Archiwa tagu: #creative-writing

Poranek jakby nerwowy

Poranek dzisiaj jakby nerwowy. P nie chciał przebrać pogniecionej koszulki. Zbuntował się totalnie. Jego upartość rosła proporcjonalnie do moich próśb i rozkazów w celu natychmiastowej zmiany niechlujnego stroju. Moje namowy, prośby i rozkazy rosły w tonach, dźwiękach a na końcu w krzykach unosząc się echem po kwadratowych pomieszczeniach naszego m2. Wyrwały ze mnie wszystkie najgorsze myśli i stwierdzenia na temat oskarżonego, a na końcu upadły jak rzucona mokra szmata pod łazienką gdy upartość nadal była upartością, niezmiennością mojego sztywnego ubranego w schematy życia, które nadal pozostaje w swoich foremkach bez nadziei na zmianę.

Najpierw trzeba się uspokoić a później wymienić ciuchy na wyglądające bardziej schludnie. Trzeba myśleć racjonalnie i zmienić garderobę na lepszą. To znaczy taką, która po czterech praniach i prasowaniach będzie nadal wyglądała jak nowa. To trudne w czasach gdy produkuje się się ciuchy tak zwane jednorazowe, kiedy nie zawsze możesz sobie pozwolić na markowe – a nawet jeśli i tak nie masz gwarancji jakości. Małe chińskie rączki dalej są zmuszane przez system wyzysku do nadprodukcji podrób nadających się po praniu na szmaty.

To wszystko i tak mi nie pomaga. Jest chujowo a przecież czwartek to dobry dzień tygodnia. Zamiast się nim cieszyć i pisać z radością kreatywne frazy muszę uspokoić mój układ nerwowy na tyle, żeby mógł precyzyjnie zadaniować do wieczora. Takie utrudnienia to nie nowość. Nauczyliśmy się już dawno funkcjonować w niesprzyjających warunkach bez czasu na rozpamiętywanie co się tego ranka jeszcze spierdoli, co nie wyjdzie i kto dzisiaj oberwie w pracy, w szkole czy nawet przed wyjściem. Nikt już tego nie rozpamiętuje, nie tarza się w tych niepowodzeniach, nie gimnastykuje na kłodach i schodach, zapomina i przechodzi do kolejnego punktu na liście życia.

Wypracowaliśmy sobie to przez 20 lat. Chociaż u S. Trwa to trochę krócej z racji wieku. Jeszcze się dziwi, jeszcze się wzbrania, jeszcze zastanawia – jeszcze plan dnia nie wrósł się w miękką tkankę mózgu na tyle by nie trzymać się niepotrzebnych szczegółów. Ale już cały schemat zakiełkował na tyle, że wszystko odbywa się bez wrzasku. To początek dążenia do celu, niestety ten Cel to jeszcze nie Cel dla S. Narazie to tylko mała wersja robocza celu dla S., która go powiedzie do przodu, do momentu aż ów cel stanie się dla niego prawdziwy, nazwany. Kiedy sam sobie go wybierze i nazwie. Mam nadzieję, że coś mu się wreszcie wyklaruje, bo na razie woda mętna. Szkoda, że musi być obserwatorem natręctw P. z którego powinien raczej czerpać garściami a nie utwierdzać się w przekonaniu kim nie należy być, na co nie należy tracić czasu, nerwów ani przestrzeni. Nie umiem tego teraz zmienić ani wyprostować, nawet powstrzymać na chwilę. Nie potrafię go ochronić przed niesprawiedliwością, wstydem i złożonością emocji istnienia w tej rodzinie.

Natomiast P. posiada cel jasny i klarowny jednak droga utorowana jest wysiłkiem naszych wspólnych rąk niewspółmiernie do działań samego właściciela celu, który tę drogę niepotrzebnie komplikuje czasochłonnymi rytuałami, które nas codziennie rozpierdalają. A przyszłość jawi się tylko jako obietnica cudu, która być może nigdy nie nadejdzie. Nauczeni przeszłością i sztucznym optymizmem potrafimy o tym nie myśleć. Nawet czasami udaje nam się spędzić normalny dzień.

Na razie produkujemy tylko stany depresyjne ale gdy czas się wypełni znajdziemy miejsce na rzekę radości.

Spotkałam padalca czyli gadzi mózg

Spacery wychodzą mi od ponad trzech tygodni. Masa ciała spada, jednak mierzona tylko w miligramach. Ogólne samopoczucie rośnie. Robię przerwy w pracy. Właśnie spacer jest taką pauzą. Zwiększam w ten sposób wydajność. Jednak obawiam się, że znowu zamieniam się w robota. Tyle, że z innym oprogramowaniem. Tak czy owak czuję się lepiej a pogoda jest przepiękna.

