Po weekendzie niespiesznie. Słońce na twarzy namalowało brązowo czerwone plamy. Jest ciepło i przyjaźnie. Wszyscy jeszcze śpią. Część szczęściarzy ma wolne. Ci z mniejszym ładunkiem szczęśliwości wracają do swoich poniedziałkowych zajęć.
Wczoraj wróciliśmy z bagien do miasta. Całkiem spokojnie zmieniliśmy strefę komfortu na bezmiar obowiązków i niekończącej się krzątaniny. Rozpakowanie, pranie, obiad, kolacja, prasowanie… film.
Majowy początek, majowy koniec. Przeleci jak Izaura. Zniknie w wiosennym słońcu, pod powiekami. W locie, w natłoku zdarzeń. W codzienności niczego. W przesunięciach, w rozkładach, w dogodnych terminach, wizytach, zakupach, rachunkach, pracach, kolejkach. Zamieni się w nicość. Niezauważalność. Minie bezpowrotnie gdy liście zmienią kolor na ciemnozielony.
Trzeba chwytać się każdej chwili. Zatrzymać to co się da w głowie. Cząsteczki, minuty, sekundy. Odbicie światła w lustrze stawu; rosy na trawie; żaby na brzegu; jaszczurki na tarasie, żmije na asfalcie, kaczki z młodymi; konwalie, kaczeńce i niezapominajki w leśnej świeżości zapachów.
Wełniane kulki raniuszków na gałęziach iglaków. Rude ogony kopciuszków i poranny świergot kosów aż do późnych godzin wieczornych a nawet nocnych. Kolorowe pióra szczygłów na trawniku przed blokiem i taniec miłosny kruków nad kreską pól.
Majestatyczny przelot żurawi w niekończącej się przestrzeni sino białych chmur.
Trzeba widzieć i rejestrować postępujące po sobie klatki. Zmienność pór kwitnienia i dorastania ptaków. Latem wszystko wyhamuje. Latem stanie się już stałe. Bez nagłych wybuchów zieleni i purpury. Latem to wszystko się uspokoi i przysiądzie zmęczone przy brzegu obfitości.
Wstaję wcześnie. Jest słonecznie. Zielono. Soczyście. Niedziela. Chce się żyć. Jak dotąd bez zmian. Jest dość łagodnie. Sny wytrwale przetaczają się przez głowę. Wypływa z nich nadmiar emocji i zamieniają się w ulgę i ulgę dają. Taki ich cel. To nasze antidotum to nasze lekarstwo. W taki sposób znajduje ujście gniew instrach a nawet złość, której tak się wstydzimy. Wstyd chowany do najgłębszej szafy również.
Emocje rządzą wszystkim. Naszym ciałem i światem. Nie dostrzegamy ich potęgi oraz faktu że jesteśmy ich niewolnikami. Tyle się o nich pisze a my dalej nie mamy świadomości ich sprawczości. Dalej uważamy, że należymy tylko do siebie. To takie smutne i naiwne. Przecież zawsze należymy do kogoś więc może lepiej…
Jestem niewolnicą tych zjawisk, tej magii bezwiedne, która toczy mnie od środka. Jestem wojownikiem cudzych wojen i myślicielem innych epok. Nie zataczam kręgów w ich kulturze. Szukam swoich w innych formatach i figurach ale na koniec i tak wracam do małego wylotu na końcu bryły, prześwitu jak dziura w skarpecie z którego mając szczyptę nadziei można uciec, wycisnąć się w inne przyjaźniejsze wymiary. Dokąd pędzę nie wiem, po co się ścieram z dniem nie wiem, po co mnie powołano do scenariusza tych zdarzeń, nie wiem. Po co piszę, nie wiem po co rejestruję na kwadratowych transzach chwile, które zatrzymują się w taśmie życia, nie wiem.
Prowadzą mnie siły, o których nic nie wiem. Dają nadzieję i narzędzia w niespodziewanych momentach.
Nie wiem kiedy się zdarzy następne olśnienie ale fakt że są daje nieprzerwaną radość. Może iskry przychodzą z zaświatów, a może tak po prostu z nas samych. To budujące być wodą. Zbierać, dokarmiać i docierać w najwęższe zakamarki. Leżeć pisać a później wychodzić do ptaków w najdziksze zakątki mojego miasta. Cieszyć się słońcem. Przyjmować fale optymizmu w niedzielne poranki. To dobre życie zwarzywszy na śmierć pod granicą i wszystkich tych, którzy od rana czują tylko lęk w rozwalonej rzeczywistości. Kto nas dzieli na te światy. Kto wybiera wybrańców. Kto rozdziela ciszę i bogactwo spokoju. Kto?
Ósma wybiła jednostajnym denerwującym rytmem dzwonów kościelnych. Dzień raczej słoneczny ale gdy otwierałam okno na szybach pojawia się zimna para. Dzisiaj temperatura ma już rosnąć, tak obiecywali w telewizji ale czy ich prognozy się sprawdzą tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Na razie, jak widać jest zimno. Chociaż przestały nasilać się bóle głowy. Coś się zmienia. Ciśnienie rośnie Będzie dobrze.
