Grzybolandia – Art forms in nature

Październik mieni się owocnikami grzybów. Na bagnach kapelusze połyskują czerwienią i brązami. Przyciągają plisowankami i gąbkami podtalerzy. Wybuchają parą zarodników. Formują koła i rzędy. Szklą wypolerowanymi gębkami. Przetwarzają myśli drzew. Komunikują. Łączą. Rozkładają. Karmią. Pasożytują. Pachną.

Pisarstwo i fotografia – jak łączyć dwie pasje i rozwijać twórczość?


Praktyczne wskazówki, inspiracje i najlepsze książki dla twórców, którzy chcą budować swoją markę artystyczną. Dowiedz się, jak tworzyć spójne projekty, rozwijać talent i łączyć słowa z obrazem.

Łączenie pisarstwa i fotografii może być nie tylko satysfakcjonujące, ale także twórczo rozwijające. Współczesne media dają nam narzędzia do tworzenia treści wizualnych i tekstowych, które wzajemnie się uzupełniają, budując silniejsze przekazy. Jeśli fascynuje Cię zarówno pisanie, jak i fotografia, oto kilka wskazówek, jak połączyć te dwie pasje i wznieść swoją twórczość na wyższy poziom.

1. Znajdź wspólny mianownik dla swoich pasji

Fotografia i pisarstwo mają wiele wspólnego – obie dziedziny polegają na opowiadaniu historii, uchwyceniu emocji i wrażenia chwili. Aby połączyć te pasje, warto zastanowić się, jaką historię chcesz przekazać i jak obrazy oraz słowa mogą się wzajemnie uzupełniać. Może to być seria esejów ilustrowanych zdjęciami z podróży, wiersze inspirowane naturą czy reportaż fotograficzny z dołączonymi refleksjami.

2. Twórz spójne projekty

Łącząc pisarstwo i fotografię, pomyśl o projektach, które mogą łączyć obie formy ekspresji. Stwórz cykl artykułów blogowych z fotoreportażami, gdzie każdy wpis będzie zawierał zarówno tekst opisowy, jak i serię zdjęć opowiadających o danym miejscu, wydarzeniu czy osobie. Możesz też stworzyć własną książkę fotograficzną, w której słowa będą stanowić kontekst dla zdjęć, nadając im głębsze znaczenie.

3. Wykorzystaj fotografię jako inspirację do pisania

Fotografia może być doskonałym bodźcem do pisania. Wybierz ulubione zdjęcie i spróbuj opisać emocje, jakie wywołuje. Zastanów się, jaka historia kryje się za fotografowaną sceną. To ćwiczenie pozwoli Ci nie tylko rozwijać umiejętności pisarskie, ale również uważniej obserwować otaczający świat, co zaowocuje lepszymi zdjęciami.

4. Buduj swoją markę osobistą

Jeśli chcesz rozwijać się jako fotograf i pisarz, warto zbudować spójną markę osobistą. Określ, jakie tematy są dla Ciebie najważniejsze i jak chcesz być postrzegany przez czytelników i widzów. Może to być blog, na którym dzielisz się swoją twórczością, galeria internetowa lub regularnie aktualizowany profil na mediach społecznościowych. Pamiętaj, aby treści wizualne i tekstowe były spójne i wzajemnie się uzupełniały.

5. Eksperymentuj z różnymi formami

Nie ograniczaj się do jednej formy przekazu. Spróbuj łączyć fotografie z poezją, krótkimi opowiadaniami lub osobistymi refleksjami. Możesz tworzyć fotoreportaże, ilustrowane eseje, a nawet audiobooki z narracją do swoich zdjęć. Eksperymentowanie pozwoli Ci odkryć nowe możliwości wyrażania siebie i rozwijania obu pasji.

