Wszystkie wpisy, których autorem jest Sylwia Merchut (Iwan)

Piszę artykuły i fotografuję zarządzam swoimi stronami Kingfisher.page, autyzmwszkole.com, autyzm.life i Neuroróżnorodni, smart-sens.org. Ekonomistka, absolwentka: WSB we Wrocławiu oraz UO na Wydziale Ekonomicznym

Energia przebiśniegów | The Energy of Snowdrops

Dzisiaj już jakby ciepło. Dzień cieszy się słońcem. Prawdziwa wiosna na przedwiośniu. Wszystko poszło szybciej niż w zeszłym roku. Drzewa, ptaki, przebiśniegi a nawet forsycje. Jest dobrze. Czuję dopływ energii, która nie wie jak się wydostać z zaspanego ciała i tak się miota, że siedzenie w domu i pisanie zaczyna być bolesne.

Wczoraj z P. przemierzyliśmy pole błota by dostać się do wysepki z brzozami i olchami na dnie której wybuchły kępki soczystych przebiśniegów. Znam to miejsce od prawie pięciu lat. Tylko tu rosną te prawdziwe, dzikie, pierwsze. nie dotknięte ludzką ręką. Tylko tu jest ta energia. Budzi się po zimowej śpiączce. Ukryta między starymi, powalonymi drzewami. Niezauważalna dla tych spoza strefy. Tylko tu czas płynie w swoim tempie albo raczej zatrzymuje się żeby odetchnąć. Dla wtajemniczonych materializuje się. Wybucha, zachwyca…

Takie miejsca znajduję tylko na moich bagnach w Sieniawce albo w lesie gdzie przecinają się potoki. O świcie cisza zagęszcza się a ptaki leniwie siedzą na gałęziach. Owady unoszą się nad błotniastymi kałużami. Czekam na pierwsze skrzypy i błotniaki polujące na zaskrońce. Na pisk myszołowów i pierwsze podłużne serie dzięcioła czarnego. Na żółte pierwiosnki pod olchami i spacery samotnych, ciekawskich koziołków oddalonych od stada. A później fiołkowe przylądki nadziei… Ale teraz jestem tu.

Tutaj mam przebiśniegi na środku błotnistego pola. Ich ukryta energia unosi się nad płaskowyżem i snuje dziwne wyobrażenia o naturze bez granic. O tym co było, i o tym co nadejdzie. Niezależnie od naszych zmagań i porażek zawsze istnieć będzie w tej czy innej formie cząsteczkowej. Będzie budzić się na nowo i zamierać w przygruntowych przymrozkach. Cyklicznie pompując i parując wodę. Bezgłośnie w swoich żyłach rozprowadzi odżywczą substancję do najmniejszych zakamarków swojego istnienia bez zastanawiania się czy musi, czy chce. Nam nic do tego. Jesteśmy poza strefą energii.

Przebiśnieg (Galanthus nivalis L.) – Posłaniec Wiosny

Przebiśnieg, znany także jako Śnieżyczka przebiśnieg, to niska roślina z delikatnym, białym kwiatem. Jest typowym przedstawicielem rodziny amarylkowatych i rośnie dziko w lasach południowej i środkowej Europy. Choć pierwotnie spotykany był w ograniczonym obszarze, obecnie zdobi ogrody na całym świecie.

Rozmieszczenie geograficzne: Przebiśnieg rośnie dziko od północno-wschodniej Hiszpanii po Kaukaz i Azję Mniejszą. W Polsce można go znaleźć głównie na południu, w górach, na wyżynach i na Dolnym Śląsku. Jednakże, dzięki swojej urodzie, został szeroko rozpowszechniony poza naturalny obszar występowania.

Morfologia:

  • Pokrój: Niska roślina o wysokości od 15 do 30 cm, tworząca kępy w korzystnych warunkach.
  • Organy podziemne: Posiada kulistą lub jajowatą cebulę, okrytą suchą, brązową łuską. U jej nasady wytwarzane są cebule potomne.
  • Łodyga: Owalny głąbik jednokwiatowy, wznoszący się podczas kwitnienia i wydłużający się podczas owocowania.
  • Liście: Sinozielone, mięsiste, równowąskie, objęte liściem pochwiastym ochronnym.
  • Kwiaty: Białe, zwisające kwiaty pojedyncze, pachnące miodem, rozwijające się na szypułce wyrastającej ze szczytu łodygi.
  • Owoce: Mięsista, żółtozielona torebka trójkomorowa, pękająca w czerwcu, zawierająca nasiona rozsiewane przez mrówki.

Biologia:

  • Przebiśniegi są jednymi z najwcześniej zakwitających roślin, kwitnie od lutego do kwietnia, często spod śniegu.
  • Kwiaty pachnące miodem przyciągają pszczoły i inne owady zapylające.
  • Po przekwitnieniu, roślina szybko zamiera na powierzchni gruntu, pozostawiając jedynie cebulę ukrytą pod ziemią.
  • Gatunek ten jest zapowiedzią przedwiośnia i jest popularny w uprawie jako roślina ozdobna.

Cechy fitochemiczne:

  • Roślina zawiera szereg alkaloidów, takich jak galantamina, likoryna, tecetyna, mających właściwości trujące.
  • Spożycie cebul wywołuje reakcje toksyczne u ludzi i zwierząt.
  • Przebiśniegi są również stosowane w medycynie ludowej, ale ze względu na swoje właściwości trujące, należy zachować ostrożność.

Przebiśnieg, wraz z delikatnym pięknem swoich kwiatów, jest nie tylko znakiem nadchodzącej wiosny, ale także ciekawym obiektem dla miłośników przyrody i ogrodników.

Ile weekendów zostało ci do końca życia?

Dzisiaj wszystko w porannym przesunięciu. W poślizgu. Bez śniadania. W niewyspania i deszczowym zmęczeniu wszyscy razem jak w smutnej piosence. Znowu krążą wirusy i szczerzą zęby w lekkim kaszlu i lęku. Pora grypowa. Niekończąca się pora pór. Już chyba nie powinna być dzielona na okresy. Teraz jest ciągłością. Sznurem, który poszerza i się i zwęża. Jest codziennością pocovidową przypominającą kto tu właściwie rządzi. Jesteśmy tylko naczyniem dla tych małych stworzeń a wydaje nam się że rządzimy światem.