Poranek znów pełen przepychanek i niedokończonych kłótni zaburzył nasz rytm serca. Ciągły brak bułek i mleka zaburza sielankę rodzinną a notoryczne spóźnienia świdrują w żołądkach nowe kratery. Stres objawia się krzykiem i pretensją. Wcześniejsze wstawanie znowu zakończyło się porażką. Czas nie chce spokojnie płynąć bez przyspieszeń. Czasu nie da się ujarzmić. Czas się nie poddaje żadnym kompromisom. Leci na złamanie karku a my razem z nim. Do dupy z tym wszystkim. Nie nadążam. Gdy w jeden dzień wykonam 100 procent planu na drugi nie mam już energii żeby zrobić połowę zadań. Nie umiem pogodzić się z nieliniową wydajnością, skokami rytmów, z nieprzewidywalnością natężenia sił w danym czasookresie.
Rzeczywistość jest rwana i popychana, nigdy płynna i spokojna. Energia wypala się po dwóch dniach i potrzeba trzech żeby ją odbudować i tak w kółko do znudzenia. Dobrze, że już czwartek. Czwartek jest dobry pochyla się nad tobą szepcząc spokojnym głosem, że zbliża się koniec, że nadchodzi dobra zmiana i nadzieja odpoczynku. Czwartek to mała obietnica cudu jak to śpiewała Kaśka Nosowska. Jednak tutaj w moim m2 cuda rzadko się zdarzają. Jednak czasem nieoczekiwanie nawiedzają mnie dobre sny i świadomość jak ciężko jest innym, co jest niemoralnym acz skutecznym pocieszeniem w tej wstydliwej biedzie umysłowej. Wszyscy mają gorzej! A ty znów narzekasz! Nawet Amerykanie muszą chodzić do trzeciej pracy po dwóch pierwszych, żeby starczyło im na chleb! Na chleb! Jezu. Jakie to podle. Trzy, kiedy ty masz tylko jedną niecałą. Jak ta gospodarka wytrzyma to zmęczenie materiału. Jak to dobrze, że mieszkam tutaj.
Tutaj mam czas ponarzekać. Tam, nie miałabym siły nawet mówić przy moim ciągłym przebodźcowaniu, a co dopiero pisać swoje dyrdymały. Jakie to szczęście, że jestem po właściwej stronie muszę jedynie bardziej rozwinąć mięsień wdzięczności.
Tylko wdzięczność pomaga na przewlekłą chorobę zwaną potocznie narzekaniem, czarnowidztwem, czy ogólnie mentalnym gównem zatruwającym nasze umysły jak natręctwa. Tylko wdzięczność nas wyzwoli. Tylko we wdzięczności znajdziemy otuchę i pocieszanie. Tylko dzięki wdzięczności wyjdziemy z depresji i z dołka wyuczonej bezradności. Amerykańscy naukowcy już dawno ten temat przebadali opisali i zastosowali w praktyce odpowiednimi narzędziami psychologicznymi, stwierdzając jednogłośnie, że działa!
A tutaj wciąż wychodzą z kątów wątpliwości. W naszym kościele tego się tak nie uprawia. Nazwa jest jakby staroświecka i kojarzy się z oazą a nie poszerzaniem świadomości, na której pokazy trzeba było chodzić do sali gimnastycznej w trakcie lekcji i przysłuchiwać się zwierzeniom jasnej młodzieży, która jako jedyna na tym łez padole miała jakiś wyznaczony cel, plan, obraz rzeczy a nie tylko papieros za murkiem między Mickiewiczem a budową wnętrza kwiatu. I nawet w swoich historiach dziękowała za błogosławieństwa tylko Bogu. Bo tylko ON mógł takie cuda przeprowadzać. Nikt inny. Toteż sprawczość nad wdzięcznością od adolescencji była nam odebrana więc skąd mieliśmy czerpać wiedzę na jej temat. O tym już nie mówili, śpiewali.
Dzisiaj mogę być wdzięczna sąsiadom, że nie krzyczą na siebie od rana. Sąsiadce z góry, że nie donosi na sąsiadkę z dziećmi po swoim synu nieboszczyku do opieki społecznej ponieważ ta już się wyprowadziła lub jeszcze wyprowadza. Jestem wdzięczna, że oboje mamy pracę i mogę sobie zafundować e-booki w każdej chwili spadku nastroju nie patrząc na koszty.
Jestem wdzięczna, że mieszkam w Polsce a nie w stanach, jestem wdzięczna, że dzieci dzisiaj są zdrowe a mąż nie wściekał się długo dzisiejszym niesprzyjającym porankiem i poszedł po bułki i brakujące mleko i inne produkty. Jestem wdzięczna, że życie pozwoliło mi teraz przebywać w pozycji leżącej i pykać sobie w tablet zamiast obciążać kręgosłup w supermarkecie na kasie. Jestem wdzięczna, że moja praca nie wiąże się z przymusowymi podróżami na koniec miasta lub nie daj Boże innego miasta w korkach, smogu i frustracji zastoisk na drodze. Jestem wdzięczna za pełną rodzinę, która nie rozwaliła mi się po wyczerpaniu moich środków materialnych jak to wcześniej bywało. Jestem wdzięczna, że pozbyłam się zabieraczy czasu i zatruwaczy dupy a znajomości ograniczyłam tylko do tych wartościowych czyli prawie żadnych i niezobowiązujących. Ta zmiana przywróciła mi oddech i moje życie oraz mój osobisty wellbeing „na bagnach”, a nie grille z nudziarzami z tanimi kiełbaskami.