6. Publikuj swoje prace w różnych formatach

Rozważ publikację swoich prac w różnorodnych formach: jako ebook, album fotograficzny, blog, a może nawet drukowana książka. Dziel się swoją twórczością w różnych mediach – zarówno online, jak i offline. Możesz również pomyśleć o organizacji wystawy fotograficznej, której towarzyszyć będzie wieczór autorski z odczytami Twoich tekstów.

7. Połącz pasje w mediach społecznościowych

Platformy takie jak Instagram, Facebook czy Pinterest oferują doskonałe miejsce do łączenia pisarstwa i fotografii. Postaraj się tworzyć spójne, estetyczne treści, które będą przyciągały uwagę. Opisy do zdjęć na Instagramie mogą stać się mini-esejami lub wierszami, a posty na Facebooku dłuższymi refleksjami ilustrowanymi zdjęciami. Dzięki takiemu podejściu zyskasz większy zasięg i zaangażowanie swoich odbiorców.

8. Pamiętaj o SEO i optymalizacji treści

Jeśli chcesz, aby Twoje prace docierały do szerszego grona odbiorców, pamiętaj o optymalizacji treści pod kątem SEO. Używaj odpowiednich słów kluczowych związanych z fotografią i pisarstwem, np. „fotografia artystyczna”, „opowiadania fotograficzne”, „jak łączyć pisanie i fotografię”. Dzięki temu Twoje wpisy będą lepiej widoczne w wyszukiwarkach, a tym samym dotrą do osób, które poszukują tego typu treści.

9. Czerp inspirację od innych twórców

Obserwuj innych twórców, którzy z powodzeniem łączą pisanie i fotografię. Analizuj ich prace, uczestnicz w warsztatach i spotkaniach autorskich. To nie tylko źródło inspiracji, ale również okazja do nawiązania nowych kontaktów i wymiany doświadczeń. Im więcej inspiracji zaczerpniesz, tym łatwiej będzie Ci rozwijać swoje umiejętności.

10. Baw się twórczością

Najważniejsze jest czerpanie radości z procesu tworzenia. Nie bój się próbować nowych rzeczy, łamać schematów i szukać własnej drogi. Zarówno pisarstwo, jak i fotografia to sztuka, która pozwala wyrażać siebie na wiele różnych sposobów. Znajdź swoją unikalną ścieżkę, łącząc słowa i obrazy w sposób, który najlepiej odzwierciedla Twoją twórczość.


Łączenie pisarstwa i fotografii to wspaniała przygoda, która pozwala rozwijać obie pasje i tworzyć wyjątkowe projekty. Wykorzystaj wspólny potencjał obu dziedzin, eksperymentuj z różnymi formami, publikuj swoje prace w różnych mediach i baw się twórczością. Niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz, czy masz już doświadczenie, łączenie pisania i fotografii z pewnością przyniesie Ci wiele satysfakcji.

Literatura, źródła i inspiracje do łączenia pisarstwa i fotografii

1. Książki o fotografii i pisarstwie:

  • Annie Leibovitz – „At Work”
    Kultowa fotografka opisuje swoje podejście do pracy z obrazami, podkreślając, jak ważne jest uchwycenie narracji w zdjęciach.
  • Susan Sontag – „O fotografii”
    Klasyka literatury teoretycznej o fotografii, która inspiruje do refleksji nad znaczeniem obrazów w kulturze.
  • David duChemin – „Within the Frame: The Journey of Photographic Vision”
    Książka skierowana do fotografów poszukujących sposobu na wyrażenie emocji i opowiadanie historii poprzez zdjęcia.
  • Stephen Shore – „The Nature of Photographs”
    Shore pokazuje, jak zrozumienie struktury i narracji w fotografii może pomóc w tworzeniu bardziej spójnych projektów artystycznych.
  • Dorothea Lange, Sam Contis – „Day Sleeper”
    Zbiór fotografii legendarnej fotografki oraz opowieści za nimi, ukazujący, jak można łączyć słowa i obrazy.
  • Dorothea Brande – „Becoming a Writer”
    Klasyka literatury o pisaniu, która motywuje do odkrycia swojego głosu i inspiruje do twórczego działania.
  • Ansel Adams – „Examples: The Making of 40 Photographs”
    Ansel Adams dzieli się historią powstawania swoich zdjęć, opisując techniczne i emocjonalne aspekty każdego z nich.