W weekend spotkałam nad rzeką padalca. Był powolny i niemrawy dlatego pozwoliłam sobie podejść bardzo blisko. Najpierw wzbudzał we mnie matczyne uczucia, był taki bezbronny ale im uważniej patrzyłam mu w oczy pojawiło się To. Dziwne „To” warunkujące obraz odmieńca, nie z mojej półki bez pionowego kręgosłupa w oślizgłym uniformie. Poczułam dyskomfort a nawet strach patrząc na jego wysuwający się języczek. Mówiłam sobie w duchu, że to przecież nie jest wąż, że padalce należą do jaszczurek i w ogóle nie kąsa, nie gryzie i nie atakuje… Jednak mój gadzi mózg nie przyjmował tego zupełnie do wiadomości. Włosy na karku jeżyły mi się a ciało pociło się w ciągłej obawie. Uczucie zagrożenia dominuje kiedy stworzenie nie posiada nóg. Z tym się nie wygra. Tacy jesteśmy. Pająki, węże i robaki to emocjonalne czerwone lampki. Uciekaj albo walcz, krzyczy gadzi mózg nie przyjmując do wiadomości milionów lat ewolucji. Jesteśmy tylko zwierzętami. I niech tak już zostanie.

Opuściłam aparat na pasku blisko ziemi, ustawiłam makro i zaczęłam trzaskać niezliczoną ilość fot pod każdym kątem. Biedny gad posuwał się w kierunku wysuniętej tuby. Podążał powolutku za obiektywem. Oczywiście słońce zaszło za deszczową chmurę jak zawsze gdy trafi się coś wyjątkowego ale chociaż nie zrobiło się całkiem ciemno. Przemierzał odcinek między rzeką a ścieżką dobre 10 minut. Później zniknął w trawie. Niesamowite uczucie. Mieszanka pierwotnych emocji od strachu, przerażenia do wstrętu a później zachwytu.

Padalec

Padalec (Anguis fragilis) to gatunek jaszczurki z rodziny padalcowatych. Charakteryzuje się długim, cylindrycznym ciałem pokrytym gładką, błyszczącą miedziana lub szarą skórą. Padalce występują głównie w Europie Środkowej i Wschodniej, preferując wilgotne lasy i tereny podmokłe. Są drapieżnikami, polując głównie w nocy na owady i inne małe zwierzęta. Mają zdolność kopania nor, co pomaga im w schronieniu się i polowaniu.

Padalec jest gadem. Padalce należą do rzędu łuskonośnych, podobnie jak węże i jaszczurki, co klasyfikuje je jako gady.

Gadzi mózg człowieka

Gadzi mózg, zwany również mózgowiem gadzim, jest starszą częścią mózgu człowieka, obejmującą móżdżek i rdzeń przedłużony. Z punktu widzenia psychologii, ta część mózgu jest często kojarzona z instynktami, reakcjami emocjonalnymi oraz funkcjami związanymi z przetrwaniem i kontrolą podstawowych funkcji fizjologicznych, takich jak oddychanie, tętno i połykanie. Odpowiada również za działania automatyczne i reakcje walki lub ucieczki w sytuacjach stresowych. Pomimo że część ta jest związana z pierwotnymi instynktami, ma również wpływ na wyższe funkcje mózgowe, takie jak pamięć emocjonalna i regulacja emocji.

Kreatywne pisanie, narzędzia nieoczywiste

Żeby pisać trzeba ćwiczyć jak w filharmonii. Tworzyć poranne strony z regularnością co do dnia i godziny. Oszukać świadomość i dostać się się do podświadomości, żeby wyciskać ją jak cytrynę. Wykorzystać jej kreatywność i dobroć kiedy ego jeszcze smacznie śpi. Wierzę, że to klucz do głębokiej pracy która przynosi efekt.

Jeszcze spacery tak jak robił to Jung i jemu podobni. Spacer to podstawa dobrostanu. Uważność. Wystawianie zmysłów na ekspozycję światła, przestrzeni i ptaków. To jest doznawanie. Wchłanianie. Czerpanie z natury. Pochylanie się nad ziarnkiem piasku, w którym zamknięty jest przecież cały świat.

Zauważanie formy rzeczy. Chropowatości i splątania. Puchu delikatności na gałązkach pnączy i splątań chmielu. Bezlistnej rudości. Zimowego zasypiania. Zwalniania rytmu serca. Hibernacji myśli. Spękanej kory i ostatniego suchego liścia na gałęzi. Szukanie.

Kreatywne pisanie to proces tworzenia tekstu, który angażuje wyobraźnię i oryginalność. Obejmuje różnorodne formy, takie jak opowiadania, wiersze czy scenariusze, i zachęca do eksperymentowania z językiem oraz strukturą, aby wyrazić unikalne pomysły.

W dobie sztucznej inteligencji tylko kreatywność daje nam przewagę.

Poranne strony i automatyczne pisanie

Poranne strony to praktyka kreatywnego pisania, popularna wśród autorów i osób pragnących rozwijać swoją kreatywność. Polega na napisaniu trzech stron tekstu ręcznie lub elektronicznie każdego ranka, bez zastanawiania się nad treścią czy dbania o poprawność językową. Jest to forma automatycznego pisania, gdzie celem jest utrzymanie płynności myśli.

