Archiwa kategorii: Kingfisher przy kawie

Niestety, nie jesteśmy porostami

Dzisiaj w kontraście do szarego obrazka za oknem mój sen jawi się w kolorach ciemnoróżowych kwiatów obrastających pnączem budynek z kolorowej cegły. Na dole stoi jakiś młody mężczyzna, przyjazny chyba z rowerem. Kwiaty mienią się w słońcu wpadając w odcienie purpury. Czuję radość. Przypływ i obietnicę dobrego. Czegoś co już było i powraca, żeby dać mi ukojenie. Ściana kwiatów nie pozwala oderwać wzroku. Przepych barw. Słońce. Południowe promienie słońca na skraju miasta. Zielony trawnik i biały krawężnik…

A tu słychać dzwony. Dzwony piekieł jak je nazywa J., przerywające martwą ciszę. Jednak nikt nie śmie zwrócić uwagę na hałas wydobywający się z ciężkich dzwonów od ósmej do osiemnastej. Świętych się nie upomina.

Wrażenie szarości zaczyna być przygnębiające w strugach miarowego deszczu. Wilgotna ulica i mokre pudełka bloków. Miastowa brudna poświata rudości i silnej bladości. Zanim ruszy z pod ziemi zielona trawa i liście minie jeszcze trochę czasu. Jedynie porosty na korach zmęczonych po zimie drzew nabierają barw soczystej zieleni. Czasem wpadają w kolor błękitu a czasem nawet żółci. To czas tych tajemniczych grzyboroślin. Do których świat nie mógł się przyzwyczaić a raczej pogodzić z faktem, że dwa organizmy mogą żyć w zgodzie bez żadnej ludzkiej ani boskiej ingerencji w świecie żarłocznych bestii wysysających z siebie ostatnie krople krwi, nazywając to miłością, pracą czy religią. Tylko natura realizuje najlepsze pomysły reszta jest jedynie karykaturami błędnych połączeń, topornych związków i udawanych znajomości, na końcu których musi z powrotem zbudować swoje ego i przegnać egzystencjalne lęki. Po kilku cudownych snach znowu musi leczyć ból dupy po notorycznym wykorzystywaniu. Niestety, nie jesteśmy porostami.

Porosty

Porosty to organizmy składające się z grzyba i glonów lub sinic, współpracujących w symbiozie. Grzyb dostarcza struktury ochronnej, a glon lub sinice przeprowadzają fotosyntezę. Porosty występują na różnych powierzchniach, od skał po drzewa, i są bardzo odporne na ekstremalne warunki środowiskowe.

Złotorost ścienny
(Xanthoria parietina)

Symbioza między grzybem a glonem lub sinicą w porostach polega na współpracy obu partnerów. Grzyb dostarcza ochronnej struktury zwanej plechą, która chroni glon lub sinicę przed szkodliwymi warunkami środowiskowymi. W zamian glon lub sinica przeprowadzają fotosyntezę, dostarczając grzybowi związki organiczne, takie jak cukry.

Ta współpraca umożliwia porostom kolonizację różnych siedlisk, nawet tych trudno dostępnych dla innych organizmów. Symbioza ta jest kluczowa dla przetrwania porostów w różnorodnych ekosystemach.

Kilka podstawowych rodzajów porostów to:

  1. Porost islandzki (Lichen islandicus): Popularny w medycynie ludowej, zwłaszcza wytwarzany z porostu islandzkiego.
  2. Porost tarczowaty (Parmelia): Posiada charakterystyczne plechy w kształcie tarczy.
  3. Porost zmienny (Cladonia): Znany z różnorodnych form i kształtów, często spotykany na glebach i skałach.
  4. Porost miseczkozarodnikowy (Cladonia chlorophaea): Charakteryzuje się miseczkami zawierającymi zarodniki.
  5. Porost listkowaty (Peltigera): Zwykle ma płaskie, skórzaste plechy przypominające liście.

Te to tylko przykłady, ponieważ istnieje wiele różnych rodzajów porostów o różnorodnych cechach i właściwościach.

Śląskie Davos. Szwajcarskie Sokołowsko. Buczynowe uzdrowisko

Poniedziałek nadszedł tym razem spodziewanie z całą masą sprawunków. Jednak ich znaczenie jakby zmalało. Moja uwaga się do nich nie przykłada. Wrażenia zobowiązań jest jakby za mgłą, jakby poza moją jurysdykcją cokolwiek to znaczy. Wszystko co muszę ukryło się po prostu w jakiejś dziurze, która jest teraz nieistotna i można ją na chwilę zakopać i przydeptać podeszwami. Czas nie jest nachalny. Nie przyspiesza. Nie panikuje. Woda z kranu kapie wolniej. Za szybą świat wypełnia się dźwiękiem stłumionych warstw głosów przekrzykujących się piskliwości ptaków. Ich wielość wypełnia całe tło ulicy. Jest jakby wiosennie. Trzymam się tej myśli i zapachu wpływającego przez uchylony lufcik plastikowego okna. Przyroda zawsze znajdzie drogę do mojego mózgu. Spływa do każdej komórki, żeby wypełnić je światłem i nową energią. Oj, poszło by się nad rzekę, ale w tak zawalonym harmonogramie wizyta wypadłaby na godziny wieczorne, kiedy ciało już raczej odmawia posłuszeństwa, szkoda. Odbijemy sobie w środku tygodnia.

Buczynowy las

Mam w głowie buczynowy las z naszej sobotniej wycieczki. Srebrne kory buków z kreseczkami spływającej wody. Nieustający deszcz tonizujący umysł jak muzyka od mnichów tybetańskich z YouTube. Byliśmy w Sokołowsku. Tym Sokołowsku z Empuzjon Olgi Tokarczyk… Jakim trzeba być ignorantem, żeby mieć pod nosem takie miejsce i nie korzystać z niego zwłaszcza w covidovej zawierusze jeszcze dwa lata temu albo i teraz, kiedy prątki tej zarazy jeszcze krążą w powietrzu pod różnymi mutacjami kaszlu, wydzielin, rozwolnień i bóli wszystkich możliwych organów.

Sokołowsko ze względu na dość tajemnicze położenie między górami, potokami i gatunkami drzew oraz z zagadkowym podziemnym jeziorem opisanym w książce stało się kurortem dla gruźlików z całego świata. Warunki jakie sobą reprezentowało wystarczyło kuracjuszom do poprawy zdrowia swoich płuc i serca gdzie panaceum na wszystko stanowiły w głównej mierze spacery „zdrowotnymi ścieżkami”. Tak, spacery zapisywane na receptę przez ówczesnych doktorów. Zupełnie jak w przypadku dzisiejszych kąpieli leśnych dla uspokojenia nerwów, redukcji lęków i obniżenia ciśnienia. Powolne spacery wyznaczonymi trasami bez nerwowych rozmów. Takie były zalecenia. Takie wyczytałam w Empuzjonie. Tak więc specyficzne położenie uzdrowiska było kluczowe. Tu klimat był inny niż w tradycyjnych górach za sprawą właśnie tego podziemnego jeziora, o którym jeszcze nie znalazłam wzmianki w innych źródłach niż książka. Klimat Nie tak zimny w odczuciu ale przystępny i dbający o drogi oddechowe lepiej niż atrakcje uzdrowiskowe w innych górskich uroczyskach. Odpowiednie gatunki drzew, mchów i porostów oraz sieć potoków składają się na ten unikalny mikroklimat, dobrostan dla naszych wymęczonych, przyduszonych organizmów. Dobre miejsce na spacery dla małych i dużych zamiast sztucznych inhalacji, nebulizacji mamy naturalny lek na płuca zaledwie 40 minut od miasta. Czytajcie Noblistów a będzie Wam dane…

„W Sokołowsku występują dwa poziomy klimatyczne o silnym zróżnicowaniu: poziom dna dolinnego (sanatoria) i poziom południowego stoku (od 600 do 620 m n.p.m.). Dno doliny charakteryzuje się zacisznością – prędkości wiatrów są tu minimalne. Na stokach wiatr znacznie przyspiesza. Wiatry z kierunków wschodnich są bardzo rzadkie. Sokołowsko jest najzimniejszą miejscowością tej części Gór Suchych. Występuje tu stosunkowo długa zima i krótkie lato, a także obfite opady deszczu, z których 61% spada latem, z maksimum w lipcu.”

