Już po. Już po świętach. Cieszę się, że nie musiałam nikogo gościć ani do nikogo w gościnę przychodzić. To miłe robić po tyłu latach wreszcie to czego naprawdę się chcę. Wydobyć z siebie tę potrzebę bycia dla siebie dobrym, a nie jak zawsze dla kogoś. Nie obyło się bez awantur, ale warto było wybrać siebie. Zawsze warto wybrać siebie.
Byłam na długim spacerze z P. Widzieliśmy miłą odsłonę słonecznego dnia nad naszym zalewem. Ludzie zrobili sobie pikniki nad brzegiem wody. Rozmawiali, cieszyli się. To miłe, że moje miasto z zamkniętego niegdyś strachem i wstydem sarkofagu niemocy zamieniło się w przyjazną otwartą przystań odpoczynku i kontemplacji przyrody na wierzchu wszystkiego.
Było cudownie. Jeszcze lepiej w poniedziałek, kiedy to już sama wybrałam się w krainę stokrotek i tajemniczych pędów nasiennych skrzypów, które znalazłam tuż przy granicy miasta. Było gorąco. Wiał lekki ciepły wiatr. Spacer dawał ukojenie. Mogłam wysłuchać nową książkę Kaśki Nosowskiej, więc było również kolorowo przy takiej narracji. Po prostu upojenie. Jak dobrze nie dać się zpędzić w kajdany oczekiwań i przymusów innych, którzy to inni zapadnięci i tak w swoje sprawy oraz wyimaginowane problemy i choroby mają nas głęboko w dupie zostawiając w mojej głowie jedynie pokłosie tychże chorób.
Wolny czas, czytaj święta są dla nas, nie dla innych. Odpoczynek jest dla wszystkich równy. Nikt nie może być zmuszany mentalnie lub w inny natarczywy sposób do organizaowania odpoczynku innym bez względu na pokrewieństwo. Odpoczynek jest wtedy gdy wszyscy odpoczywają. To warto podkreślić. Święta stworzono dla świętowania a nie służenia przy stole innym. Oczywiście wiemy jak jest. Są czasy kiedy nie wypada się buntować, są ludzie którzy wezmą cię za głupią histeryczkę, wiadomo. Jesteś kobietą, zawsze możesz mieć nasrane w tym swoim przymałym mózgowiu i jak zwykle wydziwiać. Stawać okoniem. Respektować od lat ustalone zasady. Wypełniać cudze zadania w cudzych wizjach świata… To błąd. Ale do tego stwierdzenia trzeba dorosnąć.
Nie wolno tak robić. To zabija, unieszczęśliwia, umniejsza. To trucizna. Wiem jedno, nikt nam nie zwróci straconego czasu. Nie wiemy ile zostało nam weekendów do końca życia ani wolnych chwil tylko dla siebie. Więc jeśli mamy robić coś dla ludzi, mówię o „ludziach” tych, którzy tylko zabierają nam wolny czas nie dając nic w zamian, którzy przyzwyczaili się przez te wszystkie lata do naszej usłużności do naszego nie wypada bo matka, bo ojciec, bo babcia bo szef… Ludzie w których schematy jesteśmy uwikłani od lat i ciężko jest się nam, od tak wyplątać się natychmiast. Ale dla własnego zdrowia psychicznego trzeba wreszcie powiedzieć nie! Nie i żyć po swojemu. Dla swoich bliskich/najbliższych kochanych bezwarunkowo.
Nawet jeśli już wpisaliśmy się w wygodny krajobraz świąt jako tło. Tło z którego więdnie i bezwiednie czerpali wszyscy. Trzeba z tym skończyć jak najszybciej. Przestać dorabiać się wdowiego garbu męczennicy. Nikt nas za to nie pochwali tym bardziej w grobie. Nad grobem mogą rzucić półgębkiem. No, dobry piekła makowiec… Szkoda, teraz będziemy musieli kupować… żal kobiety. I odpalą papieroska. I tyle. Pierdolić to.
Pieprzyć to. Jeśli nie lubisz świąt i męczysz się tak jak ja, przestań. Jeśli masz awersje do spotkań. Przestań. Jeśli matka i ojciec cedzą złośliwości, przestań. Jeśli teściowa krytykuje obrus, niech nakrywa u siebie. Jesli mąż czy żona zmusza cię do tych działań a sam, sama siedzi na kanapie, zastanów się czy warto dalej być służącą/służącym. Jeśli szef, szefowa wzdycha z pogardą, zachoruj tak jak większość to robi gdy czegoś nie chce… Jeśli jest ci źle, zostaw to. Znajdź rzeczy, które lubisz i daj im pierwszeństwo. Zrób miejsce na nowe i nie bój się zmian. Zmiany są trudne ale później, co też pewnie długo potrwa zaczyna się coś naprawdę dobrego, zdrowego i satysfakcjonującego. Coś co wreszcie daje poczucie dumy i sensu.