2. Blogi i strony internetowe:

  • The Creative Penn (Joanna Penn)
    thecreativepenn.com
    Joanna Penn udziela wskazówek na temat łączenia różnych form twórczości, samopublikacji i budowania marki twórczej.
  • Digital Photography School
    digital-photography-school.com
    Zawiera wiele porad dotyczących fotografii, technik, a także łączenia obrazu i słowa w opowiadaniu historii.
  • LensCulture
    lensculture.com
    Międzynarodowa platforma łącząca fotografów i pisarzy, publikująca zarówno eseje fotograficzne, jak i inspirujące artykuły.
  • The Literary Hub
    lithub.com
    Publikacje o literaturze, często z naciskiem na powiązania między sztuką wizualną a pisarstwem.
  • The Photo Argus
    thephotoargus.com
    Blog dla fotografów poszukujących inspiracji do tworzenia i łączenia zdjęć z narracją.

3. Polskie książki i źródła:

  • Adam Mazur – „Historie fotografii w Polsce 1839–2009”
    Doskonałe źródło, które opisuje rozwój fotografii w Polsce oraz jej powiązania z literaturą i sztuką.
  • Michał Sadowski – „Rewolucja social media”
    Praktyczne wskazówki dla twórców internetowych na temat budowania marki w mediach społecznościowych, przydatne również dla fotografów i pisarzy.
  • Magdalena Grzebałkowska – „Beksińscy. Portret podwójny”
    Książka pokazuje, jak obraz i słowo mogą współgrać w budowaniu złożonych narracji o życiu i twórczości artystów.
  • Agnieszka Taborska – „Spiskowcy wyobraźni. Surrealizm”
    Książka pokazuje, jak można łączyć obrazy i słowa w surrealistycznej, twórczej formie, inspirując do łamania schematów.
  • Lidia Ostałowska – „Farby wodne”
    Reportaż pokazujący siłę narracji łączącej obraz i tekst, przydatny jako inspiracja do własnych projektów literacko-fotograficznych.
  • Andrzej Zygmuntowicz – „Myślenie obrazem. Rozmowy o fotografii”
    Zbiór rozmów z fotografami na temat ich pracy, technik i sposobu myślenia, który można przełożyć na połączenie pisarstwa z fotografią.

4. Kursy i warsztaty:

  • The Arcanum – Magical Academy of Artistic Mastery
    Platforma online łącząca mistrzów fotografii i pisarzy z uczniami, oferująca kursy dotyczące zarówno technik pisania, jak i sztuki wizualnej.
  • Warsztaty organizowane przez Związek Polskich Artystów Fotografików (ZPAF)
    ZPAF regularnie organizuje warsztaty z fotografii, które mogą być inspiracją do rozwijania własnych projektów twórczych.
  • CreativeLive
    Kursy z zakresu pisarstwa, fotografii, edycji zdjęć oraz marketingu twórczości, prowadzone przez ekspertów z całego świata.

Inspiracje artystyczne

  • Edward Weston
    Amerykański fotograf, który łączył fotografię z głębokimi opisami swoich doświadczeń twórczych. Jego prace i dzienniki mogą stanowić inspirację do poszukiwań własnego stylu.
  • Henri Cartier-Bresson
    Francuski fotograf, który wierzył, że zdjęcie to „decydujący moment” – jego eseje fotograficzne to doskonały przykład łączenia obrazu z kontekstem narracyjnym.
  • André Kertész
    Jego podejście do łączenia fotografii z esejami i krótkimi notkami literackimi pozwala odkryć, jak tekst i obraz mogą tworzyć spójną całość.
  • William Eggleston
    Fotograf, którego prace pokazują, jak proste, codzienne sceny mogą zyskać głębię poprzez uważne spojrzenie i odpowiednie słowa.

