Wszystkie moje niebieskie sny…

Czasem osiągam stan umysłu w którym wszystkie moje niebieskie sny z wodą , falą i szczęściem łączą się ze sobą w jedną strukturę, w jedną masę, która zalewa niewyobrażalną przyjemnością mój umysł. Nie wiadomo do końca skąd przychodzi to uczucie ale to nie istotne bo jego siła wszystko zmienia. Drobne rzeczy zamieniają się w przyjemności, smaki się wyostrzają a zapachy stają się wrażeniami z dzieciństwa. Uczucie trwa, krótko i przychodzi zwykle wczesną wiosną, przedwiośniem albo lepiej przedprzedwiośniem, kiedy jeszcze nikt nie czuje zmian w powietrzu. Tylko ja. Taki dar od wszechświata za wewnętrzne smutki zimy. Sny materializują się jakby przed oczami, przypominają swoje obrazy, te dawno zapomniane i łączą je z nowymi tworząc wielką siatkę samych dobrych pierwiastków szczęścia. Tych prawdziwych osobistych, szczerych od których wszystko co złe odbija się i nie ma większego znaczenia. Sens życia zmienia wtedy swój image i nagle rozumiemy, że tu chodzi o coś całkowicie innego. Że to co dotychczas było tylko na przetrwanie i że trzymaliśmy się kurczowo rzeczy widzialnych i tylko w nich pokładaliśmy nadzieję nie wierząc, w nasze głowy, w których produkuje się inna rzeczywistość zaprzeczająca wszystkim standardom, formom i wyobrażeniom. Staje naprzeciwko szarości, siności i bólu. Zalewa słońcem. Pływa w zachwycie. Jest wodą, plażą, piaskiem i słońcem. Kwiatami ze snów, tych z unoszącymi się w powietrzu ciałami, nad miastem, nad lasem, nad jeziorem. Gdy jesteśmy fruwaniem i wyzwalającym unoszeniem się nad martwym światem. Snem dającym ukojenie na kilka dni i zmieniającym ścieżki neuronalne w naszych mózgach bez użycia antydepresantów. Taki prezent od ciała. Chcę utrzymać ten stan. Jest jak przebłysk świadomości dawno zapomnianego dziecięcego zachwytu. Jak go wyprodukować? Jak go zatrzymać na dłużej? Gdzie go szukać gdy znów się zgubi? Natura. Czy to naprawdę takie proste?

Dodaj komentarz