Wstawiam rosół. Cały wielki gar na całe zło. Na dwóch udkach. Tak zarządził J., ponieważ S. Ma się utoczyć. W wodzie utopiłam masę warzyw, ziół i nawet prawdziwki. Zapach unosi się jak po starej wiejskiej izbie. Makaron dwujajeczny spienił wodę i prawie się przegotował ale udało go się uratować opłakując strugami zimnej wody. Ujdzie. Z ziemniaków zrobię frytki. Środa frytkowa. Punkt tygodnia niezmienny dla P. Nikt nawet nie próbuje zmienić środowego menu, ponieważ groziłoby to odstrzałem albo zbiorowym samobójstwem.

Później już cisza. Chwila zastanowienia i można wrzucać ręczniki na 60 stopni. Zmienić chłopcom przepoconą pościel i siadać do pisania. Za oknem deszcz. Asfalt błyszczy w mokrej poświacie. Rządek samochodów zmienił swoje położenie na najbliższe 9 lub 12 godzin. Każdy gdzieś przemieścił swój mały wszechświat i przędzie w skupieniu swoje złotogodziny. Jestem szczęściarą, że nie muszę wsiadać codziennie w blaszane wnętrze stworzone do frustrujących myśli, głośnej muzyki i obrazu tylnich części innych blaszanych trumien. Tych wypielęgnowanych powleczonych woskiem i tych zakurzonych i obklejonych błotem i kiczowatymi naklejkami wyrażającymi poglądy lub zainteresowania. Nie jestem entuzjastką. Co innego w weekend. Na łąki i pola, to tak. Przed siebie, bez celu…

A dlaczego

A dlaczego ludzie założyli, że najlepiej pozbawić się najlepszej części dnia. Zmienić poranki w piekło pracy. Zadań, spotkań, akordów, maili, zebrań, zakupów, wyliczeń, przeliczeń, reszty po stratach, stania w korkach, odrabiania z dziećmi lekcji do zmroku i sprzątania na czas. Może jest inny sposób, żeby przetrwać? Zmienić układ. Zacząć z innej strony. Poświęcać energię innej rzeczy. Zastanowić się nad sensem. Nad stratą. I zacząć wytwarzać, sprzedawać jedną drogą, wysoce funkcjonalną, wartościową rzecz, by utrzymać ten grajdoł. Tylko, co to by mogło być?

Laura Vanderkam zadała w swojej książce pytanie, które nawiedza mnie codziennie, a mianowicie: Ile weekendów zostało ci do końca życia?

To pociąga za sobą inne: Ile zmarnowałeś czasu na niepotrzebne rzeczy, ludzi, na słabą pracę, bezowocne rozmowy, kontakty? Na pomaganie ludziom, którzy tylko biorą?

Czas jest ważny. Od czasu trzeba zacząć. I patrzeć mu na ręce. Zwłaszcza gdy wizja katafalku staje się coraz bardziej realna. Marnowanie czasu staje się realną głupotą. Jednak bez pieniędzy nie da się przeżyć i kółko się zamyka. Jak wyrwać się z kręgu zła?

Co zrobić, żeby życie nie było tylko pracą. Jak wyrwać się z pułapki braku pieniędzy?

ChatGPT:

Rozważ znalezienie równowagi między pracą a życiem osobistym, określ priorytety i zainwestuj czas w pasje oraz rozwój osobisty. Możesz również poszukać dodatkowych źródeł dochodu lub strategii oszczędzania.

Według autorki Laury Vanderkam, która podkreśla znaczenie planowania czasu, liczba pozostałych weekendów w życiu może być inspiracją do wprowadzenia pozytywnych zmian. Oto artykuł, który może Cię zainspirować:


Optymalizacja życia: Jak wykorzystać pozostałe weekendy

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile jeszcze masz weekendów do spędzenia w swoim życiu? Laura Vanderkam w swojej książce „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem” zwraca uwagę na tę liczbę jako potencjalne źródło motywacji do transformacji życia.

Przemijające weekendy mogą skłonić do refleksji nad tym, jak efektywnie wykorzystujemy swój czas poza pracą. Oto kilka kroków, które pomogą ci skierować swoje życie w kierunku pełniejszego i satysfakcjonującego istnienia.

1. Określ swoje cele życiowe:
Zastanów się, co naprawdę chcesz osiągnąć w życiu. Określenie celów pomoże ci nadać sens swoim działaniom i skieruje twoje wysiłki na właściwe tory.

2. Planuj z wyprzedzeniem:
Korzystaj z nauk Vanderkam i zacznij planować swoje weekendy z wyprzedzeniem. To pozwoli ci unikać sytuacji, w których czas marnuje się na nieproduktywnych aktywnościach.

3. Inwestuj w rozwój osobisty:
Weekendy to idealny czas na rozwijanie swoich umiejętności i zainteresowań. Zapisz się na kurs, przeczytaj ciekawą książkę lub poszukaj nowych doświadczeń, które przyczynią się do twojego rozwoju.

4. Znajdź równowagę między pracą a życiem osobistym:
Unikaj pułapki całkowitego poświęcenia się pracy. Pracuj efektywnie w ciągu tygodnia, ale poświęć weekendy rodzinie, przyjaciołom i swoim pasjom.

5. Poszukaj dodatkowych źródeł dochodu:
Jeśli brak pieniędzy jest problemem, zastanów się nad kreatywnymi sposobami zwiększenia swoich przychodów. Może to być praca dorywcza, praca zdalna lub nawet własny projekt.


Zmiana życia na lepsze zaczyna się od świadomego zarządzania czasem i priorytetami. Wykorzystaj pozostałe weekendy, aby celować w równowagę między pracą a życiem osobistym oraz inwestować w swój rozwój. Każdy weekend stanowi nową szansę na stworzenie pełniejszego i satysfakcjonującego życia.

