Archiwa tagu: #creative-writing

Telefon zadzwonił dwa razy

Telefon zadzwonił dwa razy. Akurat gdy wyszłam spod prysznica. S. zdenerwowany poinformował mnie, że miotła jest do dupy i nie zbiera. Głos miał płaczący ale to bardziej niemoc malowała jego słowa na czarno. Uspokoiłam go po matczynemu i pochwaliłam młodego człowieka za włożony trud zgodnie z dekalogiem mówiącym, że nie efekt ale praca włożona w efekt jest najważniejsza. Nie zmienia to faktu, że już w piątek czeka mnie wyjazd z bagien do krainy mycia, prania i sprzątania. Na razie odpycham tę myśl na tył głowy i biorę się do pracy jakby umysłowej. Umysłem ogarniam pranie, obiad i siadam do pisania. P. zafiksowany na filmach dalej wynajduje tytuły z otchłani staroci jak z wielkiej czarnej dziury i ogląda je z miną delektującego się sztuką najwyższych lotów konesera. Mnie już to po prostu wkurwia. Ale co ja mogę… Na obsesję nie ma rady.

Dzień toczy się dalej.

Byłam z P. Na szybkim ponad dwukilometrowym marszem naszą ulubioną trasą. Na tle Ślęży wzbiły się błotniaki. Obraz pozostał na dłużej w komórkach nerwowych produkujących w mojej głowie wolność.

Zanim zacznę doprowadzać mieszkanie do używalności czeka mnie moment nieuwagi. Zastygania i liści za oknem. Myślenia o niczym.

A może skoczymy do Doliny Baryczy? Zagaił J. niespodziewanie…

Działaj

Już po świętach chociaż święto. Długi słoneczny weekend wkrada się przez okno jak złodziej. Wszystko lśni od porannej rosy. Refleksy światła układają się w pozytywne myśli. Słychać pisk dzięcioła, któremu nie pozwalam pukać w mój dach. Przylatuje z regularnością zegarka ale wydziobuje dziury pod innym adresem. Żadnych więcej dźwięków. Małe ptaki jeszcze śpią.

Osiemnaste urodziny mojego syna były spokojne. Nikt nie wystrzelił ze swoimi zaległymi pretensjami nawet narcyzy. Książkowe terapie nauczyły mnie milczeć. Było jak trzeba. Złote balony przy lustrze odmierzają czas wielką osiemnastką. Dzieciństwo zaznaczyło swoje powolne odchodzenie w czeluście dorosłości. Symbolicznie rozeszło się po kościach. Nikt nie ucierpiał. Tort był wyśmienity, bezowy z prawdziwą bitą śmietaną. Smakował jak rurki z kremem pod arkadami z mojego dzieciństwa. Smakował wszystkim oprócz solenizantowi. S. Nie przepada za ciastami, więc torty zawsze są dla gości ale koperty już nie.

I to jest ta jasna strona urodzin. Przez chwilę czujesz, że możesz zrealizować swoje marzenia. Później orientujesz się, że jest ich za dużo. Następnie zniechęcisz się i wydajesz wszystko na gry z kumplami. Najpierw żałujesz, a z wiekiem dobrze wspominasz. Już takich spontanów nie wyciśniesz z siebie po trzydziestce choćbyś nie wiem jak się starał powrót do mentalności dziecka, zawsze będzie sztuczny i wyrachowany. Tylko dzisiaj możesz kupić kumplowi kompa, żeby mógł z tobą pograć w ostatnie wakacyjne dni… Jutro już będzie za późno. Dorosłość biegnie jak sztylet po drucie, żeby okroić twoją duszę z ostatnich złudzeń. To teraz jest czas na marzenia… Zanim starcze umysły wybiją ci z głowy niemożliwe. Zanim wyrachowanie wpisze się w twój pesel. Działaj!