Symbioza natury i kultury
„Sokołowsko to miejscowość w gminie Mieroszów w powiecie wałbrzyskim. Leży w Górach Suchych,najwyższym paśmie Gór Kamiennych. Strome zbocza tych nie najwyższych gór (Waligóra ma 936 m n.p.m.) sprawiają, że są one niekiedy nazywane „sudeckimi Alpami” (nieoficjalny szlak pieszy wyczynowy wiedzie przez szczyty z „Korony Sokołowska” – najwyższe góry pasma Gór Suchych, leżące na polsko-czeskim pograniczu). Wieś zamieszkuje niespełna 1000 mieszkańców. Jest jedną z największych miejscowości gminy. Odwiedzają ją też turyści i kuracjusze.” – https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

HISTORIA SANATORIUM DR BREHMERA

Pierwsza wzmianka nt. Sokołowska pojawia się w 1357, jako istniejąca wieś założona najprawdopodobniej przez zakon benedyktynów w Broumově. Do końca XV wieku Sokołowsko miało kilku właścicieli.

W 1509 r. Sokołowsko wraz z pd. częścią księstwa świdnickiego nabył hr. von Hochberg, który założył rodową siedzibę w Książu. Do połowy XIX wieku w Sokołowsko nie różniło się niczym od innych wsi w dobrach Hochbergów. Zmiana w losach wsi nastąpiła w 1849 r., kiedy na wypoczynek zajechała hr. von Colomb. Zachwycona krajobrazem Sokołowska namówiła swojego szwagra dr Hermanna Brehmera na utworzenie uzdrowiska leczącego metodą hydroterapii Vincenta Priessnitza.

W 1855 r. w Sokołowsku zostało uruchomione pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików, którym zastosowano nowatorską metodę leczenia klimatyczno-dietetycznego. Na wzór Sokołowska został stworzony ośrodek leczenia gruźlicy w Davos. W późniejszym czasie Sokołowsko zyskało miano “śląskiego Davos”, chociaż to Davos powinno nazywać się “szwajcarskim Sokołowskiem”. Bliskim współpracownikiem dr Brehmera stał się prof. Alfred Sokołowski. Dla uczczenia jego zasług w 1945 r. miejscowości nadano jego imię.

Uzdrowisko nie należało do tanich, lecz było dobrze zagospodarowane – już przed 1888 r. posiadało pocztę i połączenia telefoniczne. W 1887 r. przebywało tu 730 kuracjuszy. Pobyt dr Tytusa Chałubińskiego w Sokołowsku zaowocował pośrednio jego zainteresowaniem Zakopanem, gdyż rozpoczął poszukiwania okolicy zbliżonej do tego uzdrowiska dla zorganizowania w Polsce takiego samego ośrodka leczenia gruźlicy.

Po II wojnie światowej pozostało tutaj uzdrowisko o profilu przeciwgruźliczym. Pod naciskiem dr Stanisława Domina zmieniono profil leczenia w kierunku leczenia chorób dróg oddechowych. W latach 70. XX wieku w miejscowość zaczęto przekształcać w ośrodek sportów zimowych dla potrzeb klubów wałbrzyskich, docelowo miał powstać Wojewódzki Ośrodek Sportów Zimowych. Jednak z braku środków finansowych nie wszystko udało się zrealizować. Pozostały tylko trasy biegowe (w tym nartorolkowa), które włączono do Biegu Gwarków. W ostatnich latach uzdrowisko przeżywa regres, oparty na ogólnym kryzysie ekonomicznym. Po II wojnie światowej status wsi Sokołowsko uzyskało dopiero na początku XXI wieku.

W 2007 roku obiekt byłego Sanatorium dr Brehmera zakupiła Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ i tworzy w tym miejscu Miedzynarodowe Laboratorium Kultury.

Historia tego miejsca rozpoczyna się na nowo….. – Z informacji na stronie: https://www.sokolowsko.org/pl/sokolowsko

Tu ciekawy blog turystyczny pięknie opisujący Snokolowsko i okolice: https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

Las buczynowy

Las buczynowy to jeden z typów lasów liściastych, w których dominuje buk zwyczajny (Fagus sylvatica). Buczyny są charakterystycznym ekosystemem leśnym, występującym głównie w strefie klimatu umiarkowanego na półkuli północnej. Buk zwyczajny to gatunek drzewa liściastego, który osiąga imponującą wysokość i tworzy zwarte drzewostany o pięknym wyglądzie.

Oto kilka cech charakterystycznych lasu buczynowego:

  1. Drzewa bukowe: Buk zwyczajny osiąga do 30 metrów wysokości, a jego kora jest gładka i srebrzystoszara. Liście buka są jajowate, ząbkowane i zielone, zmieniające się w jesiennej porze roku w intensywne odcienie czerwieni, pomarańczy i brązu. Owocami buka są brązowe orzeszki nazywane bukwią – jednonasienne, trójgraniaste orzeszki długości 1-2 cm, błyszczącobrązowe, zebrane po dwa (rzadziej pojedyncze) w zdrewniałej, pokrytej kolczastymi wyrostkami okrywie. Zbiorowiska roślinne należące do buczyn są wyznacznikami chronionych siedlisk przyrodniczych wymagających wyznaczania obszarów Natura 2000. Las bukowy to najlepsze miejsce do kąpieli leśnych czyli Shinrin-yoku (jap. 森林浴; kąpiel leśna), zwłaszcza wiosną
  2. Podrosty i runo leśne: W buczynach można znaleźć różnorodne gatunki roślin zielnych, mchów i porostów. Runo leśne jest ważnym elementem ekosystemu, tworząc warstwę ochronną dla gleby i dostarczając schronienia dla wielu małych zwierząt.
  3. Bogactwo flory i fauny: Las buczynowy jest domem dla licznych gatunków roślin, ptaków, ssaków, owadów i grzybów. Ptaki takie jak dzięcioły, sójki czy sikorki często zamieszkują te lasy, a ssaki, takie jak jelenie czy dziki, są powszechnie spotykane.
  4. Sezonowe zmiany: Buczyny prezentują piękne zmiany krajobrazu w ciągu roku. Wiosną liście buka rozwijają się, nadając lasom intensywnie zieloną barwę. Latem las jest bujny i zacieniony, a jesienią drzewa bukowe prezentują malownicze odcienie jesieni. Zimą większość liści opada, eksponując delikatną strukturę gałęzi i konarów.
  5. Ochrona przyrody: Las buczynowy jest często chroniony jako obszar przyrodniczy ze względu na swoją wartość ekologiczną. Ochrona takich obszarów jest istotna dla zachowania różnorodności biologicznej i utrzymania zdrowego ekosystemu.

Buczyna, jako ekosystem leśny, pełni istotną rolę w utrzymaniu równowagi ekologicznej, dostarczając schronienia dla wielu gatunków i wpływając pozytywnie na jakość gleby oraz regulację klimatu.

Wszystkie moje niebieskie sny…

Czasem osiągam stan umysłu w którym wszystkie moje niebieskie sny z wodą , falą i szczęściem łączą się ze sobą w jedną strukturę, w jedną masę, która zalewa niewyobrażalną przyjemnością mój umysł. Nie wiadomo do końca skąd przychodzi to uczucie ale to nie istotne bo jego siła wszystko zmienia. Drobne rzeczy zamieniają się w przyjemności, smaki się wyostrzają a zapachy stają się wrażeniami z dzieciństwa. Uczucie trwa, krótko i przychodzi zwykle wczesną wiosną, przedwiośniem albo lepiej przedprzedwiośniem, kiedy jeszcze nikt nie czuje zmian w powietrzu. Tylko ja. Taki dar od wszechświata za wewnętrzne smutki zimy. Sny materializują się jakby przed oczami, przypominają swoje obrazy, te dawno zapomniane i łączą je z nowymi tworząc wielką siatkę samych dobrych pierwiastków szczęścia. Tych prawdziwych osobistych, szczerych od których wszystko co złe odbija się i nie ma większego znaczenia. Sens życia zmienia wtedy swój image i nagle rozumiemy, że tu chodzi o coś całkowicie innego. Że to co dotychczas było tylko na przetrwanie i że trzymaliśmy się kurczowo rzeczy widzialnych i tylko w nich pokładaliśmy nadzieję nie wierząc, w nasze głowy, w których produkuje się inna rzeczywistość zaprzeczająca wszystkim standardom, formom i wyobrażeniom. Staje naprzeciwko szarości, siności i bólu. Zalewa słońcem. Pływa w zachwycie. Jest wodą, plażą, piaskiem i słońcem. Kwiatami ze snów, tych z unoszącymi się w powietrzu ciałami, nad miastem, nad lasem, nad jeziorem. Gdy jesteśmy fruwaniem i wyzwalającym unoszeniem się nad martwym światem. Snem dającym ukojenie na kilka dni i zmieniającym ścieżki neuronalne w naszych mózgach bez użycia antydepresantów. Taki prezent od ciała. Chcę utrzymać ten stan. Jest jak przebłysk świadomości dawno zapomnianego dziecięcego zachwytu. Jak go wyprodukować? Jak go zatrzymać na dłużej? Gdzie go szukać gdy znów się zgubi? Natura. Czy to naprawdę takie proste?