Waligóra

W sobotę pojechaliśmy w stronę Andrzejówki. Chciałam pochodzić po górach i popatrzeć na pierwsze zielone pączki. Marzyła mi się polana pełna białych przebisniegów jaką widział J. Ten obraz zakwitł w mojej głowie na dobre.

Niestety – nie niestety w górach przywitał nas śnieg i mgły. Zaskoczenie zamieniło się w zachwyt. Nie było miejsca na rozczarowanie. Zobaczyliśmy wreszcie prawdziwe oblicze zimy. Tej zimy. Z ciszą, chmurami i zielonymi choinkami pokrytymi gęstym puchem. Powietrze było smaczne w swej świeżości. Przewietrzyło nasze umysły. A mięśnie mdlały od wysiłku gdy wspinaliśmy się pod Wligórę. Na szlaku spotkaliśmy chyba tylko trzy rodziny. Później wędrówka była już otoczona tylko naszą obecnością.

Żółty szlak wydłużał się i zwężał prawie do granicy z Czechami. Straciłam zupełnie rachubę. Męskie głowy mają wbudowane w mózgi GPS i dzięki nim mogę dobrze nawigować w gąszczu leśnych ścieżek. Sama chyba bym nie dała rady. Gubię się czasami w swoim lesie a co dopiero w górach… W grupie raźniej. W grupie z mózgiem.

Waligóra – Idź na spacer

Wysokość: 933,88 m n.p.m

Pasmo: Sudety; Góry Kamienne; Góry Suche

Waligóra, znana również jako Heidelberg, to najwyższy szczyt Gór Suchych i jednocześnie całości Gór Kamiennych. Położona w północnej i środkowej części tych gór, stanowi jedno z najwyższych wzniesień Sudetów Środkowych. Z imponującą wysokością 933,88 m n.p.m., oferuje malownicze widoki, a jej lokalizacja w pasmie Sudetów w Górach Kamiennych dodaje uroku tym obszarom na dolnym Śląsku.

Waligóra oferuje liczne trasy turystyczne, zapewniając niezapomniane wrażenia miłośnikom górskich wędrówek. Z uwagi na jej centralne położenie w Sudetach, istnieje wiele szlaków wiodących przez malownicze tereny. Popularną trasą jest szlak z okolic miejscowości Lubawka, prowadzący przez urokliwe obszary Gór Kamiennych.

Jeśli chodzi o historię, Waligóra ma bogatą przeszłość. Szczyt ten był miejscem kultu pogańskiego, a później w okresie średniowiecza, istniał na nim gród obronny. Ślady tych dziejów można czasem dostrzec podczas eksploracji, dodając szczytowi dodatkowego historycznego wymiaru.

Znajdujący się w Górach Suchych, Waligóra odgrywała ważną rolę w historii regionu, zarówno pod względem strategicznym, jak i kulturowym. Dla entuzjastów historii i przyrody, to miejsce pełne fascynujących skarbów do odkrycia.

Niedługo będziemy wolni od braku słońca

Czwartek

Słyszę tupot cienkich nóżek gołębia na moim blaszanym parapecie. Wróciłam z wędrówki po sklepach i budkach z pieczywem. Zdobyłam ostatniego jasnego rogala z tych przypominających prawdziwe rogale i worek „ prawdziwych” pampuchów, tych przypominających domowe. Pogoda jakby zimowa. Arktyczne powietrze uderzało nieprzyjemnie w twarz wilgocią i niecierpliwością. Mimo tego i tak czuło się wiosnę. Widziałam na trawniku przed domem cztery stokrotki z różowo białymi płatkami lekko przyczesanymi na prawą stronę i jednego ciemno fioletowego fiołka. Na żywopłocie rozwinęły się podłużne listki przedzielone nerwem środkowym jak przedziałkiem z daleka tworzą lekko zielona mgiełkę na długim odcinku drogi. Ludzie jakby cichsi niż zwykle. Zakapturzeni. Niekontaktowi. Sprzedawcy siedzący tyłem do wystaw w nienaturalnym zgarbieniu jakby w oczekiwaniu na skok do lepszego wymiaru. A to wszystko otoczone szarymi chmurami na, które nachodzą szybsze, ciemniejsze obłoki nadając kontrastu. Kikuty drzew dalej uśpione. Trwają bezczynnie na skrajach ulic tworzą szkielety i drabinki dla gawronów i kawek. Gołębie przelatują zwartymi szykami nad pudełkami bloków rozpraszając na chwilę bezczynność tła. Nicość oczekiwania jest dzisiaj bardziej dotkliwa niż zwykle. A jednak coś się tli. Zawsze jest coś czego można się przytrzymać. W końcu to końcówka lutego. Niedługo będziemy wolni od braku słońca mam nadzieję.

Niestety, nie jesteśmy porostami

Dzisiaj w kontraście do szarego obrazka za oknem mój sen jawi się w kolorach ciemnoróżowych kwiatów obrastających pnączem budynek z kolorowej cegły. Na dole stoi jakiś młody mężczyzna, przyjazny chyba z rowerem. Kwiaty mienią się w słońcu wpadając w odcienie purpury. Czuję radość. Przypływ i obietnicę dobrego. Czegoś co już było i powraca, żeby dać mi ukojenie. Ściana kwiatów nie pozwala oderwać wzroku. Przepych barw. Słońce. Południowe promienie słońca na skraju miasta. Zielony trawnik i biały krawężnik…

A tu słychać dzwony. Dzwony piekieł jak je nazywa J., przerywające martwą ciszę. Jednak nikt nie śmie zwrócić uwagę na hałas wydobywający się z ciężkich dzwonów od ósmej do osiemnastej. Świętych się nie upomina.