Automatyczne pisanie to proces tworzenia bez zatrzymywania się, analizowania czy oceniania tekstu. Celem jest stymulowanie przepływu myśli, odkrywanie nowych pomysłów i zwalczanie blokad twórczych. Poranne strony, zapoczątkowane przez autorkę Julie Cameron w książce „The Artist’s Way”, są jednym z popularnych sposobów na wdrożenie tej techniki. O piśmie automatycznym przeczytałam również w „Piśmie automatycznym”, praktycznym poradniku Michaela Sandlera.

Pisanie automatyczne może pomóc w pokonaniu perfekcjonizmu i skoncentrowaniu się na procesie tworzenia, a nie na ostatecznym rezultacie. To narzędzie może być używane zarówno w celu rozwijania kreatywności, jak i przemyśleń osobistych.

Automatyczne pismo Bretona

„Automatyczne pismo, które wynalazł André Bretón, jest transkrypcją snów na papier lub autentyczną fotografią myśli.

André Breton jest uznawany za ojca surrealizmu. Francuski artysta zaproponował automatyczne pisanie jako sposób dotarcia do obszaru nieświadomości. Powiedział, że dzięki temu można zrobić dyskurs poetycki, który wykracza poza ustalony porządek estetyczny, społeczny lub moralny.

Samo pisanie ma na celu przekazywanie w miarę powstawania idei umysłu, bez ich odzwierciedlania i bez posiadania precyzyjnego tematu. Chodzi o przetłumaczenie ich bezpośrednio na tekst lub wiersz. To dlatego, że zdania przychodziłyby bezpośrednio z podświadomości i nie miałyby ze sobą logicznej spójności.

Pisanie z twórczego przepływu

Breton nie chciał, aby jego pisanie sprowadzało się do obliczeń psychologów. Dla nich stał się obrońcą ortodoksji i surrealistycznej czystości. Na przykład sztuka Luisa Buñuela, Salvadora Dalí, Louisa Aragona, Philipe Soupault, Antonina Artauda i Paula Éluarda.

Podobnie zaproponował przelecieć nad literackimi technikami surrealizmu, ruchu opartego na sile obrazu, snach i unieważnieniu logiki. Chodzi o eksperymentowanie w kierunku naszej figlarnej i dziecinnej strony io zmianę, która nie jest zwolniona z pewnego szaleństwa.

Tak więc, Breton opowiadał się za pisaniem mechanicznym, zrodzonym z twórczego przepływu podświadomości, a zatem bez wpływu jakiejkolwiek racjonalnej lub estetycznej przeszkody.

Z tego powodu napisał pierwszy surrealistyczny manifest w 1924. W jednym ze swoich fragmentów, André

Manifest surrealistyczny

Breton wyjaśnia technikę automatycznego pisania:

  1. Ustaw się w miejscu, które jest jak najbardziej sprzyjające koncentracji ducha
  2. Wpisz najbardziej pasywny lub odbiorczy stan, z którego jesteśmy w stanie
  3. Aby zrezygnować z geniuszu, talentu i geniuszu i talentu innych
  4. Wielokrotnie twierdzę, że literatura jest jedną z najsmutniejszych ścieżek, które prowadzą wszędzie
  5. Pisz szybko, bez z góry ustalonego tematu, pisz wystarczająco szybko, aby nie być w stanie hamować i nie kusić, by przeczytać to, co jest napisane
  6. Niech pierwsze zdanie przyjdzie do głowy i tak zwięźle
  7. Pisz dalej. Zaufaj niewyczerpanej naturze szmeru
  8. Jeśli cisza zagraża, z powodu braku, musimy nazwać „brak uwagi”, tutaj przerwij
  9. Podążając za słowem, umieść dowolną literę i powróć do stanu arbitralności.

W ten sposób André Breton zdefiniował pisanie automatyczne i wykorzystał je jako sposób na tworzenie sztuki poprzez podświadomość i spontaniczność myśli.” (fahrenheitmagazine.com)

https://fahrenheitmagazine.com/pl/sztuka/listy-artystyczne/automatyczne-pisanie-andre-breton-to-transkrypcja-jego-marze%C5%84

Zapominając o sobie, kiedy ciało mówi nie

Już po. Już po świętach. Cieszę się, że nie musiałam nikogo gościć ani do nikogo w gościnę przychodzić. To miłe robić po tyłu latach wreszcie to czego naprawdę się chcę. Wydobyć z siebie tę potrzebę bycia dla siebie dobrym, a nie jak zawsze dla kogoś. Nie obyło się bez awantur, ale warto było wybrać siebie. Zawsze warto wybrać siebie.

Byłam na długim spacerze z P. Widzieliśmy miłą odsłonę słonecznego dnia nad naszym zalewem. Ludzie zrobili sobie pikniki nad brzegiem wody. Rozmawiali, cieszyli się. To miłe, że moje miasto z zamkniętego niegdyś strachem i wstydem sarkofagu niemocy zamieniło się w przyjazną otwartą przystań odpoczynku i kontemplacji przyrody na wierzchu wszystkiego.