Lśnienie

Dzisiaj wiatr i deszcz. Czyli bez zmian. Jesteśmy w nieładzie. Nie sprzątam już drugi tydzień. Pokoje zarastają kurzem i składowiskiem dziwnych rzeczy na biurkach i regałach. Niedługo wszystko urośnie do wysokości sufitu i zacznie wypływać przez okna. Wirus nie przechodzi. Bolą nas jelita i zalewają poty ale już możemy przespać całą noc. P. wydziela sobie po pół bułki z masłem i boi się obiadu. Ja bezkarnie zjadłam przed chwilą jajecznicę zrobioną przez J. zaraz pogrążę się w bóloskurczach. Tak, tak moja zachłanność nie ma granic. Jestem niewolniczką jedzenia. Muszę wreszcie przestać. Ale to jak narkotyk. I tak sięgniesz następnym razem. No chyba, że… Ale jeszcze jeszcze…

Luty mija niespodziewanie szybko. Chociaż jeśli przyglądam mu się uważniej to jednak dopiero dziewiąty. Ale po dziesiątym już przyspieszy. Wirusy zamienią się z bakteriami i przyjdzie nowe inne, które nada tło kolejnej fali czynności do wykonania. Kolejnych tragedii do pokonania, kolejnych smutków do ukojenia i ani się obejrzysz a już nastanie marzec. A marzec to wiosna. Szara, niemrawa ale jednak. W powietrzu uniesie się inny zapach. Z alergią przyniesie dłuższy dzień. Będziemy wdzięczni za te oczekiwania, bo gdy przyjdzie lato dawno o tym zapomnimy. Kiedy wreszcie zaczniemy żyć chwilą? Teraźniejszością. To chyba nie możliwe. Chociaż potrafię zaprzyjaźnić się z czasem i wyłączać go przed południem ale mogę to robić tylko w lecie. No czasem na długim spacerze nad wodą… Nie teraz. Teraz wszystko jest podzielone i zmierzone. Krótkie interwały na pracę, rozmowy, robienie rzeczy poza pracą i sen. Robotyka dnia powszedniego. Mechanika szarego człowieka. Dupogodziny do odrobienia. Wykrawanie dziurek na swoje fantazje jeśli się pojawią w świadomości. Lekkie przebłyski dziecięcego zachwytu nad lotem gawronów. Skrzek sroki. Ślęża przykryta obłokiem. Przypływ sił w głowie. Pustułka na latarni, klucz gęsi wieczornego gasnącego płaskowyżu. Czujność myszołowa. Sarny przy drodze na Jaworzynę, niczyje… Myśl świeża, nowa. Rzeka. Przebłysk. Lśnienie.

Lśnienie

Lśnienie to efekt odbicia światła z powierzchni obiektu, który nadaje mu połysk i jasność. W zależności od rodzaju obiektu i kąta padania światła, lśnienie może przybierać różne formy, takie jak błysk, połysk, czy migotanie. To zjawisko jest wynikiem odbicia i załamania światła na powierzchniach przedmiotów, co sprawia, że stają się one bardziej widoczne i atrakcyjne dla obserwatora. Lśnienie jest szczególnie zauważalne na gładkich, błyszczących powierzchniach, takich jak metal, woda czy szkło.

W poezji i sztuce lśnienie może przybierać bardziej metaforyczne i symboliczne znaczenie, różniące się od fizycznego efektu odbicia światła. W tym kontekście symbolizuje coś jasnego, błyszczącego, pełnego życia lub odzwierciedlającego piękno.

W poezji lśnienie może być używane jako metafora dla szczególnie pięknych, inspirujących lub transcendentnych doświadczeń. Może odnosić się do chwil jasności, radości lub duchowego blasku.

W sztuce lśnienie może być wykorzystywane przez artystów, aby podkreślić pewne elementy obrazu, nadać im blasku i głębokości. Przez zastosowanie kontrastów świetlnych, artysta może osiągnąć wrażenie lśnienia na płótnie.

Ogólnie rzecz biorąc, lśnienie w poezji i sztuce odnosi się do ekspresyjnego wykorzystania symboliki, aby przekazać głębsze znaczenie i uczucia.

Fala

Znowu cisza. Poranek. Choroby wirusowe powodujące zmęczenie i produkujące czarne myśli na koniec tygodnia. Jak ogarnąć całość, kiedy nie można nawet wstać. Jak znaleźć entuzjazm, kiedy nie można spokojnie zjeść, bo zaraz biegnie się do muszli, żeby wszystko zwrócić obydwoma kanałami dystrybucji. 5 dni jak we śnie. Jak we mgle, w której ktoś coś mówi, informuje, domaga się , a ty słyszysz jak przez grubą szybę akwarium. Niby wiesz co robić, ale rozkaz nie dociera do strategicznych organów wykonawczych. Mózg nie filtruje należycie zadań. Odłącza się w niespodziewanych momentach. Zapomina o planach dnia, o ważności rzeczy i kolejności. Wszystko zwolniło jeśli nie wysiadło. Ciało przechodzi w tryb lewitacji unieważniając istnienie. Wszystko traci ważność. Jest tylko sen. Bóg sen opanował każdą cząstkę świadomości. Nikt z nim nie walczy.

P. zarzygał w nocy całą łazienkę. Dawno tego nie robił, więc nie miał tyle wprawy co jego młodszy brat, który w tej kwestii jest niemal wirtuozem. P. podrostu torsjował z lotu ptaka z ciśnieniem węża strażackiego opryskując umywalkę, sedes ze spłuczką, wannę oraz pralkę. Ściany łazienki przybrały tło „Wodnych ścieżek” Jacksona Pollocka, aż żal było niszczyć to unikalne dzieło. Niestety ani jedno ani dwustronne oczyszczenie organizmu nie doczekało się poprawy. Zarówno jego ciało jak i moje ma obecnie status „chyba jeszcze raz”. Jasną stroną tego stanu rzeczy jest niewątpliwie dieta głodowa, a co za tym idzie redukcja tkanki tłuszczowej. Może stanie się dobrym początkiem efektywnej diety. Jak mawiał klasyk najlepsze rzeczy są za darmo.

J. dzwoni z pracy, że rzyganie ogarnęło niemal cały Wałbrzych. Znajomi z pracy i znajomi znajomych spędzają noce na klęcząco obejmując muszle kompaktowe Cersanit Paros, Iva czy Nevada duroplast z wolno opadającymi deskami wlewając do nich bez końca ziarnistą, kwaśną substancję wewnętrznej złej przemiany. Fala torsjowej mazi wyrwała się spod kontroli i przetacza się przez miasto a jej fale spiętrzają się na wysokości czwartego piętra. Zalanie szkoły, place, Lidle i Biedronki. Śmierdząca masa wzbiera a pompy strażackie nienadążają usuwać jej nadmiaru z okolicznych piwnic. Szkoły i uczelnie odwołują zajęcia. Fabryki zwołują narady. Alerty zapełniają pamięć smartfonów a urzędy skracają czas pracy tylko do dwóch godzin. Straż miejska kieruje ruchem na większych skrzyżowaniach. Dochodzi do niekontrolowanych wybuchów paniki. W oczach przechodniów widać strach i niedowierzanie. Ile razy jeszcze będę rzygał?! Kiedy to się skończy?! Ktoś biegnie z krzykiem środkiem ulicy. Rodzina Winnickich zbiera się wraz z innymi w kościele. Profesor Dąb-Rozwadowski zorganizował śpiwory a Cichowscy termosy z herbatą i kawą. Na stacjach benzynowych ustawiają się kolejki a z Żabek zniknął zapas papieru toaletowego. Niedługo wyłączą prąd i ogrzewanie. Odetną nas od internetu. Ziemia przestanie się kręcić. Wszechświat runie na dno czarnej dziury. Nadszedł czas próby… Ale nie lękajcie się! Jeszcze nie padło ostatnie słowo. Jeszcze na dnie zranionych dusz tli się płomień nadziei a my winniśmy mu cześć! „Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i ulicach, będziemy walczyć w górach; nigdy się nie poddamy…” – Winston Churchill

Ukryty wymiar

Dzisiaj spokój. Poszli sobie. Jeszcze wiatr nie przewiał sinych chmur. Smartfon pyka miarowo przerywa ciszę powiadomieniami ale bez zbytniej nachalności. Świat płynie z wiatrem. Ten miesiąc powinien mieć w tytule „Wiatr”.

