Znowu początek

Znów początek. Szósta na zegarze. Od nowa jak w Dniu świstaka. Te same zadania, gesty, słowa. Klocki dnia przesuwają się w tym samym tempie tworząc te same budowle. Duszno mi w tym mieście, w tym pokoju, w tym łóżku. Przestrzeń mnie wzywa a tu można tylko w ścisku przekładać się na boki w wąskich kiszkach pomieszczeń. Ta ciasnota przekłada się na umysł, który nie może się uwolnić z tego więzienia. Chce lecieć, wyrwać się do lotu a uderza wciąż o sufit i podłogę. Później już nie wstaje.

Jak się uwolnić? Wszystkie próby kończą się niepowodzeniem. Generowanie spontaniczności zostaje wyśmiane przez kołowrotek tygodnia. Aby do piątku aby do piątku a poniedziałek to zło. Jak możemy sobie to robić przez tyle lat. Tak pościelić w swoim więzieniu, że nie ma już powrotu do niczego innego niż codzienność. Szarość, powtarzalność.

Wiosna jeszcze się wdzięczy za firanką terminów. Można wyjrzeć przez oczko koronki by zobaczyć inne istoty żyjące w innych wymiarach przestrzeni. Można podnieść głowę i zobaczyć chmury. Można zamiast klepek starego parkietu zobaczyć trawę. Zamiast ściany drzewo. To za mało. Żeby umysł odpoczął ale jednak. Czy ten ptak na płocie nie przyleciał po moją duszę?

Dodaj komentarz