Wrażenie szarości zaczyna być przygnębiające w strugach miarowego deszczu. Wilgotna ulica i mokre pudełka bloków. Miastowa brudna poświata rudości i silnej bladości. Zanim ruszy z pod ziemi zielona trawa i liście minie jeszcze trochę czasu. Jedynie porosty na korach zmęczonych po zimie drzew nabierają barw soczystej zieleni. Czasem wpadają w kolor błękitu a czasem nawet żółci. To czas tych tajemniczych grzyboroślin. Do których świat nie mógł się przyzwyczaić a raczej pogodzić z faktem, że dwa organizmy mogą żyć w zgodzie bez żadnej ludzkiej ani boskiej ingerencji w świecie żarłocznych bestii wysysających z siebie ostatnie krople krwi, nazywając to miłością, pracą czy religią. Tylko natura realizuje najlepsze pomysły reszta jest jedynie karykaturami błędnych połączeń, topornych związków i udawanych znajomości, na końcu których musi z powrotem zbudować swoje ego i przegnać egzystencjalne lęki. Po kilku cudownych snach znowu musi leczyć ból dupy po notorycznym wykorzystywaniu. Niestety, nie jesteśmy porostami.

Porosty

Porosty to organizmy składające się z grzyba i glonów lub sinic, współpracujących w symbiozie. Grzyb dostarcza struktury ochronnej, a glon lub sinice przeprowadzają fotosyntezę. Porosty występują na różnych powierzchniach, od skał po drzewa, i są bardzo odporne na ekstremalne warunki środowiskowe.

Złotorost ścienny
(Xanthoria parietina)

Symbioza między grzybem a glonem lub sinicą w porostach polega na współpracy obu partnerów. Grzyb dostarcza ochronnej struktury zwanej plechą, która chroni glon lub sinicę przed szkodliwymi warunkami środowiskowymi. W zamian glon lub sinica przeprowadzają fotosyntezę, dostarczając grzybowi związki organiczne, takie jak cukry.

Ta współpraca umożliwia porostom kolonizację różnych siedlisk, nawet tych trudno dostępnych dla innych organizmów. Symbioza ta jest kluczowa dla przetrwania porostów w różnorodnych ekosystemach.

Kilka podstawowych rodzajów porostów to:

  1. Porost islandzki (Lichen islandicus): Popularny w medycynie ludowej, zwłaszcza wytwarzany z porostu islandzkiego.
  2. Porost tarczowaty (Parmelia): Posiada charakterystyczne plechy w kształcie tarczy.
  3. Porost zmienny (Cladonia): Znany z różnorodnych form i kształtów, często spotykany na glebach i skałach.
  4. Porost miseczkozarodnikowy (Cladonia chlorophaea): Charakteryzuje się miseczkami zawierającymi zarodniki.
  5. Porost listkowaty (Peltigera): Zwykle ma płaskie, skórzaste plechy przypominające liście.

Te to tylko przykłady, ponieważ istnieje wiele różnych rodzajów porostów o różnorodnych cechach i właściwościach.

Śląskie Davos. Szwajcarskie Sokołowsko. Buczynowe uzdrowisko

Poniedziałek nadszedł tym razem spodziewanie z całą masą sprawunków. Jednak ich znaczenie jakby zmalało. Moja uwaga się do nich nie przykłada. Wrażenia zobowiązań jest jakby za mgłą, jakby poza moją jurysdykcją cokolwiek to znaczy. Wszystko co muszę ukryło się po prostu w jakiejś dziurze, która jest teraz nieistotna i można ją na chwilę zakopać i przydeptać podeszwami. Czas nie jest nachalny. Nie przyspiesza. Nie panikuje. Woda z kranu kapie wolniej. Za szybą świat wypełnia się dźwiękiem stłumionych warstw głosów przekrzykujących się piskliwości ptaków. Ich wielość wypełnia całe tło ulicy. Jest jakby wiosennie. Trzymam się tej myśli i zapachu wpływającego przez uchylony lufcik plastikowego okna. Przyroda zawsze znajdzie drogę do mojego mózgu. Spływa do każdej komórki, żeby wypełnić je światłem i nową energią. Oj, poszło by się nad rzekę, ale w tak zawalonym harmonogramie wizyta wypadłaby na godziny wieczorne, kiedy ciało już raczej odmawia posłuszeństwa, szkoda. Odbijemy sobie w środku tygodnia.

Buczynowy las

Mam w głowie buczynowy las z naszej sobotniej wycieczki. Srebrne kory buków z kreseczkami spływającej wody. Nieustający deszcz tonizujący umysł jak muzyka od mnichów tybetańskich z YouTube. Byliśmy w Sokołowsku. Tym Sokołowsku z Empuzjon Olgi Tokarczyk… Jakim trzeba być ignorantem, żeby mieć pod nosem takie miejsce i nie korzystać z niego zwłaszcza w covidovej zawierusze jeszcze dwa lata temu albo i teraz, kiedy prątki tej zarazy jeszcze krążą w powietrzu pod różnymi mutacjami kaszlu, wydzielin, rozwolnień i bóli wszystkich możliwych organów.

Sokołowsko ze względu na dość tajemnicze położenie między górami, potokami i gatunkami drzew oraz z zagadkowym podziemnym jeziorem opisanym w książce stało się kurortem dla gruźlików z całego świata. Warunki jakie sobą reprezentowało wystarczyło kuracjuszom do poprawy zdrowia swoich płuc i serca gdzie panaceum na wszystko stanowiły w głównej mierze spacery „zdrowotnymi ścieżkami”. Tak, spacery zapisywane na receptę przez ówczesnych doktorów. Zupełnie jak w przypadku dzisiejszych kąpieli leśnych dla uspokojenia nerwów, redukcji lęków i obniżenia ciśnienia. Powolne spacery wyznaczonymi trasami bez nerwowych rozmów. Takie były zalecenia. Takie wyczytałam w Empuzjonie. Tak więc specyficzne położenie uzdrowiska było kluczowe. Tu klimat był inny niż w tradycyjnych górach za sprawą właśnie tego podziemnego jeziora, o którym jeszcze nie znalazłam wzmianki w innych źródłach niż książka. Klimat Nie tak zimny w odczuciu ale przystępny i dbający o drogi oddechowe lepiej niż atrakcje uzdrowiskowe w innych górskich uroczyskach. Odpowiednie gatunki drzew, mchów i porostów oraz sieć potoków składają się na ten unikalny mikroklimat, dobrostan dla naszych wymęczonych, przyduszonych organizmów. Dobre miejsce na spacery dla małych i dużych zamiast sztucznych inhalacji, nebulizacji mamy naturalny lek na płuca zaledwie 40 minut od miasta. Czytajcie Noblistów a będzie Wam dane…