Te książki, strony i inspiracje z pewnością pomogą Ci łączyć pisarstwo z fotografią, rozwijać twórczość i poszukiwać nowych form wyrazu.

Korytarz

Wczorajsza gonitwa otworzyła kolejną puszkę z lękami. Zwyczajna wizyta kontrolna okazała się alarmem do szybkiego działania. Źle wyniki S. zamieniły się w wizytę w szpitalu. Mieszanka antybiotyków powinna skrócić chorobę. Ręka, kolano mniej bolą, więc chyba idzie dobre. Ale nie dochodzi. Badania, badania, badania…

Korytarz pogotowia przepełniała cisza zmieszana z bólem. Oszczędne światło. Ludzie siedzący na czarnych dziwnie szerokich wózkach inwalidzkich wyglądali jak rzeźby wykute w skale tylko oczy zatopione w sinych twarzach zdradzały oznaki życia. Siedzieli jeden za drugim jak w zabawkowym pociągu, którym bawi się bezduszny wielkolud. Kwadrat poczekalni jakby jaśniejszy, pełen ludzi i butelek z wodą. Ale nadzieja gdzieś się ulotniła. Wszyscy bez entuzjazmu czekają na swoją kolej. Do nicości. Serce, nogi, kolana, lęki… Czy tak ma wyglądać koniec? Zwolnienie siły napędowej, utrata energii, zwątpienie i ciche umieranie.Jedynie człowiek odbijający się od recepcji już 4 raz elektryzował atmosferę swoją pretensją i czerwoną twarzą typowego alkoholika. Nikt nie chce się nim zająć. Ma duszności, nie wie co robić, od rana przychodzi a tu już 22.00. Dalej mu duszno. Dalej mu źle. Personel jest zmęczony jego zachowaniem. Każe mu czekać, ale on nie potrafi czekać. Wychodzi na zewnątrz by wrócić ponownie jeszcze 5 albo 6 razy. Jeszcze walczy z demonami nie wiadomo po co.

Pogotowie przywozi następnych. I następnych. Spokojny wtorek ich nie dotyczy. Z przewoźnych łóżek jak z wózków małych dzieci wystają stopy. Jedne w szarych filcowych kapciach jakby przygotowanych na dłuższy pobyt inne przykryte szczelnie w tajemnicy przed wścibskimi spojrzeniami. Ołowiana twarz kobiety z szerokim śliniakiem pod szyją uwitym z zielonego papierowego ręcznika i zmiętą butelką pod krzesłem z resztkami czerwonego płynu. Śpi w nietypowym półzgięciu. Ma podkowy pod oczami aż do połowy policzków jak plamy opadowe. Kobieta w polarze z wbitym czymś w palec. Szczęściara obsłużona poza kolejnością ale bez znieczulenia. Mąż zaciskał za nią zęby. Dziewczyna z długim paskiem badań w dłoni matka dwójki dzieci w kolorowych czapkach. Jedna w różowe flamingi, druga w niebiesko zielone rozlane plamy.

Dziadek, kloszard z wózkowego pociągu mówi do mnie niewyraźne słowa. Z tych powolnych dźwięków wyłania się pytanie: Czy lekarz już przyszedł, bo on już tu 2 godziny siedzi. Szczupła pielęgniarka w krwistym fartuszku przypomina, że ma czekać. Zaraz wywołają jego numerek. Smród stęchlizny i moczu zaczyna szczypać w oczy. Przesuwam się jak najdalej w głąb korytarza na lewo. Czekam. W głowie odpala mi się Molesta Ewenement & Marek Dyjak, Złota ryba „Masz do skrzydeł przywiązaną złotą rybę, jeśli Ty odfruniesz serce jej przestanie bić. Słuchaj ptaków w klatce nie jest Ci najgorzej, źle jest wtedy, kiedy nie chce się już żyć…”

„Armagedon to szybka zagłada, kto wpada nie wychodzi taka jest zasada, bogaty, biedny, zdrowy i chory razem po kolei do gazowej komory. Ukarani przez siebie, bo stworzyli te stwory armagedon z ludzkiej nienawiści i głupoty. Dopiero teraz zaczynają się kłopoty, bo nikt nie przewidział ruchów tej istoty.”