Ktoś mówił, że widział przebiśniegi, inny poczuł wiosnę w powietrzu, ja widziałam pączki na bukszpanie przed domem. Ale to jeszcze nic nie znaczy. Takie małe oszustwo natury. Mały promyk nadziei przed nadchodzącymi mrozami. Zawsze czułam się nieswojo o tej porze roku. Z trudem próbowałam się odnaleźć w tym przedsionku, przejściu nie wiadomo do czego, gdzie jedno się nie kończy, a drugie nie zaczyna choć przejawia jakieś symptomy startowe. Na pewno to czas katarów i rozwolnień. Czas niepokoju.

Wczoraj widziałam gawrony szybujące na wietrze. Wiatr dla nich jest zabawą i to całkiem dobrą. Długi lot nie wymaga ruchów skrzydeł. Można bawić się w huśtające czarne szybowce. Widziałam radość w tych zabiegach pędząc do sklepu z listą w rzeczy w głowie. Kurczaki, ziemniaki, rogale, soki, kalafior… A w głowie gawrony… Odmowa karty na stoisku samoobsługowym, niemożliwe stało się możliwe… Niepokój. Przenoszenie towaru na kasę obok, do przemiłej pani w siwo białych pasemkach, o spojrzeniu wystraszonej matki. – Przesuwać ręcznie towar! Taśma zepsuta! Powtarzam, taśma się nie przesuwa. Wyrzucała z siebie słowa beznamiętnym ale donośnym głosem na pograniczu znużonego krzyku. Stosuję się. Przesuwam ręcznie towar. Pani nerwowo przerzuca mój kalafior na drugą stronę. Kartą, kartą, ale… – Odmowa… Karta rabatowa w użyciu. Poczeka pani, 6 minut. To naskoczy rabat. Nie poczekam, płacę gotówką, muszę pędzić dalej do życia. 6 minut to wieczność. Muszę ogarnąć przelewy, rozlewy, które dzisiaj na moim wymęczonym koncie musiały się skumulować, skombować, zagęścić do granic wytrzymałości i utrudnić mi ten wietrzny poranek. Życie.

Gdzieś daleko jest rzeka i las. Jezioro z pomarszczonym lustrem od lekkich powiewów przyjaznego wiatru. Intymna przestrzeń nienachalnych istot. Pierwsze kosy budzą się przed świtem z przerywanym śpiewem. Ciche wąskie, metaliczne gwizdy sikorek i rudzików wypełniają dróżkę przy lesie. Szaro czarne kłębki raniuszków w asymetrycznych pozach podklejone pod gałązkami jak miniaturowe bombki. Ciepła energia rozłożystych koron drzew mówi mi Dzień dobry! Cieszę się, że jesteś. Powietrze pachnie tlenem i mokrą ściółką. Ściana zieleni zaczyna się od dębów przechodząc miarowo na boki w zimozielone iglaki. Na korze rozwijają swoje falowanie kapelusze huby i puchną pączki pomarańczowych śluzowców. Nad głową słychać pisk myszołowów i czkawkowe rozmowy kruków. Kilka kroków za rozlewiskiem zaczynają się mokradła z tajemniczymi olchami i wijącymi się sznurami chmielu. Miarowe wystukiwania dzięciołów nadają rytm przepływom energii po tej stronie zony. Ściółka zagęszcza się błotem. Smuga w tle bagien po skrzydle kani lub sowy rozmywa się wypłowiałym powidokiem. Bezszelestny ruch, dyskretny, skromny, przezroczysty, niewidzialny. Ukryty wymiar. Teoria wszystkiego. Tu proszę pani zaczyna się życie. Wystarczy zostawić wszystko i ruszyć przed siebie…

Ukryty wymiar

Ukryty wymiar Edwarda T. Halla to koncepcja z dziedziny antropologii społecznej, która została zaprezentowana w jego książce z 1966 roku, zatytułowanej „The Hidden Dimension”. Hall analizuje znaczenie przestrzeni osobistej i kulturowych różnic w postrzeganiu dystansu między ludźmi.

W jego teorii wyróżnia dwie główne kategorie przestrzeni: przestrzeń intymną i przestrzeń społeczną. Przestrzeń intymna obejmuje obszar do około 45 centymetrów od ciała i jest zarezerwowana dla najbliższych relacji, takich jak rodzina czy bliscy przyjaciele. Natomiast przestrzeń społeczna obejmuje obszary dalej od ciała i jest dostosowywana do różnych kontekstów społecznych, takich jak spotkania biznesowe czy publiczne wydarzenia.

Hall argumentuje, że kulturowe różnice wpływają na to, jak ludzie rozumieją i używają przestrzeni osobistej. Przykładowo, społeczeństwa zachodnie często wykazują większą tolerancję dla mniejszych dystansów w rozmowach, podczas gdy w innych kulturach dystans ten jest większy, co wynika z różnic w postrzeganiu prywatności i relacji międzyludzkich.

Teoria ukrytego wymiaru Halla miała znaczący wpływ na dziedzinę socjologii, antropologii oraz psychologii społecznej, otwierając dyskusję na temat kulturowych uwarunkowań komunikacji interpersonalnej i zrozumienia odmienności w podejściu do przestrzeni osobistej.

Wirusy

Wirusy przychodzą niespodziewanie jak burze. Krążą po organizmach przeskakując z kwiatka na kwiatek w obrębie czterech ścian, na kogo wypadnie na tego bęc! Nie można się przed nim schować. Są bystre i niewidzialne. Męczą nas gorączkami, bólami brzucha i rozwolnieniem. Jesteśmy tacy bezbronni wobec mikroskopijnej armii, która znowu wybrała sobie na cel nasze umęczone ciała. Wróg niewidzialny jest najgorszy. Nie można spojrzeć mu w oczy. Możemy tylko bronić się po omacku różnymi specyfikami, które częściej działają jak efekt placebo, niż jak właściwy lek. Niektóre chociaż dają znieczulenie. Chwilowe znieczulenie od choroby i życia. Zmuszają do bezruchu. Odpoczynku. Inne jakby w ogóle nie działały przynosząc ze sobą jedynie bóle żołądka. Dobrze jest gdy w tym czasie nie dzwonią telefony i nikt nas nie pogania, nie zmusza do pracy, nie zadaje męczących pytań, nie wybiera się w odwiedziny, które zmuszają do nagłego podrywania i kupowania cukru, ciasteczek i składników na ewentualną, kolację. Wtedy choroba zamienia się w koszmarny ból głowy i znów zamiast zająć się sobą organizujemy party dla tych, którzy wspierają nas w biedzie.

Czym są wirusy. Małe najmniejsze stworzenia z ruchliwymi ogonkami powodujące wymioty i zaczerwienienia a ostatnimi czasy śmierć i niepokój. Lęki i mgłę mózgową. Smród spalenizny, burczenie w brzuchu i bóle kręgosłupa. Czym jest ten mały potwór przychodzący wieczorem, żeby pokrzyżować nam plany bardziej niż inni ludzie? Przenika przez ściany i materializuje się w sypialniach i w kuchniach. Przynosząc same złe wiadomości na końcu których są lęki. Te pieprzone lęki, które znów ściskają żołądek i zalewają umysł niemocą i groźbami przyszłości. Wybiera sobie nasze wnętrze jak nowy dom na wakacje nie dbając o podlewanie kwiatów i mycie wanny ponieważ zajęte są niekończącą się imprezą, hukiem techno party przenikającym przez ściany, zarzyganą łazienką i pobitym szkłem na stołach. Gówniarskie spotkania z hulaszczymi żartami i wyrzucaniem przez balkon towarzyszy zabawy. Niszczeniem wszystkiego co wpadnie w ręce i kiepowaniem w kremowym torcie. Po ich wyjściu nic już nie będzie takie samo. Nic już nie wróci do normy. Zostanie tylko chroniczny ból głowy po kolejnych niechcianych odwiedzinach.

Czym są wirusy?

Wirusy stanowią fascynującą gałąź mikrobiologii, będąc zarazkami, które nie są ani żywe, ani martwe w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Mikroskopijne struktury te są zdolne do infekowania różnorodnych form życia, od bakterii i roślin po zwierzęta, w tym również ludzi. Oto kilka kluczowych aspektów związanych z wirusami:

1. Struktura i budowa:
Wirusy składają się z kwasu nukleinowego (DNA lub RNA) otoczonego białkową osłonką zwana kapsydem. Nie posiadają struktury komórkowej, jak bakterie czy komórki zwierzęce. W celu replikacji, wirusy muszą używać komórki gospodarza.

2. Mechanizm infekcji:
Proces infekcji zaczyna się od przyłączenia wirusa do specyficznych receptorów na powierzchni komórki gospodarza. Następnie wirus wstrzykuje swoje materiały genetyczne do komórki, wykorzystując jej mechanizmy replikacyjne do produkcji nowych wirusów.