„W Sokołowsku występują dwa poziomy klimatyczne o silnym zróżnicowaniu: poziom dna dolinnego (sanatoria) i poziom południowego stoku (od 600 do 620 m n.p.m.). Dno doliny charakteryzuje się zacisznością – prędkości wiatrów są tu minimalne. Na stokach wiatr znacznie przyspiesza. Wiatry z kierunków wschodnich są bardzo rzadkie. Sokołowsko jest najzimniejszą miejscowością tej części Gór Suchych. Występuje tu stosunkowo długa zima i krótkie lato, a także obfite opady deszczu, z których 61% spada latem, z maksimum w lipcu.”

Symbioza natury i kultury
„Sokołowsko to miejscowość w gminie Mieroszów w powiecie wałbrzyskim. Leży w Górach Suchych,najwyższym paśmie Gór Kamiennych. Strome zbocza tych nie najwyższych gór (Waligóra ma 936 m n.p.m.) sprawiają, że są one niekiedy nazywane „sudeckimi Alpami” (nieoficjalny szlak pieszy wyczynowy wiedzie przez szczyty z „Korony Sokołowska” – najwyższe góry pasma Gór Suchych, leżące na polsko-czeskim pograniczu). Wieś zamieszkuje niespełna 1000 mieszkańców. Jest jedną z największych miejscowości gminy. Odwiedzają ją też turyści i kuracjusze.” – https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

HISTORIA SANATORIUM DR BREHMERA

Pierwsza wzmianka nt. Sokołowska pojawia się w 1357, jako istniejąca wieś założona najprawdopodobniej przez zakon benedyktynów w Broumově. Do końca XV wieku Sokołowsko miało kilku właścicieli.

W 1509 r. Sokołowsko wraz z pd. częścią księstwa świdnickiego nabył hr. von Hochberg, który założył rodową siedzibę w Książu. Do połowy XIX wieku w Sokołowsko nie różniło się niczym od innych wsi w dobrach Hochbergów. Zmiana w losach wsi nastąpiła w 1849 r., kiedy na wypoczynek zajechała hr. von Colomb. Zachwycona krajobrazem Sokołowska namówiła swojego szwagra dr Hermanna Brehmera na utworzenie uzdrowiska leczącego metodą hydroterapii Vincenta Priessnitza.

W 1855 r. w Sokołowsku zostało uruchomione pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików, którym zastosowano nowatorską metodę leczenia klimatyczno-dietetycznego. Na wzór Sokołowska został stworzony ośrodek leczenia gruźlicy w Davos. W późniejszym czasie Sokołowsko zyskało miano “śląskiego Davos”, chociaż to Davos powinno nazywać się “szwajcarskim Sokołowskiem”. Bliskim współpracownikiem dr Brehmera stał się prof. Alfred Sokołowski. Dla uczczenia jego zasług w 1945 r. miejscowości nadano jego imię.

Uzdrowisko nie należało do tanich, lecz było dobrze zagospodarowane – już przed 1888 r. posiadało pocztę i połączenia telefoniczne. W 1887 r. przebywało tu 730 kuracjuszy. Pobyt dr Tytusa Chałubińskiego w Sokołowsku zaowocował pośrednio jego zainteresowaniem Zakopanem, gdyż rozpoczął poszukiwania okolicy zbliżonej do tego uzdrowiska dla zorganizowania w Polsce takiego samego ośrodka leczenia gruźlicy.

Po II wojnie światowej pozostało tutaj uzdrowisko o profilu przeciwgruźliczym. Pod naciskiem dr Stanisława Domina zmieniono profil leczenia w kierunku leczenia chorób dróg oddechowych. W latach 70. XX wieku w miejscowość zaczęto przekształcać w ośrodek sportów zimowych dla potrzeb klubów wałbrzyskich, docelowo miał powstać Wojewódzki Ośrodek Sportów Zimowych. Jednak z braku środków finansowych nie wszystko udało się zrealizować. Pozostały tylko trasy biegowe (w tym nartorolkowa), które włączono do Biegu Gwarków. W ostatnich latach uzdrowisko przeżywa regres, oparty na ogólnym kryzysie ekonomicznym. Po II wojnie światowej status wsi Sokołowsko uzyskało dopiero na początku XXI wieku.

W 2007 roku obiekt byłego Sanatorium dr Brehmera zakupiła Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ i tworzy w tym miejscu Miedzynarodowe Laboratorium Kultury.

Historia tego miejsca rozpoczyna się na nowo….. – Z informacji na stronie: https://www.sokolowsko.org/pl/sokolowsko

Tu ciekawy blog turystyczny pięknie opisujący Snokolowsko i okolice: https://welthellsicht.blogspot.com/2020/02/sokoowsko-zaczarowana-wies-w-gorach.html

Las buczynowy

Las buczynowy to jeden z typów lasów liściastych, w których dominuje buk zwyczajny (Fagus sylvatica). Buczyny są charakterystycznym ekosystemem leśnym, występującym głównie w strefie klimatu umiarkowanego na półkuli północnej. Buk zwyczajny to gatunek drzewa liściastego, który osiąga imponującą wysokość i tworzy zwarte drzewostany o pięknym wyglądzie.