Atmosfera się zagęszcza w rytm piosenki dobrze, że otwarte drzwi wypuściły wreszcie S. z J. oraz dziarskiego ortopedę, który wnikliwie badał każdą kostkę S. w jego wątłym podskórnym świecie. Doktor nie pasował do innych. Miał entuzjazm i mam nadzieję wiedzę. Wszystko co mówił wydawało się prawdziwe, motywujące ale ostatecznej diagnozy, ani on ani dwóch poprzednich doktorów, nie potrafiło postawić. Z prywatnej kliniki zostaliśmy zawróceni do umieralni jakby to powiedziała moja dawna przyjaciółka. Ale mamy antybiotyki… Garść nadziei i kroplę siły do rozpoczęcia środy.

Więc, czym się tu martwić…

Poniedziałek rozpoczął się niedbale. Wraz z kolanem S. rozbolała ręka. Diagnoza idzie w stronę dny moczanowej ale potwierdzenie możemy dostać dopiero w środę. Na razie z bólem „serca”, kolana i dłoni pojechał do szkoły. W końcu klasa maturalna do czegoś zobowiązuje.

Bronię się przed poniedziałkową rutyną. Ciągle marzę o zmianie tego życia, a raczej miejsca. I wszystkich czynności związanych z tym przytłaczającym krajobrazem. Prozaiczną prozą życia. Mdłą jak kafelki w łazience. Powtarzalną jak rachunki za prąd. To już nawet nie marzenie ale potrzeba zaspokojenia pierwszej potrzeby. Jak oddychanie.

Słyszę monotonny, jednostajny, drażniący dźwięk śmieciarki. Będę go słyszeć do końca życia. Chyba, że sztuczna inteligencja skonstruuje nam latające wywózki śmieci. Na razie grozi mi głuchota od analogowego hałasu tego miasta.

Na odpoczynek w ciszy nie ma co liczyć. Tak samo na zmianę. Zmiana – jest tylko oszustwem mojej małej głowy. Nie mogę jej nawet rozpocząć a co dopiero wdrożyć. Działam wydeptaną ścieżką neuronalną od pracy do wypłaty przez slalom zobowiązań, wyrzutów sumienia i sieczkę zadań wymykających się nieubłaganemu czasowi.

Bądź tu i teraz, mawia klasyk. Ale wiem, że teraz nie istnieje. Chociaż ktoś mądry wyliczył, że to tylko 3 sekundy? Skąd to wiedział? O tym już nie napisano. Przeszłość nie istnieje jeszcze bardziej a przyszłość dopiero nadejdzie, więc nie ma nic. I czym się tu martwić…

Dźwięki są bezlitosne. Rozpędzają się od piątej rano by z natężeniem wszystkich najciemniejszych barw uderzyć o ósmej. Nie słychać już dzieci idących do szkoły, ani ludzi trzaskających w pośpiechu drzwiami samochodu. Nie ma już rozmów z sąsiadami ani awantury o zajęte miejsca parkingowe. Jest tylko zmęczenie. Zobojętnienie zanurzone w nieprzerwanym ciągu taśmowych, niskich dźwięków maszyn. Jak w wielkiej fabryce, która na koniec wypluwa wypranych z uczuć zombiaków. Gdzie jedyną nadzieję stanowi zieleń paprotki na parapecie. Jak w oknie życia.