3. Różnorodność wirusów:
Istnieje olbrzymia różnorodność wirusów, z których wiele z nich jest specyficznych co do gatunku, a nawet rodzaju komórek, które są w stanie zainfekować. Wirusy są klasyfikowane w różnych rodzinach na podstawie ich budowy genetycznej i struktury kapsydu.

4. Wpływ na życie:
Wirusy odgrywają kluczową rolę w ekosystemie poprzez regulację populacji organizmów oraz kształtowanie ewolucji. Z drugiej strony, niektóre wirusy są odpowiedzialne za poważne choroby u ludzi, zwierząt i roślin.

5. Chorobotwórczość:
Wirusy są czynnikami etiologicznymi wielu chorób, takich jak grypa, AIDS, czy COVID-19. Badania nad nimi są kluczowe dla opracowywania leków, szczepionek i strategii zwalczania infekcji.

6. Szczepienia i zapobieganie
Jednym z najskuteczniejszych narzędzi w kontroli infekcji wirusowej są szczepienia. Zapobiegają one rozprzestrzenianiu się chorób, chroniąc zarówno jednostki, jak i społeczeństwo jako całość.

Podsumowując, wirusy, mimo że stanowią zagrożenie dla zdrowia, są także niezwykle istotnymi graczami w biosferze. Zrozumienie ich struktury, funkcji i mechanizmów replikacyjnych jest kluczowe dla skutecznego zwalczania chorób i ochrony życia na Ziemi.

Sztucznie stworzone wirusy

Sztucznie stworzone wirusy są rezultatem inżynierii genetycznej, gdzie naukowcy manipulują genetyką wirusów w celu zrozumienia ich funkcji, opracowania nowych terapii lub zwiększenia wiedzy na temat wirusów. Oto ogólna historia i kontekst powstawania sztucznych wirusów:

1. Badania w zakresie genetyki i biologii molekularnej:
W latach 70. i 80. XX wieku, rozwój technologii związanych z genetyką i biologią molekularną umożliwił naukowcom manipulację genomami organizmów, w tym wirusów. Odkrycia w dziedzinie enzymów restrykcyjnych, ligaz, oraz techniki PCR (reakcji łańcuchowej polimerazy) odegrały kluczową rolę w tych badaniach.

2. Tworzenie wirusów w celach terapeutycznych:
Jednym z głównych celów inżynierii genetycznej wirusów jest opracowywanie wirusów używanych w terapiach genowych. Sztucznie zmodyfikowane wirusy, tzw. wektory wirusowe, są projektowane do przenoszenia zdrowych genów do komórek organizmu, co może pomóc w leczeniu chorób genetycznych czy nowotworów.

3. Badania nad wirusami zagrażającymi ludzkości:
Naukowcy również badają sztucznie stworzone wirusy, aby zrozumieć, jak mogą ewoluować i jakie zagrożenie mogą stanowić. Takie badania mają na celu przygotowanie się do potencjalnych zagrożeń pandemicznych i rozwinięcie strategii zwalczania nowych, groźnych odmian wirusów.

4. Etyka i bezpieczeństwo:
Badania nad sztucznie stworzonymi wirusami spotykają się z wyzwaniami etycznymi i bezpieczeństwa. Istnieje konieczność ścisłego przestrzegania zasad i norm regulujących tego typu badania, aby uniknąć przypadkowego uwalniania zmodyfikowanych wirusów i potencjalnych zagrożeń dla ludzkości.

5. Kontrowersje i dyskusje:
Temat sztucznie tworzonych wirusów jest obiektem intensywnych debat. Niektórzy obawiają się, że takie badania mogą prowadzić do stworzenia wirusów o niekontrolowanych właściwościach, stanowiących zagrożenie dla środowiska lub zdrowia publicznego.

Ważne jest, aby badania nad sztucznie stworzonymi wirusami były prowadzone z ostrożnością, z poszanowaniem norm etycznych i z zastosowaniem rygorystycznych standardów bezpieczeństwa. W miarę postępu badań naukowcy muszą równocześnie skupić się na minimalizowaniu potencjalnych ryzyk i maksymalizowaniu korzyści dla zdrowia i nauki.

Sztuka bycia dla siebie dobrym

Zapomnieć o nieumytej szklance w zlewie, o kłótni na temat Zukenberga i jadłospisu dzieci. Wszystko jest rakiem, który nas toczy od środka. Przekonania o słuszności. Sny o potędze i porażki. Hardcor poranka i maraton dnia. Powracające traumy z przeszłości i ich manifestacje na środku pokoju jak w przedsionku piekła. Poranny mętlik i modlitwa żeby nie dać się wciągnąć w cudze pretensje do swiata. Walka o dobry nastrój, powrót do równowagi, który pomoże mi przetrwać kolejne godziny. Jak się wyciszyć po takich porankach. Po takich ludziach. Po obrazach ciągłego niezadowolenia i wkurwienia. Jak wymazać sobie z głowy i zacząć ten pieprzony dzień. Czasem oddychanie nie działa. I życie staje się nieznośne. Brak tlenu.

Jak zbudować sobie harmonię z codziennej rozsypki? Jak pokonać lęki i zmartwienia? Jak się odciąć od tego bagna i zacząć żyć na nowo? Przestać zabiegać o innych i pomyśleć o sobie. Być wreszcie dla siebie. O siebie zadbać. Nie o wiecznie niezadowolonych zadbanych wysysaczy czasu, tylko naprawdę o siebie. Jak znaleźć dla siebie przestrzeń w tym przyciasnym m2. Jak być dla siebie dobrym?

Jak ukoić siebie w nienawistnej rzeczywistości, która podsuwa tylko proste rozwiązania? Jak nie dać się złym podszeptom zmęczonego umysłu? Jak pokochać to miejsce pełne wrzasków i ludzi nie z tego wymiaru? Jak ich zrozumieć i z pokorą przyjmować ich wywody? Jak nie dać się wciągnąć w płytkość rozważań o przemijaniu i nieistnieniu? Jak się bronić przed toksycznymi językami? Emocjami w mętnych oczach bez prześwitów świadomości? Parskaniu i marszczeniu czoła w ciągłym niezadowoleniu. Jak się nie dać wciągnąć pesymistycznym ujadaniom? Dokąd uciec? Kogo ocalić?

Jak być dla siebie dobrym bez smounicestwienia?

Sztuka bycia dla siebie dobrym

Kiedy życie nas dojeżdża wielu z nas zapomina o jednym z najważniejszych aspektów codziennego bytowania. Zachowania samoopiekuńcze są kluczowe dla utrzymania równowagi psychicznej i fizycznej. Oto kilka praktycznych kroków, które pomogą ci w rozwijaniu zdrowego stosunku do samego siebie.

1. Zrozumienie siebie

Pierwszym krokiem ku byciu dobrym dla siebie jest zrozumienie siebie. Rozpoznawanie własnych emocji, potrzeb i pragnień to fundament zdrowego życia psychicznego. Regularne praktyki introspekcji, takie jak medytacja czy prowadzenie dziennika, mogą pomóc w budowaniu tej świadomości.

2. Dbaj o zdrowie psychiczne i fizyczne

Ciało i umysł są ze sobą ściśle związane. Regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta i odpowiednia ilość snu mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie psychiczne. Zadbaj o swoje ciało, a zauważysz, jak wpływa to pozytywnie na twoją energię i nastrój.

3. Okazuj sobie łagodność

Nikt nie jest doskonały, a każdy popełnia błędy. Ważne jest, aby okazywać sobie łagodność i akceptację. Zamiast się skupiać na własnych niedoskonałościach, koncentruj się na własnych osiągnięciach i postępach.

4. Ustal cele i realizuj marzenia

Posiadanie celów i dążeń daje życiu sens. Określ cele, zarówno te krótko-, jak i długoterminowe, a następnie podejmuj kroki w kierunku ich osiągnięcia. Spełnianie swoich marzeń jest kluczowe dla poczucia spełnienia i szczęścia.

5. Odmawiaj z szacunkiem

Naucz się odmawiać bez wyrządzania krzywdy sobie lub innym. Zrozumienie swoich granic i umiejętność wyrażania własnych potrzeb są kluczowe dla utrzymania równowagi życiowej.

6. Rozwijaj zainteresowania i pasje

Znalezienie czasu na to, co kochasz, może być trudne w natłoku codziennych obowiązków. Jednak inwestycja w swoje pasje i zainteresowania jest ważna dla satysfakcji i radości życia.

7. Bądź życzliwy dla samego siebie

W trudnych momentach zamiast krytykować siebie, zastanów się, jak potraktowałbyś przyjaciela w podobnej sytuacji. Często jesteśmy dla siebie zdecydowanie bardziej surowi niż dla innych. Warto kultywować wewnętrznego sojusznika, który wspiera nas nawet w trudnych chwilach.

