Moje takie nieskoordynowane myśli napływają ze wszystkich rurek, kanałów i wlewają się do okrągłego zbiornika. Tam podlegają oczyszczeniu lub degradacji. Zmianie a nawet odrodzeniu. Przepływy uspokajają się a fale wygładzają. Mogę wreszcie działać. Osiągnęłam przejrzystość. Trzymam się jej jak nowej światłości.
S. jest w szpitalu. Po badaniach rozpoczął leczenie. Stres ustabilizował się na tyle, żeby wytrzymać kolejne diagnozy. Jesteśmy w trybie pracy i przetrwania. Nadmuchujemy balon nadziei. Wszystko się uda a leczenie zadziała jak aspiryna. Przyciągam tylko dobrą energię. Spotykam się z ludźmi. Przyciąganie działa. Strach na chwilę odleciał do swojej krainy. Dzisiaj oddycham świeżym powietrzem. Ptaki na słupach zwiastują same dobre rzeczy. Jedziemy w niedzielne odwiedziny. Czuję przypływ czegoś wygładzającego. Deszcz za oknem. Ciemność poranka ale w głowie już dobrze. Jest dobrze jest dobrze jest dobrze.
Szpitalne windy, korytarze, połyskujące niekreślonym kolorem podłogi tworzą labirynty tego rozmytego ukraińską ścierką zamku. Stare twarze na łóżkach jakby łapały kontakt z drugą stroną świata nie reagują na bodźce. Morze łóżek obojętności i bezradności. Kilka pocieszających słów i garść wskazówek.
Przez jelita wlewają się hektolitry wody ze środkiem przeczyszczającym. Sieć kanałów nie wytrzymuje ciśnienia i wylewa się się nogawkami. Nie ma czym tego pościerać. Może spodniami od pidżamy? Próbki, proszki, woda, badania w akompaniamencie głodu. Głód zamyka się w sobie pod ciężarem stresu. Głód oddziela od rzeczywistości. Gnieździ między biodrami i wędruje w górę. Wiem, że wytrzymasz. Wytrzymaj. Wszystko kiedyś się kończy. Emocje to krótkotrwałe doznania. Krótka ekspozycja jak ukłucie igły. Środki przeciwbólowe zaraz je odgonią, na chwilę przyjdzie nicość. Reset. Umysł się wyłączy na kilka sesji tylko na jakiś czas. Przyjdzie ulga. Tak, wiem spóźnia się. Ale przyjdzie. Ulaga jest jak rozkapryszona pani zawsze każe na siebie czekać, zawsze się spóźnia, ale kiedy się pojawi jej jasne włosy powiewają na słońcu.
Później wszystko wróci. Uspokojone, jakby nowe. Wróci na swoje miejsce. Wróci do domu. Zadbam wreszcie o ten dom. Teraz muszę przeczekać, „przeczekać trzeba mi, a jutro znowu, pójdziemy nad rzekę…”
W torby nieświadomości zbieram nadzieję. Nie czytam o diagnozie. Mój umysł twierdzi, że to jeszcze nie ten moment. Czas na to będzie zarezerwowany w trakcie osobnych studiów. Zostawiam sobie przestrzeń na siebie i nie ponaglam się jak to mam w zwyczaju. Dbam o opiekuna w sobie, by opiekun dobrze zadbał o dziecko.
Czarne łabędzie nam się przytrafiają tak samo jak życie. Tylko spokój i intuicja mogą pomóc we właściwym wyborze jeśli na czas włączy się uważność. Bez niej raczej nic się nie uda. Jeśli da się przespać chociaż 5 godzin sama wzejdzie jak słońce na niebie. Wtedy ułożymy plan. Dobry plan działania na kolejne miesiące. Do kolejnej zmiany.
Jesienne barwy.
Zasyłam serdeczności
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Pozdrawiam gorąco!
PolubieniePolubienie