Już koniec września a ja jeszcze mentalnie nie wyszłam z sierpnia. Umysł nie nadąża za ciałem, a ciało za kratkami w kalendarzu. Wszystko przyspiesza. Rozpędza się. Zjeżdża w dół z górki na rowerze z zepsutymi hamulcami. Na razie nie czujemy końcowego zaskoczenia. Nie przypuszczamy, że ta droga zaraz zakończy się kolejnym upadkiem. Podejrzewamy tylko, że coś idzie nie tak. Że zaraz coś znowu pierdonie. Niestety nie możemy podać nawet przybliżonej daty. Intuicyjnie wyczuwamy, że w przeciągu miesiąca przyjdzie nam się znowu podnosić z kolan i leczyć je szybciutko w oczekiwaniu na kolejny zjazd.

Jedyne co można zrobić to udawać, że ta rzeczywistość po prostu nas nie dotyczy. Być oderwanym. Odklejonym. Ratować siebie i iść spokojnie na spacer w spokojny wczesnojesienny czas. Bez asekuracji. Twarzą w przód z szeroko otwartymi oczyma na przekór wszystkim i wszystkiemu – być.

Piękny wrzesień

Tydzień wrażeń dobiega do mety. Spuchnięte kolano S. doczekało się lekarza, zliczyło diagnozę i czeka na dalsze badania. Znów jesteśmy zmęczeni, a ja znów z niczym nie mogę zdążyć, a wrzesień jak widać zamienia się w październik, a ja z września nie zaliczyłam żadnego obrazu. No może jeden, nad rzeką i jeden w parku pod mostem. To stanowczo za mało.

Znów, znów przetacza się przez umysły jak bolesna mantra. Znów, znów odbija się echem. Znów, znów w zaciśniętym myślami pokoju zawalonym pracą. Znów, znów brakuje okienka na odpoczynek i spokój. Żeby tylko nic mu nie było, bo świat znów, znów wywróci się na lewą stronę.

P. zrobił się niewidoczny przy swoim komputerze. Nie muszę już z nim pochłaniać nudnych starych filmów. Sam zamknął się w swojej obsesji i chyba zostanie tam do rozpoczęcia roku akademickiego.

Piękny wrzesień się kończy utopiony w praniach zaległych rzeczy przywiezionych z bagien. W niedokończonych porządkach. Wciąż nie posprzątanej szafy w przedpokoju i zapuszczonej wkładki z przegródkami na sztućce. Okna cifem rozmazane nie doczekały się przebłysku świadomości. Tylko zawieszenia białej żaluzji, która pozornie wprowadziła szpitalną biel. Ale my tam wiemy co pod nią kipi. To wszystko zaraz się zemści. Wyleje. Prowizoryczny ład dopadnie nas w najmniej spodziewanym momencie. Przydusi do ściany i wyciśnie ostatnie soki. Udawanie skończy się upadkiem.

I znów piątek. Znów idą na badania. Szybki prysznic rozpryskuje się po kafelkach. Kiedy wyjdą nadejdzie cisza oczekiwania.

Nieodpoczynek

Niedziela. Nigdy za nią nie przepadałam. Ogromne pudło wypełnione po brzegi lękami przed nadchodzącym poniedziałkiem. Wylewającą się fala niedokończeń i obaw. Niepoukładanych w głowie treści. Niepokój nieoczekiwanych zmian i potknięć. Nieodpoczynek. Pseudo wytchnienie, nieistnienie spokoju. Strach przed kolejnym nadmiarem, przytłoczeniem, zwyrodnieniem. Tygodniem przymusowych prac przeplatanych przygotowywanymi na prędze posiłkami. Wymuszonymi oszczędnościami i szybkimi porządkami.

Poszłam nad rzekę. Wody już w niej niewiele jakby powódź nie istniała tu naprawdę. Brunatna woda płynęła powoli. Miała nieprzyjemny zapach. Była brudna. Schowała się w ramy połamanych trzcin i wytartych do jasnego brązu traw. Kilka kaczek krzyżówek, kilka spojrzeń i nic z jesieni ani z lata. Takie nędzne pomiędzy.