Powtarzalność

Kolejny dzień. Ptak delikatnie brzęczy cichym rytmicznym dzwonkiem swojego gardła. Okno wpuszcza chłód i zapach rosy. Słońce opóźnia swoje promienie. Nie wschodzi. Półmrok otula rzeczy, które muszę dzisiaj posegregować i pochować za drzwiczkami szafek i półek. Z deski do prasowania zwisają czarne masy koszul a pod nią piętrzą się rzucone w nieładzie książki. Parapet kolonizują pająki ze zwłokami uduszonych chitynowych pancerzy biedronek i delikatnych skrzydeł błonkówek. Ktoś w końcu musi posprzątać to cmentarzysko.

Nic wielkiego, trochę wody, ścierka i wszystko wróci do normy. Z wierzchu wyglądać będzie całkiem świeżo i schludnie. Minimalistyczna przestrzeń poddasza wróci do poprzedniego kształtu. Płyn do szyb nada szpitalnego zapachu i udawany świat będzie znów tętnił nieustającym życiem. Człowiek odzyska kontrolę nad materią i puści w ruch taśmę z piątkowym scenariuszem zdarzeń. Świat znów się zamknie w małej pięści i ruszy ku nowemu, staremu wydaniu tej samej pieśni.

Rzeczywistość dzieje się na naszych oczach. Powtarzalność daje ukojenie. Brak rutyny wzbudza niepokój i zmusza do podjęcia analizy a tego byśmy nie chcieli. Przecież już wszystko sobie poukładaliśmy. Po co zmuszać leniwy mózg do nowych wyzwań skoro z niewielkim nakładem mentalnym osiągniemy oczekiwany efekt: odpoczynek po powtarzalnej pracy. Nic nas nie zaskoczy, nic nam nie wyskoczy. Jakoś tam sobie to życie przeczekamy. Przecież biedronek nie wskrzesimy.

I w końcu uwolni energię…

Dzisiaj szarość. Bez przyczyny. Szarość w sinym powietrzu za zasłoną dźwięków przelatujących samolotów przypominających burzę. Przenikających przestworza szybciej niż tiry na asfaltowej drodze. Hałas dzisiaj przeplata to miejsce z niespokojną przestrzenią. Wyłania się zza chmur i lasu. Przypomina o istnieniu materii, która napędzana ludzką ręką powoduje głównie szum. Leci, jedzie, tupie, brzęczy, huczy. Nigdy w ciszy, zawsze ciągnie za sobą zestaw niekończących się dźwięków.

Ciśnienie lekkim, długom piskiem reguluje się w uszach. Nastraja na dzisiejszy czwartek. Czwartek po niezauważonej środzie. Kolejna cegiełka z łańcuszka szybkiego tygodnia. Przed nastaniem piątku można się spiąć i wreszcie pozapinać na ostatni guzik powstałe zaległości. Jednak deszcz nie pozwala się rozpędzić. Spowalnia umysł i chęci do działania. Najlepiej by się spało, ale spanie po szóstej nie wychodzi tak jak dawniej. Zatem lepiej wstać i działać. Włączyć się na tryb zadaniowy jak najwcześniej, żeby zdążyć przed degradacyjnymi myślami spowalniającymi proces startu. Ciało wlecze się za mózgiem, panem kierownikiem, który by chciał wskoczyć na wyższy poziom ale powłoka skór i mięśni buntuje się i tworzy zwaliste zapory. Nie działa. Impuls nie dochodzi. Nie przebije się przez system żył i przerośniętego mięsa.Tkanka nie odpowiada. Wszystko leży i czeka na lepszą chwilę.

W takie dni najlepiej przytulić się do siebie i docenić miniony przebieg. Wstać dopiero wtedy, gdy pęcherz napnie się jak balon do granic możliwości. Najlepiej przestać myśleć nad planem dnia i zacząć wpuszczać w ruch zdarzenia automatycznie jak nakręcana lalka. Oderwać się od świadomości i działać na przekór wszystkiemu, aż stan stagnacji minie samoistnie. Rozgrzeje się i stopi w mięśniach jak cukier i w końcu uwolni energię.

