Archiwa tagu: #dusza

Kuchnia mojej duszy

Poranek jakby słoneczny. Parę chmur nie odgoni zapowiadanych upałów. Drzewa wychylają gałęzie za ogrodzenie. Tworzą z nich świerkowe firanki zwisające z brązowych gałęzi jak plastikowe paski z framugi kuchennej. Z tym, że te mienią się w słońcu odcieniami zieleni, a nie wszystkimi sztucznymi kolorami, które pamiętam. Zawsze marzyłam o tych z przezroczystych koralików jednak moje dawały dużo radości w ewolucjach obkręcania wokół siebie wydłużającego materiału, który zwijał się pod naporem jak wstążka. Po mocniejszych pociągnięciach zmieniał swoją gęstość, wydłużał się lub urywał.

Moją starą kuchnię ze ściętym dachem przywołuję w pamięci bezwiednie. Małe okno na ścianie po lewej oraz drugie w ściętym dachu nie rozpieszczały światłem. Stara brązowa farba imitująca jakiś bliżej nieokreślony wzór wtapiała się w tło ściany tworząc to miejsce bardziej ponure niż naprawdę było.

Miejsce przepełnione smutkiem i żalem po niespełnionych nadziejach matki, która nigdy nie mogła dojść do siebie po niewiadomo jakim nieszczęściu. Żyjąca z ciągłą pretensją na twarzy do świata i ludzi a przede wszystkim do mnie. W nastroju niepokoju i niedostatku przemierzała karty życia, które próbowała z uporem maniaka wypełniać nowymi znajomościami, słodyczami i niepotrzebnymi rzeczami. Niestety i one przynosiły nowe rozczarowania. Czasem nawet większe niż ja.

Pieniądze spływały powoli ale regularnie. Praca była ciężka choć nie tak, jakby się mogło wydawać. Jej opowiadania zawsze były niespójne. Nielogiczne. Brakowało w nich sensu. Niewiele mnie to wtedy obchodziło, ponieważ większość czasu musiałam szukać planu na nadchodzące godziny. Godziny przetrwania z samą sobą. Umysł wypełniła u mnie luka, fuga pozwalająca wymazać z głowy tamten czas. Pamiętam tylko szkołę, park, psa i stres przed wyjściem z domu. Ciągła samotność zamkniętych ścian i oczekiwanie na coś co zwykle przynosiło tylko szarość. Nasłuchwianie pukania lub powrotu. Kilku słów z innej strony niż moja.

Z tego czekania nic dobrego się nie rodziło. Było tylko czekaniem na następne czekanie. Milczeniem. Dobrze, że długo oczekiwana zmiana przyszła wraz z przeprowadzką do nowych jaśniejszych ścian. Osiedle!

Niestety wdrukowany nastrój oczekiwań na coś, co nigdy miało nie nadejść pozostał jak trucizna krążąca korytarzami wystających żył na moich dłoniach.

Zmiana pojawiła się ze zmianą właściwą: dorastanie a później dorosłość. Tracenie czasu na niewiedzę, że można żyć inaczej była powalająca. Niewiedza zabija. Ale można ją powoli uzupełnić i poukładać by wyprostować niepewność, odnaleźć spokój i przywrócić radość dziecięcych zachwytów. Czasem można narodzić się na nowo. Czuję to w przypływach zachwytu nad ptakami, drzewami, kwiatami… Nad nieznanym.

Kos dla dusz

Podobno ptaki zastygające na gałęziach przechowują ludzkie dusze.

Mojego kosa obserwuję na czubku drzewa przed oknem. Siada tam każdego ranka, od tygodnia. Próbowałam już nie raz sfotografować jego czarne ciałko ale gdy wracam z aparatem już go nie ma.

Podobno ptaki przenoszą ludzkie dusze. Transportują je z naszego świata do innego. Są naczyniami. Pojemnikami na zużytą jaźń. Mam nadzieję, że nie jest im cieżko w tym procesie, w tej wędrówce.

Tak, istnieją legendy, baśnie i wierzenia z różnych kultur, w których ptaki są uważane za istoty, które przenoszą ludzkie dusze po śmierci. Na przykład w mitologii greckiej istnieje wiara, że dusze zmarłych mogą przekształcać się w ptaki, takie jak sowy lub jastrzębie. W mitologii egipskiej wierzyło się, że dusze zmarłych podróżują do krainy zmarłych na barkach prowadzonych przez boginię o imieniu Maat. W wielu kulturach również wierzono, że ptaki, zwłaszcza orły, są pośrednikami między ludźmi a bogami. Te wierzenia odzwierciedlają różnorodność kulturową i sposób, w jaki ludzie interpretują życie i śmierć.

Kiedy w po covidowych powikłaniach nasz sąsiad leżał w śpiączce. Na czubek świerku przed moim balkonem przylatywał kos. Siedział dumny i jakiś taki spokojny. Patrzyłam w jego czarne oczka z charakterystyczną żółtą obwódką gdy wywieszała pranie. On siedział i milczał. Energia zastygała na chwilę razem z nim. Robiło się dziwnie. Być może tylko mojej głowie. Takie duże stop. Pauza w przewijające się taśmie życia.

Po tygodniu zobaczyłam klepsydrę na drzwiach wejściowych do naszej klatki. Sen farmakologiczny zamienił,się w sen wieczny. Nigdy nie zobaczymy już sąsiada.

Kos więcej się nie pojawił. Teraz zastępują go zielone sikorki.

W niektórych folklorach kosy są postrzegane jako przewoźnicy dusz zmarłych do zaświatów lub krainy zmarłych. Na przykład, w mitologii słowiańskiej kosy czasem były uważane za istoty, które przewoziły dusze zmarłych do świata zaświatów.

Nie odnalazłam żadnych potwierdzeń. Kto wie, może jeszcze nie trafiłam na właściwe księgi. Tak niewiele wiemy o mitologii Słowian. Dopiero wraca do łask.