Jestem wdzięczna, za świadomość, że rodzina, starszyzna nie zawsze ci kibicuje i w wypadku życiowych wyborów stawia na zupełnie kogoś nieoczywistego. Tutaj reguła krew z krwi nie obowiązuje. Może dlatego że hektolitry innej krwi przemierzały korytarze moich żył zanim zdałam sobie sprawę z tej inności, nieprzysiadalności i nieukładalności minęło sporo czasu. Jestem wdzięczna za światło za oknem i wiosnę. Za pełny żołądek, ponieważ niedawno odsłuchiwałam Stachurę, gdzie w swoich opowiadaniach przywoływał ciągły niedosyt i burczenie w brzuchu przed snem w nieokreślonych zimnych, głodnych miejscach, szopach, domach i miastach. Zawsze niedojedzony, zawsze zmarznięty, zawsze zmęczony. Ze spojrzeniem, które patrzy w dół z mostu z papierosem w dłoni opartym o poręcz. Patrzy, a nie widzi wzrokiem niewidzącym, patrzy a nie czuje chociaż poczuć powinien. Ma się takie spojrzenie, kiedy świat się wywala i nie ma już powrotu do tego co było. Gdy wiesz, że już nie wrócisz. To jak podróż chodnikiem po nowym mieście. Jak po rozwodzie. Jak po przyjaciółce która zdradziła, jak po rodzinie która cię wypluła, jak po pandemii, która cię nie wzmocniła, jak po luce, fudze, wyrwie dzieciństwa nie zapełnionej żadnymi wspomnieniami kartce. Jak po psie, który wiernie ci służył przez 17 lat za nic, nie biorąc nic w zamian. A teraz płytko spoczywa pod ściółką, grzybnią w lesie pod wielkim dębem na skraju miasta płytko, bo ziemia była zamarznięta w lutym.
Jestem wdzięczna za pokój na górze, za mądrość książek, za podświadomość produkująca prawdę poza moim ego i za niebieskie sny i te kolorowe o kwiatach, roślinach i podróżach. Jestem wdzięczna za doświadczenia, które paradoksalnie i za pomocą przewrotności świata przekułam w siłę. Za pierwszy i drugi i trzeci komputer od męża oraz a właściwie przede wszystkim za aparat fotograficzny z zoomem, narzędzia które inspirują mnie do tworzenia tego, na co kiedyś nie starczyło mi odwagi. Za tajemnice świata, które pokazują się niespodziewanie, wypływają przez pozatykane dziury umysłu w postaci błysków, olśnień, wzniesień materializując się w niespożytej kreatywności, o którą nigdy bym siebie nie posądzała zwłaszcza w wieku przed katafalkowym. Jestem wdzięczna za brak nienawiści za wykluczenie moich synów i siebie ale nie do końca. Jestem wdzięczna za wdzięczność, której się uczę. Ty też bądź.
Wdzięczność to uczucie docenienia i uznania za dobrodziejstwa, jakie otrzymujemy od życia, innych ludzi, czy nawet od siebie samego. Jest to gotowość do dostrzeżenia i cieszenia się drobnymi przyjemnościami, jak i głębszymi aspektami naszego istnienia. Istota wdzięczności leży w akceptacji tego, co mamy i doświadczamy, bez względu na to, czy są to rzeczy wielkie czy małe. ~ ChatGPT
Wczoraj siedział na drzewie wpatrzony w taflę wody. Turkusowy bożek dumny i skuteczny. Jak brzytwa błyskawicznie przecinający wodę. Klejnot nudnej przestrzeni. Niewytłumaczalne skupienie intensywnych kolorów na złość szarzyźnie.
Mróz trzyma trzeci dzień. Na latarniach zastygły szpiczaste sople przypominające woalki na twarzach dumnych kobiet. Zima tym razem zaskoczyła nie tylko drogowców. Nas czyli maszyny kroczące zaskoczyła najbardziej. To my odczuwamy opór pod stopami odzianymi w solidne buty. To nam śnieg włazi pod nogawki spodni kłując swoim zimnem w kostki. To my jesteśmy bezradni w obliczu marznących palców w za cienkich rękawiczkach. To nam się przytrafiają czerwone policzki i łzy cieknące z przesuszonych mrozem śluzówek. To nasze zmysły wystawione są na chłostę arktycznego wiatru a nie wasze zamknięte w blaszanych pudełkach i szybkami z muzyką radia es czy zet.
Nie umiem odpoczywać. Nikt mi nigdy nie wyjaśnił czym jest owa dziwna czynność-bezczynność. Nikt nie nazwał tego stanu kiedy możesz sobie pozwolić na pauzę. Na lukę pomiędzy zadaniami, wytchnieniem, patrzeniem bez celu w okno.
Przerwy dla mnie nie istniały. Praca zaczynała się rano i kończyła późnym popołudniem ale to w czasach kiedy na świecie nie było jeszcze dzieci. W rzeczywistości po ich pojawieniu się wszelkie prace kończą się wraz z nadejściem snu. Wciąż uczę się robić przerwy na spokojny posiłek, podkast a nawet rozciąganie. Niestety szybko orientuję się, że znowu myślę jak dokończyć odłożone zadanie. Mój mózg nie potrafi się resetować, chce wciąż działać na najwyższych obrotach to głupie bo cel jest niewymierny, nieadekwatny do włożonej ilości pracy. Powinnam olać 1/3 tych czynności a jednak tego nie robię. Mój wewnętrzny pracownik chce wykonywać 200% normy zamęczając moje ciało do granic możliwości. Mam w sobie kata.