Było cudownie. Jeszcze lepiej w poniedziałek, kiedy to już sama wybrałam się w krainę stokrotek i tajemniczych pędów nasiennych skrzypów, które znalazłam tuż przy granicy miasta. Było gorąco. Wiał lekki ciepły wiatr. Spacer dawał ukojenie. Mogłam wysłuchać nową książkę Kaśki Nosowskiej, więc było również kolorowo przy takiej narracji. Po prostu upojenie. Jak dobrze nie dać się zpędzić w kajdany oczekiwań i przymusów innych, którzy to inni zapadnięci i tak w swoje sprawy oraz wyimaginowane problemy i choroby mają nas głęboko w dupie zostawiając w mojej głowie jedynie pokłosie tychże chorób.

Wolny czas, czytaj święta są dla nas, nie dla innych. Odpoczynek jest dla wszystkich równy. Nikt nie może być zmuszany mentalnie lub w inny natarczywy sposób do organizaowania odpoczynku innym bez względu na pokrewieństwo. Odpoczynek jest wtedy gdy wszyscy odpoczywają. To warto podkreślić. Święta stworzono dla świętowania a nie służenia przy stole innym. Oczywiście wiemy jak jest. Są czasy kiedy nie wypada się buntować, są ludzie którzy wezmą cię za głupią histeryczkę, wiadomo. Jesteś kobietą, zawsze możesz mieć nasrane w tym swoim przymałym mózgowiu i jak zwykle wydziwiać. Stawać okoniem. Respektować od lat ustalone zasady. Wypełniać cudze zadania w cudzych wizjach świata… To błąd. Ale do tego stwierdzenia trzeba dorosnąć.

Nie wolno tak robić. To zabija, unieszczęśliwia, umniejsza. To trucizna. Wiem jedno, nikt nam nie zwróci straconego czasu. Nie wiemy ile zostało nam weekendów do końca życia ani wolnych chwil tylko dla siebie. Więc jeśli mamy robić coś dla ludzi, mówię o „ludziach” tych, którzy tylko zabierają nam wolny czas nie dając nic w zamian, którzy przyzwyczaili się przez te wszystkie lata do naszej usłużności do naszego nie wypada bo matka, bo ojciec, bo babcia bo szef… Ludzie w których schematy jesteśmy uwikłani od lat i ciężko jest się nam, od tak wyplątać się natychmiast. Ale dla własnego zdrowia psychicznego trzeba wreszcie powiedzieć nie! Nie i żyć po swojemu. Dla swoich bliskich/najbliższych kochanych bezwarunkowo.

Nawet jeśli już wpisaliśmy się w wygodny krajobraz świąt jako tło. Tło z którego więdnie i bezwiednie czerpali wszyscy. Trzeba z tym skończyć jak najszybciej. Przestać dorabiać się wdowiego garbu męczennicy. Nikt nas za to nie pochwali tym bardziej w grobie. Nad grobem mogą rzucić półgębkiem. No, dobry piekła makowiec… Szkoda, teraz będziemy musieli kupować… żal kobiety. I odpalą papieroska. I tyle. Pierdolić to.

Pieprzyć to. Jeśli nie lubisz świąt i męczysz się tak jak ja, przestań. Jeśli masz awersje do spotkań. Przestań. Jeśli matka i ojciec cedzą złośliwości, przestań. Jeśli teściowa krytykuje obrus, niech nakrywa u siebie. Jesli mąż czy żona zmusza cię do tych działań a sam, sama siedzi na kanapie, zastanów się czy warto dalej być służącą/służącym. Jeśli szef, szefowa wzdycha z pogardą, zachoruj tak jak większość to robi gdy czegoś nie chce… Jeśli jest ci źle, zostaw to. Znajdź rzeczy, które lubisz i daj im pierwszeństwo. Zrób miejsce na nowe i nie bój się zmian. Zmiany są trudne ale później, co też pewnie długo potrwa zaczyna się coś naprawdę dobrego, zdrowego i satysfakcjonującego. Coś co wreszcie daje poczucie dumy i sensu.

Twoje ciało więzi emocje. Tłumi je. Niedługo ten stan zaowocuje chorobami i zgorzknialością. Życie i tak jest wystarczająco trudne żeby marnować je na nasiadówki z ludźmi dla których nic nie znaczymy. Nie marnuj czasu bo czasu jest niewiele. Opamiętanie przychodzi późno, ale przychodzi. Łap je. Trzeba przesiać ziarno. Zrobić selekcję i żyć na nowo.

Gabor Mate, kanadyjski psychiatra, wykładowca twierdzi, że wszystkie trudne emocje, które tłumimy w sobie w czasie kiedy dajemy/poświęcamy w kółko swój czas innym zapominając o swoich potrzebach owocują chorobami. Jak widać gdy zapominamy o potrzebach naszego wewnętrznego dziecka, hodujemy sobie schorzenia. Jednym słowem sami sobie to robimy.

Gabor Maté to kanadyjski lekarz, autor, wykładowca i znany ekspert w dziedzinie zdrowia psychicznego, uzależnień oraz traumy. Jest również jednym z wiodących badaczy na świecie w zakresie wpływu stresu i traumatycznych doświadczeń na zdrowie fizyczne i psychiczne. Maté zdobył rozgłos głównie dzięki swojej pracy nad zrozumieniem związków między traumą, uzależnieniami oraz zdrowiem psychicznym. Jego książki, takie jak „When the Body Says No: The Cost of Hidden Stress” oraz „In the Realm of Hungry Ghosts: Close Encounters with Addiction”, zdobyły szerokie uznanie i wpłynęły na debatę na temat zdrowia psychicznego i leczenia uzależnień.