Dwa dni bez słońca i już się umiera. Kręgosłup boli pod ciężarem rąk i nóg. Ruch, który sobie aplikuję codziennie działa rozluźniająco tylko na parę godzin. Bez słońca wszystko się sypie. Nic się nie wyzwala. Wola życia stoi w kącie zmęczenia. Nie dziwię się Polakom, którzy przeprowadzają się do ciepłych krajów na starość.

Deszcz

Deszcz przyciemnił okno powracając noc na nowo. Nasila się i pluszcze. Wylewa się z rynny. Wiatr przygania go bliżej, ponagla. Uratuje mnie przed przymusowym spacerem, na który nie mam dzisiaj ochoty.

Deszcz głośny, coraz głośniejszy.

Przychodzi falami. Dźwiękiem przypomina wiatr. Kurtyna wody oddała się i wraca. Obmywa mój dom wielkim grzebieniem. Pachnie świeżością i burzą ale burzy nie ma. Opary świeżości dają ukojenie w niekończącej się medytacji. Deszcz niesie spokój. To chyba najważniejsza jego funkcja. Jest jeszcze jedna – grzyby. Czekamy na nie z utęsknieniem ale one nie pokazują się jeszcze pomimo pełni. Może po tych opadach coś się ruszy i okratki wystawią wreszcie z ziemi czerwone łapki a z kapeluszy kani zrobię sobie wielkie kotlety. Niestety grzybnie milczą obrażone. Wczoraj ani wypustki. Nic nie puchnie nad ziemią, nic się nie wdzięczy.

Deszcz ucichł.

Na pierwszy plan ciszy wystawia się chrapanie zmęczonego człowieka na dole. Zaraz wstanie i od nowa rozpocznie swoją podróż dnia. Współczuję. Dziękuję Wszechświatowi, że moją pracę mogę zaczynać i kończyć tutaj. Szkoda że tylko w lecie ale to i tak bardzo wiele. Ciągle celebruję z wdzięcznością ten dar. Staram się uważnie go obserwować i jeszcze bardziej doceniać.

Mokra asfaltowa droga służy mi do przyjemnych spacerów, o każdej porze dnia.

Deszcz ustał.

Cisza zapada w sen. Półmrok niemyślenia. Chyba pozwolę sobie z powrotem zasnąć. Trzeba celebrować tę ciszę. Ozdobić ją snem, który musi nadejść i postawić kropkę.

Intuicja

Wszystko zaczyna się w jednej głowie. Wszelkie przejawy pomysłowości, które prowadzą nas w górę lub w dół. Jakaś wewnętrzna siła wybiera nam drogę bez udziału naszej świadomości później wmawiamy sobie ze wszystko zaplanowaliśmy ale tak naprawdę cały czas ktoś lub coś planuje i wybiera za nas. Jesteśmy tylko zwierzętami. Intuicyjnie podążamy za światłem. Mrok wypełnia korytarze a my wiemy którędy trafić do drzwi, w tym szczurzym labiryncie. Potrafimy się ratować chociaż czasami ten ratunek wcale nie przynosi nam ulgi. Jesteśmy tylko pionkami w rękach czegoś większego. Nazywajmy to sobie jak chcemy. Bogowie, siły czyste i nieczyste. Wewnętrzne przymusy, nakazy i zakazy. Intuicja.

Zapominając o zwierzęcych korzeniach wypieramy ją. Nie słuchamy. Wytłumiamy. Włączamy racjonalność. Kierujemy bankiem logicznych inwestycji przynoszących stały bezpieczny zysk. Nasz rynek składa się z przemyślanych decyzji. Przewidywalnych transakcji. Przyjmujemy sprawdzone oferty i inwestujemy w życie na najwyższym logicznym poziomie. Przewidujemy. Ostrożnie ważymy zyski. Intuicja śpi. Nie budzimy jej. Jej głos mógłby zakłócić całą misterną strukturę racjonalności. A rozpieprzyć w pył tę stabilną konstrukcję utkaną z regułek i praw matematycznych. Przecież nie chcemy żeby lód pękł.