Żeby nie czuć się jak zwłoki podejmuję walkę. Skracam czas pracy skoro przerwy mi nie wychodzą próbuję finiszować wcześniej. Weekendy robię sobie wolne, odcinam się od komputera i pisania; telewizji i słabych seriali. Idę w plener. Do lasu. Za miasto do czegoś dzikiego, innego, cichego. Gdzie wyłącza się mózg lub chociaż przełącza na niższe obroty bez udziału świadomości. Spacer wymusza rytm i oddychanie a świeże powietrze usypia wewnętrznego krytyka. Prostuje myśli i przytula dźwiękami ptaków. Mózg odbiera fale, które sprzyjają odpływom i fiksacjom. To są fale odpoczynku.
Mózg odpoczywa głównie w trzech zakresach fal mózgowych: falach delta (0,5-4 Hz), falach theta (4-8 Hz) oraz falach alfa (8-12 Hz). Te różne zakresy fal mózgowych odpowiadają różnym stanom psychicznym, ale ogólnie są związane z relaksem, medytacją i snem.
Odpoczynek a fale mózgowe: Znaczenie harmonii
Odpoczynek jest kluczowym elementem utrzymania zdrowia psychicznego i fizycznego. W utkanym z pracy, zabieganym świecie, gdzie tempo życia często jest nieustanne, znajduje się coraz mniej czasu na prawdziwy odpoczynek. Jednak zrozumienie roli fal mózgowych w procesie odpoczynku może pomóc nam bardziej świadomie zarządzać naszymi praktykami relaksacyjnymi.
Fale Mózgowe: Podstawowa wibracja umysłu
Nasze mózgi generują różne rodzaje fal elektrycznych, które można podzielić na kilka zakresów częstotliwościowych. Każdy z tych zakresów ma swoje unikalne właściwości i jest związany z określonymi stanami psychicznymi. W kontekście odpoczynku, trzy kluczowe zakresy fal mózgowych są szczególnie istotne:
Fale Delta (0,5-4 Hz): To najwolniejsze fale mózgowe, związane głównie z głębokim snem, regeneracją organizmu i odpoczynkiem fizycznym. W trakcie snu fale delta pomagają w procesie naprawy tkanek, wzmacniają układ odpornościowy i odnowę energetyczną.
Fale Theta (4-8 Hz): Fale te występują podczas lekkiego snu, głębokiej medytacji, kreatywności oraz stanów relaksu. Są związane z procesami twórczymi, wyobraźnią oraz dostępem do podświadomości. W tym stanie umysł jest otwarty na nowe pomysły i inspiracje.
Fale Alfa (8-12 Hz): To fale obecne podczas stanów relaksu, lekkiego snu oraz medytacji. Są one związane z wewnętrznym spokojem, koncentracją oraz stanem zanurzenia. Fale alfa mogą pomóc w redukcji stresu, poprawie koncentracji i zwiększeniu kreatywności.
Odpoczynek i harmonia fal
Istotą prawdziwego odpoczynku jest osiągnięcie harmonii pomiędzy różnymi rodzajami fal mózgowych. Chociaż każdy z tych stanów ma swoje własne korzyści, to ich synergia jest kluczowa dla całkowitego odprężenia i regeneracji.
Praktyki takie jak medytacja, głęboki oddech, joga i terapia dźwiękiem mogą pomóc w stymulowaniu odpowiednich fal mózgowych, aby osiągnąć pożądane stany relaksu i spokoju. Regularna praktyka tych technik może prowadzić do zwiększonego poczucia równowagi, lepszego snu i ogólnej poprawy zdrowia psychicznego.
Kupiłam mech a może to porost. Nie jednak mech. Sama nie wiem. Taki stroik na święta w żółtej osłonce z wbitym na kijku różowym zajączkiem z białym ogonkiem. Żółtą doniczkę od razu wymieniłam na białą kamionkę – pozostałość po innym stroiku.
Przy piątkowym sprzątaniu wyciągnęłam wykałaczkowatego zajączka z ziemi i ze zdziwieniem zauważyłam, ze roślina żyje. Chociaż żyje to mało powiedziane. Zazieleniała, rozrosła się i wdzięcznie wznosi się ku górze. Alive, Alive! Z naganą dla swojego wcześniejszego zachowania czyli braku opieki i wyrzutami podarowałam jej porcję wody i pochwaliłam, jej wygląd. Rzadko coś rośnie na tym stole, w tym ciemnym pomieszczeniu przesyconym pospiesznymi słowami i emocjami i w ogóle tym mieszkaniu. A tu proszę coś żyje. Coś zupełnie wyparte, zapomniane. Coś czemu nie poświęciło się ani cząstki nadziei na udaną przyszłość, ani grama uwagi. Wszystkie wcześniejsze zielone nadzieje oprócz kaktusów skończyły swój żywot na śmietniku zaraz po świętach a ten proszę. Przeżył i ma się dobrze. Moja niewiara zmaterializowała się cudem. Odwdzięczyła darem natury.