Przypomniałam sobie, że nie mam zapasu wody w butelkach. Na pewno nikt się nie pofatygował na niedzielne zakupy a woda z kranu, którą piłam codziennie stała się teraz ryzykownym pomysłem.

Spacer w słońcu nie dawał oczekiwanego odprężenia. Dzisiaj był jedynie smutną koniecznością. Gorące powietrze drażniło. Głowa bolała. Zła godzina. Stanowczo za późno. Za dużo ludzi. Za dużo ruchu. Coś nie tak. Umysł puchł od brakujących w lodówce rzeczy. Źle przemyślane zakupy. Niedokończone jak należy w sobotnich podróżach po sklepowych półkach. Żle zaplanowane, bezcelowe. Zdarza się.

Ileż razy można powtarzać ten sam nudny proces. Zmierzać przed siebie w powtarzalnych schematach w nicość przeznaczenia.

Fala się wydłuża

Dalej idzie fala. Fala się wydłuża. Wszystko tonie pod błotniastymi wodami rzek. Zbiorniki napełniają się do granic możliwości. Wrocław czeka na falę a Kłodzko podnosi się z kolan. Chodniki spowite szlamem tworzą rzeźby z traw krzeseł, worków i starych wersalek. Dryfujące auta opadły na mieliźnie między żabkami. Przewrócone drzewa straszą wężami korzeni. Nastrój jest szary jak ziemia w pęknięciach chodników.

Myślę o Bardzie chociaż najbardziej ucierpiały regiony przygraniczne jak podaje Gazeta Wrocławska: Stronie Śląskie, Kłodzko i Lądek-Zdrój. A ja jednak o Bardzie i kawce na okrągłym jak taca stoliku w piękny słoneczny dzień, gdy ze spokojną głową przemierzaliśmy kolorowe uliczki…

Nastrój trzyma nas przy życiu. Gdy spada, spadamy razem z nim. Odchłań jest blisko. Wystarczy zatrzymać ją na etapie pierwszego uderzenia szpadlem o glebę. Pierwszego przerzucenia ziemi za ramię. Zatrzymać czas i przestać kopać. Odwrócić się i odejść. Przetasować myśli do początku. Przywołać obrazy słońca palącego twarz w upalne popołudnie w miejscach, w których nikt nie wywołuje niepokoju przyszłości. Te miejsca są tylko w naszych głowach. Tylko my mamy dostęp do tych zasobów.

Tu jest bezpiecznie. Tu fala się wydłuża jak stwierdził kreatywny komentator zdarzeń ze znanej stacji. Oznacza to w jego mniemaniu że poziom wody podnosić będzie się wolniej. Ma to zadziałać nie do końca uspokajająco, ani do końca dramatycznie, jak sądzę, ale zgodnie z wymaganiami zwiększającymi słupki oglądalności. Mnie z głowy nie wychodzi Wojciech Bojanowski wskakujący w woderach do wody…Reporter został nawet zapytany, czy osobiście nosił worki z piachem, na co oczywiście zareagował: Trochę dźwigałem. – Solidny trening pleców. Podaje Pudelek. Jednak sedno dramaturgii i tak znajduje się na Instagramie pana Wojtka. Serdecznie zapraszamy.

Nieświadomi przypływu

Nie śpię. Idzie fala. Z najdalszych zakątków spiętrzone wody wlewają się w bolące, spuchnięte żyły rozlewisk. Tamy nie wytrzymują. Stan przedzawałowy.

Strumienie przyspieszają. Rzeki podnoszą białe grzywy na błotnistych falach. Wszystko wzbiera i próbuje oderwać się od lądu. Jakby cała masa podłoża chciała się wyrwać z tego zatrutego miejsca. Odczepić się od całości. Stać się osobnym bytem. Rozpuścić w strugach wody i płynąć z nurtem w nieznane. Być wreszcie gdzie indziej.