Zapominając o sobie: Czytając sygnały ciała, ciało mówi

Ciało mówi.

Głosy, których często ignorujemy. Często zaniedbujemy siebie, poświęcając naszą uwagę i energię na potrzeby innych. Gdybyśmy jednak zechcieli posłuchać, moglibyśmy usłyszeć, jak nasze ciało przekazuje nam niezrozumiałe sygnały – sygnały, które mogą prowadzić do chorób i złego samopoczucia.

Gabor Maté, w swojej przełomowej książce „Kiedy ciało mówi nie”, podkreśla związek między tłumionymi emocjami a chorobami fizycznymi. Jedną z kluczowych koncepcji, którą podnosi, jest to, że często ignorujemy swoje własne potrzeby, skupiając się na innych. Kiedy to się dzieje, nasze ciało może reagować, wyrażając te niezaspokojone emocje i potrzeby w postaci różnych dolegliwości fizycznych.

Niestety, życie współczesne sprzyja temu, byśmy stawiali potrzeby innych ponad swoje własne. W pracy, w rodzinie, w społeczeństwie – ciągle jesteśmy poddawani presji, aby być dla innych, być perfekcyjnymi, być pomocnymi. I kiedy wchłaniamy się w tę rolę, często nie zauważamy, jak bardzo zapominamy o sobie.

Często ta nieuwaga dla siebie idzie w parze z brakiem uznania ze strony innych. Mimo naszych wysiłków, nasze starania mogą zostać niezauważone lub nie docenione. Może to prowadzić do poczucia niedocenienia, frustracji i gniewu, które z kolei tłumią się w naszych ciałach, czekając na wyjście.

W krótkim okresie może to wydawać się akceptowalne, ale w dłuższej perspektywie może to prowadzić do chorób i stanów zapalnych. Nasze ciało mówi nam, że coś jest nie tak. Bóle głowy, napięcie mięśni, zaburzenia snu – to tylko niektóre z objawów, które mogą być sygnałami, że coś się dzieje w naszym wnętrzu.

Ale jak możemy zacząć słuchać tych sygnałów? Jak możemy zacząć dbać o siebie, nawet gdy świat dookoła domaga się naszej uwagi? To wymaga od nas praktykowania samopielęgnacji i uważności. To oznacza stawianie granic, uczestniczenie w aktywnościach, które nas odprężają i wzmacniają, i dawanie sobie czasu na introspekcję i zrozumienie własnych potrzeb.

Ale także, to oznacza naukę proszenia o pomoc i uczestniczenie w relacjach, które są wzajemne i wspierające. To, że poświęcamy się innym, nie musi oznaczać ignorowania nas samych. Istnieje równowaga między altruizmem a samozachowaniem, której warto szukać.W końcu, pamiętajmy, że nasze ciało jest najbardziej niezawodnym komunikatorem, jeśli chodzi o nasze potrzeby i emocje. Jeśli zaniedbujemy słuchanie tych sygnałów, robimy to na własne ryzyko. Ale gdy zaczniemy słuchać, możemy odnaleźć drogę do zdrowia i harmonii, zarówno w ciele, jak i umyśle.

Brak snu: Kto kocha nigdy nie jest chory…

Kolejny dzień niewyspania. Braku dostatecznej dawki snu. Przerywane sny, które nie zdążyły połączyć się w ciągi zdarzeń. Zmęczenie jak po ośmiu godzinach pracy. Brak odprężenia produkuje czarne myśli, które próbuję zawrócić skąd przyszły. S. znowu nie poszedł do szkoły – bolącą noga i złe jedzenie zarwały mu noc. P. Natomiast poszedł na praktykę z cieknącym nosem i szczekającym kaszlem, również po zarwanej nocy.

Chyba jesteśmy niewolnikami tych zarwanych nocy. Przykleiły się do nas na dobre odkąd P. Skończył 3 miesiące swojego życia. Czas w którym typowym niemowlakom zwykle kończą się wzdęcia i kołki u przeciwnie, niego wybuchły wulkany kolek przerywanych wrzaskami od dziesiątej wieczorem aż do ósmej rano w przedziałach co 30 minut. To był czas zombi. Dzień zlewał nam się z nocą a wydarzeń dnia zupełnie nie rejestrowałam. Większość wspomnień z tego okresu wyparłam na dobre z podświadomości. Jednak w noce takie jak ta wracają wspomnienia. Jak nieme świadectwo tamtych dni i lat. Przetrwaliśmy i to się liczy. Przetrwamy i następne. Człowiek potrafi przetrwać wszystko, choroby, depresję, stres, przewlekłe zmęczenie, brak środków na kontach bankowych w przewlekłych chorobach i inne tu sobie można wstawić… co chcesz.

