Archiwa tagu: #film

A dlaczego nad kukułczym gniazdem?

Moje dzisiejsze okno pokazuje obraz splątanego świerku. Świecące brązowo rude gałęzie pokryte zielonymi igiełkami odbijają wczesne słońce. W żółto czerwone odbicia światła przebija się niebieskie niebo. Te kolory krzyczą. Nie pozwalają dalej spać.

Dzisiaj jedziemy do ogrodu. Przebijemy się przez ciągi wiejskich procesji. Będzie nam dane doświadczać wszystkich odcieni płatków w palecie tęczowych kolorów kwiatów. To nastraja mnie radośnie. Już ładuję baterie do aparatu.

Od kiedy mój starszy syn z niemal obsesyjnym zapałem ogląda wszystkie możliwe filmy swoich ulubionych reżyserów niewiele zostaje nam czasu na nasze seriale. Może i dobrze bo większość i tak jest do bani. Po niespełna dwóch odcinkach robi się potwornie nudno. Filmy też są niewiele warte. Wątek wytrąca się po dwudziestu minutach. W czasie którym zwykle należy umieścić scenę erotyczną, tak aby uwięzić widza na dłużej przed odbiornikiem. Niestety na nas takie zabiegi już nie działają. Dla mnie to właśnie wtedy robi się żenująco nudno. To wtedy zwykle wstaję „i wychodzę z kina”.

Czy nikt już nie potrafi wywołać prawdziwych emocji albo opowiedzieć po prostu ciekawej historii. Nic dziwnego, że syn sięga po filmy „stare” na tyle, gdy jeszcze widza nie traktowano jak kompletnego debila. A aktor jak to mawiał Maklakiewicz „coś wyrażał”. Jednak pośród wielu kultowych pozycji P. wybiera Luisa Bunuela, który oczywiście należy do grona najwybitniejszych zarazem najbardziej kontrowersyjnych osobowości w światowej kinematografii a jego wszystkie filmy powstawały na bazie jego snów, i tu oczekiwaliśmy niesamowitych wrażeń, niestety i one reprezentują nudę podniesioną do kwadratu. Może są wartością dla koneserów ale dla nas zwykłych śmiertelników są po prostu nie do zniesienia.

P. uwielbia, wznosi dziwacznego Bunuela na ołtarze filmowej surrealistycznej sztuki. Ogląda filmy „Sennego Mistrza” jeden po drugim, zatapiając się w zachwycie nad każdą sceną, wołając nas na każdy seans i denerwując się przy każdej naszej odmowie.

Czasem wybiera Almodovara, którego już bardziej można przyjąć przed śniadaniem, ale nie z okresu lat osiemdziesiątych! Czasem wybiera kogoś równie wymagającego, jak na przykład Tarkowskiego, jednak tu również męczymy się jak na starych ruskich filmach wciskanych nam bez umiaru za komuny.

W końcu powiedziałam dość. Dzisiaj, czyli wczoraj ja wybieram. Oczywiście na szybkiego nic nie przychodziło mi do głowy. Jednak po chwili namysłu przypomniał mi się filmik na tiktoku z ostatnią sceną „Lotu nad kukułczym gniazdem”. O tak. To było to. Inaczej się oglądało po tylu latach dzieło nagrodzone pięcioma Oskarami czeskiego reżysera, który rozumiał mowę ludzi lepiej niż ktokolwiek i poczuł piętno wykluczenia na obczyźnie a jednak dawał sobie z tym świetnie radę. Jego słynne powiedzenie, które przeszło już do historii: „zrozumiałem, że jeśli nie złapię języka, którym posługują się ludzie siedzący w barze, to nie będę w stanie robić takich filmów, jak w Czechosłowacji” sprawdziło się niemal w każdej scenie tego filmu.