Zwykle słabo wierzę. Wierzę w pracę w jej ciężar i świadomy efekt finalny. Chociaż przesadnego ciężaru się oduczam bo nie raz przemęczenie zaowocowało smutkiem, wypaleniem i depresją. Uczę się zatem robić przerwy, mniej myśleć, nie przejmować się i nie kończąc natychmiast rzeczy, które nie potrzebują teraz tyle uwagi. Walczę z natręctwami całkowicie ukończonego planu, odhaczania wszystkiego co znajduje się na liście dnia. Uczę się zapominać, ponieważ później choruję. Moja głowa nie pozwala mi odpocząć więc uczę się ją oszukiwać. Nie jest to proste ale czasem się udaje. Nowe nawyki wymuszają zmianę. Dwa spacery i przerwy w publikowaniu oraz dłuższy sen skłaniają do nowego lżejszego dnia. Prezenty dla wewnętrznego dziecka w postaci e-booków nie tylko o mózgu, psychologi i autyzmie ale te przyjemniejsze; powieści, opowiadania, reportaże wprowadzają mnie na nowy etap relacji ze światem. Literatura odrywa mnie od kołowrotka prac. Odrywa jej dobre słowo. Wymusza przerwę na życie. To dobry czas na siebie w tym pędzie. Uzupełnia leksykon słów. Wymusza różnorodność, wielokierunkowość co napełnia mnie spokojem otwierając worek z kreatywnością. Dzięki temu staję się poszukiwaczką i kolekcjonerką nowych słów i wciąż rośnie mi apetyt na więcej i więcej.
Słowa są ważne
Słowa są ważne. Można je odkrywać i podziwiać. Można się nimi bawić, lepić jeśli znajdzie się te właściwe na określenie aktualnych uczuć lub widocznych przedmiotów i zjawisk. Można się wściekać jeśli nie znajduje się takowych. Można zupełnie powierzyć się podświadomości i niech ona podpowiada nam co dalej. Niech daje nam na tacy wyszukane frazy jak obrazy ze snów, które podpowiadała również Salvadorowi Daliemu i jemu podobnym. Niech wysypie z rękawa całą resztę niewiedzy, która tkwi jak pestka i przekuje się w coś logicznego, ważnego, niespodziewanego. W zrozumiałą całość rzeczy, których nigdy w życiu nie wymyślilibyśmy świadomie. Sięgać do pudła nieświadomości jest tożsame z godzeniem się ze swoimi przeczuciami, godzenie się z instynktami, których się boimy i wypieramy je żeby nie wyjść na głupców i nawiedzonych wróżbitów.
Gdy będziemy szukać prawd objawionych tylko u gadających głów nie słuchając swojej intuicji nie wyrwiemy się z toksycznej masy bzdur i nie poczujemy swojej autentyczności. Zawsze będziemy tym kimś ale nigdy sobą. Zawsze ten ktoś będzie wyznaczał bieguny. Ale to nigdy nie będą nasze kierunki. To nie zmieni naszego samopoczucia. Zatem trzeba trochę pogrzebać w sobie. Pochylić się nad snami i nastrojami. Nauczyć się siebie od nowa. Dać sobie szansę jak roślinie, w której życie nigdy nie wierzyliśmy.
Zacznij od snów czyli emocji
Nauczenie się samego siebie to długi i fascynujący proces samopoznania. Możesz zacząć od refleksji nad swoimi wartościami, celami, mocnymi stronami i obszarami do rozwoju. Psychologia oferuje wiele narzędzi i technik, takich jak mindfulness, introspekcja i terapia, które mogą pomóc ci lepiej zrozumieć siebie. Czy jest jakaś konkretna dziedzina psychologii, która cię interesuje? Poszukaj. Może terapia snów?
Sny są fascynującym obszarem badań psychologicznych i zrozumienia ludzkiego umysłu. W psychologii sny są często badane jako sposób na lepsze zrozumienie procesów myślenia, przetwarzania emocji oraz nierozwiązanych konfliktów w naszym życiu. Interpretacja snów może być użyteczna jako narzędzie do introspekcji i samopoznania, choć różnią się opinie na temat dokładności i wartości takich interpretacji. W każdym razie, świadome badanie swoich snów może być ciekawym sposobem na głębsze zrozumienie siebie.
Sny i twórczość
Twoje sny mogą mieć znaczący wpływ na Twoją twórczość. Często sny są źródłem inspiracji dla pisarzy, artystów i twórców wszelkiego rodzaju. Możesz wykorzystać swoje sny jako materiał do tworzenia opowieści, wierszy, obrazów lub innych form wyrazu artystycznego. Analiza swoich snów może również pomóc Ci lepiej zrozumieć swoje głębsze emocje, pragnienia i obawy, co może prowadzić do bardziej autentycznej i głębokiej twórczości. Jakie sny utkwiły Ci najbardziej w pamięci? Czy próbujesz wykorzystać je w swojej twórczości? A może w życiu?
Istnieje wielu twórców, którzy czerpali inspirację ze swoich snów i używali ich jako materiału do swojej twórczości. Oto kilku z nich:
1. Salvador Dalí – Słynny malarz surrealistyczny często korzystał ze swoich snów jako inspiracji do swoich prac. Jego obrazy, takie jak „Persistencja pamięci”, są często oparte na surrealistycznych wizjach, które miał podczas snu.
2. Friedrich Nietzsche – Filozof i pisarz znany jest z wykorzystywania swoich snów do rozwijania swoich koncepcji filozoficznych. W swojej książce „Ecce Homo” opisał nawet, jak pewne pomysły przyszedł mu do głowy podczas snu.