Kto kocha, nigdy nie jest chory, Divaldo Franco z filmu Body/Ciało, reż. Małgorzata Szumowska

Jednak kiedy dotyczy to naszych dzieci, wszelkie choroby i zaburzenia urastają do rangi krwiożerczych monstrum, które panują nad naszymi umysłami przez 24 godziny. Wtedy działamy na tak zwanym gadzim mózgu, w ciągłym stresie, na czerwonej lampce. Nasze choroby odchodzą do lamusa. Latami nie chorujemy, nic nie czujemy, jesteśmy tylko kolejnym zadaniem do wykonania na niekończącej się liście dziecięcych zaburzeń i chorób będących pokłosiem jeszcze innych zaburzeń. Nie mamy znajomych, później rodzin a na koniec nawet siebie.

Każdy zamyka się w swoim świecie, w którym przerzuca piasek z jednej góry na drugą. Jest w ciągłym wyniszczającym działaniu. Przyzwyczaja się do stresu i zarwanych nocy. Do niemyślenia. Do braku wspomnień. Do milczenia o sobie. Do refleksji: Co u ciebie? Drży przy pytaniu: Jak tam dzieciaki? Trzyma się w kupie. Codziennie rano pod prysznicem bierze się w garść. Aż z wiekiem nabiera w tym wprawy. Zaczyna akceptować wyzwania. Zaczyna przyjmować rzeczywistość za swoją. Zaczyna być w tym naprawdę dobry. Organizuje czas i przyjmuje przeszkody za coś normalnego. Akceptuje sponiewieranie. Wychodzi z kanału oczyszczony. Nie kopie się z koniem. Idzie do celu. Wypełnia zadania. Nie myśli o przyszłości, ponieważ myślenie o niej może zmiękczyć najtwardsze umysły. Przyszłość to dwie godziny w przód. Tyle da się jeszcze przewidzieć. Później, później jest zagadką. Jedyne właściwe pytanie czy wykonalną. Jeśli nie to ilu rzeczy nam potrzeba do jej wykonania.

Często wyprana z tych ludzkich normalnych uczuć wychodzę na miasto i czuję wstyd. Za to zaoranie, zmęczenie i nie wyglądanie jak inni. Jakbym wytoczyła się spod pokrywy blokowego śmietniska. Nie czuję przynależności do miejskiego flow. Nie pasuję do kobiet ani do mężczyzn. Moje miasto, chociaż tu się urodziłam i wychowałam nigdy nie było moje. Tak to czuję. Zawsze było jakby sztuczne. Niewygodne.

Wieczorne odbicia smug latarni na mokrym, błyszczącym chodniku dają ukojenie w zimie. Ulotne wspomnienie z dzieciństwa. Latem las i woda. W nocy niebieskie sny. Całe życie mam w głowie. Wystarczy nauczyć się karmić niebieskie sny.

Brak snu

Brak snu, przerywany sen i kłopoty ze snem mogą negatywnie wpływać na nasz organizm. Regularny, zdrowy sen jest kluczowy dla utrzymania dobrej kondycji fizycznej i psychicznej.

Pierwszym skutkiem braku snu jest osłabienie układu immunologicznego. Organizm potrzebuje odpowiedniej ilości snu, aby efektywnie zwalczać infekcje i utrzymywać swoje naturalne mechanizmy obronne.

Wpływ na funkcje poznawcze to kolejny aspekt. Brak snu może prowadzić do trudności w koncentracji, problemów z pamięcią oraz obniżonej sprawności umysłowej. To z kolei może wpływać na wydajność w pracy i codziennych czynnościach.

Problemy ze snem mogą prowadzić do zaburzeń nastroju, takich jak depresja czy podatność na stres. Osoby doświadczające chronicznych trudności ze snem mają zwiększone ryzyko wystąpienia problemów zdrowotnych psychicznych.

Wpływ braku snu na układ hormonalny jest także istotny. Nieprawidłowy sen może zaburzyć równowagę hormonalną, prowadząc do wzrostu poziomu kortyzolu, hormonu stresu, co z kolei może wpływać na metabolizm, apetyt i zdolność do utrzymania zdrowej wagi.

Nawet krótkotrwały brak snu może prowadzić do zwiększenia poziomu cukru we krwi i insulinooporności, co zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2. Regularny sen jest istotny dla utrzymania zdrowego metabolizmu glukozy.

Podsumowując, brak snu, przerywany sen i kłopoty ze snem mają złożony wpływ na nasz organizm, dotykając zarówno aspektów fizycznych, jak i psychicznych. Dlatego ważne jest, aby pielęgnować zdrowe nawyki snu i szukać pomocy w przypadku trudności ze snem, aby utrzymać optymalne funkcjonowanie organizmu.

