Archiwa tagu: #czas #skarb

Skarby czasu

Śniadanie dokarmiło moje ciało i duszę. Rozgrzało zimne pajęczyny żył docierające do ukrytych zakamarków jeszcze innych nici przepływów. Ciepło. Energia do działania i uspokojenie. Wewnętrzne dziecko już nie wierzga się w ciągłej pretensji nad niesprawiedliwością monotonności. Nad szarym dniem. Nad niedolą przepracowania w dusznych przestrzeniach i brakiem współpracy domowników. Nad przeraźliwą autystyczną upartością nad którą ani groźbą, ani większą groźbą nie zapanujesz.

Echa wrzasków wirują w gęstości poranków. Nic nie wróży zmian na lepsze mimo tego maszyna niedbale, powoli posuwa się do przodu. Ruch odbywa się mozolnie przez ciasne tunele miarowo, z trudem, nieładem na głowie i spoconym czołem usianym nowymi wrzodziankami. Tłustymi włosami na głowie i brodzie przeciska się w kierunku światła. Gdy pokona cudem jeden wąski kanalik zaraz pojawiają się następne jeszcze węższe i węższe. Ich nitki oplatają całą strukturę podłogi i ścian. Wyzwanie nie do przejścia obrastają bluszczem wnikając tam, gdzie nigdy byś nie przypuszczał. Wnikają w betonowe pory ścianek działowych dając upust przy zakurzonych szarym potem plastikowych kratkach wywietrzników. Czasem na ich łodygach pojawiają się kwiaty. Ale na bardzo krótko i zawsze przed sezonem. Zanim się nimi nacieszysz już opadają ich różowe, delikatne płatki i z powrotem dorastają ciasne kłącza. Jedyny sposób to ich nie zauważać. Ignorować fakty z finezją jak to robią toksyczne matki. Przykryć płaszczem wytresowanej niewiedzy. Powiedzieć nic się przecież nie dzieje i wyjść spokojnie do sklepu zostawiając bezładną masę niepokojów i braków rozwiązań z niedokończonymi sprawami pierwszemu lepszemu domownikowi. Trzaskając po cichu drzwiami, żeby nie obudzić sąsiadów. Przejść po oskubanej z łososiowych płatów farby klatką na zewnątrz jak gdyby nigdy nic. Udać się bezkarnie na drugi brzeg normalności. Łykając jedną z martrixowskich tabletek udawać normalnego człowieka zatopionego w normalnych sprawach idącego do tradycyjnej pracy i siadając przy tradycyjnej maszynie.

Zwierzać się na papierosowej przerwie przy kawie w plastikowym kubku jak to się od rana wszystko pierdoli w tym mozolnym trudzie znikąd wsparcia i pomocy ani na chwilę na tym łez padole i święta za pasem a już na samą myśl rzygać się chce od nadmiaru czynności i oczekiwań innych a przecież już nie te lata i kręgosłup żeby wszystkim wchodzić do dupy za marnych parę groszy kiedy tak naprawdę ma się ochotę tylko na filmy i wino na kanapie z dzieciakami a nie obsługiwanie w pocie czoła nienażartych mord w imię Jezuska pana naszego co się właśnie narodził tej nocy, które i tak za główne zadanie tego świętego wieczoru mają zmieszać cię z błotem w formie werbalnej lub niewerbalnej jak wolisz oraz pogrążyć cię do końca chudego stycznia w metafizycznym niepokoju, że ty w zasadzie do dupy się nadajesz i wszystko co robisz też jest o kant dupy zawsze byłaś nikim i nic z tego nie masz ale teraz wspięłaś się na wyżyny duponadawlności i zaświecisz jasnym światłem bezmiaru swojej z dupy działalności i przekonań, które lepiej zachowaj dla siebie razem ze swoimi z dupy znajomościami, które nas tu obecnych obchdzą tyle co zeszłoroczny śnieg, którego przecież jeśli pamiętasz swoim wąskim móżdżkiem wcale nie było ani w grudniu ani w styczniu. Dokrój sałatki i zrób kapustę zamiast filozofować o przepływach jaśniepaństwo jest głodne i spragnione herbatek czarnych w niestygnących dzbanuszkach z Ikei, które jako jedyne narzędzie do zaspokajania herbatkowych skrytopijców wyszło ci fantastycznie. Jeszcze postój sześć godzin nad kapustą z bakaliami a bozia cię uleczy z twoich czarnych myśli, wybije ci z głowy to wieczne ponuractwo i może wreszcie znormalniejesz i przykleisz uśmiech z właściwej strony twarzy ty marny odrzucie społeczeństwa uwikłanego we własne światopoglądy, na które każdy tu z obecnych nie ma ochoty najmniejszej ochoty.

A ty spokojnie wysłuchasz tych sugestii pójdziesz do kuchni i poukładasz ładnie naczynia w jasnoszarych drucikowych przegródkach zgodnie z wielkościami i kształtami, w małej zmywarce like Bosch – aktualnie jednym z boskich istnień, które cię dzisiaj wesprze czynem i myślą oraz przepływem. Przytuli twoje wewnętrzne dziecko i rozbudzi wewnętrznego krytyka niestety nie na tyle, żeby wystrzelić srebrne tudzież złote kule jak nakazuje tradycja prosto w twarze zanim otrą z kącików ust krew twojego skarbu czasu przeznaczonego tylko dla siebie i prawdziwej rodziny. Zrobisz kilka wdechów przez nos i zakończysz cudowny wieczór obiecując, że nigdy więcej się nie powtórzy.

Om.