Oto kilka cech charakterystycznych lasu buczynowego:

  1. Drzewa bukowe: Buk zwyczajny osiąga do 30 metrów wysokości, a jego kora jest gładka i srebrzystoszara. Liście buka są jajowate, ząbkowane i zielone, zmieniające się w jesiennej porze roku w intensywne odcienie czerwieni, pomarańczy i brązu. Owocami buka są brązowe orzeszki nazywane bukwią – jednonasienne, trójgraniaste orzeszki długości 1-2 cm, błyszczącobrązowe, zebrane po dwa (rzadziej pojedyncze) w zdrewniałej, pokrytej kolczastymi wyrostkami okrywie. Zbiorowiska roślinne należące do buczyn są wyznacznikami chronionych siedlisk przyrodniczych wymagających wyznaczania obszarów Natura 2000. Las bukowy to najlepsze miejsce do kąpieli leśnych czyli Shinrin-yoku (jap. 森林浴; kąpiel leśna), zwłaszcza wiosną
  2. Podrosty i runo leśne: W buczynach można znaleźć różnorodne gatunki roślin zielnych, mchów i porostów. Runo leśne jest ważnym elementem ekosystemu, tworząc warstwę ochronną dla gleby i dostarczając schronienia dla wielu małych zwierząt.
  3. Bogactwo flory i fauny: Las buczynowy jest domem dla licznych gatunków roślin, ptaków, ssaków, owadów i grzybów. Ptaki takie jak dzięcioły, sójki czy sikorki często zamieszkują te lasy, a ssaki, takie jak jelenie czy dziki, są powszechnie spotykane.
  4. Sezonowe zmiany: Buczyny prezentują piękne zmiany krajobrazu w ciągu roku. Wiosną liście buka rozwijają się, nadając lasom intensywnie zieloną barwę. Latem las jest bujny i zacieniony, a jesienią drzewa bukowe prezentują malownicze odcienie jesieni. Zimą większość liści opada, eksponując delikatną strukturę gałęzi i konarów.
  5. Ochrona przyrody: Las buczynowy jest często chroniony jako obszar przyrodniczy ze względu na swoją wartość ekologiczną. Ochrona takich obszarów jest istotna dla zachowania różnorodności biologicznej i utrzymania zdrowego ekosystemu.

Buczyna, jako ekosystem leśny, pełni istotną rolę w utrzymaniu równowagi ekologicznej, dostarczając schronienia dla wielu gatunków i wpływając pozytywnie na jakość gleby oraz regulację klimatu.

Wszystkie moje niebieskie sny…

Czasem osiągam stan umysłu w którym wszystkie moje niebieskie sny z wodą , falą i szczęściem łączą się ze sobą w jedną strukturę, w jedną masę, która zalewa niewyobrażalną przyjemnością mój umysł. Nie wiadomo do końca skąd przychodzi to uczucie ale to nie istotne bo jego siła wszystko zmienia. Drobne rzeczy zamieniają się w przyjemności, smaki się wyostrzają a zapachy stają się wrażeniami z dzieciństwa. Uczucie trwa, krótko i przychodzi zwykle wczesną wiosną, przedwiośniem albo lepiej przedprzedwiośniem, kiedy jeszcze nikt nie czuje zmian w powietrzu. Tylko ja. Taki dar od wszechświata za wewnętrzne smutki zimy. Sny materializują się jakby przed oczami, przypominają swoje obrazy, te dawno zapomniane i łączą je z nowymi tworząc wielką siatkę samych dobrych pierwiastków szczęścia. Tych prawdziwych osobistych, szczerych od których wszystko co złe odbija się i nie ma większego znaczenia. Sens życia zmienia wtedy swój image i nagle rozumiemy, że tu chodzi o coś całkowicie innego. Że to co dotychczas było tylko na przetrwanie i że trzymaliśmy się kurczowo rzeczy widzialnych i tylko w nich pokładaliśmy nadzieję nie wierząc, w nasze głowy, w których produkuje się inna rzeczywistość zaprzeczająca wszystkim standardom, formom i wyobrażeniom. Staje naprzeciwko szarości, siności i bólu. Zalewa słońcem. Pływa w zachwycie. Jest wodą, plażą, piaskiem i słońcem. Kwiatami ze snów, tych z unoszącymi się w powietrzu ciałami, nad miastem, nad lasem, nad jeziorem. Gdy jesteśmy fruwaniem i wyzwalającym unoszeniem się nad martwym światem. Snem dającym ukojenie na kilka dni i zmieniającym ścieżki neuronalne w naszych mózgach bez użycia antydepresantów. Taki prezent od ciała. Chcę utrzymać ten stan. Jest jak przebłysk świadomości dawno zapomnianego dziecięcego zachwytu. Jak go wyprodukować? Jak go zatrzymać na dłużej? Gdzie go szukać gdy znów się zgubi? Natura. Czy to naprawdę takie proste?

Lśnienie

Dzisiaj wiatr i deszcz. Czyli bez zmian. Jesteśmy w nieładzie. Nie sprzątam już drugi tydzień. Pokoje zarastają kurzem i składowiskiem dziwnych rzeczy na biurkach i regałach. Niedługo wszystko urośnie do wysokości sufitu i zacznie wypływać przez okna. Wirus nie przechodzi. Bolą nas jelita i zalewają poty ale już możemy przespać całą noc. P. wydziela sobie po pół bułki z masłem i boi się obiadu. Ja bezkarnie zjadłam przed chwilą jajecznicę zrobioną przez J. zaraz pogrążę się w bóloskurczach. Tak, tak moja zachłanność nie ma granic. Jestem niewolniczką jedzenia. Muszę wreszcie przestać. Ale to jak narkotyk. I tak sięgniesz następnym razem. No chyba, że… Ale jeszcze jeszcze…

