące dźwięki kolęd wydobywające się ze starych głośników jak z gardła wielkiego robota kojarzą się z filmem Five Nights At Fredry’s a wszystko zatopienie w kroplach deszczu. Sztuczna atmosfera przebrania świata za kogoś innego produkuje sztuczne emocje. Aura niczego w pustym składa nieszczere życzenia. Mężczyzna z obsługi łodzi przydeptując papierosa i demonstrując przesadny smutek na twarzy stwierdza, że śniegu na święta nie będzie. Ale to przecież już wiemy.
Wiemy co będzie, a czego nie. Czy coś nas jeszcze zaskoczy? Może jakiś cud?
Śniegu nie będzie. Będzie wiatr.
Strona o magii natury, sztuce życia w zgodzie z rytmem świata Fotografia Pisanie Magia Spokój Poezja Wild Inspiracje Intuicja Kreatywność Zmysły