Wszystko będzie toczyć się kołami i cyklami do kolejnego zastygnięcia, zaśnięcia…

Dzisiaj jakby niestrawność po wczorajszym smażonym serze. Pokuta za przysmaki dopadła mnie już przy końcu spaceru a wiosna była malownicza tego roku. Ulice odziane w zielone wybuchy niespodziewanej zieleni. Jest przepięknie gdy czuć zapachy miodowego aromatu unoszącego się wzdłuż ulic prowadzących do sklepów w moim mieście. Pnącza kwitnące na fioletowo wypychają się poza płoty wylewają z nowymi jaskrawszymi falami zieleni. Wystają przez pręty dziurki od klucza starych metalowych bramek czyniąc z nudnych zakamarków zaczarowane ogrody. Teraz ptaki to istne szaleństwo śpiewów, pisków i krzyków. Nikną gawrony a na ich miejsce pojawiają się rudziki, dzwońcie, trznadel i jaskółki. Na polach dalej królują skowronki.

Słońce daje wreszcie światło, które zamienia kadry w kolorowe obrazki bardziej intensywne niż jeszcze przez paroma dniami. Światło przyspiesza każdy proces. Podbija scenariusze zwierzęcych perypetii w parkowych zakamarkach.

Motyle przywołują lato razem z niebieskawymi chaszczami wylegającymi na chodniki nie licząc czerwono czarnych mas nakrapianych wagoników przyklejonych do siebie na dolnych partiach drzew.

Wszystko ruszyło i zmienia jasnozielone na ciemnozielone. Jest jakby letnio. Jak w lecie. Wiosna znowu załapała się tylko na tydzień, no może na dwa i to wszystko. Pory roku zaczęły przeskakiwać, a nie jak wcześniej przepływać w kilku nawrotach jak fale oceanu. Teraz jest czas skoków. Zmian jak w metamorfozie koników polnych. Zrzucania powłok. Powiększania się. Skokowego przybierania na wadze. Poranki jeszcze rześkie ale już niedługo będą gorącym przedsionkiem upałów. Dobre deszcze będą odtąd przynosić parowe chmury zalegające nad rzepakiem. Obrazy same będą się produkować w kadrach bez udziału człowieka. Jedynie człowiek z zachwytem będzie mógł się nad nimi pochylić lub przejść obojętnie bez refleksji.

Kosy nadal będą szaleć w dołkach ściółki wygrzebując podziemne stworzenia, którymi napchają brzuchy swoich dzieci. Wszystko będzie toczyć się kołami i cyklami do kolejnego zastygnięcia, zaśnięcia. Dobrze, że to początek rozkwitu. Po bzach przyjdą maki. A później czereśnie. Przyszłość jawi się w czerwieniach.

Dodaj komentarz