Luty mija niespodziewanie szybko. Chociaż jeśli przyglądam mu się uważniej to jednak dopiero dziewiąty. Ale po dziesiątym już przyspieszy. Wirusy zamienią się z bakteriami i przyjdzie nowe inne, które nada tło kolejnej fali czynności do wykonania. Kolejnych tragedii do pokonania, kolejnych smutków do ukojenia i ani się obejrzysz a już nastanie marzec. A marzec to wiosna. Szara, niemrawa ale jednak. W powietrzu uniesie się inny zapach. Z alergią przyniesie dłuższy dzień. Będziemy wdzięczni za te oczekiwania, bo gdy przyjdzie lato dawno o tym zapomnimy. Kiedy wreszcie zaczniemy żyć chwilą? Teraźniejszością. To chyba nie możliwe. Chociaż potrafię zaprzyjaźnić się z czasem i wyłączać go przed południem ale mogę to robić tylko w lecie. No czasem na długim spacerze nad wodą… Nie teraz. Teraz wszystko jest podzielone i zmierzone. Krótkie interwały na pracę, rozmowy, robienie rzeczy poza pracą i sen. Robotyka dnia powszedniego. Mechanika szarego człowieka. Dupogodziny do odrobienia. Wykrawanie dziurek na swoje fantazje jeśli się pojawią w świadomości. Lekkie przebłyski dziecięcego zachwytu nad lotem gawronów. Skrzek sroki. Ślęża przykryta obłokiem. Przypływ sił w głowie. Pustułka na latarni, klucz gęsi wieczornego gasnącego płaskowyżu. Czujność myszołowa. Sarny przy drodze na Jaworzynę, niczyje… Myśl świeża, nowa. Rzeka. Przebłysk. Lśnienie.

Lśnienie

Lśnienie to efekt odbicia światła z powierzchni obiektu, który nadaje mu połysk i jasność. W zależności od rodzaju obiektu i kąta padania światła, lśnienie może przybierać różne formy, takie jak błysk, połysk, czy migotanie. To zjawisko jest wynikiem odbicia i załamania światła na powierzchniach przedmiotów, co sprawia, że stają się one bardziej widoczne i atrakcyjne dla obserwatora. Lśnienie jest szczególnie zauważalne na gładkich, błyszczących powierzchniach, takich jak metal, woda czy szkło.

W poezji i sztuce lśnienie może przybierać bardziej metaforyczne i symboliczne znaczenie, różniące się od fizycznego efektu odbicia światła. W tym kontekście symbolizuje coś jasnego, błyszczącego, pełnego życia lub odzwierciedlającego piękno.

W poezji lśnienie może być używane jako metafora dla szczególnie pięknych, inspirujących lub transcendentnych doświadczeń. Może odnosić się do chwil jasności, radości lub duchowego blasku.

W sztuce lśnienie może być wykorzystywane przez artystów, aby podkreślić pewne elementy obrazu, nadać im blasku i głębokości. Przez zastosowanie kontrastów świetlnych, artysta może osiągnąć wrażenie lśnienia na płótnie.

Ogólnie rzecz biorąc, lśnienie w poezji i sztuce odnosi się do ekspresyjnego wykorzystania symboliki, aby przekazać głębsze znaczenie i uczucia.

Bluszcz tajemnicza, splątana roślina Ivy: Mysterious, Entwined Plant

Bluszcz tajemnicza, splątana roślina

Bluszcz pospolity (Hedera helix L.), to roślina, która od wieków fascynuje ludzi swoim zimozielonym splątaniem gałęzi i mrocznym wyglądem. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych pnączy, które można spotkać w lasach, parkach i ogrodach na całym świecie. Jednak jego znaczenie sięga znacznie głębiej niż nam się wydaje. Oto kilka ciekawostek o bluszczu pospolitym.

  1. Historia i symbolika:
    Bluszcz pospolity ma bogatą historię, sięgającą starożytności. Już w Rzymie był uważany za symbol wieczności i nieśmiertelności. Rzymianie wierzyli, że bluszcz chroni przed złymi duchami i przynosi szczęście. W średniowieczu był również utożsamiany z wiernością i miłością.
  2. Mitologia:
    W mitologii greckiej bluszcz był związany z Dionizosem, bogiem wina i rozrywki. Opowiada się, że Dionizos owinięty był w liście bluszczu podczas swojego nieustającego święta. Roślina ta miała zdolność ochrony przed kacem i zapewniała błogosławieństwo boga.
  3. Przyjazny dla środowiska:
    Bluszcz pospolity pełni istotną rolę w ekosystemie. Jego gęste liście i zacienienie tworzą idealne warunki dla wielu gatunków zwierząt, w tym ptaków i owadów. Ponadto, jego zdolność do utrzymania się na różnych powierzchniach, w tym na ścianach budynków, sprawia, że pomaga w ochronie przed erozją gleby.
  4. Lecznicze zastosowania:
    Tradycyjnie bluszcz był używany w medycynie ludowej. Liście tej rośliny zawierają substancje mogące mieć właściwości lecznicze: przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Jednak warto zauważyć, że niektóre części rośliny mogą być trujące, dlatego należy zachować ostrożność.
  5. Zastosowanie w ogrodnictwie:
    Bluszcz pospolity jest chętnie wykorzystywany jako roślina ozdobna w ogrodach i parkach. Jego zdolność do pokrywania murów i płotów sprawia, że jest popularnym wyborem dla osób poszukujących naturalnego zielonego ekranu.
  6. Gatunki i odmiany:
    Istnieje wiele gatunków i odmian bluszczu, różniących się kształtem liści, kolorem, sposobem wzrostu. Niektóre z nich są bardziej tropikalne/ciepłolubne, podczas gdy inne doskonale radzą sobie w chłodniejszym klimacie.
  7. Inspiracja w sztuce i literaturze:
    Bluszcz pospolity był często inspiracją dla artystów i pisarzy. Jego tajemniczy wygląd i symboliczne znaczenie przewijają się przez wiele dzieł sztuki i literatury.

Bluszcz pospolity to symbol wierności i trwałości życia. W starożytności odgrywał ważną rolę w kultach szeregu bóstw egipskich, greckich i rzymskich. Jego zielone liście splatają się nie tylko wokół drzew, ale także wokół naszych kultur i tradycji, dodając ciemno zielonej głębi naszym myślom.