3. Stephen King – Sławny autor horrorów często mówił o tym, jak jego koszmary snów stały się inspiracją dla niektórych z jego najbardziej znanych powieści, takich jak „Lśnienie” czy „Misery”.
4. William Blake – Poeta i malarz romantyczny często opisywał w swoich dziennikach i listach swoje sny oraz wizje, które później przekładał na swoje dzieła artystyczne.
Opisani twórcy to tylko kilka przykładów osób, które wykorzystywały swoje sny jako źródło inspiracji w swojej twórczości.
O przyjemnościach chciałabym pisać. O najkrótszym dniu. Magicznych chwilach przepełnionych tajemniczymi odgłosami kroków na śniegu i niespodziankami. O wyczekiwaniu. O rozwiązaniu tajemnicy, która wciąga, przemienia każdy wieczór w swoją niebywałą oryginalną opowieść. O przepływie nieznanej dobrej energii. O znalezieniu starej księgi, która wszystko wreszcie wyjaśnia. Na której można polegać i czerpać garściami proste dobre rzeczy. Pozwolić sobie na spokój ten wewnątrz i na zewnątrz. Nie popadać w rutynę. Nie wciągać się w tryb suchej pracy. Nie przetrzymać ale być w tym. Nie załatwić i wykonać ale rozplątywać nowe supełki z większym zaangażowaniem i uważnością. Być nie tylko dla nich ale z nimi. Nie przeczekiwać biegu zdarzeń ale słuchać. Nie siedzieć na wylocie ale pośród, wśród, razem w środku. Poczuć przynależność. Nie przeszkadzać w małostkowości błędnych interpretacji świata ale przyjmować z resztą inwentarza drobiazgów. Akceptować. Nie przerywać. Nie działać. Nie angażować się. Odczuwać radość. Wytworzyć sobie tlen. Powietrze. Być wreszcie jak inni. Udawać. Po prostu zwyczajnie być bez przetwarzania konsekwencji. Jak oni to robią?
Nie jestem ekspertem. Mam czasami trochę szczęścia. Trafiam na miejsca nieoczywiste gdzie ptaki robią sobie przerwę. Gdzie zastygają na gałęziach a ja zlewam się nieświadomie z ich tłem. Trafiam na dobrą porę. Zwykle jest to świt.
Świt to dobra pora, jeśli nie najlepsza. Gdy jest to początek słonecznego dnia światło będzie nam sprzyjać. Gdy jest to jeszcze wiosenny soczysty poranek mamy szczęście podwójne, ponieważ to czas zalotów, budowania gniazd, karmienia piskląt lub poszukiwania pożywienia. To czas intensywnych kolorów i ptasich treli, zdradzających ich aktualne położenie w konstelacji drzew. Ptaki dostają wtedy kociego rozumu, swoją drogą kto wymyśla te głupie powiedzonka. Tak czy owak ptaków jest wtedy dużo. Co zwiększa szanse na coś naprawdę dobrego.
Najwięcej w zaroślach krzewów na skrajach parków. Na ogrodzeniach ogrodów lub siatkach ogródków działkowych. Na świeżo skoszonych trawnikach. Na dachach i w rynnach. Świt to pora pierwszego posiłku. Wtedy skrzydlate istoty tracą czujność i nie zwracają uwagi na ludzi. Wtedy uda się złapać któregoś w obiektyw z bliska zanim podniesie główkę i umknie na dobre.
Ptaki nie lubią kolorów. Kolory u ludzi ich płoszą. Zatem czarny uniform/kurtka plus czarne spodnie plus czarna czapka z daszkiem zakrywająca oczy robią robotę. W czarnym nie rzucamy się w oczy. W wojskowych barwach będziemy niewidoczni dla ludzi jednak nie dla ptaków. Niebieskie dżinsy to też zły pomysł, ciemnogranatowe również. Ale to może tylko moje subiektywne odczucia. Odstawmy również perfumy. Nikt nas w szkole nie uczył, że ptaki mają dobry węch. Z resztą wielu rzeczy musicie nauczyć się sami. Najlepiej na własnych błędach. Dlatego słuchajcie siebie, swojego instynktu.
Nie noszę statywu, ponieważ wszystko robię w marszu. Mam jeden ale wylądował w szafie wraz z zapomnianymi rzeczami na później, które nigdy nie nadejdzie i pewnie zamieni się w kolejne stare ale niewyrzucalne rzeczy ukryte w zakamarkach pawlaczy. Przecież płoszył by mi ptaki.
Posługuję się Nikonem COOLPIX P610 podaję nazwę nie dla reklamy, ale dlatego, że to nie lustrzanka co uważam za kluczowe czyli wygodne, a ten typ i tak został już dawno wycofany z produkcji z przyczyn jakichś wad, których producent nie podał albo nie opisał na dostępnych dla mnie stronach. Chodzi mi jedynie o fakt, że nie jest to lustrzanka podkreślam, przy której muszę się umordować swoim dyslektycznym umysłem zagłębiając się w meandry ustawień długości, tajniki szerokości, przesłony, zmienne obiektywy i inne cudowności/utrudnienia, o których tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia. W tym, czyli moim przypadku z odrobiną szczęścia muszę tylko wypatrzeć ptaka, przestawić pokrętło na opcję „ptaki” i trzaskać foty dopóki ptak nie umknie spłoszony moją obecnością lub kiedy ręka mi nie zemdleje. Magia tego aparatu i jemu podobnych aparatów bezlusterkowych kompaktowych to zoom czyli zbliżenie, które pozwala zaglądać w oczy myszołowów kiedy te kołują nad moją głową. Mogę zobaczyć padlinę w dziobie kruka lub „smugę w oczach po znikłej za oknem jaskółce”. Taka magia. Bez statywu i zbędnych przeszkadzajek pozwala mi sfotografować Srokę na czubku topoli.