Wypierając nieracjonalność wypieramy nieznaną ścieżkę do nieznanego miejsca w nieznanej przestrzeni. Czy to naprawdę takie bezpieczne? Czy to bezpieczne wybierać tylko widoczną stronę? Czy logika jest dla nas dobra? Z czego formuje się zaskoczenie i dlaczego właściwie istnieje? Czy nasza percepcja bez tabelek statystyk jest tylko blondynką w lesie?

Intuicja jest to zdolność do rozumienia lub przewidywania pewnych rzeczy bez świadomego użycia logiki czy analizy. Jest to szybki sposób percepcji, który często pojawia się w formie przeczucia, odczucia lub nagłego wglądu.

Jak działa intuicja?

  1. Podświadome przetwarzanie informacji:
    Intuicja opiera się na podświadomym przetwarzaniu ogromnej ilości danych, które gromadzimy przez całe życie. Nasz mózg analizuje i integruje te informacje w sposób, który jest dla nas nieświadomy, co pozwala na szybkie podejmowanie decyzji.
  2. Doświadczenie i wzorce:
    Im więcej doświadczeń mamy w danej dziedzinie, tym lepiej nasza intuicja działa w tym kontekście. Mózg rozpoznaje wzorce i sytuacje podobne do tych, z którymi już się spotkaliśmy, co pozwala na natychmiastowe reakcje.
  3. Emocje i sygnały cielesne:
    Intuicja często objawia się przez sygnały cielesne, takie jak „motyle w brzuchu” lub napięcie w ciele, które są wynikiem reakcji emocjonalnych na pewne sytuacje. Nasze emocje mogą działać jak radar, informując nas o tym, co jest dla nas ważne lub niebezpieczne.
  4. Bezpośredni dostęp do wiedzy:
    W niektórych przypadkach intuicja może działać jako szybki dostęp do wiedzy, którą już posiadamy, ale nie jesteśmy świadomi jej obecności. Może to być wiedza wynikająca z naszych wcześniejszych doświadczeń, uczenia się lub obserwacji.

Zastosowania intuicji

Intuicja jest użyteczna w wielu dziedzinach życia, od codziennych decyzji po skomplikowane problemy zawodowe. Przykłady zastosowań intuicji obejmują:

  • Podejmowanie decyzji w sytuacjach, gdzie brak jest pełnych danych.
  • Rozwiązywanie problemów kreatywnych, gdzie tradycyjne podejścia mogą zawieść.
  • Szybkie ocenianie ludzi i sytuacji w kontekście społecznym.

Mimo że intuicja jest cennym narzędziem, ważne jest, aby była uzupełniana analizą i logicznym myśleniem, szczególnie w sytuacjach, które wymagają dokładności i precyzyjnej oceny.

Zachwyt

Rośliny od dziecka mnie zachwycały. Drzewa, pnącza, kwiaty. Bezmiar kształtów, faktur i kolorów. Wypełniacze nudnych przestrzeni w miastach, na płotach, na murach. Podziw jaki we mnie wzbudzały był hipnotyzujący. Teraz to wiem, chociaż wcześniej nie rozumiałam siebie tak dobrze jak teraz.

Będąc dzieckiem niewiele się wie o swoim zachwycie. Działamy instynktownie. Chłoniemy zjawiska. Obrazy. Podziwiamy rzeczy warte naszej uwagi nawet gdy wyrastają w szczelinach chodnika. Później chcemy dorównać fałszywym zachwytom innym. Sztucznej symetrii przystrzyżonych żywopłotów, które każą nam podobać się na rozkaz. Bo wszystkim się podoba. Jest szlachetne i od lat zasługuje na uwagę. jest szlachetne jak róże. Nie lubię róż są nudne.