Bycie dobrym dla siebie to proces, który wymaga zaangażowania i ciągłego wysiłku. Pamiętaj, że dbanie o siebie to nie egoizm, lecz fundament, na którym buduje się zdrowie psychiczne i szczęśliwe życie.

Oto lista kilku książek i artykułów, które mogą być pomocne w zgłębianiu tematu dbania o siebie i rozwoju osobistym:

Książki:

1. „Siła Nawyku” – Charles Duhigg

  • Przegląd nawyków i jak można je zmieniać, aby poprawić jakość życia.

2. „Sztuka Subtelności” – Mark Manson

  • Autor oferuje perspektywę na temat tego, co naprawdę ma znaczenie w życiu i jak osiągnąć szczęście.

3. „Mindset: Psychologia sukcesu” – Carol S. Dweck

  • Książka ta skupia się na znaczeniu mentalności w osiąganiu celów i sukcesu życiowego.

4. „Sztuka bycia sobą” – Erich Fromm

  • Fromm analizuje kwestie tożsamości i rozwijania autentycznego ja.

5. „Grenlandia. Jak pokochać życie i uniknąć jego pułapek” – Lykke Jørgensen

  • Książka ta przekonuje czytelników, że szczęście jest osiągalne, a autorzy prezentują zalecenia dotyczące tego, jak je osiągnąć.

Artykuły:

1. „The Power of Vulnerability” – Brené Brown (TED Talk)

  • Brené Brown dzieli się swoimi badaniami nad wrażliwością i jej kluczową rolą w budowaniu więzi i poczucia własnej wartości.

2. „The Science of Well-Being” – Laurie Santos (Coursera Course)

  • Kurs dostępny na platformie Coursera, w którym profesor Laurie Santos z Uniwersytetu Yale’a dzieli się naukowymi spojrzeniami na szczęście.

3. „Self-Compassion: The Proven Power of Being Kind to Yourself” – Kristin Neff (Article)

  • Kristin Neff, ekspertka ds. Samowspółczucia, omawia znaczenie samołaski i jak praktykowanie współczucia dla siebie wpływa na dobre samopoczucie.

4. „How to Break Up With Your Phone” – Catherine Price (Article)

  • Catherine Price proponuje praktyczne kroki do zmniejszenia uzależnienia od telefonu i odzyskania kontroli nad swoim czasem.

5. „The Art of Being Yourself” – Caroline McHugh (TED Talk)

  • Caroline McHugh przekonuje, że bycie autentycznym jest kluczem do spełnionego życia, a jej prezentacja oferuje praktyczne wskazówki na temat odnalezienia swojego prawdziwego ja.

Czy któryś z tych tytułów przyciąga Twoją uwagę, czy może szukasz czegoś konkretnego?

Wszyscy jesteśmy oszustami

Już ostatni. Ostatni dzień stycznia. Co nam przyniesie kolejny miesiąc. Może odmianę? Nieoczekiwaną zmianę. Może wygraną na loterii lub w życiu. Może uda się chociaż zaplanować wakacje. To już coś. Słońce i plaża robią robotę w głowie. Podnoszą nastrój. Słoneczne myśli działają jak afrodyzjak. Na wyblakłym przełomie stycznia i lutego trzeba dodać sobie kontrastu. Koniecznie. Żeby nie zwariować. Wytrwać w lutym bez uszczerbku na duszy graniczy z cudem. Zatem trzeba się ratować. Włączyć natychmiast świadomość, że po lutym przychodzi marzec. A to przejście to już inny wymiar. Prawie jak światłość na końcu tunelu. Wystarczy przetrzymać. Przetrzymywanie natomiast wiąże się z pewnym wysiłkiem umysłowym. Żeby przetrzymać trzeba przesłonić sobie czarną szybką liczby. Liczby dni, liczby czynności, liczby rzeczy nakładanych pod kurtkę, nakładanych do głowy.

Udawać, że nie istnieją. Mózg łatwo oszukać. Wystarczy wyprzeć z pamięci liczby i czas. Trwać w chwili bez udziału myśli, świadomości rzeczy przed tobą. Pochwalić siebie za niemyślenie. Za zapomnienie. Za pustkę w głowie. Planować przyszłość. Tę w słońcu. Pielęgnować ją, podlewać. Iść na spacer. Patrzeć w niebo. Słuchać ptaków. W lutym większość z nich łączy się w pary. Dla ptaków to wiosna. Są w trybie pobudzenia. Ich życie kręci się wokół chemicznych wybuchów euforii. Nie oglądają się za siebie. Kochają. Zanim pierwsze listki pojawiąsię na gałęziach będą już zbudowane gniazda a w gniazdach kolorowe jaja i mnóstwo pracy nad produkcją ciepła i poszukiwaniach przysmaków. Polowań, obserwacji, lotów, przylotów i pustych przebiegów. Ponawianych prób i udanych polowań. Nikt tu nie ma czasu na melancholię. To tylko człowiek w tym swoim całym kalectwie niemocy produkuje sobie złe emocje, spadki energii, bezwartościowość i upadek. Udrękę zimy i wątpliwą przyjemność lata. Rozpamiętuje i rozkminia zamiast poddać się chwili. Szybciej zapomnieć, zostawić za sobą, trzymać się planu i być naprawdę. Teraz. Bez wyrzutów. Dlaczego to do cholery takie trudne. Dlaczego w tych głowach tyle się dzieje. Kto uczesze te myśli lub wyrwie je raz na zawsze. Kto? Skoro sam nie potrafi sobie radzić. Sam się przydeptuje każdym krokiem. Sam się przewraca i sam sobą wzgardza. Sam jest sobie wrogiem. Sam wzbudza do siebie nienawiść. Sam się oszukuje i sam na siebie donosi. Sam jest do niczego. Sam się oszukuje.

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego kłamią. Oczywiście rozumiem kłamstwo ogólnodostępne w szpitalach, kłamstwo o wyglądzie i kłamstwo przedstawiane dzieciom czy typowe kłamstwo dla świętego spokoju. Gdzie idziesz? Do sklepu? Po co? Po nic. Kłamstwo dobrego humoru, kłamstwo niezmęczenia i kłamstwo przyjemności z przebywania w towarzystwie itp. Nie rozumiem kłamstwa bez powodu. Kłamstewka dla samego kłamstwa. Są ludzie którzy wypluwają z siebie kłamstwa jak z karabinu w normalnym small toku bez zastanowienia. Bez jakiegokolwiek sensu. Produkują ciągi i wstęgi kłamstw. Zalewają nimi swoją przestrzeń i naszą. Nie potrafią sklecić kilku zdań bez wtrącania kłamstw i nawet nie po to żeby coś urobić, zyskać czy namawiać do czegoś. Robią to bezmyślnie, automatycznie, beznamiętnie, bez umiaru, bez zastanowienia nie zwracając uwagi na słuchacza, który już wie, jest świadom tej powodzi jednak mentalnie na potrzeby rozmowy i z racji różnicy wieku nie przerywa, łyka ten kał stając się uczestnikiem winy. Dlaczego oni to robią? Dlaczego kłamią bez powodu?

Kłamcy rzeczy małych nie wiele wnoszą do rzeczywistości. Są tylko jej szumem. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy gdy sami siebie oszukujemy. Nie w sensie, że damy radę chociaż meta jeszcze nie została nawet wyznaczona przez organizatorów maratonu ale wtedy gdy zabieramy sobie nadzieję. Nie wierzymy w swoje siły na starcie. Nie podejmujemy wyzwania. Czujemy się mniejsi. Gorsi. Umniejszamy swoje sukcesy w konsekwencji robiąc z siebie ciągłych nieudaczników. Wierzymy innym, że nie warto zaczynać, podejmować wyzwania, ani kończyć rozpoczętej rzeczy, która jak wiemy z historii może przebić wszystko. Wierzymy, że się nie nadajemy, że sukces jest za mały i tak naprawdę nie jest sukcesem bo przecież inni też to zrobili szybciej i lepiej. Plujemy sobie w twarz. Depczemy swoje uczucia. Zamykamy się w pudełkach bezradności. Dlaczego? Przecież jesteśmy rozumnymi istotami. Dlaczego ulegamy prawdziwym nieudacznikom, którzy chcą mieć nas tylko dla siebie? Co z nami jest nie tak?

Syndrom oszusta

Syndrom oszusta, znany również jako syndrom oszustwa lub oszustwa psychologiczne, to zjawisko, które polega na tym, że osoba doświadczająca tego syndromu odczuwa wewnętrzne przekonanie o niezasłużonej chwale, sukcesie lub kompetencjach. Często jest towarzyszone lękiem przed odkryciem prawdy przez innych. W ramach tego syndromu osoby dotknięte nim obawiają się, że kiedykolwiek zostanie ujawnione, że nie są tak kompetentne, jak inni myślą.