Automatycznie pozwalam sobie na fotografowanie „z ręki” od dobrych pięciu lat bez martwienia się czy obiekt moich westchnień jest za daleko czy pod słońce. Utrwalanie ulotnych obiektów odbywa się tu i teraz – mindfulness bez cyferek i niepotrzebnego balastu. Czasem robię sobie statyw z wymęczonego paska, na którym wisi, czasem stawiam aparat na wyciągniętym łokciu lub na kolanie. Kiedy dojdzie się do wprawy na wdechu w bezruchu wychodzą całkiem dobre zdjęcia. Często posądzają mnie o profesjonalny sprzęt ale to nie prawda. Wszystko dzieje się na pograniczu fuszerki, niewiedzy i na oko. Jestem wyznawczynią świtu – to wszystko. Czasem podkręcamy kolory filtrami jednak nie zawsze chce mi się w to bawić. Niedoczas wymusza działanie. Dobre zdjęcie ptaka nie wymaga niczego szczególnego. To obraz, który i tak zaczyna się w naszych głowach.
Fotografia to stan umysłu
Tak to stan, który Cię w danej chwili określa, niesie – jest twoim aktualnym narzędziem. Jeśli masz złe samopoczucie nie wszystko zgra się w spójną całość. Jak w życiu. Twój nastrój to połowa sukcesu. Twój umysł musi być w dobrej formie a oczy wypoczęte. Dlatego siła poranka jest kluczowa. Nastrój jest ważny. Wyrazistość to druga sprawa. Przejrzystość pozwoli ukazać wszystkie szczegóły. Na kadrowanie nie mamy już takiego wpływu. Popatrz na sikorkę. Przecież ona jest w ciągłym ruchu. Ptaki to chwila. Są ulotne jak myśli. Są niesymetryczne, nie uchwytne, nieprzewidywalne, wolne – dlatego piękne.
Zatem jeśli chcesz fotografować ptaki nie musisz zawracać sobie głowy lustrzanką i targać statyw na koniec miasta. Możesz schować do torebki mały podręczny bezlusterkowiec i rozkoszować się fruwającą naturą w dzikich zakątkach swojej okolicy lub w podróży zanim sprawisz sobie profesjonalny sprzęt jeśli w ogóle będzie Ci potrzebny. Czasem wystarczy tylko zachwyt i ta właściwa chwila, która zmienia obraz w małe dzieło sztuki mając za nic, to co sobie w głowie wdrukujesz i jakimi informacjami napełnią cię „fachowcy” na grupach. Każdy obraz ptaka to twoje spojrzenie. Twoja stop klatka. Twoja wizja. Wskazówki są różne jak różne spojrzenia…
Ale gdy spytałam o to chataGPT, udzielił swoich sformalizowanych podpowiedzi, które mogą uzupełnić moje niestandardowe rozważania:
Fotografia ptaków to nie tylko pasja, ale także wyjątkowe wyzwanie dla każdego miłośnika natury i fotografii. Obserwowanie tych pięknych stworzeń w ich naturalnym środowisku i uchwycenie ich w kadrze może przynieść niezapomniane doznania wizualne. W dzisiejszym artykule przyjrzymy się praktycznym wskazówkom, które pomogą Ci w rozpoczęciu przygody z fotografią ptaków.
1. Wyposażenie: Przed wyjściem na łowy fotograficzne koniecznie przygotuj odpowiednie wyposażenie. Podstawą jest oczywiście aparat fotograficzny, który najlepiej, jeśli posiada długie ogniskowe obiektywy. Dobrym wyborem dla początkujących może być aparat z wymienną optyką oraz obiektywem teleobiektywem o zakresie ogniskowych około 200-400 mm. Nie zapomnij także o solidnym statywie, który pomoże Ci utrzymać aparat stabilnie, szczególnie podczas fotografowania z długimi ogniskowymi.
2. Poznanie środowiska: Zanim zaczniesz fotografować ptaki, warto poznać ich naturalne środowisko życia oraz zwyczaje. Zapoznaj się z porami roku, w których możesz spodziewać się obserwacji różnych gatunków ptaków, a także z ich ulubionymi miejscami i sposobami żerowania. Im lepiej zrozumiesz zachowania ptaków, tym łatwiej będzie Ci je uchwycić w kadrze.
3. Cierpliwość i obserwacja: Fotografia ptaków wymaga dużej cierpliwości i umiejętności obserwacji. Zanim wciśniesz spust migawki, przyjrzyj się swojemu podmiotowi, obserwując jego zachowanie i ruchy. Często ptaki mogą wykazywać określone nawyki, które pomogą Ci przewidzieć ich zachowanie i odpowiednio się przygotować do zrobienia zdjęcia.