Jednak tym co tworzy wartość dla młodego człowieka jest niewątpliwie świadomość takiego świata, w którym każdy jest ważny, niezależnie od swoich słabych stron, zaburzeń czy lęków. O tym, że w życiu potrzebna jest odwaga, każdy wie, ale jak ją wprowadzić w tryb działania, kiedy „władza” zwykle ci nie sprzyja, rzuca kłody pod nogi. Jest złośliwa i zła, a nikt z otoczenia nie stanie po twojej stronie. To wszystko jest takie beznadziejne, jak życie w zamknięciu. A karty które dostajesz mogą tylko wprowadzić cię w stan depresji.

Co możesz zrobić? Grać tym co masz? Z tego budować, uczyć się nowego i przetwarzać. Żonglować dostępnymi zasobami. Wskazać sobie kierunek, uwierzyć w sens. I ruszyć z miejsca. Czerpać z drobnych aktów życzliwości wiedząc, że ostatecznie tylko odwaga cię wyzwoli. Bo tylko marzyciele budują ten świat i zmieniają życie na lepsze. Łamią systemy, lepią z niemożliwego. Wydeptują nowe ścieżki i otwierają oczy niedowiarkom. W końcu umierając żałować będziemy tylko tego, czego nie zrobiliśmy, nie doświadczyliśmy, nie spróbowaliśmy, tylko tego, do czego zabrakło nam odwagi.

Bez względu na chorobę, stan zamożności czy położenia zawsze trzeba znaleść wyjście. A tym wyjściem jest tylko zmiana. Natomiast zmiana wymaga odwagi. Czasem w życiu dostajemy tylko takich przewodników, którzy może nie grzeszą moralnością ale wskazują nam dobry kierunek i wyrywają nas z kapci po latach stagnacji. I właśnie to odnalazłam w Locie nad kukułczym gniazdem oglądając film jeszcze raz po latach. I to jest budujące, robi mi sens na ten dobrze zapowiadający się długi weekend.

A dlaczego taki tytuł?

Tytuł filmu Miloša Formana oraz książki Kena Keseya „Lot nad kukułczym gniazdem” ma głębsze, symboliczne znaczenie. W oryginale, tytuł brzmi „One Flew Over the Cuckoo’s Nest”. „Cuckoo’s nest” (kukułcze gniazdo) w potocznej angielszczyźnie odnosi się do szpitala psychiatrycznego, ponieważ kukułki są ptakami, które nie budują własnych gniazd, tylko składają jaja do gniazd innych ptaków, co można metaforycznie odnieść do osób uznawanych za niepasujące do norm społecznych i oddzielanych od społeczeństwa.

Tytuł pochodzi z wierszyka dziecięcego, który pojawia się w książce:

Wire, briar, limber-lock,
Three geese in a flock,
One flew east, one flew west,
And one flew over the cuckoo’s nest.

Wierszyk ten jest cytowany przez postać w książce i sugeruje ucieczkę przed kontrolą i ograniczeniami. „One flew over the cuckoo’s nest” symbolizuje zatem próbę wyrwania się z ograniczeń narzuconych przez system, reprezentowany w książce przez surowe zasady szpitala psychiatrycznego i jego despotyczną siostrę Ratched. To symbol buntu przeciwko władzy, próba zachowania własnej wolności i tożsamości w opresyjnym środowisku.

Ogrody, muzyka i terapeutyczna siła spokoju: Odkrywanie mocy natury i sztuki

Ogrody, Muzyka i terapeutyczna siła spokoju

Odkąd pamiętam fascynował mnie i wyznaczał nowe ścieżki świadomości. Podziwiałam go za jego otwartość i zainteresowania, na które składało się praktycznie wszystko. Najpierw obejrzałam film, później posypały się książki.

Oliver Sacks, znany neurolog i autor, zainspirował niezliczone pokolenia swoimi badaniami nad umysłem i jego relacją z otaczającym nas światem. Jego eksploracja terapeutycznej mocy ogrodów i muzyki ukazała niezwykłą siłę natury w uzdrawianiu ludzkiego umysłu i ciała.