Osoby z syndromem oszusta często przypisują swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym, takim jak szczęście, zamiast swoim umiejętnościom czy ciężkiej pracy. Pomimo osiągnięć, czują się wewnętrznie niekompetentne. To zjawisko niezależne jest od faktycznego poziomu kompetencji danej osoby – nawet osoby bardzo utalentowane mogą doświadczać syndromu oszusta.

Przyczyny tego syndromu są złożone i mogą obejmować presję społeczną, perfekcjonizm, czy lęki związane z oceną innych. Współczesne społeczeństwo, z naciskiem na sukces i doskonałość, może sprzyjać rozwojowi tego rodzaju myślenia.

Ważne jest zrozumienie, że syndrom oszusta nie jest rzadkością i może dotyczyć ludzi w różnych dziedzinach życia, takich jak praca zawodowa, edukacja czy życie osobiste. Wsparcie psychologiczne, budowanie pewności siebie i nauka radzenia sobie z lękiem przed odkryciem mogą być pomocne dla osób doświadczających tego syndromu.

Działania takie jak terapia psychologiczna, rozmowy z bliskimi czy praca nad akceptacją własnych osiągnięć mogą pomóc w przezwyciężeniu syndromu oszusta. Ważne jest także promowanie kultury, która docenia wysiłek i rozwój, a nie tylko rezultaty. Wspieranie otwartych rozmów na temat sukcesów, ale także trudności i niepewności, może przyczynić się do złagodzenia presji, która sprzyja syndromowi oszusta.

Termin „syndrom oszusta” został wprowadzony przez dwie psychoterapeutki, Pauline R. Clance i Suzanne A. Imes, w ich artykule z 1978 roku, zatytułowanym „The Impostor Phenomenon in High Achieving Women: Dynamics and Therapeutic Intervention”. Ich prace koncentrowały się na badaniu tego zjawiska głównie w kontekście kobiet osiągających wysokie sukcesy zawodowe. Od tego czasu pojęcie to stało się szeroko stosowane, obejmując różne grupy społeczne i dziedziny życia.

Chroniczne kłamanie

Chroniczne kłamanie, zwane mitomanią, to zjawisko, które charakteryzuje się nieuzasadnionym i częstym fałszowaniem informacji przez jednostkę. To nie tylko zwykłe kłamstwa w codziennych rozmowach, ale bardziej głęboko zakorzeniona potrzeba wprowadzania innych w błąd, nawet w sytuacjach, gdzie nie ma wyraźnego powodu do kłamstwa.

Przyczyny chronicznego kłamania:

  1. Niskie poczucie własnej wartości: Osoby z chronicznym kłamaniem często odczuwają niską samoocenę i próbują zaimponować innym, kreując fałszywą rzeczywistość.
  2. Lęk przed odrzuceniem: Kłamstwa mogą być mechanizmem obronnym mającym na celu uniknięcie potencjalnego odrzucenia lub krytyki.
  3. Choroby psychiczne: W niektórych przypadkach, chroniczne kłamanie może być związane z zaburzeniami psychicznymi, takimi jak mitomania.

Objawy chronicznego kłamania:

  1. Niezwiązane z sytuacją kłamstwa: Kłamstwa mogą dotyczyć nawet najbardziej trywialnych aspektów życia, bez widocznego powodu czy korzyści.
  2. Bezwzględność w utrzymaniu prawdy: Osoba z mitomanią może utrzymywać kłamstwa pomimo przeciwnych dowodów czy sprzeczności w swoich opowieściach.
  3. Problemy interpersonalne: Kłamstwa wpływają negatywnie na relacje społeczne, prowadząc do utraty zaufania i trudności w budowaniu trwałych więzi.

Jak radzić sobie z chronicznym kłamaniem:

  1. Profesjonalna pomoc psychologiczna: Psychoterapia może pomóc zidentyfikować głębsze przyczyny kłamstw i pracować nad budowaniem zdrowszego obrazu siebie.
  2. Wsparcie społeczne: Bliscy i przyjaciele mogą odgrywać istotną rolę w procesie leczenia, udzielając wsparcia emocjonalnego.
  3. Samorozwój: Pracowanie nad rozwijaniem zdolności komunikacyjnych, budowaniem pewności siebie i rozpoznawaniem własnych emocji może być kluczowe dla pokonania tego problemu.

Ważne jest zrozumienie, że mitomania to skomplikowane zjawisko, a każdy przypadek może mieć indywidualne podłoże. Skonsultowanie się z profesjonalistą pomaga w zidentyfikowaniu specyficznych potrzeb i dostosowaniu strategii terapeutycznych.

Lista książek i artykułów na temat syndromu oszusta:

Książki:

  1. „The Impostor Syndrome: Becoming an Authentic Leader” autorstwa Harold H. Leffall – Książka, która analizuje syndrom oszusta w kontekście przywództwa.
  2. „The Secret Thoughts of Successful Women: Why Capable People Suffer from the Impostor Syndrome and How to Thrive in Spite of It” autorstwa Valerie Young – Książka skupiająca się na doświadczeniach kobiet z syndromem oszusta i oferująca strategie radzenia sobie z nim.
  3. „Overcoming Impostor Syndrome: Break Free from Self-Doubt and Embrace Success” autorstwa Valerie Young – Przewodnik, który pomaga zrozumieć i przezwyciężyć syndrom oszusta.

Artykuły:

  1. „The Impostor Phenomenon in High Achieving Women: Dynamics and Therapeutic Intervention” autorstwa Pauline R. Clance i Suzanne A. Imes – Artykuł, który wprowadził pojęcie syndromu oszusta, skoncentrowany na doświadczeniach kobiet osiągających wysokie sukcesy zawodowe.
  2. „The Impostor Syndrome: An Internal Barrier to Empowerment and Achievement” autorstwa Valerie Young – Artykuł, który rozważa wpływ syndromu oszusta na osiągnięcia zawodowe i rozwój osobisty.
  3. „Perceived Fraudulence in Young Adults: Is There an Impostor Syndrome?” autorstwa Clance, Imes, i Hesselton – Artykuł, który bada związki między syndromem oszusta a różnymi czynnikami psychologicznymi u młodych dorosłych.

Te źródła stanowią solidną podstawę do zrozumienia i radzenia sobie z syndromem oszusta w różnych aspektach życia zawodowego i osobistego.

Oto kilka książek i artykułów dotyczących tematu chronicznego kłamania:

Książki:

  1. „The Liar in Your Life: The Way to Truthful Relationships” autorstwa Roberta Feldmana – Książka, która bada różne aspekty kłamstw w życiu codziennym i relacjach.
  2. „The Sociopath Next Door: The Ruthless Versus the Rest of Us” autorstwa Marthy Stout – Poruszająca kwestię kłamstw i manipulacji w kontekście osobowości psychopatycznej.

Artykuły:

  1. „Pathological Lying: Symptom or Disease?” autorstwa Charlesa V. Forda – Artykuł opublikowany w „Journal of the American Academy of Psychiatry and the Law”, który analizuje kwestie związane z patologicznym kłamaniem.
  2. „Understanding Pathological Liars: A Comprehensive Review” autorstwa Gauri Shankar Gupta – Artykuł, który bada różne aspekty związane z patologicznym kłamaniem i oferuje spojrzenie na to zjawisko z perspektywy psychologii.

Bezruch jastrzębi

Ranek przywitał nas wybuchami niepohamowanego gniewu z przyczyn powtarzalnych a nawet oklepanych w swej istocie czyli staromodnym brakiem czasu. Czas przepływa przez palce więc trzeba obchodzić się z nim inaczej niż z resztą rzeczy, które dostaliśmy w limicie. Nasze ciała nastawione na działanie w coraz krótszych interwałach czasoprzestrzeni nie mogą sobie pozwolić na luksus wolnego jedzenia mycia czy ubierania. To relikty przeszłości jak gazeta i kawa przed pracą i uśmiech ukochanej osoby, która ma przed sobą cały piękny dzień. Nadeszły czasy bez czasu. Bezczasowości. Niedostatku formy w której możemy się zmieścić. Nadeszły dni harmonogramów, grafików i tabelek w exelu. Kalendarzy z dużymi oknami dla niekończących się list.

Światło słoneczne zastępuje półmrok poranka i długi wieczór pracy. Odpoczynek zamienił się w serial i tiktoka. Spacer w gonitwę zaległych zakupów. A relaks w wannie w mycie wanny i umywalki. Stres w kołatanie serca a smutek w napady duszności. Czas na drugiego człowieka zamienił się w zbitek informacji przekazywanej kodem obrazkowym bez komentarza. Rozmowy w czek listy a życie w reklamówkę z zakupami do szybkiego rozpakowania bo się rozmrożą gdy zostaną w ciepłym miejscu.