4. Technika fotografowania: Kiedy już znajdziesz odpowiedni moment, aby zrobić zdjęcie, pamiętaj o odpowiedniej technice fotografowania. Stabilizuj aparat na statywie lub oparciu, aby uniknąć poruszeń i rozmyć zdjęcia. Skoncentruj się na ostrości i kompozycji, starając się uchwycić ptaka w naturalnym otoczeniu. Unikaj używania zbyt dużego zoomu, który może spowodować utratę jakości obrazu.
5. Czytaj światło: Światło odgrywa kluczową rolę w fotografii ptaków, dlatego staraj się fotografować w warunkach optymalnego oświetlenia. Najlepsze efekty uzyskasz podczas porannej lub wieczornej złotej godziny, kiedy światło jest miękkie i ciepłe. Unikaj fotografowania w jasnym słońcu, które może powodować zbyt kontrastowe i prześwietlone zdjęcia.
6. Bądź cierpliwy i wytrwały: Fotografia ptaków to proces, który wymaga cierpliwości i wytrwałości. Nie zawsze uda Ci się uchwycić idealne zdjęcie za pierwszym razem, dlatego nie zniechęcaj się porażkami. Praktyka czyni mistrza, dlatego regularne ćwiczenie i eksperymentowanie z różnymi ustawieniami aparatu pozwoli Ci doskonalić swoje umiejętności fotografowania ptaków.
Fotografia ptaków może być nie tylko pasjonującą przygodą, ale także sposobem na lepsze poznanie natury i dbanie o nią. Pamiętaj, że kluczem do udanej fotografii ptaków jest połączenie pasji, wiedzy i praktyki. Życzę Ci udanych łowów fotograficznych i niezapomnianych chwil z ptakami w naturze!
Sny dzieją się w naszych głowach. Potęga podświadomości. Sny straszą, leczą, koją. Sny produkują nowe wyjścia z sytuacji trudnych. Sny są inspiracją i motorem do działań po wcześniejszym upadku. Sny pomagają nam wyjść z żałoby. Sny są furtką do tajemniczego ogrodu nowych możliwości. Czytajmy swoje sny…
Tajemniczy świat snów zawsze był źródłem fascynacji i tajemniczości dla ludzkości. Od starożytności do dzisiaj sny budzą ciekawość i prowokują pytania o ich znaczenie i wpływ na nasze życie. Jak interpretować swoje sny i odkrywać ich znaczenie?
1. Rola snów w życiu człowieka: Sny są nie tylko pasywnym obserwatorem naszego życia, ale także aktywnym uczestnikiem naszego życia psychicznego. Przez sen przetwarzamy nasze doświadczenia, obawy i pragnienia, co może prowadzić do poznania siebie i naszych potrzeb na głębszym poziomie.
2. Jak interpretować sny: Interpretacja snów może być zarówno naukową metodą analizy ich symboliki, jak i subiektywnym procesem zrozumienia własnych emocji i doświadczeń. Istnieje wiele różnych szkół interpretacji snów, w tym psychodynamiczna, jungowska czy behawioralna. Najważniejsze jest jednak to, aby interpretować swoje sny w kontekście własnych doświadczeń życiowych i emocjonalnych.
3. Znaczenie symboli w snach: Wiele snów zawiera symbole, które mogą mieć różne znaczenia w zależności od kontekstu i osobistych doświadczeń. Na przykład sen o lataniu może symbolizować poczucie wolności i niezależności, ale także lęk przed utratą kontroli nad życiem. Istotne jest zrozumienie, co dany symbol oznacza dla konkretnej osoby.
Przykład: Michał śnił, że walczy z potężnym potworem, którym okazała się jego własna nieśmiałość. Ten sen skłonił go do refleksji nad swoimi obawami i stawiania czoła wyzwaniom z większą pewnością siebie.
4. Uwzględnienie emocji w interpretacji: Emocje odgrywają kluczową rolę w interpretacji snów. Często towarzyszące im uczucia mogą dostarczyć wskazówek na temat ich znaczenia. Na przykład sen o stracie może być wyrazem lęku przed zmianami lub utratą czegoś ważnego w życiu. Sen o smutku może oznaczać tęsknotę za czymś utraconym, ale także potrzebę akceptacji swoich emocji.
Praktyczne ćwiczenie: Zanotuj swoje sny w dzienniku snów, a następnie przeanalizuj je pod kątem towarzyszących im emocji i sytuacji życiowych. To pozwoli ci lepiej zrozumieć ich znaczenie i wpływ na twoje życie.
5. Świadome śnienie i kontrola snów: Niektórzy ludzie praktykują świadome śnienie, czyli umiejętność świadomego kontrolowania swoich snów. Dzięki temu można eksplorować swoje sny i wykorzystywać je do rozwoju osobistego. Techniki takie jak prowadzenie dziennika snów, wywoływanie świadomych snów czy praktyka medytacji mogą pomóc w osiągnięciu tego celu.
6. Wpływ snów na życie codzienne: Choć naukowość interpretacji snów jest kwestionowana, wiele osób uważa, że zrozumienie swoich snów może mieć pozytywny wpływ na życie codzienne. Pozwala to lepiej zrozumieć siebie, radzić sobie z emocjami i podejmować świadome decyzje.
Świat snów kryje wiele znaczeń i możliwości interpretacji. Dla wielu ludzi są one ważnym źródłem introspekcji i samorozwoju. Kluczem do zrozumienia snów jest otwarty umysł, refleksja nad własnymi uczuciami i doświadczeniami oraz praktyka świadomego śnienia.