W swoich rozważaniach Sacks podkreślał, że ogrody są oazami spokoju i harmonii w dzikim zgiełku życia codziennego. Obserwując roślinność, dotykając ziemi i słuchając dźwięków natury, człowiek może znaleźć schronienie przed stresem i chaosem współczesnego świata. Dla Sacksa, ogrody nie tylko przynoszą fizyczną ulgę, ale również odzwierciedlają wewnętrzne stany emocjonalne. Każdy krok w ogrodzie jest podróżą w głąb samego siebie, do miejsca, gdzie spokój i radość są nieuchronnymi towarzyszami.

Podobnie jak ogrody, muzyka ma moc dotykania naszych najgłębszych emocji i wspomnień. Sacks eksplorował związki między dźwiękiem a umysłem, pokazując, jak melodyjne dźwięki mogą wywołać uczucie błogości i bezpieczeństwa. Dla niego muzyka była nie tylko sztuką, ale także narzędziem terapeutycznym, zdolnym do leczenia duszy i ciała. Dźwięki gitary czy pianina mogły być kluczem do przekroczenia granic własnych ograniczeń i odkrycia nowych możliwości.

W świetle tych rozważań Sacksa, terapia ogrodem i muzyką stają się drogą do odnalezienia równowagi w życiu. Przebywanie w ogrodzie czy słuchanie ulubionych utworów muzycznych staje się praktyką medytacyjną, która pozwala nam oderwać się od codziennych trosk i zanurzyć w chwili obecnej. To w tych chwilach spokoju i radości znajdujemy siłę do radzenia sobie z wyzwaniami życia.

Spokój, radość i harmonia, których doświadczamy w kontakcie z naturą i sztuką, są drogowskazami w podróży ku pełni życia.

Film

Film z Robinem Williamsem o życiu i pracy Olivera Sacksa to fascynujące dzieło, które ukazuje nie tylko naukową geniusz Sacksa, ale także jego człowieczeństwo i unikalne podejście do ludzkiej egzystencji. Film (Tu cały film) eksploruje głębokie związki między umysłem a naturą oraz siłę terapeutyczną sztuki i muzyki, co było jednym z kluczowych tematów w życiu i pracy Sacksa.

Robin Williams wcielił się w postać Olivera Sacksa z pasją i empatią, przenosząc na ekran jego charakterystyczną osobowość i niezwykłe osiągnięcia naukowe. Film ukazuje różne etapy życia Sacksa, poczynając od jego młodości i kariery naukowej, aż po późniejsze lata, gdy stał się jednym z najbardziej znanych neurologów na świecie.

Główny wątek filmu koncentruje się na relacji między Sacksem a jego pacjentami, w tym na szczególnej historii jednego z nich, która stała się inspiracją dla jego pracy naukowej i literackiej. Poprzez tę relację film pokazuje, jak Sacks wykorzystywał swoją wiedzę i pomysłowość, aby pomagać ludziom w pokonywaniu ich chorób i ograniczeń.

Jednym z najważniejszych aspektów filmu jest eksploracja pasji Sacksa do muzyki, zwłaszcza jazzu, który był integralną częścią jego życia i pracy. Poprzez sceny, w których Sacks słucha ulubionych utworów jazzowych, film ukazuje jego unikalne podejście do terapii i jego wrażliwość na sztukę jako źródło uzdrowienia dla ludzkiego umysłu.

Film o Oliverze Sacksie z Robinem Williamsem to nie tylko portret wybitnego naukowca, ale także opowieść o ludzkiej sile wyobraźni, empatii i nadziei. Przez pryzmat życiorysu Sacksa film ukazuje, jak głębokie zrozumienie umysłu i jego relacji z otaczającym światem może prowadzić do prawdziwej transformacji i uzdrowienia.