Aby pielęgnować zdrowe nawyki snu, warto wprowadzić kilka praktyk, które mogą poprawić jakość i ilość snu:

  1. Regularność:
    Stworzenie stałego harmonogramu snu, czyli chodzenie spać i budzenie się o stałych porach, pomaga ustabilizować zegar biologiczny organizmu. To wpływa korzystnie na jakość snu.
  2. Komfortowa sypialnia:
    Zadbaj o odpowiednią temperaturę, ciemność i cichą atmosferę w sypialni. Dobre warunki środowiskowe sprzyjają spokojnemu snu.
  3. Unikanie kofeiny i alkoholu przed snem:
    Ogranicz spożycie kofeiny w drugiej połowie dnia, a alkoholu przed snem. Te substancje mogą zakłócać naturalny cykl snu.
  4. Regularna aktywność fizyczna:
    Regularna, umiarkowana aktywność fizyczna może pomóc w regulacji snu. Unikaj intensywnego wysiłku tuż przed snem.
  5. Odpowiednia dieta:
    Unikaj ciężkich posiłków tuż przed snem. Wybieraj lekkie, łatwostrawne potrawy.
  6. Relaksacja przed snem:
    Znajdź techniki relaksacyjne, takie jak medytacja, czytanie książki, czy ciepła kąpiel, aby pomóc ciału i umysłowi przygotować się do snu.
  7. Odstawienie ekranów elektronicznych:
    Odstawienie smartfonów, tabletów i komputerów przed snem jest kluczowe. Emitowane przez nie światło może zakłócać produkcję melatoniny, hormonu regulującego sen.
  8. Unikanie długich drzemek w ciągu dnia:
    Jeśli czujesz potrzebę drzemki, staraj się, aby była krótka i niezbyt późno w ciągu dnia, aby nie zakłócać nocnego snu.

Pamiętaj, że każdy organizm jest inny, dlatego warto eksperymentować, aby znaleźć najlepsze nawyki snu dopasowane do swoich indywidualnych potrzeb. Regularne stosowanie zdrowych nawyków snu przyczyni się do poprawy ogólnej kondycji fizycznej i psychicznej.

Jestem pomiędzy wiosną i latem…

Jestem pomiędzy wiosną i latem. Wiem, że wszystko pójdzie szybko. Po chwili chłodu powietrze nagle nagrzeje się do czerwoności jak w miejskim kotle. Stopione ludzkie ciała wypływające spod T-szirtów bedą przewijać się po nagrzanych chodnikach. Trawa wyschnie a powietrze przesiąknie smrodem asfaltowych oparów. Tyko poranki pozostawią orzeźwiający zapach rosy na liściach w krótkich liniach różowych świtów. Wieczory przygotują chwilę ukojenia z piwem w ręku na działkowej darni, w towarzystwie ptaków i przyjemnych powiewów wiatru. Dla tej pory roku warto żyć. Uważnie czerpać z tych darów zanim z powrotem wszystko odbierze nam zima. Pora rozkwitu. Poszerza świadomość przy orkiestrze pobudzonych zmysłów. Kolorowe szaleństwo jak teoria wszystkiego nastroi nas przyjaźnie do świata i połączy z nim na zawsze. A nawet człowiek nie będzie wilkiem, no chyba, że w korku…

Trzeba zatrzymać ten czas w głowie. Cieszyć się nim. Tak szybko odchodzi. I dołożyć sobie nową cząstkę, którą stworzymy, tylko dla siebie. Chociażby spacer przed świtem…

Teoria Wszystkiego

Teoria Wszystkiego (ang. Theory of Everything) to koncepcja naukowa, która stara się zintegrować i wyjaśnić wszystkie fundamentalne siły i oddziaływania w naszym wszechświecie. Chociaż termin ten często kojarzy się głównie z fizyką teoretyczną, to próba stworzenia jednolitej teorii, która obejmie wszystkie dziedziny nauki, jak fizyka cząstek elementarnych, grawitacja, kwantowa teoria pola, teoria względności oraz inne dziedziny takie jak astrofizyka czy kosmologia.

W fizyce, teoria wszystkiego jest często poszukiwana jako jedna koncepcja, która wyjaśniłaby wszystkie zjawiska fizyczne i zasady rządzące wszechświatem. Jednym z głównych celów takiej teorii jest zintegrowanie grawitacji z pozostałymi trzema fundamentalnymi oddziaływaniami – elektromagnetycznym, silną i słabą interakcją jądrową.

Naukowcy podejmujący się tego wyzwania, jak na przykład fizycy teoretyczni, starają się opracować modele matematyczne i teoretyczne, które mogłyby połączyć wszystkie znane fundamentalne siły i zasady fizyczne. Jednakże, mimo intensywnych badań, jak dotąd nie udało się stworzyć jednej, powszechnie akceptowanej teorii wszystkiego.

Spacer pełen endorfin

Dzisiaj jeszcze jaśniej. Wiosna całą gębą. Rankiem przymrozek namalował na trawniku blado białe smugi szronu. Teraz temperatura rośnie w szaleńczym pędzie. Wraca nadzieja, obietnica cudu. Odżywcza siła promieni działa kojąco na zmęczone po zimie mózgi.Cofa się wypalenie, odpuszcza. Wraca nowa energia. Jestem dobrym odbiorcą takich zjawisk. Szybko daję się ponieść. Dokładam sobie cegiełki z nowo narodzonego entuzjazmu. Przyciągam dobrą energię. Będzie dobrze Wszechświat mnie wspiera i robota mi odpuści. Pojawia się witalność ale sny gdzieś się schowały. Muszę iść na przymusowy spacer pomiędzy zajęciami wtedy, mam nadzieję dam większą szansę moim endorfinom. Wydzielajcie się! Niech mi się nastrój podniesie na maksa. Odpalcie wrotki niech poczuję, że żyję! Niech nad martwym wzlecę światem!