Śniadanie składa się z jednego smażonego, nieściętego jajka wraz z grzanką i poszarpanymi liśćmi kolorowej sałaty. Trzeba zapchać komórki nerwowe do dwunastej trzydzieści. Później będziemy martwić się co na obiad i kombinować, żeby przypadkiem nie dać się wmanewrować w niepotrzebne zakupy. Przybieramy formę oszczędnego wyjadania resztek z lodówki. Niby celowo jesteśmy zero waste. Wpływamy na kondycję środowiska redukując, recyklingując i kompostując zmniejszamy ślad węglowy w kuchennych szafkach.

Chcę wyjść znów na zewnątrz ale ciągle wieje. Stopniał śnieg i zrobiło się brązowo szaro jak w mrocznym filmie. Ranek przypomina wieczór a dzień mroczną odchłań. Nie słychać modrzewiowych srok za oknem ani sikorek. Może wiatr zagłusza ich dźwięki a może ich po prostu nie ma. Jak widać wichury powodują braki nie tylko w postaci dostaw prądu ale również czynią niebywałe spustoszenia w odgłosach półdzikich istot. Tak, wiatr jest wrogiem wszystkiego. Jeśli nie jesteś surfingowcem wiatr do niczego nie jest ci potrzebny. Czasem rozrzedzi smog ale to wciąż za mało żeby poprawić sobie nastrój. Wiatr jest dobry nad morzem jeśli oczywiście tam jesteś, bo tutaj w centrum gęstego miasta możesz dostać od niego w prezencie co najwyżej migrenowy ból głowy. Taki z mroczkami i torsjami czyli przedsionek padaczki jak twierdził dr Sacks. I nici z czerwonego wina, długodojrzewającego sera i orzeszków w piątkowy wieczór. Uraczysz się Ibupromem i szklanką wody. Może dostaniesz chwilę snu jeśli dzieciaki nie będą upominać się o posiłki jak gdyby ich ręce i palce stworzone były tylko do wciskania literek na podświetlanych czerwienią czarnych klawiatur. Ale przed tym musisz odhaczyć zadania na wczoraj i na jutro oraz dziś.

Bezruch

W głowie mam obraz ptaka siedzącego na wyciągniętej pod niebo pionowej gałęzi. Brązowego myszołowa, którego odwiedzamy w weekendy. Należy do jastrzębi ale nikt intuicyjnie nie kojarzy go z orłem chociaż to ta sama rodzina. Jest dziki ale z tej dzikości wyrasta jakby inny świat. Inny wymiar w którym zatapiam się bez reszty. Sam widok jest medytacją spokoju i czegoś z zamierzchłych czasów skał , rzek i mrocznych lasów z wiedźmami. Pojawia się gdy już niczego się nie spodziewasz. Gdy pole jest puste i błotniste. Gdy spokój zaczyna się kondensować a cisza staje się nieznośna. Wtedy nagle się materializuje powietrzu lub na drzewie wplątany w pajęczynę gałęzi. Widoczny tylko pod odpowiednim kątem jeśli oczywiście choć trochę poruszy głową. Inaczej ludzkie oko nie ma szans z czwartym wymiarem. Na próżno wytężać źrenice przy tak małym natężeniu światła w zimie. Tylko ruch stworzenia włącza w naszych mózgach sygnał alarmowy. Tylko ruch jest zauważalny na tle szaro brązowej masy drzew. Tylko za ruchem instynktownie podążają nasze zmysły. Tylko wtedy jest nam dany obraz. Dlatego istoty dzikie wypracowały sobie bezruch. Zastyganie. Posągowość. Trwanie. To ich siła. Moc. Bezwzględność. Stałość. Ukryty wymiar.

Patrzenie na bezruch ptaka jest terapią stałości. Zakotwiczeniem w bycie. Oswojeniem wolnej przestrzeni. Przebywaniem w stałości. Zgodą, przyzwoleniem istot dzikich na dzielenie się z tobą formatem przestrzeni. Areałem rozciągłości materii do kreski horyzontu w granicach niewidzialnego koła niskiej interakcji, której nie wolno ci przekroczyć bo ta granica spowoduje ruch. A ruch jest dzisiaj nie wskazany. To również mój ukłon i wdzięczność za ten bezruch. Przecież te oczy widzą wszystko jeszcze zanim urodziła się w naszych głowach myśl o opuszczeniu granic miasta.

Tajemnica łowienia

Jastrzębie, te majestatyczne ptaki drapieżne, są mistrzami sztuki polowania, a ich zdolność do bezruchu podczas obserwacji potencjalnej zdobyczy jest jednym z najfascynujących aspektów ich zachowania.

Strategiczny bezruch
Jastrzębie, zazwyczaj uważane za symbol siły i zręczności, potrafią w ciągu sekundy przejść z dynamicznego lotu w absolutny bezruch. To zjawisko jest kluczowe w strategii polowania tych ptaków. Gdy jastrząb zlokalizuje potencjalną zdobycz, przystępuje do skomplikowanego rytuału bezruchu, nie poruszając nawet piór. Ta forma kamuflażu umożliwia im zbliżenie się do zdobyczy niezauważenie. Myszołów poluje z tzw. zasiadki, czatując na wyższym punkcie orientacyjnym.

Anatomia i adaptacje
Tajemnica bezruchu jastrzębia tkwi częściowo w jego anatomicznych i fizjologicznych adaptacjach. Ich przenikliwe oczy są doskonale przystosowane do obserwacji ruchu nawet z dużej odległości. Ponadto, jastrzębie posiadają zdolność skupiania wzroku na jednym punkcie, co pozwala im skupić uwagę na potencjalnej zdobyczy. Myszołów poluje z tzw. zasiadki, czatując na wyższym punkcie orientacyjnym.

Cierpliwość jest cnotą
Bezruch jastrzębia wymaga cierpliwości. Czekanie na odpowiedni moment do ataku to kluczowy element sukcesu podczas polowania. Jastrzębie potrafią bez ruchu trwać przez długi czas, obserwując swoje otoczenie i czekając, aż zdobycz stanie się dostępna.

Dynamiczny atak
Gdy moment jest odpowiedni, jastrząb przechodzi z bezruchu do dynamicznego ataku w mgnieniu oka. Ich szybkość i zwinność w locie są zaskakujące, pozwalając im błyskawicznie schwycić zdobycz. Ta zdolność do szybkiego przejścia od spokoju do intensywnej aktywności jest kluczowa dla ich sukcesu w polowaniach.


Bezruch jastrzębia to nie tylko imponujący aspekt ich zachowania, ale również efektywna strategia polowania. To zdolność, którą ewoluowały przez tysiąclecia, umożliwiając im doskonałe dostosowanie do środowiska, w którym żyją. Cierpliwość, skupienie i szybkość czynią jastrzębie jednymi z najskuteczniejszych drapieżników w królestwie ptaków.

Ultrafiolet

Widzenie myszołowów, podobnie jak innych ptaków drapieżnych, obejmuje zakres światła ultrafioletowego. Jednak zdolność do widzenia w ultrafiolecie jest bardziej złożona i zależy od gatunku oraz adaptacji do środowiska, w którym ptak ten żyje.

Myszołowy mogą wykazywać pewne zdolności do widzenia ultrafioletu, co może być użyteczne w różnych kontekstach, takich jak:

  1. Śledzenie śladów moczowych: Niektóre drapieżniki, w tym myszołowy, mogą wykazywać zdolność do widzenia ultrafioletu, co pozwala im dostrzegać ślady moczowe pozostawiane przez zwierzęta, na które polują. Mocz może zawierać substancje fluorescencyjne widoczne w ultrafiolecie, co ułatwia myszołowom śledzenie i lokalizowanie swojej zdobyczy, która składa się głównie z norników, innych małych gryzoni czasem ptaków i padliny.
  2. Komunikacja międzygatunkowa: Pewne ptaki wykorzystują widzenie w ultrafiolecie do komunikacji międzygatunkowej, na przykład w kontekście doboru partnera. Choć nie jest to główny aspekt polowania, może wpływać na interakcje społeczne i reprodukcyjne myszołowów.

Warto jednak zaznaczyć, że zdolność do widzenia w ultrafiolecie może różnić się między gatunkami i jest przedmiotem badań naukowych. W praktyce, myszołowy polegają na zaawansowanym widzeniu w świetle widzialnym, ostrości wzroku oraz innych zmysłach, aby skutecznie polować na swoją zdobycz. Widzenie w ultrafiolecie stanowi jedynie jedną z wielu adaptacji sensorycznych, które wspierają ich skuteczność jako drapieżników.