Gdy wyjeżdżam szukam roślin. Zawsze są ukryte w wewnętrznych dziedzińcach lub w ogródkach pojedynczych melancholików, którzy wiedzą co jest piękne, a co sztuczne. Są i tacy, którzy instynktownie poddają się pięknu i bez zakrojonych na szeroką skalę planów siewów według kwitnienia wstawiają gotowe duże rośliny w swoją przestrzeń – bo chcą.

Mury, kamienie, skały i zieleń. Bez względu na miejsce i czas są zachwycające. każdy ma swój zachwyt.

Pielęgnowanie swojego zachwytu to konieczność. Bez zachwytu nic się nie zaczyna…

Zachwyt to intensywne uczucie podziwu, fascynacji lub wzruszenia, które pojawia się w odpowiedzi na coś wyjątkowego, pięknego lub inspirującego. Może być wywołany przez różne bodźce, takie jak naturalne krajobrazy, dzieła sztuki, muzykę, osiągnięcia ludzkie czy niezwykłe momenty w życiu. Zachwyt często wiąże się z poczuciem radości i uznania, a także może prowadzić do głębszych refleksji i poczucia wdzięczności.

Tworzenie świata

W drugim punkcie mojego ebooka o kreatywnym pisaniu dla dzieci, którego końca nie widać z powodu ciągłego niedoczasu, znajduje się punkt pt. „Warsztat tworzenia świata”.

2. Warsztat tworzenia świata: Warsztaty te koncentrują się na tworzeniu fikcyjnych światów i środowisk, w których będą rozgrywać się historie dzieci.

  • Cel: Rozwijanie umiejętności tworzenia złożonych światów, rozwijanie wyobraźni i kreatywności.”

Pomyślałam sobie o moim świecie, że mój świat byłby jednak zielony… Bez zieleni nic nie ma znaczenia. Nic się nie rozpuszcza na niebieskim niebie i w przezroczystej wodzie. Nie ma zapachu porannej rosy, więc nie ma znaczenia.

Tworzenie nie jest proste.

Tworzenie nowego – prawie niemożliwe.

Tworzenie swojego – podstawą bytu nawet chwilami szczęśliwego. Koniecznego.

Wybieram las

Wczoraj jeszcze las a dzisiaj już budzimy się w środku miasta. Jeszcze bez dźwięków aut na drodze za oknem ale już w atmosferze ponagleń, oczekiwań i sunącej taśmy głowie z ilością zadań nie do wykonania w tak krótkim czasie. Ta cisza jest inna niż wszystkie poza miastowe. Nie jest łagodna jak w leśnym wymiarze świadomości. Ona jest jakby udawana. Wymuszona przez tych wszystkich biednych ludzi biorących w niej udział. Ta cisza nie daje ukojenia. To tylko skupienie przed startem. Wstęp do mrocznego poniedziałku.

Pusta lodówka płacze niedoborem. Warzywa zostały wspomnieniem. Pieczywo nie zajmuje miejsca w niebieskim koszyczku. Masło i mleko umierają na nieobecność. Pustka stała się najważniejszą emocją w kuchni. Ten niedobór wyznaczy hierarchię poranka. Zakupy wiszą w powietrzu na hakach codziennych nawyków. Wyście zacznie się od pomniejszania zebranych w trudzie środków. Ach, gdyby można było przestać jeść bylibyśmy bogaczami.

Emocje włączają lęki. Deszcz nie szumi za oknem. W tym miejscu nikt nie głaszcze potarganych myśli. Miasto nie nadaje się do życia. Nie czuję się tu jak w domu chociaż tu się urodziłam. Może kiedyś narodzę się na nowo w przystającymi do duszy miejscu, w bardziej przyjaznych warunkach. Na razie mam gdzie wyruszyć a to już bardzo dużo. Wybór generuje nowe światy i tego się trzymajmy w niesprzyjającej rzeczywistości. Wybieram las.