Kiedy mam wątpliwości pytam chataGPT, a on jak dobry wujek służy radą. Jednak jego największą wartością jest dziecinny optymizm, którego tak bardzo mi teraz brakuje. A tu proszę. Jest za darmo.

Endorfiny: Źródło radości na spacerze

Spacer, z pozoru prosty akt, kryje w sobie potęgę zdrowia i szczęścia. Gdy stąpamy przez świat, nie tylko nasze ciało aktywuje się, ale także nasz umysł doznaje pozytywnych zmian. Jednym z kluczowych elementów tego doświadczenia są endorfiny – substancje chemiczne wydzielane przez mózg, które działają jak naturalne przeciwdepresanty i przynoszą uczucie euforii oraz ulgi. W niniejszym eseju skoncentruję się na roli endorfin w procesie spacerowania i ich wpływie na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.

Spacer to nie tylko forma aktywności fizycznej, ale również rodzaj medytacji ruchu, który pozwala na odprężenie umysłu i uwolnienie od codziennego stresu. Gdy oddychamy świeżym powietrzem i obserwujemy otaczającą nas naturę, nasz mózg zaczyna wydzielać endorfiny, które działają jak naturalne substancje przeciwbólowe. Ta naturalna reakcja organizmu przyczynia się do złagodzenia bólu i napięcia mięśniowego, co sprawia, że spacer staje się nie tylko przyjemny, ale także terapeutyczny.

Warto również zauważyć, że regularne spacery mogą przynieść długoterminowe korzyści zdrowotne. Badania naukowe wykazały, że regularna aktywność fizyczna, w tym spacery, może zmniejszyć ryzyko wielu chorób przewlekłych, takich jak choroby serca, otyłość, cukrzyca czy nawet niektóre rodzaje nowotworów. Dzięki regularnemu uwalnianiu endorfin podczas spacerów, nasze ciało staje się bardziej odporne na stres i choroby, co przekłada się na ogólny stan zdrowia.

Nie tylko zdrowie fizyczne jest korzystne z regularnych spacerów. Endorfiny mają również pozytywny wpływ na nasze zdrowie psychiczne. Uwalniając się podczas spaceru, stajemy się bardziej pozytywnie nastawieni i mniej podatni na stany depresyjne czy lęki. Regularna aktywność fizyczna, w tym spacery, może nawet pomóc w leczeniu depresji i poprawie ogólnego samopoczucia. To niezwykle istotne, zwłaszcza w dzisiejszym zabieganym świecie, w którym coraz więcej osób boryka się z problemami zdrowia psychicznego.

Wnioskiem z powyższego jest to, że spacery są znacznie więcej niż tylko formą aktywności fizycznej. To czas poświęcony sobie, swojemu zdrowiu i swojemu szczęściu. Dzięki uwalnianiu endorfin, spacerowanie może być źródłem radości i ulgi zarówno dla ciała, jak i dla umysłu. Dlatego zachęcam wszystkich do regularnego sięgania po tę prostą, ale potężną formę ruchu, która może odmienić nasze życie na lepsze.

Niedługo będziemy wolni od braku słońca

Czwartek

Słyszę tupot cienkich nóżek gołębia na moim blaszanym parapecie. Wróciłam z wędrówki po sklepach i budkach z pieczywem. Zdobyłam ostatniego jasnego rogala z tych przypominających prawdziwe rogale i worek „ prawdziwych” pampuchów, tych przypominających domowe. Pogoda jakby zimowa. Arktyczne powietrze uderzało nieprzyjemnie w twarz wilgocią i niecierpliwością. Mimo tego i tak czuło się wiosnę. Widziałam na trawniku przed domem cztery stokrotki z różowo białymi płatkami lekko przyczesanymi na prawą stronę i jednego ciemno fioletowego fiołka. Na żywopłocie rozwinęły się podłużne listki przedzielone nerwem środkowym jak przedziałkiem z daleka tworzą lekko zielona mgiełkę na długim odcinku drogi. Ludzie jakby cichsi niż zwykle. Zakapturzeni. Niekontaktowi. Sprzedawcy siedzący tyłem do wystaw w nienaturalnym zgarbieniu jakby w oczekiwaniu na skok do lepszego wymiaru. A to wszystko otoczone szarymi chmurami na, które nachodzą szybsze, ciemniejsze obłoki nadając kontrastu. Kikuty drzew dalej uśpione. Trwają bezczynnie na skrajach ulic tworzą szkielety i drabinki dla gawronów i kawek. Gołębie przelatują zwartymi szykami nad pudełkami bloków rozpraszając na chwilę bezczynność tła. Nicość oczekiwania jest dzisiaj bardziej dotkliwa niż zwykle. A jednak coś się tli. Zawsze jest coś czego można się przytrzymać. W końcu to końcówka lutego. Niedługo będziemy wolni od braku słońca mam nadzieję.