Bluszczowe inspiracje

Bluszcz pospolity, stał się źródłem inspiracji dla wielu artystów i pisarzy na przestrzeni wieków. Stanowiły metaforę dla wielu idei i emocji. Oto kilku artystów, którzy wykorzystywali bluszcz w swojej twórczości:

  1. William Blake (1757-1827): W utworach tego angielskiego malarza, poety i rytownika, bluszcz często pojawiał się jako symbol przyrody i życia. W jego ilustracjach do własnych dzieł, takich jak „Songs of Innocence and of Experience”, bluszcz reprezentuje pierwiastek naturalny i wieczny.
  2. Vincent van Gogh (1853-1890): Van Gogh, holenderski artysta postimpresjonistyczny, znany był z oddawania natury w intensywny sposób. Jego obrazy, takie jak „Bluszcz” (Ivy in Flower), ukazywały roślinę w delikatny, ale zarazem mocny sposób, podkreślając harmonię i piękno natury.
  3. Oscar Wilde (1854-1900): W swoim dziele „The Picture of Dorian Gray,” Wilde użył bluszczu jako metafory rozwijającej się deprawacji i zła. Roślina ta oplata obraz Doriana, symbolizując moralny upadek głównego bohatera.
  4. Georgia O’Keeffe (1887-1986): Amerykańska malarka, uznawana za prekursorkę sztuki abstrakcyjnej, uwieczniła bluszcz w swoich abstrakcyjnych pracach. Jej obrazy, takie jak „Ivy Leaves,” ukazują bluszcz jako źródło inspiracji do stworzenia form abstrakcyjnych.
  5. Virginia Woolf (1882-1941): W powieści „Orlando”, Woolf użyła motywu bluszczu, który oplatał okna i ściany zamku, aby podkreślić upływ czasu i niezmienność natury, w przeciwieństwie do przemijania ludzkiego życia.
  6. Claude Monet (1840-1926): Monet, jeden z czołowych przedstawicieli impresjonizmu, ukazywał bluszcz w swoich obrazach ogrodów w Giverny. Jego prace, takie jak „The Artist’s Garden at Giverny,” przedstawiają bluszcz jako element pejzażu, harmonijnie wpisującego się w ogrodową kompozycję.

Bluszcz pospolity, będąc źródłem inspiracji dla artystów różnych epok, pozostaje rośliną, której urok nieustannie przyciąga twórców do oddawania jej piękna i symboliki w różnych formach sztuki.

Fala

Znowu cisza. Poranek. Choroby wirusowe powodujące zmęczenie i produkujące czarne myśli na koniec tygodnia. Jak ogarnąć całość, kiedy nie można nawet wstać. Jak znaleźć entuzjazm, kiedy nie można spokojnie zjeść, bo zaraz biegnie się do muszli, żeby wszystko zwrócić obydwoma kanałami dystrybucji. 5 dni jak we śnie. Jak we mgle, w której ktoś coś mówi, informuje, domaga się , a ty słyszysz jak przez grubą szybę akwarium. Niby wiesz co robić, ale rozkaz nie dociera do strategicznych organów wykonawczych. Mózg nie filtruje należycie zadań. Odłącza się w niespodziewanych momentach. Zapomina o planach dnia, o ważności rzeczy i kolejności. Wszystko zwolniło jeśli nie wysiadło. Ciało przechodzi w tryb lewitacji unieważniając istnienie. Wszystko traci ważność. Jest tylko sen. Bóg sen opanował każdą cząstkę świadomości. Nikt z nim nie walczy.

P. zarzygał w nocy całą łazienkę. Dawno tego nie robił, więc nie miał tyle wprawy co jego młodszy brat, który w tej kwestii jest niemal wirtuozem. P. podrostu torsjował z lotu ptaka z ciśnieniem węża strażackiego opryskując umywalkę, sedes ze spłuczką, wannę oraz pralkę. Ściany łazienki przybrały tło „Wodnych ścieżek” Jacksona Pollocka, aż żal było niszczyć to unikalne dzieło. Niestety ani jedno ani dwustronne oczyszczenie organizmu nie doczekało się poprawy. Zarówno jego ciało jak i moje ma obecnie status „chyba jeszcze raz”. Jasną stroną tego stanu rzeczy jest niewątpliwie dieta głodowa, a co za tym idzie redukcja tkanki tłuszczowej. Może stanie się dobrym początkiem efektywnej diety. Jak mawiał klasyk najlepsze rzeczy są za darmo.

J. dzwoni z pracy, że rzyganie ogarnęło niemal cały Wałbrzych. Znajomi z pracy i znajomi znajomych spędzają noce na klęcząco obejmując muszle kompaktowe Cersanit Paros, Iva czy Nevada duroplast z wolno opadającymi deskami wlewając do nich bez końca ziarnistą, kwaśną substancję wewnętrznej złej przemiany. Fala torsjowej mazi wyrwała się spod kontroli i przetacza się przez miasto a jej fale spiętrzają się na wysokości czwartego piętra. Zalanie szkoły, place, Lidle i Biedronki. Śmierdząca masa wzbiera a pompy strażackie nienadążają usuwać jej nadmiaru z okolicznych piwnic. Szkoły i uczelnie odwołują zajęcia. Fabryki zwołują narady. Alerty zapełniają pamięć smartfonów a urzędy skracają czas pracy tylko do dwóch godzin. Straż miejska kieruje ruchem na większych skrzyżowaniach. Dochodzi do niekontrolowanych wybuchów paniki. W oczach przechodniów widać strach i niedowierzanie. Ile razy jeszcze będę rzygał?! Kiedy to się skończy?! Ktoś biegnie z krzykiem środkiem ulicy. Rodzina Winnickich zbiera się wraz z innymi w kościele. Profesor Dąb-Rozwadowski zorganizował śpiwory a Cichowscy termosy z herbatą i kawą. Na stacjach benzynowych ustawiają się kolejki a z Żabek zniknął zapas papieru toaletowego. Niedługo wyłączą prąd i ogrzewanie. Odetną nas od internetu. Ziemia przestanie się kręcić. Wszechświat runie na dno czarnej dziury. Nadszedł czas próby… Ale nie lękajcie się! Jeszcze nie padło ostatnie słowo. Jeszcze na dnie zranionych dusz tli się płomień nadziei a my winniśmy mu cześć! „Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i ulicach, będziemy walczyć w górach; nigdy się nie poddamy…” – Winston Churchill