Twoje ciało więzi emocje. Tłumi je. Niedługo ten stan zaowocuje chorobami i zgorzknialością. Życie i tak jest wystarczająco trudne żeby marnować je na nasiadówki z ludźmi dla których nic nie znaczymy. Nie marnuj czasu bo czasu jest niewiele. Opamiętanie przychodzi późno, ale przychodzi. Łap je. Trzeba przesiać ziarno. Zrobić selekcję i żyć na nowo.
Gabor Mate, kanadyjski psychiatra, wykładowca twierdzi, że wszystkie trudne emocje, które tłumimy w sobie w czasie kiedy dajemy/poświęcamy w kółko swój czas innym zapominając o swoich potrzebach owocują chorobami. Jak widać gdy zapominamy o potrzebach naszego wewnętrznego dziecka, hodujemy sobie schorzenia. Jednym słowem sami sobie to robimy.
Gabor Maté to kanadyjski lekarz, autor, wykładowca i znany ekspert w dziedzinie zdrowia psychicznego, uzależnień oraz traumy. Jest również jednym z wiodących badaczy na świecie w zakresie wpływu stresu i traumatycznych doświadczeń na zdrowie fizyczne i psychiczne. Maté zdobył rozgłos głównie dzięki swojej pracy nad zrozumieniem związków między traumą, uzależnieniami oraz zdrowiem psychicznym. Jego książki, takie jak „When the Body Says No: The Cost of Hidden Stress” oraz „In the Realm of Hungry Ghosts: Close Encounters with Addiction”, zdobyły szerokie uznanie i wpłynęły na debatę na temat zdrowia psychicznego i leczenia uzależnień.
Zapominając o sobie: Czytając sygnały ciała, ciało mówi
Ciało mówi.
Głosy, których często ignorujemy. Często zaniedbujemy siebie, poświęcając naszą uwagę i energię na potrzeby innych. Gdybyśmy jednak zechcieli posłuchać, moglibyśmy usłyszeć, jak nasze ciało przekazuje nam niezrozumiałe sygnały – sygnały, które mogą prowadzić do chorób i złego samopoczucia.
Gabor Maté, w swojej przełomowej książce „Kiedy ciało mówi nie”, podkreśla związek między tłumionymi emocjami a chorobami fizycznymi. Jedną z kluczowych koncepcji, którą podnosi, jest to, że często ignorujemy swoje własne potrzeby, skupiając się na innych. Kiedy to się dzieje, nasze ciało może reagować, wyrażając te niezaspokojone emocje i potrzeby w postaci różnych dolegliwości fizycznych.
Niestety, życie współczesne sprzyja temu, byśmy stawiali potrzeby innych ponad swoje własne. W pracy, w rodzinie, w społeczeństwie – ciągle jesteśmy poddawani presji, aby być dla innych, być perfekcyjnymi, być pomocnymi. I kiedy wchłaniamy się w tę rolę, często nie zauważamy, jak bardzo zapominamy o sobie.
Często ta nieuwaga dla siebie idzie w parze z brakiem uznania ze strony innych. Mimo naszych wysiłków, nasze starania mogą zostać niezauważone lub nie docenione. Może to prowadzić do poczucia niedocenienia, frustracji i gniewu, które z kolei tłumią się w naszych ciałach, czekając na wyjście.
W krótkim okresie może to wydawać się akceptowalne, ale w dłuższej perspektywie może to prowadzić do chorób i stanów zapalnych. Nasze ciało mówi nam, że coś jest nie tak. Bóle głowy, napięcie mięśni, zaburzenia snu – to tylko niektóre z objawów, które mogą być sygnałami, że coś się dzieje w naszym wnętrzu.
Ale jak możemy zacząć słuchać tych sygnałów? Jak możemy zacząć dbać o siebie, nawet gdy świat dookoła domaga się naszej uwagi? To wymaga od nas praktykowania samopielęgnacji i uważności. To oznacza stawianie granic, uczestniczenie w aktywnościach, które nas odprężają i wzmacniają, i dawanie sobie czasu na introspekcję i zrozumienie własnych potrzeb.
Ale także, to oznacza naukę proszenia o pomoc i uczestniczenie w relacjach, które są wzajemne i wspierające. To, że poświęcamy się innym, nie musi oznaczać ignorowania nas samych. Istnieje równowaga między altruizmem a samozachowaniem, której warto szukać.W końcu, pamiętajmy, że nasze ciało jest najbardziej niezawodnym komunikatorem, jeśli chodzi o nasze potrzeby i emocje. Jeśli zaniedbujemy słuchanie tych sygnałów, robimy to na własne ryzyko. Ale gdy zaczniemy słuchać, możemy odnaleźć drogę do zdrowia i harmonii, zarówno w ciele, jak i umyśle.