Nie śpię. Idzie fala. Z najdalszych zakątków spiętrzone wody wlewają się w bolące, spuchnięte żyły rozlewisk. Tamy nie wytrzymują. Stan przedzawałowy.
Strumienie przyspieszają. Rzeki podnoszą białe grzywy na błotnistych falach. Wszystko wzbiera i próbuje oderwać się od lądu. Jakby cała masa podłoża chciała się wyrwać z tego zatrutego miejsca. Odczepić się od całości. Stać się osobnym bytem. Rozpuścić w strugach wody i płynąć z nurtem w nieznane. Być wreszcie gdzie indziej.
Deszcz spada falami w kolejnych porcjach zimnych zacięć na ołowianym tle śpiącego miasta. Wybija smutny rytm na blaszanych parapetach i rozmazanych szybach. Zagłusza myśli.
Internety przewidują koniec świata i nawołują do mobilizacji. Jesteśmy w oku cyklonu. Będzie tylko gorzej a to dopiero początek. TikTok przypomina przepowiednie. Przecież to już wiedziano, obliczono, powiedziano. Jakiś szaman to już zwiastował, opowiadał starszyźnie. Ludzie znowu nie słuchali.
TVNy, Polsaty ustawiają się na tle szarych tam, mostów i zalanych dróg. Poważne twarze w kurtkach z membranami tworzą zgodne z wymogami SEO opisy opłakanej rzeczywistości. Jak to się mogło stać? Kto nawalił? Dlaczego nikt tego nie zatrzyma? Co mamy robić?
Wzbiera mży, siąpi, popaduje, kapie, pada, leje, zacina intensywnie, dynamicznie, aktywnie, mocno, lawinowo, burzliwie, ofensywnie wzbiera, wzbiera, wzbiera!
Zrzuty wody. Ze zbiorników, zapór potrojone odpływy będą zależeć od rozwoju sytuacji w poszczególnych rejonach. Prognozowane są dalsze wzrosty. Woda porwała auto z kobietą w środku. Dramatyczna akcja ratunkowa w Kałkowie. Aktualnie wszystko pęcznieje i nasiąka. Lęki mnożą się na progach kamienic, przy barierkach, na dachach i daszkach. Z minuty na minutę sprawdzają się czarne scenariusze.
Moje miasto się kuli z zimna. Sąsiadka z dołu krzyczy na męża przed wyjściem do pracy. Niedziela to przykry dzień na taką aktywność. Nastrój spada. Tutaj jeszcze, jeszcze… Dalej leżymy nieświadomi przypływu. Deszcz nieprzerwanie zniekształca widok na ulicę.
Ciekawe co na bagnach?