Deszcz spada falami w kolejnych porcjach zimnych zacięć na ołowianym tle śpiącego miasta. Wybija smutny rytm na blaszanych parapetach i rozmazanych szybach. Zagłusza myśli.

Internety przewidują koniec świata i nawołują do mobilizacji. Jesteśmy w oku cyklonu. Będzie tylko gorzej a to dopiero początek. TikTok przypomina przepowiednie. Przecież to już wiedziano, obliczono, powiedziano. Jakiś szaman to już zwiastował, opowiadał starszyźnie. Ludzie znowu nie słuchali.

TVNy, Polsaty ustawiają się na tle szarych tam, mostów i zalanych dróg. Poważne twarze w kurtkach z membranami tworzą zgodne z wymogami SEO opisy opłakanej rzeczywistości. Jak to się mogło stać? Kto nawalił? Dlaczego nikt tego nie zatrzyma? Co mamy robić?

Wzbiera mży, siąpi, popaduje, kapie, pada, leje, zacina intensywnie, dynamicznie, aktywnie, mocno, lawinowo, burzliwie, ofensywnie wzbiera, wzbiera, wzbiera!

Zrzuty wody. Ze zbiorników, zapór potrojone odpływy będą zależeć od rozwoju sytuacji w poszczególnych rejonach. Prognozowane są dalsze wzrosty. Woda porwała auto z kobietą w środku. Dramatyczna akcja ratunkowa w Kałkowie. Aktualnie wszystko pęcznieje i nasiąka. Lęki mnożą się na progach kamienic, przy barierkach, na dachach i daszkach. Z minuty na minutę sprawdzają się czarne scenariusze.

Moje miasto się kuli z zimna. Sąsiadka z dołu krzyczy na męża przed wyjściem do pracy. Niedziela to przykry dzień na taką aktywność. Nastrój spada. Tutaj jeszcze, jeszcze… Dalej leżymy nieświadomi przypływu. Deszcz nieprzerwanie zniekształca widok na ulicę.

Ciekawe co na bagnach?

Telefon zadzwonił dwa razy

Telefon zadzwonił dwa razy. Akurat gdy wyszłam spod prysznica. S. zdenerwowany poinformował mnie, że miotła jest do dupy i nie zbiera. Głos miał płaczący ale to bardziej niemoc malowała jego słowa na czarno. Uspokoiłam go po matczynemu i pochwaliłam młodego człowieka za włożony trud zgodnie z dekalogiem mówiącym, że nie efekt ale praca włożona w efekt jest najważniejsza. Nie zmienia to faktu, że już w piątek czeka mnie wyjazd z bagien do krainy mycia, prania i sprzątania. Na razie odpycham tę myśl na tył głowy i biorę się do pracy jakby umysłowej. Umysłem ogarniam pranie, obiad i siadam do pisania. P. zafiksowany na filmach dalej wynajduje tytuły z otchłani staroci jak z wielkiej czarnej dziury i ogląda je z miną delektującego się sztuką najwyższych lotów konesera. Mnie już to po prostu wkurwia. Ale co ja mogę… Na obsesję nie ma rady.

Dzień toczy się dalej.

Byłam z P. Na szybkim ponad dwukilometrowym marszem naszą ulubioną trasą. Na tle Ślęży wzbiły się błotniaki. Obraz pozostał na dłużej w komórkach nerwowych produkujących w mojej głowie wolność.

Zanim zacznę doprowadzać mieszkanie do używalności czeka mnie moment nieuwagi. Zastygania i liści za oknem. Myślenia o niczym.

A może skoczymy do Doliny Baryczy? Zagaił J. niespodziewanie…

Strona o magii natury, sztuce życia w zgodzie z rytmem świata Fotografia Pisanie Magia Spokój Poezja Wild Inspiracje Intuicja Kreatywność Zmysły